- Choroba sieroca
#1
Witam   :Uśmiecha się:

Jest tu ktoś kto ma objawy choroby sierocej (bujanie się)? Ja siebie przyłapuję czasami na bujaniu się. Co dziwne, w mojej rodzinie nigdy nie było alkoholu, moi rodzice nie byli zajęci pogonią za karierą, jednak mam wrażenie, że poświęcali mi zbyt mało czasu, uwagi. Do tego od dziecka mam fobie społeczną przez co nigdy nie miałem żadnych kolegów czy koleżanek, nawet w szkole nie potrafiłem się z nikim zaprzyjaźnić. Kiedyś zacząłem się bujać przy moich rodzicach, to moja mama wręcz zaczęła na mnie krzyczeć, że co ja robię, tak się bujają dzieci w sierocińcach itp. Teraz już rzadko się bujam ale najgorsze jest to, że robię to podświadomie. W głębokim zamyśleniu wpadam w "trans" i się bujam, raz zdarzyło mi się to nawet na wykładzie. Podobno najlepszym lekarstwem na "chorobę braku miłości" jest właśnie miłość. Jednak ja z moją fobią i całkowitym braku kontaktów z ludźmi w ciągu całego życia, nie mam szans nikogo poznać. A bardzo mi tego brakuje. Czy ktoś z Was też się z tym spotkał? Jak sobie z tym radzicie?
Odpisz
#2
Być może ma to takie samo podłoże co tiki nerwowe.
Po prostu masz bardzo dużą ochotę to zrobić.
To raczej zaburzenie nerwowe
[Obrazek: 1PtgiCA.png][Obrazek: 5HKY1hc.png][Obrazek: etBF8Dk.png]
Odpisz
#3
Też często się tak bujam. Mój tata wtedy na mnie wrzeszczy żebym nie bujała się jak "żyd na modlitwie"    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#4
ach, te same prostackie odzywki, te same dzieci fobią... I jak tu nei widizeć działania siły wyższej? Wszystko się tak ladnie układa!

  :Diabeł: A moze to ż Żydem to od babki słyszałem? Z mojżeszowych to jeszcze "lata jak Żyd po pustym sklepie", co nie?
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#5
Nie jestem zapoznany z tym zagadnieniem jako takim, ale myślę że nie stanowi ono problemu samo w sobie. Osobiście porównałbym to do "telepania" nogą, które wcześniej częściej praktykowałem jak teraz, kiedy jestem spokojniejszy. Być może to po prostu Cię relaksuje, stąd to robisz? Osobiście w trakcie jedzenia lubię lekko pokręcić się na krześle, co tez u innej osoby zaobserwowałem. Myślę, że kiedy zaleczysz chorobę podstawową tj. nerwicę problem zmniejszy się, bądź całkowicie ustanie.
Odpisz
#6
to "lata jak Żyd po pustym sklepie" też często mówi, albo "pcha się jak Żyd do parlamentu" i inne tego typu    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#7
u mnie jednak było mniej antysemityzmu.
  :Diabeł:
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#8
Ja się czasem bujam, ale to to jest związane z zespołem Aspergera.
Maybe this world is another planet's hell
Odpisz
#9
Ja też mam stwierdzony zespół Aspergera    :Wystawia język:
Odpisz
#10
Odświeżam temat. Mało osób się wypowiedziało na ten temat a wyświetleń dość dużo    :Wystawia język: Ale to chyba dość wstydliwy temat, zważając na to jak ludzie widzący takie zachowanie, na nie reagują.

Hmm... tak się zastanawiam czy to bujanie się naprawdę jest chorobą sierocą. Myślę nad tym i czytam w internecie o tej chorobie. Dużo ma objawów a bujanie się jest tylko jednym z tej długiej listy. To tylko moje myśli, jak coś zawsze mogę się mylić, ale chyba nie u każdego bujanie się jest oznaką choroby sierocej. Większość pisze, że gdy dziecko się buja, to może jest to jedna z reakcji na stres. Jeśli rodzice odpowiednio zareagują i powoli, stopniowo pokażą inne, lepsze sposoby na redukowanie stresu, to wszystko będzie dobrze. Szkoda, że najczęściej rodzice panikują i w obawie reagują zbyt gwałtownie. Mam wrażenie, że to pewnego rodzaju stereotyp, skoro dziecko się buja to musi mieć chorobę sierocą. Tak czy inaczej rodzice reagują jak reagują a my albo kontynuujemy nasz zwyczaj odreagowania stresu nawet gdy jesteśmy dorośli albo z powodu silnych emocji zaprzestajemy tak robić i pogłębiamy naszą nieumiejętność radzenia sobie ze stresem (chyba, że ktoś znajduję sobie wtedy dobry zamiennik, to naprawdę gratuluję i zazdroszczę    :Uśmiecha się: ). Wtedy jest problem, zwłaszcza dla tych, którzy posiadają partnera/kę. Różnie to może być, jedni akceptują, to nasze zachowanie a inni nie za bardzo. Ja miałam to szczęście, że mój partner to zaakceptował, jednak w małej dawce (czyli, nigdy nie robić tego przy nim. Uważa też, że to zwykły nawyk po wcześniejszym radzeniu sobie z problemami rodzinnymi i ja się z nim po części zgadzam). Właśnie, u niektórych jest to po prostu nawyk, którego nie pozbyli się za dzieciństwa. Nigdy nie byłam u psychologa, więc nie wiem co o tym by powiedział. Zastanawia mnie co wam o tym mówił, gdy przedstawialiście mu sytuacje.

