- Kilka pytań
#1
Witam. Jestem tu nowy. Od kilku tygodni zdarza mi się wejść tutaj i czytać wasze posty. Od jakiegoś czasu zauważyłem, że ja również posiadam fobię społeczną. Wydaje mi się, że nasila się ona dość szybko. Nawiasem mówiąc: czytając temat "Czego się boicie najbardziej" można się trochę uśmiać. Ale niestety wymienione tam przypadki dotyczą też i mnie. Mam kilka pytań do was.
Czy wszyscy tutaj macie fobię, czy ktoś z tego wyszedł?
Czy nie wydaje wam się, że wchodząc na to forum, czytając te posty, pogarszacie swoją sytuację? Mam wrażenie, że jak zacząłem przeglądać te posty, to częściej myślę o tej fobii. Może lepiej udawać, że jej nie ma i szukać sobie jakichś wymówek (tak to u mnie bywa zazwyczaj)?
Pobrałem terapię Richardsa, ale nie wiem czy ją zaczynać z wyżej wymienionego powodu. Wtedy będę więcej o niej myślał. Komuś ona pomogła?
I teraz najważniejsze pytanko. Wpadłem na pomysł, że może dobrym rozwiązaniem będzie wyjazd z miejsca, w którym mieszkam (nadal z rodzicami). Zmienić miasto, pracę, kontakty... Ktoś z Was tak zrobił?

Wydaje mi się czasem, że do wyjścia z tego jest potrzebne jakieś pozytywne wydarzenie, mające długotrwałe działanie.
Dodam, że moim największym problemem w tej fobii jest mokre czoło, gdy jestem wystawiony na ekspozycję. Drżący głos, ręce i małomówność jeszcze da się znieść    :Uśmiecha się puszczając oko:

Pozdrawiam!
Odpisz
#2
dlt
Odpisz
#3
FS250 napisał(a):Czy wszyscy tutaj macie fobię, czy ktoś z tego wyszedł?
Na pewno nie wszyscy. Spora część użytkowników nie wykazuje objawów fs moim zdaniem. Wydaje im się, że skoro są nieśmiali, odczuwają stres w danych sytuacjach, czy też mają problemy w kontaktach z rówieśnikami to mają od razu fs. Czy ktoś z tego wyszedł? Wielu, ale za to nogami do przodu. Niby czasem na forum pojawia się taki szczęśliwiec, który wszem i wobec oznajmia radosną nowinę, że oto nie ma już fobii, bo znalazł pracę, poznał dziewczynę, czy z pomocą Jezusa udało mu się pokonać fs...

FS250 napisał(a):Czy nie wydaje wam się, że wchodząc na to forum, czytając te posty, pogarszacie swoją sytuację?
Mam wrażenie, że jak zacząłem przeglądać te posty, to częściej myślę o tej fobii. Może lepiej udawać, że jej nie ma i szukać sobie jakichś wymówek (tak to u mnie bywa zazwyczaj)?


Nie wydaje mi się abym ją pogarszał, bo jest już na tyle źle, że ciężko ją pogorszyć. Pogorszyć może ją ktoś, kto nie ma głębokiej fobii, albo nie ma jej w zasadzie wcale. Niektórym to forum na pewno pomaga, bo wiedzą, że tutaj zostaną na pewno zrozumiani.


