- Kryptonim: "Kujon"
#1
dlt
Odpisz
#2
Mocno poruszajace, ciekaw jestem tego, czy jak dostaniesz feedback jak sie z tym poczujesz. I w ogole reakcje po napisaniu tego.

Przede wszystkim bedzie tak w miare osobiscie, chaotycznie, bardzo chaotycznie, czuje to, bo rozne tam mysli w glowie klebia sie po przeczytaniu tego, a mam wrazenie, ze polowy i tak nie napisze, z gory wiec uprzedzam, ze bedzie dominowac chaos. Zazdroszcze tego, ze umiales tak wprost i jednoznacznie napisac to wszystko. Podziwiam to, szanuje i cenie, bo sam nie mam odwagi na to. Bo sie wstydze. Wstydze sie wielu rzeczy, w tym wielu zbieznych z Twoimi, tzn z tym, co tu sam napisales, nie z tym, czego Ty sie wstydzisz, bo byc moze tego nie robisz, nawet jesli historia jest inna, typ osobowosci pewnie tez, a przezycia tak bardzo identyczne jak je opisales w wielu miejscach. To az niebywale.

Jestes ciekawa osoba. To nie beda mile slowa dla ogolu pewnie, ale watpie by ogol czytal, wiec co mi tam, na malo kogo uwage swoja tu zwracam, ludzie czesto tworza tu tlum dla mnie. Kolejne wypowiedzi, kolejni ludzie, kolejne stworzenia, kolejne argumenty w dyskusji, wszystko czesto sie w jedna calosc mi zlepialo. I wsrod nich kilka osob, na ktore zwracalem uwage, zawsze byles wsrod tych ludzi. Wiec Twoja szarosc tu moze jest troche pozorna? Ja czesto staram sie doszukiwac w ludziach ich mocnych stron, oferowac cos pozytywnego, bo tu zmagamy sie z takim gownem emocjonalnym wszyscy, ze dla wielu osob cieplo to jest cos bezcennego, czesto ludzie tu potrzebuja oddechu itd. Wiadomo. Ja zawsze widzac Cie na forum czulem dysonans miedzy Toba, a Twoim nickiem. Nawet tu, wsrod jednak niezwyklych ludzi, bo tak wole okreslac nas jako mase, zawsze sie wyrozniales, zeby nie bylo watpliwosci, na plus. Twoja szarosc, jesli jest, jest niecodzienna, jest w Tobie cos, co okreslilbym jako fascynujace. Nie wiem na ile to wrazenie, a na ile rzeczywistosc, ale to wrazenie robisz, hm, fajne.

Czuc te depresje. Jestes interesujaca osoba, choc zagubiona na pewno, ale intelektualnie i tak pod wzgledem samej wrazliwosci to Ty wymiatasz, masz w sobie duzo dobroci, jakos sie to czuje. Bije to od Ciebie, tak paradoksalnie to ja na szare osoby uwagi nie zwracam. Chlopakow lubilem (lubilem, bo obecnie moje relacje to jakis fobiczy kosmos) albo takich bardziej konfrontacyjnych, albo wlasnie tych najdelikatniejszych. Jakies skrajnosci, cos, co wyroznia sie z tlumu. I Ty to robisz, co jest dobre i chocby nie wiem co chce bys odbieral to, co mowie teraz dobrze (choc zdaje sobie sprawe, ze Tobie pewne rzeczy w samym sobie przeszkadzaja, swiadomosc tego jest dosc irytujaca). Zmierzam uparcie do tego, ze szarosci nie zauwazam, Ty, choc tak bardzo szary sie czujesz, tym szarym mezczyzna nie jestes.

Podobienstw jest duzo, ale na te chwile wstydze sie jakos przyznawac do tego na forum. Ciagle i ciagle. Byc moze jak stad uciekne napisze cos podobnego, po tym, gdybym to zrobil zwyczajnie wstydzilbym sie juz tu wejsc. Czulbym sie nagi, zupelnie bezradny, bez tego plaszcza, ktory mnie chroni. I dlatego podziwiam Ciebie i ludzi takich jak Ty. Takich, ktorzy jednak wsiakneli w te spolecznosc w duzym stopniu, a potrafia to zrobic. Byc tak brutalnie prawdziwymi. To wymaga odwagi.

