- Ile w nas jest winy?
#1
Temat zainspirowany moimi ostatnimi przemyśleniami...
Bo tak się zastanawiam: z jednej strony mówi nam się, że nie ma co się obwiniać za to, co się zdarzyło, bo raz, że tego nie cofniemy, a dwa, oznacza to prawdopodobnie, że zrobiliśmy wszystko to, co mogliśmy. Jednakże jest i druga teoria, która mówi, że nie powinniśmy zwalać winny na innych, tylko zawsze patrzeć na to, co my zrobiliśmy źle.
Druga, pokrewna sprawa - na ile my mamy się dostosować do społeczeństwa a na ile pozostać przy naszych przekonaniach, nawet, jeśli mniejszościowych? Na ile mieć pretensje do innych, że nas nie akceptują?

Ciekaw jestem waszych opinii.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#2
Tyle w nas winy ile sami uważamy, że jesteśmy winni. Może nie chodzi nawet o rzeczywistą winę, ale własne poczucie winy. Co do tego na ile mieć pretensje do innych, to moim zdaniem należy się w ogóle pozbyć pretensji, bo hejterzy i nieprzychylne opinie będą zawsze nawet gdybyśmy bili rekordy w byciu idealnym.
Odpisz
#3
Wszystko zależy od sytuacji najprawdopodobniej. Sumienia danej osoby.

Są tacy co nie widzą nic złego w swych czynach, są i ludzie którzy uważają że wszystko co złe, jest z ich winy.
Najprawdopodobniej bierze się to z warunków w których dorastaliśmy, pierwszych interakcji z ludźmi. Tego co nauczyli nas rodzice/opiekunowie.

Obwiniać się można, gdy to nasze czyny i słowa, bezpośrednio czy też nie, wpłynęły negatywnie na drugą osobę, w sposób ją krzywdzący. Poczucie winy ogarnia nas, czujemy się nieswojo, możemy nawet zasłaniać się agresją, ucieczką. Emocje opadają, widzimy problem z innej perspektywy.
To dotyczy ludzi z sumieniem, którzy posiadają możliwość zrozumienia uczuć drugiego człowieka, empatię i wrażliwość.
Jedni starają się naprawić, bądź zadośćuczynić krzywdę, inni starają się zapomnieć i dręczeni wyrzutami sumienia zatracają się w nałogach, złości.
Co dana osoba postanowi, zależy tylko od charakteru i przeszłych doświadczeń.

Możliwe też, że nie potrafi poradzić sobie z tym uczuciem, ponieważ nikt nie zadośćuczynił wcześniej krzywd wyrządzonej tej osobie. Nie rozumie jak powinna się zachować. Tłumacząc sobie, że "nic już nie da się z tym zrobić". Licząc na zapomnienie, a nawet wybaczenie.

Zwalanie winy na siebie "dla większego dobra". Możliwie, wynikające z lęków i chęci zaspokojenia kłótni, sprzeczki. Poświęcenie się dla zażegnania konfliktu. Przyzwyczajenie do tej formy bycia "kozłem ofiarnym", które wcześniej odgrywało takąż samą rolę. Na dłużą metę budząca strach, nienawiść, depresję.

Uważam zatem, że dopóki nie czujemy się w zgodzie z własnym sumieniem, nie czujemy że naprawiliśmy krzywdę, nie zrobiliśmy wszystkiego co "mogliśmy". Dużo zależy zatem czy, i jakie to sumienie posiadamy.
Zwalanie winy wyłącznie na siebie jest również niewłaściwe. Coś jednak wpłynęło na naszą reakcję, odpowiedź. Nie jest ona nieuzasadniona, nawet jeśli druga osoba twierdzi że jest inaczej. Są dwie strony medalu, trzeba mieć pewność, że osoby zainteresowane znają obie jego strony.
Ignorancja nie jest wytłumaczeniem. Tak samo jak nieznajomość prawa nie zwalnia nas z jego przestrzegania.
Wina zawsze leży pośrodku. Musimy pamiętać, że tak samo jak my jesteśmy święcie przekonani o swojej racji, tak samo druga osoba jest przekonana o swoich racjach. Nie znam osoby, która lubi być podważana i przekonywana że nie ma racji. Stąd biorą się konflikty.

Cytat:na ile my mamy się dostosować do społeczeństwa a na ile pozostać przy naszych przekonaniach
Ja trzymam się swoich przekonań, to czyni mnie człowiekiem, mam własne zdanie, nawet jeśli niepopularne.
To Ty kształtujesz swoje życie, to Ty będziesz zarabiał, żył. Nikt inny dla Ciebie tego nie zrobi. Oceniać i osądzać będzie Cię każdy.
Pamiętajmy jak wielu wybitnych uczonych, wynalazców wybiegających poza swoje epoki było ośmieszanych, poddanych drwinie.
Czy oni ugięli się presji? Nie.
Gdyby jej ulegli, byliby kolejnymi, pospolitymi ludźmi.

