- Czy życie z fobią to błedny krąg doświadczeń ?
#1
Historia lubi się powtarzać, czyli błędny krąg życia z fobią.

Obecnie jestem w dołku, bez pracy, dziewczyny, ciekawych znajomych. Nic się nie dzieje w moim życiu i stan tez utrzymuje się od kilku miesięcy.

Około roku temu byłem znacznie bardziej pewnym siebie człowiekiem za sprawą pracy, do której chodziłem z przyjemnością, interesującymi ludźmi z którymi utrzymywałem kontakt w tejże pracy oraz podkochiwaniu się w swojej szefowej (nasz potencjalny związek nie mógł być możliwy z pewnych obiektywnych względów takich jak miedzy innymi duża różnica wieku miedzy nami), której nigdy przez swój strach i lęk nie powiedziałem co czuje, a ona uważała mnie tylko za wyjątkowego zabawnego i inteligętnego przyjaciela.

Niestety szybko zacząłem się angażować emocjonalnie i przez to stałem się bardziej ostrożny w tym co do niej mówię, co z kolei skutkowało obniżeniem mojej potencjalnej atrakcyjności jako faceta oraz w dalszej konsekwencji popsuło naszą znajomość, ponieważ ona zdała sobie sprawę, że czegoś od niej oczekuje.

Prace zmieniłem na taka, która wydawała mi się lepsza od poprzedniej, a rzeczywistość z czasem pokazała, ze się myliłem i była gorsza. Kontakt z dobrymi znajomymi z byłej pracy stopniowo się urywał i obecnie czułbym sie w ich towarzystwie jak ktoś obcy i nie bardzo umiałbym nawiązać z nimi kontakt (a tak niedawno było tak wspaniale). Jednym słowem straciłem cała swoje dawną pewność siebie (jak na fobika). Robotę rzuciłem, bo nie mogłem w niej wytrzymać i w tym momencie jestem od paru miesięcy na lodzie bez perspektyw.

Podobne schematy jak ten wyżej zdarzały się w moim życiu już kilkanaście razy i przedstawiają się następująco.

Mam dobry okres w życiu więc zaczynam się czuć pewniej. Odnoszę pewne zamierzone sukcesy. Czuje się jeszcze pewniej siebie. Pojawia się się jakaś ciekawa koleżanka względem której zachowuje się naturalnie do momentu , w którym nie zaczynam się angażować emocjonalnie. Później zaczynam obawiać się odrzucenia i powiedzenia co czuje. Moje myśli obracają się już tylko wokół niej. Wszystko zaczyna sie sie równolegle psuć w moim życiu i znowu zostaje z niczym. Poczucie własnej wartości maleje do zera i wzmaga się jeszcze bardziej moja fobia społeczna. Teraz znowu po raz kolejny muszę zaczynać wszystko od początku gdzie w innym miejscu i cykl się zamyka.

Najgorsze jest to, że zawsze tak czy inaczej wracam do punktu wyjścia. Nawet w dobrym okresie swojego życia nigdy nie byłem zakochany z wzajemnością. Niedawno byłem u psychologa i zdiagnozował u mnie osobowość unikającą. Mam więc do Was dwa pytania.

1. Czy również zataczacie takie błędne koła w życiu? Jeśli tak to podzielcie się swoimi doświadczeniami oraz wnioskami jak sobie z tym radzić.

2. Czy jest możliwe wyleczenie tego zaburzenia osobowości tak żeby można było żyć normalnie?  :Stare - Przewraca oczami 2:
Wiara czyni cuda
Odpisz
#2
post usunięty przez autora
Don't worry, be happy
In every life we have some trouble
When you worry you make it double
Don't worry, be happy
Odpisz
#3
No właśnie chodzi o relacje międzyludzkie. Wydaje mi się, że osoby bez zaburzeń fobijnych są w stanie utrzymywać takie znajomości długoterminowo. Czuje jakbym nigdy wcześniej nie znał tej drugiej osoby, a jednak wypada coś powiedzieć choćby przez grzeczność.

