- Jestem już bardzo zmęczony
#1
Cześć,

Czytam Wasze forum od dawna, jednak dopiero teraz zdecydowałem się napisać coś od siebie.
Nie wiem czy wybrałem dobry dział, jeśli nie to przepraszam.



Mam około 30 lat, od kilkunastu walczę z fobią społeczną.
Bywały momenty lżejsze, bywały bardzo ciężkie.

Fobia zabrała mi wszystko, zabrała mi pierwszą szkołę, nie pozwoliła iść na studia, zrujnowała karierę w dziedzinach w których się specjalizowałem i osiągałem sukcesy. Straciłem wszystkich przyjaciół, którzy w większości sami się ode mnie odsunęli. Straciłem potencjalną miłość mojego życia jak i przynajmniej 2 osoby którym na mnie naprawdę zależało - czego tak strasznie mi dziś żal. Poza rodzicami jestem zupełnie sam, mam jednego kolegę z którym widuję się raz na miesiąc.

W każdym miejscu w którym pracowałem wykonywałem swoje obowiązki bardzo dobrze, byłem szanowanym i lubianym pracownikiem, przełożonym. Nigdzie jednak nie wytrzymałem nawet roku ze względu na wyczerpanie i brak sił do dalszej walki, gdzie każdy dzień był olbrzymim wyzwaniem szczególnie ze względu na charakter pracy (duże firmy) jak i problemy które sprawiał mi mój organizm.

Przed tym przez kilka lat brałem narkotyki, przedawkowywałem leki w ilościach w które raczej byście mi nie uwierzyli. Do czasu gdy wylądowałem na płukaniu w szpitalu, przestałem.

Zapewne głównie z powodu fobii i moich przejść przez te wszystkie lata zrujnowałem sobie zdrowie, zacząłem mieć fizyczne problemy. Dużo problemów - nie chcę wdawać się w szczegóły, ale ostatnimi czasy odwiedziłem więcej lekarzy i szpitali niż przez całe dotychczasowe życie.
Codziennie poza cierpieniami psychicznymi cierpię fizycznie.

Od kilku lat w zasadzie nie wychodzę z domu. Jedyny kontakt jaki mam z innymi ludźmi to lekarze, kurierzy i taksówkarze. Nie chodzę do sklepów, zakupy robię przez internet, jeśli muszę iść do lekarza jadę taksówką - komunikacja miejska za dużo mnie kosztuje...
Wypracowałem masę przeróżnych mechanizmów ukrywania moich problemów, fobii przed rodziną i obcymi ludźmi. Nie wszystko da się ukryć, jednak większość się da. Niejednokrotnie bardzo dużym kosztem.

Jestem jednak już bardzo, ale to naprawdę bardzo zmęczony. Jestem tak strasznie tym wszystkim zmęczony, tą nieustanną walką, że jedyne czego naprawdę chcę, o czym marzę to umrzeć. Myślę o tym codziennie. Jestem coraz starszy, mój czas już przeminął. Dziedziny w których się specjalizowałem zmieniają się z prędkością światła, czuję się już jak dziadek, jak ktoś z innej epoki. Z każdym dniem problemów jest coraz więcej i stają się tylko trudniejsze.

Kilka dni temu byłem u psychiatry, w końcu po tylu latach się przemogłem, głównie z powodu lęków które już mnie wykańczają. To uczucie ciągłego napięcia, jakby trema przed egzaminem, ale 24/h. Dostałem Seroxat i Alprox - mam nadzieję, że to pomoże zmniejszyć ten ciągły strach, ale obawiam się, że może to być za mało.

Niestety nie zmieni to już mojego życia, nie cofnie zmian które w nim zaszły, nie wynagrodzi strat które poniosłem. Nawet mając perspektywę możliwości wyleczenia się z fobii nie mam już chęci życia, tak bardzo chciałbym już odpocząć, odejść stąd, znaleźć ukojenie, naprawdę.
Nie chcę natomiast wyrządzać krzywdy moim bliskim i zostać odebranym jako tchórz.
To byłoby tak niesprawiedliwe po tych wszystkich latach ciężkiej walki którą toczyłem każdego dnia.

