- Inteligencja
#1
Wyjątkowo postaram się nie rozpisywać na kilometr w dół i przejść w miarę szybko do rzeczy, zaraz zobaczymy czy mi się uda.

Jak spodziewacie się po tytule tematu, chciałem tutaj poruszyć problem inteligencji wśród nas, fobików. Dość dawno temu zakładałem temat o hipotetycznych tabletkach na głupotę, przy czym jednak wszyscy zapewniali mnie i siebie, że głupi bynajmniej nie jesteśmy. Winę za nasze "defekty" i nieumiejętne radzenie sobie w codziennych sytuacjach ponosi stres, fobia, depresja. W dużej mierze na pewno tak, ale czy zaraz całkowicie?

Do fobika, jako człowieka zazwyczaj bardziej doświadczonego przez tę ciemniejszą stronę życia, z automatu przypisywana jest ulotka twierdząca, że jest on/ona osobą inteligentną, która widzi i rozumie więcej niż przeciętne, niefobiczne jednostki. Nie chcę niczego insynuować ani nikomu ubliżać, ciekawi mnie po prostu to, czy jakbyście spojrzeli na siebie w obiektywny sposób, to naprawdę nasze niedoskonałości w tej dziedzinie można zrzucić na owe dolegliwości?

Może posłużę się swoim przykładem, żeby lepiej pokazać o co mi chodzi. Do kwestii inteligencji przywiązuję dużą wagę, bo jeszcze parę lat temu pocieszałem się, że przynajmniej tego mi bozia nie poskąpiła (choć o ile dobrze pamiętam, nigdy jakoś nadzwyczajnie bystry nie byłem). Obecnie (na studiach), od paru lat jestem właściwie z każdej strony otoczony wianuszkiem jednostek mniej lub bardziej wybitnych (w każdym razie no, w zdecydowanej większości są to osoby inteligentne) i momentami czuję z tego tytułu straszną presję. Gniecie mnie to i niemal każdego dnia wydaje mi się, że tutaj nie pasuję. Z ludźmi zazwyczaj nie mam oporów, by zamienić parę słów, choć niejednokrotnie wyczuwam jakąś swoją intelektualną niższość w stosunku do rozmówcy. Prawdziwym wyzwaniem są prowadzący, do których odzywam się w ostateczności. Być może przesadzam, ale odnoszę silne wrażenie, że wśród paru zasłynąłem już jako jeden z tych, którzy jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu zdają z roku na rok. Choć no, jeśli chodzi o kontakty z nauczycielami to czynnikiem dominującym jest stres, więc możemy sobie to na razie odpuścić.

W skrócie, im jestem starszy, tym bardziej kwestionuję swoją zdolność do godnego przeżycia swojego żywota, a inteligencja jest do tego niezbędna. Na wieczny łut szczęścia w stylu Forrest Gumpa niestety nie liczę. Niby dużo myślę na wiele tematów, ale rzadko kiedy z tego myślenia przychodzi jakiś pożytek. Ludzie wokół wpadają na genialne pomysły na ułatwienie sobie nauki, albo na zarobienie dodatkowych pieniędzy, a ja siedzę na tyłku i całą swoją energię przekształcam w gorycz i niechęć do wszystkiego, co mnie otacza.
Ile w tym wszystkim jest fobii? Trudno mi określić, bo na dobrą sprawę nie wiem, odkąd się z tym borykam. Bardziej skłaniam się jednak ku temu, że niestety i usunięcie fobii z mojego życia nie przyniosłoby jakichś zdumiewających efektów.
Może kogoś wspomoże - zwiarazapanbrat.blogspot.com
Odpisz

[-]
Brak dostępu



Niestety nie masz dostępu do postów w tym dziale. Zarejestruj lub zaloguj się, żeby zobaczyć resztę postów.



Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  [oddzielony] Po co mi inteligencja? cheeseburger_z_serem 67 1 356 23 Cze 2018, Sob 16:40
Ostatni post: Kiwi


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.