- Irytującę...
#1
Czy wy też macie rodziców ,którzy was w ogóle nie starają się zrozumieć? Mam ich już dość, potrafią tylko mówić o moim problemie w swoim gronie nawet wtedy kiedy jestem za ścianą i wszystko słyszę. Czuję się wtedy tak jak by nie liczyli się z moimi uczuciami i z moją własną osobą z moim Ja. Czuję że po prostu mnie nie akceptują... Znaczy się mojego stanu w jakim się znajduję.
Odpisz
#2
Najgorsze są testy typu "Weź się w garść", "Myślałem, że jesteś śmiała i pewna siebie, a tylko siedzisz i nic nie robisz" albo kiedy pytają "W porządku?" Ja odpowiadam ze swojego pokoju, że tak i potem już nie rozmawiają ze mną nawet do końca dnia, tylko oglądają jakieś programiki w TV. Dostają taką odpowiedź, jakiej oczekują i mogą dalej się oszukiwać, że problem nie istnieje. To przecież całkiem normalne siedzieć jak na jakiejś pustelni - szkoła, dom, względnie praca, dom. Czegóż więcej oczekiwać?
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#3
Mnie irytuje strasznie, strasznie, strasznie, kiedy mój brat gdzieś idzie i wtedy mamy się wtrąca z tym swoim "xxx, a może byś poszedł z bratem?", albo co gorsza "yyy, może weźmiesz brata ze sobą?. No świetnie, niech mnie brat niańczy, jakbym sam nie zauważył, że niewiele czasu spędzam poza domem.

Odpisz
#4
Mam straszny problem z rodzicami, nawet nie próbują mnie zrozumieć a najlepsze jest to że sami mi ta fobię zafundowali.

Matka traktuje mnie jak bezużytecznie ścierwo ile się nasłuchałam że jestem nic nie warta, że sie mnie wstydzi, że inne dziewczyny w moim wieku to tamto a ja nic... ostatnio rzuciła we mnie szklanką wina., ogólnie z moją matką jest dośc ostro.

Ojciec mimo ze sam jest gorszym fobikiem niz ja tez mnie nie rozumie i ma pretensje ze jeszcze nie skonczylam studiów.

troche ich rozumiem, nie maja powodu do dumy raczej i jak patrza na dzieci znajomych to pewnie im przykro ze ja taka nie jestem. ale ja tez nie moglam byc z nich dumna, ojciec jest alkoholikiem a matka jest strasznie toksyczna osoba ktora nienawidzi calego świata. dodatkowo sie rozwiedli i nie potrafili stworzyc mi rodziny ani nawet nie nauczyli mnie jak sobie w zyciu radzic. jedyny czego mnie nauczyli to podchodzic do problemu z nerwami.

Powiedz rodzicom ze sobie nie zyczysz zeby ktokolwiek wiedzial o Twoich problemach.
Odpisz
#5
mnie zawsze ojciec niszczył, że taka łamaga jestem, ze wstyd przynoszę przed rodziną i sąsiadami
a brat mnie nazywa wkurzającym zjebem    :Uśmiecha się szeroko:
matce nic nie mówię bo tylko standardowo będzie mnie męczyć "to wyjdź do ludzi"
tylko to forum mam do żalenia się    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#6
No, jest ciężko. Czasem myślę sobie tylko "no comment" i jeszcze bardziej się zamykam w sobie. Dobra mogę z pewnym trudem zrozumieć, że inni mogą nie rozumieć, ale po co jeszcze mnie dobijają? Porażka...
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#7
Area napisał(a):Moi rodzice udają, że nie widzą tego co się ze mną dzieje. Dla nich problem nie istnieje. Mogę siedzieć w swoim pokoju przez kilka dni i z nikim nie rozmawiać, a ich to nie rusza. Tak naprawdę nic o mnie nie wiedzą. Nawet nie próbują mnie poznać. Dla nich łatwiej jest się oszukiwać, niż spróbować mnie zrozumieć. Żyją sobie w wyimaginowanym świecie i są zadowoleni. Tylko czasem jest im wstyd przed znajomymi, że ich dziecko jest takie nieudolne.

Czasami nie ma co liczyć na innych ludzi, nawet jeśli są naszą rodziną. Oni za nas z fobii nie wyjdą.

Mam to samo , rodzice zwłaszcza matka wstydzą się przed innymi że jestem taka niezaradna życiowo.