I w ten sposób znalazłem się w pułapce. Czuję się jak w więzieniu, jak w piekle. Nie widzę wyjścia...

Prawdę znają tylko dwie osoby ja i lekarz psychiatra. Podzielenie się nią z rodziną tylko pogorszyłoby wszystko. Właśnie czekam na badania histopatologii, może wszechwładny wysłucha mnie i zakończy to wszystko.

Bardzo wszystko streściłem, można by to rozwinąć do formatu książki, ale to nie miejsce na to.
W sumie nie wiem dlaczego to tutaj napisałem, chyba po prostu chciałem się z kimś tym wszystkim podzielić.


Jeśli czyta to ktoś kto dopiero zaczyna zmagać się z fobią społeczną niech nie popełnia mojego błędu i szuka pomocy zanim będzie już za późno...
Odpisz
#2
Masz 30 lat a nie 70, jeszcze wszystko przed tobą, wiem że gadanie-sranie ale co mam napisać
Odpisz
#3
w sumie nie wiem co gorsze, byc toba czyli kims co sporo soba reprezentuje ale stracil wszystko przez chorobe, czy mna czyli smieciem ktory nawet nie wie jak to jest cos stracic bo nic nigdy nie mial i nic nie umie
Odpisz
#4
Dla choroby nie ma znaczenia kim jesteśmy.
Odpisz
#5
Mokebe nie jesteś kur.. żadnym śmieciem i przestań tak o sobie myśleć i mówić. Najgorsze co może być to jechanie samemu sobie - to się utrwala w podświadomości i potem są tego efekty w postaci jeszcze gorszej samooceny niż wcześniej.

Co do autora tematu - współczuję i życzę powodzenia. Poniekąd jakbym czytał o sobie z tym, że mam 25 lat. Nie skończyłem studiów przez fobię, coraz więcej znajomych się ode mnie odwraca, a raczej już to zrobiło. No ale co się dziwić? Jakby ktoś ode mnie nie odbierał telefonów non stop itd. to też bym pomyślał, że ma mnie gdzieś więc nie będę z siebie robił debila. Mogłem mieć trochę dziewczyn w życiu, a miałem tylko jedną i to bardzo krótko. Ta która obecnie mi się podoba... A zresztą o czym mowa jak ja od roku czasu, od powrotu z UK nawet do sklepu sam nie chodzę. 90% siedzenia w domu 10% wychodzenia. Myślę, że nie przesadziłem z proporcją haha. Uwierz mi, też odczuwam ciągłe napięcie, które mnie wykańcza. Chorób fizycznych mam też mnóstwo. Myślę, że jakiś wpływ na nie ma ten ciągły nieustający stres i napięcie. Ból brzucha czasem towarzyszy mi już w sekundę po obudzeniu się ze snu. Przecież to jest chore. A co do leków, nie chcę Cię martwić ale to nie jest takie kolorowe jak się może wydawać. Co z tego, że coś tam przytłumią jak będziesz chodził potem jak warzywo, mają pełno skutków ubocznych, a na dodatek kiedyś przestaną działać. Lekarze nie leczą, przykro mi to mówić. Też mam już tego dość, jestem 25 latkiem, a jestem tak kurews...o tym zmęczony, że ciężko to nawet opisać słowami.

Jakbym teraz chciał iść na piwo... To hm. Jeszcze 2 lata temu miałbym do wyboru do koloru gdzie i z kim sobie iść posiedzieć. Dzisiaj? Jedną osobę? Może więcej ale to musiałbym się pewnie przez godzinę tłumaczyć z tego co się ze mną działo, czemu nie odbierałem itp.

