- Czy jestem jedynym takim dziwadłem w Polsce? Osobowość unikająca
#26
(13 Lis 2018, Wto 21:29)Żółwik napisał(a): Ale sama interakcja jest podobno lecznicza.

Pewnie jest. Pod warunkiem że jesteś w stanie się przed kimś otworzyć. W moim przypadku choroba już dawno wyznaczyła granice, interakcja ze mną jest powierzchowna lub całkowicie jałowa, nawet przez internet, nic ze mnie nie wyciągniesz, najczęstsza taktyka to uprzejme odpisywanie tego co chcesz przeczytać i czekanie aż rozmówcy się znudzi. A jak już się znudzi, to zaczynam obwiniać siebie że odtrącam ludzi i nie nawiązuje głębszych relacji    :Uśmiecha się szeroko:. Witam w piekle
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis AvoPerDis:
  • lauradelvalle
Odpisz
#27
Dobrze, że nazywasz mechanizm.
Trochę użytkowników tu jest. Jednemu się znudzi, można potrenować z innym.
Odpisz
#28
Ehh jak dobrze cię rozumiem. Też się całe życie czuję jak jakieś dziwadło. Najgorsze właśnie jest w tym to że ludzie tego nie rozumieją i nawet nie chcą zrozumieć. Przykładowo moi rodzice całe życie mówili że moje problemy biorą się z tego że jestem leniwa. Owszem jestem ale chyba większość leniwych ludzi ma przyjaciół i gdzieś wychodzi. Nawet kiedy prosiłam ich żeby iść do psychiatry (prywatnego bo na nfz to wiadomo jak jest), to mama stwierdziła że wymyślam że ona też gadała że się zabije i że to i wyrzucanie kasy w bloto. Do dzisiaj mnie to boli że nikt mi nie pomógł w kwestii mojego zdrowia psychicznego. Prawda jest taka że jak ktoś sam tego nie przeżył to nie wie jak to jest.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis itanimuli:
  • niki11
Odpisz
#29
(13 Lis 2018, Wto 21:01)AvoPerDis napisał(a): Po przeczytaniu twojego posta, specjalnie założyłem tu konto żeby napisać że podpisuję się obiema rękami pod każdym twoim słowem, a nawet pod każdą literą, i pod każdym pieprzonym pikselem

Wszystko co opisałaś pokrywa się ze mną tak bardzo, że aż trochę płakałem czytając. Kiedyś myślałem że fobia społeczna to życie w koszmarze.. Ale potem poznałem osobowość unikającą i zrozumiałem że koszmar to sielanka w porównaniu z tym. Tak naprawdę żyjemy w najgorszym piekle.

U mnie nawet ze studiami było identycznie, przetrwałem dwa najtrudniejsze semestry, tylko po to żeby na trzecim na własne życzenie zrezygnować, bo zaczęły się projekty grupowe, współpraca, a ja bałem się zintegrować z kimkolwiek, poprosić o pomoc, zwyczajne otworzyć gębę do kogoś, więc przestałem chodzić. Teraz studiuje zaocznie i nawet nie wiem czy ktoś tam wie jak się w ogóle nazywam (po dwóch latach!). Tak bardzo bym chciał się odważyć kogoś poznać, a mimo to wbrew mojej woli organizm zawsze robi zupełnie na odwrót. Im bardziej pragnę powiedzieć "tak", tym dłuższą i wyczerpującą walkę prowadzę ze sobą po to by ostatecznie po wielu mękach powiedzieć "nie". Mam wrażenie że świadomość jest tylko więźniem w moim ciele, a ja nie mam nad niczym kontroli, ten strach po prostu przejmuje władzę i katuje do momentu aż mu się podporządkuje

I to zakładanie maski, i robienie wszystkiego wbrew sobie, obsesyjne dbanie o siebie żeby wyglądać jak całkowicie normalny człowiek, udawanie inteligentnego, ogarniętego, ciągłe wymyślanie nowych wymówek, tylko po to żeby się nie wydało.. że w rzeczywistości potrafię przez miesiąc nie wychodzić z domu i nie jestem w stanie przeprowadzić normalnej rozmowy z obcą osobą. Chociaż jednocześnie fantazjuje o kontaktach z ludźmi i żeby mieć chociaż kilku znajomych, bardziej niż o czymkolwiek innym. I ten stan ciągłego unikania trwa przez całe życie, jest jedynym światem jaki znam, nawet nie rozumiem jak ludzie to robią że są normalni. A najśmieszniejsze że anonimowo w internecie też nie potrafię się otworzyć bo mam paranoję że jak podam za dużo informacji o sobie to ktoś mnie wystalkuje, z tym że dla mnie za dużo to nawet podanie miasta w którym mieszkam.

Czasami myślę że to nie jest osobowość unikająca, tylko osobowość która już dawno spier***liła xD.. I zostawiła nas samych na pastwę losu, bo ciężko mi nawet określić czym tak naprawdę jestem, po tylu latach wykańczania samego siebie już nawet nie wiem czy posiadam jakieś wartości, cele, pragnienia, sens.. jedyne pragnienie jakie mam to żeby zdechnąć albo magicznie wyzdrowieć, obojętnie, byle by tylko uwolnić się od tego lęku

Serio wolałbym się zamienić na jakąkolwiek inną chorobę, raka, kalectwo, cokolwiek, mógłbym nie mieć nóg, ale przynajmniej byłbym zauważony przez kogoś w swoim cierpieniu, niż cierpieć w rzeczywistości w której nikt nawet nie ma pojęcia co się dzieje i nie jest możliwe żeby w jakikolwiek sposób to wyjaśnić.