Niby są ciekawe zamienniki, jak ćwiczenia, joga, jogging, medytacja, czytanie książek, gry komputerowe, ciepłe kąpiele itd. Chyba najlepiej kilka po trochu, ponieważ jeśli zagłębimy się tylko w jeden z nich, to możemy mieć z nim większy problem niż z samym bujaniem się    :Wystawia język: Jednak czemu tak trudno się na to przerzucić? Ja zrobiłam sobie jeszcze większy problem a zarazem małą pomoc (szukam pozytywów). Połączyłam bujanie się, ze słuchaniem muzyki i wymyślaniem sobie długich historyjek ze mną w roli głównej (wybujała wyobraźnia). Z drugiej strony aby tak intensywnie się bujać muszę być sama w domu i mieć słuchawki na uszach. Dzięki temu (lub przez to, jak kto woli) tego rodzaju bujanie się pomaga mi i to bardzo, dodatkowo wygodnie mi z tym i nie chce mi się zmieniać tego przyzwyczajenia. Nie czuję się gorsza przez to, że się bujam. Społeczeństwo od razu linczuje wszystko co odbiega od normy. Jeśli to jest nawyk, który nie przeszkadza w codziennym życiu to w porządku. Przeszkadza mi to, że mam kilka innych objawów, ale z tym to już muszę iść do psychologa.
Moim pierwszym sposobem było stopniowe zmniejszanie dawek bujania się a zwiększanie pozytywnymi myślami. Dużo rozmyślałam nad tym życiem gdy miałam depresje. poczytałam też kilka książek aby utwierdzić się w swoich przekonaniach. Udało mi się odpowiedzieć na część z nich.

W skrócie dla tych, którzy już znudzili się moim pisaniem napiszę, że sposobem na to jest pogodzenie się z tym co nas spotkało w przeszłości i wybaczenie osobom, które nas skrzywdziły. Niekoniecznie rodzina musiała przyczynić się do bujania się, mogło sprawić to otoczenie. Nie możesz dostać miłości? Próbuj dawać ją innym lub samemu sobie. W odpowiednim dla Twojego życia momencie, miłość zostanie Tobie zwrócona. Takie myślenie mi pomogło.
Drugim sposobem są te zamienniki. W moim przypadku mniej prywatności i trochę mniej wolnego czasu zmusiły mnie do używania zamienników, ale nie wykorzystałabym ich gdybym nie wymyśliła w depresji pierwszego sposobu.

