- Czy istnieją jakieś tabletki na głupotę?
#1
Oczywiście pytanie zawarte w temacie jest retoryczne. Niemniej…

No, z grubej rury - rozchodzi się o to, że po prostu mam dość swojej niekompetencji do funkcjonowania w tym świecie. Nie chodzi tutaj już tylko o trudności w relacjach z ludźmi a raczej tępotę, głupotę, czy brak jakiejś tam mądrości życiowej. Powiedzmy, że czuję się jakbym ostatnie 10 lat spędził na księżycu, wrócił, i kazano mi żyć jakby nigdy nic.

Towarzysząca temu też kompletna bezmyślność czyni moje życie dodatkowo jeszcze nieco mniej znośnym. Może żeby zobrazować lepiej o co mi chodzi, podam przykład.
Miałem jechać do innego miasta na koncert, przy czym nie miałem żadnego dobrego, bezpośredniego połączenia. W ogóle nie wpadło mi go głowy, że można przecież wsiąść do autobusu i pojechać do jakiegoś miasta bliżej tego, w którym odbywał się koncert, z którego z dojazdem nie byłoby już żadnego kłopotu.
Druga sprawa, raz byłem u lekarza po…no właśnie nawet do tej pory nie wiem co mi było bo lekarze ‘na oko’ stawiali mi 3 różne diagnozy (NFZ rządzi). Załóżmy że sobie skręciłem kostkę i czekała mnie rehabilitacja. Jako, że nigdy na takową nie chodziłem, nie wiem dlaczego zapytałem się czy to jest płatne. Aż pielęgniarka parsknęła śmiechem a lekarz zaczął mówić do mnie jak do troglodyty.
Takich i znacznie gorszych kwiatków jest całe mnóstwo i zdarzają się nawet w sytuacjach, kiedy przez cały dzień nie muszę wychodzić z domu. Z tym tylko że oczywiście nic nie mogę sobie teraz nic przypomnieć.

Brnąc dalej. Rękami i nogami mógłbym w zasadzie podpisać się pod tym, o czym Piotrusieczek wspomniał w swoim temacie (http://phobiasocialis.pl/forapl_redirect...e,772.html). W zasadzie za każdym razem, kiedy ktoś czegoś ode mnie wymaga, włącza się jakaś blokada często uniemożliwiająca moje już i tak niezbyt efektowne myślenie. Na kierunku studiów, który sobie obrałem, dolegliwość ta bardzo daje mi się we znaki i często rozmyślam nad rzuceniem tego w cholerę.

Posiadam również bardzo wąski wachlarz zainteresowań. Do niedawna ZUPEŁNIE nie obchodziło mnie, co dzieje się na świecie. Nie czytałem ani nie oglądałem wiadomości przez co stałem się w jakimś stopniu zacofany w dziedzinach polityki, geografii czy historii i mam wrażenie, że niektórych zaległości nie da się już odrobić. Co za tym idzie, często po prostu nie mam o czym rozmawiać z ludźmi, a jeśli spróbuję się przełamać i przedstawić swój pogląd na jakąś sprawę, zazwyczaj koliduje ona z opiniami innych (przez co spotykam się z dezaprobatą i nie potrafię bronić swojej racji, bo i tak pewnie jej nie mam) albo palnę tak nieprzemyślaną głupotę, że czasem aż płakać się chce.

Do wszystkiego dochodzą problemy z wysławianiem się. Często i gęsto zdarza się sytuacja, że zapominam najbardziej podstawowych wyrazów i zamiast szukać synonimu, często utykam w miejscu i nie mogę kontynuować wątku. Obserwowanie oczekujących wyrazów twarzy w takich momentach w ogóle mi nie pomaga    :Wystawia język:

Większość tego, co mi leży na wątrobie ująłem w mniej lub bardziej satysfakcjonujący sposób. Możliwe, że ktoś zaraz zarzuci mi, że to kolejny temat do poużalania się nad sobą. Może w istocie tak jest. Po prostu zebrał się we mnie nadmiar jakichś negatywnych emocji i musiałem dać temu jakiś upust, a to miejsce wydawało się odpowiednie. Szukałem też podobnych tematów, no i okazały się co najwyżej podobne, nie były specyficznie o takim problemie (coś nie tak ze składnią?).