Wygłaszać swe opinie należy jednak z uwagą, w odpowiednich miejscach, z podobnie do siebie myślącymi ludźmi. Wtedy jest największa szansa na zrozumienie. Nawet jeśli masz rację, gdy Twe słowa padają do niewłaściwych uszu, będziesz w błędzie.
Przykładem może być naukowiec, który wieczorem w parku spotkał smutnych panów, bez uśmiechu w ubraniach firmy "Adidos".
Starałby się im wytłumaczyć teorię kwantową, oni z pewnością wyłożyliby argumenty przeciwstawne do jego teorii.
Tenże sam naukowiec przemawiałby do rówieśników na konwencji naukowej, a reakcja byłaby zupełnie odmienna.

Czy mieć pretensje, że nas nie akceptują?
Ich akceptacja jest warta według mnie tyle co oni sami. Nie wszyscy są warci tego by nas akceptowali. Tolerowali, tak.
Nie szukam akceptacji w środowiskach z którymi nie chcę mieć nic do czynienia. Oczekuję jednak tolerancji, gdyż sam takową staram się przejawiać. Żyj i pozwól żyć.
Zrozumienie przychodzi z czasem. Pojawiają się potrzeby, wspólne tematy, problemy. Bariery się przełamują. Czas na to jest zróżnicowany, bo zależny od charakteru ludzi.
Kto wnika, ten znika.
Odpisz
#4
Większość decyzji podejmujemy my sami, niekiedy przy wsparciu lub nacisku z zewnątrz ale ostatnie słowo zwykle należy do nas. Jest dość znany kawałek WWO "Mogę wszystko". Ogólnie nie słucham tego typu muzyki ale prawda zawarta w tekście miażdży. Rozumiem, iż wielu ludzi ma ciężkie życie, sytuacja społeczna, gospodarcza czy kulturowa wymuszają pewne zachowania ale wierzę, że zawsze możemy coś zmienić.

Niektóre cechy charakterystyczne dla większości są dobre. Wielu z nas nie ma odwagi by nawiązać konkretniejsze relacje między ludzkie, by swobodnie wypowiadać się w grupie. Osobiście sam tego nie lubię, najchętniej zakopałbym się pod ziemią i już nigdy stamtąd nie wychodził (chyba, że po piwo :]) ale nauczyłem się przełamać własne opory i nawet wystąpienia publiczne nie sprawiają mi problemu. Ok, czuję się po nich jak pluszowy miś po spotkaniu z rozpędzoną ciężarówką ale najważniejsze, że potrafię wyjść przed ludzi i powiedzieć to co muszę.

Sztuką jest czerpać odpowiednie wzorce, wykreować swój własny punkt widzenia na ważne sprawy i nie bać się zmian gdy uznamy je za słuszne.
Odpisz
#5
stap!inesekend napisał(a):Temat zainspirowany moimi ostatnimi przemyśleniami...
Bo tak się zastanawiam: z jednej strony mówi nam się, że nie ma co się obwiniać za to, co się zdarzyło, bo raz, że tego nie cofniemy, a dwa, oznacza to prawdopodobnie, że zrobiliśmy wszystko to, co mogliśmy. Jednakże jest i druga teoria, która mówi, że nie powinniśmy zwalać winny na innych, tylko zawsze patrzeć na to, co my zrobiliśmy źle.
Druga, pokrewna sprawa - na ile my mamy się dostosować do społeczeństwa a na ile pozostać przy naszych przekonaniach, nawet, jeśli mniejszościowych? Na ile mieć pretensje do innych, że nas nie akceptują?

Ciekaw jestem waszych opinii.
Ciekawy temat. W rzeczywistości nie ma żadnej winy z niczyjej strony i nigdy nie było - to jest trzecia teoria i za nią bym obstawiał. Czyż to nie uwalniające?    :Uśmiecha się: Wszystko było OK, jest OK i będzie OK    :Uśmiecha się:
Nie myśl o tym, bo jak długo myslisz o tym i dzielisz świat na winnych i niewinnych to nie rozwiążesz problemu. Dopiero jak wyjdziesz poza problem, jak porzucisz winę, obojętnie z czyjej strony, to stwarzasz warunki w których twoje urazy i traumy mogą się "wyleczyć". Bądź odpowiedzialny, ale nie czuj się winny. Nie obarczaj ją tez innych. W zasadzie to nie ma znaczenia kim ją obarczasz, na jedno wychodzi. I pewnego dnia nadejdzie chwila, w którym przestaniesz czuć poczucie winy, czy urazę do innych. Bez oczekiwania jej.
Tak naprawdę nigdy nie było żadnej winy, w głębi siebie do nikogo nie czujesz winy już teraz, kochasz siebie i nie czujesz do nikogo żadnej urazy. Tylko sobie to uświadom, choćby na krótki czas, a to wywoła zmianę automatycznie w tobie. Konflikt pojawia się jak stwarzasz go w umyśle i zaczynasz go mielić w kółko i w kółko. Ale jest dobra nowina: mozna to porzućić, przestać myśleć o tym, ! Wtedy problem przestaje istnieć bo przestajesz go stwarzać w umyśle. W tym jest nasz wybór.

