Fobia społeczna  - Mieszkanie ze współlokatorem
#1
Mam taki problem: przez ostatnie 1,5 roku mieszkałam sama, a teraz przeprowadziłam się do nowego mieszkania, które będę dzielić z drugą osobą. W dodatku nie znamy się w ogóle, pierwszy raz spotkałyśmy się wczoraj, kiedy przywiozła trochę swoich rzeczy. Wprowadza się w ten weekend, a ja już od miesiąca się całą sytuacją strasznie stresuję.

Generalnie nie mam problemu z tym, żeby dzielić z kimś wspólną przestrzeń, kuchnię, łazienkę. Może nawet dobrze mi zrobi sama obecność kogoś w mieszkaniu. Gdyby to był ktoś kogo znam i z kim czuję się względnie komfortowo to mogłoby być całkiem fajnie. Problem w tym, że to obca osoba, a mi strasznie trudno nawiązywać kontakty z ludźmi. Nigdy nie wiem co powiedzieć i jak się zachować. Boję się, że pomyśli, że jestem dziwna/nienormalna i że będzie się źle czuła ze mną w mieszkaniu.

Czytałam trochę na forach i blogach o mieszkaniu ze współlokatorami i trochę zdziwił mnie fakt jak dużo osób podaje nieśmiałość jako wadę u współlokatorów. "Ludzie duchy, którzy tylko przemykają między drzwiami swojego pokoju, a wejściowymi, a najdłuższa wypowiedź, jaką możesz od nich usłyszeć, to „cześć”, gdy przypadkiem trafisz na nich w kuchni." No i właśnie się boję, że takim ludziem duchem zostanę. Bo będę się bała odezwać albo nie będę miała nic do powiedzenia. I ona potem pomyśli, że jej nie lubię i atmosfera w mieszkaniu będzie kiepska.

Na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia już za późno - widziałyśmy się tylko przez chwilę, ale byłam strasznie spięta i nerwowa. Na pewno to zauważyła. Sytuacji nie poprawia fakt, że jest w moim wieku, więc automatycznie się z nią porównuję. I w tym porównaniu wypadam dużo gorzej. Ona jest bardzo sympatyczna i miła, ładna, ma pracę, chłopaka i znajomych. Chcąc nie chcąc czuję się jak straszny przegryw przy niej, co tylko potęguje mój stres.

Poza tym mam nieprzyjemne wspomnienia z ostatniego razu, kiedy dzieliłam mieszkanie z innymi (mieszkałam z trzema dziewczynami przez 2 lata zaraz po liceum). Na początku było w miarę, ale im gorzej się czułam psychicznie, tym więcej się izolowałam. Na końcu nie wychodziłam z pokoju, jeżeli ktoś inny był w części wspólnej mieszkania, bo się bałam. Nie raz też słyszałam jak współlokatorki śmieją się z mojego dziwactwa.

Pocieszam się, że tym razem jest to tylko jedna osoba i mamy dość rozbieżne grafiki pracy, więc może będzie łatwiej...

Macie jakieś sposoby na rozpoczęcie dobrej relacji ze współlokatorem?
Odpisz
#2
Weź ja na jakiś alkohol, może się poznacie bliżej xd
A tak serio to jeśli jest naprawde sympatyczna i miła to może Ci nawet pomóc w jakiś sposób, może Cie wysłucha, zaprzyjaźnicie się. To, że ona ma chłopaka, znajomych itd nie znaczy, że musi być super szczęśliwa, na pewno też ma/miała lub będzie miała jakieś problemy w życiu, to nieuniknione. Może ona też sie stresuje mieszkaniem z Tobą i myśli jak wypadła?
Ja bym radził raczej nie udawać zbytnio kogoś kim nie jesteś. Wiadomo możesz być miła, pogadać, zapytać o coś bo tego samego pewnie oczekujesz od niej, ale nie tak na siłę grać kogoś. To tak mówie ze swoich odczuć, że potem ciagniecie tego dalej jest strasznie meczace, a jeszcze gorzej jak ktoś tego nieprawdziwego Cb polubił i nie chcesz już pokazać "Siebie" by tego nie stracić.