K***a, nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, gdy przeczytałam Twojego posta, bo właśnie do takich ludzi kierowałam swój tekst, a sądząc po tym co i jak napisałeś, to jestem skłonna uwierzyć, że masz podobnie, a może i nawet tak samo.

Potwierdzam wszystko, co napisałeś - no, może oprócz stalkingu, takiej fobii akurat nie mam, ale generalnie i tak nie podaję w internecie informacji o sobie, a jeśli już muszę to podaję minimum. Poza tym też mogę siedzieć w domu tygodniami, też miewałam myśli, że wyda się jaka jestem "nienormalna", a ludzie będą wytykać mnie palcem i śmiać się z tego, też myślałam, jak oni wszyscy mogą tak po prostu ze sobą rozmawiać i cieszyć się życiem, jak mogą być tacy normalni, a już najczęściej myślę o tym, że z chęcią zamieniłabym się na jakąś inną chorobę albo, że wolałabym, żeby mi nogi na żywca urżnęli, pobolałoby trochę, a później (jeślibym przeżyła) miałabym spokój do końca życia. Tak jak pisałam, to jest tragedią tej "choroby", czy ch** wie czego, że nikt tego tak naprawdę nie widzi i nie ma pojęcia, co czuje taki człowiek. Spędziłam setki godzin na rozmawianiu o tym z moją matką i nadal mam wrażenie, że ona nic nie rozumie, bo zrozumieć to może chyba tylko ten, kto się z tym męczy. Cały świat sam w sobie jest niesprawiedliwy i zamiast walczyć z wyzwaniami codzienności, czuję, że walczę z sobą. Zamiast przekierować swoją energię, żeby zdziałać coś konstruktywnego, wbrew swej woli skupiam się na nienawiści do siebie. Tacy jak ja walczą nie tylko z przeciwieństwami losu, ale też z sobą, przede wszystkim z sobą. W sumie nic dziwnego, że czuję się jakby naprawdę stała mi się jakaś tragedia, chociaż fizycznie, w rzeczywistości nic się nie dzieje. To piekło jest tylko w mojej głowie.

Przetrwałeś dwa semestry?! Ja nawet jednego nie wytrzymałam, zrezygnowałam po 2-3 miesiącach. Inna sprawa, że przedmioty były tłumaczone w sposób nudny i niezrozumiały, ale nie to było decydującym czynnikiem. Po tym tak się załamałam, że wpadłam w kilkuletnią depresję i ze strachu przed kolejną porażką nie podejmowałam się niczego, co mogłoby zapewnić mi przyszłość i satysfakcję z życia. Byłam społecznie nieużyteczna, stałam się takim darmozjadem - czyli dokładnie tym, kim nigdy nie chciałam się stać. Na domiar złego zawsze miałam chore ambicje i myślałam, że będę mieć fajną pracę i ciekawe życie, a to nieprzystosowanie społeczne z czasem minie i w końcu będę szczęśliwa. Nie muszę pisać, jak dobijające było to, że musiałam się pogodzić z tym, że nie daję nic od siebie w budowaniu tej cywilizacji. Ten cały ból egzystencjalny zmusił mnie do myślenia, że w sumie nie ważne, czy będę inżynierem nasa czy kasjerką w tesco, teraz chcę po prostu być szczęśliwa, dobrze czuć się przy ludziach i nie niszczyć siebie.

(13 Lis 2018, Wto 21:01)AvoPerDis napisał(a): NAWET TUTAJ, na forum dla fobików, wydaje mi się że ludzie starają się Ci pomóc, odpisują jakieś pierdoły, ale widać wyraźnie że nie są w stanie w pełni współodczuć tego co tak naprawdę opisałaś

Serio dziwię się, że ktoś to zauważył, odczuwam zupełnie tak samo i po cichu liczyłam na taki komentarz. Wydaje się, że to co mam/mamy nie jest typową fobią społeczną, czy zaburzeniami osobowości - albo to jakieś smutne combo, albo w ogóle coś, czego nikt jeszcze nie zauważył. Zawsze miałam wrażenie, że nie pasuję pod żadne schematy i między innymi dlatego ciągle pozostaję niezauważona. Jeśli ktoś ma fobię społeczną i czuje się inny, to ja czuję się jeszcze "inniejsza" od niego.

Koniec końców dzięki, że zdecydowałeś się napisać. Świadomość, że ktoś ma podobnie dodaje otuchy. Wiem, że ciężko jest się uzewnętrzniać, ale gdy będziemy milczeć to nikt się nigdy nie dowie, że ludzie mają takie problemy.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis lauradelvalle:
  • AvoPerDis
Odpisz
#30
(11 Lis 2018, Nie 13:54)yoga.cat napisał(a): Problem z siedzeniem w swojej głowie jest taki, że nie ma powiewu świeżych pomysłów i można się zapętlić w starych schematach. Spojrzenie innych ludzi, czy literatura dotycząca problemów, z którymi się borykasz, to tak jakby sięgnięcie do banku innych pomysłów na to, na co samemu się pomysłu już nie ma. Oczywiście nikt, ani żadna książka, jak za dotknięciem magicznej różdżki nie mogą rozwiązać wieloletnich bolączek. W końcu to jak się zachowujemy, czy odbieramy rzeczywistość, sięga daleko wstecz i jest dość solidnie ugruntowane, ale można powoli pewne rzeczy w sobie zmieniać. Mnie na to forum w początkowym okresie przyciągnęły materiały forumowe na chomiku i powiem Ci, że dzięki kilku lekturom udało mi się wprowadzić do swojego umysłu nawyk podważania swoich myśli i przekonań, tych które powodowały i czasem dalej powodują ogromne cierpienie. Uważam to za postęp. Nie milowy, nie zmieniający całkowicie życia,ale jednak ułatwiający mi trochę funkcjonowanie z samą sobą. Dlatego i Tobie polecam, żebyś spróbowała czegoś nowego. Nie możemy zakładać, że z perspektywy swojej wiemy wszystko, i że z góry możemy na 100% ocenić, że nic się nie da zrobić.

