- co mi jest?
#1
Zacznę od tego, że od jakiegoś czasu (może 2 miesięcy) przechodzę gorszy okres. Gdy o tym myślę, to mam wrażenie, że ten właśnie "gorszy okres" sama sobie wmówiłam i tak naprawdę to moja wina, że się tak czuję. Z drugiej jednak strony w moim życiu troszkę się zdarzyło i w pewnym momencie nie mogłam sobie z tym poradzić. Ogólnie mówiąc - czuję się źle. Ciągle chcę spać, nie mam ochoty "przeżywać" kolejnego dnia. Aczkolwiek nie jest to aż tak silne. Jedynie sporadycznie płaczę.
Zaczęłam jednak także obawiać się o przyszłość. O przyjaźń, rodzinę, pracę... i wszystko inne tego typu. Także bardzo skupiam się na sobie. Analizuję swoje zachowanie. Bardzo dużo myślę. Walczę ze swoją niską samooceną - z początku starałam się po prostu myśleć o moich zaletach, ale okazuje się, że niewyobrażalnie szybko znajduje się osoba lub sytuacja, która próbuje mi wmówić jaka jestem zła. Z pewnością tego zła na swój temat trochę wyszukuję. Myślę, że mam silną osobowość, ale mimo to od jakiegoś czasu przestałam sobie z tym radzić. Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z rodzicami - nawet teraz nie potrafiłabym z nimi porozmawiać całkowicie szczerze o moich problemach (tych głębszych). W podstawówce i gimnazjum nie miałam lekko, gdyż pewne dziewczyny skutecznie nie pozwalały mi się otworzyć. Skutecznie do pewnego momentu - od połowy gimnazjum jest coraz lepiej. Jednak wciąż noszę w sobie to, czym zostałam nakarmiona w dzieciństwie - poczuciem niższości, poczuciem tego, jaka jestem niefajna, brzydka i jedynie potrafię narzekać na to, co robią inni. Mianowicie - od zawsze, mimo tego wszystkiego, buntowałam się. Głównie przeciwko piciu alkoholu, ćpania itd. Teraz inaczej do tego podchodzę i potrafię to zaakceptować, mimo że nadal nie popieram. Wtedy to był faktycznie krzyk głupiej nastolatki    :Uśmiecha się:
Aktualnie w moim domu jestem bezustannie krytykowana przez rodzeństwo (rodziców trochę też), a to przez nieładny uśmiech, a to przez "krzywy ryj", "wielki nos", "ohydne włosy". No i również przez moje zachowanie - źle się śmieję, źle patrzę, źle mówię "Dzień dobry". A następnego dnia moja kochana rodzina potrafi mnie zapytać, dlaczego jestem ciągle taka smutna. Poza tym mam w domu kłótnie mniej więcej co 2 dni.
Byłam osobą nieśmiałą. Myślę, że teraz też jestem trochę nieśmiała. Kiedyś panicznie bałam się poznawać nowych ludzi - byłam przekonana, że mnie nie polubią. W mojej głowie utwierdzałam się w przekonaniu, że jestem inna, odmienna. Mam to do teraz, ale w mniejszym stopniu. Aktualnie jestem na dziwnym etapie - niektórych ludzi zupełnie się nie boję, a przy innych jestem bardzo spięta. A konkretniej - zastanawiam się nad tym, co mówię, co mam powiedzieć, a czego nie powinnam. Gdy powiem coś nie tak, czuję się źle. Najgorszy jest chyba jednak kontakt wzrokowy. Nie mogę go z taką osobą utrzymać. Jednak ciągle nad tym pracuję. Gdy zrobię coś głupiego, to długo to rozpamiętuje. Jedna sytuacja, choć powinna być zamknięta, siedzi we mnie do dziś. Potrafię analizować każdy szczegół i wyszukiwać w nim mojej głupoty. Potem szukam usprawiedliwienia, następnie, gdy już czuję się wystarczająco dobrze, to znowu wraca. Tak w kółko. Jak widać - bardzo skupiam się na sobie.
Niektórzy ludzie bardzo mnie krępują. Czuję się źle, gdy nie umiem zachować się w niektórych sytuacjach tak, jak "powinnam". Potrafię porównywać się do innych - rozmyślam, czy zachowałabym się tak samo, jak ta czy inna osoba. Stwierdzam, że nie, a to "przecież" świadczy o tym, że coś ze mną nie tak.
Mój strach dotyczący tego, czy znajdę sobie kogoś z kim będę mogła dzielić życie trochę się zmniejszył. Myślę, że na przestrzeni tak długiego okresu, jaki opisałam, nabrałam pewności siebie, a przede wszystkim - zaczęłam rozmawiać ze swoimi uczuciami.
Często jednak nadal siebie nie rozumiem - tworzy się we mnie bariera, która nakłania mnie, aby myśleć inaczej. Nie dopuszczam do siebie świadomości, że mogę TAK twierdzić, albo, że TAK może być.
Jednak za bardzo przejmuję się krytyką. Choćbym wiedziała, że ktoś, kto mnie obraża, nie miał racji, to ten ból we mnie zostaje. Kumuluje się - a było takich sytuacji naprawdę wiele - zarówno w domu, jak i w szkole.
To bardzo poplątane. Codziennie walczę, ale, jak już mówiłam na początku, od jakiegoś czasu brakuje mi sił. Krążę tylko od użalania się nad sobą do wychwalania siebie - góra i dół, góra i dół. Nie mam przez to spokoju. Staram się to hamować, wyciszyć.
Jeszcze jedną sprawą jest mój wygląd. Bardzo zwracam uwagę na to, jak wyglądam. Wykorzystuję każdą okazję, by przejrzeć się w lustrze. I, co dość dziwne, raz stwierdzam, że jestem ładna, a raz, że niewyobrażalnie brzydka. To w dużym stopniu decyduje o moim nastroju. Z tym też staram się walczyć.
Od jakiegoś czasu też zaczęłam na siłę wyszukiwać złych cech i błędów u bliskich mi osób. Zdarza mi się im to, umyślnie lub nie, zakomunikować. Wtedy czuję się jeszcze gorzej. Prosty mechanizm myślowy: "jeśli jestem zła dla kogoś, kto jest dla mnie dobry, to muszę być niewybaczalnie zła. A jak jestem niewybaczalnie zła, to z pewnością nie ma we mnie nic dobrego i nie zasługuję na nic dobrego. Muszę się więc ukarać". Karzę się myślami o sobie.
Dopiero po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać, jak działają moje myśli i uczucia. Mimo to często nadal się co do nich mylę.