Zawsze wszystko możecie sobie wyjaśnić szczera rozmowa.
A jezeli bedzie się z Ciebie wysmiewac to watpie by była warta Twoich zmartwień o tym jak dla niej wypaść

Powodzenia
Odpisz
#3
Ja zawsze ze swoimi wspollokatorami mialem dobre relacje. Kazdy byl otwarty i chetny do znajomosci.
Moze Twoj okaze sie bardzo towarzyski i dzieki niemu poznasz ludzi i wyjdziesz z fobii    :Uśmiecha się puszczając oko:
Odpisz
#4
(30 Lis 2018, Pią 22:37)argo napisał(a): Na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia już za późno - widziałyśmy się tylko przez chwilę, ale byłam strasznie spięta i nerwowa. Na pewno to zauważyła. Sytuacji nie poprawia fakt, że jest w moim wieku, więc automatycznie się z nią porównuję. I w tym porównaniu wypadam dużo gorzej. Ona jest bardzo sympatyczna i miła, ładna, ma pracę, chłopaka i znajomych. Chcąc nie chcąc czuję się jak straszny przegryw przy niej, co tylko potęguje mój stres.

@argo, nie pozbędziesz się tego spięcia i nerwowości z dnia na dzień. Ale z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że bardziej Ty się skupiasz na tym, że ona być może to zauważyła, niż ona na Twoim ewentualnym spięciu.
Wiem dobrze, że łatwo mi się tak z zewnątrz racjonalizuje Twoją sytuację, a od środka postrzegasz ją jako realny stres.

Sporo zależy od tej osoby. Być może będzie życzliwa wobec Ciebie i sama okaże Ci jakąś sympatię. Wtedy skorzystaj z tego i daj się oswoić.
Może będzie neutralna. Będziesz z nią "tylko" mieszkać.
Jeśli to w miarę ustatkowana osoba i wyrośnięta z czasów licealno-studencko-imprezowych, to nie spodziewałbym jakiegoś wyśmiewania pod nosem czy innych niesmacznych zachowań.

Tak jak @damiandamianfb pisał, nie udawaj kogoś innego, nie staraj się za wszelką cenę ukrywać swojej fobiczności.

(30 Lis 2018, Pią 22:37)argo napisał(a): Poza tym mam nieprzyjemne wspomnienia z ostatniego razu, kiedy dzieliłam mieszkanie z innymi (mieszkałam z trzema dziewczynami przez 2 lata zaraz po liceum). Na początku było w miarę, ale im gorzej się czułam psychicznie, tym więcej się izolowałam. Na końcu nie wychodziłam z pokoju, jeżeli ktoś inny był w części wspólnej mieszkania, bo się bałam. Nie raz też słyszałam jak współlokatorki śmieją się z mojego dziwactwa.

Znam ten ból. W pewnym okresie mieszkania na stancji przystawiałem ucho do podłogi przy drzwiach, żeby usłyszeć, czy ktoś nie przebywa w kuchni czy na korytarzu.    :Uśmiecha się:
Odpisz
#5
(30 Lis 2018, Pią 22:55)damiandamianfb napisał(a): Ja bym radził raczej nie udawać zbytnio kogoś kim nie jesteś. Wiadomo możesz być miła, pogadać, zapytać o coś bo tego samego pewnie oczekujesz od niej, ale nie tak na siłę grać kogoś. To tak mówie ze swoich odczuć, że potem ciagniecie tego dalej jest strasznie meczace, a jeszcze gorzej jak ktoś tego nieprawdziwego Cb polubił i nie chcesz już pokazać "Siebie" by tego nie stracić.
Udawanie kogoś kim zupełnie nie jestem raczej w grę nie wchodzi, bo nie potrafię tego umiejętnie robić. Jak się do czegoś za bardzo zmuszam to wychodzi strasznie sztucznie. Z drugiej strony nie wiem czy to dobry pomysł zaczynać relację od ''A tak przy okazji to jestem trochę porąbana w głowę i panicznie boję się ludzi".
(01 Gru 2018, Sob 18:32)Żółwik napisał(a):
(30 Lis 2018, Pią 22:37)argo napisał(a): Na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia już za późno - widziałyśmy się tylko przez chwilę, ale byłam strasznie spięta i nerwowa. Na pewno to zauważyła. Sytuacji nie poprawia fakt, że jest w moim wieku, więc automatycznie się z nią porównuję. I w tym porównaniu wypadam dużo gorzej. Ona jest bardzo sympatyczna i miła, ładna, ma pracę, chłopaka i znajomych. Chcąc nie chcąc czuję się jak straszny przegryw przy niej, co tylko potęguje mój stres.

