- mentalność nastolatka w wieku 22 lat - nadopiekuńczy rodzice
#1
Bez zbędnego gadania. Mam 22 lata, pracuję i jak pewnie większość tu obecnych zmagam się z fobią społeczną,dosyć umiarkowaną w moim przypadku. Myślę ,że w dużym stopniu wynika ona z postrzegania samego siebie jako 22 letniego dzieciaka, a mam ku temu pewne powody, mianowicie : brakuje mi samodzielności,obycia, doświadczeń życiowych,zaradności... ogólnie nie czuję się jako człowiek dojrzały,który potrafiłby odpowiadać sam za siebie, w dużej mierze zawdzięczam to moim nadopiekuńczym rodzicom,ale nie mogę przecież wszystkiego zwalać na nich. obstawiam,że nie jestem sam z tym problemem,jak z tym walczycie lub może uporaliście się? Piszcie
Odpisz
#2
Przede wszystkim odetnij się od starych. : P
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis USiebie:
  • Placebo, andello
Odpisz
#3
(12 Gru 2017, Wto 7:08)leniwy napisał(a): Bez zbędnego gadania. Mam 22 lata, pracuję i jak pewnie większość tu obecnych zmagam się z fobią społeczną,dosyć umiarkowaną w moim przypadku. Myślę ,że w dużym stopniu wynika ona z postrzegania samego siebie jako 22 letniego dzieciaka, a mam ku temu pewne powody, mianowicie : brakuje mi samodzielności,obycia, doświadczeń życiowych,zaradności... ogólnie nie czuję się jako człowiek dojrzały,który potrafiłby odpowiadać sam za siebie, w dużej mierze zawdzięczam to moim nadopiekuńczym rodzicom,ale nie mogę przecież wszystkiego zwalać na nich. obstawiam,że nie jestem sam z tym problemem,jak z tym walczycie lub może uporaliście się? Piszcie
Jakbym czytala o sobie... Nie uporalam się z tym i watpie by to uporanie nastąpiło
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis smutna00:
  • andello
Odpisz
#4
A odcięłaś się od starych?
Odpisz
#5
Też często czuję się jak dziecko, takie niezaradne życiowo, które musi być ciągle prowadzone za rękę. Wiem, że robię postępy i powoli uczę się samodzielności, jednak patrząc na to, co inni w moim wieku robią, utrzymuje się we mnie to poczucie, że jestem jak dziecko, które niczego nie doświadczyło i jest gdzieś w tyle starając się dogonić swoich rówieśników. Czuję, że brakuje mi czegoś, co mają inni i co sprawia, że są zdolni do pracy, studiowania, wynajmowania mieszkania itp.

Myślę, że każdemu może tu pomóc co innego. Ja np. nie miałam nadopiekuńczych rodziców, wręcz przeciwnie - byłam bardziej pozostawiona bez opieki, ale mimo to siedziałam ciągle zamknięta w domu, odcięta od świata i rówieśników, prawie nigdzie sama nie chodziłam. Nie miałam w sobie poczucia odpowiedzialności, nienawidziłam zakazów czy nakazów. Nie rozumiałam, że coś "muszę" zrobić. Między innymi dlatego trudno było mi się odnaleźć w środowisku pracy - tam przecież jestem pozostawiona sama sobie, jak ktoś mi zwróci uwagę, że coś zrobiłam źle to nikt mnie nie obroni. Teraz jednak pracuję od kilku miesięcy, więc można powiedzieć, że jest trochę lepiej z tym braniem odpowiedzialności za siebie i swoje życie. A co mi pomogło? Chyba trochę wszystkiego... Chodziłam na terapię, jednak zakończyłam ją jakoś w tym okresie jak zaczęłam pracować. Byłam tak wykończona pracą i złym samopoczuciem, że nie miałam siły chodzić jeszcze na terapię, musiałam więc jakoś sama sobie radzić. Biorę też udział w pewnym projekcie, który zajmuje się szeroko rozumianą pomocą młodzieży i mam tam asystenta, z którym mogę rozmawiać praktycznie o wszystkim. Myślę, że to mi w dużej mierze pomogło się usamodzielnić i uwierzyć, że mam siłę, żeby coś zrobić ze swoim życiem. Posiadanie takiej osoby spoza rodziny, która Cię wspiera w twoich pomysłach, która Cię nie wyręcza, tylko motywuje, żeby samemu się podjęło działanie - to chyba coś, co najbardziej mi pomogło.
No i miałam też dość wszystkiego, co mnie otaczało, mojej rodziny, przeszłości, dotychczasowego życia, bierności. Dotąd tkwiłam w tym poczuciu beznadziejności, bezradności - bardzo mnie to dołowało i złościło, jednak gdy (z pomocą terapeuty, asystenta) zobaczyłam, że mogę i potrafię coś zrobić, zmienić - dało mi to poczucie siły, które chyba do teraz mnie utrzymuje i jakoś pcha do przodu.

