- Czy z rozmowy można czerpać przyjemność?
#1
Nie wiem czy tylko ja tak mam że długa rozmowa mnie w ogóle nie pociąga a wręcz przeciwnie - nudzę się po 15 minutach rozmowy z kimkolwiek. Początki rozmów zawsze są ekscytujące, jest śmiesznie i ciekawie.

Jestem taki że w rozmowie zawsze to co mam najciekawszego do powiedzenia to mówię od razu. Potem robi się nudno. Mam wrażenie że Ja powiedziałem już dużo i nie dostaję feedback'u takiego jakbym chciał. Przez to czuję się jakbym dawał za dużo, a dostawał za mało.

Chciałbym czerpać z rozmowy przyjemność, przykładowo rozmawiam z kimś 2h i cały czas druga osoba jest zainteresowana rozmową.

Może też tak macie? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.
 :Stare - Przewraca oczami 2:
Odpisz
#2
Nie trafiłeś na odpowiednią osobę. Naprawdę da się tylko największym problemem jest wlaśnie to, że druga osoba nie daje Ci tego feedbacku. Jakieś potrząśnięcie głową, zmarszczenie twarzy, luźne skojarzenie z tym co mówisz - byłoby fajnie dostać. Ale są takie osoby z którymi da się.
Też często mam taki problem jak Ty.
[Obrazek: 1PtgiCA.png][Obrazek: 5HKY1hc.png][Obrazek: etBF8Dk.png]
Odpisz
#3
To moja taka obserwacja, ze ludzie generalnie sie nie rozumieja. Kazdy zyje w swoim wlasnym wewnetrznym swiecie.
Fluanxol 12 mg
Mirtagen 15 mg
Zalasta 20 mg
Parogen 60 mg
Odpisz
#4
Kiedy mam gorsze dni, to w ogóle zapominam po co są kontakty z innymi ludźmi. Kiedyś wolałem słuchać rozmów innych niż rozmawiać sam, zawsze wydawały mi się jakieś ciekawsze niż moje, przyjemnie się słuchało. Potem już nie mogłem się koncentrować na tym o czym w ogóle rozmawiają.
Odpisz
#5
_marcin napisał(a):Też często mam taki problem jak Ty.
na tym forum, więc chyba wszystko   :Smutny:
человек живет в мире собственных иллюзий а реальность может оказатся лиш миражем
Odpisz
#6
To może zostaw sobie te najciekawsze kąski na koniec  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Jeśli tracisz pieniądze, nic nie tracisz. Jeśli tracisz zdrowie, coś tracisz. Jeśli tracisz spokój, tracisz wszystko. –– Bruce Lee.
Odpisz
#7
...albo kończ rozmowy wcześniej.
Błyśnij i zniknij, pozostawiając u rozmówcy niedosyt tak żeby to on się musiał starać    :Uśmiecha się:
Odpisz
#8
Jarg napisał(a):...albo kończ rozmowy wcześniej.
Błyśnij i zniknij, pozostawiając u rozmówcy niedosyt tak żeby to on się musiał starać    :Uśmiecha się:

Dokładnie! Czasami nic tak nie motywuje drugiej osoby do działania jak zwykle olanie jej    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#9
A u mnie jest wręcz odwrotnie. Ja nie potrafię zacząć rozmowy, a już z kimś obcym to w ogóle, ale to chyba znacie    :Uśmiecha się:
Ale jak już rozmowa się rozkręci to mogłabym jej nie kończyć, o ile jest na interesujące, głębsze tematy.
Szczególnie, jak chodzę do psychologa (mam terapię w Pracowni psychorozwoju w Warszawie) to zamawiam sobie dwugodzinne sesje, a nie takie standardowe, bo jak zacznę temat to gadam i gadam. Pani psycholog musi mnie słuchać, ale jej za to płace, wiec nie jestem zażenowana z tego powodu. Bo w sytuacjach prywatnych to często mi głupio, jak za dużo gadam o sobie i się potem zamykam.
Odpisz
#10
Mogę rozmawiać swobodnie praktycznie o wszystkim pod warunkiem, że nie mam akurat napadu lęku    :Uśmiecha się pogodnie: Ale żeby czerpać przyjemność, to ważny jest zarówno rozmówca, jak i sam temat rozmowy.
taki sobie dziwny człowiek    :Uśmiecha się pogodnie:

https://www.youtube.com/watch?v=YGXs6zOHjxc
Odpisz
#11
Skoro inni czerpią to widocznie można
Odpisz
#12
Kiedyś potrafiłem. Teraz tylko po alkoholu, narkotykach, gdy czuję się w pełni rozluźniony.
Odpisz
#13
ja mam trudności z konwersacją,ponieważ szybko mi się wyczerpują tematy do rozmowy
Odpisz
#14
Ze znajomymi nie mam żadnych oporów do rozmów. Czy czerpię przyjemność? Człowiek to z definicji istota społeczna, nie da się obejść bez innych ludzi, bez rozmowy. Jak mam zły humor to wolę słuchać niż mówić, jeśli dobry humor- trudno mnie uciszyć.

Za to po benzodiazepinach, szczególnie wysokie dawki bromazepamu (18-24mg), rozmowa to prawie ekstaza, mogę mówić, działa na mnie jak eliksir prawdy, zero zahamowań, totalna szczerość i chęć rozmowy. Na ciągach potrafiłem wychodzić z domu i szukać po mieście osoby chętnej do rozmowy, taką to sprawia przyjemność. Na trzeźwo rozmowa z nieznajomym to dyskomfort, straszne prześwietlanie rozmówcy i nadinterpretacja jego zachowania i totalny brak zaufania - połączony z nieśmiałością.
Odpisz
#15
Cytat:Za to po benzodiazepinach, szczególnie wysokie dawki bromazepamu (18-24mg), rozmowa to prawie ekstaza, mogę mówić, działa na mnie jak eliksir prawdy, zero zahamowań, totalna szczerość i chęć rozmowy.

Podobnie jest po MDMA czy amfetaminie. Dlatego wiem, że rozmowa może sprawiać przyjemność. Tylko trzeba sobie najpierw uregulować dopaminę lub serotoninę w mózgu. Strasznie to niebezpieczne, gdy zaczyna się sięgać po narkotyki by być normalnym. Uważaj na benzo, bo to też narkotyk.
Odpisz
#16
Wiesz, ja raczej nie sięgałem ani po narkotyki ani leki - by normalnie funkcjonować. Jeśli już to w celach rekreacyjnych bądź z ciekawości ich działania, z rozumem, rozwagą i pełną świadomością konsekwencji. Na uzależnienie nigdy bym sobie nie pozwolił. Po prostu lubię wiedzieć jak działają różne substancje i leki psychoaktywne na mózg. Ze wszystkich substancji uważam, że benzodiazepiny są najlepsze(i najbezpieczniejsze o ile bierze się je rozważnie). Nie ma nic przyjemniejszego od benzodiazepinowego wyciszenia lęków, ma się wrażenie, że można zrobić wszystko, nie ma rzeczy niemożliwych i właśnie ta chęć rozmowy nawet z nieznajomymi. Na trzeźwo rozmowa z nieznajomą osobą to straszny dyskomfort dla mnie. Jednak jak wszystko ma swoje wady - uzależnienie(i to wcale nie słabsze niż opioidy) i wzrost tolerancji.
Myślę jednak, że od czasu do czasu, kilka dni takiego wyciszenia krzywdy nie zrobi. Co innego gdy ktoś ucieka w benzo bo nie potrafi sobie poradzić z własnym życiem, problemami dnia codziennego.
Odpisz
#17
W pełni Cię rozumiem, bo ja mam tak samo z wyżej wymienionymi używkami. Nie jestem od nich uzależniony, po prostu zamiast alkoholu preferuję np. mdma. Przy wyjściach ze znajomymi, które zdarzają się i tak rzadko, po prostu używam "zamienników" alkoholu. Tylko piszę Ci, żebyś uważał, bo granica pomiędzy rekreacyjnym zażywaniem, a uzależnieniem jest cienka. Wiem to po sobie    :Uśmiecha się:

Cytat:Nie ma nic przyjemniejszego od benzodiazepinowego wyciszenia lęków, ma się wrażenie, że można zrobić wszystko, nie ma rzeczy niemożliwych
Chyba nie brałeś nigdy kokainy    :Uśmiecha się szeroko: Ja za to nigdy nie próbowałem benzo, bo się tego trochę boję. Koks spróbowałem dwa razy i więcej nie chcę, bo jest zbyt zajebisty. Na szczęście jest drogi, więc i tak sobie na niego nie mogę pozwolić zbyt często. Co do benzo - boję się, że za bardzo mi się spodoba i zacznę tego używać zbyt często. Po MDMA jest fajnie, błogo, ale tolerancja rośnie tak szybko, że wcinanie tego zbyt często nie ma sensu. Gdyby tolerancja tak szybko nie rosła, to bym się od tego uzależnił. W przypadku benzo tolerka rośnie wolniej, więc pewnie zdążyłbym się w to ostro wkręcić, zanim doszłoby do mnie, że już jestem uzależniony.
Odpisz
#18
Jeśli nigdy nie brałeś benzodiazepin to lepiej nie bierz - tym bardziej jeśli masz właśnie zaburzenia typu fobie społeczne, problemy z socjalizacją, lęk przed ludźmi. Po benzo nie ma żadnego lęku, żadnych zahamowań (zależy od dawki, małe tylko tłumią lęk, większe całkowicie odblokowują człowieka). Może samo działanie uzależnić Cię psychicznie.
Ja znów w narkotyki się nie bawię w obawie przed konsekwencjami karnymi + tym, że nigdy nie wiem, czy to co dostane, to będzie w 100% ta substancja którą chciałem.
Troche offtopic robimy, w dodatku na śliski temat, nie jestem pewien czy spodoba się to moderacji    :Uśmiecha się puszczając oko:
Odpisz
#19
Bez obaw. Z tego co zauważyłem, moderacja jest bardzo tolerancyjna, w końcu sprawują pieczę nad bandą fobików. Siłą rzeczy muszą być wyrozumiali, inaczej to forum dawno by upadło    :Wystawia język:

Żeby zbytnio nie offtopować, napiszę coś jeszcze na temat. Zauważyłem też, że jestem w stanie czerpać przyjemność z rozmowy, jeżeli jestem w trakcie wykonywania jakiejś czynności. Na przykład podczas pracy. Myślę, że głównie chodzi o to, że nie boję się niezręcznej ciszy, bo jest usprawiedliwiona skupieniem się na pracy.

Tak przy okazji niezręcznej ciszy. Przypomniało mi się, jak spytałem kiedyś dobrego kumpla, który jest bardzo przebojowy i pewny siebie, o tę nieszczęsną ciszę podczas rozmowy. Zadałem mu pytanie, czy często zdarza mu się niezręczna cisza, gdy poznaje nową osobę. Powiedział mi, że cisza mu się zdarza, ale nigdy nie jest niezręczna. Po prostu się tym nie przejmuje. Nie myśli o tym. Zamiast na siłę szukać tematu do rozmowy, po prostu milczy. Dodał, że jeżeli rozmówca widzi, że nie krępujesz się ciszą, to jego też przestaje to krępować i prędzej czy później jakiś temat się znajdzie.