Gdy tu trafilem poprawialy mi humor takie historie. Poruszaly oczywiscie, wiec to paradoks, ale niosly ze soba cos dobrego. Sprawialy, ze czulem, ze to moje miejsce, ze ludzie przezywaja to, co i ja. Odkad tu jestem jest mi coraz trudniej, coraz czesciej empatia nie daje spokoju, a coraz mniej czuje, ze to mi pomaga. To miejsce robi sie coraz bardziej mroczne i ponure dla mnie, dlatego czesciej z niego uciekam. I na coraz dluzej. Motywowalo mnie gdy bylem tu nowy, ludzie mnie zaczepiali, dostawalem cala mase prywatnych wiadomosci od calego legionu ludzi, czesc zaczepialem i ja. To minelo. I choc malo co z tego wychodzilo poza forum to czulem tez, ze tym ludziom jakos pomagam, moze to dla Ciebie zabrzmi dla Ciebie absurdalnie, ale byla w tym jakas misja. I choc dzis tez kazdej osobie, ktora tu trafia by sie przywitac, czy tez z takim manifestem jak Twoj (ktorych jest coraz mniej, nad czym ubolewam) staram sie dac troche ciepla, to jednak nie czuje juz tu czegos podobnego. Ale czytajac to, co napisales mam w glowie mase wlasnych przemyslen, wiesz, jest w tym cos inspirujacego. Dzis moja motywacja by tu wejsc jest glownie jakas prywatna wojenka z podlym czlowiekiem, ktory jest w stanie napisac cos takiego fobikowi na tym forum, zawsze na to reagowalem, zawsze bede reagowal. To znaczy na pewne rzeczy. Na ataki. Na podlosc ludzi wzgledem ludzi. Na przekraczanie granic. Tu, na forum zdarzalo sie tez naturalnie, ale przede wszystkim w rzeczywistosci. Wlasnie w szkole bylem dosc, hm, powiedzmy gornolotnie, popularny, ale zawsze fascynowali mnie w duzej mierze ludzie, ktorzy siedzieli samotnie. Z tego, co napisales, to Ty miales inaczej, zawsze miales kogos obok, to duza rzecz. Cenna. Ja juz nie wiem, czy pisales to tu, czy gdzie indziej, ale no nie byles sam, to dobra rzecz. Docen to. Anyway, czesto ich zaczepialem, nieznajome zupelnie osoby, ktore byly same, przysiadalem sie, w tym wlasnie do takich niepozornych naukowcow, ale tez ludzi odrzucanych przez grupe z innych powodow. Glownie dziewczyn, z chlopakami bywalo czasem niezrecznie. Z perspektywy czasu wydaje mi sie to jakas abstrakcja. I zawsze gdy ktos byl jakos meczony to reagowalem, gdy komus sprawiano bol - reagowalem. Bylem lubiany, naprawde lubiany przez ludzi, wykorzystywalem to chyba w dobrym celu. Czulem to. Tzn to bycie lubianym. Dzis tez czuje, w duzo mniejszym stopniu, resztki tego jakies, ale ciagle czuje, ale przede wszystkim jestem dziwny. Czuje sie dziwny, odstaje wszedzie. Zawsze tak bylo niezaleznie od grupy ludzi, wokol ktorej sie obracalem. Ale znow pofrunalem gdzie indziej, rzecz w tym, ze prawdopodobnie stad uciekne, prawdopodobnie niebawem, i chcialbym moc chociaz na do widzenia na podobne wynurzenia sie zebrac. Tak szczere. Bo dla mnie to jest jakas kwintesencja piekna tego miejsca. Cos takiego bardzo czystego. Naprawde pieknego    :Uśmiecha się: I dziekuje, ze byles w stanie sie tym podzielic, bo to, do czego zmierzalem w sumie mniej-wiecej od poczatku (jeszcze raz - wybacz chaos), to to, ze wlasnie takie momenty jak ten sa na tym forum najlepsze. Poruszajace, sprawiaja, ze mysle nad soba, czuje motywacje by cos zmienic, byc moze realnie komus pomoc, byc w stanie pomagac dobrym ludziom. Nie kazdy tak umie, w sumie to nienajmadrzejsze bylo stwierdzenie, prawie nikt tego nie potrafi, wierz mi, inspirujesz do dobrych rzeczy i budzisz same cieple emocje.