Także myślę, że jest to na tyle indywidualna sprawa, że to, co jednemu może pomóc, komuś innemu może zaszkodzić. Niektórym pomoże odcięcie się od rodziny, wyjechanie na studia czy do pracy do innego miasta, a ktoś inny kompletnie się nie odnajdzie w takiej sytuacji, załamie się psychicznie i wróci do punktu wyjścia.
Odpisz
#6
Ja postawiłem rodzicom granicę. Pokazałem, gdzie zaczyna się moja przestrzeń i gdzie oni nie mają wstępu. Tak mi powiedziała terapeutka, z tym, że nie sądziła, że zrobię to tak brutalnie. Postawienie rodzicom granicy w postaci "Nie i ch..j!" było ciężkie zarówno dla mnie, jak i dla nich. Innaczej nie potrafiłem tego zrobić, nie wiedziałem jak. Dla mnie było trudne, gdyż musiałem się sprzeciwić, słuchać narzekań i przeciwstawić się poczuciu winy, które było budowane we mnie od dziecka. Dla nich, bo do tej pory wszystko robiłem po ich myśli i takie postawienie granicy znienacka było dla nich szokiem, na który zareagowali złością. Szczególnie matka. Teraz, po miesiącach od tego, co zrobilem, mogę powiedzieć, że się opłacało. Wychodzę z domu na kilka dni, a rodzicom mówię, kiedy wrócę i nic więcej. To jest niesamowite. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Mogę jeszcze polecić spotykanie się z ludźmi jako ćwiczenie swojej samodzielności i wymianę doświadczeń oraz wspólne doświadczanie. Sam zacząłem w wieku 26 lat, więc masz na to trochę więcej czasu, niż ja.   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając: Powodzenia   :Stan - Uśmiecha się:
[-] 4 użytkowników polubił(o) wpis Caveman27:
  • MsMadeleine, ewl, piotrer09, Omul
Odpisz
#7
Miałem kiedyś podobnie. To co jest dziś, a gdy byłem w Twoim wieku, to niebo a ziemia. Mogę Ci coś doradzić, jak chcesz, to napisz pw.
Pozdrawiam.
Odpisz
#8
(12 Gru 2017, Wto 9:43)smutna00 napisał(a): Nie uporalam się z tym i watpie by to uporanie nastąpiło
Z takim nastawieniem będzie ciężko to zrobić   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:

(12 Gru 2017, Wto 10:53)asleep napisał(a): Też często czuję się jak dziecko, takie niezaradne życiowo, które musi być ciągle prowadzone za rękę. Wiem, że robię postępy i powoli uczę się samodzielności, jednak patrząc na to, co inni w moim wieku robią, utrzymuje się we mnie to poczucie, że jestem jak dziecko, które niczego nie doświadczyło i jest gdzieś w tyle starając się dogonić swoich rówieśników. Czuję, że brakuje mi czegoś, co mają inni i co sprawia, że są zdolni do pracy, studiowania, wynajmowania mieszkania itp

Czytasz mi w myślach, bardzo często porównuje siebie do ludzi w podobnym wieku i w większości przypadków czuje się przy nich jak gówniarz.Wydaje mi się ,że za taka wizja siebie wynika z tego ,że rodzice wyręczali mnie w wielu rzeczach i w sumie nadal sa skłonni mnie wyręczać.
Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie wyprowadzka na swoje,myśle o tym od dawna ale przegrywam z przekonaniem ,że to bedzie taka wspinaczka na mount everest i sobie nie poradzę,a przecież życie na własną ręke to nie fizyka kwantowa, po prostu ciężko mi porzucić te błędne przekonania i stawić pierwszy konkretny krok w kierunku zmiany,od czego radzicie zacząć żeby nabrać trochę pewności siebie do wiekszych zmian?
Odpisz
#9
(13 Gru 2017, Śro 5:12)leniwy napisał(a):
(12 Gru 2017, Wto 9:43)smutna00 napisał(a): Nie uporalam się z tym i watpie by to uporanie nastąpiło
Z takim nastawieniem będzie ciężko to zrobić   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:

(12 Gru 2017, Wto 10:53)asleep napisał(a): Też często czuję się jak dziecko, takie niezaradne życiowo, które musi być ciągle prowadzone za rękę. Wiem, że robię postępy i powoli uczę się samodzielności, jednak patrząc na to, co inni w moim wieku robią, utrzymuje się we mnie to poczucie, że jestem jak dziecko, które niczego nie doświadczyło i jest gdzieś w tyle starając się dogonić swoich rówieśników. Czuję, że brakuje mi czegoś, co mają inni i co sprawia, że są zdolni do pracy, studiowania, wynajmowania mieszkania itp

Czytasz mi w myślach, bardzo często porównuje siebie do ludzi w podobnym wieku i w większości przypadków czuje się przy nich jak gówniarz.Wydaje mi się ,że za taka wizja siebie wynika z tego ,że rodzice wyręczali mnie w wielu rzeczach i w sumie nadal sa skłonni mnie wyręczać.
Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie wyprowadzka na swoje,myśle o tym od dawna ale przegrywam z przekonaniem ,że to bedzie taka wspinaczka na mount everest i sobie nie poradzę,a przecież życie na własną ręke to nie fizyka kwantowa, po prostu ciężko mi porzucić te błędne przekonania i stawić pierwszy konkretny krok w kierunku zmiany,od czego radzicie zacząć żeby nabrać trochę pewności siebie do wiekszych zmian?

Nastawienie nastawieniem jedbak w moim przypadku fobia jest zaawansowana a ponadto nieporadność i zagubienie w "dorosłości". Ostatnio na studiach znów przekonalam się jaka niezaradna jestem w dodatku ośmieszyłam się tym swoim "zdziecinnieniem". Każdy sobie radzi, jest bystry, ogarnięty a ja to taka ponad dwudziestoletnia bojaca dziewczynka. Smutne.
Odpisz
#10
(13 Gru 2017, Śro 5:12)leniwy napisał(a): od czego radzicie zacząć żeby nabrać trochę pewności siebie do wiekszych zmian?
Moim zdaniem najlepszą rzeczą, bez której ja się nie obejdę, jest wsparcie. Jeśli ma się kogoś takiego, jest dużo łatwiej.   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Caveman27:
  • asleep
Odpisz
#11
Ciesz się, że masz pracę w tym wieku. Ja byłem wtedy tego bardzo niepewny.
Odpisz
#12
(13 Gru 2017, Śro 12:11)Caveman27 napisał(a):
(13 Gru 2017, Śro 5:12)leniwy napisał(a): od czego radzicie zacząć żeby nabrać trochę pewności siebie do wiekszych zmian?
Moim zdaniem najlepszą rzeczą, bez której ja się nie obejdę, jest wsparcie. Jeśli ma się kogoś takiego, jest dużo łatwiej.   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

To jak masz taką osobę to doceń to, bo mnie się wydaje, że spory procent problemów osób z tego forum bierze się właśnie z braku jakiegokolwiek wsparcia i zrozumienia. I fajnie byłoby mieć taką osobę, tylko, to jest chyba właśnie najtrudniejsza sprawa do załatwienia w całym zmaganiu z nieśmiałością czy fobią, żeby się przed kimś otworzyć lub dać poznać jako nieśmiałek i na dodatek jeszcze dać sobie pomóc, taki trochę kosmos.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Dziwna:
  • Zasió
Odpisz
#13
Pamiętajcie, że dorosłość to nie jest kij w dup*e, pochmurność i twarde stąpanie po ziemi. Ja mam nadzieję, że z niektórych dziecięcych cech nigdy nie wyrosnę   :Stan - Uśmiecha się:
Odpisz
#14
(14 Gru 2017, Czw 14:19)Dziwna napisał(a):
(13 Gru 2017, Śro 12:11)Caveman27 napisał(a):
(13 Gru 2017, Śro 5:12)leniwy napisał(a): od czego radzicie zacząć żeby nabrać trochę pewności siebie do wiekszych zmian?
Moim zdaniem najlepszą rzeczą, bez której ja się nie obejdę, jest wsparcie. Jeśli ma się kogoś takiego, jest dużo łatwiej.   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

To jak masz taką osobę to doceń to, bo mnie się wydaje, że spory procent problemów osób z tego forum bierze się właśnie z braku jakiegokolwiek wsparcia i zrozumienia. I fajnie byłoby mieć taką osobę, tylko, to jest chyba właśnie najtrudniejsza sprawa do załatwienia w całym zmaganiu z nieśmiałością czy fobią, żeby się przed kimś otworzyć lub dać poznać jako nieśmiałek i na dodatek jeszcze dać sobie pomóc, taki trochę kosmos.

