- Czy da się stać innym człowiekiem w pół roku?
#1
Witam, napiszę pokrótce. Odkąd pamiętam byłem nieśmiały. Niestety całe życie ignorowałem wyraźne sygnały w postaci ucieczek przed związkami, imprezami i z biegiem lat nie dostrzegałem tworzącej się i stopniowo pogłębiającej fobii społecznej. Nie interweniowałem w tych szczególnych i ważnych momentach kiedy jeszcze poradzenie sobie z tymi objawami mogło nie być tak "niemożliwe". W każdym razie ostatnio przy okazji jednego zdarzenia, które uderzyło we mnie jak młot pneumatyczny i zadziałało jak katalizator uświadamiając, że przez ostatnie 10 lat nie zrobiłem nic a tylko wpędzałem się w to bagno w którym jestem... wpadłem w depresję z silnymi lękami, która teraz po prawie 3 miesiącach mocno złagodniała w porównaniu do tego co było na początku.


Nie będę tutaj wnikliwie opisywał swojej obecnej sytuacji bo jeżeli czytacie to forum to pewnie w waszych głowach w dużym stopniu dzieje się to co w mojej a ta informacja chyba jest wystarczająca.


Mam być może chore wyobrażenie o... wszystkim w chwili obecnej. Ale bardzo mi zależy żeby w czerwcu przyszłego roku się z kimś zobaczyć i być wtedy hmmm nie wiem... normalnym? pewnym siebie? atrakcyjnym?
Niewątpliwie była by to najodważniejsza społeczna sytuacja na jaką w życiu chciałbym się odważyć i jakoś mam wrażenie że ma dla mnie znaczenie kluczowe.


Zastanawiam się czy można w pól roku stać się inną wersją samego siebie. Tą, którą zawsze chcemy być i wiemy, że tacy moglibyśmy być ale lęki są tak silne, że pozostaje tylko na wyobrażeniach.


Strasznie ciężko iść dalej mając w głowie wszystkie niewykorzystane szanse i zmarnowany czas... jak zbudować własną wartość mając naokoło rówieśników będących lata do przodu? Nawet gdyby np. Bóg nam przekazał istotę mojego/waszego problemu to mam wrażenie że i tak strasznie ciężko by było zrobić krok w przód i zapomnieć.

Wybaczcie ale mógłbym tak pisać i pisać a chciałem krótko. Może coś dodam jeżeli wątek się rozwinie.

Także jak w temacie. Czy można w pół roku zrobić reset i zbudować zupełnie nowe poczucie wartości? Inne, nowe ja o którym wiemy, że gdzieś tam drzemie?

Dodam jeszcze tylko, że od 2 tygodni na półce koło mojego łóżka leży opakowanie Seroxatu. Ale boję się tego leku. Boję się tego, że za kilka lat znowu będę w sytuacji... "szkoda, że kilka lat temu nie miałem odwagi, nie postąpiłem inaczej żeby teraz było lepiej, chciałbym cofnąć czas".


Pozdrawiam
Stay away from my vodka
Odpisz
#2
Pół roku... I mało czasu u i dużo. Jeśli zależy ci na efekcie ilościowym to najlepsze rozwiązanie:

- konsultacja z psychiatrą (kwestie diagnostyczne i farmakologiczne)
- i psychologiem/psycoterapeutą (chodzi tu o obsługę CBT)
- jak już wspomniałem terapia poznawczo-behawioralna (CBT) i/lub opiewany u konkurencji Richards
- bez leków chyba się nie obędzie
- duże samozaparcie i siła woli - to chyba jest rzecz która jest najbardziej potrzebna