No i na koniec nasuwa się pytanie. Mniemam, że w przypadku części z was sprawy w mniejszym bądź w większym stopniu mają się podobnie (tj. niekoniecznie musi tak być w istocie, tylko wam tak może się wydawać) i interesuje mnie, czy moglibyście doradzić mi, co z takim fantem zrobić? Owszem, zacząłem śledzić niusy , mam zamiar posiedzieć trochę nad atlasem i może czytać więcej książek, coby powiększyć trochę swój osobisty słownik i być może wypracować większą swobodę wypowiedzi. Niestety, na nadrabianie takich problemów jak brak jakichś umiejętności manualnych jest już pewnie za późno. Szkoda, szczerze tego żałuję. Jak wspomniałem, mam wrażenie ze jakiś znaczny odcinek swojego życia spędziłem w jakimś własnym świecie, który nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. W pewnym stopniu (ciężko mi określić, na jak dużym) winę ponoszą gry komputerowe, do których pałam miłością od dziecka. Teraz zachowuję umiar, albo mi się po prostu nie chce do nich zasiadać, ale jak byłem w wieku mniej więcej gimnazjalnym i pod koniec podstawówki, mogę chyba przyznać się do tego, że byłem uzależniony. Dla jasności, nie jestem z tego pokolenia, w którym na komunię kupuje się komputery. Za to z pegasusa byłem ucieszony, jak mało kto    :Uśmiecha się puszczając oko:

Może wraz z postępem medycyny, wymyślą kiedyś jakieś leki na głupotę, czy podrasowanie sobie IQ (rzekomo moje oscyluje wokół 110 – 112). Szkoda tylko że do tego czasu już pewnie dawno będę wąchał kwiatki od spodu.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz
#2
Podpisuję się pod tym, co napisane czterema kopytami, tyle że Ty nie potrzebujesz tabletek na głupotę, bo nie w tym rzecz. Jak siedzę na tym forum to widzę, że jest wiele osób takich jak ja, a myślałam, że jestem jakimś jedynym na całym świecie indywiduum.
Ja również mam trudne sytuacje w życiu, również z wyżej opisanych powodów nie mogę skończyć studiów, a problem, według mnie, tkwi w nadmiernej introwersji. Ja również przez dwadzieścia kilka lat żyłam jak gdyby w oderwaniu od świata zewnętrznego, ale zupełnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Pomogła mi w tym dopiero terapia, a już wtedy psycholog mi powiedziała, że jestem psychicznie wyizolowana. Idąc tym tropem zdiagnozowałam u siebie typ osobowości schizoidalnej, nieważne czy będzie się to nazywało zaburzeniem osobowości, osobowością schizoidalną czy czymś innym z grupy zaburzeń schizo-.
Mizantrop, rozumiem bardzo dobrze sytuacje, które opisujesz, a są one bliskie doświadczeniu także wielu innych osób na tym forum, tyle że problemem nie jest głupota, brak inteligencji i inne niemiłe rzeczy, lecz sposób psychicznego funkcjonowania. A powiem Ci, że ja również przez całe życie nie wiedziałam co się w świecie dzieje, bo mnie zewnętrzny świat wcale nie interesuje. Z tego też powodu nie napisałam pracy magisterskiej, ponieważ zwyczajnie nie wiedziałam jak mam to zrobić. Ja twierdzę aktualnie, że jestem kompletnie niezaradna życiowo. Z kolei tym, że masz inne zdanie niż wszyscy się nie przejmuj, bo to świadczy nie o tym, żeś debil, tylko o tym, że myślisz w sposób oryginalny. Ja się tym strasznie przejmowałam i myślałam, że jestem cofnięta w rozwoju i na terapii też zawsze myślałam inaczej niż inni i wstydziłam się odzywać, żeby się ludzie nie śmiali. W tej chwili myślę o tym w ten sposób, że jestem oryginalna (wszak mam osobowość indywidualisty    :Wystawia język: ) i mam oryginalny sposób myślenia i przeżywania.
Też mam problemy z wysławianiem się i zapominaniem słów, a ostatnio z tego powodu problemy z zaliczeniami na studiach, a przecież jestem polonistką!
A może masz osobowość schizoidalną?
tanie było, co z tym wszystkim zrobić, żeby inaczej funkcjonować? Otóż ja zawsze radzę, by iść na terapię. Aktualnie sama rozważam podjęcie terapii poznawczo-behawioralnej, jako że jestem po półrocznej psychoanalitycznej, a ta druga byłaby wskazana dla osób totalnie oderwanych od rzeczywistości (czyli takich jak my    :Wystawia język: ), by nauczyły się funkcjonować w świecie zewnętrznym. Ale, jak sądzę, jakakolwiek terapia, mogłaby okazać się niezwykle pomocna.
Odpisz
#3
,,,
Don't worry, be happy
In every life we have some trouble
When you worry you make it double
Don't worry, be happy
Odpisz
#4
Odnosząc się do poprzedniej wypowiedzi powiem, że ja ocknęłam się po siedmiu latach studiów i teraz się okazuje, że nic nie umiem, bo przespałam całe dotychczasowe życie. I jak teraz to wszystko nadrobić? Nie mogę się pogodzić z ogromnymi stratami życiowymi, a do niedawna nawet nie rozumiałam, że coś jest nie tak i to aż tak bardzo nie tak.
Odpisz
#5
Także dołączam się do grona osób skażonych tą bezradnością. Z tym że nawet jeśli się czymś interesowałem / interesuję i pogłębiam temat, to i tak nie stać mnie na rzeczową dyskusję - zapominam o większości argumentów, mam po prostu pustkę w głowie. Dlatego też zawaliłem studia - jeden przedmiot, który wiem że potrafiłbym ogarnąć, a czułem się z niego taki "głupi" za każdym razem gdy siadałem przed zadaniem.