Zgadzam się!
Odpisz
#15
Ja ogólnie jak zacząłem widzieć problem ze sobą a właściwie uznałem, że mogę z nim jakoś skutecznie walczyć to pierwsze co to poszedłem do psychologa i psychiatry. Wszystko spoko, dostałem leki, które stłumiły lęki i poprawiły moją biologię ale dopiero rozmowa z ludźmi poznanymi na forum pozwoliła mi jakoś przejrzeć na oczy, że w sumie większość problemów da jakoś radę naprawić. Taka sztywna podręcznikowa wiedza jest ważna ale każdy fobik powinien znaleźć osobę, przy której naprawdę może się otworzyć. To działa   :Stan - Uśmiecha się:
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Shiro:
  • asleep, Omul
Odpisz
#16
(14 Gru 2017, Czw 14:49)Shiro napisał(a): Pamiętajcie, że dorosłość to nie jest kij w dup*e, pochmurność i twarde stąpanie po ziemi. Ja mam nadzieję, że z niektórych dziecięcych cech nigdy nie wyrosnę   :Stan - Uśmiecha się:

Nie żebym znowu marudziła ale, może kij w dup*e i pochmurność to nie jest patent na dorosłość, ale co do twardego stąpania po ziemi, to może dopóki mieszka się z rodzicami, nie zarabia na siebie itd. to można żyć z głową w chmurach, ale w pewnym wieku bujanie w obłokach może narobić wiecej problemów niż pożytku. Jak masz takie podejście i ono skutkuje to dobrze, tylko pozazdrościć, ja mam raczej odwrotne doświadczenia i autor wątku jak chce się usamodzielnić to raczej będzie musiał zacząć stąpać po twardej ziemi.
Odpisz
#17
Jasne, na pewno masz większe doświadczenie ode mnie. Wiadomo, że lepiej chodzić najedzonym, niż być kreatywnym ale często widzę starszych ludzi, którzy trochę zatracili tą radość z małych rzeczy. A np. jak mam na studiach na kierunku osoby powyżej 40 roku życia to widać w nich taki młodzieżowy luz i cieszenie się z tego co jest tutaj i teraz. Bardziej o to mi chodziło

Edit

Tak przeczytałem i rzeczywiście moja "rada" mogła być bardzo szkodliwa, sorki
Odpisz
#18
Ja mam mentalność kilkulatka ("w porywach" 10 latka) i mam wrażenie, że wolno, ale skutecznie dalej się cofam. Kiedyś miałem dojrzalszą mentalność, regresja mojej mentalności zaczęła się w liceum. Dorosnąć raczej już nie dorosnę, co najwyżej mogę liczyć, że zatrzymam regresję.
Odpisz
#19
(25 Gru 2017, Pon 20:25)paranormal987 napisał(a): Ja mam mentalność kilkulatka ("w porywach" 10 latka) i mam wrażenie, że wolno, ale skutecznie dalej się cofam. Kiedyś miałem dojrzalszą mentalność, regresja mojej mentalności zaczęła się w liceum. Dorosnąć raczej już nie dorosnę, co najwyżej mogę liczyć, że zatrzymam regresję.
Dorzuc jeszcze do tego sposobu wyrazania sie adekwatnie wysoka dykcje i bedziesz wymiatal w przedszkolu...   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