No dobrze, czas rozwinąć temat. Napiszę jak mi pomógł ten sposób. Tylko proszę się nie śmiać. Piszę tu coś, czego się troszkę wstydzę    :Uśmiecha się z humorem:
Wrócę do tego, co wymieniłam jako ciekawe zamienniki. Ćwiczenia pomagają na zmęczenie i rozluźnienie organizmu. Ciepła kąpiel również (w moim przypadku gorąca). Ale mi najbardziej pomogły swego rodzaju medytacje. Wykonywałam je tylko wtedy, gdy się odbijałam, ponieważ tylko wtedy byłam wystarczając rozluźniona. Zazwyczaj tworzyłam sobie historyjki o podobnej fabule. Jedyną różnicą były moje reakcje. Wyobrażałam siebie jako anioła światłości przepełnionego miłością, mającego odmienić świat upadłych aniołów    :Wystawia język:. Najczęściej wyobrażałam sobie walkę z innym aniołem, który przez swoją nienawiść i bezradność popadł w szaleństwo. Oczywiście wspierając moje ego musiałam dodać, że był jednym z najpotężniejszych archaniołów będącym w stanie zniszczyć pół świata    :Wystawia język: Szczegółów walki nie będę podawać (wyda się, że w tych historyjkach jestem przekoksowana    :Śmieje się: ). Otóż gdy byłam zła/wściekła/bezradna, moje reakcje polegały na szybkiej i brutalnej walce, ranieniu przeciwnika a na końcu oczyszczeniu go energią przy okropnym bólu z jego strony. Jednak, gdy próbowałam zmienić swoje myśli, moje reakcje polegały na opanowanym działaniu. Przeciwnik był zatrzymywany lub przeze mnie opóźniany a rany przez niego zdobyte nie były ani poważne ani zadane z nienawiści. Na końcu gdy miałam go oczyścić z jego nienawiści i bezradności, nie zadawałam mu bólu. Skoncentruję się teraz na tym jak go oczyściłam. Przywołałam jego wspomnienia, osoby które skrzywdził, ich ból gdy był krzywdzone i jego ból gdy je krzywdził. Później pokazywałam mu sytuacje, które go zraniły. Przyczyny jego nienawiści i bezradności. Mój przeciwnik odczuwał wtedy ból, jednak nie zadany przeze mnie, lecz przez jego decyzje, które odcisnęły swoje piętno na jego wspomnieniach i myślach. Różnicą również było to, że nie uważałam go za wroga i ból podzieliłam na pół, abym mogła go zrozumieć i wesprzeć. Na samym końcu tego oczyszczenia, pokazałam mu pozytywne strony jego doświadczeń, to co uzyskał (uważam, że przy każdym doświadczeniu tracimy i dostajemy coś cennego) i co dał innym ludziom. Wszystko to po to, aby mógł dostrzec obie strony tego wszystkiego, te dobre i te złe. Chciałam abyśmy zauważyli ,że nawet krzywdząc kogoś, mój przeciwnik bardzo cierpiał. Mimo naszych ciężarów oboje wytrzymaliśmy ten ból i gorycz, w jaki sposób? Przywołałam wspomnienia i doświadczenia pozytywne. Doświadczenia dotyczące nie tylko mnie, lecz innych ludzi. Wszystkie dobre gesty objawiające się troską, obawą, współczuciem, empatią, opieką, szczerą rozmową, uśmiechem, śmiechem. Piękno natury, to ile nam daje i jak w nim czujemy się silniejsi. Sytuacje, które powodują iż rośnie nam serce, takie jak (niekoniecznie u ludzi) narodziny dziecka, satysfakcja po nauce czegoś bardzo ważnego dotyczącego naszego życia, spotkaniu lub usłyszeniu o kimś, kto zrobił coś dobrego dla drugiego "człowieka" (niekoniecznie chodzi o człowieka) itd. I tutaj kuracja się zaczęła. Otóż zaczęłam szczegółowo myśleć o tych dobrych rzeczach, o tym, że wszystko ma swoją dobrą stronę, nawet te najgorsze sytuacje. Moim przeciwnikiem, równie dobrze mogłaby być część mnie, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością jak i prześladowcą choć nie moim, który zranił wielu wokół siebie włącznie z nim samym (prześladowcą nie może być osoba, która mnie kiedyś mocno skrzywdziła, ponieważ wtedy "oczyszczenie nie byłoby szczere. Prześladowcą jest kobieta, choć w moim doświadczeniu był to ojciec - mężczyzna. Zresztą na samym początku mojej historyjki te osoby albo się nie pojawiają albo umierają. Wtedy również mogę w jakimś stopniu dostrzec własne odczucia wobec nich). Tak więc dzięki temu zrobiłam sobie wstęp, do zrozumienia wszystkich ludzi, włącznie z sobą. Najpierw koncentrowałam się na tych pozytywach a później na tym co je łączy. Zawsze dochodziłam do wniosku, że łączy je miłość. Tak więc myślałam o miłości, wczułam się w nią. Dzięki temu rozluźniałam się coraz bardziej i uśmiechałam od ucha do ucha    :Wystawia język: Jednak nie mogłam za długo przebywać w tym stanie, ponieważ z czasem on słabł. Tak więc, gdy czułam się gotowa i wiedziałam, że potrafię w miarę zrozumieć osoby, które mnie skrzywdziły, zaczęłam w myślach po kolei im wybaczać. Polegało to na tym, że wypowiadałam tego typu formułkę np. ".....rozumiem Cię i wybaczam Tobie, kocham Ciebie". Oczywiście musiałam wtedy czuć, że w jakieś mierze wybaczam tej osobie. Tak robiłam co kilka dni lub kilka razy dziennie, aby siebie rozluźnić. To przygotowało mnie po pewnym czasie, aby stopniowo zmniejszać ilość godzin spędzanych na bujaniu się (w depresji potrafiłam 10 godzin dziennie się bujać, nawet wtedy, gdy rodzina się ze mnie naśmiewała :shock: ).
Gdy mam kilka dni głębszego stresu to potrzeba tego jest nie do zniesienia. Nie wiem czy kiedykolwiek mi to przejdzie jeśli nie poszłam z tym ani razu do terapeuty ale wiem, że udało mi się zmniejszyć ilość bujania się do minimum    :Uśmiecha się:
Ale muszę dodać mały minus. Nawet jeśli teraz rzadko kiedy się odbijam, to gdy się na czymś koncentruję mocno (np. przy pisaniu tego postu), słucham muzyki lub próbuję siebie uspokoić to bujam głową lub całą sobą na boki, czasami lekko czasami mocno. A przed snem gdy jestem zestresowana, majtam stopą w łóżku niemiłosiernie    :Wystawia język: Więc założenie andrew_ace o tym, że bujanie się jest zaawansowaną wersją "telepania" nogą, według mnie jest prawdziwe w większości przypadków    :Uśmiecha się:
Kto doczytał do końca, temu gratuluję :Cebulak - Zadowolony:

Odpisz
#11
A ja gratuluję świetnej pamięci, żeby to tak wszystko sobie spamiętać i poukładać..
Odpisz
#12
Joanno, chyba doszłaś do tego, że osoba, która krzywdzi innych, tak na prawdę krzywdzi przede wszystkim siebie.

Kiedyś zapytałam swojego lekarza o osoby dorosłe autystyczne. No bo jak ktoś jako dziecko miał autyzm, to kiedyś ten ktoś jest przecież dorosłym człowiekiem. Moje pytanie było zainspirowane filmem dokumentalnym, który leciał kiedyś w tv. Niestety nie pamiętam teraz szczegółów z tego filmu.
No więc lekarz uśmiechnął się tylko półgębkiem i odpowiedział, że to o co pytam jest jakimś nieporozumieniem, gdyż klasyfikacja chorób autystycznych dotyczy tylko i wyłącznie dzieci. Dla dorosłych jest inaczej. Nic więcej nie dowiedziałam się na ten temat.
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#13
Bujanie się rzeczywiście uspokaja, zawsze lubiłem krzesła bujane albo kiwanie się na krześle. Niemowlęta kołysze się na rękach i wymyślono dla nich kołyski. Przychylam się do opinii, że bujanie się u osoby dorosłej może być właśnie przetrwałym, utrwalonym sposobem radzenia sobie z niepokojem czy stresem.
Odpisz
#14
A może trzeba wybrać się na plac zabaw na huśtawki. DD
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#15
Dzięki masterblaster    :Uśmiecha się z humorem:
Niestety jednak pamiętam tylko dlatego, że powtarzałam wiele razy tą czynność oraz była ona powiązana z silnymi emocjami, które mną wtedy targały. Nawet gdybym chciała, to nie mogłabym zapomnieć. A post pisałam 4 godziny, poprawiając i czytając chyba z 20 razy, ponieważ co chwila traciłam wątek    :Wystawia język: Pamięć mam kiepską, zwłaszcza krótkotrwałą, jednak ciągle na tym pracuję. Np. teraz niechcący wyłączyłam przeglądarkę i nie pamiętam co pisałam w tym poście. Ach muszę sobie przypomnieć!


iLLusory napisał(a):Joanno, chyba doszłaś do tego, że osoba, która krzywdzi innych, tak na prawdę krzywdzi przede wszystkim siebie.
Tak, ta myśl bardzo mi pomogła pogodzić się z przeszłością    :Uśmiecha się:
Z doświadczenia wiem, że bujanie się jest spowodowane brakiem poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w tych skrajnych przypadkach. Pogodzenie się ze zmorami z przeszłości przywróciło mi pewien stopień bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że udało mi się to, ponieważ byłam od nich wolna fizycznie. Nie wiem czy byłoby tak samo gdybym wciąż przebywała w tym samym chaosie co kiedyś. Wybaczyłam im wszystkim w znacznym stopniu, jednak aby czuć się wreszcie bezpieczna z własnymi myślami i móc odnawiać moje nastawienie na stałe, muszę wybaczyć im w 100%. Właśnie dlatego potrzebuję znaleźć dobrego psychologa, ponieważ chciałabym wybaczyć pewnej osobie będąc z nią sam na sam. Wiem, że nigdy nie będę na to gotowa, jeśli ktoś mi nie pomoże, za bardzo boję się tego człowieka. Jednak muszę to zrobić dla niego i dla siebie, ponieważ wiem że i on bardzo tego potrzebuje.