Nie czytam tego, nie ma szans, skasowalbym wtedy albo polowe tekstu, albo caly. Leci takie, jakie jest, z prawdziwymi emocjami, moze dzieki temu wylapiesz te cieple fluidy brykajace w Twoja strone. Ahoj.
https://www.youtube.com/watch?v=Ml0ySvrVd6o
    Wkład użytkownika w dyskusję został uznany za pomocny [zatwierdził(a): BlankAvatar(+2)  ]
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Ordo Rosarius Equilibrio:
  • karmazynowy książę
Odpisz
#3
"Rodzice zawsze mówili, że oceny są ważne, a więc i dla mnie były. Za bardzo. Do tego stopnia, że to się stało wyznacznikiem mojego życia. Jak nietrudno się domyślić, zostałem typowym kujonkiem, który na przerwach siedzi w kącie w dużych okularach i przysłuchuje się rozmowom radosnych dzieciaków. Dzieciaków, które były dla mnie ideałem, którego nigdy nie miałem odwagi osiągnąć, bo bałem się wyjścia poza moją ukształtowaną strefę komfortu. Chciałem być kimś innym, ale czułem, że nie mogę. "

I w sumie mogę skończyć czytać. Witaj w klubie, dziobaku.

"Moi rodzice, rodzina, znajomi - oni wszyscy traktowali mnie jak kogoś, komu zawsze proces edukacji szedł jak po maśle. Niektórzy mnie podziwiali, gdy ja sam uważałem to za przesadę, a inni znowu mieszali z błotem, bo "kujon". Zawsze czerwone paski"

No, tylko mnie nigdy nauka nie szła jak po maśle, a w każdym razie nie od pewnego stopnia skomplikowania, a przede wszystkim - ja cholernie nie lubiłem i nie lubię się uczyć. Tzn. moze na początku lubiłem, i moze nie tylko tego, co łatwe? Ale potem psychika się poj....a i z czasem przestałem to lubić w ogóle.
Czy wszyscy przyzwyczaili się, że mi wychodzi? Matka raczej przyzwyczaiła sie, że musi mi wychodzić, stąd terror i awantury. Odpuściła w liceum, gdy byłem już totalnie skrzywionym niedojebkiem

"zauważyłem, że powoli moja umiejętność przyswajania wiedzy i koncentracji słabły, ponieważ nie były ćwiczone"

Chciałbym tak napisać o sobie, ale boję się, że u mnie nigdy tej umiejętności nie był. Łapałem to co łatwe, a matka przyzwyczajona do tego oczekiwała łapani tego, co trudne. No to łapałem, jakoś. Ale w liceum nawet z jej terrorem nie dałbym rady lecieć na piątkach. Chociaż, raz na studiach miałem średnia ponad 4.7. Ale to by taki szczęśliwy dla mnie rok, najpiękniejszy czas - a potem wszystko się tak sp...o, ze już x lat nie mogę się podnieść.

Ocenianie przez pryzmat pozornego zamiłowania do nauki, etykietka bycia madrym, inteligentnym... skąd ja to znam? Pisałem tu już sobie o tym nie raz...

Obecnie pracuję, w kiepskiej jak na "takie studia" (chociaż to tylko mit żywy wśród prostaków) pracy, ogólnie w przeciętnej. Dostałem ją za bycie idealnym, niestety (na rozmowie i teście), ale w pracy taki nie jeste. Nawet nie dlatego że szczerze odrzuciłem tę presję. Po prostu nie umiem i nie chce mi się tak bardzo, że w koncu się poddałem (uwolniłem? a może zaprzepaszczam jakąś szansę?)
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#4
dlt
Odpisz
#5
"Nikt nie chciał wierzyć, gdy mówiłem, że mi nie pójdzie i mam dość. Ciągle to "Przesadzasz, będzie dobrze". Nie będzie, bo całe życie nie było dobrze. Nie jestem robotem, maszyną do zakuwania. Już nie chcę być. "

Jeśli naprawdę nie dasz sobie rady, to może warto sie poddać? Zrezygnować? Ale moze jest szansa, by zrzucić z siebie jedynie tę presję bywać idealnym? Robienia wszystkiego idealnie, uczenia się idealnie? Może jesteś w stanie właśnie teraz zacząć żyć normalnie?