Nie chcę martwić ale przy długotrwałej fobii społecznej o której piszesz bądź zabrzeniu osobowości (ja uważam, że jeśli pewne cechy występowały tak jak u mnie w okresie adolescencji to bardziej adekwatne jest mówienie o zaburzeniu osobowości) leczenie może trwać o wiele dłużej niż pół roku.
Odpisz
#3
Misio, mam nadzieję, że Twój restart będzie skuteczny i osiągniesz swój cel!
Myślę, że od dna się już odbiłeś i do czerwca możesz wypłynąć
(na lekko toksyczną powierzchnię troszeczkę grząskiego bagna zwanego pseudo-normalnym życiem    :Uśmiecha się puszczając oko: )
Nie pozostaje Ci nic innego jak walczyć! !
(jak to ktoś powiedział: 'nie masz żadnej szansy - ale ją wykorzystaj!')    :Uśmiecha się puszczając oko:
"W naturze człowieka leży rozsądne myślenie i nielogiczne działanie."
Odpisz
#4
Teraz Marszałku jak napisałeś o tych zaburzeniach osobowości to już sam nie wiem. Od jakiegoś czasu mam takie wrażenie jakbym miał jakieś rozdwojenie jaźni... jakbym żył w dwóch rzeczywistościach:

1. "Tu i teraz"

2. I tej myślowej.


Mam wrażenie, że ta druga robi się coraz bardziej wszechogarniająca mój sposób myślenia. Ciężko powiedzieć co komu konkretnie może pomóc ale na pewno masz rację, że duże samozaparcie i siła woli jest najważniejsza. Bo co z tego, że dzisiaj już ściągnąłem terapię Richardsa i inne książki na komputer do czytania w formie pdfu jeżeli jutro włączę na cały dzień swoją ulubioną grę online. Może w pół roku to ma szanse jeżeli włoży się w to całe swoje serce, wysiłek i czas?

Moim zdaniem sukcesy trzeba odnosić na wielu frontach zwłaszcza na tych, które by nas najbardziej podbudowywały... co z tego że ostatnio jak mnie kumpel zapraszał na sale to strzeliłem 10 na 20 bramek z czego niektóre szczególnej urody skoro zamiast się z tego cieszyć i się do wszystkich uśmiechnąć spuszczałem głowę i wracałem do obrony bo w końcu byłem w centrum uwagi przez moment. Esh, sam się już w tym wszystkim gubię i ciężko mi chociażby zbliżyć się do istoty problemu chociaż rozmyślam już o tym bez przerwy od 3 miesięcy. Zresztą kiedyś chodziłem na boisko z kolegami dzień w dzień i dawało to radość.


Pewnie zresztą istota problemu zawsze jest bardziej złożona i już zakorzeniona w dzieciństwie.


