- Cholerna fobia, a indywidualne uwarunkowania
#1
Mam taką wizję, że każdy człowiek, w tym socjofobik, zalicza się do jakiejś grupy. Fobia niczym śmierć dopada katolików, ateistów, socjalistów, feministki, narodowych radykałów, Żydów, Cyganów, mulatów, karłów, humanistów itd. Wiadomo, że stopień zaawansowania fobii zależy od wrażliwości "chorego", ale chodzi mi o to, że będąc np. katolikiem ma się jakiś punkt odniesienia do Boga/Biblii/Kościoła, a z kolei będąc ateistą nie ma się takiego punktu. Ma to jakieś znaczenie?
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#2
Mysle, ze nie ma zadnego.
Odpisz
#3
Margot napisał(a):Mysle, ze nie ma zadnego.

Czyli socjofobia niczym rak? I tak zdechniesz    :Uśmiecha się:
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#4
Jako katolik możesz wierzyć, że Bóg zesłał na ciebie cierpienia związane z fobią, żebyś w ten sposób się doskonalił, poprzez cierpienie. W ten sposób fobia nie staje się dla Ciebie przekleństwem, ale swego rodzaju zręcznym środkiem by zbliżyć się do majestatu Pana.. Katolik może więc w modlitwie dziękować Bogu za cierpienia związane z fobią, bo wie, że dzięki temu będzie lepiej przygotowany na spotkanie z Nim.
Odpisz
#5
...
‘We are all basically evil, egotistical, disgusting’
Odpisz
#6
Jakbym nie był, to bym nie siedział na tym forum
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#7
MK napisał(a):
Margot napisał(a):Mysle, ze nie ma zadnego.

Czyli socjofobia niczym rak? I tak zdechniesz    :Uśmiecha się:
Wlasnie tak    :Uśmiecha się:

MC, Auschwitz tez miało lepiej przygotowac ludzi na spotkanie z bogiem? Dla mnie to cierpienie jako forma doskonalenia sie bardziej podpada pod masochizm.
Odpisz
#8
...
‘We are all basically evil, egotistical, disgusting’
Odpisz
#9
Nie sądze aby to miało jakieś znaczenie. Ja jestem tym katolikiem i w ogóle nie widze związku. Jeżeli o mnie chodzi, to mnie w kompleksy wpędziła moja kochana rodzinka, wytykając mi moje wady na każdym kroku (choć ja nie powiedziałabym "wady", raczej cechy które im sie nie podobały). Zakompleksienie stało sie tak silne, że przerodziło się w fobie. To wszystko. Katolicyzm nie ma tu nic do rzeczy.

Ale jeżeli już chcemy mówic o jakichś 'indywidualnych uwarunkowaniach' to myśle, że duże znaczenia mają cechy osobowości, np. skłonność do pesymizmu, stopień wrażliwości, odporności na krytyke, introwertyzm. To ostatnie (czyli wiadomo posiadanie tych wszystkich cech, którymi charakteryzuje sie introwertyk) ma moim zdaniem najwiekszy wpływ. Nie znaczy to oczywiście, że każdy introwertyk musi zaraz zostać fobikiem, ale ma na to wieksze szanse niz inni.  :Stare - Przewraca oczami 2:
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#10
Moja mama też ma fobię. Ale za nic w świecie nie da sobie tego przetłumaczyć. Ona radzi sobie z problemami chodząc do kościoła. Bóg daje jej niby siłę żeby to wszystko przetrwać. Szkoda, że jej nie wyleczy i nie pokaże jaki świat naprawdę jest pod tą skorupą z lęku    :Uśmiecha się puszczając oko: Dlatego pie**ole kościół.
Odpisz
#11
Sosen napisał(a):Ona radzi sobie z problemami chodząc do kościoła. Bóg daje jej niby siłę żeby to wszystko przetrwać. Szkoda, że jej nie wyleczy i nie pokaże jaki świat naprawdę jest pod tą skorupą z lęku
Bo może się oszukuje tylko i jej religijnośc jest bardzo powierzchowna.
Ja uważam, że Bóg nie daje siły, bo człowiek ją już ma. Wiara w Boga jest tylko narzędziem, dzięki któremu ta potencjalna siła drzemiąca w nas może sie obudzić.    :Uśmiecha się:

Margot napisał(a):MC, Auschwitz tez miało lepiej przygotowac ludzi na spotkanie z bogiem?
Oj, chyba niewiele zrozumiałaś z tego co napisałem.
Myślę, że osoba głęboko wierząca mogłaby przetrwać auschwitz dzięki swojej wierze. Ale również nie widzę powodu, dla którego ateista nie mógłby tego zrobić, tyle, że bazowałby na czym innym niż na wierze w Boga.
Odpisz
#12
Wiec wytłumacz mi na chłopski rozum, mc.