Ale tez rozumiem. Ostatnio stwierdzilem ze mentalnie jestem w moim wieku biologicznym, bo calosc mnie chyba wlasnie tam sie usrednia. Narzekanie i cynizm 50 latka / interakcje spoleczne 17 latka.
Odpisz
#20
Ja mam motywację, energiczność, nastrój "emeryta", a emocjonalność, zaradność, samodzielność kilkulatka. Ale w mojej obecnej sytuacji mój tryb emocjonalności, zaradności i samodzielności bardziej daje się w życiu we znaki, więc mentalność ogólną określam i tak jako mentalność kilkulatka.
Odpisz
#21
No niestety nie ma innego sposobu niż wyprowadzka z domu i odcięcie się od nadopiekuńczych rodziców. Sam miałem dokładnie taką samą sytuację i po wyjeździe na studia do dużego miasta stałem się dosyć samodzielny i o wiele bardziej ogarnięty. Niepotrzebnie masz te wszystkie obawy, wynajęcie mieszkania i zadbanie samemu o siebie w podstawowym zakresie nie jest trudne. Jak musisz coś załatwić i nie wiesz jak to zrobić to po prostu korzystasz z wyszukiwarki i szukasz rozwiązania do skutku.
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Rival:
  • smutna00, Boomshaka
Odpisz
#22
(12 Gru 2017, Wto 7:08)leniwy napisał(a): Bez zbędnego gadania. Mam 22 lata, pracuję i jak pewnie większość tu obecnych zmagam się z fobią społeczną,dosyć umiarkowaną w moim przypadku. Myślę ,że w dużym stopniu wynika ona z postrzegania samego siebie jako 22 letniego dzieciaka, a mam ku temu pewne powody, mianowicie : brakuje mi samodzielności,obycia, doświadczeń życiowych,zaradności... ogólnie nie czuję się jako człowiek dojrzały,który potrafiłby odpowiadać sam za siebie, w dużej mierze zawdzięczam to moim nadopiekuńczym rodzicom,ale nie mogę przecież wszystkiego zwalać na nich. obstawiam,że nie jestem sam z tym problemem,jak z tym walczycie lub może uporaliście się? Piszcie
Ja mam 24 lata i też czuję się jak dziecko. U Ciebie na plus jest to że pracujesz i możesz poczuć się dorośle.
Odpisz
#23
Wydaje mi się że przez nadopiekuńczą matkę i ojca co ma wyebane na wszystko wyrosłem na ciotę, ona do dzisiaj traktuje mnie jak dziecko mimo że mam 22 lata, no tak co prawda jestem na ich utrzymaniu i nie pracuję (co mi wczoraj powiedziała) bo mnie wyrąbali z poprzedniej pracy ale czuję że gdybym mógł odciąć się, stanąć chociaż trochę na swoim, wtedy wreszcie mógłbym nabrać powietrza w płuca, dosyć mam tego, po prostu dosyć tego siedzenia w domu, nic nie umienia, bycia ciotą, czucia się jak debil, przyjdzie do mnie byle jaki list ale ona pierwsza go odczyta i przyniesie otwarty, za moimi plecami dzwoniła do znajomego który pracował ze mną żeby poprosił szefa by mnie znowu przyjął, ja już powiedziałem że skoro mnie wyrzucili to nie ma mowy by tam wrócić
Wychowawczyni na zakończenie szkoły mi powiedziała przy wszystkich że powinienem brać się w garść bo zginę w życiu, że jestem jedynakiem rozpieszczonym i wyręczanym we wszystkim, wtedy przyjąłem to tak co ona to piep..rzy skoro gówno wie ale może miała rację
Odpisz
#24
U mnie to w sporym stopniu przez nadopiekuńczość matki i babci, obie miały duży wkład w moje wychowanie. Z babcią spędziłem najszczęśliwsze chwile, a jednocześnie była jedną z głównych osób krzywiących moją psychikę, taki paradoks.
Przyczyniło się też do tego moje bycie maminsynkiem, przed 7 r.ż. jeszcze nie było "tragedii", potem stałem się zaawansowanym maminsynkiem i byłem nim bardzo długo.
Odpisz
#25
Też przez nadopiekuńczą matkę wyrosłem na ciotę :Stare - Kwaśny:
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Toksyczni rodzice mosznowladca 55 7 451 17 Paź 2018, Śro 20:42
Ostatni post: paranormal987
  Jak poznali się wasi rodzice? hiyokoi 72 8 410 23 Wrz 2018, Nie 10:07
Ostatni post: ewl
  Czy 30 lat to nie za późno na pierwsze dziecko? Kra_Kra 18 3 992 31 Gru 2016, Sob 18:21
Ostatni post: nieszczęśliwa
  Rodzice,pomoc w chorobie czy wręcz odwrotnie Basia 50 11 180 13 Kwi 2009, Pon 18:43
Ostatni post: Basia


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.