- Krótkie okresy szczęścia
#1
Witam wszystkich, jest to mój pierwszy post choć na forum zaglądam od lat. Z góry przepraszam za specyficzny sposób wypowiedzi czy ewentualne błędy stylistyczne, ale mam wrażenie, że ostatnio oduczyłem się z sensem wyrażać myśli. Na fobię społeczną cierpię od gimnazjum. Miałem tam kilku kolegów, ale głównie trzymałem się z jednym, który miał jeszcze większy problem z dopasowaniem się i zdaję się, że trochę mi szkodziła ta znajomość tzn. on odciągał mnie od innych, robił tak, żebym miał tylko jego tak jak on tylko mnie. Z ludźmi, których uważałem za śmiałych powiedzmy normalnych nie umiałem w ogóle rozmawiać i często zostawałem sam na przerwach. Czułem się źle, ale nie było znowu tak najgorzej. Później przyszło liceum i tam zaczął się problem z jednym gościem, który jak to bywa wyczuł moją słabość i zaczął traktować mnie jak ofiarę. Nabijał się ze mnie, gdy tylko miał okazję a ja nie byłem w stanie nic zrobić. W pewnym momencie stało się to tak nie do zniesienia, że postanowiłem to zmienić. Wszedłem w youtube i wpisałem coś o fobii społecznej i znalazłem filmik faceta, który mówił, że należy sobie znaleźć jakąś pasję (robić coś własnego co by dawało człowiekowi siłę) i wtedy się zaczęło    :Uśmiecha się szeroko:. Po obejrzeniu filmiku rozpocząłem proces samorozwoju, zacząłem ćwiczyć, uczyć się angielskiego i generalnie robić coś ze swoim życiem. Zmieniłem się nie do poznania. W przeciągu tygodnia stałem się śmiały, a ten co mi dokuczał ,przestał mieć na mnie jakikolwiek wpływ. Byłem szczęśliwy jak dziecko, a każdy dzień zdawał się przepełniony radością. Do czasu aż 6 miesięcy później, u szczytu swej "osobistej potęgi" postanowiłem poderwać dziewczynę (której jak słyszałem się podobałem). Wydawało mi się, że mogę wszystko, że mój problem z fobią już dawno minął. Okazało się jednak, że gdy do niej podszedłem zalała mnie taka fala lęku jakiej nie czułem nigdy. Wydusiłem z siebie jakieś głupoty i w momencie wszystko się posypało. Wpadłem w depresję i znów tamten gość mógł się ze mnie nabijać. Byłem na samym dnie, bo myślałem, że już zawsze będę szczęśliwy, a tu nawrót z taką siłą. Potem odkryłem duchowość (medytacja, rozkminy) miałem sporo doświadczeń w tym względzie, ale o tym nie teraz. Cała sekwencja niestety się powtórzyła na studiach, tym razem "wolność" trwała dłużej, wydawało mi się, że jest solidnie oparta, a wszystko sypnęło się, tym razem bez powodu, jakby się zwyczajnie wypaliło. Okropnie się czuję szczególnie gdy spotykam ludzi, którzy w tym okresie "szczęścia" wręcz mnie podziwiali, a teraz boję się im w oczy spojrzeć. Pytanie czy też tak mieliście, takie zmiany o 180 stopni, jakbym miał dwie osobowości.
Odpisz
#2
"W przeciągu tygodnia stałem się śmiały, a ten co mi dokuczał ,przestał mieć na mnie jakikolwiek wpływ. Byłem szczęśliwy jak dziecko, a każdy dzień zdawał się przepełniony radością."