U mnie jest tak, szczególnie jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie, że nawet jeśli poznam jakąś koleżankę już niezależnie od tego czy mi się podobała czy nie, to etap znajomości osiąga pewien punkt po czym zaczyna się stopniowe wygasanie znajomości. Często kończy się to tym, że później nie wiem nawet jak powinienem się zachować wobec niej podczas przypadkowego spotkania na ulicy.

Zaczynam odczuwać jakiś taki dystans, tak jakby ona źle o mnie myślała i pewnie tez udaje, że mnie nie widzi na ulicy. Z drugiej strony jest możliwym, że sam w jakiś niewiadomy dla siebie sposób prowokuje takie reakcje alergiczne drugiej osoby na mnie, bo nawet jeśli po dłuższym etapie braku kontaktu spotkam się przypadkowo z jakąś dziewczyna i ona pierwsza zapyta co słychać to już po kilku wymienionych zdaniach zaczynam odczuwać straszną niechęć do niej i ona do mnie też i założę się że żałuje później dlaczego nie przeszła obok mnie udając, że mnie nie zauważyła.

Przecież zazwyczaj ludzie, którzy się dawno nie widzieli, a jednak się wcześniej lubili to podczas takiego przypadkowego spotkania na ulicy powinni się cieszyć że zobaczyli tą druga osobę. Nie rozumiem skąd ta nagła niechęć i zaznaczam raz jeszcze, że tyczy się to tylko kontaktów damsko-męskich.
Wiara czyni cuda
Odpisz
#4
Miałem najzupełniej podobnie i ogólnie rzecz ujmując, to od dzieciństwa jestem uprzedzony do płci pięknej. Zawsze miałem silne poczucie tożsamości i wiedziałem, na ile rzezczywiście mnie stać, a swobodne kontakty i zachowanie pozbawione uzasadnienia, oraz bez szczególnych motywów działania, zawsze kojarzyło mi z niecierpliwością i nawiązywaniem frywolnych, przygodnych i mało wartościowych relacji, nie mających racji bytu w przyszłości. Dlatego nigdy nie chciałem angażować się bardziej w budowanie więzi, niż to by miało wynikać z korzyści pracy na korzyść wzajemnego porozumienia. Wiem, że oszukiwałbym się, gdybym chciał udawać, że d z i e w c z y n a, której motywów własnego postępowania nie potrafiłbym przekazać, miałaby mi być radością. Byłaby mi raczej kamieniem u nogi. Dlatego najpierw (tak jak chyba każdy socjofobik) próbuję znależć uzasadnienie swoich racji, by moje zaangażowanie mogło być odwzajemnione, i to jest moim zdaniem najważniejsze. Nie ważne są owoce miłości, które nie urwalają nas w przyjaźni i nie są źródłem powodzenia, o którym stanowi zrozumienie siebie nawzajem, bo wszystko bardziej ogranicza się do porozumienia. Owoce miłości są ulotne i muszą latać, a o namacalnym ich przejawie mówimy dopiero wówczas, gdy mamy nadzieję na prawdziwy wyraz miłosierdzia Boga wobec nas, którym jest sprawiedliwy wkład we wspólnotę. Miłość musi odzwierciedlać nasze osiągnięcia, a te najczęściej wskazują (w przypadku socjofobików), na podstawie niechęci do nawiązywania frywolnych kontaktów, że nie ma racji bytu nasze zaangażowanie w budowę czegoś, czego nie uchwycimy, bo będzie raczej przygodne...Chcemy wpierw porozumieć się z tymi, którzy również winni są nam zrozumienie i adekwatne zaangażowanie, co oznacza, że motywy postępowania socjofobików powinny być zrozumiałe dla osób płci przeciwnej, z którymi mielibyśmy tworzyć trwałe relacje czy dom. Wiem, że dziewczyna podatna na wpływy, uległa i beztroska z natury nie będzie wierna sprawom takiej wagi, widząc moją nieporadność wynikającą z braku rozumienia samego siebie, ale też nie mogącego zachowywać się z godnością, przez wzgląd na powszechne narzucanie światopoglądu. A dzieje się tak przez obsoabaczanie i zastraszanie i to jest główna przyczyna naszych niepowodzeń bynajmniej nie tylko w kontaktach z płcią przeciwną. Szukam sprzymierzeńców dobrej woli, dopiero wówczas znajdziemy uznanie dla samych siebie, a także wsparcie ze strony płci przeciwnej. Wynika to z natury społecznej, nie oszukujcie się, bo będąc w mniejszości nie możemy pozwolić sobie na luksus zastraszania siebie nawzajem (np. CH.W.    :Uśmiecha się: D.P.) i niszczenia wiary w odwzajemniane zaangażownie.
Dlatego, socjofobicy, powinniście pomyśleć o głębszym śnie albo o zakonie, chyba że chcecie walczyć, bo może coraz częściej miotacie się, tak jak ja, w bezsilności.
Czekam na odpowiedź i wierzcie mi, że sami będziecie zabiegać o ludzi, kiedy pojmiecie na czym rzecz. 8)
Odpisz
#5
Tak, da się wyjść z fobii. Jestem tego żywym dowodem.
Pokonałam fobię. Żyję bez leków i lęków. To da się zrobić.
Odpisz
#6
Perdida napisał(a):Tak, da się wyjść z fobii. Jestem tego żywym dowodem.