Drogi Kejcie

Myślę, że od dna się jeszcze nie odbiłem ale muszę już to zacząć wszystko realizować w przyszłym tygodniu jeżeli myślę o wyprostowaniu tego wszystkiego w ciągu pół roku    :Uśmiecha się puszczając oko: Ale chyba najważniejsze się już chyba wydarzyło bo zostałem "uświadomiony". Wcześniej leserski i przeciętny tryb życia (od wolnego do wolnego) mi nie przeszkadzał i jakoś żyłem unikając wszystkiego co budziło strach. Szkoda, że dopiero teraz ogarnąłem jak źle to wygląda chociaż 22 lata to chyba jeszcze nie jest wiek, który przekreśla szanse na ułożenie sobie życia.
Stay away from my vodka
Odpisz
#5
Zadaję sobie to samo pytanie. Ale na ryzyko w postaci inwestycji kilku tysięcy w CBT to niespecjalnie mogę sobie obecnie pozwolić...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#6
Misio, wg mnie taki plan może mieć szansę, ale głównie wtedy, kiedy go sobie dobrze obmyślisz i podzielisz na mniejsze etapy. Pół roku zakrawa już na planowanie długoterminowe - przy takim dystansie łatwo o zniechęcenie - a już zwłaszcza, kiedy zadanie, które sobie stawiasz, jest 'wielkie'. Takie 'wielkie' cele wiążą się zazwyczaj z dużą presją - wtedy najdrobniejsze potknięcie może sprawić, że porzucisz swoje założenia - bo jakiś drobiazg nie będzie szedł po Twojej myśli (z czym też musisz się liczyć - nie myśl o tym obsesyjnie, ale po prostu załóż sobie taką ewentualność i opracuj metody na jej zwalczanie). Jeżeli jesteś mocno zdeterminowany, to jest szansa na powodzenie    :Uśmiecha się: mierz tylko siły na zamiary - małe kroczki, nie wszystko naraz i powoli do przodu   :Uśmiecha się:
gra online na pewno się przyda - mogłaby być dobrą nagrodą za realizację któregoś z założeń, jakie przed sobą postawisz. myślę, że możesz spróbować z Richardsem, w końcu nie masz nic do stracenia    :Uśmiecha się:
Odpisz
#7
Misio1990 napisał(a):22 lata to chyba jeszcze nie jest wiek, który przekreśla szanse na ułożenie sobie życia.
Nie jest.
Ja w tym wieku zaczynałem swój żywot warzywka, który zakończył się (wyszedłem ze skrajnej fobii i depresji) w wieku lat 26.
Tak więc, jeżeli patrzysz pod kątem czasu (a tego robić nie powinniśmy) to jesteś w znacznie lepszej sytuacji ode mnie.
Miałem 26lat, gdy byłem w takiej sytuacji jak Ty teraz. Nie wiem jak tam jest u Ciebie, ale mi do zmiany warunki raczej nie sprzyjały. Mimo to, jestem teraz całkowicie innym człowiekiem, nie mówię, że wypełnionym pewnością siebie, ale jestem...no po prostu szczęśliwy.
To jest tak ważne jak silnik samochodu, kiedy chcemy gdzieś dojechać    :Uśmiecha się:.
Mniej więcej.
Nawiązując do pytania w temacie, w parę dni się nie da, natomiast pół roku to mnóstwo czasu. Zależy od człowieka, jego cech i intensywności działań mających przynieść zmianę.
Ale tu też źle podchodzisz do sprawy, jeżeli na za te półtora roku nie jest wyznaczony termin końca świata to masz na wszystko znacznie więcej czasu (Co z kolei nie oznacza, że należy to odkładać)
Jeżeli nie masz możliwości skorzystać z pierwszych 4 opcji, które podał MarszałekFoch to jesteś w takiej sytuacji jak ja byłem.
Siła woli - tak
samozaparcie - też
Do tego upartość, ambicja i realne myślenie (nie, nie pozytywne, najpierw realne).
Połączysz to z odpowiednio naprowadzającymi książkami (podam później tytuły, jeśli sobie życzysz) i robieniem tego, co w nich jest napisane (bez względu na to jak głupie i straszne Ci się to wydaje) i odniesiesz sukces.
Co do motywacji do czytania książek, walki z prokrastynacją itd, tu Ci nie pomogę, silna wola to podstawa.
Zabawne to jest, tyle publikacji na ten temat wyszło, a żadna autorka nie bierze pod uwagę, ze aby czytać takie książki też czasami potrzebna jest siła woli.
Czyli, trzeba mieć motywację do czytania książek o budowaniu motywacji...Sensowne to, nie powiem.
Jeszcze jedna rzecz, która mi pomogła to ciągłe powtarzanie sobie w myślach "Rób to czego się boisz". No i oczywiście robienie tego.
Coś w rodzaju afirmacji. Niby trywialne, ale bardzo pomaga.
Rób też notatki ze swoich zachowań, reakcji. Jakby pamiętnik.
Data, a pod spodem: zrobiłem to i to, jak się czułem i jak mogę to poprawić. Sukcesy oczywiście też zapisuj i czytaj je sobie, jak przyjdzie chwila zwątpienia (ja bardzo często do nich wracałem    :Uśmiecha się z humorem:
Mógłbym opisać znacznie więcej, poruszyć każdy aspekt, ale ten post wyglądałby jak jedna wielka książka. Zamuliłbym forum i nie miałbym co robić i gdzie wchodzić    :Smuci się bardzo:.
Masz pytania? Pisz tutaj lub PW.

