- Alienacja w pracy
#1
Od razu uprzedzam że będzie dłuugo, potrzebuję się wyżalić   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

Mam nową pracę od miesiąca. Pracuje w przedszkolu jako pomoc nauczyciela. Praca jest idealna jeśli chodzi o warunki, to znaczy blisko do domu, godziny pracy, wolne weekendy itd. jednak problemem jest tytułowa adaptacja. Czasami raz jest lepiej, a raz gorzej, mam takie dni kryzysu, kiedy czuje niechęć do tej roboty. Jestem ogólnie rozdarta, bo z jednej strony odpowiadające mi warunki "techniczne", ale z drugiej strony sam charakter pracy, a raczej ludzie, średnio mi odpowiadają.

Jak wspomniałam, pracuję tam od miesiąca i niestety nadal nie czuję się w pełni swobodnie. Jest lepiej niż na początku, ale nadal w relacjach z innymi kuleje i mam poczucie, że tam nie pasuje. Do tej pory raczej na tym stanowisku pracowały starsze kobiety, a ja no jestem młodą osobą. Dla nauczycielek tam uczących zapewne jestem gówniarą w końcu mają dzieci w moim wieku, a z kolei one są dla mnie starymi babami. Wiem że wiek niekoniecznie musi grać rolę, bo są osoby które mają te po 40 lat i więcej, a są młode duchem, ale tutaj tak nie jest. Ja po prostu nie mam o czym z nimi rozmawiać. Nie będę przecież do nich gadać o grach, komiksach czy rpgach. Ich rozmowy albo dotyczą pracy albo prywatnych spraw typu rozmowy o mężach, dzieciach czy pieczeniu ciast. Ja wtedy milczę, bo nie mam nic do powiedzenia, one też traktują mnie raczej jak powietrze. Generalnie są miłe, choć jedna nie ma dnia żeby się o coś do mnie nie przyczepiła i w ogóle z niej taka paniusa, co np. krzywi się, bo ona musi mieć świeże mleko, dla niej mleko stojące w lodówce na drugi dzień, to już jest niezdatne do użytku, heh.
Wracając do głównego wątku - mimo że są miłe, to jednak nie potrafię się z nimi dogadać. Z dyrektorką jak jestem, to nie odzywamy się do siebie wcale. Trochę mnie krępuję taka cisza i mam poczucie że powinnam się odezwać, ale nie potrafię tak na siłę pociągnąć jakieś rozmowy :Stare - Kwaśny:

Z dziećmi też nie jest lepiej. Ja ogólnie do dzieci mam dość ambiwalentny i dosyć specyficzny stosunek. Tzn, pisząc o specyficznym stosunku mam na myśli to, że taki luźny. Do tej pory mój kontakt z dziećmi ograniczał się głównie do mojej bratanicy, a to zupełnie coś innego. Tutaj te kontakty są bardzo oficjalne, ja jestem dla nich "Panią X". Nie umiem za bardzo z nimi rozmawiać. Tzn, nawet jakbym chciała coś zagadać, to się bardo pilnuje, bo się boje że powiem coś nie tak, w końcu to obce dzieci, nie znam ich na tyle, nie wiem jak to odbiorą czy potem nie będzie tak, że powiedzą rodzicom że ja coś tam powiedziałam i potem będzie afera, bo zostanie to opatrzenie zrozumiane. Wiadomo dzieci są różne, są takie, które są przyjazne i otwarte i mnie lubią, są takie, które mnie nie lubią, a są też takie, które mają mnie gdzieś i jestem im obojętna. Ja w sumie do większości z nich mam nastawienie ostatnie. Dzieci na ogół mnie nie słuchają, była kiedyś sytuacja gdy poprosiłam jednego chłopca o to by nie kopał klocków innego dziecka, to jeden gówniak z złośliwym tekstem "Dobrze pani dyrektor", a reszta w śmiech. Wiem że to głupie, ale chciało mi się wtedy płakać. Zauważyłam też od jakiegoś czasu, że dwie dziewczynki się dziwnie zachowują w stosunku do mnie. Gdy coś do nich mówię to udają że nie słyszą i wiele razy widziałam jak jedna do drugiej coś mówiła na ucho i patrzyły się moją stronę, śmiejąc się. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale gdy n-ty raz to zobaczyłam, to zwróciłam im uwagę. Zrobiło im się głupio, ale minęła może z godzina i znowu to samo. Wiem, że pewnie dla was to absurdalne, że się przejmuje tym, że jakieś dwie 6 latki mnie obgadują, ale w liceum miałam w klasie takie "koleżanki", które mnie w taki sposób ostentacyjnie obgadywały mnie i moje dwie koleżanki i po prostu jestem przeczulona na takie zachowanie. Staram się mieć na to wywalone, ale gdzieś tam w głębi jest mi przykro. Opisuje to, bo przez to momentami się czuję tak, jakby mnie te dzieci nie lubiły, nie szanowały mnie w ogóle i nie była przez nie akceptowana. Momentami odnoszę wrażenie, że te dzieci protegują moją fobię, odczuwam lęki i przywołują te niemiłe wspomnienia z czasów szkolnych   :Stan - Niezadowolony - Smuci się:
Odpisz
#2
powiem ci ze mam tak samo tez sie alienuje nie rozmawiam z ludzmi i nie lubie ich, z ta roznica ze nie musze gadac z ludzmi na produkcji ale pomysl o pracy w sposob ze lepiej jest ja miec niz siedziec w domu, bo siedzienie w domu dobija
Odpisz
#3
Masz rację i doceniam to, że mam tą pracę, a nie siedzę dalej bez niczego.