Dzięki za miłe powitanie. Co do słuchania innych i wdrażania ich pomysłów w swoje życie to można powiedzieć, że mam z tym problem, bo posiadam głębokie wewnętrzne przekonanie, że sama wszystko wiem najlepiej. Nie wiem, na ile jest to część tej "choroby", czy mój faktyczny charakter. Wydaje mi się jednak, że jeżeli sama tego nie zmienię, to nikt mi nie pomoże, chociaż, przecież nie mam żadnych możliwości.

Czytanie książek wydaje mi się być jak leczenie objawów zamiast choroby. To jak stawianie karetki u podnóża góry, zamiast płotu dookoła urwiska. Natomiast na rozmowach z psychologami patrzyłam się na nich jak na idiotów, bo z tych rozmów nie wynikało zupełnie nic. Na pierwszych wizytach jeszcze jakoś się starałam, ale w miarę upływu czasu zaczęłam się irytować. Kończyło się to zwykle na przekomarzankach albo na kompletnym braku tematów. Na przykład baba mnie pytała "Co tam dzisiaj słychać?" albo "Jak się dzisiaj czujesz?", no a jak mam się czuć? Nic się nie dzieje i jest równie beznadziejnie jak było, a później ta długa, niezręczna cisza i poczucie straconego czasu i pieniędzy. Ogólnie ich rady sprowadzały się do tego, że, nie ważne co mi jest i jak to czuję, ale powinnam normalnie żyć i przebywać z innymi, jakby nic się działo. To rady typu: "Boisz się skakać w ogień? A więc skacz w ogień." Odczuwam wrażenie, że tak naprawdę nikt się takimi jak ja nie przejmuje, nawet moja własna matka. Nie to co autystami. Wiem, bo mój 6-letni kuzyn rzekomo ma stwierdzony autyzm i to jeszcze tą najlżejszą postać. A był w specjalnym przedszkolu, gdzie każdy ma swoją opiekunkę, teraz jest w specjalnej szkole, chodził na wiele specjalnych terapii, w tym terapię żywieniową, bo przecież jak zupka będzie o innym smaku, niż on lubi, to jest już be i jej nie tknie... Chcę pokazać, że tacy ludzie mają możliwości i szansę na dobry start w życiu, skoro nawet wymyślili dla nich taką pierdołę, jak uczenie nowych smaków... Nowe smaki przyszłyby z czasem, a nawet jeśli nie to jadłby swoją ulubioną zupkę do końca życia, przecież z głodu by nie umarł... Inna sprawa, że to dziecko, a dla dzieci ludzie zawsze są wyrozumiali, dorośli mało kogo obchodzą, a czym jesteśmy starsi, tym bardziej mają nas w dup*e. Jednak to nie zmienia faktu, że autyzm jest bardziej rozumiany od "tego czegoś czym jestem". Dla takich jak ja brakuje takich miejsc, takiego azylu, gdzie ludzie mogliby poczuć, że jednak jest dla nich jakieś miejsce na ziemi, że jednak mają jakąś przyszłość i mogą zdobyć znajomych, a może nawet przyjaciół. Jednak, jeśli tacy ludzie istnieją, są to zapewne jednostki, a nikt nie będzie się przejmował jednostkami.

Wiem, że mogę się wydawać irytująca, bo zawsze wszystko krytykuję i rzadko co mi pasuje, a to odrzuca ludzi, ale kto nie krytykuje, ten nie ma szans na poprawę (chociaż nie twierdzę, że mam jakąś szansę...). Jestem naprawdę jakaś dziwna, bo wydaję mi się, że ludziom robi się lepiej od ciepłych słówek (które według mnie dają złudne poczucie, że nie jest się samemu), a mi one w ogóle nie dają żadnego szczęścia ani zachęty do życia. Znowu się rozpisałam niepotrzebnie, chociaż wiem, że nikogo nie obchodzi moje zdanie, ale przecież prędzej czy później i tak się zabiję, więc co mam do stracenia.

(12 Lis 2018, Pon 0:11)damiandamianfb napisał(a): jakbyś nie mogła znaleźć czy coś takiego to moge wysłać. Terapia Richardsa tytul

Dzięki, znalazłam.

(13 Lis 2018, Wto 22:35)itanimuli napisał(a): Ehh jak dobrze cię rozumiem. Też się całe życie czuję jak jakieś dziwadło. Najgorsze właśnie jest w tym to że ludzie tego nie rozumieją i nawet nie chcą zrozumieć. Przykładowo moi rodzice całe życie mówili że moje problemy biorą się z tego że jestem leniwa. Owszem jestem ale chyba większość leniwych ludzi ma przyjaciół i gdzieś wychodzi. Nawet kiedy prosiłam ich żeby iść do psychiatry (prywatnego bo na nfz to wiadomo jak jest), to mama stwierdziła że wymyślam że ona też gadała że się zabije i że to i wyrzucanie kasy w bloto. Do dzisiaj mnie to boli że nikt mi nie pomógł w kwestii mojego zdrowia psychicznego. Prawda jest taka że jak ktoś sam tego nie przeżył to nie wie jak to jest.