Popieram też to co napisała supernova.

Cytat:na lekko toksyczną powierzchnię troszeczkę grząskiego bagna zwanego pseudo-normalnym życiem
Czy na sali jest lekarz?
Odpisz
#8
Czy się da? Mówią, że wszystko jest możliwe. Zależy od człowieka, od tego, jak bardzo masz nasiloną fobię, jak dużą masz determinację, zewnętrzne warunki też odgrywają tu pewną rolę. Bywa, że fobia rozwija się przez lata, przez ten czas przyzwyczajasz się do takiego a nie innego sposobu życia. Ciężko będzie to "odkręcić" w stosunkowo niedługim czasie. Ale - próbuj.

Na początek zastanów się konkretnie, co Ci przeszkadza, co chcesz zmienić. Bo takie: "chcę być innym człowiekiem" czy "chcę pokonać fs" brzmi bardzo mgliście i raczej do niczego nie doprowadzi. Zastanów się, zapisz plany i idź małymi kroczkami do przodu    :Uśmiecha się:

Misio1990 napisał(a):Bo co z tego, że dzisiaj już ściągnąłem terapię Richardsa i inne książki na komputer do czytania w formie pdfu jeżeli jutro włączę na cały dzień swoją ulubioną grę online
Wiesz, prawdopodobnie tak właśnie będzie. Taka przemiana siebie jest trudna, nieraz ogarnia człowieka zwątpienie, pojawiają się stare schematy myślowe, a niepowodzenia mocno dają w kość.
Dlatego myślę, że ważne jest, żeby się cieszyć z każdego, nawet najmniejszego sukcesu.

A tak w ogóle to zgadzam się z Riverside : )

PS. Kejt jest istotą żeńską : P
Admin na urlopie
Odpisz
#9
del
Odpisz
#10
Jestem przekonany że dasz radę! Podobno żeby zmienić swoje życie wystarczy chwila. Ty masz pół roku na zmiany    :Uśmiecha się puszczając oko:
Próbuję otworzyć oczy ...
Odpisz
#11
Misio, napisałeś bardzo mądre rzeczy, nie tylko było miło Cię czytać, ale także może to zachęcić innych, w tym także mnie, do dalszego działania. Misio - dzięki wielkie!
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#12
Cytat:Takie 'wielkie' cele wiążą się zazwyczaj z dużą presją - wtedy najdrobniejsze potknięcie może sprawić, że porzucisz swoje założenia - bo jakiś drobiazg nie będzie szedł po Twojej myśli (z czym też musisz się liczyć - nie myśl o tym obsesyjnie, ale po prostu załóż sobie taką ewentualność i opracuj metody na jej zwalczanie).

Tak to jedna istotna część. Ale w przypadku osiągnięcia w pół roku tego oczekiwanego stanu i zdobycie się na odwagę w określonym celu trzeba też liczyć się z możliwością "porażki". Ale to chyba też część każdej terapii mająca pomóc się nazbyt nie przejmować wszystkim. A właśnie niepowodzenie wynikające z moich/waszych przypadłości najbardziej boli, bo wtedy przez resztę życia można sobie zadawać pytanie "co by było gdyby?" Poniekąd to mnie właśnie spotkało 3 miesiące temu, po raz pierwszy można powiedzieć uciekło mi coś na czym mi naprawdę zależało przez strach przed tym.


Super Riverside, że udało Ci się z tego wyjść i gratuluję. Tym bardziej jest to godne podziwu, że w wieku 26 lat bo mnie te "lata w plecy" bardzo mocno przytłaczają i nie tylko dlatego, że je mam ale też oczywiście dlatego, że nie zrobiłem w tym czasie nic aby teraz mieć ułatwione wyjście na prostą. O motywację do czytania jestem spokojny... wczoraj wróciłem przed północą z gry w piłkę nożną zmęczony ale jeszcze do 1 w nocy czytałem Inteligencje Emocjonalną   :Uśmiecha się 2: Dlatego byłbym naprawdę wdzięczny gdybyś podał tytuły książek, które Ci pomogły.