Ja czytając to forum, i podsumowując własne doświadczenia wychodze z założenia że fobika w pełni zrozumie tylko inny fobik. Ewentualnie dobry psycholog.
Odpisz
#8
Dla mojej rodzinki nie ma w tym nic dziwnego ze siedze ciagle w domu tylko wyrzucaja mi, ze jestem niezaradna. Prawie nie rozmawiamy, bo mamy rozne aspiracje. Ogolnie mysla ze jestem zamknieta w sobie. Czasami rzucaja odniechcenia ze to ze wzgledu na moje doswiadczenia stalam sie niesmiala i nieufna. Gdyby to byla tylko niesmialosc ale to jest bezradnosc i alienacja. Czasem mysle,ze nikt nie traktuje mnie powaznie tylko jak zahukana dziewczynke.
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#9
Gdybyście mieli wspierających rodziców to raczej by was tu nie było
Odpisz
#10
Myślę, że nawet jeśli ktoś miałby dużo takiego wsparcia, to i tak mógłby czuć się niezrozumiany, mimo wszystko. Nadopiekuńczość, niezrozumienie, pochopna ocena... To tak jakby ktoś powiedział ciężko załamanemu człowiekowi: "Weź się w garść", a on wtedy zareagowałby radosnym śmiechem i stwierdzeniem "Och, jestem uleczony". To nas toczy od środka i nawet jakby okoliczności zewnętrzne były lepsze, problem i tak tkwi głębiej.
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#11
StrasznyFobik napisał(a):Czy wy też macie rodziców ,którzy was w ogóle nie starają się zrozumieć? Mam ich już dość, potrafią tylko mówić o moim problemie w swoim gronie nawet wtedy kiedy jestem za ścianą i wszystko słyszę. Czuję się wtedy tak jak by nie liczyli się z moimi uczuciami i z moją własną osobą z moim Ja. Czuję że po prostu mnie nie akceptują... Znaczy się mojego stanu w jakim się znajduję.

Tacy są ludzie, większość. Spróbuj coś komuś powiedzieć w tajemnicy, a wszyscy będą wiedzieć. Im szybciej zrozumiesz że ludzie to gnidy, tym dla Ciebie lepiej
"Tak długo jak będziesz przejmował się tym, co sądzą o tobie inni, mają cię w ręku. Dopiero kiedy przestaniesz wypatrywać uznania z zewnątrz, będziesz panem samego siebie."
~Neale Donald Walsch
Odpisz
#12
ja w ogóle nie potrafię z rodzicami na ten temat rozmawiać, wstyd mi powiedzieć im: "słuchajcie, mam chyba fobię społeczną, boję się ośmieszenia". Czasem jak wracam do domu to mama spyta: jak tam w pracy? jak odpowiem, że dobrze - jest ok, jak odpowiem, że źle - to od razu pytania, co mi się nie podoba itp. Ale ogólnie nie mogę mówić źle o moich rodzicach bo wiem, że mnie kochają i na pewno chcą dobrze dla mnie. niestety nie potrafię z nimi szczerze rozmawiać bo się wstydzę i jestem z tym problemem sama.
Odpisz
#13
U mnie wszyscy w sumie się izolują. Nie jest nawet w 1/3 tak jak być powinno, ale też nie chcę mówić źle o kimkolwiek z mojego najbliższego otoczenia. Po pierwsze: to nic nie zmieni, po drugie: nic nie jest całkiem czarne albo całkiem białe. Wolę dostrzec problem w sobie zamiast we wszystkich innych poza mną.
To tylko uczucia i aż uczucia. Tyle wystarczy, by się śmiertelnie poranić i zostać pogrzebanym na którejś z brudnych ścieżek swojego umysłu.
Odpisz
#14
Moja rodzina próbuje mi pomóc mówiąc mi o rzeczach, z których ja znakomicie zdaję sobie sprawę. Generalnie traktują mnie jak kogoś, kto nic nie wie i we wszystkim trzeba mu doradzać. Tak jakbym nie wiedział jak korzystać z internetu (choć sami tak naprawdę nie mają pojęcia jak włączyć komputer). Obgadywanie gdy jestem w pokoju obok to standard. Dodatkowo czepiają się o rzeczy, których zarzucić mi nie można. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że nawet jakbym był chodzącym ideałem, to i tak znaleźliby powód aby się przyczepić.
Odpisz
#15
Fearless napisał(a):odnoszę wrażenie, że nawet jakbym był chodzącym ideałem, to i tak znaleźliby powód aby się przyczepić.
najpewniej tak właśnie by było
Odpisz
#16
To chyba stąd ta cała fobia... Lęk, że innym się nie spodobamy, bo (chyba w większości przypadków) nie spełniliśmy jakichś wyimaginowanych, wygórowanych oczekiwań rodziców.
Całe życie moja matka wmawiała mi, że muszę sobie radzić sama, w wieku 10 lat chodzić po szkole do niej do pracy, bo ona ma ciężko, po pracy nie mówić jej o swoich problemach, bo ona ma ciężko, nie oczekiwać w dorosłości pomocy finansowej czy mądrych rad, bo ona ma ciężko... Właściwie tylko o sobie jest w stanie mówić. Ja ją nie obchodzę.
Dopiero terapeutka uzmysłowiła mi, że byłam zaniedbywana, że w rodzinie role były odwrócone - to matka oczekiwała od dziecka spełniania swoich potrzeb. No i fajnie, tylko co z tego? Jak świadomość tego pozwoli mi wyleczyć się z fobii, nauczyć asertywności? Bo na razie obudziło to wszystko tylko złość i żal. I powoli rodzi się chyba niechęć, pogarda. Że to wszystko jakieś takie krzywe. Mam nadzieję, że to tylko etap, a później jest akceptacja i wzięcie wszystkiego w swoje ręce - zostanie swoim własnym rodzicem.
- A co z twoim wewnętrznym krytykiem?
- Odszedł. Czuł się ignorowany. :Cebulak - Zadowolony 2:



Great things never came from comfort zones.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.