Moja praca nie wymaga ode mnie bym była jakaś super towarzyska i wygadana. Na początku było mi ciężko, przejmowałam się tym i byłam zła na siebie, że jestem taka milcząca, że pewnie mają mnie za dziwną.
Nie powiem, jest lepiej niż na początku, ale dochodzę do wniosku, że nie ma co się zmuszać, skoro nie mam zwyczajnie tematów do rozmów, to nie będę samej siebie z tego powodu obwiniać, tak niestety czasami bywa.

Z dziećmi raz lepiej raz gorzej, jako z grupą nie bardzo się potrafię dogadać, lepiej mi idzie z pojedynczymi jednostkami.
Odpisz
#4
To są 6 latki raczej Cie nie obgadują na nie wiadomo jakie tematy. Może musisz być bardziej zdecydowana w stosunku do nich. Ale nie mam pojęcia jak z takimi dziećmi postępować.

Generalnie dobra praca. Wśród ludzi zawsze jakieś obycie zdobędziesz.
Odpisz
#5
Hej Swango, a dlaczego akurat taka praca? Studiujesz pedagogikę? Ja studiowałam podobny kierunek i miałam praktyki w podobnym miejscu. To znaczy zupelnie różnym bo to był WTZ, dla os. dorosłych niepełnosprawnych, ale związanym poniekąd z edukacją. Miałam podobny problem co Ty- pracowały tam głównie starsze osoby, od momentu powstania placówki te same osoby - a więc osoby które znają się i pracują w tym samym miejscu od 15 lat. Też czułam się tam strasznie, najgorsze były wspólne śniadania (45 min przerwy musiałam jadać razem z dyrektorem i nauczycielkami/terapeutkami). Nikt nie zwracał tam na mnie uwagi :Stare - Kwaśny: Teraz pracuje w miejscu gdzie pracują osoby raczej w moim wieku, starsze i mlodsze ode mnie, ale raczej srednia wieku to 30 lat, szefowa 36. Takze jest lepiej. Ale też jestem wycofana, taki mam charakter i raczej w każdej pracy będzie tak samo.
Odpisz
#6
Amcio napisał(a):powiem ci ze mam tak samo tez sie alienuje nie rozmawiam z ludzmi i nie lubie ich, z ta roznica ze nie musze gadac z ludzmi na produkcji ale pomysl o pracy w sposob ze lepiej jest ja miec niz siedziec w domu, bo siedzienie w domu dobija

Myślisz, że praca na produkcji to jest dobre zajęcie dla fobika? Niby masz jakiś tam kontakt z ludźmi ale nie musisz z nimi rozmawiać. Napisz na pw coś więcej na temat swojej pracy.
Odpisz
#7
Kiedyś pracowałam na produkcji i z perspektywy czasu najlepiej ją wspominam pod względem poziomu stresu. Móżdżenia też nie wymaga - dla tych, co jak ja mają poważne problemy z koncentracją, to wielka zaleta. Kontakty ze współpracownikami ograniczone do minimum. Ale pewnie wiele zależy od tego w jakie miejsce się trafi.

