- Akty przemocy/nietolerancji/nienawiści
#1
Czy spotkaliście się kiedyś z aktem przemocy/nietolerancji/nienawiści (np. ze względu na Waszą niedojrzałość/nieśmiałość)? Poczynając od poglądów na orientacji, wyznawanej religii, rasie itp. itd. etc. skończywszy? Jak reagujecie na zaczepki (i czy w ogóle, czy potraficie to zrobić?)? Czy będąc fobikiem który w jakiś sposób pragnie się wyróżniać (lub się już czymś wyróżnia) macie wahania emocjonalne i niepewność co do tego czy Wasze poglądy/decyzje są słuszne?

No bo przypuśćmy, że mamy zagranicznego fobika (lub fobiczkę) homoseksualist(k)ę o innym kolorze skóry który/która spotyka się z aktem nietolerancji/przemocy tylko i wyłącznie ze względu na to co widać u niego/niej gołym okiem, a nikt nie zwraca uwagi na wnętrze. Czy Was albo Waszych bliskich spotykała podobna sytuacja? Jeśli tak to jak się wówczas zachowujecie? Pytam bo mam problem z określeniem siebie, a nie ukrywam, że boję się jak moją inność zaakceptują inni. Zdążyłem zauważyć, że w Polsce panuje coś takiego jak ''chciałbym, ale się boję''. Czy w większej części tyczy się to głównie fobików? Co sądzicie?
Typ osobowości wg. MBTI: INFP/ISFP.
Fobik od: 2000 i/lub 2002, i/lub 2007.
Odpisz
#2
Szykujesz jakiś comming out? Jesteś bi ?
Odpisz
#3
Przecież coming out już był
[Obrazek: 2MPbv.jpg]
Kocham Polaków i komunistów    :Uśmiecha się:
Odpisz
#4
żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek

Sprawdzałem posty Ertix i pisze:

Ertix napisał(a):Hmm...
No to jak tak to nie jestem w stu procentach hetero, ani homo. Toleruję związki homo, pod warunkiem, że mi nikt nie robi krzywdy. Zresztą, co mnie to obchodzi kto z kim co robi w łóżku?    :Wystawia język:
Odczuwam pociąg do osób silniejszych i atrakcyjniejszych fizycznie (z reguły to mężczyźni), ale także i do takich małych i rozkosznych kobiet które są prawdziwie kobiece i uczynne.    :Uśmiecha się: (a właściwie to przyjmuję ich wzorce zachowań bo męskim trudno mi sprostać).

Czyli jakoś bliżej środka spektrum

Clint Ruin napisał(a):Przecież coming out już był

Nie wiem co masz na myśli
Odpisz
#5
@Ertix
Najbliższa rodzina być może zrozumie, ale na resztę społeczeństwa ciężko będzie liczyć.
Swego czasu na studiach na moim wydziale przez jakiś czas był transwestyta lub transseksualista (nie wiem które pojęcie jest dobre). W każdym razie to był chłopak, który przebierał w babskie ciuchy. Ubierał się w sukienki, robił makijaż, malował usta, oczy, buty na obcasach, długie włosy (peruka), damska torebka. Oj, nie miał on łatwego życia. Wszyscy z niego robili sobie jaja. Klepanie po tyłku, jajcarskie teksty stylu: "stary patrz, ale dupa!", śmiechy, szykany i cokolwiek można jeszcze przykrego doświadczyć to on doświadczał codziennie. Nawet dziewczyny z innych wydziałów sobie z niego kpiły (wiele razy słyszałem ich rozmowy na temat "tego pedała" w tramwaju jak dojeżdżałem na uczelnię). W pewnym momencie kilku łepków próbowało go nawet pobić i sprawa znalazła swój finał u dziekana. Kadra akademicka z tego co udało mi się zauważyć też raczej nie darzyła go sympatią. Po zimowej sesji już go nie widziałem więcej.