Tak jak wcześniej pisałam, bujanie się jest (niekoniecznie obowiązkowym) jednym z objawów choroby sierocej. A co do samej choroby i wachlarzu jej objawów... jest ona uleczalna? Może ktoś wie z własnego doświadczenia czy po pracy nad sobą, spotkaniu się i wybaczeniu swojemu "prześladowcy" i dalszej pracy nad własnym nastawieniem wyleczy się chorobę sierocą? Wiadomo, moja ścieżka może się nie sprawdzić, stąd pytanie. Zastanawia mnie, czy za tą drogą jest mój cel...wolność    :Uśmiecha się:

masterblaster, iLLusory, Gollum dziękuję Wam za odpowiedzi na mój post, naprawdę bardzo to cenię  :Stare - Zawstydzony:

Odpisz
#16
Ou.. w takim razie mamy coś wspólnego, ale wydawało mi się, że np. dokładnie pamiętasz sny, hm.. Ciekaw jestem jak pracujesz nad pamięcią.

To co zmniejsza chroniczny stres przysparza potencjalnej wolności..
Mnie chyba kręciło by się w głowie od takiego bujania..
Odpisz
#17
Sny pamiętam, a raczej pamiętałam. Teraz mam z tym troszkę problemów. Niektóre sny wpływają na mnie emocjonalnie, takie właśnie potrafię zapamiętać.
Przede wszystkim staram się więcej ruszać, odżywiać się regularnie i zdrowo. A gdy wykonuję jakąś czynność, przy której wiem że dużo zapominam, staram się skoncentrować i na końcu podsumować wszystko, aby nie było problemów. Mogę również polecić Tobie książkę "Pamięć na zawołanie" Tony Buzan. Są tam ciekawe techniki. Wykorzystywałam je podczas nauki i muszę przyznać, że bardzo mi pomogły    :Uśmiecha się z humorem: Tylko jeszcze nie dokończyłam tej książki, więc nie osiągnęłam tego co chciałam. Autor pisze, że nieprawdą jest to że z wiekiem mamy gorszą pamięć. Jeśli ćwiczysz swój mózg to z wiekiem lepiej go wykorzystujesz    :Uśmiecha się:

Zabawne jest to, że nie mogę robić gwałtownych ruchów, huśtać się na huśtawce, jeździć bujającymi się autobusami, kręcić się choćby na chwilę w kułko ani jedzić lub patrzeć na kolejki górskie, ponieważ od razu kręci mi się w głowie a bez problemu mogę się bujać. Pewnie dlatego że robiłam tak od dziecka... Tak więc to kwestia przyzwyczajenia    :Wystawia język:

Odpisz
#18
No tak, niektóre sny łatwiej pamiętać. Poszukam tej książki, dzięki za sugestie. Ja niedawno wyczytałem, że słaba aktywność/niedobór witaminy B6 odbija się wyraźnie na funkcjonowaniu pamięci krótkotrwałej i wiąże się np. ze zdolnością do pamiętania snów po przebudzeniu (część ludzi posiada metaboliczną predyspozycję skutkującą przewlekłym stresem oksydacyjnym i wysokimi stratami witaminy B6 i cynku).

To bardzo ciekawe co piszesz o bujaniu, w takim razie pewnie i ja mógłbym uprawiać ten proceder. Nie jestem przekonany czy takie przyzwyczajenia mogą wynikać same z siebie. Wiesz, tak sobie pomyślałem, że być może pobudzanie nerwów związanych ze zmysłem równowagi nieco odciąga uwagę umysłu od przytłaczającego zalewu trudnych do ogarnięcia myśli i bodźców emocjonalnych (podobnie jak inne sposoby na nadmiar przejmowania się). Rytmiczność, (w tym powtarzalność i przewidywalność) może działać dodatkowo uspokajająco..

Patricia Teles Drum Solo
Odpisz
#19
A ja dziękuję za ten pomysł z witaminą B6    :Uśmiecha się: Poczytałam o niej i wychodzi na to, że bardzo by mi się przydała. Ostatnio szukam przyczyny moich dolegliwości, które bardzo mnie męczą (od dziecka boję się ich skutków). Od 8 miesięcy mam mdłości, denerwuje mnie już ten ciągły strach, że zaraz zwymiotuję :shock: . Pisze, że niedobór witaminy B6 też może być tego przyczyną.


