- Dla rodziców fobików.
#1
Witam,
od jakiegoś czasu jestem na forum, jestem tu dla mojego syna żeby móc go lepiej zrozumieć, a przez to skuteczniej pomagać. Zastanawiam się czy oprócz mnie są tu jeszcze jacyś rodzice, których dzieci cierpią na fobię społeczną?
Może moglibyśmy wymieniać się doświadczeniami, wspierać wzajemnie, bo nam też jest bardzo ciężko patrzyć na nasze dziecko kiedy cierpi a my nie wiemy jak mu pomóc. Hej rodzice jeśli obserwujecie forum, proszę ujawnijcie się dla dobra naszych dzieci   :Śmieje się radośnie:
Pozdrawiam
joanna
Odpisz
#2
Witam. Ja też jestem mamą syna,który wykazuje objawy fobii. Nie było to co prawda stwierdzone,ale obydwoje mamy takie przypuszczenia.
Jako mały chłopczyk 3-4 latek był wesołym,słodkim w miarę komunikatywnym dzieckiem. W przedszkolu i pierwszych pięciu klasach podstawówki-nieśmiały,ale miał dwóch kolegów,którzy go sami wyciągali na podwórko. Mając 11 lat zmarł mu tata a zaraz babcia,z którą był bardzo związany. Nadpomnę,że w wieku 8 lat miał wypadek samochodowy-lekkie wstrząśnienie mózgu. Obecnie mając lat 16 wykazuje wszelkie objawy fobii społecznej. Wizyty u psychologa nic nie dały. Żadnej diagnozy,testy intelektualne bardzo dobre. Musimy wybrać się do psychiatry i na terapię.
Strasznie martwię się jak On sobie poradzi w życiu   :Wystawia język:raca,jakiś związek...
Czasami ręce mi opadają jak przyglądam się Jego zachowaniu,aż jestem zła na Niego...,ale przecież to nie Jego wina...
Mój synuś........    :Smuci się:
Odpisz
#3
Witaj
dziękuje że napisałaś, wiem co czujesz    :Smuci się: Dla mnie syn jest jak barometr mojego nastroju, obserwuję w jakim stanie wraca ze szkoły, kiedy się uśmiecha, ma dobry nastrój mi chce się żyć, sprzątam, gotuję, chętnie idę do pracy, ale kiedy ma gorsze dni nie chce mi się dosłownie nic...a muszę być silna, nie mogę mu pokazać że mnie czasem też to przerasta. Wiele można się dowiedzieć o cierpieniu naszych dzieci z tego forum, ale my przecież również cierpimy    :Smuci się:
Dla mojego syna terapia i wizyty u psychiatry dały dobry rezultat, pozwoliły zrobić pierwszy krok do wyzdrowienia, również ja dzięki temu zrozumiałam że to choroba, cierpienie i strach...Ale wierzę że razem pomożemy im, wierzę że można wygrać z tą chorobą, trzeba tylko dużo cierpliwości, bo faktycznie trudno patrzeć jak twoje dziecko się unieszczęśliwia, wszystko komplikuje, nam wydaje się to takie proste....
Pozdrawiam i liczę na to że jeszcze jakiś rodzic się ujawni   :Śmieje się radośnie:
joanna
Odpisz
#4
Ta, szkoda ze nie taki, który sam wpędził dziecko w to bagno...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#5
Witaj Zas
Wiem że większość z was jest tu przez rodziców, którzy bardziej lub mniej świadomie doprowadzili was do tego miejsca   :Smutny: Wiem też że tacy rodzice nie napiszą nic na tym forum bo go po prostu nigdy nie przeczytają, bo nawet przez myśl im nie przejdzie że zrobili coś złego :? Oni żyją w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku rodzicielskiego i są dumni z siebie, myślą tylko że to dzieci się im nie udały....
Skąd to wiem? To bardzo powierzchowny opis mojej mamy, nigdy nie zasłużyłam na jej miłość, akceptację czy choćby jedno słowo pochwały i gdyby nie mój kochany tata (niestety odszedł 12 lat temu) to pewnie też dziś bałabym się ludzi i żyła w ciągłym poczuciu zagrożenia. Mam też wiele problemów związanych z moim dzieciństwem, ale to nie miejsce by o nich pisać, tutaj najważniejsi jesteście WY i jeśli kogokolwiek mógłby urazić mój post to wolałabym tu nigdy nie trafić    :Smuci się: Moje przeżycia zmieniły mnie i przysięgłam sobie że moje dziecko nigdy nie będzie płakać z mojego powodu, może za bardzo chroniłam syna, może byłam nadopiekuńcza i to też przyczyniło się do jego choroby, nie wiem ale to nie daje mi spokoju.
Jego koszmar zaczął się w gimnazjum, może mogłam wcześniej zauważyć, zrobić coś, z poczuciem winy będę żyła do końca życia   :Smutny:
Wiem że dotknęłam jakiegoś czułego miejsca twojej psychiki, ale mam nadzieję że potrafisz mi wybaczyć...
Chodzi mi o to że nie wszyscy rodzice są do bani, popełniają błędy, ale dla swoich dzieci gotowi są zrobić wszystko, czasem może za dużo...
Pozdrawiam
joanna
Odpisz
#6
Spokojnie, nie piłem do żadnej osoby z tego wątku, ot taka złośliwość rozproszona...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#7
Witaj Zas
nie odebrałam twojego postu jako złośliwość, ale dziękuję ci że odpisałeś   :Uśmiecha się 2:
Pozdrawiam
joanna
Odpisz
#8
Witajcie,
nie zaglądałam tu od lat....był czas że było lepiej, potem gorzej, nie miałam siły, albo potrzeby. To forum dało mi wiare w to że dam radę, że moje ukochane dziecko wyjdzie na prostą, zacznie żyć "normalnie", wyjdzie ze swojego pokoju, a potem wszystko się ułoży i będziemy żyli długo i szczęśliwie....Mój syn wyszedł z tego pokoju, dziś wiem że nie był na to gotowy, a ja za bardzo chciałam żeby był jak inni, nie potrafiłam zaakceptować go takiego jaki był, byłam pewna że dobrze postępuje, motywując go ciągle, nabijając głowę wizjami wspaniałej przyszłości, jak tylko pokona lęk...często mi powtarzał "mamo ja żyje tylko dla ciebie, gdyby nie twój upór już dawno by mnie tu nie było", dzisiaj dopiero rozumię jak było mu cięrzko, widział moje cierpienie, moje łzy i często udawał że jest lepiej niż było    :Płacze: Nigdy sobie tego nie wybacze, choć dzisiaj nie wiem co zrobiłabym inaczej, gdyby ktoś cofnoł czas....gdyby żył...Tak, mój ukochany syn odszedł ponad rok temu, ale ból jest taki sam jak wtedy kiedy widziałam jak cierpi, jak bardzo sie boi, zmieniło się tylko tyle że nie ma nadzieji, złudzeń, planów...Wiara w to że śmierć dała mu wolność i spokój pozwala mi żyć.
Pisze to bo zrozumiałam że po pierwsze jeśli chcesz pomóc swojemu dziecku po pierwsze zaakceptuj je, by ono mogło zaakceptować siebie, pomagaj jak możesz ale nie narzucaj sie, pokaż siłe by ono nie musiało martwić sie jeszcze że ty cierpisz, bądź poprostu jak będzie cie potrzebować. Ja przegrałam swoją walkę i nie jestem żadnym autorytetem i nie chciałabym nikomu doradzać, pisze tylko żeby może ktoś nie popełnił moich błędów....
Pozdrawiam was serdecznie
joanna
Odpisz
#9
Bardzo mi przykro, że to panią spotkało.
Odpisz
#10
Mi również jest bardzo przykro, nikt nie powinien doświadczyć takiej tragedii. Życzę Pani dużo siły.
Można mi pomagać na różne sposoby, ale oddychać muszę sam.
Jacek Podsiadło
Odpisz
#11
... wyrazy współczucia, nie wyobrażam sobie nawet jaki to ból utracić własne dziecko.
Chłopaki niech płaczą, chłopaki niech płaczą
Chłopaki niech wiedzą, że wolno im czuć