Najgorsze jest to - z jednej strony tak mnie ciągnie na zewnątrz, tak mam czasem ochotę gdzieś posiedzieć na ławce w jakimś parku, przejść się gdziekolwiek, iść zawalczyć o swoje czyli np. zacząć ostro maić do dziewczyny, która mi się podoba, a z drugiej w 90% przypadków tyle to stresu i nerwów kosztuje każde wyjście, że jest się potem wykończonym i ma się ochotę zamknąć w domu na 2 tygodnie. Niech to wszystko szlag! A tak btw. masturbacja, pornografia ponoć BARDZO pogarsza fobię społeczną i zaprzestanie tego wielu osobom bardzo pomogło w zdobyciu większej odwagi itp. (no fap - reddit)

Z jednej strony wiem, że ten świat to jedna wielka fikcja. Taki matrix stworzony przez elity. Wystawiają nam banknoty zamiast marchewki i całe życie gonimy za nim jak te osły nad niczym się nie zastanawiając, same lemingi dookoła, a z drugiej i tak mam ogromny problem z wyjściem z domu.

Spróbuj sił z jakąś psychoterapią, medytacją, oddychaniem przeponą, podnoszeniem samooceny. Jest pełno książek na ten temat, filmików w necie.

Powodzenia życzę i no cóż mogę dodać... Myśl pozytywnie   :Śmieje się radośnie:
Odpisz
#6
shadowy napisał(a):Dla choroby nie ma znaczenia kim jesteśmy.
chodzilo mi o podejscie, np ty masz ciagle nadzieje bo czujesz w sobie niewykorzystany potencjal, wiesz ze wiele moglbys zrobic, i cierpisz z tego powodu, a ja mam brzydko mowiac wyjebane bo kazda moja proba zrobienia czegos ambitnego konczyla sie tym ze zalowalem ze w ogole zaczalem. teraz nie robie nic ponad zapewienia sobie minimum egzystencji i mimo ze trwam w stagnacji to sie nie staczam w depresje.

Cytat:Najgorsze co może być to jechanie samemu sobie - to się utrwala w podświadomości
spoko ziomeczku, nie martw sie o mnie, nie zgnoje siebie bardziej niz zrobili to inni przez 15 lat xD
Odpisz
#7
Pm Cool Lee napisał(a):Masz 30 lat a nie 70(...)

Tak, ale uwierz mi - w moich branżach wiek mnożnik co najmniej 1.5

bulletskater napisał(a):(...) Co z tego, że coś tam przytłumią jak będziesz chodził potem jak warzywo, mają pełno skutków ubocznych, a na dodatek kiedyś przestaną działać. (...)

Opcja warzywa nie jest zła, ale ogóle to nie bardzo mnie pocieszyłeś.
Dzięki i również pozdrawiam.


Dylematem jest czy męczyć siebie i najbliższe otoczenie jeszcze długimi latami, czy szybkie doraźne rozwiązanie problemu w dłuższej perspektywie nie byłoby jednak lepsze dla wszystkich. Wiem, że są na świecie miejsca w których eutanazja jest legalna.
Odpisz
#8
x
Odpisz
#9
Wierzę Ci..
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#10
psyche napisał(a):Myślałeś żeby napisać książkę o tym? (...)
Wierzę, że jest wyjście z tego horroru i nie jest nim śmierć.

Tak, myślałem o tym, wiele razy. Pisałem już blogi, które później usuwałem - zawierały zbyt wiele szczegółów, bałem się reakcji otoczenia w wypadku gdyby ktoś skojarzył fakty.

Tak jak piszesz niejednokrotnie był to horror, w niektórych sytuacjach człowiek naprawdę czuje się jak postać z filmu - nigdy nie zapomnę pierwszego dnia pracy w dość dużej firmie, gdy przeszedłem przez open space pełne ludzi i stanąłem przed drzwiami swojego biura z kluczem w ręku - włożyłem go do zamka i zadałem sobie pytanie - k...a co ja tu robię?

edit: musiałem tu dodać - wejście na ten open space to było po prostu straszne, przerażające.