Podobnie też jak innych onieśmielają mnie ludzie "w temacie", którzy wykazują się pewną wiedzą w czasie rozmowy. Po prostu boję się wygłupić, powiedzieć coś, co oni podważą. I nawet jeśli wiedziałem o co chodzi, nie przyznawałem się do tego. Wizyty w sklepie, rozmowy z ludźmi "po fachu" - bardzo stresujące.

Dodatkowo mam pewnego rodzaju roztargnienie, być może też tak macie... Jakby marzycielstwo, ale nie to. Robię coś nawet bardzo prostego, i odpływam w jakąś pustkę myślową. Nagle budzę się i nie wiem co robiłem, jak robiłem i czy poprawnie zrobiłem. Tak dla przykładu - wychodząc z domu zastanawiam się czy zamknąłem drzwi i wyłączyłem gaz, bo nie jestem tego pewny, choćbym pamiętał że to robiłem. Gotując np budyń 4 razy czytam opakowanie, bo nie wiem czy dobrze przeczytałem...

Nie ufam sam sobie...


Mizantropie, co do zdolności czysto manualnych - jak układanie płytek, paneli czy nawet wieszanie obrazów - nigdy na to nie jest za późno. Nikt nie umie sam z siebie tego robić, każdy zaczynał pomagając i obserwując daną czynność lub po prostu robiąc metodą prób i błędów z pomocą wskazówek z pism dla majsterkowiczów. Jeśli masz możliwość, spróbuj coś zrobić samodzielnie posiłkując się znalezionym opisem - nabierzesz pewności swoich umiejętności, choćby i krzywo wyszło (na początku zawsze tak wychodzi).
Odpisz
#6
freddy_krueger napisał(a):Dodatkowo mam pewnego rodzaju roztargnienie, być może też tak macie... Jakby marzycielstwo, ale nie to. Robię coś nawet bardzo prostego, i odpływam w jakąś pustkę myślową. Nagle budzę się i nie wiem co robiłem, jak robiłem i czy poprawnie zrobiłem. Tak dla przykładu - wychodząc z domu zastanawiam się czy zamknąłem drzwi i wyłączyłem gaz, bo nie jestem tego pewny, choćbym pamiętał że to robiłem. Gotując np budyń 4 razy czytam opakowanie, bo nie wiem czy dobrze przeczytałem...

Nie ufam sam sobie...

Też tak mam, ale ja potrafię z kimś rozmawiać i nagle się rozkojarzę, ucieknę gdzieś myślami i potem nie portafię wrócić do tematu, bo nie wiem o czym mówiłam.
Odpisz
#7
aga_p napisał(a):Odnosząc się do poprzedniej wypowiedzi powiem, że ja ocknęłam się po siedmiu latach studiów i teraz się okazuje, że nic nie umiem, bo przespałam całe dotychczasowe życie. I jak teraz to wszystko nadrobić? Nie mogę się pogodzić z ogromnymi stratami życiowymi, a do niedawna nawet nie rozumiałam, że coś jest nie tak i to aż tak bardzo nie tak.

O to chodzi.Do tej pory, kiedy większość spraw załatwiała za mnie mama, a ojciec naprawił rower, żyłem tak bo po prostu było mi wygodnie. Tłumaczyłem to sobie chyba brakiem czasu na takie rzeczy, jak ja to zazwyczaj robię. Teraz nawet ciężko mi iść do odzieżowego i powiedzieć, czego tak naprawdę potrzebuję. Teoretycznie można to nadrobić, ale łatwiej jest jeśli się ma te -naście lat. Od pewnego przedziału wiekowego oczekiwania wobec człowieka się zwiększają.