Gdy jeszcze nie miałem fobii, to krępowałem się podczas ciszy tylko przy początkach nowej znajomości. Ot, zwykła nieśmiałość. Dziś krępuję się nawet w gronie dobrych znajomych. Najgorzej jest przy rozmowach sam na sam. Po prostu nie potrafię ich prowadzić. Tak bardzo boję się, że zapadnie niezręczna cisza, że nie potrafię słuchać tego, co mówi rozmówca. Zamiast słuchać, myślę o tym, co mam odpowiedzieć i wymyślam nowe tematy do dyskusji. To strasznie nienaturalne i sztuczne. Pamiętam jeszcze rozmowy sam na sam z dobrymi kumplami czy koleżankami z czasów niefobicznych i właśnie ta cisza się zdarzała. Tylko, że w ogóle się nią nie krępowałem i po czasie jakiś temat zawsze się znalazł. Teraz nie potrafię tego powtórzyć, właśnie przez ten irracjonalny lęk. Pocieszam się tym, że to kwestia wyregulowania odpowiednich związków chemicznych w mózgu, ale z drugiej strony nie chcę uzależniać się od leków. Staram się "wyregulować" swój mózg poprzez wychodzenie poza strefę komfortu, odpowiednią dietę i regularne ćwiczenia. To dłuższa droga do celu, ale zdecydowanie bardziej stabilna i myślę, że w takim przypadku efekty będą długotrwałe - mam nadzieję, że fobia nie powróci. Gdy sięgam pamięcią wstecz i patrzę na siebie sprzed roku, to widzę ogromną zmianę na lepsze. Znajomi mówią mi to samo. Niedawno wróciłem do Polski z zagranicy i powiedzieli mi, że mnie nie poznają. Uznanie osób, na których mi zależy, bardzo podbudowuje psychikę. Czuję, że jestem już bardzo blisko wyleczenia z fobii. Dalej czuję lęk, ale przestał mnie już w życiu ograniczać. Jeżeli mam coś do zrobienia - wyjście na zakupy, pójście do urzędu, wykonanie telefonu itd. - to po prostu to robię, przełamując lęki. Z każdym kolejnym wyjściem lęk jest coraz słabszy, aż w końcu całkiem zanika - nie mam już żadnych problemów z np. dzwonieniem do kogoś. Co więcej, nawet to polubiłem.

Miał być krótki wpis, a widzę, że się mocno rozpisałem. To pewnie dlatego, że na forum lęku nie czuję w ogóle i dyskusje czy choćby mówienie o sobie sprawia mi przyjemność. Szczególnie na forum dla fobików, gdzie wszyscy wiemy, że nie jesteśmy do końca "normalni".    :Uśmiecha się szeroko: Taka akceptacja działa trochę jak wspomniane wcześniej benzodiazepiny. Nie wstydzę się tego kim jestem i po prostu piszę, co mi przyjdzie do głowy    :Uśmiecha się puszczając oko:
    Wkład użytkownika w dyskusję został uznany za pomocny [zatwierdził(a): BlankAvatar(+1)  ]
Odpisz
#20
Ja w zasadzie, niezręczną ciszą przejmuję się tylko w niektórych przypadkach. Ja ogólnie jestem małomówny, cichy - dopóki sie nie przekonam do danej osoby. Nowo poznane osoby trzymam na dystans, uważam na słowa co by nie powiedzieć za dużo. No i właśnie przy nich ta cisza krępuje. Wśród znajomych których znam lepiej, wiem na co moge sobie pozwolić przy nich - taką ciszą sie nie przejmuje.

No i też zależy od rozmówcy, jeśli ktoś interesuje się tylko samochodami, to o czym mam z nim rozmawiać skoro ja jestem totalnym laikiem, samochód potrafię tylko prowadzić, i podstawowe rzeczy jak płyny sprawdzić, wymienić itp. A na takie głębsze tematy, refleksje i przemyślenia, rozmowa z osobą której jeszcze bliżej nie znamy nie ma większego sensu, bo krępuje obie strony, z naciskiem na fobika.
Identycznie ma sie sytuacja gdy rozmawia się z idiotą, który iloraz inteligencji ma równy temperaturze pokojowej, zero wiedzy, zero zainteresowań(a jeśli już to płytkie jak np. kibolstwo, bądź gdzie tu z kim sie napić). Jeśli ktoś reprezentuje jakiś poziom i jest otwarty na nowe znajomości, to nawet jeśli go dopiero poznaje- nie odczuwam większego dyskomfortu.