Jebać kulturę maczo, chłopaki niech uczą się używać słów
Odpisz
#12
Współczuje Joasiu.
Nie zadręczaj się, chciałaś mu pomóc, dać nadzieję że jednak warto żyć i myślę że syn doceniał twoje starania i intencje. Niestety jesteśmy tylko ludźmi i na wiele rzeczy nie mamy do końca wpływu. Trzymaj się ciepło Asiu.
Pozdrawiam.
Odpisz
#13
Po prostu współczuję...
It's not like I make the choice to let my mind stay so fucking messy
Odpisz
#14
Wielka tragedia, bardzo mi przykro...
Odpisz
#15
Witam
bardzo dziękuje za to że w ogóle przeczytaliście to co napisałam, nie spodziewałam się takich odpowiedzi, myślałam że raczej mnie zignorujecie albo skrytykujecie, bo ja czuje w sobie dużo winy, że coś źle robiłam, że nie dałam rady że poniosłam klęskę, ja tak czuje, ale nie chce litości nie po to to piszę, dziękuje że jesteście.
Pozdrawiam
joanna
Odpisz
#16
Aż mi serce pękło jak to przeczytałem. Pani Joasiu, jesteśmy z Panią. Po tym co Pani pisze, wnioskuję, że jest Pani wspaniałym człowiekiem, a na pewno była Pani dobrą matką, skoro syn gotów był żyć dla Pani. Mam nadzieję, że nie czuje się Pani przegrana mimo tego tragicznego przeżycia, które Panią spotkało. Łączę się w żalu i życzę Pani, by to wydarzenie czyniło Panią jeszcze lepszą wersją siebie każdego dnia, by dało Pani siłę do pokonywania wszelkich przeciwności losu. Pozdrawiam i ściskam wirtualnie.
Nostalgicznie wplotę Cię w monolog
Po godzinach trwania w nocnej ciszy
Zanim ruszę w podróż Mleczną Drogą
Zniknę w łapach Wielkiej Niedźwiedzicy
[-] 4 użytkowników polubił(o) wpis Szary:
  • mardybum, piotrer09, Omul, Shiro
Odpisz
#17
To strasznie smutnę, współczuję.
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#18
(08 Sty 2018, Pon 20:02)Szary napisał(a): Aż mi serce pękło jak to przeczytałem. Pani Joasiu, jesteśmy z Panią. Po tym co Pani pisze, wnioskuję, że jest Pani wspaniałym człowiekiem, a na pewno była Pani dobrą matką, skoro syn gotów był żyć dla Pani. Mam nadzieję, że nie czuje się Pani przegrana mimo tego tragicznego przeżycia, które Panią spotkało. Łączę się w żalu i życzę Pani, by to wydarzenie czyniło Panią jeszcze lepszą wersją siebie każdego dnia, by dało Pani siłę do pokonywania wszelkich przeciwności losu. Pozdrawiam i ściskam wirtualnie.

