- Czy jestem jedynym takim dziwadłem w Polsce? Osobowość unikająca
#1
Normalnie nigdy nie udzielam się na forach, ale tak się męczę, że w końcu zmusiłam się do wyrażenia moich spostrzeżeń i odczuć. Postaram się opisać jak najkrócej i najtreściwiej to, z czym tak się męczę i jak to się objawia oraz swoją teorię na ten temat czyli jak ja to rozumiem. Dużo tego wyszło i pewnie nikt tego nie przeczyta, ale cóż, przynajmniej się wypiszę.

Mam wiele wspólnego z różnymi typami zaburzeń osobowości jednak dominuje w tym osobowość unikająca. Nie jest to diagnoza żadnych "specjalistów'', tylko moje spostrzeżenie, bo skoro tak mi źle, to przecież coś mi być musi. Krytycznie odnoszę się do psychologów i psychiatrów, w moim życiu było ich całe mnóstwo i uważam, że ci prywatni są nastawieni tylko na wyciąganie kasy, a państwowych w ogóle nie obchodzi co ci jest. W rezultacie raz stawiali diagnozę, że to Asperger, raz, że depresja a innym znowu razem, że to borderline, chociaż, zapewne z powodu braku kompetencji, nikt się nigdy nie skonkretyzował.

A teraz do rzeczy. Nie będzie zaskoczeniem, gdy napiszę, że mój główny problem jest taki, że nie potrafię nawiązywać kontaktów z ludźmi. Praktycznie nie mam żadnych znajomych (a bardzo chciałabym ich mieć). Niestety muszę wspomnieć trochę o swojej przeszłości (chociaż nie cierpię tego robić...), aby nakreślić problem. Zaczęło się to mniej więcej w 4 klasie podstawówki wraz ze zmianą szkoły i kolejną przeprowadzką. Moi rodzice rozstali się też jakiś rok temu i już nie mieszkali razem (w związku z rozstaniem i przeprowadzkami parę razy zmieniałam szkoły). Szczerzę wątpię, by to (jakieś rozstanie, zmiana szkół i miejsca zamieszkania) miało aż taki katastroficzny wpływ na to, jaka się stałam (chociaż na pewno to pogorszyło). Bardziej myślę, że już miałam to w genach, a niedoskonałe i głupie ludzkie społeczeństwo (system edukacji, stereotypy, randomowi debile) tylko przybiło mi gwoździe do trumny. Wśród rówieśników zawsze byłam niewidzialna, zawsze czułam się jak duch, co zresztą zostało mi do teraz. Automatycznie alienowałam się od społeczeństwa (i nadal to robię), zupełnie wbrew mojej woli. Przez znaczną większość dni spędzonych w podstawówce i gimbazie jedyne słowa, które wypowiadałam to były "cześć'' i "jestem". Sami stwierdzicie, że to nienormalne. Nie odzywałam się do nikogo, chyba, że ktoś mnie o coś pytał to odpowiadałam, ale też jak najoszczędniej w słowach. Co dziwniejsze, z tymi, których znam (rodzina) rozmawiam zupełnie normalnie. Nie muszę wspominać, że nie cierpiałam (i nie cierpię) wypowiadać się przed grupą i stać przy tablicy. Nawet ciężko mi się odezwać do kogoś przez internet, a jestem na internetowych studiach. Co to ma być? Niby wszystko jest normalnie, ale tak naprawdę czuję, że umieram i to od bardzo długiego czasu. Nie tylko nie potrafię nawiązywać i utrzymywać kontaktów z ludźmi, ale wręcz męczę się, gdy jestem z nimi, chociaż chciałabym z nimi być. Moje życie zupełnie nie zależy ode mnie, nie mam na nie żadnego wpływu. Jak mam wytrzymać w tej rzeczywistości? Jaką mam w niej przyszłość? Kiedy zamknę się w swoim świecie to chcę wyjść do rzeczywistości, a jak jestem w rzeczywistości, to chcę do mojego świata. I nie, niestety nie mam autyzmu, a chciałabym mieć zamiast tego g*wna, bo zamknęłabym się w swoim świecie i wszystkich i wszystko miałabym w d*pie. Szlag mnie trafia jak ludzie współczują tym "biednym" autystom poszkodowanym przez los, a tacy jak ja co mają powiedzieć? Właśnie ironicznie nic. Nie wiadomo co im jest, nie mają jak i komu o tym powiedzieć, w związku z tym uważają się za totalne g*wno, nie mają swojego miejsca na ziemi, ani żadnej przyszłości.

Nie, nie jestem rozhisteryzowaną nastolatką szukającą atencji, mam lat +23 i zaczynam już czwarte studia. Z poprzednich oczywiście szybko zrezygnowałam, bo przeszkadzali mi dobierający się w grupki, weseli, dogadujący się i cieszący się życiem ludzie, a ja zawsze stałam samotna, wyalienowana i nieszczęśliwa, nie potrafiąca zagadać, ani sprawić, żeby ludzie mnie jakkolwiek polubili. Szczerze nienawidzę siebie i swojego życia, jestem żałosnym, upośledzonym społecznie życiowym przegrywem, któremu nikt nie chce, nie potrafi, czy nie może pomóc, a ja nie mam na to żadnego wpływu, że taka jestem i nic nie mogę zmienić. Codzienne myśli samobójcze są u mnie na porządku dziennym, chociaż nie potrafię się zabić, za co jeszcze bardziej siebie nienawidzę. Moje życie nie jest życiem, tylko wegetacją, czekaniem na śmierć. Jestem jak w ostatnim stadium raka, tyle, że psychicznego, a agonia jest długa i bolesna. Czuję się tak bardzo rozczarowana swoim życiem i wszystkimi nadziejami, jakie wiązałam z tym, że nawiąże jakiś kontakt i spotkam bratnią duszę, że w sumie nic dziwnego, że stałam się tak pesymistyczna, jak to tylko możliwe, a czarne myśli zajmują taką powierzchnie mojego łba, że już dawno powinnam od nich zdechnąć. Przez to wszystko dla obcych ludzi, którzy ze mną przebywają myślę, że wydaję się być chłodna, zła, lub zadzierająca nosa, chociaż przy bliższym poznaniu jestem zupełnie inna, ale nikt się przecież tego nie domyśli. Ludzie czują ode mnie negatywną energię i tym bardziej omijają mnie szerokim łukiem, jestem tego pewna.