@argo, nie pozbędziesz się tego spięcia i nerwowości z dnia na dzień. Ale z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że bardziej Ty się skupiasz na tym, że ona być może to zauważyła, niż ona na Twoim ewentualnym spięciu.
Wiem dobrze, że łatwo mi się tak z zewnątrz racjonalizuje Twoją sytuację, a od środka postrzegasz ją jako realny stres.

Sporo zależy od tej osoby. Być może będzie życzliwa wobec Ciebie i sama okaże Ci jakąś sympatię. Wtedy skorzystaj z tego i daj się oswoić.
Może będzie neutralna. Będziesz z nią "tylko" mieszkać.
Jeśli to w miarę ustatkowana osoba i wyrośnięta z czasów licealno-studencko-imprezowych, to nie spodziewałbym jakiegoś wyśmiewania pod nosem czy innych niesmacznych zachowań.

Tak jak @damiandamianfb pisał, nie udawaj kogoś innego, nie staraj się za wszelką cenę ukrywać swojej fobiczności.

(30 Lis 2018, Pią 22:37)argo napisał(a): Poza tym mam nieprzyjemne wspomnienia z ostatniego razu, kiedy dzieliłam mieszkanie z innymi (mieszkałam z trzema dziewczynami przez 2 lata zaraz po liceum). Na początku było w miarę, ale im gorzej się czułam psychicznie, tym więcej się izolowałam. Na końcu nie wychodziłam z pokoju, jeżeli ktoś inny był w części wspólnej mieszkania, bo się bałam. Nie raz też słyszałam jak współlokatorki śmieją się z mojego dziwactwa.

Znam ten ból. W pewnym okresie mieszkania na stancji przystawiałem ucho do podłogi przy drzwiach, żeby usłyszeć, czy ktoś nie przebywa w kuchni czy na korytarzu.    :Uśmiecha się:
Dokładnie, próbuję sobie powtarzać, że nie musimy od razu się przyjaźnić, wystarczą neutralne relacje i spokojna atmosfera w mieszkaniu. No nic, zobaczymy jutro, jak się już wprowadzi.

I przykro mi, że też miałeś podobną sytuację ze współlokatorami. To jest straszne, że lęk powoduje takie męki w miejscu, gdzie człowiek mieszka i powinien się czuć bezpiecznie.

Dzięki wszystkim za słowa otuchy    :Uśmiecha się:
Odpisz
#6
Update, o który nikt nie prosił:

Współlokatorka wprowadziła się w niedzielę i na razie sytuacja jest w miarę ok, aż sama jestem zdziwiona? Nawet zjadłyśmy razem obiad i pogadałyśmy trochę, głównie o pracy. Tylko, że nadal jestem mocno nerwowa i język mi się plącze w rozmowie z nią. Jak słyszę dźwięk klucza w zamku jak wchodzi do mieszkania to mi mimowolnie tętno skacze i łomocze serce    :Czuje się winny: Ale mimo to staram się zmuszać do kontaktu i nie zamykać się w pokoju cały czas.

Najbardziej mnie męczy to, że nie wiem co ona o mnie myśli. Mam takie poczucie cały czas, że na pewno wolałaby mieszkać z kimś bardziej towarzyskim i otwartym.

I czuję się strasznie nieogarnięta życiowo w porównaniu z nią. Mieszka tu od 2 dni, a już ma pokój całkiem urządzony, włącznie ze zdjęciami chłopaka i znajomych oraz aesthetic lampkami jak z tumblra. Tymczasem u mnie skandynawskie więzienie. Gołe ściany i meble z Ikei sztuk trzy. Nawet firanek jeszcze nie mam    :Smuci się:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis argo:
  • Żółwik
Odpisz
#7
Dobrze, że sie układa. Wyobrażam sobie i czuje jak to musi być stresujace
Odpisz
#8
(03 Gru 2018, Pon 23:02)damiandamianfb napisał(a): Dobrze, że sie układa. Wyobrażam sobie i czuje jak to musi być stresujace
No, jest duży stres. Ale powtarzam sobie, że im dłużej będziemy mieszkać razem, tym bardziej będę się "oswajać" z drugą osobą w mieszkaniu.

