- Medytacja.
(18 Lip 2017, Wto 16:48)clouddead napisał(a): Wydaje mi się, że miałem doświadczenie przebudzenia duszy ale to było tak potężne i bezlitosne, że nie mogłem tego znieść. Czysta miłość, ale taka cholernie nieznośna, naiwna, bezradna. otwarta na wszystko, nie mogłem tego wytrzymać, obecnie biorę silne leki i jakoś żyję. Czuje dalej tą miłość, ale jest ona trochę mniej intenstywna, czasami doświadczam hejtu od ludzi bo emanuje taka energia, ktora wzbudza w nich irytację, a inni ludzie z kolei opowiadaja mi historie swojego zycia i o swoich problemach, wyrzucaja na mnie całe swoje gówno, a ja słucham ze współczuciem i udaję, że mnie to interesuję. Ponadto stałem się nadwrażliwy na bodźce, co jest przekleństwem, bo odczuwam wszystko kilka razy mocniej niż normalnie.

Jak Ci się coś wydaje to zapewne nie miałeś, wątpliwości byś nie miał najmniejszych i to co opisujesz raczej nijak ma się do tego. Przebudzenie to jedno, a za tym idzie cały proces.
A branie leków zmieniających umysł czy tłumiących odczucia w zasadzie wyklucza, że tak powiem poważną pracę nad sobą.
Odpisz
psychiatra zdiagnozował mi schizofrenie paranoidalna na podstawie opisywanych przeze mnie stanów które przechodziłem. byc może tak jest faktycznie, a ja głupi myślałem ze to stany duszy. Praktykuje medytacje od 10 lat, natomiast co do istnienia duszy czy Boga mam obecnie więcej wątpliwości niż wiary.
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
(18 Lip 2017, Wto 19:13)clouddead napisał(a): psychiatra zdiagnozował mi schizofrenie paranoidalna na podstawie opisywanych przeze mnie stanów które przechodziłem. byc może tak jest faktycznie, a ja głupi myślałem ze to stany duszy. Praktykuje medytacje od 10 lat, natomiast co do istnienia duszy czy Boga mam obecnie więcej wątpliwości niż wiary.

Cóż, zdarza się i tak, że niektórzy sobie nie radzą, bo nie mają potrzebnej równowagi i stabilności od początku. Dlatego to nie jest droga dla słabych czy niezdecydowanych, oni są daleko zresztą od tego. I nie bez przyczyny.
Faktem jest też, że psychiatra zawsze będzie tłumaczył doświadczenia tym aparatem pojęciowym, tymi ramkami, które sam zna. Dla niektórych ludzi, np. dzieci,ktore wykazują jakieś paranormalne zdolności, bywa to krzywdzące, bo pod wpływem innych zaczynają negować w sobie to co realnie posiadają, zamiast te same zdolności rozwijać. Ale żyjemy w takim społeczeństwie a nie innym, i zrozumienie tych rzeczy jest mizerne.

Wątpliwości tego typu czy brak wiary praktycznie nie powinny mieć miejsca, dlatego, że jakbyś rzeczywiście wszedł w stan ukrycia odczuwania Stwórcy, w sensie totalne odcięcie, a przebudzenie duszy zakłada z definicji wcześniejsze otwarcie, tak jakbyś się drugi raz narodził, to doświadczyłbyś tego tak jakby ci odcięli tlen albo tak jakbyś przestał realnie istnieć. Więc pojęcie wiary czy nie wiary w ogóle nie ma miejsca , a prawidłowa reakcja byłaby taka jak w przypadku tonącego człowieka, który wszelkimi siłami będzie próbował wydostać się na powierzchnię, bo nie może oddychać. Wiara? Czy można powiedzieć, że człowiek, który codziennie oddychał tlenem, a potem nagle mu go odcięli, będzie miał wątpliwości czy tlen istnieje czy nie? Śmieszne, nie?
I wątpliwości, myśli, czy wpływy różnego rodzaju, pochodzą z 3-4 ciała, czyli kolejno astralne i mentalne, natomiast dusza to jest 6 powłoka, czyli ponad ciałem przyczynowym więc realnie, gdybyś coś miał obudzone to odczuwałbyś siebie ponad tymi wpływami, dlatego, że wraz z obudzeniem duszy, pojęcia "ja" przeniesione zostaje z powłoki mentalnej do wyższej, jeśli nie w całości, bo idzie proces przecież transformacji, to w dużej mierze przestajesz się utożsamiać z umysłem.
Przychodzi sobie, to przychodzi, ale ty istniejesz ponad tym, pojęcie twojej energii nie zależy od siły witalnej, od jedzenia, ćwiczeń, etc, bo zasilany jesteś na wyższej powłoce, zupełnie innym rodzajem energii. Tyle w temacie    :Uśmiecha się:

P.S. Natomiast jeśli chcesz wprowadzić zamęt i wątpliwości w czytających, żeby zawrócili z drogi, to niech wiedzą, że różne siły astralne czy inne, nie lubią światła duszy, bo one giną w nim, nie wytrzymując świętości, bo one lubią o wiele niższą energie, z sił witalnych, etc. A światło duszy realnie je unicestwia, jest to tak jak ogień dla nich.
Dlatego zawsze robią wszystko, żeby sprowadzić innych z drogi.
Zresztą wykonują pożyteczną pracę, dlatego, że ten kto nie ma prawdziwego życzenia, lepiej niech nie zaczyna, przecież nie może dążyć do tego, co nie jest drogie jego sercu. A ten dla kogo aspekt obudzenia duszy to jest jak żyć albo nie żyć, dla niego nic nie stanie na przeszkodzie, choćby cały świat mówił, że to niepotrzebne, to zignorowanie tego równałoby się dla niego z samobójstwem albo gorzej. I wszystkie siły oczywiście są po to, żeby wybudować w kimś pewne życzenie, zanim w ogóle wyruszy. Także wszystko jest potrzebne i wszystko służy ogólnemu celowi :   :Uśmiecha się:

Jest to nawet opisane w księgach:
Cytat:Podobne jest to do króla, który zechciał zebrać z całej krainy wszystkich najbardziej oddanych i doprowadzić ich do pracy wewnątrz swojego pałacu. Cóż on uczynił: wysłał na cały kraj otwarty rozkaz, żeby każdy, kto chce, od najmłodszego do najstarszego, przyszedł do niego zajmować się wewnętrznymi pracami w pałacu. Lecz ustawił ze swoich niewolników wielu strażników na wejściu do pałacu i na wszystkich drogach prowadzących do niego, rozkazując im poprzez chytrość wprowadzić w błąd wszystkich, którzy zbliżą się do pałacu i sprowadzać ich z drogi.

I rzecz jasna, że wszyscy mieszkańcy krainy natychmiast udali się do pałacu króla, jednak byli zbici z drogi chytrością strażników. I wielu z nich pokonało chytrość strażników, aż do tego momentu, że zbliżyli się do pałacu. Jednak strażnik u wejścia był bardzo oddany. I każdego, kto zbliżał się do wejścia, zwodził i zbijał z wielkim oddaniem, dopóki tamten nie powracał skąd przyszedł. I ponownie przyszli i odchodzili, i ponownie wzmocnili się, i znowu przyszli i odeszli. Tak było przez kilka dni lub lat, dopóki nie zmęczyli się w swoich próbach. I wyłącznie nieliczni pośród nich, czyja miara cierpienia była wysoka, zdołali pokonać tych strażników, i przechodząc stali się godni natychmiast zobaczyć lik króla, który to wyznaczył każdego na odpowiednią jemu posadę. I rzecz jasna, że od tej pory i dalej nie mieli oni więcej żadnych spraw z tymi strażnikami, którzy to odbijali i zbijali z drogi, czyniąc cierpienia im w życiu przez kilka dni lub lat, kiedy to oni przychodzili do wejścia pałacu i odchodzili z powrotem. Dlatego że stali się godni pracować i służyć przed wielkością światła liku Króla wewnątrz jego pałacu.