Co do terapii. Jak dotąd byłem tylko indywidualnie u psychoterapeuty. Wizyty trwały około roku. Nie powiem, żeby zdziałały cuda, ale trochę chyba mi pomogły. Z powodu wyjazdu musiałem jednak wizyty przerwać a przed chodzeniem na terapię w innym mieście tłumaczę się...brakiem czasu    :Smuci się: No tak, skądś to znam. Nie wiem czy mam osobowość schizoidalną, bo w zasadzie przy okazji wizyt wszystkie swoje dolegliwości sam nazywałem i nikt nie oponował, ani nie wychodził z inicjatywą. Wszystko możliwe. Postaram się od nowego roku akademickiego zainteresować nieco bardziej tego rodzaju pomocą. Ambitne plany i coś ich...dużo    :Uśmiecha się:

soulja, jestem w drugiej połowie 21-go roku życia. Wystarczająco by nieco zgorzknieć    :Uśmiecha się puszczając oko: No i podobnie jak Ty, w dziedzinie motoryzacji kuleję. Kuleję też w dziedzinie piłki nożnej i chyba większości dziedzin, o których może pogadać facet z facetem    :Uśmiecha się: Ja nawet z reguły nie oglądam nowych filmów, bo wychodzę z założenia, że już dobrych się nie kręci (oczywiście, wiem że zdarzają się i perełki). Wolę wracać do klasyków, o których zazwyczaj nikt nigdy nie słyszał    :Wystawia język: Ktoś widział może Taksówkarza z DeNiro? Albo Jakubową Drabinę z Robbinsem? Tematów do rozmowy jak na lekarstwo,jak widać na załączonym obrazku.

freddy_krueger, też mam do Ciebie do tego stopnia podobnie, że nawet z tym nieszczęsnym budyniem zdarzały się takie same sytuacje. Po przeczytaniu instrukcji wyrzuciłem torebkę do kosza i po chwili zdałem sobie sprawę, że zupełnie nie pamiętam o czym czytałem.
Jeśli chodzi o zdolności manualne, to mam dodatkowe ‘parcie’ na to, żeby coś potrafić z racji tego, że mój ojciec jest taką złotą rączką. Smykałek niestety nie odziedziczyłem, przez co często łapię doły. Nie chodzi o to, że on ode mnie tego wymaga, ale no…sam, jako facet myślę że powinienem umieć chociażby naprawić rower. Z jednej strony na naukę nigdy za późno, z drugiej jednak ciężko, żebym wynajmując pokój na stancji, mając obok w pokojach współlokatorów i masę nauki bawił się w majsterkowanie. Koło się zamyka. Ja powinienem już to dawno umieć, a teraz ewentualnie wykorzystywać posiadane umiejętności w praktyce    :Smuci się:

Na koniec, dorzucę jeden z wcześniej wspominanych ‘kwiatków’. Strzeliłem sobie samobója w pięknym stylu.
Otóż na początku roku akademickiego każdy z nas miał pokrótce opowiedzieć o sobie coś oryginalnego, coś, co mogłoby pomóc w zapamiętaniu danej osoby (całość miała być w języku angielskim). Gorączkowo szukam myślami jakiejś cechy czy wydarzenia, które mogłoby mnie w jakiś sposób wyróżnić. W pewnej chwili wpadłem na genialny pomysł. Powiem, że jestem mizantropem! Wymiar tak bezmyślnego postępku przyćmił wszystko inne. Przecież w ich oczach byłem jak czysta kartka papieru, nikt mnie nie znał, mogłem stać się kimkolwiek. Oczywiście po przedstawieniu faktu nauczyciel z nerwowym uśmiechem poprosił, żebym zdefiniował znaczenie słowa, bo nie wie do końca o co mi chodzi. Tak też, pierwszego dnia, przed nowymi ludźmi powiedziałem, że ich 'nie lubię'.
Przez pierwsze 3 dni nie odzywałem się do nikogo i zacząłem wpadać w panikę, bo zaczęły już się powoli tworzyć małe grupki, które sobie towarzyszyły i rozmawiały, a ja ciągle podpierałem ścianę wpatrzony w sufit. Na szczęście sprawy jakoś same się rozwiązały (nie pamiętam już jak było dokładnie) i podczas przeprowadzanych trochę na siłę rozmów najpierw w jednym, później w drugim gronie, chyba przekonałem do siebie ludzi.
Byli na poziomie zupełnie innym, niż ci, z którymi do tej pory się zadawałem. Byli ( i pewnie nadal są, tylko ja nie potrafię tego docenić) …dobrymi ludźmi. Ba, gdyby nie oni, odpadłbym po pierwszym semestrze.
Po połowie roku od jednej dziewczyny dowiedziałem się, że po takim intro bała się do mnie odezwać, że mogę po niej pojechać, czy coś.