Co właściwie sprawia mi takie cierpienie? Największe cierpienie sprawia mi to, że ta choroba jest częścią mojego charakteru, dotyczy ona samej mojej egzystencji, bytu samego w sobie. Jest częścią charakteru, którego nienawidzę, przez to g*wno zamiast cieszyć się życiem mam w sobie największego wroga, którego chcę się pozbyć. Nie macie nawet pojęcia jak to jest. Ludzie mogą mieć niską samoocenę, przy czym zawsze mają ją z jakiegoś powodu. Różnica pomiędzy mną a nimi jest taka: oni na przykład nie mają pracy/dziewczyny/chłopaka, zarabiają za mało, są nieatrakcyjni itp. a ja po prostu nienawidzę swojego charakteru i to jest głównym powodem. Mam wrażenie, że ludzie tego nie rozumieją, bo przeważnie akceptują siebie i to co robią, nawet jeśli nie daje im to radości. Inna sprawa to, że mam również drugą część mojej osobowości, którą odbieram neutralnie i to właśnie tą osobowość pokazuję, gdy jestem przy kimś, kogo znam (rodzina). Przy obcych ludziach jestem ciągle tą, której nie cierpię, a przy znajomych jestem po prostu sobą. Cały paradoks polega na tym, że zanim kogoś poznasz, to ktoś jest dla ciebie obcy, a jeśli automatycznie się alienuję, a w dodatku odpycham ludzi, to jak mogę to zrobić? Żeby było jeszcze gorzej, jak pisałam nie mam autyzmu i męczę się ciągłym siedzeniem w domu, ale nie mam gdzie wychodzić, bo przecież wszędzie są obcy ludzie... Mówić komuś takiemu jak ja, żeby się zmienił i wyszedł do ludzi to tak, jakby powiedzieć ślepemu, żeby zobaczył i mieć do niego pretensje, że nie widzi. Co jeszcze jest tragicznego w tej przypadłości? Że jest niewidzialna. Jak ktoś jest inwalidą - każdy to widzi, jak ktoś jest ślepy - każdy na niego uważa, jak ktoś ma autyzm - tak samo, a jak ktoś stoi naburmuszony i nie podejmuje rozmów co ludzie sobie myślą? Trudno, taki już jest... (a ja właśnie taka nie jestem, nie akceptuję tego i nie zgadzam się z tym) Wielka niesprawiedliwość spotkała mnie na tym świecie i strasznie żałuję, że nie zdechłam przy porodzie.

A teraz w końcu najważniejsze - moja teoria, czyli słowa wyjaśnień. Można zapytać, dlaczego wbrew swej woli pokazuję ludziom charakter, którego nienawidzę ("fałszywą siebie")? Normalnie ludzie postrzegają rzeczywistość ze swojego punktu widzenia, ja mam tak, że przy innych mój punkt widzenia zostaje przytłoczony. Gdy jestem w grupie wśród obcych ludzi moje "prawdziwe ja" zostaje tak jakby przez nich przytłoczone. Przebywanie w grupie zabiera mi siebie. W rezultacie zostaje ta żenująca beznadzieja, której tak nie cierpię. A więc można powiedzieć, że wcale nie nienawidzę siebie, tylko to, co geny i społeczeństwo ze mną zrobiły. Koniec końców nikt o tym nie wie i nikogo to zresztą nie obchodzi. W końcu nikt nie dzieli osobowości ludzi na "prawdziwe" i "nie prawdziwe" (udawanie i sztuczne uśmiechy w pracy to innego...). Każdy uważa, że każdy człowiek jest integralną częścią samego siebie, że stanowi po prostu całość i jest takim, jakim go widzimy i poznajemy (chyba, że świadomie pokazuje się z innej strony). U mnie niestety tak nie jest. Mimowolnie ukrywam swój charakter przed innymi i usuwam się w cień, a to, co oni widzą jest tylko sztucznym, nienaturalnym i przypadkowym tworem tego, co zrobiła ze mnie rzeczywistość i geny.

Jeśli wytrzymałeś/aś do końca, to gratuluję. Nienawidzę tego tematu i zamiast rozkminiać co mi jest wolałabym chociażby wyjść do kina ze znajomymi i normalnie cieszyć się życiem... Uważam, że to, co mi jest (zaburzenia osobowości, czy jakaś inna, nie opisana jeszcze przez nikogo choroba) za nieuleczalne. Cierpię już na to przez kilkanaście lat, a przeżyłam tak długo, bo zawsze odwracałam sobie czymś uwagę i miałam nadzieję, że to przejdzie i w końcu będę szczęśliwa. Jednak to nie przejdzie już nigdy, a ciężko ciągle siedzieć w domu, w swoim świecie i fantazjować, gdy całe życie przechodzi obok. W tym wypadku samobójstwo wydaje się być naturalnym następstwem, chociaż wcale nie chcę się zabijać. Najpewniej i tak to zrobię (no bo jakie mam szanse zaistnienia w rzeczywistości z czymś takim?) tylko muszę do tego dojrzeć. Tragedią jest też to, że czuję się jakbym przeszła z dziesięć wojen światowych jedna po drugiej, a przecież żadna wielka krzywda mnie nie spotkała, nikt mnie nie torturował, nie wyśmiewał się, nikt mi nie umarł. To ciągłe poczucie wegetacji i zmarnowanego życia jest nie do zniesienia, to chyba jedno z najgorszych cierpień psychicznych jakie istnieją. G*wno g*wien. Koszmar koszmarów.
[-] 9 użytkowników polubił(o) wpis lauradelvalle:
  • AvoPerDis, butterfly92, yoga.cat, Czarny5, Mate, mardybum, rlip, Dion, spoon2017
Odpisz
#2
(09 Lis 2018, Pią 3:01)lauradelvalle napisał(a): Czy jestem jedynym takim dziwadłem w Polsce?