Przechodzenie przez te wszystkie zdarzenia, cofanie się, analizowanie jest niezwykle bolesne.

Nigdy o tym (poza blogiem) nie pisałem tak otwarcie. Nie chcę być źle zrozumiany - nie chcę litości ani zwracania na siebie uwagi (chyba, że nieświadomie). Wydaje mi się, że chcę po prostu o tym wszystkim porozmawiać. Wiecie, bardzo ciekawe jest, że wykształcił się we mnie taki mechanizm, który tak jakby wpaja mi, zaprzecza temu co piszę. Nie potrafię teraz tego ująć słowami - czuję się tak jakbym pisał fantastyczną opowieść o kimś innym nie o sobie. Tak bardzo schowałem prawdę przed światem, że mi samemu ciężko to zaakceptować.

Pewnie wynika to stąd, że tak jak powiedziała doktor psychiatra - to wszystko przez tak długi czas bardzo się już utrwaliło.

Oczywiście, że najbardziej chciałbym być zdrowym, funkcjonować jak inni, być normalnym człowiekiem. Tak często zdarza mi się obserwować innych, w telewizji, internecie, w życiu. Tak bardzo zazdroszczę normalnym ludziom, że rzeczy które mi sprawiają tak wiele trudności dla nich są tak błahe, oczywiste, proste, naturalne. Sytuacje które muszę unikać, o których marzę, dla normalnych ludzi są powszednie, zwyczajne.

Najgorsza jest świadomość tego, że nic nie mogę zrobić żeby to naprawić, żeby to zmienić. Niejednokrotnie próbowałem, podejmowałem wyzwania które były jak mount everest. Za każdym razem wygrywając, ale ponosząc olbrzymi koszt, wszystko się odbiło na mnie, każde jedno wydarzenie wymagające ogromnego wysiłku i odwagi.

Nie potrafię też sobie wyobrazić co myśleli ludzie w sytuacji gdy otrzymywałem możliwość zatrudnienia, awansu czy naprawdę szedłem do przodu i w pewnym momencie po prostu wszystko rzucałem, odchodziłem... dla nich pewnie zupełnie irracjonalne - dla mnie totalna załamka.
Tyle szans w ten sposób straciłem.

Najbardziej bolą jednak opinie ludzi którzy nie wiedzą i nie rozumieją. Nie mogę ich winić za to, ale bardzo przykro jest być błędnie ocenianym, zwłaszcza przez najbliższych.

Już by wystarczyło, naprawdę. Najfajniej byłoby mieć możliwość przekazania swojego życia komuś kto byłby je w stanie wykorzystać.
Eutanazja naprawdę powinna być legalne, są ludzie dla których życie jest olbrzymim cierpieniem i jeszcze ich się do niego przymusza.

Za bardzo się rozpisałem.
Odpisz
#11
Czy masz w sobie jedynie pragnienie śmierci, czy męczą Cię też myśli samobójcze?
Bo to nie jest to samo..
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#12
Mam w sobie pragnienie życia, ale jestem już wyczerpany i nie daję rady. Nie wiem jak odpowiedzieć, ale gdybym dostał pistolet do ręki to bym go użył bez chwili wahania.
Odpisz
#13
Chyba jesteś zmęczony zaliczaniem tych awansów i pchaniem się w open spacey. Ktoś Cię szturcha, a konkretniej Ty sam, że nie o to chodzi w pragnieniu życia.
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#14
Po namyśle chyba za dużo napisałem bez potrzeby. Napisałem już do moderatora o usunięcie tematu. To bez sensu.
Odpisz
#15
"w sumie nie wiem co gorsze, byc toba czyli kims co sporo soba reprezentuje ale stracil wszystko przez chorobe, czy mna czyli smieciem ktory nawet nie wie jak to jest cos stracic bo nic nigdy nie mial i nic nie umie"