Tak samo jest w pracy całkowitych sprawiedliwych. Wybór, który jest podczas ukrycia liku, rzecz jasna nie dokonuje się od tego momentu, kiedy przeszli przez drzwi do poznania jawnego sterowania. Do głównej pracy Stwórcy przystępują właśnie na stadium otwarcia liku i wówczas zaczynają iść po wieloschodkowej drabinie, początek której jest na ziemi, a wierzchołek sięga niebios. Jak powiedziano: "Sprawiedliwi będą iść od powodzenia do powodzenia" i zgodnie z tłumaczeniem mędrców, każdy sprawiedliwy zazdrości chwale swojego przyjaciela. I praca ta czyni ich godnymi do wykonania woli Stwórcy, żeby dokonał się w nich Jego zamysł stworzenia: "nasłodzić stworzenie" swoją dobrocią i szczodrą ręką.
Odpisz
(18 Lip 2017, Wto 16:48)clouddead napisał(a): Wydaje mi się, że miałem doświadczenie przebudzenia duszy ale to było tak potężne i bezlitosne, że nie mogłem tego znieść. Czysta miłość, ale taka cholernie nieznośna, naiwna, bezradna. otwarta na wszystko, nie mogłem tego wytrzymać, obecnie biorę silne leki i jakoś żyję. Czuje dalej tą miłość, ale jest ona trochę mniej intenstywna, czasami doświadczam hejtu od ludzi bo emanuje taka energia, ktora wzbudza w nich irytację, a inni ludzie z kolei opowiadaja mi historie swojego zycia i o swoich problemach, wyrzucaja na mnie całe swoje gówno, a ja słucham ze współczuciem i udaję, że mnie to interesuję. Ponadto stałem się nadwrażliwy na bodźce, co jest przekleństwem, bo odczuwam wszystko kilka razy mocniej niż normalnie.
A co spowodowało to przebudzenie duszy? Stało się to nagle, czy działo się to stopniowo? A z tą nadwrażliwością to dobrze wiem o czym mówisz, ja mam to od zawsze.
Please, don't allow that fate to forge your life

You forge your own destiny
Let your feelings be free, your heart is your guide
Be so strong and get ready, for tomorrow
Carry on, the future is now!
Odpisz
(19 Lip 2017, Śro 13:13)whatstheuseofitall napisał(a):
(18 Lip 2017, Wto 16:48)clouddead napisał(a): Wydaje mi się, że miałem doświadczenie przebudzenia duszy ale to było tak potężne i bezlitosne, że nie mogłem tego znieść. Czysta miłość, ale taka cholernie nieznośna, naiwna, bezradna. otwarta na wszystko, nie mogłem tego wytrzymać, obecnie biorę silne leki i jakoś żyję. Czuje dalej tą miłość, ale jest ona trochę mniej intenstywna, czasami doświadczam hejtu od ludzi bo emanuje taka energia, ktora wzbudza w nich irytację, a inni ludzie z kolei opowiadaja mi historie swojego zycia i o swoich problemach, wyrzucaja na mnie całe swoje gówno, a ja słucham ze współczuciem i udaję, że mnie to interesuję. Ponadto stałem się nadwrażliwy na bodźce, co jest przekleństwem, bo odczuwam wszystko kilka razy mocniej niż normalnie.
A co spowodowało to przebudzenie duszy? Stało się to nagle, czy działo się to stopniowo? A z tą nadwrażliwością to dobrze wiem o czym mówisz, ja mam to od zawsze.

Intensywna medytacja i poszukiwania duchowe spowodowały to. Sunheart nie pisz głupot ze jestem słaby, ciekawy jestem jakbys zareagował na energię o mocy milion razy silniejszej do ciebie i nuklearne reakcje w ciele.
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
To powiem Ci już co ci się stało. W świetle nauk kabały światło Stwórcy nie możesz otrzymać wprost bo cię "spopieli", następuje proces ktory nazywa się "szwirat kelim", rozbicie duchowych naczyń. Po prostu nie możesz urzymać świecenia. Dlatego, trzeba najpierw zbudować wewnątrz siebie odpowiednie kelim, czyli naczynia i przyjać światło poprzez masach, czyli ekran, zgodnie z wyższymi prawami.
A poczytaj sobie historię z Talmudu "O czterech którzy weszli w PaRDeS", i tam jest ostrzeżenie, że tylk orabi Akiva wyszedł żywy, a trzech albo zwariowało albo umarło.
To jest ostrzeżenie powiązane z tym. Jest to w traktacie Chagigah.

Tu jest cały art. na ten temat: http://koshertorah.com/PDF/PardesLessons.pdf
Oczywiście on tam pisze w kontekście swojej ścieżki, ale można to zastosować ogólnie.


Ekran działa tak, że z jednej strony jest ogromna siła przyciągająca żeby otrzymać to światło, nazywa się ona awijut, i ma 4 poziomy, a druga siła w masachu to jest itlabszut, siła odpychająca światło i tez ma 4 poziomy, nie pozwalająca mu przeniknąć do wewnątrz. A światło nie otrzymujesz nigdy wprost, wewnątrz siebie, a w or hozer, czyli kli, ktore odbiło światło poprzez właśnie masach, po to, żeby nie być otrzymującym, a tak jak Stwórca - dający. I siła odepchnięcia, żeby nie przyjąć dla siebie, a żeby oddać tym Stwórcy, tworzy to kli or hozer.
Współdziałanie tych sił pozwala otrzymać "bezpieczną ilość", zgodnie z prawem podobieństwa właściwości. Po to jest nauka taka jak kabała, żeby nauczyć praw jak otrzymać światło, o tym jest kabała "jak prawidłowo otrzymać błogość Niebios". Jeśli nie wiesz jak, ignorujesz prawa, to jest efekt taki a nie inny. To działanie, które czyni dusza w sobie odpowiada również temu co miało miejsce w świetle Stwórcy (w Ein Sof), gdzie malchut Ein Sof nie przyjęła światła, i dokonała skrócenia (cimcum alef) na sobie. Jako, że w duchowym nic nie znika to to co dokonała malchut jest obowiązującym prawem dla wszystkich istot. Gdyby nie było tego prawa, to wszystkie twoje mysli natychmiast by się materializowały, np. jedną myślą wznieść się w powietrze byś latał, a myślą, żeby kogoś rozwalić, ucinało by ci ręce albo umierałbyś, bo nie działałoby miłosierdzie i surowość, to co wyniknęło w światach BEA, gdzie działa prawo drugiego skrócenia C'B. Oznacza to tyle, że możesz otrzymać światło prawidłowo tylko gdy twoja malchut, pragnienie otrzymywania wznosi się w binę, które jest właściwością oddawania, czyli dokonując skrócenia w sobie. Innymi słowy, żeby nie upaść, musisz tak umotywować swoją chęć otrzymania światła, żeby przekazać ją "w dół", np. do innych dusz. Dlatego, że tak działa Stwórca, że On jest dający, a ty musisz się udodobnić, naśladować w tym Jego, swój korzeń, i wtedy jest zgodnie z prawami. na tym to polegam. I tym samym jest harmonia, równowaga między otrzymywaniem, a dawaniem, życie się kręci. To tak ogólnie, bo wchodzą tu jeszcze inne aspekty. Generalnie chodzi o to, zeby być kanalem poprzez ktory spływa światło, ale ty go nie zatrzymujesz w sobie, lecz przekazujesz "w doł". Im więcej możesz przekazać, tym więcej otrzymasz i wznosisz się duchowo.
Odpisz
dzięki, mój problem polega na tym, że nie wypełniam boskiej woli na 100%, bo zwyczajnie nie mam na to (na rozwój duchowy) warunków. Nie mogę sobie pozwolić na bycie na utrzymaniu matki, która ma swoje lata i ciężko pracuje, a ja mając lat 30 nie mogę siedzieć i zgłębiać duszy.