Sosen, to ciekawy przypadek, ze Twoja mama tz mam fobie i Ty rowniez. Zastanawiam sie jakby to u mnie bylo. Przynajmniej wtedy matka rozumiałaby mnie.
Odpisz
#13
Margot napisał(a):Wiec wytłumacz mi na chłopski rozum, mc.
Jemu chodzi o to, że jak człowiek sobie wmówi, że ból nic nie znaczy, co wiecej jest to tylko przeszkoda na drodze do prawdziwego szczęścia, to tak będzie, ten ból na prawde nie bedzie miał wiekszego znaczenia. Przykładowo jak dziecko będzie wiedziało, że po godzinie siedzenia w ciszy i nie przeszkadzanie matce dostanie czekolade, to wykona polecenia, rzekłabym wrecz że z ochotą bo będzie myśleć tylko o nagrodzie, która je czeka. Jeżeli żarliwy katolik dostał się do Oświęcimia to był w stanie to wytrwać, wierząc że to tylko ta przeszkoda na drodze, która trzeba pokonać. Jako katolik wierzył, że to zostanie mu wynagrodzone po śmierci. Kto wie może byli nawet tacy, którzy to cierpienie postrzegali jako wyróżnienie, w końcu w ten sposób można się upodobnić do Jezusa, no i wiadomo tym nagroda w niebie bedzie wieksza.
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#14
Margot napisał(a):Wiec wytłumacz mi na chłopski rozum, mc.

Język jest naprawdę ubogi w przekazywaniu informacji. Nie wiem jak to przekazać, ale postaram się.

Napewno nie jest to żaden masochizm, tylko konstruktywne podejście do cierpienia, wykorzystanie go po to, aby wznieść się ponad własne "ja", czyli mówiąc językiem teistycznym, zbliżenie się do Boga. Bliższe masochizmu jest raczej odwrotne podejście, użalanie się nad sobą, zadręczanie się, itp. Osoba o jakiej tutaj mówię, nie użala się nad sobą, nie zadręcza się, bo wie, że to tylko wzmaga cierpienie. Raczej godzi się z sytuacją, akceptują ją, zamiast prowadzić ze sobą wenętrzną walkę, bo wie, że takie podejście jest właściwe i konstruktywne.. Inaczej mówiąc, taka osoba akceptuje wolę Boga,nie sprzeciwia się jej, i dlatego, że ją akceptuje, może niejako oderwać się od tego cierpienia, dlatego, że w pełni je akceptując, wyrzeka się siebie i nie odczuwa go jako coś osobistego. Potrafi trwać w tym cierpieniu, ale wewnątrz odczuwać spokój.

Kasumi napisał(a):Jako katolik wierzył, że to zostanie mu wynagrodzone po śmierci.
Raczej wynagrodzenie "tu i teraz".

Kasumi napisał(a):Jemu chodzi o to, że jak człowiek sobie wmówi, że ból nic nie znaczy, co wiecej jest to tylko przeszkoda na drodze do prawdziwego szczęścia
Nic podobnego. Znowu nic nie rozumiecie.
Odpisz
#15
mc napisał(a):Nic podobnego. Znowu nic nie rozumiecie.
nie nic, a inaczej  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:

p.s. ok, wiem o co ci chodzi. Po prostu o "przyjmowanie ze spokojem tego ci niesie los". Taki stoicyzm rzekłabym, swoja drogą piękna rzecz, mam nadzieje zostać kiedyś pełnoprawnym stoikiem   :Uśmiecha się pogodnie:

widocznie wcześniej zbyt płytko zagłębiłam się w problem
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#16
Kasumi napisał(a):p.s. ok, wiem o co ci chodzi. Po prostu o "przyjmowanie ze spokojem tego ci niesie los".
Trochę bliżej, ale chyba też nie do końca o to chodzi. Nie wiem już jak to wytłumaczyć.