A co do bujania:
masterblaster napisał(a):Nie jestem przekonany czy takie przyzwyczajenia mogą wynikać same z siebie.
Moim zdaniem masz rację, musi być jakaś biologiczna przyczyna tego zachowania. Jednak i tak trzeba ją leczyć w umyśle, gdyż tam moim zdaniem leży przyczyna. Szkoda, ponieważ wciąż tak mało wiemy o umyśle, więc ciężej to wyleczyć.

masterblaster napisał(a):Wiesz, tak sobie pomyślałem, że być może pobudzanie nerwów związanych ze zmysłem równowagi nieco odciąga uwagę umysłu od przytłaczającego zalewu trudnych do ogarnięcia myśli i bodźców emocjonalnych (podobnie jak inne sposoby na nadmiar przejmowania się)
Dokładnie, odwrócenie uwagi. Nie wiem jak u innych ale u mnie dodatkowo zależy to od tego, jak długo się bujałam. Gdy zbyt długo używałam tego sposobu na redukcje stresu, zaczynałam myśleć o moich problemach i urazach, przez co jeszcze gorzej się czułam, aż w końcu czułam się na tyle źle aby móc dalej się odbijać, zapominając o tychże problemach jednak mając gorsze samopoczucie. Takie napędzające siebie koło. Dlatego właśnie pozytywne myśli tak bardzo mi pomogły. Dodatkowo u mnie to się przejawia prawie jako uzależnienie. Ostatnio gdy nie mogę tego zrobić a bardzo tego potrzebuję, zaczynam panikować. Przez miesiąc się nie bujałam a gdy miałam problemy z pracą i żadnego lepszego sposobu na odreagowanie to płakałam i popadłam w kilkudniową depresję. Najpierw czułam się, jakbym miała zaraz wybuchnąć i myślałam tylko o dniu, w którym zostanę sama w domu choćby na 30 minut. Wtedy nic mi nie pomogło w odprężeniu się. A gdy miałam tą możliwość to byłam wyprana z emocji, pełna zwątpień i miałam wszystkiego dosyć. Dopiero gdy problem się rozwiązał poczułam jakby kamień spadł mi z serca. Właśnie w takich chwilach przypominam sobie, że aby wyleczyć bujanie się czy chorobę sierocą trzeba zająć się przyczyną tej reakcji/choroby. Bujanie się nie pomoże na stres w 100%, może to zrobić tylko wyleczenie ran i rozwiązanie problemów.


Teraz nie jestem pewna czy moim problemem nie jest przypadkiem rozkojarzenie a nie bardzo kiepska pamięć (choć ona też nie jest idealna). Np. często kładę rzecz, którą używam a gdy odchodzę, zostawiam ją tam. Przypominam sobie o niej po minimum godzinie. Albo jak codziennie przypominam sobie o tym, aby o konkretnej godzinie zrobić jakąś czynność, to i tak nie pamiętam i przypominam sobie o tym dzień po. Zawsze mam ogromne problemy z przedstawieniem samej siebie i swoich problemów. Zapominam większość swoich snów, ale gdy jakiś zapamiętam to w wielu szczegółach (choć nie takich jak kiedyś), jest tego jeszcze więcej ale nie chcę się rozpisywać    :Wystawia język:
Większość tego co o sobie wiem pochodzi od zdania innych osób lub zbyt oczywistych cech, którymi w jakiś sposób się wyróżniam. Nie potrafię stwierdzić jakim człowiekiem jestem, nie potrafię stwierdzić.....kim jestem. Również dlatego chcę iść do psychologa. On potrafiłby w miarę obiektywnie powiedzieć jaka jestem, lub jakie cechy określają mój charakter, lub jaki mam charakter    :Śmieje się: Chciałabym nauczyć się dostrzegać również swoje problemy, nie tylko innych. Hm dość egoistycznie to zabrzmiało..


masterblaster napisał(a):To co zmniejsza chroniczny stres przysparza potencjalnej wolności..
Nie wiem czemu ale gdy dzisiaj myślałam o tym zdaniu, to odczułam jak łatwo ono brzmi.
Przyjemnie byłoby, gdyby osiągnięcie tego celu było równie łatwe. Tym zdaniem mnie podbudowałeś, dziękuję    :Uśmiecha się z humorem:
Trzeba tylko zminimalizować swój stres. Jakoś damy radę    :Uśmiecha się:

Odpisz
#20
Pamiętam, że o mdłościach czytałem przy okazji stresu oksydacyjnego, że szczególnie rano, przez co ludzie nie mają ochoty na jedzenie śniadań itd. Jeśli do tego dojdzie przewlekła hipoglikemia to można by się chyba spodziewać mdłości o dowolnej porze a szczególnie w sytuacjach stresowych. W ogóle stres psychiczny praktycznie natychmiast przekłada się na stres oksydacyjny w ciele, a jeśli jest przewlekły to i skutki fizyczne stają się codzienną "normą". Jedno napędza drugie i w końcu nie wiadomo co było pierwsze..