Cytat:Na początek zastanów się konkretnie, co Ci przeszkadza, co chcesz zmienić. Bo takie: "chcę być innym człowiekiem" czy "chcę pokonać fs" brzmi bardzo mgliście i raczej do niczego nie doprowadzi. Zastanów się,

Tak. Mieć konkretnie sprecyzowane plany na przyszłość i pewien wizerunek to bardzo istotne. W tej mierze (książek motywacyjnych) bardzo polecam książkę pod tytułem "Zjedz tę żabę" Briana Tracy. Krótka, miła i przyjemna a gdyby nie ona to moja "machina" przygotowań do poprawy matury rok temu prawdopodobnie nigdy by nie ruszyła.


Cytat:I tak doszedłem do moich 26 lat. W międzyczasie (głównie dzięki lekom - bez nich pewnie byłby dzisiaj w czarnej d...) udało mi się znaleźć pierwszą pracę, potem dziewczynę (z którą byłem kilka miesięcy i złamała mi serce... coś co prawie każdy przeżywa gdzieś w czasach LO ja przeżyłem jako stary 25 letni chłop).


Wiesz, to coś co mnie trochę przeraża teraz. Bo czasami mam wrażenie jakby mój rozwój emocjonaly gdzieś się zatrzymał na etapie gimnazjum/LO. Że jak się pozbieram to wciąż czeka mnie poznanie wielu emocji, tych przykrych, które inni już na tamtym etapie doświadczyli. Tylko, że będzie ciężej wtedy je zrozumieć i przez nie przejść. Nawet teraz jak rodzice nie rozumieją co się ze mną dzieje a ja często się mocno denerwuje jak próbuję im to wytłumaczyć używając racjonalnych argumentów mam wrażenia jakbym był jakimś buntującym się nastolatkiem. Pewnie częściowo tak jest.

PS: ja się na razie nie decyduję na leki chociaż jak już wspomniałem mam już Seroxat w domu. Spróbuję na start dużo czytać, zacząć trenować w terenie na zasadzie małych kroków i tego co przeczytam. Ale jeżeli nie będę mógł przejść mimo wszystko z jakiegoś etapu do następnego albo natłok ponurych myśli będzie burzył każdy mały sukces to jeszcze nie przekreślam takiej ewentualności.

Cytat:Jestem przekonany że dasz radę! Podobno żeby zmienić swoje życie wystarczy chwila. Ty masz pół roku na zmiany Mruga


No ja nie dam rady?   :Śmieje się radośnie:


Cytat:Misio, napisałeś bardzo mądre rzeczy, nie tylko było miło Cię czytać, ale także może to zachęcić innych, w tym także mnie, do dalszego działania. Misio - dzięki wielkie!


Dziękuję   :Śmieje się radośnie: Ale inni pisali też mądre rzeczy i na mnie też działa to motywujące więc Wam dziękuję wszystkim    :Uśmiecha się:

A co jeszcze chciałbym dodać od siebie co daje tak 1/100 tego co pewnie potrzeba żeby wyjść z fobii/depresji. Podejrzewam, że wielu ludzi z tymi przypadłościami dużo czasu spędza przed komputerem i podobnie jak ja mocno się zgarbiło co jest też bardzo dołujące. Ale poszedłem do takiego specjalisty fizjoterapeuty, który w 10 sekund wyprostował mi kręgosłup który krzywiłem przez sporo lat. Wizyta jest droga ale warto. Na szczęście w moim przypadku jedna wystarczyła ale naprawdę miło być znów prostym   :Śmieje się radośnie:
Stay away from my vodka
Odpisz
#13
Da się jeśli poświęcisz z tych 6 miesięcy prawie cały czas ,który zostanie po odjęciu spania. Wg. mnie bez leków ,czy innych wspomagaczy tylko 100% na sucho. Terapia CBT plus kilka innych rzeczy i po 6 miechach będzie duuużo lepiej. W teorii. W praktyce większość ludzi się podda i ten czas przepieprzy.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#14
Misio1990 napisał(a):Super Riverside, że udało Ci się z tego wyjść i gratuluję. Tym bardziej jest to godne podziwu, że w wieku 26 lat bo mnie te "lata w plecy" bardzo mocno przytłaczają i nie tylko dlatego, że je mam ale też oczywiście dlatego, że nie zrobiłem w tym czasie nic aby teraz mieć ułatwione wyjście na prostą. O motywację do czytania jestem spokojny... wczoraj wróciłem przed północą z gry w piłkę nożną zmęczony ale jeszcze do 1 w nocy czytałem Inteligencje Emocjonalną   :Uśmiecha się 2: Dlatego byłbym naprawdę wdzięczny gdybyś podał tytuły książek, które Ci pomogły.
Też się przejmowałem utraconymi latami.
Od 21 do 26 roku życia mnie właściwie nie było.
Nauczyłem się jednak nie patrzeć na przeszłość, to co robiłem bądź nie robiłem wcześniej. Wpływu i tak na to nie mam, a ciagłe analizowanie i myślenie o przeszłości doprowadza do tego, ze niszczymy sobie przyszłość.
Nie zrobiłeś nic wcześniej, zrób teraz. Po prostu.
Co do książek:
1. Inteligencja Emocjonalna o której pisałeś (Daniela Golemana)
2. Psychologia osiągnięć - Sebastian Schabowski
3. Bóg nigdy nie mruga - Regina Brett
4. Jak przezwyciężyć nieśmiałość i lęk przed otoczeniem? - Dr. M. Antony
5. Pożegnanie z nieśmiałością - Leil Lowndes
6. Żyj pełnią życia pomimo nieśmiałości i lęku - Erika B. Hilliard
Odpisz
#15
Misio1990 napisał(a):Bo czasami mam wrażenie jakby mój rozwój emocjonaly gdzieś się zatrzymał na etapie gimnazjum/LO. Że jak się pozbieram to wciąż czeka mnie poznanie wielu emocji, tych przykrych, które inni już na tamtym etapie doświadczyli. Tylko, że będzie ciężej wtedy je zrozumieć i przez nie przejść. Nawet teraz jak rodzice nie rozumieją co się ze mną dzieje a ja często się mocno denerwuje jak próbuję im to wytłumaczyć używając racjonalnych argumentów mam wrażenia jakbym był jakimś buntującym się nastolatkiem. Pewnie częściowo tak jest.
Świetnie napisane. Czytałam kiedyś, że nastoletni bunt jest konieczny, bo dzięki niemu młody człowiek odrywa się od rodziców i buduje własną tożsamość. Ja nie przeszłam takiego etapu. Przede wszystkim dlatego, że buntujący się nastolatek ma oparcie w rówieśnikach, a w kim może znaleźć oparcie osoba z fs?  :Stare - Przewraca oczami 2: I również często czuję się niedojrzała i w ten sposób traktowana przez rodzinę. Nic dziwnego w sumie, bo nie zachowuję się pod wieloma względami jak dorosła osoba.

dash napisał(a):pracy wszyscy kogoś mają, plany weselne i.t.d, czuję się jak wyrzutek. Ale nie tylko dlatego chciałbym kogoś mieć. Po prostu mimo tego, że przez tyle lat prawie w ogóle mi nikogo u boku nie brakowało i jakoś z tym żyłem tak teraz bardzo bym tego chciał.
Tak, z biegiem lat pustkę w życiu uczuciowym odczuwa się coraz mocniej. Zagladanie na portale społecznościowe też nie pomaga - tu jedna w ciąży, tam druga ma już drugie dziecko w przedszkolu, kolejne śluby, kolejne dzieci...