Nie nie jesteś...
Odpisz
#3
Sick of living/unwilling to die
Bultaoreune
Odpisz
#4
Bardzo podobnie jak u mnie z tego co piszesz. Tyle, że tak było, teraz jest troszke lepiej bo jestem świadomy bardziej o co chodzi i wiedza bardzo dużo daje by tak nie bladzic gleboko. Również przez lata szukalem w internetach co mi jest i przechodzilem od autyzmu do zespolu aspergera po to, że po prostu jestem jakiś ograniczony umysłowo. Nie zgadzalo się. To co piszesz pasuje pod fobie społeczna bardzo. Tu chyba większość wie co czujesz.
Tego sie chyba nie rozumie dopoki sie nie ma niechcianych myśli tak czesto, że jak można nie być sobą, albo, że tak naprawde nie wiadomo czy Ty to Ty    :Uśmiecha się: jeśli rozumiesz o co chodzi xd
Wydaje mi sie, że zdrowi ludzie maja tak najwyżej w kilku gorszych chwilach w życiu
Czytałaś jakaś ksiazke o fobii? dużo by Ci mogła pomóc
Odpisz
#5
Czyli jeśli dobrze rozumiem, źle się czujesz wśród obcych ludzi, ale wśród znajomych potrafisz być sobą. Zamienianie obcych na znajomych nie wychodzi, bo jesteś spięta i sprawiasz wrażenie zadzierającej nosa, przez co Cię nie lubią. A przez internet nawiązywałaś znajomości? Wówczas mogłabyś poznać kogoś na spokojnie, bez sprawiania tego negatywnego wrażenia, a na żywo spotkalibyście się dopiero, gdy już zaliczyłabyś taką osobę do "znajomych" i mogła dzięki temu być przy niej sobą.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis dziewczyna z naprzeciwka:
  • Żółwik, atrament
Odpisz
#6
Hej, wiem, że wysiłek włożony w to co napiszę, będzie niewspółmierny do Twojego tekstu, ale czy któryś z psychiatrów przepisał Ci jakieś leki?

Słuchaj, to jak się zachowujesz wśród obcych, niekoniecznie jest częścią Twojego charakteru, tym bardziej, że, jak sama mówisz, wśród rodziny i znajomych jesteś osobą, do której nie żywisz urazy. My, fobici społeczni (a są tutaj też przedstawiciele innych zaburzeń xD), też mamy tak, że przy pewnych ludziach nasz prawdziwy charakter jest przysłaniany przez tą otoczkę zaburzenia psychicznego. Mimo tego, wiadome jest, że w sytuacjach społecznych, które powodują u nas lęk, nie jesteśmy sobą, a fobia społeczna jest wyleczalna i tej "części naszego charakteru" możemy się pozbyć.

Może zaburzenia, których jako jedna z niewielu masz zaszczyt doświadczyć, wcale nie są nieznane i nieopisane w literaturze medycznej, tylko po prostu to zlepek różnych, znanych dolegliwości na tle psychicznym, które właśnie dlatego nie łatwo jest tak zdiagnozować, a które jednak są w pełni wyleczalne lub "zaleczalne" i nie stanowią integralnej części Twojego charakteru?

P.S. Ładnie piszesz.
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis chory na nieśmiałość:
  • yoga.cat, atrament
Odpisz
#7
Cześć, @lauradelvalle, przeczytałem.
Dobrze, że się wypisałaś. Mimo że to tylko forum dla fobików, to jednak są tu prawdziwi ludzie, z którymi właśnie zaczęłaś nawiązywać relacje.

(09 Lis 2018, Pią 3:01)lauradelvalle napisał(a): Mam wiele wspólnego z różnymi typami zaburzeń osobowości jednak dominuje w tym osobowość unikająca. Nie jest to diagnoza żadnych "specjalistów'', tylko moje spostrzeżenie, bo skoro tak mi źle, to przecież coś mi być musi. Krytycznie odnoszę się do psychologów i psychiatrów, w moim życiu było ich całe mnóstwo i uważam, że ci prywatni są nastawieni tylko na wyciąganie kasy, a państwowych w ogóle nie obchodzi co ci jest. W rezultacie raz stawiali diagnozę, że to Asperger, raz, że depresja a innym znowu razem, że to borderline, chociaż, zapewne z powodu braku kompetencji, nikt się nigdy nie skonkretyzował.

Klasyfikacja zaburzeń nie pochodzi z jakiejś księgi objawionej. Diagnozy są umowne i mają ułatwiać porozumiewanie się specjalistów. Od diagnozy ważniejsze jest to wszystko, co napisałaś.
Jest oczywiście taki aspekt, że posiadanie stabilnej diagnozy może dawać niektórym poczucie bezpieczeństwa i pewnego zaszufladkowania problemu. Ale mimo wszystko nie ma co przeceniać magicznej funkcji diagnoz.
Być może pierwsze zdanie jest trafne: „Mam wiele wspólnego z różnymi typami zaburzeń osobowości jednak dominuje w tym osobowość unikająca”. Widzę drugi poważny problem – myśli samobójcze.