No stary, ty to masz tempo... Tylko pozazdrościć    :Smuci się:
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#3
Hehe szkoda tylko, że nic mi z tego nie zostało, tylko mgliste wspomnienie. Teraz nie dość, że fobia sięgnęła zenitu to okazało się, że jestem zwyczajnie głupi wbrew temu co mi wmawiano przez lata i jakoś nie wierzę, że zdam ten semestr. W zasadzie to też potęguje moje lęki, czuję, że sobie na studiach nie poradzę i nie mam się o co zaczepić.
Odpisz
#4
Ja mam tak, że w towarzystwie niby cały czas jestem skryty bo nie chcę gadać, nie mam o czym, a mam takie zrywy  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: co jakiś czas, ze zaczynam rozmawiać i nie mogę skończyć. Nie wiem co o tym myśleć, ale denerwuje mnie to :smt012
Ano'ai iā 'oe e malihini, e noho malalo o ku'u niu!
Witaj przybyszu, siądź pod moją palmą kokosową!
Odpisz
#5
O czym tak dużo rozmawiasz? Jakieś konkretne tematy? Ja mam podobnie jeśli rozmowa schodzi na filozofię, duchowość, ew. na fobię społeczną czy jakieś inne zaburzenia    :Wystawia język:
Odpisz
#6
Praktycznie zawsze o Bogu, o jego nieistnieniu, bycie, jestestwie, o takich filozoficznych tematach, czy muzyce poważnej, rzadkich językach( sam zresztą uczę się hawajskiego) no i nic dziwnego, że nikt ze mną nie chce rozmawiać.   :Smutny: Ale o niczym innym nie potrafię, bo jak ktoś o czym innym gada, to ja się od razu nudzę i zaczyna się potakiwanie itp  :Stare - Przewraca oczami 2: I siedzę na przerwach taki zamyślony, cały czas kontempluję, do tego zawsze jestem jakiś otępiały, zamulony i strasznie hałas mi przeszkadza... Z doświadczenia wiem, że najlepszy partner do porządnej konwersacji to ja sam    :Wystawia język:
Ano'ai iā 'oe e malihini, e noho malalo o ku'u niu!
Witaj przybyszu, siądź pod moją palmą kokosową!
Odpisz
#7
Nie, nigdy nie miałem takick lepszych okresów, w ogóle to dziwne. Zdarzały mi się tylko jakieś pozytywne pojedyncze wyskoki ale to były tylko takie wypadki przy pracy (heh). Także kolego i tak jesteś zdecydowanie do przodu wobec np. mnie.
I jeszcze jedno, jeśli faktycznie miałeś w życiu takie dobre okresy to znaczy że masz duży potencjał i może się to kiedyś powtórzyć. Także śmiało do przodu
Odpisz
#8
Ja mam krótkie okresy szczęścia, gdy mogę sobie pozwolić na niemyślenie o przyszłość i przeszłości, gdy skupiam się na teraz i tu, ewentualnie na jutrzejszym dniu. Niestety to jest bardzo złudne, ponieważ nie godzisz się z sobą, a jedynie odpychasz te myśli na później.

U Ciebie jest problem z takimi górami i dolinami nastroju. Po okresie efektownego wybuchu szczęścia i motywacji nastąpił mocny upadek. Przypomnij sobie, jak wtedy doszło do tej kulminacji zadowolenia i spróbuj powtórzyć schemat. Tym razem postaraj się wziąć lekcję z tego, co Cię skierowało ku dnu. To niełatwe, ale może warto przeanalizować.
Nostalgicznie wplotę Cię w monolog
Po godzinach trwania w nocnej ciszy
Zanim ruszę w podróż Mleczną Drogą
Zniknę w łapach Wielkiej Niedźwiedzicy
Odpisz
#9
Miałem identyczny wzlot na początku swoich studiów. Trwał on ponad pół roku. Zawiązałem wtedy kilka bliższych znajomości, rozmawiałem swobodnie właściwie ze wszystkimi. Jakieś żarty cały czas leciały, nieopanowane śmiechy. Nie mam pojęcia czym było to spowodowane. Niestety po pewnym czasie, nie wiedzieć czemu, zacząłem się odsuwać na bok, udzielać się coraz mniej, przestałem czuć się swobodnie. Zacząłem przychodzić punktualnie na zajęcia, żeby za długo nie czekać i nie musieć nawiązywać kontaktów przed salą. Wtedy ludzie stopniowo zaczęli się ode mnie odsuwać, przez co wpadłem w dość mocny dołek. Gdybym cały czas był taki, jak w momencie tego wzlotu, to prawdopodobnie byłbym szczęśliwą osobą. Pytanie co zrobić, aby ta energia wróciła i została na dłużej   :Uśmiecha się 2: .