Ja taką silną potrzebę zmian odczułam prawie dokłądnie 2 lata temu, pod koniec grudnia, mając 24 lata. Wtedy zaczęłam planowanie, czytanie motywacyjnych rzeczy, budowanie poczucia własnej wartości, staranie się, aby przestać uciekać od wszystkiego. Widzę postępy w porównaniu z tym, co było wcześniej. Ale wciąż nie poradziłam sobie z największymi problemami.
Gdybym miała wtedy dzisiejszą wiedzę, pewnie poradziłabym sobie lepiej.
Może kiedyś uda się zmienić postępowanie do takiego stopnia, jakiego bym chciała.

Co jest niefajne - to, że często fs jakby nawracała. I tak, przez kilka dni czuję się całkiem swobodnie, a potem, tak jak dziś, budzę się ze ściśniętym żołądkiem i gardłem, nerwowa i zestresowana, i nie wiem, co konkretnie jest tego przyczyną.

Riverside, dash, gratuluję postępów    :Uśmiecha się:
Admin na urlopie
Odpisz
#16
Luna, wszystko będzie dobrze, wiara to coś co u mnie umrze ostatnie jeżeli moje plany się nie powiodą.

Mnie spotkało coś co mnie rozwala od środka. Nie potrafię dopuścić do siebie żadnych racjonalnych myśli, wręcz nie chce ich dopuścić co jeszcze pogłębia problem. Ja w coś tak głęboko uwierzyłem a to coś mnie znokautowało a ja dalej nie mogę przestać i nie chcę przestać w to wierzyć    :Uśmiecha się szeroko: Boję się, że jak zdrowo/zdrowy spojrzę na sytuację to moje największe marzenie umrze. Wewnętrzna walka niszczy wszelkie plany żeby skupić się i uderzyć w problem    :Obraził się: To jakby drużyna, w której zawodnicy nie współpracują chciała wygrać mecz.
Szkoda, że nie mam z kim pogadać kto by zdrowo spojrzał na sytuację i coś doradził    :Smuci się:

Jeszcze się nie poddałem, muszę zmienić sposób myślenia bo nic z tego nie będzie. Jak gdzieś przeczytałem: "Żadnego problemu nie da się rozwiązać na tym samym poziomie świadomości, na którym powstał."
Stay away from my vodka
Odpisz
#17
Misio, jestem pewna, że Ci się uda i będę trzymała kciuki z całych sił    :Uśmiecha się: Wiesz dlaczego? Bo nie widzę w Twoich postach jęczenia i zakładania z góry, że "mi się nie uda"... To naprawdę ogromnie dużo.
A jeżeli czegoś się bardzo chce i ma się jeszcze dodatkowo nadzieję na to i motywację, to nie ma powodu, dla którego miałoby się nie udać. Potęga pozytywnego myślenia jest przeogromna    :Uśmiecha się:
Tak samo niestety jak przeogromna jest potęga myślenia negatywnego... Dlatego może to frazes, ale zapieraj się teraz nogami i rękami przed takim!