FS250 napisał(a):I teraz najważniejsze pytanko. Wpadłem na pomysł, że może dobrym rozwiązaniem będzie wyjazd z miejsca, w którym mieszkam (nadal z rodzicami). Zmienić miasto, pracę, kontakty... Ktoś z Was tak zrobił?
No ale w czym to ma pomóc? Jeżeli masz poważną fs, a nie jest to zwykła nieśmiałość i problemy z nawiązywaniem kontaktów społecznych na co cierpi 40% społeczeństwa to nic Ci to pewnie nie da.
Wyprowadzenie się od rodziców i w pełni usamodzielnienie jest oczywiście zawsze lepszym wyjściem i pewnie im wcześniej tym lepiej, jeśli masz taką możliwość to korzystaj.
Odpisz
#4
Nie chcę zabrzmieć lekceważąco, ale jest pewna zależność, którą wielu już dawno odkryło: energia podąża za uwagą, zawsze. W tym wypadku dobrze wyczuwasz pewne poruszenie w tym obszarze, a mianowicie, że im bardziej myślisz na temat fobii, tym bardziej ona się manifestuje i tym więcej jej objawów dostrzegasz.
Osobiście nie stosowałam terapi Richardsa, ale na forum jest co najmniej jedna osoba, której pomogła w zadziwiający sposób. Wiele osób też wpadło na to, że wyjazd i kompletna zmiana otoczenia, pracy, miejsca im pomoże. Prawda jest jednak taka, że nawet jakbyś wyjechał na koniec świata, to zabierając, to co masz w środku, niewiele się zmieni. Są przypadki, że taki wyjazd jest pomocny, jednak do całkowitego ozdrowienia raczej sam z siebie się nie przysłuży.
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#5
Zdecydowanie bardziej pogarszają sprawę spotkania z kumplami kolegów niż siedzienie tutaj. A czemu? Bo wtedy widzisz jak oni sobie zajebiście w życiu radzą, widzisz ich szczęśliwych a Cb szlag trafia bo taki nie jesteś. To samo tyczy się facebooków, instagramów gdzie oglądasz jak to ludzie są piękni, szczęśliwi, zakochani.
Odpisz
#6
Można powiedzieć że ja wyszedłem z fs. Jeszcze 4 lata temu wyjście do supermarketu, zapytanie obcej osoby o cokolwiek, integracja z rówieśnikami a nawet (xD) mówienie były rzeczami które napawały mnie takim lękiem że dostawałem objawów jak przy chorobie. Moja integracja z rówieśnikami była praktycznie zerowa, czego skutki odczuwam do dzisiaj. Teraz, po ok 2 latach pracy nad sobą małymi kroczkami wychodzę z przegrywu. Moim zdaniem powinieneś eliminować czynniki fobiogenne. Wywal z szafy wszystkie ciuchy w których czujesz się nawet trochę niekomfortowo, spójrz w lustro i zastanów się czy możesz zmienić coś w swoim wyglądzie tak żeby czuć sie swobodniej. Tyle ode mnie.
Odpisz
#7
Szary Cezary napisał(a):Ja tu wchodzę tylko po to, by poużalać się nad sobą i zobaczyć, że inni mają podobnie.
Nie nakręcasz się przez to bardziej?

Cagey napisał(a):Niby czasem na forum pojawia się taki szczęśliwiec, który wszem i wobec oznajmia radosną nowinę, że oto nie ma już fobii, bo znalazł pracę, poznał dziewczynę, czy z pomocą Jezusa udało mu się pokonać fs...
Właśnie wydaje mi się, że takie pozytywne wydarzenie jak znalezienie pracy, którą się lubi lub dziewczynę, może mieć dobry wpływ na naszą samoocenę i zmniejszyć fs.

Z tym wyprowadzeniem się chodzi mi właśnie o to, aby w pełni się usamodzielnić. Chyba w tym roku to zrobię. Mam tylko nadzieję, że szybko poznam kogoś nowego w nowym miejscu, bo inaczej zamknięcie się w czterech ścianach pogorszy sprawę.

RedIsABeautiful: Co do Facebooków masz rację. Przestałem jakiś czas temu to przeglądać. Z kumplami lubię się spotkać. Mamy trochę wspólnych tematów, choć faktycznie, gdy ktoś opowiada, jak mu się powodzi to trochę to dołuje. Jest to chyba jednak normalne.