A w temacie:
Swango, Twoja praca brzmi dla mnie mega stresująco, podziwiam że się takiego zajęcia podjęłaś. W końcu nauczyciel/wychowawca jest cały czas obserwowany, w centrum uwagi i stale narażony na stresujące interakcje społeczne. Nie wiem jakie masz wykształcenie i plany zawodowe, ale może jeżeli w obecnej pracy się nie odnajdujesz, warto rozejrzeć się za czymś innym. Szukając nic nie tracisz, a będziesz chociaż mieć poczucie, że nie siedzisz bezczynnie w sytuacji, która Ci nie odpowiada.
Odpisz
#8
Nie jestem wychowawcą, jestem pomocą, nie studiuje pedagogiki, mój zawód jest kompletnie inny, ale nie mogę w nim znaleźć pracy, a że tutaj się dostałam i mam dobre warunki, jak już wspominałam, dlatego ofertę przyjęłam.

Były ostatnio niemiłe sytuacje, ale było minęło. Generalnie skupiam się na tym żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki i żeby nie było się do mnie o co przyczepiać, a nawet jak się ktoś czepia, to się nie przejmować i robić swoje.


Cytat:Generalnie dobra praca. Wśród ludzi zawsze jakieś obycie zdobędziesz.

Wiesz, nie do końca. Uważam że więcej obycia, zdobędzie się w pracy, gdzie ma się kontakt z wieloma ludźmi, np. pracując w sklepie. W końcu przychodzą różne osoby i można wtedy wyćwiczyć gadkę szmatkę.
Odpisz
#9
Cytat:Wracając do głównego wątku - mimo że są miłe, to jednak nie potrafię się z nimi dogadać. Z dyrektorką jak jestem, to nie odzywamy się do siebie wcale. Trochę mnie krępuję taka cisza i mam poczucie że powinnam się odezwać, ale nie potrafię tak na siłę pociągnąć jakieś rozmowy
Dyrektorka chyba powinna pierwsza się odezwać, może ona też nie ma ochoty rozmawiać "na siłę" więc tego nie robi, w końcu jest dyrektorką i się nie musi przejmować opinią innych.   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:
U mnie było tak, że jak na początku zaczynałam pracować to też nie czułam się w pracy dobrze, nawet miałam momenty, że wracałam do domu i płakałam cały wieczór, bo nie chciałam tam iśc rano, długo to trwało ale potem jakoś tak się ułożyło, że dogadałam się z ludźmi, nawet niektóych polubiłam i oni mnie chyba też. Być może pierwszy raz w życiu udało mi się wejść w jakieś środowisko. Jeśli chodzi o wiek to miałam szczęście, pracują u mnie głównie ludzie w moim wieku ale są też oczywiście starsi i z nimi też jakoś się dogaduję. Jednak u mnie to się ułożyło dopiero po jakichś 4 miesiącach, na początku było strasznie. Jednak co też ważne ja pomimo, że czułam się wyalienowana to mentalnie nie czułam się całkiem obco od prawie początku; bo byłam "nowa" razem z kilkoma innymi osobami i łączyła mnie z nimi podobna sytuacja. Niestety właśnie będę musiala stamtąd odejść bo pod innymi względami praca jest słaba.
Odpisz
#10
Ja nie wiem czy nawet 4 miesiące by mi pomogły, po prostu nie mam o czym z nimi rozmawiać, pomijając fobię, to ja jestem na zupełnie innym etapie życiowym.

Ogólnie jestem rozdarta, ponieważ z jednej strony ta praca ma bardzo dobre warunki jeśli chodzi o godziny pracy, dojazd etc, o czym pisałam w 1 poście, a z drugiej strony sam charakter pracy, a przede wszystkim towarzystwo pozostawia tak naprawdę wiele do życzenia. Niby staram się nie przejmować i po prostu robić swoje, to obawiam się że na dłuższą metę, to będzie męczące, praca w takiej atmosferze, gdzie ja boję się odezwać czy o coś zapytać przez panującą sztywną atmosferę. A nie mam obecnie widoku na inną pracę.
Odpisz
#11
Ja myślę, że to ogólnie problem z adaptacją w różnych miejscach, nie tylko w pracy. Tyle, że praca to specyficzne środowisko, czasami silnie odbijają się w niej ambicje różnych ludzi, poczucie hierarchii, a poza tym do pracy idzie się już w wieku, gdy - niestety - wielu ludzi jest już bardzo zamkniętych na nowe znajomości.
Odpisz
#12
Swango, doskonale rozumiem Twoją sytuację... Mimo, że ciężko doszukać się analogii między Twoim a moim położeniem.