Sam chyba tego nigdy do końca nie zrobiłem, nawet jeśli od czasów liceum nie byłem wzorowym uczniem i studentem, dostawałem pały i poprawiałem ze trzy egzaminy... i wątpię, czy kiedykolwiek będę umiał. Perfekcja jest pociągająca, daje poczucie bezpieczeństwa i pewności, nawet jeśli kosztuje tak wiele sił, tak wiele stresu. Ta presja, wewnętrzny przymus, który z czasem w jakimś stopniu stał się, paradoksalnie, także moim pragnieniem, ciągle we mnie siedzi ()na studiach dochodziły do tego jeszcze ZOK, teraz jak by odeszły, mogę czytać i uczyć sie normalnie, tyle dobrego), chociaż teoretycznie już nie żyję w ten sposób.
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#6
dlt
Odpisz
#7
No tak, predestynacja, skąd ja to znam? Chociaż tak silnego buntu chyba nie odczuwam, ale bunt wobec nauki, doskonalenia siebie, dążenia do doskonałości... moze właśnie cos takiego? A mozę coś jeszcze płytszego...
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#8
Szary Cezary, a bo ja to tak juz mam, ze jak tu na forum widze sciane tekstu, a nie dwie linijki to sie na to rzucam i czytam wszystko uwaznie. Pewnie duza czesc ludzi to odstrasza.

Oczywiscie dostalem sporo ciepla, pewnie w duzej mierze zostalem mocno przeceniony, ale doceniam, kazde cieple slowo i kazdy taki gest. Zawsze, nawet te male, a co mowic takie, ale zostawmy to. Forum dla fobikow, tu wiekszosc z nas ma problem z odwaga, wiec tez dzis bardziej sa to checi, mniej rzeczywistego dzialania. Kiedys bylo inaczej, zupelnie braku odwagi nie czulem. Ale to pewnie juz nie wroci, choc bardzo bym chcial, by tak bylo. Tez posylalem usmiechy ludziom na ulicy, moze gdzies czesc tego forum minalem, spora grupa z moich okolic na forum jest, nawet dosc glosna, to byloby fajne, choc oczywiscie malo prawdopodobne, ale od jakiegos czasu tez i tego juz nie robie. Ale w ogole odniesc sie chcialem tylko tak odnosnie tej przyjazni, nie smiecic w samym temacie, tez (znow) nieco osobiscie, nigdy przyjaciela (ani przyjaciolki) nie mialem mimo ludzi wokol mnie. To duze slowo i duza odpowiedzialnosc. Jesli jednak mialby to byc facet, mam takie silne wrazenie, powinien byc Tobie podobny.
https://www.youtube.com/watch?v=Ml0ySvrVd6o
Odpisz
#9
Szary Cezary, domyślam się jak się czujesz w kwestii nauki. Sam byłem przez długi czas szkolnym prymusem, także witaj w klubie. Ten pęd za dobrymi ocenami potrafi być wyniszczający. I rodzice wiecznie powtarzający, że "nauka jest teraz najważniejsza", jakby nic innego się na świecie nie liczyło. Pewnie sam to nieraz słyszałeś od swoich rodziców, prawda? Daj sobie szanse na popełnianie błędów. W końcu ten nie popełnia błędów co nic nie robi. Postaraj się też, dla własnego komfortu psychicznego, nauczyć ludzi wokół siebie tego, że również możesz mieć słabszy dzień. Dzięki temu w przyszłości będziesz odczuwał mniejszą presję na otrzymywanie dobrych wyników.