   :Wystawia język:

Przepraszam, ale bullshit.
Odpisz
#7
Też mam coś z tymi kręgami doświadczeń w relacjach damsko-męskich. Miałem kilka "przyjaciółek". Tak naprawdę w przyjaźń damsko-męską już nie wierzę, przynajmniej jeśli miałbym brać udział w czymś takim. Po prostu niemożliwe. Zawsze gdy relacja była ok ale już taka bliższa niż kolega-koleżanka to angażowałem się za bardzo emocjonalnie. Chyba sam siebie oszukiwałem ,że dana dziewczyna mi się nie podoba ,a tak naprawdę byłem o nią zazdrosny i zabiegałem o nią. Jednak nigdy nie potrafiłem się przed sobą do tego przyznać ,a tym bardziej przed nią. Stawałem się nieznośny, bywałem złośliwy Aż znajomość trafiał szlag, a dziewczyna i tak naprawdę nie wiedziała o co mi chodzi. .Po tych doświadczeniach wnioskuję ,że krąg można przerwać tylko i wyłącznie zmieniając swoje zachowanie w pewnym momencie tegoż kręgu. Następnym razem zagram w otwarte karty i powiem jej ,że mi się podoba jako kobieta i ,że przyjaźń mi nie wystarcza. Wtedy niech się dzieje co chce.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#8
Sosen napisał(a):
Perdida napisał(a):Tak, da się wyjść z fobii. Jestem tego żywym dowodem.

   :Wystawia język:

Przepraszam, ale bullshit.
Przepraszam, ale moje życie to nie bullshit. Chyba, że uważasz, że kłamię.
Pokonałam fobię. Żyję bez leków i lęków. To da się zrobić.
Odpisz
#9
Nie można nazwać wyleczeniem stanu, w którym musi się przyjmować tabletki, żeby być "zdrowym". Zapanowanie nad lękiem bez tabletek, to jest wyleczenie.
Odpisz
#10
Powiem Wam, że wszystko wskazuje na to, że to ogół społeczeństwa jest uprzedzony do ludzi takich jak my, którzy wypowiadają się w miejscu takim jak to. Oznacza to, że szereg specjalistów próbuje nie zbyt racjonalnie wytłumaczyć sobie motywy naszych zachowań, które są zjawiskiem odzwierciedlającym przemijalność dotychczasowego stanu rzeczwistości i nieuchronną degradację wartości moralnych i upadek człowieczeństwa. Dlatego, że kierunki myśli ludzkiej dziś oraz kierunki obieranego rozwoju nie umożliwiają nam postępu, bo on zawsze wiązał się, bazował na porozumieniu, a nie na wieszczeniu i uprawianiu wszteczeństwa. Dlatego my - ludzie osamotnieni, zmarginelizowani - zostaliśmy zaszczuci, bo przypominamy wykolejonemu trwale społeczeństwu tę tragiczną prawdę. Istotą jej tragizmu, powtórzę za Kartezjuszem, jest brak anlitycznego umysłu skłonnego do relatywizacji zjawisk i rezczywistej oceny sytuacji - których to brak, to powszechne uprzedmiotowienie sfer życia. Dzieje się tak m. in., kiedy naszą wartość mierzy się pieniądzem, a nie zaangażowaniem, które zawsze powinno oddawać wkład do społeczeństwa, inaczej nasze morale spadają przez nieodnalezienie sensu użytecznej i wartościowej pracy na korzyść społeczności - wyraz podmiotowości. Dlatego też relacje międzyludzkie zaczynają przypominać błędne koło absurdu, bo nie odnaleziony zostaje sens wspłpracy. Mnożą sie konflikty, nieporozumienia i pseudonaukowe teorie, które są zalążkiem krzewienia wszeteczeństwa i frywolnych myśli czy dywagacji, na których oparte są tezy pozbawione uzasadnienia i perspektyw rozwoju. Rozwój zawsze ogranicza się do przełamywania barier w komunikacji, ale poprzez wiarę i rozsądek, a nie przecenę wartości umysłu i nauki. To jest zawsze meritum sprawy: istota społeczna i miłosierdzie, jako akt wyważonej, sprawiedliwej współpracy, bez której rodzi się stan napięć i ...natłoku myśli, a ten często prowadzi do odreagowywania w sposób, rzecz jasna, nie uwzględniający uzasadnienia swojego postępowania i nie mającego racji bytu. Dzieje się tak, ponieważ przedmiotowość podejścia do życia bazuje na braku głębszej filozofii, co jest przejawem opierania poglądów na podstawie niedostatecznej liczby argumentów bądź braku ich zrelatywizowania. Wypacza to ocenę użyteczności takiego postępowania i uniemożliwia r o z p o z n a n i e motywów działania czy formuły wszelakich kół mających dowodzić racjom i szerzyć oświatę, poprzez samo jeno "trzymanie ducha", a nie błąkanie się we własnych domysłach...
Stąd też, kontynuując: nie mając wglądu na swoją działalność, rodzimy uprzedzenia, fobie i stanowimy zagrożenie dla siebie nawzajem. Nie dbamy tak o fundamentalne bezpieczeństwo i warunki do godnego życia.    :Uśmiecha się:
Odpisz
#11
czy jakis dobry chrzescijanin moze przetlumaczyc to bełkotanie na ludzki jezyk?
‘We are all basically evil, egotistical, disgusting’
Odpisz
#12
Sosen napisał(a):Nie można nazwać wyleczeniem stanu, w którym musi się przyjmować tabletki, żeby być "zdrowym". Zapanowanie nad lękiem bez tabletek, to jest wyleczenie.
W wakacje odstawiam i jestem absolutnie przekonana, że nic się nie zmieni. O co się założysz?
Pokonałam fobię. Żyję bez leków i lęków. To da się zrobić.
Odpisz
#13
Perdida, nie chcę Cię negatywnie nastawiać, więc nie będę się zakładał.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Radosne życie i metoda małych kroczków. Zas 53 4 606 17 Lip 2018, Wto 13:12
Ostatni post: forac
  Moje życie to pasmo nieszczęść parogenik 13 1 654 28 Paź 2017, Sob 19:52
Ostatni post: Lonely Boy
  Przerasta i przeraża mnie życie jednocześnie Włóczykij 13 1 704 26 Gru 2016, Pon 16:58
Ostatni post: Mandy Lane
  Nieudane życie... Abigail122 8 1 333 18 Lis 2016, Pią 0:20
Ostatni post: Zas
  życie w miejscu shipwrecked 2 919 24 Sty 2016, Nie 19:14
Ostatni post: rlip
  Czy w życiu trzeba mieć szczęście? Czy istnieje coś takiego? Zas 20 1 830 13 Wrz 2015, Nie 20:57
Ostatni post: Maew
  Podwójne życie starback 9 1 309 04 Sie 2015, Wto 20:00
Ostatni post: Kateusz
  Życie mnie przerosło Duke 15 2 322 21 Paź 2014, Wto 12:33
Ostatni post: Duke
  Przegrałem życie ? Lobotomy 6 5 679 24 Sty 2014, Pią 18:42
Ostatni post: OtoJa
  Jak zniszczyć sobie życie. kingfisher 7 2 335 14 Gru 2013, Sob 18:55
Ostatni post: kingfisher


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.