To ze mną było odwrotnie, bo mnie matka siłą zaciągała do psychologów/psychiatrów i nic mi nie pomogli, ale jeśli uważasz, że Tobie pomogą to możesz próbować.
Zawsze byłam do nich krytycznie nastawiona, bo uważam, że po prostu nie potrafią pomóc ludziom z takimi przypadłościami. Może niektórzy czują się lepiej po spotkaniach z nimi i są w stanie prowadzić życie, które w miarę ich zadowala, a czy należysz do tych ludzi, to już musisz sama sprawdzić. Dla mnie to faktycznie wyrzucanie kasy w błoto.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis lauradelvalle:
  • AvoPerDis
Odpisz
#31
(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): jeżeli sama tego nie zmienię, to nikt mi nie pomoże,
Zgoda, ale nawet jeśli ktoś Ci pomaga, to i tak Ty musisz zmienić wszystko sama. Pomoc polega na tym, że ktoś Ci pokazuje inny sposób, niż ten co teraz nie działa. Do tego potrzeba jest powiedzieć sobie - okej może nie wiem wszystkiego! Ja wiem , że to jest trudne, ale w innym wypadku to jesteś tylko w swojej głowie. Nikt na siłę Cię stamtąd wyciągał nie będzie, nie ma w tym żadnego interesu, a jakby nawet na siłę chciał, to zdaje się , będziesz kopać i gryźć, więc znów interesu nie ma...
Jeśli z góry wiesz, że nie ma dla Ciebie pomocy, to jej nie ma. Nie dlatego, że jej nie ma realnie, a dlatego, że nie dopuszczasz do siebie tej możliwości. Jeśli dotychczasowe metody nie działają, to jedynym logicznym rozwiązaniem jest chociaż próba użycia innej metody.
(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): Czytanie książek wydaje mi się być jak leczenie objawów zamiast choroby.
A może można się dowiedzieć o powodach, mechanizmach, na czym polega to z czym się zmagasz. Może by się okazało, że wcale nie jesteś jedynym przypadkiem nie do wyjaśnienia. No chyba, że lubisz nim być i to nie jest uwaga złośliwa,tylko obserwacja - czasem tak jest, że trzeba sobie zadać pytanie,czy na prawdę się chce znaleźć rozwiązanie problemu, chociaż częściowe, bez cudów,czy jednak nie,czy uparte trwanie przy tym,z kim teraz się identyfikujesz jest jednak w jakiś sposób korzystne dla Ciebie, bądź wygodniejsze.
(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): bo zawsze wszystko krytykuję i rzadko co mi pasuje, a to odrzuca ludzi
Nie jest to chyba największy problem co odrzuca ludzi (ktoś empatyczny może się nie przejąć, bo będzie
patrzył ponad to zachowanie), ale to, że sobie tym strzelasz w stopę.

(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): Odczuwam wrażenie, że tak naprawdę nikt się takimi jak ja nie przejmuje,
To Ty się przejmij sobą. Inni się przejmują nami w ograniczonym stopniu,bo mają też siebie,żeby się sobą przejmować (choć rozumiem akurat,że bolesne może być to w kontekście mamy,ale mam na myśli tu resztę ogółu).

Po prostu zadaj sobie pytanie czy chcę coś spróbować zrobić ze sobą dla siebie, czy chce szukać argumentów,dla których nie mogę tego zrobić.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis yoga.cat:
  • lauradelvalle
Odpisz
#32
(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a):
(13 Lis 2018, Wto 22:35)itanimuli napisał(a): Ehh jak dobrze cię rozumiem. Też się całe życie czuję jak jakieś dziwadło. Najgorsze właśnie jest w tym to że ludzie tego nie rozumieją i nawet nie chcą zrozumieć. Przykładowo moi rodzice całe życie mówili że moje problemy biorą się z tego że jestem leniwa. Owszem jestem ale chyba większość leniwych ludzi ma przyjaciół i gdzieś wychodzi. Nawet kiedy prosiłam ich żeby iść do psychiatry (prywatnego bo na nfz to wiadomo jak jest), to mama stwierdziła że wymyślam że ona też gadała że się zabije i że to i wyrzucanie kasy w bloto. Do dzisiaj mnie to boli że nikt mi nie pomógł w kwestii mojego zdrowia psychicznego. Prawda jest taka że jak ktoś sam tego nie przeżył to nie wie jak to jest.

To ze mną było odwrotnie, bo mnie matka siłą zaciągała do psychologów/psychiatrów i nic mi nie pomogli, ale jeśli uważasz, że Tobie pomogą to możesz próbować.
Zawsze byłam do nich krytycznie nastawiona, bo uważam, że po prostu nie potrafią pomóc ludziom z takimi przypadłościami. Może niektórzy czują się lepiej po spotkaniach z nimi i są w stanie prowadzić życie, które w miarę ich zadowala, a czy należysz do tych ludzi, to już musisz sama sprawdzić. Dla mnie to faktycznie wyrzucanie kasy w błoto.