Znowu troszkę długo wyszło.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz
#8
Rozumiem Cię doskonale. Też tak mam i nie raz się zastanawiałam, czy to nie jest raczej tak, że to "fobia" jest skutkiem mojej głupoty, a nie na odwrót. Okropne podejrzenie względem siebie.
Przez to też zawsze było mi trudno uwierzyć w to, co mi mówił psycholog czy terapeuta, bo zawsze gdzieś tam się bałam, że tak naprawdę wszystkie moje problemy biorą się z głupoty (i jej dowodzą). Też mam na swoim koncie parę takich sytuacji, z których jedne można opowiadać jako anegdoty, a drugie nawet do tego się nie nadają, bo wstyd komukolwiek się przyznać, że coś takiego się zrobiło.
Nie mogę sobie wielu z takich zdarzeń wybaczyć, a mimo tej chęci "poprawy" wciąż dochodzą nowe. Myślę, że to też powoduje takie błędne koło - codziennie za bardzo się napinam i staram dobrze wypaść, inni po prostu są.
Odpisz
#9
tabula napisał(a):Też tak mam i nie raz się zastanawiałam, czy to nie jest raczej tak, że to "fobia" jest skutkiem mojej głupoty, a nie na odwrót.

Trafna uwaga... Kole w oczy.
Z drugiej jednak pamiętam jak i za niefobicznych czasów zdarzały się wpadki, ale albo nie było ich aż tyle, albo po prostu byłem za młody, żeby zwracać na nie uwagę i się nimi przejmować. Może też zwyczajnie otoczenie i świat stawiał przede mną mniejsze wyzwania z racji wieku.

Odnoszę też wrażenie, że cofam się w rozwoju, ale na ten moment ciężko mi dokładniej zdefiniować, co mam na myśli. Brak pomysłów.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz
#10
,,,
Don't worry, be happy
In every life we have some trouble
When you worry you make it double
Don't worry, be happy
Odpisz
#11
soulja napisał(a):Najgorsze jednak jest to ze mam problemy z pamięcią  :Stare - Przewraca oczami 2:

Czy to może być spowodowane fobią? Ja mam straszne problemy z pamięcią, moja babcia lepiej wszystko pamięta. Dosłownie nie jestem w stanie zapamiętać 4 rzeczy które mam kupić, albo po prostu za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć, co robiłam wczoraj, lub jaki dziś dzień, z kim wczoraj rozmawiałam...nie mówiąc juz o rzeczach sprzed tygodnia, bo to dla mnie tak daleka przeszłość, że nawet nie widzę sensu nadwyrężać umysłu i próbować sobie przypomnieć.
Kiedy "odbieram" informacje do zapamietania, mój mózg nie skupia się na tym co słyszę...w glowie mam jeden wielki zamęt, nie potrafię skupić się na tym co ktoś do mnie mówi - widzę tylko jak porusza ustami a ja w tym czasie przetwarzam nawał innych informacji klębiących się w głowie. Przez to mam spore problemy, znajomi mają pretensje, że nie słucham, w pracy szef się złości, że znów o czymś zapomniałam, w szkole wiecznie ciągnełam na ściągach bo mogłam godzinami wisieć nad jedną stroną książki, czytać ten sam wers 10 razy a i tak moje myśli krążyły gdzieś w przestrzeni.
Nigdy nie wiązałam tego z fobią. Zawsze myślalam, że jestem takim własnie przygłupem, z małym, ograniczonym móżdżkiem. Czy macie coś takiego? Czy to może być przez fobię? Czy może szukam sobie wytłumaczenia na moją ułomność?
Odpisz
#12
Eskevar, dokładnie tak też mam. Powiedziałbym nawet że mamy, po lekturze tego i podobnych tematów. Coś musi w tym być, bo fobia czy depresja to nasze wspólne mianowniki... Można spróbować jakichś lecytynek i magnezu, sam chętnie przeczytam wyniki z takiego doświadczenia fobika.
Odpisz
#13
Na poprawę pamięci i koncentracji psychiatra mi jakąś dodatkową chemię przepisywał, a to było g.... warte, bo przyczyna jest psychologiczna. Jak widać, wszyscy z fobią społeczną są silnymi introwertykami i pochłonięcie myślami i światem wewnętrznym powoduje wiele problemów. Też tak mam, że ktoś coś do mnie gada, a ja nie wiem gdzie, bo ciągle gdzieś "pływam". Czasem nawet sobie postanawiam, że odtąd będę bardziej się skupiać na tym, co robię, na nauce, na słuchaniu i takie tam, ale samo chcenie oczywiście nic nie daje. Tylko nie wkręcajcie sobie głupoty, niedorozwoju i różnych takich, bo większość z nas (jeśli nie wszyscy) to zdolne i inteligentne osoby, tyle że bardziej wrażliwe. Lecytynka i magnez nie zaszkodzi, ale nie wiem, czy szczególnie pomoże. Na studiach też wiecznie nie wiedziałam, co się dzieje. Na gramatyce robiłam z siebie kompletnego debila, bo się chodziło do tablicy i robiło różne rzeczy, a ja nie kumałam o co chodzi, aż mi było wstyd. Później już facet przestał mnie w ogóle wołać do tablicy. Na innych zajęciach, na pierwszym roku, babka na moim przykładzie stwierdziła, że jesteśmy upośledzeni, bo też pod tablicą nie wiedziałam, o co chodzi. Inny wykładowca wyłapywał ludzi, którzy spali na jego zajęciach i zadawał im pytania odnośnie tego, o czym mówił. Chyba nie muszę dodawać, że mnie też złapał na tym, że śpię. Na zajęcia z komputerem nie chodziłam wcale, bo mi było wstyd. Facet miał nawet dobre chęci i chciał mnie nauczyć, ale ja ze strachu nawet nie wiedziałam co się dzieje i wstydziłam się, że nic nie załapię. Każdy z nas ma tego typu podobne historie...
Odpisz
#14
Aga_p, a co zamierzasz zrobić z tą pracą magisterską? Mam nadzieję że nie zrezygnujesz jednak z pisania. Jak czytam Twoją historię, to tak jakbym czytala o sobie - wiecznie na studiach byłam zagubiona, nigdy nie wiedzialam co, gdzie i kiedy. Trochę ratowalo mnie jedynie nasze wydzialowe forum internetowe, na ktorym pobiłam chyba rekord w zadawaniu pytań    :Śmieje się: Ale i tak zdarzało mi się pojechać na zajęcia w inne miejsce, niż trzeba, bo nie wiedzialam, że zmienili nam miejsce odbywania zajęć. Pod koniec studiów "zeschizowalam" do reszty i stwierdziłam, że nie poradzę sobie z zaliczeniem wszystkich egzaminow. Na jednym tak sie zdenerwowalam, ze rzeczywiście mało co i bym nie zdała. Odważylam się jednak powiedzieć wykładowcy, że znam odpowiedzi na pytanie, ale jestem zdenerwowana i mam pustkę w glowie, i poprosilam o kartkę i dlugopis    :Uśmiecha się: Napisalam wszystko na kartce i przeczytałam   :Śmieje się nerwowo: Uważam, że czasem trzeba się przyznać do swoich slabości, bo wykladowcy nie mają o nich pojęcia i biorą nas za osoby leniwe, albo malo zdolne.
Ty tez się nie poddawaj, pisz pracę tak jak umiesz i szoruj z nią do promotora    :Wystawia język: Najwyzej bedziesz poprawiać do skutku.
Odpisz
#15
Ja jeszcze się boję wykładowców. Ostatnio miałam takie zaliczenie, że przyszłam po dwóch latach i nic nie umiałam, bo nie mogłam się nauczyć. I babka przyszła specjalnie dla mnie w inny dzień i powiedziała, żebym wymyśliła sobie trzy pytanie i napisała. A to wykładowca bardzo wymagający. Nie wiem, co konkretnie o mnie wiedziała, ale zdałam przez litość.
No a nie wiem, co ze zmianą mojego promotora. Boję się. Ale nie zamierzam rezygnować z pisania pracy magisterskiej. Chcę pojechać na terapię, żeby móc napisać. Były takie akcje, że mój promotor coś do mnie gadał, kazał zrobić, a później mało dyskretnie się śmiał z mojej głupoty, bo nie wiedziałam o co mu chodzi albo nie wiedziałam jak mam zrobić jakąś tam tabelkę i po co w ogóle. Boję się, że nawet jak mi promotora zmienią to będzie to samo, że będę robić z siebie debila. Myślę, że zrobię sobie rok przerwy, pójdę na tę terapię, do pracy i wrócę, żeby napisać pracę.
Odpisz
#16
W pełni was rozumiem mam bardzo podobnie też mam nadzieje że ta moja tępota ma zwiazek z fobią i że za jakiś czas gdy fobie z grubsza pokonam to ona też ustąpi żeby tylko tu nie sprawdziło sie powiedzenie "nadzieja matka głupich"
Odpisz
#17
mar89 napisał(a):mam nadzieje że ta moja tępota ma zwiazek z fobią i że za jakiś czas gdy fobie z grubsza pokonam to ona też ustąpi