Rozkojarzenie wydaje mi się, że jest jednym z objawów słabego działania pamięci, podobnie trudności z ogarnięciem kilku wątków/czynności w tym samym czasie (co niektórym łatwo przychodzi).

Życzę Ci powodzenia na drodze poznawania siebie - ponoć się to bardzo w życiu przydaje.
Joanna95 napisał(a):Chciałabym nauczyć się dostrzegać również swoje problemy, nie tylko innych.
Ignorowanie własnych problemów może być bardzo niezdrowe i szkodliwe również dla otoczenia jak mi się wydaje..
Joanna95 napisał(a):... Tym zdaniem mnie podbudowałeś, dziękuję
Cieszę się..    :Uśmiecha się:
Odpisz
#21
Czytałam o tym stresie oksydacyjnym ale nie mogłam znaleźć szczegółów na temat mdłości. Była tylko wzmianka o dolegliwościach żołądka i nic więcej. Muszę poszukać coś więcej na ten temat.
Witamina B6 kupiona, dołączyłam ją do swojej diety, magnez również. Zobaczymy czy pomoże    :Uśmiecha się:

masterblaster napisał(a):Życzę Ci powodzenia na drodze poznawania siebie - ponoć się to bardzo w życiu przydaje.
Dziękuję    :Uśmiecha się z humorem:

Jeśli chodzi o moje problemy to w moim przypadku nie jest to ignorowanie, lecz niewiedza (lub coś w tym stylu). Mimo iż staram się coś zobaczyć, obserwować swoje zachowanie to i tak nie potrafię odpowiedzieć na pytania "jaka jesteś?", "Co złego wydarzyło się w Twojej przeszłości?". Największe przyczyny mojego stanu psychicznego znam, gdyż za bardzo na mnie wpłynęły, jednak nie potrafię opisać tych mniej ważnych przyczyn. Ogólnie mało pamiętam z "wcześniejszych" czasów. Mam wrażenie, że większość wyparłam z pamięci. Czasami mam jakieś przebłyski ale nigdy na zawołanie, dodatkowo zapominam o tym w kilka godzin. Zastanawiałam się nad tym, czy zapisywać sobie póki jeszcze pamiętam, dzięki temu będę mogła odpowiedzieć na pytania psychologa gdy wreszcie się u jakiegoś zapiszę. Te problemy, które znacznie oddziaływają na otoczenie (zwłaszcza negatywnie) potrafię zauważyć właśnie dlatego, że jestem wyczulona na jego reakcje. Pamiętam, że kiedyś ignorowałam swoje problemy, bardzo chcąc zmienić innych. Nie wychodziło z takiego zachowania nic dobrego. Jednak po depresji i przemyśleniu wielu spraw, trochę się uspokoiłam i teraz dla wielu jestem "ostoją spokoju"    :Wystawia język:

Co do choroby sierocej, to większość objawów posiadałam za dziecka. Teraz gdy spojrzę wstecz, widzę iż nie rozumiałam wielu spraw. Dopiero gdy zaczęłam obserwować i zwracać uwagę nie tylko na to czego ja chcę i oczekuję od innych, lecz na potrzeby i odczucia otoczenia dostrzegłam wiele lekcji, które pomogły mi zrozumieć. Największym sukcesem jeśli chodzi o relacje z rodziną, to mieszkanie od 4 miesięcy z dala od nich bez potrzeby wrócenia. Kiedyś na samą myśl wariowałam, potrzebowałam ich miłości, uwagi. Jak wyjeżdżali lub zostawiali mnie na chwilę samą, zaczęłam bać się że już nigdy nie będzie okazji i zostawią mnie na zawsze. Mam wrażenie, że najbardziej przyczynili się do tego moi bracia, mama zmagająca się z własną depresją i problemami z ojcem alkoholikiem to już druga sprawa..
Nie wiem już, czy przeszłam z jednej skrajności w drugą. Mam już mętlik w głowie    :Wystawia język:

Odpisz
#22
Ja się bujam cały czas... nie wiem czy to choroba sieroca ale bujam się od małego i robie to do dzisiaj. Co więcej jak nie mam czasu na takie bujanie się w samotności to robię się agresywna rozdrażniona muszę mieć czas i chwile dla siebie żeby się pobujać... oczywiście przy ludziach tego nie robie bo sie wstydze ale pare razy się zapomniałam gdyz jest czynność bardzo automatyczna i posypała sie lawina pytan... "chce ci sie siku"? " maz chorobe sierocą" ? oprocz bujania sie macham nogą, macham też rękami w dziwny sposob. jak coś się dzieje, jaka sytuacja stresowa albo ekscytująca to macham rękami.