A tak poza tym chciałem napisać, że może jesteś obecnie smutny i zagubiony, ale spoko z Ciebie gość. Głowa do góry.
Ten, który nie potrafi dostosować się do rzeczywistości.
Odpisz
#10
dlt
Odpisz
#11
Nie wszystko wyglądało u mnie dokładnie tak, jak to opisałeś, ale jest jeden fragment...
Szary Cezary napisał(a):Chciałem być kimś innym, ale czułem, że nie mogę.
KURCZĘ! Właśnie jakieś 20 minut temu skończyłem oglądać wywiad z tym gościem: http://www.jak.tv/movies/jak-zyc-8-jan-pirowski . Jan Pirowski, pewnie kojarzycie go z Eski, nawet jeśli jej nie słuchacie i nie oglądacie jej na co dzień. Generalnie widać, że gość ma megacharyzmę i nie boi się mówić pewnych rzeczy (ani tego, by mówić o nich w pewien sposób, używając wulgaryzmów i tak dalej). I napiszę Ci, że miałem mieszane uczucia oglądając ten wywiad... Ale prawdopodobnie tylko dlatego, że sam taki nie jestem, a chciałbym być. Gdy widzę, że inni są bardziej przebojowi niż ja, to nagle się zamykam w sobie i przestaję się odzywać. Pewnie jest w tym coś z jedynackiej potrzeby bycia na świeczniku. A gdy czuję, że kogoś nie przebiję, to wolę być już nikim, niż być numerem dwa i bezskutecznie próbować z kimś rywalizować.
Wracając do meritum - do dzisiaj czasem słyszę (a może czuję?) wewnętrzny głos, że nie powinienem się zachowywać tak a tak, bo mi nie wypada, to nie jest poważne. A czasami wręcz daję sobie mentalny zakaz na bezmyślną dobrą zabawę, bo moja łepetyna tłumaczy sobie to tak, że w ten sposób zniżę się do poziomu moich dawnych opresorów    :WTF?!:
Szary Cezary napisał(a):Wszystko było w porządku, ale nie zauważyłem, że powoli moja umiejętność przyswajania wiedzy i koncentracji słabły, ponieważ nie były ćwiczone. Symultanicznie w moje życie wkraczała depresja związana z brakiem życia towarzyskiego.
TAK!
Szary Cezary napisał(a):"Patrzcie, zaczął wychodzić do ludzi", a ja nie chciałem być w centrum uwagi, nie chciałem być traktowany jakbym nagle wyszedł z więzienia po latach odsiadki.
A wiesz, że coś w tym jest? U mnie nie tyle, że byłbym traktowany jak po wyjściu z więzienia, ale po przebywaniu jakiś czas w danej grupie po prostu nie potrafię tak nagle odciąć się od tego, co było dawniej, i zmienić się. Tylko w zupełnie nowym środowisku potrafię czasem wystrzelić. A i to wymaga ode mnie wiele pracy.
Wyglądałem przez okno, patrzyłem na ludzi i chciałem być taki, jak oni. Ale wyjść mi było wstyd. Wstydziłem się siebie.
Szary Cezary napisał(a):Wszyscy patrzyli na mnie i stwierdzali, że na pierwszym miejscu w mojej piramidzie zainteresowań jest nauka.
U mnie faktycznie tak było, bo po prostu nie wiedziałem, że da się inaczej.
W liceum natomiast zacząłem mieć huśtawki priorytetów (właściwie ich korzenie. Chyba apogeum był koniec drugiej klasy liceum. Choć częściową motywacją był obiecany komputer, to był to też taki manifest - z biegiem czasu w klasie robiło się coraz gorzej (w trzeciej klasie było apogeum). I na rozdaniu dyplomów, gdy powinienem cieszyć się z jedynego w klasie czerwonego paska... To wcale się nie cieszyłem.
I to był chyba ostatni raz, gdy NAPRAWDĘ się uczyłem.
Szary Cezary napisał(a):Nawet ja z początku nie chciałem wierzyć w jej istnienie. Do tej pory się nie leczę, bo nie wiem, na ile jest poważna, a z drugiej strony, nie chcę wyjawić tej prawdy światu. To taka moja mała wielka tajemnica.
Ja nie proszę, ale wręcz BŁAGAM - wybierz się do terapeuty. Nie zrób tego błędu co ja i nie pozwól się temu rozwijać przez lata. Bo nawet jeśli studia lub coś innego spowodują samoistną pozytywną zmianę, to nie rozwiąże to problemu i kiedyś wróci to niczym bumerang ze zdwojoną siłą.
Szary Cezary napisał(a):Depresja odebrała mi całą koncentrację, całą dobrą pamięć, całą chęć do nauki.
Dokładnie.
I kurczę, czasem naprawdę bym sobie np. poczytał jakąś książkę... I ja naprawdę nie jestem w stanie tego zrobić!