(09 Lis 2018, Pią 3:01)lauradelvalle napisał(a): Nie, nie jestem rozhisteryzowaną nastolatką szukającą atencji, mam lat +23 i zaczynam już czwarte studia. Z poprzednich oczywiście szybko zrezygnowałam, bo przeszkadzali mi dobierający się w grupki, weseli, dogadujący się i cieszący się życiem ludzie, a ja zawsze stałam samotna, wyalienowana i nieszczęśliwa, nie potrafiąca zagadać, ani sprawić, żeby ludzie mnie jakkolwiek polubili. Szczerze nienawidzę siebie i swojego życia, jestem żałosnym, upośledzonym społecznie życiowym przegrywem, któremu nikt nie chce, nie potrafi, czy nie może pomóc, a ja nie mam na to żadnego wpływu, że taka jestem i nic nie mogę zmienić.

Piszesz, jakbyś czytała już parę wątków na forum i przesiąknęła trochę naszym pesymistycznym slangiem.
Ale i on ma swoje funkcje.    :Uśmiecha się:

Na pytanie w temacie wątku odpowiedzią może będzie cytat:

Jestem kim jestem.
Niepojęty przypadek
jak każdy przypadek.

Ale podobne (nie identyczne) dziwadła w Polsce są.
Jak pisał przedmówca, Twoje zaburzenia są w pewnym stopniu uleczalne i warto o to powalczyć (a nawet trzeba).
(Przy okazji podbijam, żeby @BlankAvatar w wolnym czasie wrzucił jakieś ciekawe dane o uleczalności zaburzeń osobowości).

Masz jakieś doświadczenia z psychoterapią?
Odpisz
#8
(09 Lis 2018, Pią 3:01)lauradelvalle napisał(a): Czuję się tak bardzo rozczarowana swoim życiem i wszystkimi nadziejami, jakie wiązałam z tym, że nawiąże jakiś kontakt i spotkam bratnią duszę, że w sumie nic dziwnego, że stałam się tak pesymistyczna, jak to tylko możliwe, a czarne myśli zajmują taką powierzchnie mojego łba, że już dawno powinnam od nich zdechnąć. Przez to wszystko dla obcych ludzi, którzy ze mną przebywają myślę, że wydaję się być chłodna, zła, lub zadzierająca nosa, chociaż przy bliższym poznaniu jestem zupełnie inna, ale nikt się przecież tego nie domyśli. Ludzie czują ode mnie negatywną energię i tym bardziej omijają mnie szerokim łukiem, jestem tego pewna.
Ta wypowiedź świadczy że jesteś świadoma tego skąd biorą się Twoje problemy w interakcjach z ludźmi a to już dużo, zwłaszcza ostatnie zdanie na to wskazuje.
Polecam Tobie książkę "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - Dale Carnegie, oraz udać się na psychoterapię grupową.
Odpisz
#9
Autorko tematu - bądź sobą i broń boże nie idź na terapię, no chyba że masz bogatego męża ....    :Wystawia język:
Przed rozmową ze mną skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą    :Wystawia język:
Odpisz
#10
Mam podobnie
Odpisz
#11
(09 Lis 2018, Pią 9:14)damiandamianfb napisał(a): Czytałaś jakaś ksiazke o fobii? dużo by Ci mogła pomóc

Nie, nie czytałam żadnych. Bardziej wciskali mi książki o rozwoju osobistym, ale nic to nie dało i może dlatego stałam się uprzedzona. Wątpię, aby to, co ktoś napisze mogło odmienić czyjeś życie, szczególnie, gdy to zaburzenie kształtowało się u mnie przez kilkanaście lat i wydaje się, że zakorzeniło się już na wieki.
Odpisz
#12
Napisałaś, że zaczęło się to w 4 klasie podstawówki. Miałaś jakieś traumatyczne przeżycia albo kompleksy? Jeśli nie byłaś taka od urodzenia to jakieś doświadczenja musiały sprawić, że się wycofywałaś ze społeczeństwa, a widocznie jesteś bardzo wrażliwa
Odpisz
#13
(09 Lis 2018, Pią 11:30)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a): Czyli jeśli dobrze rozumiem, źle się czujesz wśród obcych ludzi, ale wśród znajomych potrafisz być sobą. Zamienianie obcych na znajomych nie wychodzi, bo jesteś spięta i sprawiasz wrażenie zadzierającej nosa, przez co Cię nie lubią. A przez internet nawiązywałaś znajomości? Wówczas mogłabyś poznać kogoś na spokojnie, bez sprawiania tego negatywnego wrażenia, a na żywo spotkalibyście się dopiero, gdy już zaliczyłabyś taką osobę do "znajomych" i mogła dzięki temu być przy niej sobą.
Tak, dobrze rozumiesz.

Nawiązywanie znajomości przez internet to dobry pomysł - dlatego też zarejestrowałam się na tym forum. Sądzę, że na tych "zwykłych" forach nie mam czego szukać, bo nikt tam zapewne nie ma takich problemów i raczej nie zostałabym zrozumiana. Jednak, jak pisałam, nawet kontakt przez internet sprawia mi trudność. Jak wynika z samej nazwy (osobowość unikająca/fobia społeczna) mam wielką ochotę uciec i już nigdy nie wchodzić na to forum, ale przymuszam się bo jak będę ulegać tej "chorobie" to już na pewno nic nie zmienię (chociaż i tak marne są na to szanse...).
Odpisz
#14
(11 Lis 2018, Nie 2:28)lauradelvalle napisał(a): Jednak, jak pisałam, nawet kontakt przez internet sprawia mi trudność.

Co dokładnie sprawia Ci trudność w ko taktach przez internet?
Odpisz
#15
(09 Lis 2018, Pią 12:37)chory na nieśmiałość napisał(a): Hej, wiem, że wysiłek włożony w to co napiszę, będzie niewspółmierny do Twojego tekstu, ale czy któryś z psychiatrów przepisał Ci jakieś leki?

Tak, brałam antydepresanty, ale czułam się po nich tak samo, no, może byłam trochę bardziej przymulona niż zwykle. Co ciekawsze, nawet po odstawieniu nie czułam większej różnicy. Żeby na mnie coś podziałało to musi być to naprawdę mocne...