chyba w indiach byli tacy święci goście, nazywani chyba "masts", którzy siedzieli brudni w totalnej nędzy prawie się nie poruszając, nic nie mówiąć, bez kontaktu z otoczeniem wypełnieni boską miłością i ekstazą, hehe.
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
Właśnie on tam pisze, że życie jak pustelnik nie jest w zgodzie z wolą Stwórcy, masz być pełen Boga, światła na wszystkich poziomach bez wyjątku, a życie w nędzy przeczy temu. Kluczem znowu jest równowaga. Nie można przesadzić ani w oderwaniu od świata ani w przesadnym angażowaniu się w niego. Wszystko ma być w równowadze.

Właśnie czytam tą historię i to odpowiada temu co tak pragnął światła, że umarł, czyli uległ pragnieniu, żeby pozostać "tam", a nie dokonać zamysłu Stwórcy, żeby przyciągać światło dla innych dusz, dla świata, uczestniczyć aktywnie w procesie twórczym, w procesie naprawy dusz, tikun.
Powiem szczerze, ze ja też zaliczylem upadek i tak patrzę, że podchodzę pod ten przypadek "being too intoxicated". Tak na marginesie, Anadi też krytykuje sufizm właśnie za ten aspekt. Tam tez jest ścieżka która nazywa się "prophetic", tak samo jak u Ojców Pustyni, etc.
Po prostu w pewnym momencie poprosiłem Stwórcę, żeby być tylko z Nim, a ta ziemska natura żeby odeszła. Może nie dokładnie tak, ale taki był ruch mysli.
Skończyło się tez upadkiem, rozbiło się kli zarówno duchowe jak i do ziemskich rzeczy, jakbyś umarł. Więc śmierć to jest metafora, ale nie do końca, bo śmierć w duchowym to "oprożnienie ze światła", czyli światło znika z kli. Więc śmierć na miejsce na okreslonym poziomie, niekoniecznie tutaj w materii.
To co pisalem wyżej w poprzednim poście to nie teoria, a pisalem to z własnych doświadczeń i upadków. Naprawdę to nie są żarty, można się z tego podnieść, ale jest to bardzo ciężkie, bo w psyche cały czas jest pamięć o tych wspaniałych stanach i to co na ziemii juz nie wystarcza [**], a żeby się wznieść ponownie no to trzeba stać się znowu godnym. Więc gdzieś glęboko jest cały czas cierpienie, dlatego, że wszystko w tym świecie ma inną naturę, a światło od Stwórcy, zakłada, że ono wychodzi z ciebie samego tak jakby, ty je z siebie przekazujesz, emanujesz nim. I to jest cudowne... Znika całe zło i jest doskonałość. To jest zupełnie coś innego, tak jakby się stawać światłem.(choć relanie jest to niemożliwe, musi być kli, ktore odczuwa światło, inaczej światło jest niepoznawalne).
Rzecz więc w tym, żeby tego uniknąć, żeby się nie zlać ze światłem, ani nie przylgnąć do życzenia, a być pośrodku, tak jak jest centralna kolumna na drzewie życia, po lewej stronie stoją zyczenia, żeńska kolumna, po prawej stoją światła, męśka kolumna. A życie i wzrost w górę w zjednoczeniu obu tych kolumn w doskonałej równowadze. Na tym polega sekret.
Mój błąd polegał chyba na tym, że wyraziłem tą siłę itlabszut tak absolutnie, jakbym miał się oderwać od wszystkiego, żeby stać się "zbyt świętym". I się oderwałem..


Ja też żyłem prawie jak pustelnik, nie chodziłem do pracy, nie miałem dziewczyny, w momencie kiedy robiłem najbardziej intensywne praktyki, przyszedł upadek. A on tu pisze, że światło trzeba przekazać w dół, być kanałem spływu. Choć kelim dla przekazania światła były wypracowane, ale widocznie za mało. Prawa są bezwględne. choć działa też miłosierdzie, więc zawsze można się podnieść.

A co do nadwrażliwości, nie tylko wy jesteście nadwrażliwi. To też jest właśnie powód tego "pustelnictwa", bo po prostu jest święty spokój z tym, a wystarczy, że wyjdzie człowiek np. do pracy, gdzie ludzie są różni, gdzie jest napięcie, stres, pośpiech i od razu to wszystko jest na człowieku. Trzeba później ok. 3 dni, żeby się oczyścić z tego, a tu się kumuluje dzień po dniu, bo 5 dni w pracy i nie ma kiedy się oczyścić. Jak człowiek jest na wzniesieniu to nie ma z tym takiego problemu, bo wystarczy zmienić tor myśli po przyjściu do domu i czlowiek się natychmiast oczyszcza, ale w upadku to nie takie łatwe. Lepiej jest jak ktoś fizycznie pracuje, wtedy jest dużo lżej, można nawet medytować w czasie pracy. Ważne tylko, żeby praca nie była też zbyt męcząca. żeby nie stracić zbyt dużo sił witalnych.
W przypadku jak człowiek siedzi w biurze, udawało mi się najwyżej do południa, i to tylko w poniedziałki, albo jakieś szczególnie dni, a po południu niskie wibracje obniżają cię tak, że bardzo trudno jest. Nawet pisanie przez internet jest dość ciężki, tak jak na forum, chyba, że się pisze z jedną osobą. Ale jak czytają to przypadkowe osoby, to wszystko to potem leci na czlowieka.

Cytat:, która ma swoje lata i ciężko pracuj
U mnie pracuje tylko siostra, rodzice na emeryturze    :Wystawia język:
Wiadomo, nie jest to optymalny stan, coś tam dorywczo robię, ale mam ciężką traumę po pracy w biurze. Najlepsze to, że kocham swoją pracę, tylko rzecz chodzi o tą nadwrażliwość. Dla mnie to było nie do wytrzymania. W pewnym momencie powiedzialem sobie, że ja dopłacę, żeby nie iść do pracy..


P.S. Choć powiem wam szczerze, że wszystkie te cierpienia są warte tego.. Naprawdę przychodza takie stany ekstazy, że jakby te cierpienia obracają w blogość.. Nie mam na mysli tych cierpień "zewnętrznych", one przemijają dość szybko, a tych "wewnętrznych", z powodu pragnienia, niespełnienia, etc.
Człowiek dziekuje wtedy Bogu za dobre i złe i mówi sobie, że jakby miał 100 lat cierpieć, a jedną minutę doświadczyć takiej ekstazy, to warto jest tych wszystkich cierpień...