A ja mam "zawieszenia" od zawsze :shock: więc albo fobia jest nieuleczalna albo zwyczajnie tępa jestem    :Śmieje się:
Odpisz
#18
Eskevar napisał(a):A ja mam "zawieszenia" od zawsze :shock: więc albo fobia jest nieuleczalna albo zwyczajnie tępa jestem    :Śmieje się:
"Zawieszenia" mają ludzie nadwrażliwi i pochłonięci światem wewnętrznym, znaczy silnie introwersyjni, a to nie ma nic wspólnego z tępotą. Sama fobia jest uleczalna.
Odpisz
#19
aga_p napisał(a):"Zawieszenia" mają ludzie nadwrażliwi i pochłonięci światem wewnętrznym, znaczy silnie introwersyjni, a to nie ma nic wspólnego z tępotą. Sama fobia jest uleczalna.
I tak i nie. Widzisz aga, ja wychodzę z wniosku, że jednak nie wszystkie takie przypadłości można fobią tłumaczyć. Nie chcę po prostu winy za swoją nieudolność całkowicie zrzucać na coś takiego (choć to 'coś' jest częścią mnie, jakby nie patrzeć). Znam dość blisko człowieka cierpiącego na ciężką depresję, a jednak jestem za nim o jakiś rok świetlny. Fobia czy depresja może utrudniać myślenie i koncentrację, ale żeby do tego stopnia? Broń Boże, nie czynię tutaj żadnych aluzji, opinia jest całkiem subiektywna i odnosi się do mojej osoby. Będę dalej dźwigał to brzemię, pogodziłem się z tym, że Einsteinem nie zostanę. Inni dają radę, może i mnie się uda. Przepraszam, jeśli komuś humor zepsułem.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz
#20
Mizantrop napisał(a):Fobia czy depresja może utrudniać myślenie i koncentrację, ale żeby do tego stopnia?
Zaburzenia psychiczne w znacznym stopniu mogą utrudniać myślenie. Niektórzy nie są w stanie skończyć szkoły, a ja od dłuższego czasu studia ciągnę ledwo, ledwo, jakim głupim trafem cośkolwiek zaliczam. Na szczęście jestem przy końcu piątego roku.
Odpisz
#21
aga_p napisał(a):
Eskevar napisał(a):A ja mam "zawieszenia" od zawsze :shock: więc albo fobia jest nieuleczalna albo zwyczajnie tępa jestem    :Śmieje się:
"Zawieszenia" mają ludzie nadwrażliwi i pochłonięci światem wewnętrznym, znaczy silnie introwersyjni, a to nie ma nic wspólnego z tępotą. Sama fobia jest uleczalna.

Dokładnie. Ja mam zdiagnozowane zaburzenie schizofreniczne. Makabryczne problemy z koncentracją, uwagą, mową. Aczkolwiek w żadnym wypadku nie czuję się głupszy i bardziej tępy. No może w chwilach rozmowy z kimś na ulicy, w pracy, to tak. Odnoszę takie wrażenia, że nie rozumiem, co mówi się do mnie. Często nie potrafię powtórzyć, o czym była dyskusja z tą osobą. Aczkolwiek, kiedy jestem sam, lęk psychotyczny mija, lub jest zmniejszony do tego stopnia, iż jestem w stanie w miarę rozsądnie coś napisać. To prawda, że werbalnie jestem bardzo nieudolny w rozmowie z ludźmi. Schodzę z wątków, zawieszam się, często brak mi słowa. Każdy lekarz psychiatra potwierdzi, iż fobia społeczna, nerwice, schizofrenia nie powoduje upośledzenia inteligencji, wiedzy, mądrości chorej osoby. Jedynie ją blokuje, utrudnia poprzez chorobę, lekarstwa(benzo, neurlopetyki, itp).
Co do lekarstwa na pseudogłupotę chorej osoby. Tylko kilka: leczyć się, brak leki, i czytać, czytać, czytać i jeszcze raz czytać, zdrowo jeść, itp. Innych opcji nie ma.
"Liebowitz test > 125"
Odpisz
#22
Mizantrop napisał(a):Nie chcę po prostu winy za swoją nieudolność całkowicie zrzucać na coś takiego (choć to 'coś' jest częścią mnie, jakby nie patrzeć). Znam dość blisko człowieka cierpiącego na ciężką depresję, a jednak jestem za nim o jakiś rok świetlny. Fobia czy depresja może utrudniać myślenie i koncentrację, ale żeby do tego stopnia?
Jestem przekonany, że może. Opowiem Wam historyjkę:
Od prawie zawsze byłem uznawany za geniusza. Mimo nie robienia absolutnie nic, przeważnie miałem ze wszystkiego najlepsze wyniki przez kilka pierwszych lat szkoły. Był to okres, kiedy moja fobia była najmniejsza. Później przyszły zaburzenia depresyjne, które spotęgowały problemy. Wtedy też nie potrafiłem skupić się na absolutnie niczym i nagle ledwo co dawałem sobie radę. Po jakimś czasie wegetacji poszedłem do poradni psychologicznej w celu załatwienia sobie indywidualnego nauczania. Przeprowadzano mi tam wiele testów sprawdzających moje predyspozycje. Wypadłem świetnie - w jednym z nich nie popełniłem ani jednego błędu, co ponoć do tej pory się nie zdarzyło. Psycholog powiedział, że gdyby nie moja ponadprzeciętna sprawność intelektualna, zdiagnozowałby depresję. Nie wziął tylko pod uwagę tego, że nie znał mnie wcześniej; ja za to bardzo wyraźnie czułem, że nie potrafię tego, co kiedyś.