(09 Lis 2018, Pią 12:37)chory na nieśmiałość napisał(a): Może zaburzenia, których jako jedna z niewielu masz zaszczyt doświadczyć, wcale nie są nieznane i nieopisane w literaturze medycznej, tylko po prostu to zlepek różnych, znanych dolegliwości na tle psychicznym, które właśnie dlatego nie łatwo jest tak zdiagnozować, a które jednak są w pełni wyleczalne lub "zaleczalne" i nie stanowią integralnej części Twojego charakteru?

Też tak sądzę, jednak z tym, że są wyleczalne nie mogę się zgodzić (jak zobaczę to uwierzę). To "rosło" we mnie przez wiele lat i czy mi się to podoba, czy nie, stało się częścią mnie, a przecież nikogo nie obchodzi, czy ja to akceptuję. Każdy na ulicy widzi mnie przysłoniętą przez fobię/zaburzenia osobowości i myśli, że taka jestem naprawdę. Tak mnie to dobija i irytuje, że wyglądam, jakbym chciała ich wszystkich pozabijać, przez co nie znajduję sobie sympatii ludzi.

(09 Lis 2018, Pią 12:37)chory na nieśmiałość napisał(a): P.S. Ładnie piszesz.

Dzięki.
Odpisz
#16
(09 Lis 2018, Pią 19:47)Żółwik napisał(a): Piszesz, jakbyś czytała już parę wątków na forum i przesiąknęła trochę naszym pesymistycznym slangiem.

Tak, czytałam wiele wątków, ale mnie nie trzeba przekonywać do pesymizmu. Jest to mój język i wychodzi on ze środka mojej duszy razem z czarnym humorem. Po części jest to pewnie wynik ciągłych niepowodzeń z czymś, co większości ludzi przychodzi naturalnie, a po części moja "prawdziwa" osobowość. Tak samo myśli samobójcze - to tylko skutek tego, przez co jestem tak nieszczęśliwa i raczej nie należy im poświęcać zbyt dużej uwagi. Trzeba znaleźć i wyeliminować przyczynę - to, co je wywołuje - a wtedy same znikną. Warunek jest tylko taki, że trzeba je przetrwać, a to, czy wyeliminuję przyczynę to już inna sprawa, jak na razie od kilkunastu lat mi się nie udaje.

(09 Lis 2018, Pią 19:47)Żółwik napisał(a): Masz jakieś doświadczenia z psychoterapią?

Tak, mam. Parę razy zaczynałam psychoterapię i za każdym razem wydawało mi się to stratą czasu. W ogóle wątpię, czy dla ludzi o podobnych problemach ktokolwiek wymyślił coś naprawdę skutecznego. Jeśli nie, to mamy szansę być pierwszymi albo po prostu pozostaje pistolet i kula w łeb. Zawsze mnie zastanawiało, jak psycholodzy i psychiatrzy mogą to leczyć, skoro sami tego nie przeżyli i tego nie rozumieją. Wszystko, co mają to schematy wyuczone na studiach, a to czasami nie wystarcza. Oprócz psychologów byłam również u bioenergoterapeuty, trenera rozwoju osobistego i trenera duchowego, nic to nie pomogło, jeszcze tylko egzorcysty brakuje...

Niemniej dziękuję wszystkim za chwilowe zainteresowanie i nawet zdobędę się na słaby uśmiech    :Uśmiecha się:

(10 Lis 2018, Sob 17:16)Strachliwy napisał(a): Ta wypowiedź świadczy że jesteś świadoma tego skąd biorą się Twoje problemy w interakcjach z ludźmi a to już dużo, zwłaszcza ostatnie zdanie na to wskazuje. Polecam Tobie książkę "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" - Dale Carnegie, oraz udać się na psychoterapię grupową.

Wątpię, czy książka coś da, tak samo jak psychoterapia, a tym bardziej grupowa. Miałam nieprzyjemność być na jednej i wystarczy. Zauważyłam, że tak bardzo odstawałam od reszty, że więcej to dało szkody, niż pożytku. Poza tym i tak dla ludzi w moim wieku pewnie nic konkretnego nie ma. Każdy martwi się tylko dziećmi, bo to one są przyszłością narodu, a ludzie w moim wieku już są ułożeni, mają pracę, studia, znajomych i jakąś drogę rozwoju (albo szykują sobie sznur do powieszenia...). Zresztą chodzenie na psychoterapię grupową przy fobii społecznej/osobowości unikającej brzmi jak gaszenie ognia benzyną albo leczenie nowotworów paleniem tytoniu. Niemniej dziękuję za sugestie.

(11 Lis 2018, Nie 2:19)foteL napisał(a): Napisałaś, że zaczęło się to w 4 klasie podstawówki. Miałaś jakieś traumatyczne przeżycia albo kompleksy? Jeśli nie byłaś taka od urodzenia to jakieś doświadczenja musiały sprawić, że się wycofywałaś ze społeczeństwa, a widocznie jesteś bardzo wrażliwa

No właśnie nie miałam. Wrażliwa niestety jestem (chociaż do czasu), ale to nie mogło mieć aż takiego wpływu na fobię/zaburzenia osobowości. Sądzę raczej, że to pechowe geny, a otoczenie też swoje dodało. Ot, nieszczęśliwy zbieg okoliczności i wyszło jak wyszło.

(11 Lis 2018, Nie 2:42)foteL napisał(a): Co dokładnie sprawia Ci trudność w ko taktach przez internet?