EDIT: Taka ciekawostka, jedną z przyczyn upadku w tym tekście powyżej on podaje to, że ktoś uznaje jakby wyższa perspektywę, że "jest tylko Bóg", i mysli sobie, że tu w tym świecie nic już nie trzeba robić. A rzecz w tym znowu, że trzeba połączyć tą "oświeconą perspektywę" sprowadzając to światło do naszego codziennego życia. Bo to jest prawdziwe rozumienie non-dualizmu.
To zagadnienie jest znane też w zen:

"Before enlightenment, chop wood, carry water. After enlightenment, chop wood, carry water."

10 obrazków pasterskich też zawiera tą prawdę.

[**] Z drugiej strony to te cierpienia pozwalają na wyjście z cierpienia, one są w pewnym sensie jedynym światłem, które nas łączy z czymś wyżej. To jest jak glód w żołądku, który dopóki nie zjemy będzie nam dawał znać o sobie. To taki sekret, że te cierpienia są tym, co prowadzi nas do góry i pozwala nam nie słuchać rożnych bodźców zewnętrznych, a wznieść się ponad nie. To jest wazne, żeby to uswiadomić sobie. Gdyby nie cierpienie, to człowiek pozostałby w stagnacji, a to cierpienie łączy go ze światłem i powoduje, że człowiek ma energię do wzniesienia, że nie zapomina o niczym co było....Podkreślam to, bo to najważniejsze z tego wszystkiego.Tak naprawdę, nie pisałem o tym, ale to cierpienie jest światłem, innymi słowy, dusza odczuwa to tak, że to cierpienie (co za paradoks) jest lepsze niż ziemskie rozkosze. A czemu? A bo łączy nas z Bogiem i jest trampoliną do Niego, przyczyną późniejszego połączenia. To jest taka boska logika, naprawdę, ale powiem szczerze, że to duchowe cierpienie jest lepsze niż ziemskie przyjemności. Dlatego, że miara tego cierpienia jest uświadomieniem Boga w stanie ukrycia.
A teraz zobaczcie jakie jest nastawienie ludzi, ktorzy chcą spróbować medytacji "uwolnić się od cierpienia". A tu odwrotnie, w cierpieniu jest twój ratunek i ono jest integralne ze światlem! Ale musimy pamiętać, że chodzi o cierpienie właśnei na duchowej powłoce, a nie ból głowy czy jakiś tam niepokój. To zupełnie inne cierpienie, bardziej podobne do cierpienia z powodu zlamanego serca, kiedy czlowiek nie może o niczym myśleć jak tylko o ukochanej/ukochanym, etc. Więc to cierpienie łączy nas jakby ze Źródłem życia. Picie alkoholu, branie leków, uciekanie od tego to niewłaściwy kierunek, właśnie odczuwanie takiego cierpienia jest ratunkiem dla nas. Mozna nawet uciekać w medytację (sic!) co się niestety często zdarza. Ale tym samym jakby ignorujemy i tłumimy w sobie chęć duszy do przyjęcia światła życia.
Jeszcze napisze tu czemu to cierpienie dokładnie jest lepsze. Jest jeden powod, otóż człowiek odczuwa w tym łączność z Prawdą. Krótko mówiąc na duchowej powłoce nie ma rozróżnienia cierpienie/ból w kategorii dualizmu, a jest rozróżnienie prawda/fałsz. A to dotyczy naszych zamiarów, a nie odczuć. A zamiar pochodzi z wyższych sfirot, z głowy parcufa, 3 wyższe sfiry (dokładnie to z keter), a aspekt cierpienia odczuwamy w 7 niższych sfirot, ktore okreslane jako duchowe ciało. Czyli mając poprawny zamiar, skierowany ku Stwórcy, to cierpienie staje się lekkie. Jak to pisala św. Katarzyna z Sieny: "kto cierpi z miłości, ten nie cierpi wcale". A kiedy człowiek kieruje się ku sobie w swoich zamiarach, a nie ku Bogu, to odczuwa falsz w sobie, i oczywiście cierpienie staje się ciężkie..To takie głębokie wyjąsnienie... Jeszcze nam mówi o tym Ewangelia: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Odpisz
Wszystko się zgadza, tylko jak znaleźć równowagę? Ja jak nie biorę leków od razu odpływam w odmienne stany świadomości i tracę kontakt z rzeczywistością, nie śpię, nie jem, doświadczam stanów duchowych. Leki pomagają mi funkcjonować w pracy, w życiu. Dzięki nim jestem względnie zbalansowany. Z doświadczenia wiem, że życie ma potężną głębię, ukryty porządek, to coś więcej niż odbieramy zmysłami a rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Tylko jak to się ma do codziennego życia, pracy itd. Gdybym miał kupę siana i wolnego czasu to bym się poświęcił temu na 100% ale przy obecnym stanie rzeczy po prostu nie mogę. Tak, wiem, pieniądze są wynalazkiem szatana, ale muszę gdzieś mieszkać i jeść? Chociaż podobno są jogini, którzy odżywiają się praną, są bezdomni a w zimie opuszczają ciało i przechodzą w nirwanę.
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
(24 Lip 2017, Pon 18:09)clouddead napisał(a): Wszystko się zgadza, tylko jak znaleźć równowagę?

Ja cię rozumiem doskonale, nie jest to łatwe, sam mam z tym problemy, żeby tą równowage odnaleźć, choć napewno nie mam takich odjazdów jak ty.Osobiście, wybieram pustelnictwo i ograniczenie kontaktu do minimum. Ja teraz nie pracuje, jeżdżę od czasu do czasu na ogródki do ludzi i za dniówkę mam 120-180zł, pracując tak średnio po 5-6h. Dużo lepiej niż do biura, mam kontakt z przyrodą, etc. Ale wiadomo sezon sie skończy, to za bardzo już nie ma co robić.
Tu masz odp. na pytanie dlaczego ludzie zamykali się w klasztorach, pustelniach, dlaczego wszędzie w tekstach buddyjskich czy chrześcijańskich czy nawet kabalistycznych pisze tak, że trzeba się najpierw oddalic od ludzi, to był pierwszy warunek.
Ja mieszkam z rodzinę, a i tak samo czujesz niektóre wibracje, które cię mocno obniżają. Ale co zrobić, żebym miszkał sam to potrzebuje kasy więcej, a żeby kasy to znowu więcej pracy, więc jeszcze gorzej.
Dla mnie idealnie, kupić dzialkę z 1ha, wybudować skromny domek, i żyć z płodów ziemii i ew. z hodowli, sprzedając coś tam, żeby mieć na niezbędne rzeczy. Ubóstwo, ale jesteś w dużej mierze wolny.
Żyłem tak przez miesiąc i wszystkie emocje nagle jak ręką odjął, okazuje się, że czlowiek wszystko z zewnątrz zasysa.
Ludzie mają depresje, lęki, wpadają w gniew, tracą energie, siły - wszystko z wpływów z zewnątrz.

Będziesz pełen energii, pójdziesz do pracy gdzieś tam do biura i wszystko z ciebie wyciagną. Niby tu dostajesz pieniądze, ale tracisz sily, radość życia, zdrowie, etc. Realnie zarobisz parę grosza, ale tracisz to co najcenniejsze. Może nie zawsze tak jest, bo możesz trafić na dobre środowisko, i wtedy tego efektu nie musi być, ale to rzadkość. Ja trafiłem chyba najgorzej jak mogłem, stąd jak tylko sobie przypomnę, to idzie taka siła, awersja ze mnie, że wolę wszystko zrobić, żeby do tej pracy nie iść, nie być niewolnikiem.
Wolę realnie żyć jak pustelnik w ubóstwie, naprawdę wiele nie trzeba do życia. Jeszcze jakbyś żył w państwie, gdzie okres wegetacyjny jest nieco dłuższy niż u nas, np. w Hiszpanii czy Portugalii, to już zupełnie nie potrzebowałbyś pieniedzy. Nie mówiąc, że tam też na opał nie potrzebujesz za wiele. Wystarczy ci dosłownie np. 300 zł /msc, żeby na prąd, internet i jakieś tam elementarne rzeczy, a to bez niczego można osiągnąć czy tu pracując u kogoś w sezonie dorywczo czy z handlu swoimi zbiorami czy z hodowli.
Ludzie tak żyją w Rosji czy na Białorusi, są potworzone osady, na youtubie są filmiki.