Co do psychologów to zgodzę się że oni to nie pomagają a wręcz często tylko pogarszają sprawę Ale wizyta u psychiatry i leki chwilowo mi pomogły (mówię chwilowo bo teraz już jest znowu gorzej).
Odpisz
#33
(17 Lis 2018, Sob 15:11)lauradelvalle napisał(a): Serio dziwię się, że ktoś to zauważył, odczuwam zupełnie tak samo i po cichu liczyłam na taki komentarz. Wydaje się, że to co mam/mamy nie jest typową fobią społeczną, czy zaburzeniami osobowości - albo to jakieś smutne combo, albo w ogóle coś, czego nikt jeszcze nie zauważył. Zawsze miałam wrażenie, że nie pasuję pod żadne schematy i między innymi dlatego ciągle pozostaję niezauważona. Jeśli ktoś ma fobię społeczną i czuje się inny, to ja czuję się jeszcze "inniejsza" od niego.
Sporo użytkowników tutaj ma tutaj smutne kombo.
Czy to poczucie "inniejszości" daje Ci nutkę wywyższenia, satysfakcji?
Bywa, że objawy, przez które cierpimy, dają też nam jakieś korzyści (choćby taką, że sami przed sobą uważamy się za wyjątkowych), przez co trudno się ich pozbyć.

(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): Wiem, że mogę się wydawać irytująca, bo zawsze wszystko krytykuję i rzadko co mi pasuje, a to odrzuca ludzi, ale kto nie krytykuje, ten nie ma szans na poprawę (chociaż nie twierdzę, że mam jakąś szansę...). Jestem naprawdę jakaś dziwna, bo wydaję mi się, że ludziom robi się lepiej od ciepłych słówek (które według mnie dają złudne poczucie, że nie jest się samemu), a mi one w ogóle nie dają żadnego szczęścia ani zachęty do życia. Znowu się rozpisałam niepotrzebnie, chociaż wiem, że nikogo nie obchodzi moje zdanie, ale przecież prędzej czy później i tak się zabiję, więc co mam do stracenia.

Obchodzi, czego wyrazem jest liczba osób, które udzielają się w wątku. Niektórzy nie mają nieskończenie wiele czasu na siedzenie na forum, ale jednak część tego poświęcają na pisanie w tym wątku.

(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): Jednak to nie zmienia faktu, że autyzm jest bardziej rozumiany od "tego czegoś czym jestem". Dla takich jak ja brakuje takich miejsc, takiego azylu, gdzie ludzie mogliby poczuć, że jednak jest dla nich jakieś miejsce na ziemi, że jednak mają jakąś przyszłość i mogą zdobyć znajomych, a może nawet przyjaciół. Jednak, jeśli tacy ludzie istnieją, są to zapewne jednostki, a nikt nie będzie się przejmował jednostkami.
(17 Lis 2018, Sob 18:28)lauradelvalle napisał(a): To ze mną było odwrotnie, bo mnie matka siłą zaciągała do psychologów/psychiatrów i nic mi nie pomogli, ale jeśli uważasz, że Tobie pomogą to możesz próbować.
Zawsze byłam do nich krytycznie nastawiona, bo uważam, że po prostu nie potrafią pomóc ludziom z takimi przypadłościami.

Takie przypadłości (nazwijmy to roboczo zaburzeniami osobowości) są ciężkie do leczenia dla psychiatrów, psychologów. Pacjenci z zaburzeniami osobowości wymagają długiej terapii, niekiedy źle współpracują, rezygnują w trakcie, czasem są irytujący i te emocje udzielają się specjalistom.
Są jednak terapeuci, którzy się specjalizują właśnie w takich przypadkach. Są też i oddziały im dedykowane. Podstawą jest jednak Twoja motywacja do pracy.
Rozumiem, że sformułowanie "motywacja do pracy nad sobą" może być irytujące, bo takie jest i dla mnie. Przy średniej motywacji też coś można uzyskać.

Polecam też udzielanie się w innych wątkach, żeby nie skupiać się tylko na swojej nieadekwatności.    :Uśmiecha się:
Odpisz
#34
(18 Lis 2018, Nie 18:32)Żółwik napisał(a): Czy to poczucie "inniejszości" daje Ci nutkę wywyższenia, satysfakcji?

Nie. Nie daje.

Nie daje mi to również żadnych korzyści, mam przez to zmarnowane życie.

(18 Lis 2018, Nie 18:32)Żółwik napisał(a): Polecam też udzielanie się w innych wątkach, żeby nie skupiać się tylko na swojej nieadekwatności.    :Uśmiecha się:

Zbieram się do tego od dłuższego czasu, ale nic nie poradzę, gdy każda komórka mojego mózgu krzyczy, żeby się nie udzielać tylko, jak zawsze, pozostać w cieniu (na tym, między innymi, polega ta choroba...). Jak ktoś to już wcześniej stwierdził, nawet tutaj, na forum dla fobików nie czuję, jakby ludzie faktycznie współodczuwali mój ból, pomimo tak wielu zapewnień.
Odpisz
#35
Powinnaś znaleźć znajomego znajoma kogoś bliskiego kto trochę by Ciebie poprowadził za rękę. Wprowadził do grona znajomych w późniejszej perspektywie najpierw wyszedł gdzieś do ludzi. Małe kroczki. Fobia napędza depresję i vice versa. Samemu jest zrobić to trudno - wyjść ze strefy komfortu bo poddajemy się po jakimś czasie. Nie wiemy co najpierw robić gdzie iść. Itd. ludzie zazwyczaj cierpią w samotności i akceptują taka kolej rzeczy, lub próbują coś zrobić. Znaleźć kogoś takiego jest trudno, bo jesteś jak dziecko troszkę pod względem socjalizacji. Będzie trzeba Cię namawiać, zabierać, trochę na siłę z początku. Wydaje się że jest dużo lepiej. A na drugi dzień wraca depresja następuje izolacja i fobia znów się nasila, traci się motywację i zaczynamy unikać. Trochę jak syzyfowe pracę. Ważna jest tutaj systematyczność i kontynuacja. Mało ludzi ma na to chęci bo to wyczerpuje psychicznie taka pomoc i jest bardzo czasochłonna. Forum to dobry początek jednak z doświadczenia wiem że smsami czy przez internet nie da się zabić tej samotności.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis jablecznik:
  • Żółwik
Odpisz
#36
Szczerze mówiąc mam prawie tak samo jak ty, oprocz depresyjnych mysli o sb bo jakos udalo mi sie zaakceptowac fakt ze bede żyła i jestem jaka jestem mimo duzej nienawisci ktora do siebie czulam bo jestem tchórzem i zabic to sie nie zabije. Ale jeszcze rok temu bym powiedziala ze piszesz o mnie slowo w slowo    :Uśmiecha się puszczając oko: tylko zastanawia mnie czy ty np akceptujesz sie z wygladu czy to tez ci przeszkadza ? I moze przez to ze sie nienawidzisz po prostu sb nie wyobrażasz zeby ktoś cie polubil od tak bo rodzina to rodzina teorytycznie musi cie znosic a ktos obcy z czystej dobroci raczej tego nie zrobi, bądźmy szczerzy
Odpisz
#37
(17 Lis 2018, Sob 15:11)lauradelvalle napisał(a): K***a, nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, gdy przeczytałam Twojego posta, bo właśnie do takich ludzi kierowałam swój tekst, a sądząc po tym co i jak napisałeś, to jestem skłonna uwierzyć, że masz podobnie, a może i nawet tak samo.

Miałem napisać kolejny post o tym jak bardzo się z Tobą zgadzam, ale to chyba nie ma sensu. Przez pesymizm nie mam już nawet ochoty narzekać, bo to i tak niczego nie zmieni. Kręcilibyśmy się w kółko.
Dodam tylko że z tymi ambicjami i stawianiem sobie nieracjonalnie wysoko poprzeczki też towarzyszyło mi od zawsze, chociaż aktualnie marzę już tylko o tym żeby mieć cokolwiek.    :Smuci się: Najgorsze że przez całe życie wszyscy w koło przekonują i oczekują normalności, ale są zupełnie ślepi. A ja od dziecka wiedziałem że coś jest nie tak, po prostu coś się nie zgadzało, nie działało, niekompatybilne z tym światem i ch..j. Jedyne co mogłem zrobić to udawać że jest ok i dostosować się do reszty na tyle na ile potrafię. Jednocześnie ciągle czuję jakby normalne życie było na wyciągnięcie ręki, tuż obok, jakbym lizał je przez szybę. Zawsze łudziłem się że pewnego dnia wstanę i nagle to wszystko minie i będę taki jak wszyscy. I chyba to zawieszenie pomiędzy dwoma stanami sprawia najwięcej bólu. Sami do końca nie wiemy co nam dolega. Jakby ucięli nam nogi to chociaż wszystko stałoby się jasne.

Wydaje mi się jednak że trzon naszych osobowości to osobowość unikająca, a reszta to miks cech charakteru i ewentualnie innych chorób nabytych w konsekwencji osobowości unikającej
Odpisz
#38
(25 Lis 2018, Nie 5:51)jablecznik napisał(a): Powinnaś znaleźć znajomego znajoma kogoś bliskiego kto trochę by Ciebie poprowadził za rękę. Wprowadził do grona znajomych w późniejszej perspektywie najpierw wyszedł gdzieś do ludzi. Małe kroczki. Fobia napędza depresję i vice versa. Samemu jest zrobić to trudno - wyjść ze strefy komfortu bo poddajemy się po jakimś czasie. Nie wiemy co najpierw robić gdzie iść. Itd. ludzie zazwyczaj cierpią w samotności i akceptują taka kolej rzeczy, lub próbują coś zrobić. Znaleźć kogoś takiego jest trudno, bo jesteś jak dziecko troszkę pod względem socjalizacji. Będzie trzeba Cię namawiać, zabierać, trochę na siłę z początku. Wydaje się że jest dużo lepiej. A na drugi dzień wraca depresja następuje izolacja i fobia znów się nasila, traci się motywację i zaczynamy unikać. Trochę jak syzyfowe pracę. Ważna jest tutaj systematyczność i kontynuacja. Mało ludzi ma na to chęci bo to wyczerpuje psychicznie taka pomoc i jest bardzo czasochłonna. Forum to dobry początek jednak z doświadczenia wiem że smsami czy przez internet nie da się zabić tej samotności.