Kasumi napisał(a):Jeżeli żarliwy katolik dostał się do Oświęcimia to był w stanie to wytrwać, wierząc że to tylko ta przeszkoda na drodze, która trzeba pokonać. Jako katolik wierzył, że to zostanie mu wynagrodzone po śmierci.
Myślę, że ktoś kto miał takie oczekiwania, za mało wyrzekł się samego siebie. Nie zaakceptował tego cierpienia tak naprawdę.
Odpisz
#17
mc napisał(a):
Kasumi napisał(a):p.s. ok, wiem o co ci chodzi. Po prostu o "przyjmowanie ze spokojem tego ci niesie los".
Trochę bliżej, ale chyba też nie do końca o to chodzi. Nie wiem już jak to wytłumaczyć.
no jak nie jak tak ;]
tylko staram sie to maksymalnie uprościć

"Osoba o jakiej tutaj mówię, nie użala się nad sobą, nie zadręcza się, bo wie, że to tylko wzmaga cierpienie."
czyli można to streścić polskim przysłowiem: nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tyle że tym przypadku o którym mówisz to raczej chodzi o recepte na całe życie

"Raczej godzi się z sytuacją, akceptują ją, zamiast prowadzić ze sobą wenętrzną walkę, bo wie, że takie podejście jest właściwe i konstruktywne."
czyli akceptacja wszystkiego co sie przydaza w życiu; brak rozpamiętywania tego co było i skupianie sie wyłacznie na przyszłości, czyli innymi słowy jak coś się nam nie udało to trudno, godzimy sie z tym, zostawiamy i idziemy dalej

"Inaczej mówiąc, taka osoba akceptuje wolę Boga,nie sprzeciwia się jej, i dlatego, że ją akceptuje, może niejako oderwać się od tego cierpienia, dlatego, że w pełni je akceptując, wyrzeka się siebie i nie odczuwa go jako coś osobistego. Potrafi trwać w tym cierpieniu, ale wewnątrz odczuwać spokój. "
Tu już są schodki. Bo co to właściwie znaczy wyrzec sie siebie? Mi to się kojarzy z odzieleniem duszy od ciała (metaforycznie). Tak jakby odczuwam wszystko tylko dusza, a skoro to dusza, nad która panuje, wiec panuję nad tymi odczuciami i te które mi są niepotrzebne moge odrzucić. Ciało natomiast to tylko narzędzie, którym steruje dusza. Jeżeli to dusza jest tym centrum odczuwania to moge spokojnie odciac sie od odczuć czysto fizycznych. (bosz czy ktoś w ogóle sie połapie w tym co pisze xD) A teraz prościej. To jest chyba tak jak ktoś mi wbija paznokiec w reke a ja sie hmm "znieczulam" tzn. nie dopuszczam do głowy tego bólu, Owszem czuje ten bodziec, że coś tam sie dzieje na rece, ale moja głowa nie odbiera tego jako ból, odcina sie od tego uczucia...

 :Stare - Przewraca oczami 2:
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#18
mc napisał(a):...taka osoba akceptuje wolę Boga,nie sprzeciwia się jej, i dlatego, że ją akceptuje, może niejako oderwać się od tego cierpienia...
to o czym tu napisałeś przypomina mi, że kiedyś właśnie tak starałam się patrzeć na cierpienie...zawsze kiedy nie dawałam już sobie rady ze swoimi problemami, powtarzałam sobie, że tak naprawdę to nie moja wina, a cierpienie jakie zsyła na mnie Bóg nie jest bezcelowe...jest ono wpisane w nasze życie i byłam w stanie się z tym pogodzić. Nigdy nie modliłam się o to, aby Bóg je zakończył, tylko o to, by dał mi siłę, abym mogła je znieść. Wiara bardzo mi pomagała w trudnych chwilach, i momentami naprawdę pozwalała akceptować moje cierpienie. Pomagała, bo coś we mnie pękło i nie potrafię już zwracać się do Niego. Nie mam pojęcia co się stało...może to przez depresje, może moja wiara była zbyt słaba, aby mogła pokonać to co wydarzyło się w ostatnim czasie...
[Obrazek: aMBO9.png]
Odpisz
#19
razviedka napisał(a):
MK napisał(a):Jakbym nie był, to bym nie siedział na tym forum

Akurat nie o fobie mi chodziło. Może szukasz w nieodpowiednim miejscu, pomyśl o tym.