To był mój życiorys. Jeśli ktoś to przeczyta, to mu dziękuję i przepraszam za tak długi tekst. Ale najmocniej dziękuję temu, kto mi coś odpisze. Chociaż sam fakt napisania wszystkiego szczerze jest dla mnie pomocą.

Moje pytania: czy powinnam iść do psychologa (i tak nie pójdę, bo nie mam pieniędzy i się boję)?
czy coś mi jest?
co powinnam zrobić, aby skuteczniej walczyć ze swoimi myślami?

Dziękuję    :Uśmiecha się:
Odpisz
#2
ostro się rozpisałaś   :Uśmiecha się puszczając oko: bardzo mądry i dosadny język  :Uśmiecha się 2: po pierwsze jestes bardzo podobna do mnie w tym pochłanianiu wyjaśnieniami sytuacji, chowaniem urazy , samopotępieniem itd. to jest paranoidalne zaburzenie osobowości a jeśli do tego masz obniżony nastrój przez około 2lata to tez dystymia ale głowa do góry bo ważne jest to ze to zaburzenie a nie twoja cecha charakteru! i tym się pocieszaj. można to wyleczyc bo jest masa leków właśnie na to tylko kwestia dobrania odpowiedniego. poczytaj sobie o tym i staraj się wyłapywać te objawy i je przeczekiwać bo pewnie przeciwstawianie będzie budziło jedynie spięcie. moja psychiatra która też ma specjalizacje terapeutki behawioralnej mówi żeby nie bac się tych myśli. to one mają się Ciebie bać i przeczekiwać sobie te ciężkie przypływy choroby. ja sobie wtedy powtarzam właśnie że to jest do wyleczenia, że to nie są moje cechy charakteru   :Uśmiecha się puszczając oko: powiem Ci krótko, masz narazie wczesny stadium zaburzeń albo po prostu ciężki okres w życiu. ja na twoim miejscu juz leciałbym do psychiatry(psycholog moze ci pieprzyc ze dasz sobie rade i nie trzeba leków, tyle to możemy ci tez powiedzieć na forum) który dobierze Ci leki a to i tak trwa miesiącami więc nie czekaj. z rodzicami po prostu powiedz to co napisałaś na forum albo po prostu jak Ci nie będą wierzyć to jakoś zrób z nimi układ ze psychiatra zadecyduje czy jesteś chora czy sobie wmawiasz czy coś tam. ja aktualnie zmieniłem sobie dodatkowo portret numerologiczny który decyduje o podświadomości czyli tym jak Ci się powodzi. coś takiego kosztuje 500zł u pani Barbary cyfryprzeznaczenia.pl ale Ty mówiłaś ze krucho z kasą ale konsultacja czyli zbadanie czy masz zły portret jest darmo więc spróbuj, bedziesz wiedziała na czym stoisz   :Uśmiecha się puszczając oko: jeszcze raz mówie: biegnij do psychiatry!  :Brak słów:-) trzym się
Odpisz
#3
Wmawianie sobie choroby i branie leków jest bardzo wygodne. Nie mówię, że leki są złem, ale są wsparciem, które czasami jest konieczne(kiedy nie ma innego).