I mam świadomość, że te wszystkie rzeczy do nauczenia wcale nie są AŻ takie trudne - w liceum jakoś dawało radę się nauczyć na te rzeczy, gdy akurat psyche totalnie nie pozwalała żyć. To wszystko kwestia głowy.
Szary Cezary napisał(a):Czuję się przegrany na całej linii i mimo iż pierwszy rok poszedł mi na tyle dobrze, że dostałem nawet stypendium Rektora, to każda godzina na tej uczelni sprawia, że się duszę. Wczoraj przyszły wyniki z pierwszego egzaminu/sprawdzianu/itd., który uwaliłem w życiu (nie myślcie sobie, że się tym przejąłem jakoś specjalnie, bo wyniki mnie nie zaskoczyły ani trochę, jedynie były rezultatem tego, co podejrzewałem od pewnego czasu). Nikt nie chciał wierzyć, gdy mówiłem, że mi nie pójdzie i mam dość. Ciągle to "Przesadzasz, będzie dobrze". Nie będzie, bo całe życie nie było dobrze. Nie jestem robotem, maszyną do zakuwania.
Nawet mój bardzo dobry znajomy przyjaźnie, ale w żartach mówi, gdy udało mi się coś zdać, że przesadzam. A ja po prostu jestem już na tym etapie, gdy widzę, że nie liczy się zaliczanie egzaminów, tylko to, jaka pozostanie po nich wiedza.
Szary Cezary napisał(a):Wiedzcie jedynie, że "kujon" to nie ekwiwalent sukcesu, to synonim depresji i frustracji w dorosłym życiu.
A z pewnością kujon odludek
Ordo Rosarius Equilibrio napisał(a):Odkad tu jestem jest mi coraz trudniej, coraz czesciej empatia nie daje spokoju, a coraz mniej czuje, ze to mi pomaga. To miejsce robi sie coraz bardziej mroczne i ponure dla mnie, dlatego czesciej z niego uciekam. I na coraz dluzej.
Mi empatia zdecydowanie nie pomaga i bez tego miejsca. Ale fakt. Nagle kilka dni temu mnie olśniło, że czasem lepiej z tym forum na dystans. Nie uciekać, bo ucieczka nie ma sensu - jeśli ucieka się z forum fobicznego, to jak nie uciekać w poważnych sytuacjach życiowych? - ale większy dystans.
Ordo Rosarius Equilibrio napisał(a):Nie czytam tego, nie ma szans, skasowalbym wtedy albo polowe tekstu, albo caly. Leci takie, jakie jest, z prawdziwymi emocjami, moze dzieki temu wylapiesz te cieple fluidy brykajace w Twoja strone. Ahoj.
Aż nie wierzę, że faceci potrafią prezentować takie emocje.
Zas napisał(a):No, tylko mnie nigdy nauka nie szła jak po maśle, a w każdym razie nie od pewnego stopnia skomplikowania, a przede wszystkim - ja cholernie nie lubiłem i nie lubię się uczyć. Tzn. moze na początku lubiłem, i moze nie tylko tego, co łatwe? Ale potem psychika się poj....a i z czasem przestałem to lubić w ogóle.
Hmm. Może gdybym od tej nauki odpoczął... To byłoby inaczej.
Tak. Ja już od wielu miesięcy (z przerwami) marzę, by w końcu skończyć te studia i zrobić sobie rok dzikiej autostopowej jazdy.
Szary Cezary napisał(a):Depresja sprawiła, że wydaje mi się, że nic, do czego się zmuszam nie ma sensu, bo człowiek powinien być wolny. Odzywa się we mnie taki bunt wobec tych wszystkich ram, w które włożyło człowieka państwo, system, w sumie to ludzie sami to sobie zrobili. W tym życiu jest za dużo"muszę". Fajnie to brzmi w teorii. W praktyce niestety już nie jestem tak odważny. Poddaję się temu wszystkiemu z pokorą. Nie jestem przecież charyzmatycznym rewolucjonistą. Po prostu czuję, że ten świat nie jest taki, jaki być powinien. Czasami za dużo myślę. Przez to stres mnie zjada i ledwo zipię.
Szary Cezary tego nie napisał. On tylko skopiował ode mnie.    :Uśmiecha się puszczając oko:
dangerous napisał(a):Szary Cezary, domyślam się jak się czujesz w kwestii nauki. Sam byłem przez długi czas szkolnym prymusem, także witaj w klubie. Ten pęd za dobrymi ocenami potrafi być wyniszczający. I rodzice wiecznie powtarzający, że "nauka jest teraz najważniejsza", jakby nic innego się na świecie nie liczyło.
Pewnie chcą dla nas dobrze, choć czasem za takie dobrze po latach chciałoby się im wybić zęby. I ona może być nawet najważniejsza, ale jeśli odsetek jej ważności jest niewiele większy od innych spraw. Bo nauki może być dużo, ale ważne, by innych rzeczy w naszym życiu też było dużo.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

               Reklama