No właśnie... mogę napisać dokładnie to samo. Może gdybym coś umiał, miałbym większą motywację i jakiś punkt zaczepienia?
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#16
Nie ma co się bronić, przyjacielu.
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#17
Umiecie czytać, umiecie pisać, umiecie mówić, chodzić, jeść, oddychać, spać itp. itd.    :Uśmiecha się szeroko: Zas jesteś moderatorem największego forum o fobii w Polsce i Ty twierdzisz, że nic nie umiesz? Do tego sprawiacie wrażenie bardzo inteligentnych. Zresztą kto tu nie sprawia takiego wrażenia... Ja tu żadnych bezmózgów nie widzę na tym forum, wręcz przeciwnie.

A do autora, no cóż. Jak temat będzie usunięty to pamiętaj żeby podczas brania leków robić intensywną terapię i we własnym zakresie i choćby z jakimś porządnym psychoterapeutą. Wtedy możesz bardzo dużo osiągnąć, a jak masz zamiar brać same leki i czekać na cud, egzystując przy tym poniekąd jak takie warzywko to wszystko wróci jak bumerang. Ale leki + ostra terapia poznawczo-behawioralna, jakieś medytacje, relaksacje itp. i na pewno będzie lepiej niż jest.

Pozdro
Odpisz
#18
No cóż Zas nie przystał do mojej prośby. Może ma rację, nie wiem.

Brał ktoś z Was udział w takiej terapii? Czy można dzięki niej zaznać choć trochę ukojenia?
Odpisz
#19
Ja jestem sporo młodsza od ciebie, ale też przeżywałam różne etapy fobii, więc coś mogę poradzić.Może to zabrzmieć banalnie, ale powinieneś sobie dać przyzwolenie na popełnianie błędów i najlepiej by było gdybyś teraz zrobił jakąś małą rzecz dla siebie i wydaje mi się, że to powinno ci dać punkt zaczepienia do wyjścia z tego  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: Myślę, że ważne też jest zaufać dobrym lekarzom, a w tym przypadku psychoterapeucie.
Odpisz
#20
Wszystko przedstawiasz w negatywnym świetle, bo się poddałeś, w wieku 30-stu lat nie można czuć się dziadkiem, to młodzieńczy wiek, trzeba być w ruchu, coś robić, masz natrętne myśli a jak się ich pozbyć, najlepiej zajmij się zainteresowaniami takimi jak np. komputery, książki, filmy, seriale, muzyka, zwierzęta, przyroda, astrologia.
http://travel0.simplesite.com/
"Żyje­my tak jak śni­my – samotnie."
Joseph Conrad
"Czas jest nasz, ale wie­czność na­leży do Boga."
"Bóg może is­tnieć al­bo i nie, ale cier­pienie is­tnieje z całą pew­nością. Jest ab­so­lut­nie rzeczy­wis­te i niezap­rzeczal­ne. I z tej real­ności wy­nika właśnie mo­je zaan­gażowa­nie, jądro mo­jej wiary." Anne Rice
Odpisz
#21
nika32 napisał(a):Wszystko przedstawiasz w negatywnym świetle, bo się poddałeś, w wieku 30-stu lat(...)

Nigdy się nie poddałem, zawsze walczyłem, nadal walczę. Dlatego jestem tak bardzo zmęczony.
Odpisz
#22
Bardzo dobrze Cię rozumiem. U mnie trzydziestka też za pasem, bo za 2 lata. Mocno wierzę w moje cele życiowe i wychodzenie z tego bagna, ale nadal daleka przede mną droga i czasami również brakuje mi sił. Moim zdaniem powinieneś walczyć do samego końca, póki masz taką możliwość, nawet jak się nie uda (ale sądzę, że się uda), przynajmniej później nie będziesz sobie zarzucać, że nie dałeś z siebie wszystkiego. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie...
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis verti:
  • psyche
Odpisz
#23
Widzisz sens tej walki?
Ciągle jest tylko trudniej i trudniej - pytania gdzie koniec, jak długo można, za co, dlaczego ja.