Ech... Trudno to wyjaśnić. Póki co kontakty przez internet nie różnią się dla mnie aż tak bardzo od tych twarzą w twarz, ale może z czasem się to zmieni. Jak na razie po prostu stresuję się tym, co mi odpiszecie, czy nie zostanę skrytykowana, czy się przyjmę, czy znowu będę społecznym wyrzutkiem, jak zawsze. Jest to dla mnie nowe, bo nigdy nie udzielałam się na forach, a kontakty z ludźmi są moją najsłabszą stroną. Myślę jednak, że gdybym wciągnęła się w to forum i zaczęła pisać też w postach innych, to z czasem strach stawałby się coraz mniejszy, aż w końcu może nawet by zniknął.
Odpisz
#17
(11 Lis 2018, Nie 2:28)lauradelvalle napisał(a): Sądzę, że na tych "zwykłych" forach nie mam czego szukać, bo nikt tam zapewne nie ma takich problemów i raczej nie zostałabym zrozumiana.

To teraz wszyscy fobicy niech się przyznają, na jakich to innych forach siedzą.    :Uśmiecha się:

(11 Lis 2018, Nie 3:14)lauradelvalle napisał(a): Tak, brałam antydepresanty, ale czułam się po nich tak samo, no, może byłam trochę bardziej przymulona niż zwykle. Co ciekawsze, nawet po odstawieniu nie czułam większej różnicy. Żeby na mnie coś podziałało to musi być to naprawdę mocne...

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): Tak samo myśli samobójcze - to tylko skutek tego, przez co jestem tak nieszczęśliwa i raczej nie należy im poświęcać zbyt dużej uwagi. Trzeba znaleźć i wyeliminować przyczynę - to, co je wywołuje - a wtedy same znikną. Warunek jest tylko taki, że trzeba je przetrwać, a to, czy wyeliminuję przyczynę to już inna sprawa, jak na razie od kilkunastu lat mi się nie udaje.

Jest mała szansa, że antydepresanty zmienią tak utrwalone cechy charakteru. Nie celowałbym w jakąś znaczną poprawę. Przy pewnym szczęściu możesz osiągnąć małą poprawę, jeśli chodzi o zmniejszenie przeżywania negatywnych emocji. Przy jeszcze większym szczęściu da się tak je dobrać, żebyś nie była za bardzo przymulona.

Myśli samobójcze są skutkiem, ale zawsze trzeba je traktować poważnie. Ten skutek trzeba leczyć, żeby w ogóle móc zabrać się za przyczynę.
Dlatego być może nawet warto brać rozsądnie dobrane antydepresanty dla tej niewielkiej poprawy, którą można dzięki nim osiągnąć.

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): Zawsze mnie zastanawiało, jak psycholodzy i psychiatrzy mogą to leczyć, skoro sami tego nie przeżyli i tego nie rozumieją. Wszystko, co mają to schematy wyuczone na studiach, a to czasami nie wystarcza.

Oprócz studiów to terapia własna (psychoterapeuci muszą obowiązkowo ją odbyć), doświadczenie kliniczne plus superwizja ze strony bardziej doświadczonych terapeutów. Przynajmniej w założeniu mają to być ludzie o dużym poziomie empatii i zdolności wglądu w drugiego człowieka.

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): Wątpię, czy książka coś da, tak samo jak psychoterapia, a tym bardziej grupowa. Miałam nieprzyjemność być na jednej i wystarczy. Zauważyłam, że tak bardzo odstawałam od reszty, że więcej to dało szkody, niż pożytku. Poza tym i tak dla ludzi w moim wieku pewnie nic konkretnego nie ma. Każdy martwi się tylko dziećmi, bo to one są przyszłością narodu, a ludzie w moim wieku już są ułożeni, mają pracę, studia, znajomych i jakąś drogę rozwoju (albo szykują sobie sznur do powieszenia...). Zresztą chodzenie na psychoterapię grupową przy fobii społecznej/osobowości unikającej brzmi jak gaszenie ognia benzyną albo leczenie nowotworów paleniem tytoniu.

Uważam, że psychoterapia grupowa może być skuteczna. Ja miałem przyjemność podlegać takiej w leczeniu szpitalnym (w oddziale dla młodzieży, gdy jeszcze byłem przyszłością narodu). Dużo mi to dało, nauczyło mnie konfrontować się z grupą i rozmawiać z innymi otwarcie o swoim i ich życiu psychicznym.
Na terapii nie musi być miło. Frustracja też może być lecznicza. Nawet samo bierne słuchanie daje dobre rezultaty, choć idealnie otworzyć się w którymś momencie i postarać się mówić o swojej frustracji, a potem przyjąć informację zwrotną.

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): ak na razie po prostu stresuję się tym, co mi odpiszecie, czy nie zostanę skrytykowana, czy się przyjmę, czy znowu będę społecznym wyrzutkiem, jak zawsze. Jest to dla mnie nowe, bo nigdy nie udzielałam się na forach, a kontakty z ludźmi są moją najsłabszą stroną. Myślę jednak, że gdybym wciągnęła się w to forum i zaczęła pisać też w postach innych, to z czasem strach stawałby się coraz mniejszy, aż w końcu może nawet by zniknął.

Możesz to potraktować jako namiastkę terapii grupowej. Nawet bezpieczniejszą, bo możesz w każdej chwili zamknąć komputer. Jednak każda „nieucieczka” będzie zwycięstwem. Dobrze myślisz, że udzielanie się może Ci dużo dać. Ja przy swoich pierwszych postach też bałem się reakcji ludzi, którzy tu już byli, na to, co piszę.

Coś o mnie... Mam dużo cech osobowości unikającej, podobnie trudne dzieciństwo z brakiem stabilnego przywiązania w okresie wczesnodziecięcym. Od podstawówki problemy w kontaktach z rówieśnikami itd. Jestem od 12 lat w leczeniu psychiatrycznym i w psychoterapii.
Mam dużo silnego lęku uogólnionego, czasem też ostrego, z tego względu leki anksjolityczne dają mi ulgę. Antydepresanty też zawsze jakieś brałem. Dzięki terapii nauczyłem się trochę lepiej patrzeć na swój charakter i oceniać swoje silne i słabe strony. Mój obraz siebie uległ poprawie, natomiast nadal mierzę się z lękiem i często obniżonym nastrojem z powodu samotności.