Co do problemów wyrażania swoich myśli z sensem, to też mam z tym problem (chociaż w sumie w Twoim tekście wszystko się trzyma kupy, także rzeczywiście może masz tylko takie wrażenie). Czasem tłumacząc coś komuś, zamiast jasnej wypowiedzi wychodzą jakieś bzdury, nie przekazujące tego, co miałem na myśli. I co gorsza, ciężko mi wytłumaczyć to tej osobie w jakiś inny sposób, próby kończą się jeszcze większym bełkotem   :Uśmiecha się 2: . Nawet posty na forum przed wysłaniem poprawiam kilka minut, gdyż niektóre zdania wydają mi się nie do końca zrozumiałe.
Odpisz
#10
@Kolor
Za drugim razem byłem przekonany, że już mam lekcję za sobą i wiem jak nie dopuścić do upadku. Konkretnie starałem się nie tylko skupiać na osiąganiu w świecie zewnętrznym, ale też "zakorzenianiu" się w sobie poprzez medytację. Myślałem, że to kim się stałem to moje ''prawdziwe ja" i w związku z tym nie ma mowy, żebym swoją wolność utracił. Skończyło się jak się skończyło wystarczył jeden mały dół, rezygnacja z ćwiczeń i wróciłem do swojego niestety jak się okazuje default mode - czyli cichy, wystraszony leń    :Zaniemówił: Teraz od czasu do czasu mam jakieś zrywy, że chcę coś ze sobą zrobić, ale nie jestem w stanie uzyskać tych samych efektów    :Wystawia język:

@ Banita
"Pytanie co zrobić, aby ta energia wróciła i została na dłużej"