Po co walczyć? Rozumiem honor i te sprawy.
Mieć nadzieję, że w końcu nadejdzie lepszy dzień? -a jeśli nie nadejdzie, to po co ten cały trud?

Będąc wierzącym, ufać, że jest to próba której musimy sprostać i zostanie nam to wynagrodzone.
Jeśli tak nie jest? Tyle cierpienia zupełnie na nic.

Ciągle męczy mnie ta myśl, że to bezcelowe, że to za dużo kosztuje.
To nie jest depresja czy malkontenctwo - to obiektywna kalkulacja.

Wiem, że to trudne.
Nie odnoszę się bezpośrednio do Ciebie Verti, piszę ogólnie.


Największym dylematem jest, że można to przerwać. W jednej chwili zakończyć wszystkie cierpienia, problemy, wyzwolić się.
Tak, uwolnić się od tych ludzkich niedoskonałości.

Często o tym myślę i tak gdy sobie wyobrażam różne scenariusze dochodzę do wniosku, że nawet jeśli tam nie ma niczego, jeśli nie ma nawet czegoś takiego jak "tam" to w sumie nawet lepiej. Wszystkie te przykre doświadczenia zniknęły by w jednej chwili, na zawsze. Bez nagrody, bez kary. Jeśli natomiast coś tam jest to nie można zostać ukaranym za to, że tu przeżyło się piekło.
Każdy scenariusz wydaje się być lepszym od trwania tutaj.

iLLusory zapytała o pragnienie śmierci. Tak, pragnę śmierci i jednocześnie pragnę żyć. Nie wiem które jest silniejsze, ale balansuję na pograniczu.
Dlatego o tym wszystkim piszę.
Tak duży wachlarz sposobów które sobie wymyśliłem, ale wciąż te myśli - jeszcze trochę, jeszcze chwilę - co jeśli tuż za rogiem czeka na mnie coś wspaniałego?

Pisałem o tym, że był okres w którym używałem różnych substancji. W bardzo dużych ilościach. Wydaje mi się, że były momenty bardzo bliskie końca i pamiętam doskonale to uczucie które im towarzyszyło. To było jak uczucie zakochania i spokoju jednocześnie. Nie wiem czy to było po prostu działanie chemii na mózg czy coś innego, ale wiem jedno - wtedy przestałem się zupełnie bać śmierci.

To wszystko jest tak bardzo skomplikowane, nie wiem czy są wśród Was osoby na podobnym etapie.
Trochę też sobie wypiłem, inaczej pewnie bym tego dziś nie napisał.

nika32 napisała, że się poddałem, a ja zaprzeczyłem. Jednak chyba faktycznie się poddałem, nie mam już chęci do dalszej walki.
Ostatnio często wspominam przeszłość, mam takie flashbacki. Pozytywne, miłe wydarzenia w moim życiu miały miejsce tak bardzo dawno - chciałbym tam wrócić, chciałbym bardzo. Przed fobią, gdy życie było fajne i dużo rzeczy sprawiało radość, miałem przyjaciół i w ogóle świat był inny.

Nie wiem po co to wszystko piszę, to i tak niczego nie zmieni, a będę tylko żałował, że za bardzo się otworzyłem jak to zazwyczaj.
To wszystko jest tak bardzo trudne...
Odpisz
#24
Shadowy.

Ja jeszcze niedawno, bo jakiś miesiąc temu pewnej nocy dostałem takiego załamania nerwowego, że płakałem jak przysłowiowa baba, byłem w takim stanie, że jedyne co miałem we łbie to rzucić się z mostu/bloku. To była druga taka jazda w ciągu ostatnich 2 miesięcy, wcześniej to doszło do takiego stanu, że już widziałem się na torach nieopodal z wyłożonym łebem. Myślę, że każdy kto się zmaga z tym gównem w zaawansowanym stadium był przynajmniej raz w takim stanie o jakim myślę. Na pewno dobrze wiecie o co mi chodzi.