P.S. Btw, wg. hinduskich tekstów, to żyjemy w zmierzchu kali jugi, i zmierzch w kali judze trwa 100 lat. Wg. niektórych źródeł koniec kali jugi nastąpi w 2039r. bo poczatek zmierzchu był z rozpocząciem II wojny. Jest to w Puranach opisane i w Mahabharacie, np. cz. 3. Także wszyscy już bębnią, że idą jakieś zmiany, ale wiadomo jak z tym jest, może to być równie dobrze ze 400 lat, więc realnie trzeba tu i teraz odnaleźć tą wolność :   :Uśmiecha się: Ale fakt, jak czlowiek poczyta jak ludzie żyli w innych epokach, choćby w tej Mahabharacie, która i tak nie opisuje Satya jugi, czyli tej najwyższej epoki, a między drugą, a trzecią, to naprawdę żyjemy w dnie dna. Poziom kultury dzisiejszej, a tego co było to niebo, a ziemia. Zwykli ludzie mieli takie możliwości w sobie wbudowane genetycznie, które dzisiaj osiągają tylko zaawansowani jogowie po całym życiu praktyk. A co dopiero mówiąc o ludziach bardziej wzniosłych, to na dzisiaj przekracza wyobraźnię.

Cytat:O Judhiszthira, po zakończeniu jednego wielkiego Eonu następuje nowy wielki Eon rozpoczynający się złotym wiekiem zwanym kritajuga, który trwa przez cztery tysiące lat, będąc poprzedzony przez trwający czterysta lat świt i kończący się trwającym czterysta lat zmierzchem. Następująca po nim tretajuga trwa tylko trzy tysiące lat, a jej świt i zmierzch trwają trzysta lat. Dwapara trwa dwa tysiące lat, a jej świt i zmierzch trwają dwieście lat, a następująca po niej kalijuga trwa jedynie tysiąc lat, podczas gdy jej świt i zmierzch trwają sto lat. Gdy kalijuga dobiega końca cały proces zaczyna się od początku i pojawia się znowu kritajuga.
Jeden cykl czterech małych eonów-jug tworzy razem trwający dwanaście tysięcy lat wielki Eon, a tysiąc wielkich Eonów tworzy razem Dzień Brahmy.
Pod koniec dużego Eonu, podczas kalijugi, wszyscy ludzie odchodzą od Prawdy. Już nie bramini, lecz ich substytuty wykonują rytuały ofiarne, rozdają dary i praktykują dotrzymywanie przysiąg. Bramini wykonują prace służących, a służący gromadzą bogactwo i zachowują się jak magnaci. Bramini tracą swą bramińskość, zaniedbując modlitwę, ofiarę i studiowanie Wed i jedzą to, co niedozwolone, podczas gdy służący zaczynają się modlić. Królowie uprawiają opartą na fałszu politykę, rozmnażając zło i tonąc w kłamstwie. Żadna kasta nie podąża ścieżką własnego Prawa, lecz wykonuje działania innej kasty. Ludzie żyją krótko i uciekają z wiosek do miast, zaprzestając uprawy ziemi. Takie odwrócenie naturalnego porządku zapowiada zniszczenie.
Gdy zbliża się koniec dużego Eonu liczba żywych istot niepomiernie wzrasta, produkując straszny swąd, gdyż kobiety pozbawione wszelkich moralnych zasad miesiącami oddają się miłosnym igraszkom. Pola stają się nieużytkami, a na skrzyżowaniach wyją szakale. Krowy przestają dawać mleko, a drzewa przestają rodzić kwiaty i owoce. Bramini przyjmują dary nawet od tych królów, którzy zabrudzili się grzechem zabójstwa bramina i fałszywego oskarżenia, opanowanych przez żądzę i bezrozumnie pyszniących się swym prawem do plądrowania ziemi. Głowy rodzin z lęku przed podatkami zaczynają kraść i udawać pustelników. Ludzie z próżności noszą długie włosy i paznokcie. Studiujący Wedy odstępują od Prawdy i żądni dóbr materialnych zaczynają pić alkohol, spać z żonami swych nauczycieli i rajfurzyć swym ciałem i krwią. W końcu prawdziwe pustelnie opanowane przez tych oszustów całkowicie znikają z powierzchni ziemi.
Na zakończenie wielkiego Eonu Indra przestaje lać deszczem i żadne z posianych ziaren nie wyrasta. Nic zgodnego z Prawem nie jest w stanie przetrwać i choć rodzą się istoty podążające ścieżką Prawa, szybko umierają. Prawe myślenie degeneruje się, a zło rozkwita. Prawo słabnie, a bezprawie rośnie w siłę. Prawi żyją krótko i ubożeją, podczas gdy łajdacy żyją długo i pławią się w bogactwie, realizując swe cele przy pomocy bezprawnych środków, posługując się oszustwem i nadużywając zaufania. Zarówno drapieżne ptaki i zwierzęta jak i zwierzyna łowna chowają się w parkach i świętych miejscach. Siedmioletnie dziewczynki zostają matkami, a dwunastoletni chłopcy ojcami. Młodzi mają nawyki starych, starzy zachowują się jak dzieci, a kobiety cudzołożą”.

Jak chcecie coś więcej poczytać na ten temat to polecam tą stronę: http://www.inannareturns.com/

Tam kobieta opisuje te wszystkie rzeczy.
Odpisz
Ostre jazdy widzę

[Obrazek: 2vMZb.jpg]
Odpisz
clouddead napisał(a):Ja jak nie biorę leków od razu odpływam w odmienne stany świadomości i tracę kontakt z rzeczywistością, nie śpię, nie jem, doświadczam stanów duchowych. Leki pomagają mi funkcjonować w pracy, w życiu. Dzięki nim jestem względnie zbalansowany.

Podobno Ramakryszna potrzebował stale opieki "niańki" bo nie był w stanie normalnie funkcjonować. Jak sobie poczytasz jego "Ewangelie", to wygląda to tak:
1) Ramakryszna mówi: "zaśpiewajcie pieśń o np. bogini Radha i jej więzi np. z Ramą
2) Wszyscy śpiewają
3) Po kilku minutach Ramakryszna prosi wszystkich, żeby opuścili go, bo wszedł w samadhi i nie jest w stanie się z nimi kontaktować.