Tak, masz rację, że powinnam mieć kogoś, kto wprowadziłby mnie w jakąś grupę ludzi i prowadziłby mnie jak dziecko za rączkę. Problem jest taki, że naprawdę nie mam nikogo, zresztą nawet jakbym miała to musiałby być ktoś uparty i szczerze zaangażowany, a raczej nikt by się tak nie angażował xD

(25 Lis 2018, Nie 11:25)Taszka9919 napisał(a): Szczerze mówiąc mam prawie tak samo jak ty, oprocz depresyjnych mysli o sb bo jakos udalo mi sie zaakceptowac fakt ze bede żyła i jestem jaka jestem mimo duzej nienawisci ktora do siebie czulam bo jestem tchórzem i zabic to sie nie zabije. Ale jeszcze rok temu bym powiedziala ze piszesz o mnie slowo w slowo    :Uśmiecha się puszczając oko: tylko zastanawia mnie czy ty np akceptujesz sie z wygladu czy to tez ci przeszkadza ? I moze przez to ze sie nienawidzisz po prostu sb nie wyobrażasz zeby ktoś cie polubil od tak bo rodzina to rodzina teorytycznie musi cie znosic a ktos obcy z czystej dobroci raczej tego nie zrobi, bądźmy szczerzy

Oczywiście, że tego nie zrobi : ) Wygląd może pomóc zwrócić na siebie uwagę, ale jest to sztuczne i puste. Odpowiadając na pytanie oczywiście nie akceptuje swojego wyglądu, ale może nie jest to odpowiedź obiektywna. Nie cierpię tego, jaka jestem i z tego powodu źle postrzegam wszystko, co ze mną związane (a przynajmniej większość). Chociaż jak się umaluje, uczeszę i ubiorę to powiedzmy, że jeszcze jakoś może być.

Jeśli można wiedzieć, co sprawiło, że zaakceptowałaś to jaka jesteś?
Odpisz
#39
Tak. Każdy ma swoje życie dobrze znaleźć takiego terapeutę ale osobiście nie znam. Który by był w takich sytuacjach z Tobą widział objawy i Ty mogłabyś mu powiedzieć co czujesz. Wtedy korygował by to od razu i pokazał jak to zracjonalizować.
Odpisz
#40
[quote pid='772870' dateline='1543179040']

(25 Lis 2018, Nie 11:25)Taszka9919 napisał(a): Szczerze mówiąc mam prawie tak samo jak ty, oprocz depresyjnych mysli o sb bo jakos udalo mi sie zaakceptowac fakt ze bede żyła i jestem jaka jestem mimo duzej nienawisci ktora do siebie czulam bo jestem tchórzem i zabic to sie nie zabije. Ale jeszcze rok temu bym powiedziala ze piszesz o mnie slowo w slowo    :Uśmiecha się puszczając oko: tylko zastanawia mnie czy ty np akceptujesz sie z wygladu czy to tez ci przeszkadza ? I moze przez to ze sie nienawidzisz po prostu sb nie wyobrażasz zeby ktoś cie polubil od tak bo rodzina to rodzina teorytycznie musi cie znosic a ktos obcy z czystej dobroci raczej tego nie zrobi, bądźmy szczerzy

Oczywiście, że tego nie zrobi : ) Wygląd może pomóc zwrócić na siebie uwagę, ale jest to sztuczne i puste. Odpowiadając na pytanie oczywiście nie akceptuje swojego wyglądu, ale może nie jest to odpowiedź obiektywna. Nie cierpię tego, jaka jestem i z tego powodu źle postrzegam wszystko, co ze mną związane (a przynajmniej większość). Chociaż jak się umaluje, uczeszę i ubiorę to powiedzmy, że jeszcze jakoś może być.

Jeśli można wiedzieć, co sprawiło, że zaakceptowałaś to jaka jesteś?
[/quote]