Podrawiam!
Odpisz
#18
Autorko tematu masz najpewniej BDP czyli jak sama nazwałaś jest to "gówno gówien" z przeróżnych zaburzeń osobowości   :Smuci się:
Chyba musisz poczekać do 40-tki jeśli wierzyć temu co piszą na internetach...    :Smuci się:
Pozdro
Przed rozmową ze mną skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą    :Wystawia język:
Odpisz
#19
(11 Lis 2018, Nie 13:09)Phobos napisał(a): Autorko tematu masz najpewniej BDP
Po czym to wywnioskowałeś?
Odpisz
#20
Witaj na forum Lauradelvalle    :Uśmiecha się:

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): Myślę jednak, że gdybym wciągnęła się w to forum i zaczęła pisać też w postach innych, to z czasem strach stawałby się coraz mniejszy, aż w końcu może nawet by zniknął.
Jestem przekonana, że tak będzie i warto próbować, bo jest to przyjazne miejsce. Toczą się tu różne dyskusje i w różnym tonie,ale na pewno można powiedzieć, że jest to przestrzeń, w której można liczyć na akceptację i zrozumienie wynikające z własnych, podobnych przeżyć zebranych tu osób. Nie ma potrzeby stąd uciekać, możesz się śmiało rozgościć nie obawiając się o to, co zastaniesz jako odpowiedź na rzeczy,które piszesz.    :Uśmiecha się:

(11 Lis 2018, Nie 4:19)lauradelvalle napisał(a): W ogóle wątpię, czy dla ludzi o podobnych problemach ktokolwiek wymyślił coś naprawdę skutecznego.

Takie myślenie jest pułapką, bo nieco ogranicza jednak możliwość otwarcia się na jakieś nowe rozwiązania. A skoro własne dotychczasowe pomysły nie działają, to nadzieja może być tylko w czymś nowym. Myślę, że nie potrzeba nawet rezygnować całkowicie ze sceptycyzmu, a mimo to próbować ugryźć temat. Po cóż się męczyć. Ja z lektury Twoich postów odnoszę wrażenie, że na prawdę aż tak wiele nie trzeba Ci, żebyś mogła doświadczać znośniejszego życia.

Problem z siedzeniem w swojej głowie jest taki, że nie ma powiewu świeżych pomysłów i można się zapętlić w starych schematach. Spojrzenie innych ludzi, czy literatura dotycząca problemów, z którymi się borykasz, to tak jakby sięgnięcie do banku innych pomysłów na to, na co samemu się pomysłu już nie ma. Oczywiście nikt, ani żadna książka, jak za dotknięciem magicznej różdżki nie mogą rozwiązać wieloletnich bolączek. W końcu to jak się zachowujemy, czy odbieramy rzeczywistość, sięga daleko wstecz i jest dość solidnie ugruntowane, ale można powoli pewne rzeczy w sobie zmieniać. Mnie na to forum w początkowym okresie przyciągnęły materiały forumowe na chomiku i powiem Ci, że dzięki kilku lekturom udało mi się wprowadzić do swojego umysłu nawyk podważania swoich myśli i przekonań, tych które powodowały i czasem dalej powodują ogromne cierpienie. Uważam to za postęp. Nie milowy, nie zmieniający całkowicie życia,ale jednak ułatwiający mi trochę funkcjonowanie z samą sobą. Dlatego i Tobie polecam, żebyś spróbowała czegoś nowego. Nie możemy zakładać, że z perspektywy swojej wiemy wszystko, i że z góry możemy na 100% ocenić, że nic się nie da zrobić.

Także uszy do góry trochę i trzymam za Ciebie kciuki!
Odpisz
#21
(11 Lis 2018, Nie 13:12)USiebie napisał(a):
(11 Lis 2018, Nie 13:09)Phobos napisał(a): Autorko tematu masz najpewniej BDP
Po czym to wywnioskowałeś?
Po tym co napisała o sobie i sposobie w jaki to napisała, prócz treści forma się liczy.
Przed rozmową ze mną skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą    :Wystawia język:
Odpisz
#22
(11 Lis 2018, Nie 1:48)lauradelvalle napisał(a):
(09 Lis 2018, Pią 9:14)damiandamianfb napisał(a): Czytałaś jakaś ksiazke o fobii? dużo by Ci mogła pomóc

Nie, nie czytałam żadnych. Bardziej wciskali mi książki o rozwoju osobistym, ale nic to nie dało i może dlatego stałam się uprzedzona. Wątpię, aby to, co ktoś napisze mogło odmienić czyjeś życie, szczególnie, gdy to zaburzenie kształtowało się u mnie przez kilkanaście lat i wydaje się, że zakorzeniło się już na wieki.
Ja bym Ci jednak polecil te ksiazke, nie jest to tania gadka szmatka i jak mówisz o psychologach że skad maja zrozumieć problem skoro sami go nie doswiadczyli to powiem Ci, że te ksiazke napisał doktor który przez ileś tam lat cierpiał na fobie i wie o co chodzi. Wiec możesz zaryzykowac, jakbyś nie mogła znaleźć czy coś takiego to moge wysłać. Terapia Richardsa tytul
Odpisz
#23
Po przeczytaniu twojego posta, specjalnie założyłem tu konto żeby napisać że podpisuję się obiema rękami pod każdym twoim słowem, a nawet pod każdą literą, i pod każdym pieprzonym pikselem

Wszystko co opisałaś pokrywa się ze mną tak bardzo, że aż trochę płakałem czytając. Kiedyś myślałem że fobia społeczna to życie w koszmarze.. Ale potem poznałem osobowość unikającą i zrozumiałem że koszmar to sielanka w porównaniu z tym. Tak naprawdę żyjemy w najgorszym piekle.