Kiedyś jak czytywałem listę dyskusyjną ABES Kids, to pisywali, że polecana jest praca przy ziemii, np. w ogródku. To taka prosta recepta. Dla mnie np. spacer, kontakt z przyrodą pomaga.
Prawidłowo, czyli zrównoważenie powinno być tak, i rada jest dana w księdze Sefer Jecira: "jeśli twoje serce biegnie, przywróć je na miejsce, bo przecież powiedziano: biegnie i powraca." Innymi słowy, to światło które człowiek odczuwa w duchowym stanie powinien zintegrować z życiem codziennym, opuścić w dół do tego świata. Posiadanie rodziny, dzieci napewno równoważy to, bo jest to zakotwiczenie w tym świecie. Mistrz z kolei posiada uczniów, którym przekazuje wiedzę.
A docelowo to powinienno się czynić akty twórcze, innymi słowy realnie swoimi czynami wpływać na tą rzeczywistość, ktora nas otacza.. Na doskonalenie jej, rozwijanie zycia na tej planecie, tworzenie nowych rzeczy, etc.Niemniej to dość wysoki poziom jak się można domyśleć. Niemniej, tak jak pisze w Zohar, człowiek jest partnerem Stwórcy w stworzeniu. "Bóg rozpoczyna stworzenie, a sprawiedliwi kończą stworzenie".

Albo wg. modelu z Mahabharaty człowiek powinien przekroczyć poziom "śmiertelnika", czyli osiągnąć nieśmiertelność tu na ziemii jako człowiek, a potem wyewoluować do poziomu półboga i boga. To jest pisane wprost w literaturze hinduskiej, nawet nie aluzjami, a wprost. A gdzie dzisiaj uczą tego? Boska Soma, Amrita, Ambrozja, stan nieśmiertelności, nie duszy, a tej formy, która stworzona, możność dowolnego zmieniania form, etc. tam w Mahabharacie jest opisane, że nawet demony mogą zmieniać dowolnie formy, różni jogini, bramini, nie mówiąc o bogach. Poruszać się między światami, etc. Jeżeli w literaturze takie rzeczy piszą, to ileż więcej nalezy się domyślać, że jest w rzeczywistości ukryte!

A dzisiaj duchowość na tej planecie jest w takiej degradacji ,że jedyne do czego większość dąży to "wyzwolenie z cierpienia!". Nawet Anadi robi do tego aluzję i mówi, że "jest duzo duzo więcej niż tylko wyzwolenie".
I powiem szczerze, to NIE WAŻNE, że czlowiek to czyta i mówi "no tak, ale dzisiaj jestem tutaj, mam swoje problemy, gdzie tam takie wysokie rzeczy, to nieosiągalne!". Ale jeżeli to dzisiaj nie jest moim życzeniem, to nigdy nie będzie, a jeżeli ja to zasiewam jako mój cel to on realnie ma szansę wyrosnąć. Z kropli nasienia też nie widać, że wyrośnie z niej wielki człowiek, z małego ziarenka wyrasta drzewo, które może wieki przetrwać. Także, wszystko zalezy co zasiewamy i czy robimy jakieś małe kroczki ku realizacji tych celów,chocby dzisiaj to wszystko było nieosiągalne. Niemniej, żyć każdy chce, młody każdy chce być, nikt nie chce umierać, nikt nie chce chorować, każdy chce być pełen sił, każdy chce umieć tworzyć coś, wpływać na materię, każdy chce wznosić się w subtelne wymiary, etc. Ludzie mają w sobie realny potencjał, inaczej czemu by oglądali fantastykę, czytali książki jeżeli to wszystko nie byłoby miłe ich sercu? A czytają i mówią: "chciałbym żyć w takim świecie!". No to.. droga otwarta. Rób coś, żeby żyć w takim świecie.

A jest też druga alternatywa, odwrotna, coraz większe zagęszczenie w materię, coraz mniejsze zdolności, stawanie się bio-robotem, niewolnikiem systemu i niczym więcej. A swojego nic, wszystko czyniąc to co reszta. Absolutnie unikalna Dusza, która ma cząstkę Boga, na absolutnym wygnaniu.

P.S. Wyobraźcie sobie, że nagle to wszystko staje się realne, na wyciągniecie reki, trochę tak, jakby.. no np. czlowiek żył w samotności długi czas i nagle pojawia się ta "księżniczka z bajki", jakiś tam wymarzony ideał. Co się z nim dzieje? Co człowiek czuje? A jeżeli realnie coś czuje, to nie może być pustki bez napełnienia.. Wynika to z praw wszechświata, że człowiek już to zna, "nie ma nic nowego pod słońcem", a jedynie zapomniał to co jest dla niego naturalne. To właśnie to, że nie może jest nienaturalne dla niego, to, że żyje przykuty do tych praw materii jest nienaturalne, jest więzieniem dla człowieka.Niemniej wszystko poprawnie, tak własnie powinno być, że tak jak nasiono rzucone do ziemii pod asfalt, nagle przebija się przez twardą skorupę aslfaltu i wydaje owoc, tak samo człowiek, przebija tą twardą skorupę ograniczeń materii i wydaje owoc. Im większe ograniczenie pokonane, tym roślina potężniejsza, etc. Jak to tez określone jest, Bóg stworzył świat w jednym znanym Sobie celu, lecz bardzo głęboko ukrytym" Innymi słowy, wszystko stworzone jest tak, żeby ukrywać prawdziwy cel stworzenia, zamiar Stwórcy, żeby człowiek myslał dokładnie odwrotnie, ale jednak wyrwał sie z tego, przebił te ograniczenia. Albo jak mówi alegoria: 'odnalazł ukrytą Perłę lężącą przy cielsku Smoka'.

P.S.2. Jakby się ktoś zastanawial jak to się wszystko ma do Biblii chociażby, to tutaj wypowiedź kabalisty, ortodoksyjnego rabina, a chyba nie ma religii gdzie bardziej jest wyeksponowany aspekt "Jedynego Boga" niż Judaizm:

Cytat:Torah monotheism has long been mythologized. In truth, there is only the singularity, but just because there is the singularity does not mean that there are not many different “gods.” There is a tremendous amount of confusion as to what is and what is not a god. For those who believe that the Biblical message is that there is only one God, and no others, they had better go back and reread their Bibles.

The Bible makes it quite clear that there are many gods. Yet, of all these gods, who are indeed gods by Biblical standards, none of them are the Creator. In other words, the gods too are part of creation, and are not synonymous with the singular Creator. When Torah proclaims monotheism, it is proclaiming a singular Creator, and a singular (integrated) creation. It is not denying the existence of other gods, who are clearly referenced in numerous places.

Religions have long misunderstood both the Creator God and the other gods, with almost none focusing on the singularity, which as we have seen, is the one true ultimate reality. Religions compete with childlike jealousy and pettiness. Religions claim ever so foolishly, “my God is bigger than your God, my God is better than yours.” This is why Torah monotheism proclaimed focus on the Creator alone. In this way, people would not fall into the pit of infantile competition.

The other gods spoken about in the Torah are identified in later prophetic tradition as being the angels who God, the Creator has ordained to take control of, and direct human affairs. In the Bible, and late literature they are referred to as the Watchers. In later Rabbinic literature these Watchers are said to be structured in a political body very similar to political bodies here on Earth. This body of Heavenly government is called the Supernal Sanhedrin, or the Heavenly Court.

Granted, the majority of literature discussing this topic addresses it in a metaphorical, symbolic way. Nevertheless, there must be some truth underlying these symbols. Essentially, the Watcher angels, according to Torah tradition, are the actual gods of the different nations, and religions. This is how Torah tradition addresses the issue of polytheism, and answers the challenge to Torah monotheism.
If there is any literal truth to these beliefs, then it only reinforces the ultimate Torah message of singular authority and power in the universe. Essentially, the Heavenly Court serves under God, and is totally subservient to Him. The other gods may indeed reign over their individual nations (religions), but that is where their authority, and influence ends..