W moim przypadku marnuję życie na studia zawodu, którego już teraz nie znoszę, który wymaga bardzo bliskiego kontaktu z ludźmi, który jest silnie zhierarchizowany ( przy każdym kontakcie z kimś ważniejszym czuję się jak ściera i kompletne zero). A to wszystko dlatego, że "Tyle już przeżyłam, przeżyje i ten rok". I tak co roku, licząc że może jutro, za tydzień, miesiąc nauczę się jak grać w ludzi.
Co Tobie i sobie życzę  :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#13
Co prawda pojawił się podobny wątek, ale nie chcę się tam wcinać, bo dotyczy konkretnego problemu, a mój jest tutaj już przedstawiony, ale do rzeczy.

Minęło trochę czasu, niestety nadal nie dogaduje się z paniami nauczycielkami, każdy mój błąd jest wytykany, przez co pracuje w stresie, bo boję się ciągle że coś zrobię nie tak.

Znalazłam się w ch.. sytuacji, bo nie chcę tam pracować, a nadal nie mam perspektyw na inną pracę.

Do końca umowy zostały mi dwa tygodnie, a mój ojciec chce mi załatwić żebym tam została na kolejne trzy miesiące, a gdy pomyślę o tym, że miałabym tam pracować kolejne trzy miesiące, to...po prostu nie.

Nie wiem co mam robić. Ja się tam po prostu źle czuję do tego zaczynam mieć problemy zdrowotne, boli mnie brzuch jak chodzę do pracy do tego przez charakter tej pracy wyszło mi jakieś uczulenie na rękach. To jest praca stojąco-chodząca, gdzie ja praktycznie jestem przez 8 godzin cały czas w ruchu przez co bolą mnie stopy i nogi do tego stopnia, że rano jak wstaje to przez kilka minut kuśtykam. Mam płaskostopie więc niestety, ale to nie jest kwestia przyzwyczajenia.

Z jednej strony, rozsądniej było by tam zostać jeśli będę mieć taką możliwość i w między czasie szukać czegoś innego i jak tylko się uda, to się zwolnić, ale ciężko byłoby mi czegoś szukać pracując, bo osobiste roznoszenie cv, czy dzwonienie bądź chodzenie na rozmowy, to są rzeczy, które robi się rano czy w ciągu dnia.

Po prostu pisząc w skrócie boję się. Boję się tego że będę kolejnej pracy długo szukać, boję się że mogę trafić jeszcze gorzej, ale jednocześnie nie chce tam zostawać.

Czy ktoś mi jest w stanie coś doradzić?   :Stan - Niezadowolony - Smuci się:
Odpisz
#14
Ehm, jestem w podobnej sytuacji, tylko, że ja dogaduję się z osobami z którymi na co dzień współpracuję, zastrzeżenia do wykonywania przeze mnie obowiązków mają ci wyżej postawieni. Działa to mniej więcej na zasadzie, że tych których lubią i mają jakiś kontakt nie szkalują w żadnym stopniu. Czuję się jak jakiś naznaczony, inni się opierdalają - nikt nie reaguje, a jak zobaczy, że np. ja siedzę od razu z pretensjami żebym coś robił. U mnie to trochę inaczej, głównie jedna osoba jest na mnie cięta, pewnie przez to, że ze dwa razy nie przyszedłem do pracy bez poinformowania. Nawet jeden kolega z brygady się za mnie wstawił i może dlatego przedłużyli mi umowę. Dzisiaj jak napisałem do "koleżanki" żeby podała mi numer do brygadzistki bo chciałem wyjaśnić czemu mnie nie ma to brygadzistka się na to nie zgodziła bo to jej numer osobisty, a nie ma służbowego. xd Do tego self-lider powiedział, że prawdopodobnie mnie wyrzucą, tylko, że nie wie o tym, że wziąłem l4, więc sobie może. xd Na inną pracę też nie mam perspektyw, tej "szukałem" ok. 4 miesięcy.