W sumie było mi go szkoda. Sam miałem problemy w gimnazjum i podejrzewam jak się czuł. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego on to robił i z uporem maniaka przebierał się bez przerwy w damskie ciuchy, mimo, że społeczeństwo tego nie akceptowało. Czy naprawdę odczuwanie niezgodności płci fizycznej i psychicznej jest tak dokuczliwe, że człowiek jest zdolny do znoszenia dzień w dzień szykan od innych ludzi? Bo raczej nie uwierzę, że robił to wszystko tylko po to aby być polskim pionierem ideologii LGBT.
Ten, który nie potrafi dostosować się do rzeczywistości.
Odpisz
#6
The_Visitor - Jeśli bym nawet był to co z tego? Po co ta złośliwa ironia w Twojej wypowiedzi bo nie rozumiem? Skoro tak bardzo czytasz moje posty to powinieneś wiedzieć, że mam problem z określeniem siebie (nie tylko pod kątem seksualnym). Wciąż poszukuję swej Nirwany, samego siebie.    :Uśmiecha się:
Założyłem temat by ogólnie porozmawiać o tym czy jako fobicy spotkaliście się kiedykolwiek z aktami przemocy/niezrozumienia/nienawiści. Logicznym jest, że pewnie zdecydowana większość tego doświadczyła (w szkole/pracy, u znajomych itp.), ale nie znam powodów.

Jeżeli o mnie chodzi to na szczęście jeszcze nic takiego większego nie miało miejsca (poza pewnym incydentem w podstawówce na linii z nauczycielami, no i z rodziną rzecz jasna). Fakt, że były drobne sprzeczki z kolegami, ale nie były to ani zaczepki, ani wyzwiska. Bić to się biłem już w przedszkolu (jak i dawałem się wykorzystywać na mojej naiwności), ale kto tego wtedy nie robił? Prędzej to ja byłem przewrażliwiony na to co mówią inni. Jako osoba niepełnosprawna kilkakrotnie ktoś mi zwracał uwagę z grona kolegów nie szczędząc przy tym gorzkich słów (pozdrawiam swoje gimnazjum).
Z perspektywy czasu jak na to spojrzę i porównam to do sytuacji z poprzednimi pokoleniami to uważam, że mam za lekko, że nie powinienem był się tym tak przejmować, a puścić to wszystko w niepamięć i odpowiedzieć sobie na pytanie ''Ale właściwie to kto tu jest winny? Ja? Oni? Czy może to kwestia zmiany nastawienia wśród ludzi, a może to ja jestem z innej epoki?''. Łatwo jest tak mówić osobom które nie mają tak wrażliwej psychiki jak ja. Boję się jednak, że w porównaniu z tym co mnie spotkało, a co mnie spotka zrobi się ogromna przepaść, i dopiero wtedy będę mieć problem który zapewne zakończy się samobójstwem.    :Obraził się:

@up: Współczuję. Nie jemu, ale głupocie ludzi którzy nie są w stanie zaakceptować takich osób którzy także liczą się w tym społeczeństwie. Osoba o której piszesz to transwestyta, i ja osobiście do takich osób nic nie mam. Wisi mi to jak chodzą na co dzień.    :Uśmiecha się puszczając oko:
Niby mamy XXI wiek, ale ludzie wciąż mają poglądy jak ze średniowiecza. Nie ważne czy w Polsce czy w Paryżu.
Co do włosów to w posiadaniu długich włosów przecież nic złego nie ma, toteż tym bardziej nie rozumiem czemu się przyczepili do jego peruki.
Dziekan go nie lubił? Interesujące. Ciekawe dlaczego.    :Wystawia język:
Zastanawia mnie także jak sobie radził wcześniej na co dzień. Może opowiesz coś więcej?