Poczytałem jednak trochę listów samobójców w necie, czytając jednej jakiejś dziewczynki czułem jakby mi serce pękło czytając jej list. Nie chcę nawet myśleć co potem przeżywali jej bliscy, mimo że nie pisała o nich zbyt dobrze.
http://zabic-bol.blog.onet.pl/2012/05/12...lny-anity/

Natrafiłem jednak potem na to:
http://fenomenzycia.blox.pl/2011/03/Cala...stwie.html

Może to jakiś stek bzdur wyssanych z palca, może jest to skądś zaczerpnięte, a może to najprawdziwsza prawda? Nie wiem ale wiem jedno, że od tamtej pory gdy to przeczytałem jakoś ochota na jakieś skoki z bloku mi całkiem odeszła.

Jeszcze coś takiego dało mi do myślenia:
http://www.vismaya-maitreya.pl/kryzys_du...o_cz5.html

Bardzo pomogła mi też pewna osoba z tego forum gdy myślałem o samobójstwie napisała mi na priva pewne rzeczy i ją tu pozdrawiam.

Spróbuj tej psychoterapii tylko konkretnej i spróbuj znaleźć w sobie resztki sił by podjąć jeszcze raz rękawice. Ja wierzę, że naprawdę szczere chęci do terapii + leki mogą Ci pomóc. Nie dajmy temu kurewstwu za wygraną, nawet jeśli oznacza to walkę przez całe życie to trudno. Jak to mówią - zawsze mogło być gorzej nie? (To ostatnie zdanie to tak z przymrużeniem oka.)
Odpisz
#25
Witaj shadowy,
Nie bardzo wiem, co napisać, jestem pod wrażeniem Twojej historii. Duży "szacun", że próbowałeś w ten sposób żyć mając fobię (znaczy korpo itd. dla mnie to kosmos, przez co całe życie pracuję poniżej kwalifikacji). Ja Ci nic nie poradzę, przykro mi. Jestem w podobnym wieku, również mam problemy z wypaleniem i motywacją do dalszego życia, recepty póki co nie znalazłem. Zdrowia i trzymaj się chłopie.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Mam brzydkie rażące spojrzenie...Czy poprostu jestem brzydka? Kaja101 9 499 04 Wrz 2018, Wto 13:57
Ostatni post: akwarela
  Czy jestem świrem? EasyPeasy 113 4 163 27 Lis 2017, Pon 10:41
Ostatni post: WinterWolf
  Jestem dziwny/nieprzewidywalny/nie z tej Ziemii. EasyPeasy 31 2 070 28 Maj 2017, Nie 17:44
Ostatni post: forac
  Czy moje życie już zawsze takie będzie? Seeker 45 2 288 12 Mar 2017, Nie 2:49
Ostatni post: BlankAvatar
  To jeszcze sam lęk i nieśmiałość czy już bardziej awersja? Ef 5 1 387 13 Sie 2016, Sob 12:49
Ostatni post: ecia
  Nie wiem już co zrobić ze swoim życiem. imalone95 8 1 884 09 Sty 2016, Sob 1:20
Ostatni post: karmazynowy książę
  Czy już zawsze tak bedzie? agnes1966 1 861 11 Wrz 2015, Pią 2:03
Ostatni post: Sambor
  Czy już zawsze tak bedzie? agnes1966 21 1 575 10 Wrz 2015, Czw 21:54
Ostatni post: Zas
  jestem zalosna dark_angel 52 3 872 19 Sie 2015, Śro 0:11
Ostatni post: Kateusz
  Jeszcze depresja czy już fobia społeczna? Vaeith 138 6 983 09 Sie 2015, Nie 21:09
Ostatni post: Niered


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.