Jeżeli nie masz odpowiedzialnej pracy to tak właściwie nie ma się co stresować, a jeżeli sama chciałabyś odejść to czemu miałabyś się przejmować tym, że Cie zwolnią? Rób co powinnaś, każdy może popełniać jakieś błędy, jak się przyczepią to nie rób z tego dramatu, a najlepiej wyperswadować im żeby przestali się ciągle czepiać, to właściwie podchodzi pod mobbing (ale lepiej o tym nie wspominać bo pewnie zadziała jak płachta na byka). A cv wcale nie musisz roznosić, zawsze możesz podesłać, dzwonić też nie trzeba w godzinach rannych czy nawet południowych, ja nie raz robiłem to pod wieczór i w większości przypadków odbierali bez żadnego problemu. Skoro dałaś radę znaleźć jedną to dasz radę znaleźć kolejną, więcej wiary w siebie.   :Stan - Uśmiecha się: Wiem, że ch..j nie rady, ale na nic więcej mnie nie stać. xd
Odpisz
#15
Nie znalazłam tej pracy sama   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

Generalnie teraz stoję przed dylematem - dorywcza praca za mniejszą kasę w zawodzie, czy ta praca na etacie za minimalną. Co byście wy wybrali?
Odpisz
#16
Wg. mnie jeśli nie masz presji na pieniądze (pełny etat) to ja wybrałbym tą dorywczą z czterech powodów:
1. Jeśli obecna jest dla Ciebie wyczerpująca to warto zmienić środowisko i dodatkowo nie musieć spędzać pełnego etatu w pracy, która moze powodować stres
2. Jeśli ta dorywcza to praca w Twoim zawodzie to pozwoli Ci się w nim rozwinąc, a wykształcenie, gdy idzie w parze z doświadczeniem to bardzo pożyteczna sprawa, jeśli chodzi o rynek pracy
3. Jeśli dorywcza praca ma lepszą stawkę godzinowo to po zdobyciu jakiegoś doświadczenia, moze gdzieś się załapiesz na pełny etat do takiej pracy
4. Będziesz miała większy luz, tzn. nie będziesz musiała całych dni spędzać w pracy, a w CV nie będziesz mieć luki i w dodatku w przyszłej rozmowie z pracodawcą, oprócz tego, będziesz mogła powiedzieć, że wybrałaś rozwój zamiast pieniędzy i wygody, a to się ceni.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis L1sek:
  • Ajka
Odpisz
#17
Niestety finalnie się okazało że na razie nie mam możliwości na tą pracę dorywczą i muszę zostać w obecnej jestem załamana. Niby mam w przyszłości jakieś widoki na dwie prace w zawodzie (tą dorywczą i jeszcze inną w przypadku tej drugiej to dopiero gdzieś pod koniec wakacji i generalnie w jednym i w drugim przypadku nie jest to pewne na 100%), ale obecnie nie mam takiej możliwości i strasznie mnie to frustruje, że nie będę zdobywać doświadczenia w zawodzie i ogólnie z moich planów nici :Stare - Kwaśny: Mam nadzieje że chociaż uda mi się przez ten czas zrobić jakieś kursy, choć same kursy bez praktyki średnio mi coś raczej dają :Stare - Kwaśny:
Nie wiem co robić. Zastanawiam się czy dobrze robię zostając tutaj, czy może nie lepiej byłoby złapać czegoś na pół etatu czy dorywczego, żebym przynajmniej przez ten czas mogła zrobić kursy i prawko.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Boję się iść do pracy. ja 5 572 533 779 25 minut(y) temu
Ostatni post: Karol1991
  Jak spędzacie przerwę w pracy? WeLoveThisGame 44 2 706 05 Lis 2019, Wto 22:16
Ostatni post: Oxygen
  rozmowa telefoniczna w sprawie pracy inferno 17 659 05 Lis 2019, Wto 19:38
Ostatni post: czerczesow
  Praca  Sytuacje społeczne w pracy Weqn 2 200 25 Paź 2019, Pią 14:43
Ostatni post: away
  Powrót do pracy Berninio 19 473 24 Paź 2019, Czw 12:51
Ostatni post: Berninio
  Miejsca pracy przyjazne fobikom. martinia23 198 63 241 03 Paź 2019, Czw 12:36
Ostatni post: loacop
  Co zrobic zeby ludzie z pracy sie ode mnie odczepili? Ciasteczko 3 278 22 Wrz 2019, Nie 21:27
Ostatni post: Miia
  Praca  Problemy z ludźmi w pracy albo ze mną? żelka 32 3 028 22 Wrz 2019, Nie 20:26
Ostatni post: Monimka
  Praca  Ludze mnie nie słyszą w pracy Marcinzg 12 511 03 Wrz 2019, Wto 9:38
Ostatni post: Karol1991
  Jesteście komunikatywni w pracy? smutna00 25 1 453 01 Wrz 2019, Nie 13:43
Ostatni post: Mighty


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.