Dziękuje za te piękne słowa, choć nie czuje bym na nie zasłużyła, pewnie nieświadomie też dołożyłam synowi gwóźdź do trumny...kiedyś sama byłam bardzo nieśmiała, poradziłam sobie z tym jakoś, wszyscy postrzegają mnie raczej jako pewną siebie osobę i myślałam że chroniąc syna, prostując jego drogi i waląc przeszkody pomogę mu by nie musiał przejśc przez to co ja...to był błąd, bo syn nie był poprostu nieśmiały jak ja, on miał bardzo mocną fobię, ja wyręczając go nieświadomie robiłam mu krzywdę, nie wierzył że może sobie poradzić sam, tak teraz myślę. Syn był i jest całym moim życiem, czuje jakby ktoś okradł mnie z całego życia, serca, myśli i nadzieji, ale dam radę bo obiecałam mu że dam radę bo jeśli on dał radę żyć dla mnie kiedy wokół była tylko czarna dziura, cierpienie, strach i samotność to ja teraz żyję dla niego, on daje mi siłe, czuje jego obecnośc i wiem że muszę zrobić wszystko żeby był ze mnie dumny kiedyś...bo ja jestem z niego dumna i kocham go równie mocno. Mocno wierze w to że da się wyjść z kręgu strachu, osamotnienia, nam sie nie udało, ale wy nie poddawajcie się, bylebyście spotkali na swojej drodze dobrych życzliwych ludzi, którzy pomogą uwierzyć w siebie, a nie zdeptają nieświadomi że czasem to może zabć.
Napisałam o ludziach takich jak mój syn wiersz, nieporadny ale myślę że jest w nim prawda...

Anioł

Być człowiekiem to trudne zadanie,
żyć tak by nie odejść w zapomnieniu.
Czasem człowiek aniołem sie staje,
skrzydła jego rosną w bólu i cierpieniu.
Karmione samotnością, podlewane łzami,
umierają cichutko w swoich domach....
Nawet nie wiesz ile ich jest między nami
my trzymaliśmy jednego w ramionach...

Pozdrawiam
joanna
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis joanna12345:
  • halala, Szary, mardybum
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Paniczny strach przed śmiercią rodziców Zenit 11 1 448 16 Lis 2018, Pią 22:58
Ostatni post: Żółwik
  Powody dla których nienawidzimy swoich rodziców _marcin 32 4 095 26 Paź 2017, Czw 10:01
Ostatni post: paranormal987
  Szczęśliwe małżeństwo rodziców a fobia społeczna dziecka? Kawałek_Kulki 57 5 117 22 Paź 2011, Sob 13:27
Ostatni post: uno88


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.