U mnie nawet ze studiami było identycznie, przetrwałem dwa najtrudniejsze semestry, tylko po to żeby na trzecim na własne życzenie zrezygnować, bo zaczęły się projekty grupowe, współpraca, a ja bałem się zintegrować z kimkolwiek, poprosić o pomoc, zwyczajne otworzyć gębę do kogoś, więc przestałem chodzić. Teraz studiuje zaocznie i nawet nie wiem czy ktoś tam wie jak się w ogóle nazywam (po dwóch latach!). Tak bardzo bym chciał się odważyć kogoś poznać, a mimo to wbrew mojej woli organizm zawsze robi zupełnie na odwrót. Im bardziej pragnę powiedzieć "tak", tym dłuższą i wyczerpującą walkę prowadzę ze sobą po to by ostatecznie po wielu mękach powiedzieć "nie". Mam wrażenie że świadomość jest tylko więźniem w moim ciele, a ja nie mam nad niczym kontroli, ten strach po prostu przejmuje władzę i katuje do momentu aż mu się podporządkuje

I to zakładanie maski, i robienie wszystkiego wbrew sobie, obsesyjne dbanie o siebie żeby wyglądać jak całkowicie normalny człowiek, udawanie inteligentnego, ogarniętego, ciągłe wymyślanie nowych wymówek, tylko po to żeby się nie wydało.. że w rzeczywistości potrafię przez miesiąc nie wychodzić z domu i nie jestem w stanie przeprowadzić normalnej rozmowy z obcą osobą. Chociaż jednocześnie fantazjuje o kontaktach z ludźmi i żeby mieć chociaż kilku znajomych, bardziej niż o czymkolwiek innym. I ten stan ciągłego unikania trwa przez całe życie, jest jedynym światem jaki znam, nawet nie rozumiem jak ludzie to robią że są normalni. A najśmieszniejsze że anonimowo w internecie też nie potrafię się otworzyć bo mam paranoję że jak podam za dużo informacji o sobie to ktoś mnie wystalkuje, z tym że dla mnie za dużo to nawet podanie miasta w którym mieszkam.

Czasami myślę że to nie jest osobowość unikająca, tylko osobowość która już dawno spier***liła xD.. I zostawiła nas samych na pastwę losu, bo ciężko mi nawet określić czym tak naprawdę jestem, po tylu latach wykańczania samego siebie już nawet nie wiem czy posiadam jakieś wartości, cele, pragnienia, sens.. jedyne pragnienie jakie mam to żeby zdechnąć albo magicznie wyzdrowieć, obojętnie, byle by tylko uwolnić się od tego lęku

Serio wolałbym się zamienić na jakąkolwiek inną chorobę, raka, kalectwo, cokolwiek, mógłbym nie mieć nóg, ale przynajmniej byłbym zauważony przez kogoś w swoim cierpieniu, niż cierpieć w rzeczywistości w której nikt nawet nie ma pojęcia co się dzieje i nie jest możliwe żeby w jakikolwiek sposób to wyjaśnić. NAWET TUTAJ, na forum dla fobików, wydaje mi się że ludzie starają się Ci pomóc, odpisują jakieś pierdoły, ale widać wyraźnie że nie są w stanie w pełni współodczuć tego co tak naprawdę opisałaś

Wiec podsumowując uważam że nie jesteś jedynym takim dziwadłem w Polsce... ja jestem drugim, Witam
Odpisz
#24
(13 Lis 2018, Wto 21:01)AvoPerDis napisał(a): NAWET TUTAJ, na forum dla fobików, wydaje mi się że ludzie starają się Ci pomóc, odpisują jakieś pierdoły, ale widać wyraźnie że nie są w stanie w pełni współodczuć tego co tak naprawdę opisałaś
Cześć, nie są, nie są w stanie w pełni, bo każde cierpienie jest niepowtarzalne.

Ale sama interakcja jest podobno lecznicza.

PS. Rzucałem też kierunek studiów m.in. z podobnych powodów.
Odpisz
#25
Ja czuję się dokładnie tak samo. Te słowa są jakby wyjęte z mojej głowy...
Kiedy zgasło nade mną Słońce, musiałam sama stać się słońcem. To było trudne, ale teraz jaka wygoda.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis blackcurtain:
  • AvoPerDis
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakie są różnice pomiędzy FS a osobowością unikającą? butterfly92 37 3 730 02 Paź 2018, Wto 13:58
Ostatni post: BlankAvatar
  Jestem samotnikiem nika32 10 937 23 Lip 2018, Pon 21:36
Ostatni post: Ej
  Czy jestem przypadkiem beznadziejnym? Pawel16 22 2 364 08 Lip 2018, Nie 9:51
Ostatni post: forac
  Sprawdź, czy jesteś osobowością unikającą Lilith75 190 87 738 26 Maj 2018, Sob 17:33
Ostatni post: Skorupek
  Osobowość unikająca - Aby przetrwać, należy jak najmniej znaczyć i rzucać się w oczy... Lonely Boy 8 1 310 09 Lis 2017, Czw 1:09
Ostatni post: dziewczyna z naprzeciwka
  Osobowość unikająca a praca inferno 15 2 576 09 Gru 2016, Pią 11:17
Ostatni post: PanZagubiony
  Jak leczyć osobowość unikającą ? mops 44 48 533 22 Sty 2016, Pią 2:30
Ostatni post: P.
  Osoba unikajaca jak się zmienić Amonek33 9 2 245 07 Kwi 2015, Wto 23:25
Ostatni post: Gollum
  jak radzić sobie w pracy (fobia społ, osobowość unikająca) mintchocolate 37 36 805 02 Mar 2015, Pon 22:21
Ostatni post: mkkm
  Mam osobowość unikającą czy nie znosze po prostu ludzi? aspołeczna_dziewuszka 31 8 760 16 Sty 2015, Pią 11:16
Ostatni post: masterblaster


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.