No i nienawidzę i gardzę osobami, "typowi janusze", ludzie bez wiedzy, bez pojęcia - ale wciska na siłę każdemu swoje mądrości, jeśli sie z nim nie zgodzisz to albo zacznie się awantura słowna i dowiesz się, że jesteś taki i owaki, lub w wersji skrajnej- dojdzie do bójki. Zdarzyło mi sie kilkukrotnie. Takimi ludźmi "tylko ja mam rację" strasznie gardzę i unikam.
Odpisz
#21
Mnie w ogóle nie bawi "small talk". Takie wymuszone rozmawianie o pogodzie i dupie maryni. Lubię właśnie głębsze tematy, a nie powtarzanie oczywistości. Jeżeli chodzi o temat samochodowy. Czasami specjalnie zaczynam temat samochodów, choć w ogóle mnie nie kręcą. Ale to dość bezpieczny i uniwersalny temat. Wystarczy go zacząć i rozmówca sam zaczyna gadać i pozostaje tylko zadawanie pytań i wtrącanie banalnych tekstów.

Cytat:Identycznie ma sie sytuacja gdy rozmawia się z idiotą, który iloraz inteligencji ma równy temperaturze pokojowej, zero wiedzy, zero zainteresowań
Tak, tak. Główny temat to z reguły ile to on nie imprezuje i ile dup wyrywa. Z reguły wtedy coś tam z taką osobą pożartuję i szybko się ulatniam.
Cytat:No i nienawidzę i gardzę osobami, "typowi janusze"
Na szczęście zbyt wielu takich ludzi na swojej drodze nie spotkałem. Jedynie w gimnazjum, ale doskonale sobie radziłem, wyśmiewając ich. Teraz podejrzewam, że bym ich mądrości po prostu przemilczał, bo brak mi tej śmiałości, co kiedyś.

Jest jeszcze jedna grupa ludzi - bardzo nieliczna. To ci sympatyczni, otwarci na nowe znajomości, nie oceniający innych po pozorach. Przy nich nie czuję lęku kompletnie. Do tego z reguły są gadatliwi, więc niezręczna cisza nawet nie ma okazji się pojawić. Miałem właśnie takie koleżanki z liceum, które zawsze stały za mną murem. Bardzo mi pomogły w tym najgorszym dla mnie okresie, bo właśnie w liceum fobia zaczęła się pojawiać, spowodowana głównie przez "kolegów". Do dziś pamiętam jak jedna z nich zaczęła tłuc znajomego po głowie, po tym jak próbował mnie wyśmiać xD Z reguły byłem ponury, smutny, a one jak tylko mnie widziały z radością rzucały mi się w ramiona. Myślę, że tak bardzo mnie lubiły, bo byłem inny niż reszta chłopaków z mojej klasy. Zawsze miły, uprzejmy, dla nich zabawny - uwielbiały mnie słuchać i dobrze się przy tym bawiły. Czasy liceum to najgorszy okres mojego życia, ale z drugiej strony japa sama mi się cieszy, gdy wspominam wspaniałe koleżanki    :Uśmiecha się:
Odpisz
#22
To zupełnie odwrotnie niż u mnie. Okres szkoły średniej to najlepszy okres w życiu. Przemijający bunt młodzieńczy, rozwijająca się mądrość życiowa, zdobywanie doświadczenia. W klasie sama płeć męska, mimo to dogadywaliśmy się. Było dwóch delikwentów co próbowali sprawdzać na co sobie mogą pozwolić - wystarczyło użyć odpowiednich słów, przemówić do rozsądku i szacunek można było wywalczyć bez pięści (nie każdy to potrafił). Zresztą, ja uwielbiałem moją klasę, uwielbiałem z nimi przebywać mimo, że zachowanie niektórych nie było godne pochwały.

Ale u mnie zaznaczyć trzeba, że ja nie mam typowej fobii społecznej. Porównując się do wielu osób stąd sam nie wiem, czy to po prostu brak śmiałości i odwagi co do pewnych sytuacji i ludzi których nie znam + tłumy nieznajomych (masowe imprezy, galerie handlowe), czy fobia - ale tak delikatna, że nie mam z nią wiekszych problemów.. Przeraża mnie fakt, jak ludzie tu piszą, że boją się wyjść do sklepu, szkoły. Ja takich problemów nigdy nie miałem, mówiąc więcej- ja nie potrafię żyć w samotności, jak nie wychodzę do znajomych 2-3 dni, lub w ogole z domu to mnie nosi.