Żebym to ja wiedział. Najlepsze jest to, że kiedy "to" mam jestem nie tyle śmiały ile super śmiały (heheh) bardziej niż ktokolwiek kogo znam i generalnie jakby człowiekowi sama zajebistość w żyłach płynęła. Pięknie jest, ale wydaje mi się, że nie do końca tędy droga. Skoro po tym takie doły następują znaczy, że to jest jedynie jakby przykrycie problemu, a wewnątrz wciąż coś jest nie tak. Chociaż sam już nie wiem, gdyby to trwało dłużej albo ciągle to byłoby dobrze. Jak dawno temu miałeś ten przebłysk?
Odpisz
#11
Mega pozytywny aspekt w tej slodko-gorzkiej historii. Wniosek jest jeden- moze byc dobrze. I moze byc rowniez niedobrze    :Uśmiecha się: Popatrz na to w ten sposob- zakosztowales troche skrajnych sytuacji- poczucia sie jak "król", az do depresji, z powodu nieudanego podrywu. Wspominasz, ze interesowales sie troche duchowoscia, medytacja itp, i nie wiem, czy miales do czynienia z tematem wlasnie EGO, bo wyglada mi to na ego wlasnie    :Uśmiecha się: Czyli takie krotkie momenty pewnosci siebie, bycia przekonanym, ze jest sie super, a jesli nie panujesz nad swoim ego dochodzi do poczucia, ze jest sie troche lepszym od innych, bo niestety pewnosc siebie ma swoje granice, i jest ja bardzo ciezko utrzymac na stalym poziomie. W krotkim schemacie wyglada to tak- "czuje sie dobrze"-"jestem super"-"moge wszystko"-"jest rewelacyjnie, otworze wlasny biznes/poderwe ta dziewczyne/w ogole zostane politikiem"-konfrontacja z rzeczywistocia i spadek. I potem zaczyna sie ocenianie siebie- "ale jestem frajerem", "wyszedlem na glupka", i przez miesiac obwiniasz siebie o ta rzecz,. Brzmi znajomo? Nie wiem, czy zauwazyles, ale nie bedziesz w 100% do momentu, jak nie skonfrontujesz sie z rzeczywistoscia. Swiat swiadmomie podsuwa Ci sytuacje, w ktorych bedziesz mogl sie sprawdzic. A Ty niestety wracasz do punkty wyjscia, bo oceniasz siebie zbyt surowo, obwiniasz siebie i traktujesz to jako porazke. Pozwoj sobie na strach i konfrontuj sie z nim, akceptuj go.
kolejna rzecz, musisz sie wyswobodzic od tego co inni ludzie o tobie mysleli/mysla. Nie masz wgladu w ich mysli, wiec nawet nie probuj. Musisz calkowicie porzucic poczucie swojego wizerunku, zeby stac sie wolnym. Jesli reputacja jest dla ciebie wazna, to bedziesz cale zycie sie bal, ze ja utracisz. Ale reputacja nie istnieje, ona jest tylko w Twojej glowie. Ludzie sa tak rozni, kazdy z osobna odbiera cie na inny sposob, nigdy nie bedziesz mial jednej reputacji, bo kazdy ma inne filtry wbudowany, przez ktore patrzy- jeden bedzie patrzyl jakie masz bicki, drugi gdzie pracujesz, kolejny jakie masz auto. Czy jestes na 100% pewien, ze "ci ludzie, ktorzy Cie podziwiali" robili to w ten sam sposob jaki ty chciales, zeby Cie odbierali?
Jesli chcesz ogladnac film, ktory przypomina mi Twoja historie i poczatki kazdego, kto sie styka z tym tematem polecam ogladnac PEACEFUL WARRIOR. On tez jest na karuzeli euforii i nieszczescia i stara sie znalezc zloty srodek.
Mam nadzieje, ze pomoglam, mialam bardzo podobnie, bywaja momenty kiedy troche upadam, bo zbyt przechojrakowalam    :Uśmiecha się szeroko: ale na codzien jestem mega szczesliwa, swoje problemy mam, ale jest mega postep, mam nadzieje, ze bedziesz czul sie podobnie.
Odpisz
#12
CHAD i wszystko jasne   :Diabeł:
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#13
@pallinak
Pełna zgoda co do schematu sytuacji. Pytanie w jaki sposób skonfrontować się ze strachem? Co masz na myśli? Próbowałem już setki razy pozwalać strachowi być, obserwować odczucie, dajmy na to w sytuacji kiedy mogą mi zadrżeć ręce, ale on nie znika (w sumie nie do końca pozwalam być, bo chcę się go pozbyć wiadomo, ale nie wiem jak inaczej do tego podejść)

A jeśli chodzi o reputację to wiem, że jest tylko w mojej głowie tzn. wiem, ale jakby nie wiem, rozumiem to intelektualnie, ale mimo to czuję potrzebę aprobaty otoczenia. Właśnie to jest najgorsze - przeczytałem już tyle tekstów, obejrzałem tyle filmików o duchowości i nic z tego nie umie wsiąknąć   :Smutny:
Odpisz
#14
@Luki0

Dobrze, ze szukasz. Czasem mam wrażenie, że ludzie nie szukaja rozwiazan, wola zyc w swoich problemach i nieszczesciu. Jesli szukasz, to znajdziesz, nawet w Biblii o tym mowia    :Wystawia język:

A tak serio- mowisz, ze pozwalasz strachowi być, a on nie znika
Oczywiscie, ze nie znika, bo zbytnio oczekujesz, zeby zniknął. Jak nie znika, to sie zalamujesz. Ten strach czemus sluzy, i on ma byc dla Ciebie lekcją. Jesli bedziesz z nim walczył, to on zostanie z Tobą, bo będzie oponentem. Jeśli go zaakceptujesz i zaakceptujesz siebie jako osoba, ktora sie czasem boi i to jest jak najbardziej OKAY, to zniknie. Ale nie możesz o tym myśleć. Moj ulubiony nauczyciel duchowy- Eckhart Tolle mowi, ze najwieksza trudnoscia jest przeciwstawienie sie temu, co sie pojawia w Twoich myslach, i zakladanie, ze nie powinno-"the greatest difficulty is the mental resistence to things that arise, and the underlying assumption that they shouldn't". Przemyśl to, to jest najcenniejsza lekcja, ktora wyniosłam chyba z wszystkich ksiazek o rozwoju osobistym . Ja kiedys bylam dla siebie bardzo surowa kiedy sie denerwowalam np. podczas robienia prezentacji, a pozniej sie obwinialam o to. Sprawialo to, ze mialam zly humor przez tydzien, bo bylam na siebie wsciekla za to.