To mnie oświeć z łaski swojej, kto wie, może dzięki Tobie odzyskam równowagę w co rzecz jasna wątpie
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#20
Kasumi napisał(a):Tu już są schodki. Bo co to właściwie znaczy wyrzec sie siebie? Mi to się kojarzy z odzieleniem duszy od ciała (metaforycznie).
Raczej chodzi o nie przywiązywanie się z chwili na chwilę do własnych myśli, stanów emocjonalnych i doznań fizycznych. Tak najprościej bym to ujął.

Kasumi napisał(a):A teraz prościej. To jest chyba tak jak ktoś mi wbija paznokiec w reke a ja sie hmm "znieczulam" tzn. nie dopuszczam do głowy tego bólu, Owszem czuje ten bodziec, że coś tam sie dzieje na rece, ale moja głowa nie odbiera tego jako ból, odcina sie od tego uczucia...
Myslę, że chodzi tu bardziej o zachowanie pewnego zrównoważonego stanu umysłu niż o odcinanie się od czegokolwiek. Jeżeli jest ból, doświadczasz wtedy bólu, ale twój umysł nie walczy z tym uczuciem, więc jest to ból stricte fizyczny, nie wzmocniony dodatkowo żadną emocjonalną reakcją typu lęk, złość, itp.
Przykładowo mamy taką sytuacją: twój przyjaciel mówi do ciebie: "jesteś skończonym idiotą". Ale ty nie obrażasz się na te słowa, nie wpadasz w gniew, bo one ciebie nie dotykają. Ktoś kto jest przywiązany do samego siebie, wpadł by w gniew i rozpamietywałby to, dlaczego ta osoba nazwała go idiotą, itp.

gemsa84 napisał(a):zawsze kiedy nie dawałam już sobie rady ze swoimi problemami, powtarzałam sobie, że tak naprawdę to nie moja wina, a cierpienie jakie zsyła na mnie Bóg nie jest bezcelowe...jest ono wpisane w nasze życie i byłam w stanie się z tym pogodzić. Nigdy nie modliłam się o to, aby Bóg je zakończył, tylko o to, by dał mi siłę, abym mogła je znieść
Oto mniej więcej chodzi    :Uśmiecha się:

gemsa84 napisał(a):Pomagała, bo coś we mnie pękło i nie potrafię już zwracać się do Niego. Nie mam pojęcia co się stało...może to przez depresje, może moja wiara była zbyt słaba, aby mogła pokonać to co wydarzyło się w ostatnim czasie...
Może udało by się Tobie do tego wrócić?
Odpisz
#21
mc napisał(a):Może udało by się Tobie do tego wrócić?
wiesz, naprawdę bym chciała, ale nie mam pojęcia jak to zrobić...potrzebuje chyba szczerej rozmowy z kimś kto mocno wierzy, a ostatnio coraz mniej takich osób wokół mnie  :Stare - Przewraca oczami 2:
[Obrazek: aMBO9.png]
Odpisz
#22
mc napisał(a):Przykładowo mamy taką sytuacją: twój przyjaciel mówi do ciebie: "jesteś skończonym idiotą". Ale ty nie obrażasz się na te słowa, nie wpadasz w gniew, bo one ciebie nie dotykają. Ktoś kto jest przywiązany do samego siebie, wpadł by w gniew i rozpamietywałby to, dlaczego ta osoba nazwała go idiotą, itp.
taki całkowity brak przywłaszczenia swojej osoby, albo brak przywiązania do samego siebie   :Zaskoczony 2:, cos w stylu mam długopis, jest mój ale jeżeli chcesz możesz go podeptać, bo nie jestem do niego wcale przywiązany. Tak jak ludzie, którzy w ogóle nie przywiązują sie do przedmiotów, tego co materialne, tak w tym przypadku ta osoba nie przywiązuje sie do samej siebie. (zabawnie to brzmi   :Uśmiecha się pogodnie:) Jest ponad tym wszystkim co się wokoło dzieje. Jestem w stanie to sobie wyobrazić, ale faktycznie słowami opisać trudno ;]
Swoją drogą to bardzo ciekawe i po części pokrywa się z moją filozofią życiowa (totalne opanowanie, zminimalizowanie emocji, przyjmowanie wszystkiego z całkowitym spokojem), ale się zastanawiam na ile taka osoba może zbliżyć się do drugiego człowieka, albo raczej czy w ogóle może się zbliżyć. Jeżeli postrzega wszystko z tak ogromnego dystansu to nie może się zaangażować w żadne uczucie, więź, bo to by automatycznie skróciło ten dystans hmmm
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#23
Kasumi napisał(a):  :Zaskoczony 2:, cos w stylu mam długopis, jest mój ale jeżeli chcesz możesz go podeptać, bo nie jestem do niego wcale przywiązany.
Ale to nie służyłoby niczemu, takie zamanifestowanie braku przywiązania. To byłaby raczej pewna skrajność, bo nie chodzi przecież też o to, że np. ktoś cię bije, a ty reagujesz jak mumia    :Uśmiecha się puszczając oko: Racej np. taka sytuacja: komuś jest zimno, więc dajesz mu swój płaszcz. To jest właściwe działanie do sytuacji. Wiec trzeba to właściwie rozumieć, takie podejście jest przejawem mądrości, a nie obojętności na wszystko.

Kasumi napisał(a):ale się zastanawiam na ile taka osoba może zbliżyć się do drugiego człowieka, albo raczej czy w ogóle może się zbliżyć. Jeżeli postrzega wszystko z tak ogromnego dystansu to nie może się zaangażować w żadne uczucie, więź, bo to by automatycznie skróciło ten dystans hmmm
Po części już wyjaśniłem wyżej. Raczej jest odwrotnie, taka osoba może doświadczać bardzo pozytywne emocje wobec drugiego człowieka, tylko nie lgnie do nich, nie przywiązuje się. Wiec tak jak pisałem, nie chodzi o stan obojętności, bo to była by skrajność, raczej o zrównoważoną postawę do wszystkiego, będącą przejawem mądrości. Zdystansowany jest raczej człowiek pełen egoizmu, zapatrzony tylko na siebie, bo skorupa egoizmu oddziela go od drugiego człowieka, od jego potrzeb, itp. Natomiast ktoś kto jest wolny od przywiązań, jest wolny od egoizmu, co w logicznej konsekwencji skutkuje większą ilością empatii, wspłczucia, miłości.
Jednak po części masz racje, tzw. miłośc romantyczna bazuje na przywiązaniu do drugiego człowieka. W tym wypadku byłby to chyba inny rodzaj miłości, w szczegóły nie chce wnikać, bo po części pisałem już o tym w innym wątku.
Odpisz
#24
Ja nie wierzę w miłosiernego boga/bogów czy inne cuda. Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że ktoś zsyła nowotwór na małe dziecko w jakimś określonym celu. Widziałem jak ludzie próbują walczyć z nałogami przy pomocy boga i jakie są tego rezultaty. Nie odczuwam, że jako nie wierzący mam trudniej z FS. To ja mam do wykonania pracę nad sobą i nikt za mnie tego nie zrobi.

Wierzę w ludzi/grupę ludzi którzy dzieląc się doświadczeniem mogą sobie na wzajem pomagać, z własnego doświadczenia wiem, że to skutkuje.
Poćwiczyć pływanie można na plaży
ale żeby się nauczyć, trzeba wejść do wody
Odpisz
#25
k.czarny5 napisał(a):Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że ktoś zsyła nowotwór na małe dziecko w jakimś określonym celu
Bynajmniej nikt tutaj czegoś takiego nie twierdził.

Cytat:To ja mam do wykonania pracę nad sobą i nikt za mnie tego nie zrobi.
Zgadza się.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fobia czy fobia + introwersja? kasia100092 3 1 217 24 Lip 2011, Nie 12:22
Ostatni post: aghra


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.