Ja troszeczkę zdołałam zmienić swoje myślenie, dlatego uważam, że jest to możliwe    :Uśmiecha się:
Jeśli nie masz po co żyć, żyj na złość innym.
Odpisz
#18
Uważam że da się w pewien sposób wyjść z fobii społecznej ,nie wiem jak to robię , ale moje życie powoli nabiera innych barw,zaczyna być bardziej kolorowe .Czuję nadal że mam fobię społeczną ,ale to co było kiedyś a teraz , to chyba mógł bym powiedzieć że to co teraz się dzieje to bajka    :Uśmiecha się: parę lat temu nie powiedział bym że to co dzieję się teraz jest możliwe    :Uśmiecha się: parę lat temu nie umiałem nic powiedzieć do żadnej dziewczyny, dziś mam dziewczynę .Nie wiem na jak długo ale mam ,u mnie kiedyś to było S-F i mówię poważnie. Ja kiedyś nawet po niezłym upojeniu alkoholowym nie umiałem słowa wydusić do żadnej laski.Nadal jest ze mną coś nie tak , ale na pewno jest dużo lepiej    :Uśmiecha się: mózg jest neuroplastyczny    :Uśmiecha się puszczając oko: jest podatny na zmiany    :Uśmiecha się puszczając oko:
Odpisz
#19
Luna napisał(a):Przede wszystkim dlatego, że buntujący się nastolatek ma oparcie w rówieśnikach, a w kim może znaleźć oparcie osoba z fs?
Wybacz, ale nie jest prawdą, że ZAWSZE ma się oparcie w rówieśnikach. Ja na przykład nie miałem.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#20
Bardzo możliwe, zanadto patrzę ze swojej perspektywy  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Admin na urlopie
Odpisz
#21
tifa napisał(a):Misio, jestem pewna, że Ci się uda i będę trzymała kciuki z całych sił    :Uśmiecha się: Wiesz dlaczego? Bo nie widzę w Twoich postach jęczenia i zakładania z góry, że "mi się nie uda"... To naprawdę ogromnie dużo.
A jeżeli czegoś się bardzo chce i ma się jeszcze dodatkowo nadzieję na to i motywację, to nie ma powodu, dla którego miałoby się nie udać. Potęga pozytywnego myślenia jest przeogromna    :Uśmiecha się:
Tak samo niestety jak przeogromna jest potęga myślenia negatywnego... Dlatego może to frazes, ale zapieraj się teraz nogami i rękami przed takim!

Ja troszeczkę zdołałam zmienić swoje myślenie, dlatego uważam, że jest to możliwe    :Uśmiecha się:

Wylewanie żali niczego nie zmieni    :Uśmiecha się: ale prawda taka, że naprawdę się we mnie kotłuje. Złość i frustrację trzeba przekuć na ciężką pracę w kierunku poprawy i się jeszcze dodatkowo starać nie "utopić" w tych negatywnych myślach. Nie jest to łatwe, zwłaszcza jak depresja zaciska swoje szpony wokół serca, ciekawe kto z Was zna to uczucie?   :Śmieje się radośnie:

Powiem Ci tifa, że ja jakoś na razie trochę podświadomie walczę z negatywnymi myślami bo po prostu jak pomyśle o czymś co "spuszcza ze mnie powietrze i napełnia trucizną" to zaraz automatycznie staram się przekonać, że nie jest tak źle i szukać rozwiązań w myślach. Oczywiście nie zawsze się udaje i zaczynam pogrążać się w tym złym samopoczuciu, kilka razy skończyło się alkoholem.



jack, ja też wierzę, że można wyjść z FS. W końcu jeżeli można wejść to znaczy, że można też wyjść. Z własnego doświadczenia wiem, że na fs trzeba sobie ciężko zapracować... nie tylko unikając ale też jednocześnie ignorując sygnały, że to się pogłębia i zadowalając się stanem, który jedynie pozwala załatwiać najważniejsze sprawy. Ja jeszcze żyję w SF, ostatnio zajęło mi dobrą chwilę nim zapytałem się dziewczyn, które taszczyły wielkie torby podróżne pod schody, czy im pomóc (byłem po 3 browarach). Tragedia    :Uśmiecha się szeroko:
Stay away from my vodka
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Czy da sie wyjsc z fobii spolecznej calkowicie? Lukaszes 12 1 608 14 Kwi 2018, Sob 17:38
Ostatni post: Kris 66
  Czy ktokolwiek z Was wyleczył się z Fobii społecznej? Seeker 53 5 450 17 Sie 2016, Śro 2:25
Ostatni post: ananas filozoficzny
  Moze głupio tak pytać..ale czy da się wyleczyć fobię? new one 9 1 789 13 Cze 2011, Pon 0:41
Ostatni post: Ranahilt
  czy poprzez wysiłek fizyczny niszczy się lęk ? trędowatyy 24 3 774 14 Lis 2009, Sob 22:55
Ostatni post: Serial killer


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.