Wczoraj kupujac owoce zostalam obsluzona przez Pana, ktory musi cierpiec na bardzo gleboka nerwice albo skorzenie ukladu nerwowego, gdyz jak bral ode mnie owoce to cale rece mu sie trzesly, byl lekko podenerwowany, czerwony na twarzy i generalnie caly sie trząsl. I wiesz co? Przez sekundke zle o nim nie pomyslalam, jedyne co, to poczulam niezmierne wspolczucie do niego i wielka sympatie. Moje kolezanki z pracy, nawet nie pomyslaly, ze to nerwica, bo jak sam widzisz- ja siedze w temacie chorob ciala i umyslu, to umiem rozpoznac    :Uśmiecha się: Ale widzialam walke na jego twarzy, myslenie w stylu "oby mi sie rece nie zatrzesly", i po co to wszystko? Niestety takie myslenie wytwarza wiecej napiecia.

Co do aprobaty otoczenia- nie martw sie, siedzisz w tym temacie lacznie z 99% ludzi, uwierz mi. I 99% ludzi ma niska samoocene, poczucie wlasnej wartosci, i uwaza, ze sa niewystarczajacy. Ale piekne jest to, ze mozesz sie w tym temacie rozwijac, i wyzbyc sie kazdego z tych przekonan. Medytuj kazdego dnia, przynajmniej po 20 minut, to pozwoli Ci zapanowac nad umyslem, i jesli podejdziesz do tematu porzadnie, wytworzysz wielka milosc do samego siebie. Oczywiscie, zrobisz jak zechcesz, mowie tylko co zadzialalo na mnie, jako osoba, ktora byla uzalezniona od opinii innych ludzi, miala niska samoocene i uwazala, ze musze wszystkim udowodnic jaka jestem fajna.

Praktykuj codzienna wdziecznosc- za kazde doswiadczenia, ktore Cie ucza, za piekna pogode, kontakt z fajnymi ludzmi, dobrze, male wydarzenia- to sprawi, ze bedziesz patrzyl z perspektywy polpelnej szklanki, nie polpustej! Nawet najmniejsze rzeczy zaczna Cie cieszyc.