Cytat:Zawsze mnie zastanawiało dlaczego on to robił i z uporem maniaka przebierał się bez przerwy w damskie ciuchy, mimo, że społeczeństwo tego nie akceptowało.
Może dlatego, że chciał być sobą? Nie żyje się przecież dla innych, a dla siebie. I ja go podziwiam za odwagę pod tym względem.
A dlaczego inni z uporem maniaka próbują nam wcisnąć głupoty, że to co robimy jest ''złe''? Zgoda, że innym nie musi się to podobać (ale powinni tolerować nasz wybór), ale jak sami poddamy się swoim wyznawanym wartościom to już łatwo z dołka nie będzie nam wyjść. Np. takiego abstynenta nie przekona się by zaczął pić ''bo inni też piją'' (czego sam jestem przykładem), osoby chorej nie przekonasz do wyrobienia prawa jazdy tylko dlatego bo wszyscy je mają itp. itd.
Obraz nietolerancyjnego społeczeństwa w naszym kraju mnie co raz bardziej przeraża i zadziwia.
Typ osobowości wg. MBTI: INFP/ISFP.
Fobik od: 2000 i/lub 2002, i/lub 2007.
Odpisz
#7
E tam. By być kozłem ofiarnym nie trzeba być czarnoskórym Żydem-gejem. Wystarczy nieco inne spojrzenie na świat.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#8
Ertix napisał(a):Co do włosów to w posiadaniu długich włosów przecież nic złego nie ma, toteż tym bardziej nie rozumiem czemu się przyczepili do jego peruki.
Dziekan go nie lubił? Interesujące. Ciekawe dlaczego.    :Wystawia język:
Zastanawia mnie także jak sobie radził wcześniej na co dzień. Może opowiesz coś więcej?

Raczej nie czepiali się jego długich włosów, a całokształtu. Tego, że starał się wyglądać i zachowywać jak dziewczyna. Ja w czasie studiów też miałem długie włosy (daleko poniżej ramion) i nikt mnie nigdy nie zaczepiał z tego powodu.

Dziekan akurat, z kadry akademickiej, był chyba najbardziej spoko gościem. Ale z tego co mi mówił kolega z liceum (on był w grupie z tym transwestytą) to wykładowcy patrzyli się na niego krzywo i traktowali w wyraźny sposób protekcjonalnie. Mój kolega z liceum był po licencjacie i zaczynał studia magisterskie uzupełniające na zerowym semestrze. Co by znaczyło, że ten chłopak-transwestyta również ukończył jakaś uczelnię na poziomie licencjata. Może na poprzedniej uczelni go tak nie prześladowali? W sumie ja studiowałem na wydziale informatyki i liczbę studentek można było policzyć na palcach jednej ręki. Może wcześniej studiował na jakimś bardziej sfeminizowanym kierunku i dziewczyny nie były tak napastliwe w stosunku do niego.

Kolega opowiadał mi jak raz na jednych ćwiczeniach trzeba było pracować przy komputerze w parach nad jakimś tam zadaniem. Nikt nie chciał być w parze z tym chłopakiem i doktorek zmusił akurat mojego kolegę aby siedział razem z tym transwestytą przy jednym komputerze. Nie miał łatwo (chociaż to luzak i zbytnio się nie przejął), bo inni sobie robili z nich jaja, mówili, np. aby dał mu buzi, żeby wsunął mu rękę pod sukienkę, aby się z nim umówił, itp.

Po tym gdy próbowano go pobić, dziekan zrobił mojej grupie pogadankę (miał z nami jedne wykłady). Mówił, że jemu samemu jest ciężko zaakceptować taką odmienność, bo on jest starszym człowiekiem i w jego młodości chłopak musiał być zawsze męski. Ale przekonywał nas, aby go zostawić w spokoju. W skrócie powiedział coś w stylu, że "powinniśmy go tolerować, ale nie musimy akceptować". Po tym wydarzeniu, gdy próbowano go pobić, studenci mocno mu odpuścili (albo się znudzili wyśmiewaniem).