I może jej obecność mnie zmotywuje, żeby się bardziej ogarnąć (koniec z chodzeniem w piżamie cały weekend..)
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis argo:
  • Żółwik
Odpisz
#9
(03 Gru 2018, Pon 22:44)argo napisał(a): Update, o który nikt nie prosił:

Współlokatorka wprowadziła się w niedzielę i na razie sytuacja jest w miarę ok, aż sama jestem zdziwiona? Nawet zjadłyśmy razem obiad i pogadałyśmy trochę, głównie o pracy. Tylko, że nadal jestem mocno nerwowa i język mi się plącze w rozmowie z nią. Jak słyszę dźwięk klucza w zamku jak wchodzi do mieszkania to mi mimowolnie tętno skacze i łomocze serce    :Czuje się winny: Ale mimo to staram się zmuszać do kontaktu i nie zamykać się w pokoju cały czas.

Najbardziej mnie męczy to, że nie wiem co ona o mnie myśli. Mam takie poczucie cały czas, że na pewno wolałaby mieszkać z kimś bardziej towarzyskim i otwartym.

I czuję się strasznie nieogarnięta życiowo w porównaniu z nią. Mieszka tu od 2 dni, a już ma pokój całkiem urządzony, włącznie ze zdjęciami chłopaka i znajomych oraz aesthetic lampkami jak z tumblra. Tymczasem u mnie skandynawskie więzienie. Gołe ściany i meble z Ikei sztuk trzy. Nawet firanek jeszcze nie mam    :Smuci się:
Wiem, że to łatwo powiedzieć, ale nie porównuj się z nią. Ona jest towarzyska i lubi mieć przytulnie w pokoju, a Ty wolisz minimalizm lub nie przywiązujesz wagi do rzeczy w otoczeniu, ale to nie znaczy, że jesteś gorsza czy życiowo nieogarnięta.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis kriss_de_valnor:
  • Żółwik
Odpisz
#10
(03 Gru 2018, Pon 23:27)kriss_de_valnor napisał(a): Ona jest towarzyska i lubi mieć przytulnie w pokoju, a Ty wolisz minimalizm lub nie przywiązujesz wagi do rzeczy w otoczeniu, ale to nie znaczy, że jesteś gorsza czy życiowo nieogarnięta.

Tak ładnie to ujęłaś, że nawet mi trochę lepiej    :Uśmiecha się pogodnie:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis argo:
  • kriss_de_valnor
Odpisz
#11
(03 Gru 2018, Pon 23:17)argo napisał(a): No, jest duży stres. Ale powtarzam sobie, że im dłużej będziemy mieszkać razem, tym bardziej będę się "oswajać" z drugą osobą w mieszkaniu.

I może jej obecność mnie zmotywuje, żeby się bardziej ogarnąć (koniec z chodzeniem w piżamie cały weekend..)