Masterwitold napisał(a):Można powiedzieć że ja wyszedłem z fs. Jeszcze 4 lata temu wyjście do supermarketu, zapytanie obcej osoby o cokolwiek, integracja z rówieśnikami a nawet (xD) mówienie były rzeczami które napawały mnie takim lękiem że dostawałem objawów jak przy chorobie. Moja integracja z rówieśnikami była praktycznie zerowa, czego skutki odczuwam do dzisiaj. Teraz, po ok 2 latach pracy nad sobą małymi kroczkami wychodzę z przegrywu. Moim zdaniem powinieneś eliminować czynniki fobiogenne. Wywal z szafy wszystkie ciuchy w których czujesz się nawet trochę niekomfortowo, spójrz w lustro i zastanów się czy możesz zmienić coś w swoim wyglądzie tak żeby czuć sie swobodniej. Tyle ode mnie.
Motywujące jest to, co napisałeś. Raczej nie mam aż tak głębokiej fobii, jak Ty. Nie chcę natomiast do takiego stopnia dojść, więc muszę zacząć działać. Nie myślałem wcześniej o tym, że ciuchy i inne takie proste rzeczy mogą być czynnikami fs. Jest w tym jednak sporo racji. Jak się człowiek dobrze czuje w ubraniach i uważa, że dobrze wygląda, to rośnie samoocena i pewność siebie. Od dłuższego czasu mocno wziąłem się za siłownię i też mi to bardzo dużo pomogło.

Dzięki za odpowiedzi!
Odpisz
#8
Naszło mnie jeszcze taki pytanie. Czy osoba, która was obraża, dokucza wam, lub się z was śmieje, staje się automatycznie wrogiem nr 1?
Ja tak mam. Rodzi się we mnie baardzo duża nienawiść do tej osoby. Cały czas sobie mówię w głowie, że jak mnie sprowokuje to mu zaraz przywalę. Duszę w sobie cały czas te emocje, a są one bardzo silne. Zazwyczaj po kilku godzinach mi to przychodzi i mówię sobie, że nie warto.
Czy ktoś z was zareagował inaczej? Czy ktoś z was kiedyś wstał i po prostu przypierdolił (przepraszam za wyrażenie, ale czasem lepiej dosadnie pisać) takiej osobie przy wszystkich, lub jej dogadał (dogadać może być ciężko, bo stres może mnie zablokować, a wtedy to dopiero się skompromituję)? Mi się wydaje, że to może odblokować człowieka i zniechęcić tą drugą, do przedrzeźniania. Wtedy nabierze się pewności siebie. Przywalić tej osobie, której wszyscy boją się odpowiedzieć na jej głupie teksty. Raz mi się tylko tak zdarzyło i zadziałało to. Co prawda nie przywaliłem, ale miałem taki zamiar, jednak on się nagle zrobił miły dla mnie i mi przeszła ta nienawiść (może niepotrzebnie).
Odpisz
#9
dlt
Odpisz
#10
Też tak reaguje, że jestem niewzruszony, a wewnątrz się gotuję. To chyba nie jest dobre. Postaram się następnym razem odpyskować i sprowokować, jak nikogo wokół nie będzie.
Odpisz
#11
FS250 napisał(a):N

Czy ktoś z was zareagował inaczej? Czy ktoś z was kiedyś wstał i po prostu przypierdolił (przepraszam za wyrażenie, ale czasem lepiej dosadnie pisać) takiej osobie przy wszystkich
Ja, w gimnazjum, przykopalem z buta w twarz (bo siedział).
I wyszedłem na psychopate w oczach świadków. Nie pamiętam, czy to coś zmieniło, chyba tak.

Odpisz
#12
Pewnie ta osoba już ostrożniej do Ciebie pochodziła. Nie czułeś się wtedy pewniej? Może nawet odwróciły się role i to Ty mu mogłeś dogadywać?
Odpisz
#13
dlt
Odpisz
#14
Raczej nie mam tu na myśli pewnego uszkodzenia kogoś. Jedynie upokorzenie.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

               Reklama