Ciężko mi powiedzieć cokolwiek więcej o tym transwestycie. Nie miałem z nim żadnych zajęć (startowałem od pierwszego semestru bo byłem po inżynierce, a nie licencjacie). Jak przechadzał się korytarzem to najczęściej było słychać słowo "pedał", ale on w ogóle na to nie reagował. Nigdy nie widziałem aby się bronił przed szykanami (był chyba kompletnie wycofany). W domu studenckim, którym mieszkałem nigdy go nie widziałem. Z kolegą z liceum miałem też bardzo słaby kontakt i niewiele rozmawiałem (moja fobia wtedy sięgała zenitu).
Ten, który nie potrafi dostosować się do rzeczywistości.
Odpisz
#9
Oczywiście że się spotkałem. Przemoc i nienawiść to zbyt duże słowa no ale jak w klasie bywało nudno to czy w gimnazjum czy w technikum z kogo sobie żarty robili? A no ze mnie i jeszcze jednego takiego gościa co nic nie mówi (on to już totalnie zero, jest dużo gorszy nawet ode mnie). Nigdy jakoś nie umiałem się obronić, postawić na tyle by zaprzestali.

Nie było to nic strasznego ani super chamskiego ale jednak samoocena spadła na wskutek tych lekkich prześladowań mnie i teraz przez to również mam tę fobię. Ehh, dobrze że teraz jest już o wiele lepiej, trochę nauczyłem się bronić, czasem uda się komuś fajnie dojechać jakimś tekstem
Odpisz
#10
Znam to i jest kilka opcji, tez robić z nich i im żarty, olać sprawę albo napierdzielić porządnie ich 'guru' wtedy raczej spokój
Odpisz
#11
Ertix napisał(a):Skoro tak bardzo czytasz moje posty to powinieneś wiedzieć, że mam problem z określeniem siebie (nie tylko pod kątem seksualnym).

Co masz na myśli mówiąc: określeniem siebie w nie tylko pod kątem seksualnym ? Jakie inne kąty widzisz ? Zawodowy to doradca zawodowy.
Co to znaczy odnaleźć/określić siebie ? To jest niewykonalne bo nikt nie wie kim czym jest do końca.

EDIT: czytałem przypadki że ludzie pisali odnalazłem siebie po tym jak np: chłopak spróbował z innym chłopakiem i nagle jak twierdzi odnalazł siebie w tym sensie że jest homoseksualny. Inny znany komik amerykański George Carlin jak twierdzi odnalazł się po zażyciu LSD najpierw jako komik myślał że musi robić z siebie głupka, a po Tripie coś mu się przestawiło może zrobił krok wstecz od swojego ego i zaczął wyrażać swoją indywidualność. Może pod znakiem nirwany masz na myśli własne powołanie, ludzie znajdują swoje powołanie ale moim zdaniem to jest ograniczające bo wtedy skupiasz się na jednej rzeczy w otaczającej rzeczywistości jak np: Quentin Tarantino tylko filmy i nic innego go nie interesuje i to w pewnym sensie zakłada klapki na oczy wobec nieograniczonych możliwości rozwoju. Ale warto doświadczać, próbować różnych rzeczy bo to jedyne wyjście żeby sprawdzić co sprawia ci przyjemność, frajdę.
Odpisz
#12
dlt
Odpisz
#13
Cytat:Co masz na myśli mówiąc: określeniem siebie w nie tylko pod kątem seksualnym ? Jakie inne kąty widzisz ?
Ogólnie mi chodziło o szukanie samego siebie, własnej drogi, własnego szczęścia, własnych poglądów. Zaakceptowanie siebie bez wstydu i próba życia z innymi.

Co do reszty to się zgodzę, ale są tacy ludzie którzy po prostu wolą się skupiać na jednej rzeczy, a robić ją dobrze niż skupiać się na kilku zachciankach i robić je byle jak. Sam należę do tej pierwszej grupy.