Tutaj więcej:http://www.koshertorah.com/essays/singularity.html

Zaskoczeni? Już widzę miny niektorych    :Wystawia język: W tym świetle to np. Mahabharata i inne hinduskie "politeistyczne" nauczania z odwoływaniami do różnych bogów, dev vs. filozofia wedanty, gdzie wszystko jest o jedności, etc.. stają się w pełni logiczne i zrozumiałe nawet z punktu widzenia tejże Biblii. Nawiasem mówiąc to nie są dwie różne tradycje.

I jeszcze jedno: jakby ktoś cierpiał na skutek rożnych "teorii spiskowych", modyfikacji genetycznych ras, etc. to polecam poczytać tego pana wyżej, którego cytuje w ostatniej wypowiedzi, a wszystko stanie się klarowne i zrozumiałe, i gwarantuje, że spokój powróci do waszych serc. Jest tam pare jego wypowiedzi na ten temat i nie spotkalem się z nikim kto by ten temat podjął na takim poziomie, czyli uwzględniając w tym całość stworzenia, wyższą perspektywę, a nie jak większość różnych "spiskowców", jedynie siejąc zamęt, strach i niewiarę w sercach i umysłach ludzi. Jak on tam mówi np. "There is no actual spiritual war in the universe. Such a struggle exists only within the human heart, and mind. Our perceptions of duality create the duality which we see. God is the Creator of all, and source of all. Everything exists to serve to ultimate Singular purpose. Everything equally is a tool in the Hands of God."

Nie mogłem się powstrzymać od zacytowania:    :Uśmiecha się puszczając oko:

Cytat:One thing that we must always keep in mind is that no matter how bad, and out of
control, things appear to be, everything is still, nevertheless, under the constant
scrutiny of the Watchers, and ultimately under the guiding Hand of God, the Creator.
Everything that is transpiring now behind closed doors, under the tightest security,
on this planet, inside this planet, and everywhere else in this universe, or in others,
is all transpiring following the Higher directives issued from the Source of All, in
Heaven.
Human history is God's game. Heaven has designed us, and has never ceased
directing all of the action. Just because we do not see the production crew behind
the scenes does not mean that they are not there. The Watchers are indeed there,
they are indeed very much in charge, and it is they who are pulling all the strings

behind everything that is happening now on Earth. Just remember this, as they pull

our strings, so too are their strings being pulled on High. Puppets controlled by

puppets, controlled by puppets, controlled by puppets, controlled by God, this about

sums it up.

Remember this, this planet is not ours, it belongs to God. The human race is not

ours, it too belongs to God. All the aliens races, out there, and in here, also, all

belong to God. God will do with His whatever it is that He wishes. And the Divine

plan, we must understand, deals with the fate and destiny of many more races of
beings than our own.


więcej:http://www.koshertorah.com/PDF/watchers2013.pdf
Odpisz
Kiedyś dużo czytałem nt. natury Boga, oglądałem filmy, skończyło się to totalnym pomieszaniem, natrętnymi myślami, nawet wylądawałem w psychiatryku. Przestałem się w to zagłębiać i święty spokój. Moje życie jest teraz dużo prostsze mimo, że pracę mam skomplikowaną, ale po pracy wyłączam myślenie i korzystam z umysłu tylko kiedy jest potrzebny do wykonania zadań,. Teraz tylko praktykuję present moment. Jasność umysłu, wstaję szczęśliwy a nie tak jak kiedyś z depresją i myślami samobójczymi.

[Obrazek: quote-believe-nothing-no-matter-where-yo...293284.jpg]
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
Twój wybór. Dla mnie poznanie tego jest niezwykle istotne dlatego, że zamierzam spełnić wolę Stwórcy, nawet jeśli poznanie tego jest trudne bądź bolesne, a droga wydaje się nieosiągalna, to jest jedyna. A kto wybiera łatwiejsza drogę, to nie jest powiedziane, że dojdzie nią szybciej do celu.Może tylko ucieka na bezpieczny ląd z rwącej rzeki, by odpocząć, ale prędzej czy później prawa wszechświata wymuszą na nim odpowiedni ruch, by porzucił wyspę, ktorej sie tak kurczowo trzyma i jest dla niego iluzją bezpieczeństwa i wstąpił ponownie w nurt rwącej rzeki. Tyle    :Wystawia język:

ja oglądam, a raczeh czytam i mam coraz większa klarowność, owszem bywają momenty, ze są wątpliwości i pomieszanie, ale za chwilę pojawiają się nowe odpowiedzi które rozwiewają wątpliwości, a wydawało się, że jest jakaś "sytuacja bez wyjścia". Jakby nie było, wszystko to i tak w podświadomości siedzi, więc człowiek może tylko unikać problemu, ale realnie on nigdy nie znika.
Każda wątpliwość to jest pustka, miejsce na wypełnienie światłem. Także to, że pojawiają się wątpliwości jest tylko fazą stworzenia kelim, a w dalszej kolejności idzie napełnienie. :   :Uśmiecha się: Wszystko proste    :Uśmiecha się puszczając oko:

Więc jak pojawiają się wątpliwości jedyne co to trzeba podstawić kelim pod światło, które zawsze świeci, z odpowiednim zamiarem oczywiście, że tu chcesz Jego zamiar wykonać,ale coś stoi na przeszkodzie, a nie jakieś tam swoje cele np. "ucieczki od cierpienia".. Wtedy wg. prawa światło powinno się opuścić, czyli powinny pojawić się odpowiedzi i klarowność, a miejsce pustki wypełnił blask.

Jak jest napisane w Iz 45:7 "Kształtuje światło i stwarzam ciemność - ja Bóg czynię to wszystko"

A tu wygląda, że Bóg tworzy ciemność dla napełnienia światłem, czyli tą pustkę, a człowiek zamiast zrealizować Jego zamiar ucieka i mówi, ze ja nie chcę ciemności, czyli zamiast iść Jego drogą, idzie wg. tego jak podpowiada mu instynkt. Czyli odrzuca światło razem z tą ciemnością, z pustką. Dlatego ciemność i światło, brak i napełnienie - integralne!
Odpisz
masz racje. Większość ludzi kurczowo trzyma się tego, co znane ale rzeka płynie a nie stoi w miejscu. Każda chwila jest świeża i unikalna. Trzeba mieć otwarty umysł i byc przygotowanym na wszystko, wychodzić poza strefe komfortu i ufać Bogu.
somewhere
between the sacred silence and sleep
disorder
Odpisz
Widzę że co niektórzy tutaj mylą duchowość z religią...    :Pewny siebie:
[Obrazek: hs722_alone-boy-lake-man-nature-Favim.jpg]
Odpisz
(29 Gru 2017, Pią 23:07)Diux napisał(a): Widzę że co niektórzy tutaj mylą duchowość z religią...    :Pewny siebie:
Kto? Czym w takim razie jest religia dla Ciebie i czym jest duchowość?

Generalnie religia ma wiele warstw, tzw. egzoteryczna, czyli rodzaj pratyk i nauk/wierzeń dla zewnętrznej istoty człowieka i ezoteryczna czy mistyczna, czyli rodzaj praktyk i nauk w celu obudzenia naszej wew. istoty, świadomości. Tym drugim tez jest duchowość. Ale to tylko słowa. Granica jest wewnątrz nas, wyłącznie. Jeden czyta Biblię czy Wedy i dla niego to jest historia kogoś tam, a więc nalezy to do jego zewnętrznej natury, nie mając powiązania z nim samym, a dla drugiego ta sama Biblia czy Wedy mówi o nim samym, o jego wewnętrznej istocie i w ten sposób studiując Słowo medytuje nad swoją duszą, rozbudząjąc swoją uwagą te warstwy które były wcześniej nieświadome. Różnica jest w nas samych. Ale podejrzewam, że kazdy z nas ma swoja definicję, i patrzy nieco inaczej na rzeczywistość.