Tak trzymać, mam nadzieję, że to będzie pozytywnie motywujące.    :Uśmiecha się puszczając oko:
Brakuje mi teraz w życiu takiego oswajania się. Z jednej strony wróciłbym się do czasów mieszkania na stancji. Z drugiej strony mój stan psychiczny nie pozwala mi jeszcze na podejmowanie takich wyzwań – pracuję i "walczę o życie".
Odpisz
#12
Wolałbym dzielić przestrzeń mieszkalną ze spokojnym współlokatorem dziwakiem, niż wiecznym imprezowiczem.
Odpisz
#13
(04 Gru 2018, Wto 21:07)Żółwik napisał(a): Tak trzymać, mam nadzieję, że to będzie pozytywnie motywujące.    :Uśmiecha się puszczając oko:
Brakuje mi teraz w życiu takiego oswajania się. Z jednej strony wróciłbym się do czasów mieszkania na stancji. Z drugiej strony mój stan psychiczny nie pozwala mi jeszcze na podejmowanie takich wyzwań – pracuję i "walczę o życie".
Ja już od dłuższego czasu zastanawiałam się czy nie spróbować znowu mieszkać z kimś, żeby się oswajać i mieć więcej kontaktu z ludźmi. Tak długo myślałam, aż mnie życie zmusiło do wyprowadzki z kawalerki. A mówiąc życie mam na myśli natrętnie powracające karaluchy    :Martwy: Przy perspektywie życia dalej z tym paskudztwem przeprowadzka do mieszkania dzielonego z drugą osobą nagle przestała wydawać się niewykonalna. Tak więc jeśli wachasz się przed zmianą sytuacji mieszkalnej to polecam inwazję robactwa    :Uśmiecha się puszczając oko:
(04 Gru 2018, Wto 21:24)Strachliwy napisał(a): Wolałbym dzielić przestrzeń mieszkalną ze spokojnym współlokatorem dziwakiem, niż wiecznym imprezowiczem.
Może rzeczywiście z dwojga złego lepiej mieszkać z dziwakiem pustelnikiem..
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis argo:
  • Żółwik
Odpisz
#14
(05 Gru 2018, Śro 23:30)argo napisał(a): Ja już od dłuższego czasu zastanawiałam się czy nie spróbować znowu mieszkać z kimś, żeby się oswajać i mieć więcej kontaktu z ludźmi. Tak długo myślałam, aż mnie życie zmusiło do wyprowadzki z kawalerki. A mówiąc życie mam na myśli natrętnie powracające karaluchy    :Martwy: Przy perspektywie życia dalej z tym paskudztwem przeprowadzka do mieszkania dzielonego z drugą osobą nagle przestała wydawać się niewykonalna. Tak więc jeśli wahasz się przed zmianą sytuacji mieszkalnej to polecam inwazję robactwa    :Uśmiecha się puszczając oko:
Wiesz, w domku mam co jesień inwazję do dziesięciu myszy i mnie to nie wyprowadza.    :Uśmiecha się szeroko:
Lepsze w moim przypadku byłoby pojawienie się takiej ilości obowiązków w pracy, że dojeżdżanie stałoby się niemożliwe.
Odpisz
#15
(06 Gru 2018, Czw 8:54)Żółwik napisał(a): Wiesz, w domku mam co jesień inwazję do dziesięciu myszy i mnie to nie wyprowadza.    :Uśmiecha się szeroko:
Lepsze w moim przypadku byłoby pojawienie się takiej ilości obowiązków w pracy, że dojeżdżanie stałoby się niemożliwe.
To ja już chyba wolę inwazję myszy, przynajmniej to takie obiektywnie urocze zwierzęta    :Uśmiecha się szeroko: A u karaluchów się nijak nie doszukasz pozytywnych cech    :Smuci się bardzo:
Odpisz
#16
Ok, pierwszy tydzień za mną:

- Ogarnęła mnie jakaś kompulsja sprzątania, mam wrażenie, że cały czas latam ze zmiotką po mieszkaniu. Z jednej strony fajnie mieć motywację do czegoś (już zapomniałam jak to jest). Z drugiej strony obawy, że jak nie posprzątam w łazience wszystkich swoich włosów, co do jednego, to Współlokatorka pomyśli, że jestem obrzydliwa i brudna, już nie są fajne.

- Lepiej mi się śpi, jak wiem, że ktoś inny jest w mieszkaniu. Chyba czuję się bezpieczniej.

- Wstaję i kładę się spać wcześniej. To pierwsze jest dużym plusem - kiedyś ciężko mi było wstać po 20 budzikach nastawionych w odstępach kilku minut. Teraz budzę się po pierwszym - chyba stresuję się tym, że ją obudzę jak alarm będzie zdzwonił wiele razy. Wcześniejsze chodzenie spać to już moje tchórzostwo - wiem, że ona przychodzi z pracy między 23 a 24, więc kładę się spać wcześniej, żeby nie mieć problemu z tym jak się zachować, jak wróci.

- Dalej stresuję się rozmawianiem i interakcją generalnie. Przed chwilą przyszłam z pracy i jest u niej koleżanka, siedzą zamknięte w pokoju. Po wejściu do mieszkania tak długo się namyślałam czy się jakoś przywitać, zawołać cześć czy coś, aż zrobiło się za późno na cokolwiek i teraz pewnie myśli, że jestem aspołecznym gburem. A teraz siedzę zamknięta w pokoju i jem czekoladę zamiast obiadu jak jakiś dzikus. Żeby się nie kręcić po mieszkaniu za dużo.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Przygód ze współlokatorem ciąg dalszy (enneagram 4w5 vs 8w9) The_Visitor 11 1 390 17 Gru 2015, Czw 0:56
Ostatni post: Zasió
  Mieszkanie samemu Lixijian 15 2 091 24 Lip 2015, Pią 0:27
Ostatni post: Alchemik umysłu


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.