ostatnia rzecz- jakie przekonania sprawiaja, ze sie denerwujesz? Wydaje Ci sie, ze ludzie Cie oceniaja? Zle o Tobie mysla? Sa zli? Wszystkim osobom, ktore sprawily, ze tak sie czujesz- wybacz. Dopoki im nie wybaczysz, oni beda do Ciebie wracac we wspomnieniach, do konca zycia.
Pamietaj, ze oni zrobili Ci przysluge- cierpienie jest najlepsza szkola zycia, a jesli wyjdziesz (a napewno tak bedzie) ze swojego cierpienia, bedziesz madrym kolesiem, ktory nie tylko chce siedziec przed telewizorem i sie najebac, tylko ziomkiem, z ktorym da sie gleboko pogadac, bo Twoje cierpienie Cie nauczylo. A to jest na wage zlota    :Uśmiecha się:
Odpisz
#15
Też mam takie problemy. Ostatnio terapeutka dała mi mocno do myślenia. Mam te "zrywy" żeby udowodnić sobie samej swoją wartość. Kiedy uświadamiam sobie, że to się nigdy nie uda (bo cokolwiek osiągnę nie zmienia to na stałe mojego poczucia wartości, szczęście trwa tylko chwilę) wpadam w głęboki dół i niemoc. Bo widzisz, pewność siebie to coś co się ma, a nie coś co się sobie udowadnia. Póki nie uwierzymy w swoją wartość jako coś stałego a nie nabytego osiągnięciami, ani coś co trzeba udowodnić nic się nie zmieni. Dla mnie jeszcze daleka droga chociaż czuję, że mi lepiej. Chwilowo.
Odpisz
#16
Szczęście jest jak szalona kochanka, która jest z tobą, nagle odchodzi, zostawia cię i znowu wraca a ty nigdy nie spodziewasz się kiedy. Tak mi się wydaje ale w sumie co tam wiem, nigdy nie miałam ani kochanki ani nie byłam na prawdę szczęśliwa...
Chcę powiedzieć, żebyś nigdy nie tracił nadziej bo w jednym momencie wiele może się zmienić. U mnie tak się czasem wszystko odwraca, miałam jakiś czas temu właśnie okres, kiedy nagle stałam się innym człowiekiem, wierzyłam, że koniec z lękiem, depresją i że już nigdy nie będę taka sama. To nie była chwila tylko wiele miesięcy ale później znów się wszystko niespodziewanie odwróciło i czasem nie mam energii wstać z łóżka, odezwać się albo uśmiechnąć ale wierzę, że jeszcze kiedyś będzie dobrze bo już tylko to mi zostało.
Odpisz
#17
LukiO napisał(a):Chociaż sam już nie wiem, gdyby to trwało dłużej albo ciągle to byłoby dobrze
Coś jak z narkotykami, po chwili zajebistości następuje zjazd, dołek.

LukiO napisał(a):Jak dawno temu miałeś ten przebłysk?
To było 5 lat temu, na pierwszym semestrze studiów - po całkowitej zmianie środowiska. Pierwszy tydzień nie był taki kolorowy, ale też nie było jakoś źle. Szybko zacząłem się otwierać, czuć swobodnie. 'Przypływ energii' trwał kilka miesięcy (ok. semestru). Po tym czasie zacząłem się wycofywać, zamykać, wpadłem w dołek jeszcze większy niż przed studiami.
W sumie te nasze 'okresy śmiałości' były bardzo podobne - zaczęły się dosyć szybko i były bardzo silne, trwałe (niezależne od np. komentarzy innych osób). Różnią się jedynie końcówki - u Ciebie raz skończyło się nagle, pod wpływem konkretnego impulsu (dziewczyna), drugi raz chyba tak jak u mnie - stopniowo, powoli i właściwie bez powodu. Ten dołek po wszystkim też podobny mieliśmy. A u Ciebie ile trwał ten drugi 'okres szczęścia'?
Odpisz
#18
@pallinak

Dzięki za te słowa, dodały otuchy choć już wtedy mi się wydawało (za tym drugim razem), że wyciągnąłem swoje lekcje z cierpienia i już będzie dobrze.
Nie mniej jednak zrobię jak mówisz i zobaczymy choć te poryte schematy wydają się już jakby wdrukowane we mnie.


Banita napisał(a):A u Ciebie ile trwał ten drugi 'okres szczęścia'?

Ten właśnie był długi - jakieś półtora roku, byłem już tak przyzwyczajony do tego, że niemożliwym wydawał się powrót do starego mnie. Okres ten zaczął się pewnymi doświadczeniami podczas medytacji, wydawało mi się, że się oczyszczam, że pozbędę się starych schematów, a skończył zupełnie bez powodu tak, jakbym po prostu zgasł. Najlepsze, że miałem wszystko poukładane tzn. np. powody, dla których nie zrezygnuję z realizacji celów, sposoby na zbywanie rzadko pojawiającego się strachu itp. Cała ta konstrukcja była jednak jak się okazało krucha, a jej rozpad zostawił mnie z kompletnym brakiem zaufania do siebie, bo jak mogę wierzyć w siebie jeśli jestem taki niestabilny, niepewny. Teraz moje poczucie wartości krąży wokół zdania studiów, a nie będzie to proste    :Wystawia język:. A jak u Ciebie jest teraz?
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.