Ale w sumie zalogowałem się tu w innym celu. Bo kolega cloudeadd pisał o chorobie psychicznej. W sumie czytam teraz prace na ten temat zatytułowaną "Noc jest mi światłem", gdzie autor rozważa w jednym rozdziale takie kwestie z perspektywy mistyki chrześcijańskiej, a ściślej mistyki karmelitańskiej. (jest na tym forum wierny fan tego typu mistyki haraczu)
Pomyślałem, że jest to dobra literatura do polecenia na tym forum, ktore przecież dot. właśnie choroby psychicznej czy jakichś zaburzeń.

Taki cytat:
"Po wtóre: łaska nie jest odłączona od natury, ale jest w nią wkomponowana. Istnieje tajemnicza jedność na­tury i łaski, która sprawia, że one często wzajemnie się przenikają. To, co naturalne może być przemienione w łaskę, także „naturalne” cierpienie psychiczne.
Obciążenia psychiczne mogą być wykorzystane przez Boga, który wpisze je w szerszy kontekst, gdzie minus stanie się plusem. Dopóki nie mamy do czynienia z zupełnym obłąkaniem, zawsze istnieje możliwość przejścia od cierpienia psychicznego do nocy ciemnej. Bóg nie przyzwala.w naszym życiu na nic, co byłoby pozbawione sensu. W s z y s t k o nabiera sensu, jeżeli po­wierzymy to Bogu. "

Podobne podejście widzialem w naukach buddyjskich Pemy Cziedryn, gdzie sugeruje wniknąć w medytacji w samo źródło bólu, cierpienia, lęku i traktując to wszystko jako nawóz do rozwoju oświeconych jakości, bodhiczitty i przecinająć też przez takie działanie reakcje samoobronne ego, ktore z cierpienia zwykło robić narzędzie do samoutwierdzenia, czyli do scentrowania na "sobie", i usadowienia się "na peryferiach istnienia". Transformacja, zmiana podejścia, pozwala odwrotnie, poprzez te same doświadczenia, otworzyć się na nasze prawdziwe 'ja', odnaleźć tą glębszą część nas, która jest ponad tym wszystkim i nie jest uwikłana w walkę z tym co jest, a odwrotnie - akceptując to co jest, bezwarunkowo, pozwala dotrzeć do głębi nas samych, burząc mury, które nas od własnego wnętrza odgradzały.
Albo jak mawiał pewien mistrz zen: "Zła sytuacja jest dobrą sytuacją".    :Uśmiecha się: Nie jest to jednak ani logiczne, ani naturalne, ani łatwe, ani przyjemne.

clouddead napisał(a):Trzeba mieć otwarty umysł i byc przygotowanym na wszystko, wychodzić poza strefe komfortu i ufać Bogu.
Dokładnie tak. W sumie to co napisałeś też jest o tej kwestii. Niemniej na pierwszy rzut oka "kazdy to wie", ale od wiedzenia do realizacji w praktyce jest przepaść.

Taki tekst, nie podaje autora, niech każdy sobie znajdzie jak potrzebuje. Jest to moim zdaniem jeden z najlepszych tekstow buddyjskich jakie czytałem i jeden z najlepszych w ogóle. Nawet jeżeli dla niektórych wyda się to trochę przesadne, to widać jasno z tego jaka powinna być wewnętrzna postawa względem cierpienia, by to cierpienia stało sie naszym nauczycielem, by stało się "rozkoszą".

"Kiedy myśli, że istnieje postrzegający i coś co jest postrzegane
Mamią mnie i rozpraszają
Nie zamykam wrót zmysłów, by medytować bez nich
Ale od razu wskakuję w ich sedno.
Są jak obłoki na niebie, iskrzy się tam gdzie właśnie fruną.
Pojawiające się myśli, dla mnie to czysta rozkosz!

Kiedy ogień przeszkadzających uczuć sprawia,
że nie mogę usiedzieć na miejscu
Nie używam antidotum, żeby je okiełznać.
Jak alchemik zamieniający metal w złoto
Przekształcam moc przeszkadzających uczuć
W nieskazitelnie czystą błogość.
Pojawiające się przeszkadzające emocje, czysta rozkosz!

Kiedy nawiedzają mnie bogowie lub demony
Nie próbuje ich odegnać za pomocą rytuałów ani zaklęć;
Tym co chcę przegonić, jest egoistyczny sposób myślenia
Zbudowany na koncepcji "ja".
Dzięki temu wszystkie te energie
uformują twoją gwardię przyboczną;
Kiedy pojawiają się przeszkody, czysta rozkosz!

Kiedy samsara sprawia, że przeżywam istne katusze
Zamiast wić się w męczarniach,
Zabieram wielkie problemy na przejażdżkę w dół wielką drogą
I pozwalam współczuciu postawić mnie z powrotem na nogi
By wziąć na siebie cierpienie innych.
Czysta rozkosz patrzeć, jak kwitną karmiczne skutki!

Kiedy moje ciało ulega atakom bolesnych chorób,
Nie liczę na środki znieczulające.
Postrzegam za to każdą chorobę jako część ścieżki,
Dzięki jej mocy usuwam blokujące mnie przeszkody
I rozwijam warte zachodu właściwości
Kiedy choroba podnosi swój łeb, czysta rozkosz!

Kiedy nadchodzi czas, by opuścić to ciało,
tę iluzoryczną poplątaninę
Nie smuć się ani nie troskaj.
Wyjaśnij to sobie i przetrenuj
- nie ma niczego takiego jak umieranie.
Jest tylko jasne światło, połączenie świateł "matki" i "dziecka"
Kiedy umysł porzuca ciało, czysta rozkosz!

Kiedy mimo to nic nie gra
A wszystko wydaje się być przeciwko tobie w zmowie
Nawet nie próbuj zmienić tej sytuacji;
W twojej praktyce chodzi o zmianę sposobu,
w jaki postrzegasz sytuacje,
Nie próbuj więc jej zapobiec lub zaradzić.
Niepomyślne sytuacje zdarzają się, to takie wspaniałe -
Dzięki nim mogła powstać ta krótka pieśń czystej rozkoszy! "

Jeszcze mi się przypomniało w tym temacie: https://www.amazon.com/Illness-Cure-intr...er+wilberg

Nie czytałem tej książki, ale czytalem artykuły tego autora i wydawały mi się bardzo fajne. Autor jest w tradycji hinduskiej nondualnej tantry. Wydaje mi się, że takie prace są BARZO POTRZEBNE. Żyjemy w czasach, gdzie jestesmy bombardowani różnymi lekarstwami, terapiami, które obiecują to, że w końcu dzieki nim pozbędziemy się intruza jakim jest choroba, czy to fizyczna czy psychiczna. Do rzadkości nalezy inna postawa, gdzie ta sama choroba jest przyjmowana przez nas jak miły gość i otwieramy się na nią, by stała się częścią naszej ścieżki.
Odpisz
Medytacja Miłującej Dobroci

Medytacja Odpuszczania

Ta pierwsza bardzo fajnie mi robi. Mega sympatyczna i łatwa medytacja.
Drugiej jeszcze nie sprawdzałem na sobie, ale wklejam link, bo wydaje się być użyteczna.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

              Reklama