Wniosek? To, że ktoś radzi sobie dobrze nie znaczy wcale, że jego sprawność umysłowa jest niezaburzona. Znaczy tylko tyle, że być może "na zdrowo" radziłby sobie jeszcze lepiej.
Odpisz
#23
Ludzie:"nie zaniżajcie swojej samooceny"nie dajcie się pożreć fobii,jeśli to co piszecie faktycznie fobia jest.Ale tu stawiam duży znak zapytania ponieważ niewiem jakie są Wasze relacje z ludzmi i nie jestem też lekarzem czy innym specjalista.
W każdym bądz razie nie zaniżjacie swojej samooceny.
Co niektórzy naprawdę dużo o swojej przypadłości piszą.jestem ciekawy czy tacy sami są w rozmowie z ludzmi?
Eskevar ja też mam ogromne problemy z pamięcią,i takie same jak tu opisujesz.naprawdę jest mi bardzo ciężko się skupić,a już właściwie rok akademicki się zaczął i naprawde niewiem czy dam rade.Chyba będe tak samo ciągnał te lata jak aga p.W zeszłym roku też ledwo na ściągach zdałem.Mam ogromne problemy z pamięcią .jednak o te problemy podejrzewam leki które biore już 4 lata.
Odpisz
#24
No dobra, pewnie rzeczywiście macie rację.
Znowu targają mną mieszane uczucia. Z jednej strony może lekko mi ulżyło, bo mam się jak usprawiedliwić, z drugiej jednak ludzi nie obchodzi, co nam dolega i dalej mają wobec nas takie same wymagania, jakie mają wobec innych. Uświadamianie ludzkości o swojej fobii / nerwicy /czymkolwiek raczej dobrym rozwiązaniem nie jest, a i pewnie żadnego pożytku by to nie przyniosło. Te bardziej neandertalskie jednostki znalazłyby po prostu kolejny obiekt do pomocy w leczeniu kompleksów i wyładowywania nadmiaru testosteronu.
Poddawać się nie wolno, tylko czasem może sił już braknąć. Od jutra zaczynam trenować swój nieco 'upośledzony' umysł. Chyba że zapomnę.
aga_p napisał(a):Zaburzenia psychiczne w znacznym stopniu mogą utrudniać myślenie. Niektórzy nie są w stanie skończyć szkoły, a ja od dłuższego czasu studia ciągnę ledwo, ledwo, jakim głupim trafem cośkolwiek zaliczam. Na szczęście jestem przy końcu piątego roku.
Podobnie. Z tym tylko, że ja zaczynam drugi. Ciekaw jestem na ile dobrej passy wystarczy. Boję się, zwyczajnie się boję. Nie tego, że rozczaruję siebie, ale chodzi tutaj raczej o osoby, które we mnie wierzą i pokładają nadzieję.

EDIT:
Nie mam pojęcia, dlaczego post się tak rozciągnął.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz
#25
Czy ktoś jest już może po psychoterapii grupowej? jak sobie radzić z zaburzeniami emocjonalnymi? (zawalilam 2 lata studiow, nie odnajduję się wśród innych) czy są jakieś techniki samokontroli lęków (na razie próbuję z medytacją, ale to bardziej odnośnie ducha i ciała, niż zmian długoletnich w percepcji)
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakies rady proszę Amcio 13 946 28 Paź 2016, Pią 15:38
Ostatni post: Amcio
  Czy w życiu trzeba mieć szczęście? Czy istnieje coś takiego? Zas 20 1 756 13 Wrz 2015, Nie 20:57
Ostatni post: Maew
  Sa jakieś sposoby? Martine 3 1 122 22 Lip 2013, Pon 20:19
Ostatni post: Martine
  macie jakieś sposoby na smutek? magmie 23 1 437 25 Maj 2010, Wto 17:09
Ostatni post: klocek


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.