dla mnie bujanie sie to obok wody i tlenu niezbedna rzecz do zycia.

wiele razy zastanawiałam sie czy to choroba sieroca. sierotą nigdy nie byłam. ale pochodze z patologicznej rodzine. dzis mam miłośc chłopaka ale potrzeba bujania się nie przechodzi

kiedyś udzielałam się na forum ADHD, tam wiele osób pisało że się buja i macha nogą. więc moze to też wynikać z nadpobudliwości psychoruchowej.
Odpisz
#23
Też się bujam całe życie ( jak to brzmi...). Jak siedzę na krześle i czytam/ oglądam coś na komputerze to się kiwam. W łóżku też lubię się pobujać leżąc na boku - kiedyś było to wręcz niezbędne, nie znosiłem leżenia na plecach.
Odpisz
#24
Kertoip-dziękuję Ci kochany za złożenie tego tematu   :Uśmiecha się:.Miałeś świetny pomysł,że go poruszyłeś.Jak u Ciebie teraz   :Uśmiecha się:?Daj znać,jeśli możesz,bo od założenia wątku 1,5 roku temu się już w temacie nie odezwałeś więcej,a ciekawi mnie co u Ciebie dalej w kwestii kołysania się   :Uśmiecha się:.
Ja sama miałam ten problem.Byłam dzieckiem porzuconym przez moich alkoholowych rodziców,spędziłam w domu dziecka 1 rok.Do 11 roku życia kołysałam się zawsze w łóżku przed zaśnięciem.Wyczesywanie po tym moich włosów,które są cienkie,ale mam ich dużo i łatwo się plączą,było dla mnie bolesną konsekwencją.Kołysałam się i uciekałam w świat moich marzeń,gdzie byłam bezpieczna.Wstydziłam się tego jednak bardzo,ze względu na krytyczne komentarze rodziny na ten temat i od 11 do ok.16 roku życia bujałam się słuchając muzyki.Wyglądało to tak,że siadałam przy biurku,opierałam się rękoma o blat i naprzemiennie przyciągałam i odpychałam się.Także w ten sposób marzyłam uciekając od rzeczywistości.W stanie ostrej depresji,kiedy porzuciłam chodzenie do szkoły,a miałam 13 i 14 lat spędzałam tak całe dnie.Nie robiłam nic innego.Nie mogłam.Nie umiałam.Nawet się nie myłam częściej niż raz na tydzień,wtedy,kiedy mój własny zapach stawał się dla mnie nie do zniesienia.Pod koniec 15 roku życia,tak bardzo wstydziłam się mojego bujania się,że dosłownie z dnia na dzień przestałam to robić.Zaczęłam zastępczo chodzić po pokoju słuchając muzyki.Czasem jeszcze w nocy,w półśnie bujnęłam się parę razy.Teraz nie mam z tym problemu w ogóle,ale dalej mam problemy z wysokim poziomem lęku i napięcia.Do tej pory uwielbiam,ubóstwiam huśtanie się na huśtawce,ale umiem też powiedzieć sobie stop i zejść z niej po 10 czy 15 minutach.Kiedyś byłam jak alkoholik,który dorwał się w końcu do butelki-nie mogłam przestać.
Koniec końców, każdy z nas może doświadczać życia tylko z swojej własnej perspektywy. Czasem ta perspektywa, styl doświadczania, staje się dla nas pułapką. Zamiast stanowić bezpieczne i elastyczne ramy dla naszego bycia, staje się nieznośnym, sztywnym gorsetem w którym ledwo możemy oddychać.
Wszystko w naszych rękach
Odpisz
#25
stokrotka.na.drodze napisał(a):Kertoip-dziękuję Ci kochany za złożenie tego tematu   :Uśmiecha się:.Miałeś świetny pomysł,że go poruszyłeś.Jak u Ciebie teraz   :Uśmiecha się:.

Dzięki za miłe słowa    :Uśmiecha się: Długo tego wątku nie czytałem bo miałem jakiegoś fobicznego stracha żeby tu zagląnąć   :Uśmiecha się puszczając oko:. Od kilku miesięcy jestem na psychotropach i troszkę mi lżej. Czasem jeszcze się łapie na tym, że się bujnę kilka razy, ale to już nie to co kiedyś. Heh też mam faze na punkcie huśtania się na huśtawkach itp. Latem potrafiłem kilkadziesiąt minut dziennie bujać się na hamaku   :Uśmiecha się 2:
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Co to za zaburzenie czy choroba, trudno to nazwać jakkolwiek Smart 10 4 480 22 Mar 2017, Śro 1:14
Ostatni post: BlankAvatar


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!