Albo możesz podejść z innej strony i odnależć w sobie to co odczuwa urazę "zranione dziecko" i jednoczesnie odnajdź w sobie "kochającą matkę" i wyobraź sobie jak matka przytula dziecko i obdarza go miłością, czułością, zrozumieniem, wyciera jego łzy, itp. W ten sposób nauczysz się kultywować miłość do samego siebie, jak i patrzenia na swoje urazy z pozycji obserwatora.

Jestes odpowiedzialny, bo obraz twojej własnej matki czy kogokolwiek innego sam stwarzasz w swoim umyśle, w twoim umyśle jesteś ty, jako zranione dziecko, itp. Możesz przestać stwarzać to i być wolny.    :Uśmiecha się puszczając oko: Nie nadawać temu wszystkiemu takiej realności, wtedy to traci swoją moc.

Cytat:tylko zawsze patrzeć na to, co my zrobiliśmy źle.
Nigdy nie patrz wstecz, nigdy nie patrz wstecz. Nie daj sobie nikomu niczego wkręcić. Pewną refleksję mozna zrobić zaraz po tym jak coś zrobiłeś nie tak, np. zraniłes kogoś itp. ale jak raz to przemyślisz, postanowisz coś sobie, itp. to nie wracaj do tego. Bo dając temu energię, myśląc o tym, nadajesz temu realność. Bądź wolny i nie wracaj do tego! Dana sytuacja ma cię tylo pouczyć, a nie uwiązać!

Cytat:Większość decyzji podejmujemy my sami, niekiedy przy wsparciu lub nacisku z zewnątrz ale ostatnie słowo zwykle należy do nas
Tylko do nas. Nacisk z zewnątrz jest też wewnątrz i sami go kreujemy, mamy więc wybór!

W rzeczywistości mówią, że żadnych problemów nie rozwiązuje się wprost, ale wyrasta się ponad nie ! Tak jak małe dziecko wyrasta z siusiania w majtki, itp.    :Uśmiecha się puszczając oko:

Wszystkiego dobrego stap!    :Uśmiecha się:
Odpisz
#6
Avalain napisał(a):Na dłużą metę budząca strach, nienawiść, depresję.
Ech...

Ej, ale zawsze można powiedzieć, że można było zrobić więcej.

Mc - ciekawy koncept.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#7
stap!inesekend, czy mógłbyś proszę podać jakąś konkretną sytuację do której chciałbyś zastosować te teorie o bierności i dawania z siebie więcej? Możliwe, że pomogłoby to w lepszym zobrazowaniu.

Inaczej wszystko wydaje i się zależne od specyficznej sytuacji. Niektóre wymagają drastycznych środków, inne są natomiast delikatne.
Kto wnika, ten znika.
Odpisz
#8
Taki fajny temat! - pomyślałem sobie czytając - stapowi chodzą po głowie podobne pytania jak mnie. Wchodzę, a tu takie pierdolamento, Jeden o obwinianiu się o nasze złe uczynki, podczas gdy temat o fobii, dalej znowu panaceum na wszystko pt "nirvana albo miej wyje....e"...

Eee... nie obrażajcie się, liczyłem na coś innego po prostu...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#9
A z chęcią bym Twój punkt widzenia poznał Zas    :Uśmiecha się:
Co tam masz na myśli? Czego oczekiwałeś?
Kto wnika, ten znika.
Odpisz
#10
Chodzi o mniej lub bardziej ważne dla nas rzeczy w życiu, życie prywatne, zawodowe, a także proste czynności dnia codziennego.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#11
Zas napisał(a):Eee... nie obrażajcie się, liczyłem na coś innego po prostu...

Mam wyebane na co liczyłeś. Nirvana!
Odpisz
#12
Liczyłem ze dyskusja potoczyła się w kierunku, jaki narzucił stap pierwszym postem, czyli tego, na ile jesteśmy winni naszej fobii.
A tu dziad o gruszce, babka o pietruszce.
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#13
Czytając 'Leczenie uzależnionej osobowości' (Lee Jampolsky) nawinęło mi się na wzrok coś takiego:

"Koniec winy nigdy nie przyjdzie,
dopóki bedziesz wierzył, że jest dla niej powód.
Musisz się bowiem nauczyć, że wina jest zawsze
zupełnie niepoczytalna i bez powodu."
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.