@Szary Cezary - Eh... Tylko tyle powiem.    :Obraził się:
Typ osobowości wg. MBTI: INFP/ISFP.
Fobik od: 2000 i/lub 2002, i/lub 2007.
Odpisz
#14
Nie trzeba wcale mieć "kontrowersyjnych" cech - ludzie potrafią być tak nietolerancyjni, że u każdego mogą dopatrzeć się czegoś, za co będą tępić tę osobę. Zwłaszcza w szkołach to jest bardzo wyraźne, ale i osoby dorosłe o ciasnych horyzontach boją się inności i dyskredytują wszystko, co ich zdaniem odbiega od normy.
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#15
Alikene napisał(a):ludzie(...) u każdego mogą dopatrzeć się czegoś, za co będą tępić

...najczęściej będą tępić za własne wady albo słabości które widzą u innych.
Odpisz
#16
Ertiks a nie masz tak że wyrażenie "bliska znajomość" ma podtekst seksualny ? Ja tak mam. Nie rozumiem ziomali co razem chleją i chodzą na mecze dla mnie nie nazwałbym tego bliską znajomością, bliska znajomość to ktoś kto cie wspiera a od tego do seksu już niedaleko jak dla mnie. DLatego nie rozumiem idei dwóch facetów którzy są dla siebie przyjaciółmi. Jakbym miał takiego przyjaciela to bez seksu się nie obejdzie ale dla kogoś może to inaczej działa    :Wystawia język:
Odpisz
#17
Czy ja wiem? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zamiast określenia ''bliska znajomość'' używam po prostu synonimów typu ''znajomy'', ''przyjaciel'' i jest git (jeszcze żebym miał ku temu okazję by naprawdę tego używać to by było super :]). Może rzeczywiście ma to swój ukryty podtekst seksualny, ale nigdy nie zwracałem na to uwagi tak po prawdzie mówiąc.
Tylko wiesz, faceci chodzący razem na mecze Ciebie dziwią, a czy dziwią Cię kobiety chodzące do SPA? Do ginekolog-kobiet? Wprawdzie może to nie jest taki skrajny przykład jak z facetami zachwycającymi się facetami, ale jednak..
To, co nazywasz bliską znajomością to ja osobiście nazywam związkiem partnerskim/partnerstwem. Związkiem opierającym się na braku podziału stereotypowych ról i kategoryzacji ze względu na płeć, na wzajemnej pomocy, trzymaniu się razem.
Typ osobowości wg. MBTI: INFP/ISFP.
Fobik od: 2000 i/lub 2002, i/lub 2007.
Odpisz
#18
Bliska znajomość u kobiet jest moim zdaniem bardziej autentyczna niż bliska znajomość u mężczyzn. Kultura w jakiej żyjemy pozwala dziewczynom na pogaduchach zwierzać się ze swoich emocjonalnych problemów, facetom nawzajem sobie już nie.
Co do związków partnerskich to jak mój brat rodzony ma przyjaciela to znaczy że są dla siebie partnerami ? Nie wiem może u mnie problem tkwi w czym innym że w ogóle nie potrafię stworzyć bliżej relacji z nikim na dłuższą metę.
Odpisz
#19
I to jest właśnie wielki błąd.
Bo ja osobiście uważam, że nie powinno być takiego podziału. Wszyscy jesteśmy ludźmi, czasem mamy gorsze, a czasem lepsze chwile, i nikt z nas nie jest chodzącą maszyną.
Na szczęście są faceci którym to nie przeszkadza i u których żalić się można do woli.    :Uśmiecha się:
Typ osobowości wg. MBTI: INFP/ISFP.
Fobik od: 2000 i/lub 2002, i/lub 2007.
Odpisz
#20
Ertix napisał(a):Na szczęście są faceci którym to nie przeszkadza i u których żalić się można do woli.    :Uśmiecha się:

No ja mam takiego kolegę taki intelektualista któremu się rozprułem z problemów i był dobrym doradcą nie raz chciałem go przytulić ciekawe jakby zareagował  :Stare - Przewraca oczami 2: Ale to taka relacja na zasadzie on rodzic ja dziecko więc raczej bliskim znajomym nie zostanie.
Odpisz
#21
tak, od podstawówki, po liceum, nie reagowałam. a tera spokój
Cytat:Bliska znajomość u kobiet jest moim zdaniem bardziej autentyczna niż bliska znajomość u mężczyzn. Kultura w jakiej żyjemy pozwala dziewczynom na pogaduchach zwierzać się ze swoich emocjonalnych problemów, facetom nawzajem sobie już nie.
nieprawda, bliska znajomosc miedzy dziewczynami= rywalizacja. (niebliska też) i to taka pod przykrywką przyjaźni, uwodzi i mami, a tak naprawdę krzywdzi, bo boli, kiedy oosba bliska się z ciebie naśmiewa, a koleznaki tak mają- tu wytkną, że wyglądasz jak potwór, tu, że się ubrałaś jak zjeb. itd. tu zawarczy, że się smiałaś odezwać i powiedzieć coś yntelygentnego, co nie daj boże zwróciło pozytywną uwagę otoczenia itd.
Odpisz
#22
bajabongo napisał(a):nieprawda, bliska znajomosc miedzy dziewczynami= rywalizacja.
No ale wy babki powinniście się trzymać razem, nie? Feministki, co jest?

A generalnie to więcej jest chyba psiapsiółek niż psiapsołów, hm? My po kiblach razem nie chodzimy.
Rywalizacja leży w strefie męskich aspektów. Dziewczyny czują większą chęć akceptacji i przynależności do danego środowiska i stawiają działania w świetle pokojowej polityki. To zjawiska ogólnie pojęte. Widziałaś kiedyś film o wielkich przyjaciołach? Ja nie, ale za to o przyjaciółkach ochy i achy jest od cholery.
Odpisz
#23
ozor jak brzytwa. to, że piszę o feminizmie (nie wartościując go-aspektu historycznego), nie oznacza, że jestem feministką (wielokrotnie pisałam o żenujących 'poczynaniach' femenu czy wypowiedziach szczuki). nie jestem. po toaletach z koleżankami też nie chodzę/ nie chodziłam, a piszę nie na podsatwie filmów, tylko własnego doświadczenia "przyjaźni" , w różnych okresach. i rywalizacja kobiet, między kobietami, też dotyczy. głupie amerykanskie komedie, gdzie przeważnie dwaj (najlepiej chudy i gruby) stulejarze marzą o zaliczeniu panienki, albo ew. filmy przygodowe,.
Odpisz
#24
bajabongo napisał(a):ozor jak brzytwa. to, że piszę o feminizmie (nie wartościując go-aspektu historycznego), nie oznacza, że jestem feministką (wielokrotnie pisałam o żenujących 'poczynaniach' femenu czy wypowiedziach szczuki). nie jestem.
No przecież to była ironia, pstryczek w nos.
Możesz się powoli przyzwyczajać.

bajabongo napisał(a):własnego doświadczenia "przyjaźni" , w różnych okresach. i rywalizacja kobiet, między kobietami, też dotyczy.
Jak w biedronce jest promocja na śmietanę, to nie znaczy to, że w lidlu też jest taka promocja.
Jeżeli chodzi o zjawiska społeczne, czysto psychologiczne, to własne doświadczenie nie może być jedynym źródłem wystawienia oceny.
Odpisz
#25
pytanie dotyczyło własnych doświadczen nietolerancji, więc wszystko się zgadza; nie mówię, że wszystkie przyjaźnie takie są. nie pojmuję świata jako czarno-białego. nie napisałam też, że rywalizacja między kobietami jest taka sama, jak między mężczyznami odnośnie twojej 'metafory'. wyciągnąłeś ciężką amunicję- wysublimowany srakazam, drżę i chylę czoła
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.