Sama piszesz, jaki masz toksyczny dom. Nie jest z Tobą nic źle, co najwyżej brak Ci wiary w to co czujesz, i siły żeby coś zmienić. Wiem jak to jest, kiedy przez lata musisz być z czymś sam. Nie masz gdzie podziać swoich emocji, więc uznajesz, że są czymś złym. Później, kiedy wychodzą w nieodpowiednich momentach(bo w odpowiednich zostały niewyrażone), zostajesz jeszcze bardziej przekonana, że jest z tobą coś nie tak. Łatwiej jest wierzyć, że coś z moimi emocjami jest nie tak, i próbować je uspokoić, niż uwierzyć, że to co czuję jest normalne, tylko trzeba to poukładać. Sam się z tym próbuję uporać. Z marnym skutkiem niestety.

Ja bym raczej powiedział, żebyś postarała się znaleźć kogoś, kto potrafi Cię zrozumieć. Przyjaciel, ciotka, kuzyn. Samemu ciężko, tym bardziej jak jesteś uzależniona finansowo od tych, którzy Cię krzywdzą.
Odpisz
#4
przestraszyłeś mnie.
Nie ma opcji, żebym mogła wybrać się do psychiatry. Nie mam pieniędzy, a rodzice by mnie wyśmiali, jakbym im powiedziała, że chcę iść do psychiatry. Pytaliby mnie dlaczego, a ja nie umiałabym im powiedzieć.
Trudno mi określić, jak brzmi mój poprzedni post i jak ma się on do rzeczywistej rzeczywistości    :Uśmiecha się:
Mam jednak nadzieję, że nic mi nie jest. Możliwe, że to właśnie gorszy okres w moim życiu. A takie podejście do życia i ludzi może wynikać z mojego charakteru... albo i z moich doświadczeń.
Sama nie wiem. Lepiej się nie stresować, kiedy nie trzeba.
Przeczytałam właśnie trochę o paranoidalnym zaburzeniu osobowości. Może i trochę się zgadza z moimi "objawami". Ale z drugiej strony nie zgadza się zupełnie. Nie podchodzę do otoczenia z agresją, nie oczekuję jedynie ataku od innych. Nie pragnę się na kimś mścić. Jedynie jestem nieufna, analizuję i trochę się boję. Nic więcej. Wydaje mi się, że kiedyś, kilka lat temu, byłam bliżej tych objawów niż teraz.
Odpisz
#5
Witaj, AK   :Uśmiecha się:

Psychiatra może być darmowy, podobnie jak psycholog terapeuta. Wręcz uwielbiam tłumaczenie swojego lęku przed zmianami tym, że ktoś może nas wyśmiać, że rodzina to czy tamto. To są nasze opory. Lepiej czekać do 30-stki jak będzie jeszcze trudniej.
Chodzi o to, żebyś wiedziała, że będziesz cierpieć i że cię to nie zabije.
Odpisz
#6
tylko czy mi naprawdę jest potrzebny psychiatra? Bardziej chodziło mi o waszą opinię, cokolwiek.
Ale fakt, boję się pójść do psychiatry. I to cholernie się boję. PRzede wszystkim dlatego, że nie wiem, czy w ogóle mam do tego powód. Bardzo możliwe, że przesadzam. Wy nie możecie mi powiedzieć, czy przesadzam, czy nie. Chociaż z drugiej strony z jakiegos powodu musiałam tutaj napisać. Być może chciałam po prostu wyrzucić to z siebie i znaleźć jakiekolwiek zrozumienie.
Pójdę do psychiatry jak będę miała konkretny powód - tak do tego podchodzę.
Odpisz
#7
jeśli podoba ci się twoje życie, to nie rób nic.

lub

idź do psychiatry i powiedz, że od leków wolisz raczej psychoterapię. Idź na psychoterapię z jego skierowania.
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#8
Żeby iść do psychologa, nie trzeba pieniędzy. Nawet na terapię nie trzeba (wtedy grupowa by była). Do psychologa bez wiedzy rodziców od bodaj 16-tu lat.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.