Mam wrażenie, że moja 'fobia' dotyczy tylko pewnych osób(pare postów wyżej), pewnych grup i pewnych uogólnionych zachowań ludzkich i sytuacji, a nie ogółem lęku społecznego.
Odpisz
#23
Ja mam problem z czerpaniem przyjemności (właściwie to nie mam pojęcia czym jest szczęście, radość czy przyjemność) z czegokolwiek, a co dopiero z rozmowy. Również bardzo szybko się nudzę, nawet gdy tematyka mi odpowiada. Poza tym po krótkim czasie zaczynam odnosić wrażenie, że słuchacz nie jest zainteresowany tym co mam do powiedzenia i wolałby zmienić temat. A ja tak bardzo skupiam się na tym o czym jest rozmowa, że nie przychodzi mi do głowy nic, co nie byłoby związane z jej tematem.
Odpisz
#24
Pamiętam, że kiedyś rozmowy sprawiały mi przyjemność. Aktualnie jest tak, że o ile niekiedy mam potrzebę rozmawiania, to już w trakcie odczuwam albo skrępowanie albo brak entuzjazmu, co postrzegane jest pewnie przez druga stronę jako: rozmowa się nie klei. Do tego czuję się jak w masce.
Pozostały mi dwie, trzy osoby z którymi lubię rozmawiać, dlatego, że się nie muszę się kontrolować, może chodzi o to, że czuję jako taką akceptację.
Tu na forum niestety nie mam tak, że nie czuję lęku, wręcz przeciwnie, mimo to coś mnie jednak pcha czasem żeby pisać. Ciężko powiedzieć nawet co, bo jeżeli chcę się wygadać to mam kartkę papieru, która na ogól w pełni mnie satysfakcjonuje.
Odpisz
#25
Dochodzę do wniosku, że nie. Bardzo rzadko można trafić na kogoś z kim rozmowa sprawia mi przyjemność. Z ludźmi rozmawia się tak ciężko...
Jak rozmawiałbym sam z sobą, to czułbym się bardziej wysłuchany i zrozumiany niż po rozmowie z ludzką istotą.
Słyszy się o rozmowach ciągnących się do świtu o ludziach , którzy lubią z sobą rozmawiać. Ale może to właściwie nie prawda, kolejne
oszustwo światowe, bo to tak fajnie brzmi dobrze nam się rozmawiało. A już nawet nie słyszę wokół siebie ciekawych rozmów, tylko
długie monologi albo nudne wymiany grzeczności, obojętnych wszystkim faktów. A w kolejkach u lekarzy kłótnie nieciekawe, zupełnie bez polotu.
Nawet nie chce mi się już słuchać ludzi na ulicach, mówią zawsze o tym samym, tylko w innym wydaniu, a wszystko jest w nich takie na siłę, i głos i słowa. Jakby im się nie chciało wcale rozmawiać, rozmawiają tylko dlatego, że muszą skoro już razem idą tą ulicą.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Czy rozmowa z inną osobą sprawia Wam przyjemność? Gollum 35 4 368 14 Kwi 2018, Sob 20:48
Ostatni post: ewl
  Nieśmiałość Rozmowy telefoniczne z osobami poznanymi w internecie nothingman 15 439 25 Lut 2018, Nie 21:07
Ostatni post: Wolfgang
  Rozmowy telefoniczne... RoseLedger 4 347 12 Paź 2017, Czw 16:33
Ostatni post: Urfe
  Rozmowy z osobami, których widzimy praktycznie codziennie/często - tematy do rozmów. EasyPeasy 25 1 301 11 Lip 2017, Wto 17:11
Ostatni post: IwillPrevail
  Rozmowy z kilkoma osobami Swango 12 827 08 Lip 2017, Sob 16:52
Ostatni post: EasyPeasy
  Brak tematów do rozmowy z ludźmi whiskydrinker 65 25 463 31 Gru 2015, Czw 15:18
Ostatni post: approx
  Brak tematów do rozmowy Kondzik123 53 32 672 30 Sty 2013, Śro 9:48
Ostatni post: shalafi
  Czy mentalnie przygotowujecie się do rozmowy ? nord 12 1 155 20 Mar 2010, Sob 18:24
Ostatni post: anikk


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

              Reklama