Laura ty siebie akceptujesz jaka jesteś    :Uśmiecha się puszczając oko: jakkolwiek to dziwnie dla ciebie brzmi to tak jest i udowadniasz to tym że np wiesz że przy rodzinie zachowujesz sie fajnie tak? Pewnie dużo mówisz, nie raz zażartujesz i czujesz sie swobodnie czyli krótkomówiąc to jesteś Ty, prawdziwa Ty. Niestety w depresji jest tak że ona odpycha twoją świadomość, czyli to ze masz spoko charakter czy że jesteś atrakcyjna bo widzisz sie jako wroga, w końcu czujesz wine no bo w twojej glowie to sie dzieje a przecież wiesz że taka naprawde nie jesteś prawda? Np jak masz wroga ktorego w miare znasz albo osobe ktora lubilas a juz nie, to oczywiscie ze 100 rzeczy znajdziesz na nią jak okropna jest i z wygladu i charakteru ale gdyby spojrzec obiektywnie, to wiesz ze ma tak samo duzo wad jak i zalet. Mimo ze widzisz w lustrze tego wroga to musisz żyć ze świadomością, czyli tym ze ty znasz prawdziwą siebie i to nie jest ta osoba która stoi przy ludziach w szkole i oni mysla ze jestes zła i niefajna tylko jestes tą dziewczyną która ma fajny charakter tylko blokuje cię ta głupia depresja i fobia spoleczna (tak stwierdzam po sobie bo mam tak samo    :Wystawia język i opuszcza oko:) ale ty nie jestes nimi ani one toba po prostu cie męczą narazie ale zbyt mądra i swiadoma jestes żebyś sb nie dała rady je przezwyciężyć ( jestem na tel i nie ogarniam jak to zacytowac zeby wygladalo normalnie sory xdnnatel wyglada spokoxd)
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Taszka9919:
  • yoga.cat, Ketina
Odpisz
#41
(25 Lis 2018, Nie 5:51)jablecznik napisał(a): Powinnaś znaleźć znajomego znajoma kogoś bliskiego kto trochę by Ciebie poprowadził za rękę. Wprowadził do grona znajomych w późniejszej perspektywie najpierw wyszedł gdzieś do ludzi. Małe kroczki. Fobia napędza depresję i vice versa. Samemu jest zrobić to trudno - wyjść ze strefy komfortu bo poddajemy się po jakimś czasie. Nie wiemy co najpierw robić gdzie iść. Itd. ludzie zazwyczaj cierpią w samotności i akceptują taka kolej rzeczy, lub próbują coś zrobić. Znaleźć kogoś takiego jest trudno, bo jesteś jak dziecko troszkę pod względem socjalizacji. Będzie trzeba Cię namawiać, zabierać, trochę na siłę z początku. Wydaje się że jest dużo lepiej. A na drugi dzień wraca depresja następuje izolacja i fobia znów się nasila, traci się motywację i zaczynamy unikać. Trochę jak syzyfowe pracę. Ważna jest tutaj systematyczność i kontynuacja. Mało ludzi ma na to chęci bo to wyczerpuje psychicznie taka pomoc i jest bardzo czasochłonna. Forum to dobry początek jednak z doświadczenia wiem że smsami czy przez internet nie da się zabić tej samotności.
Też marzyłem nieraz (i pewnie marzę) o kimś, kto prowadziłby za rękę i wyprowadzał z dziwaczności do ludzi. Być może nawet sporo mógłbym dać od siebie, tylko żebym poczuł czyjąś akceptację...
Odpisz
#42
(26 Lis 2018, Pon 16:26)Żółwik napisał(a):
(25 Lis 2018, Nie 5:51)jablecznik napisał(a): Powinnaś znaleźć znajomego znajoma kogoś bliskiego kto trochę by Ciebie poprowadził za rękę. Wprowadził do grona znajomych w późniejszej perspektywie najpierw wyszedł gdzieś do ludzi. Małe kroczki. Fobia napędza depresję i vice versa. Samemu jest zrobić to trudno - wyjść ze strefy komfortu bo poddajemy się po jakimś czasie. Nie wiemy co najpierw robić gdzie iść. Itd. ludzie zazwyczaj cierpią w samotności i akceptują taka kolej rzeczy, lub próbują coś zrobić. Znaleźć kogoś takiego jest trudno, bo jesteś jak dziecko troszkę pod względem socjalizacji. Będzie trzeba Cię namawiać, zabierać, trochę na siłę z początku. Wydaje się że jest dużo lepiej. A na drugi dzień wraca depresja następuje izolacja i fobia znów się nasila, traci się motywację i zaczynamy unikać. Trochę jak syzyfowe pracę. Ważna jest tutaj systematyczność i kontynuacja. Mało ludzi ma na to chęci bo to wyczerpuje psychicznie taka pomoc i jest bardzo czasochłonna. Forum to dobry początek jednak z doświadczenia wiem że smsami czy przez internet nie da się zabić tej samotności.
Też marzyłem nieraz (i pewnie marzę) o kimś, kto prowadziłby za rękę i wyprowadzał z dziwaczności do ludzi. Być może nawet sporo mógłbym dać od siebie, tylko żebym poczuł czyjąś akceptację...
Tak. Wydaje mi sie ze ten sposob bylby naprawde efektywny, jednak nikt nie chce kogoś takiego. Nie ma co się dziwić, to same problemy i zbyt duża odpowiedzialność. Zalozmy ze ktos taki chce odejsc bo nie czuje sie spelniony w zwiazku, a ktos mu nie pozwala bo sie tak silnie przywiazal emocjonalnie. Grozi ze sie zabije itd. Osoba musiala by miec dobro fobika na pierwszym miejscu oraz wiedze co robi i jak. Wyzsza psychologia, szczegolnie ze reakcji nie da sie przewidziec (moze wydawac sie latwe ale to jak rozbrajanie bomby)
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakie są różnice pomiędzy FS a osobowością unikającą? butterfly92 39 4 083 10 Gru 2018, Pon 19:42
Ostatni post: forac
  Jestem samotnikiem nika32 10 988 23 Lip 2018, Pon 21:36
Ostatni post: Ej
  Czy jestem przypadkiem beznadziejnym? Pawel16 22 2 446 08 Lip 2018, Nie 9:51
Ostatni post: forac
  Sprawdź, czy jesteś osobowością unikającą Lilith75 190 88 951 26 Maj 2018, Sob 17:33
Ostatni post: Skorupek
  Osobowość unikająca - Aby przetrwać, należy jak najmniej znaczyć i rzucać się w oczy... Lonely Boy 8 1 397 09 Lis 2017, Czw 1:09
Ostatni post: dziewczyna z naprzeciwka
  Osobowość unikająca a praca inferno 15 2 657 09 Gru 2016, Pią 11:17
Ostatni post: PanZagubiony
  Jak leczyć osobowość unikającą ? mops 44 48 818 22 Sty 2016, Pią 2:30
Ostatni post: P.
  Osoba unikajaca jak się zmienić Amonek33 9 2 297 07 Kwi 2015, Wto 23:25
Ostatni post: Gollum
  jak radzić sobie w pracy (fobia społ, osobowość unikająca) mintchocolate 37 36 987 02 Mar 2015, Pon 22:21
Ostatni post: mkkm
  Mam osobowość unikającą czy nie znosze po prostu ludzi? aspołeczna_dziewuszka 31 8 895 16 Sty 2015, Pią 11:16
Ostatni post: masterblaster


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.