- Moja fobia vs moja matka
#1
Jestem wlasnie po wstrzasajacym przezyciu. Mianowicie moj 26 letni brat cioteczny popelnil samobojstwo. W zwiazku z tym u mnie w domu wywiazala sie burzliwa dyskusja pomiedzy mna, a moja matka, ktora swiat odbiera w samych pozytywach i chociaz stara sie i mowi, ze mnie rozumie to jednak jej to nie wychodzi. Nie oczekuje wspolczucia.

Moj cioteczny brat od zawsze byl traktowany przez rodzine (swoich rodzicow, moja babcie) jak czarna owca, w szczegolnosci przez swojego ojca, ktory ciagle mu mowil, ze jest debilem, ze jest glupi itp. Brat byl czlowiekiem z pozoru normalnym, jednak mial cos co mam ja. Wszystkie problemy tlumil w sobie, nie potrafil sie nikomu wyzalic. Mial jedna dziewczyne w zyciu, rozstanie z nia bardzo przezywal. Tak samo jak ja ze swoja. Wszyscy widzieli, ze ma problemy, ale nikt mu nie pomogl. Matka, takze moja potrafila tylko gadac. To kobiety potrafia najlepiej, prawic moraly itp. Jak widac to wcale nie pomaga, przynajmniej nie kazdemu.

No i stala sie tragedia.

Ja kilka dni temu mialem dola. Plakalem. Powiedzialem matce co mi jest. Ona powiedziala, ze cos na to poradzimy. Dzis jednak zaczelismy o tym rozmawiac i o szczesciu w zyciu, ogolnie o zyciu.

Moja matka jest zdania, ona tak to postrzega, ze jak ja mam komputer, samochod 9kupiony przez nia), wieze, telewizor itp. (same materialne dobra) to nie powinienem wogole uwazac, ze zycie jest do d*py. Ze powinienem sie cieszyc i byc szczesliwy jak cholera, bo przeciez inni maja gorzej. Zawsze tak mowila. Jednak nie rozumie, ze nie licza sie dobra materialne, owszem tez, ale nie TYLKO. Mnie osobiscie, bardziej by uszczesliwilo gdybym mial druga bliska mi osobe (dziewczyne) z ktora moglbym porozmawiac o wszystkich swoich problemach. Bo wydaje mi sie, ze z dziewczyna czlowiek lepiej czasem sie rozumie niz z wlasnymi rodzicami.

Mowilem jej, ze chce isc na terapie. Ona na to, zebym poszedl do pracy. Natomiast ja mowilem jej ze boje sie kontaktow z ludzmi, sytuacji towarzyskich itp. Do niej to jednak nie dociera i uparcie stawia na swoim. Twierdzi, ze wszystkiemu winien jest komputer. Mowi, ze ona w moim wieku tez byla taka. Z tym, ze ja nie chce czekac 20 paru lat tak jak ona, az sie zmienie. Co bedzie jesli sie nie zmienie ?

Mowi, ze brat nie dal sobie pomoc bo nie powiedzial co mu jest. Ja powiedzialem i co ? I ona jak zwykle wie lepiej co dla mnie jest lepsze. Ja rozumiem, ze chce dla mnie dobrze. Ale czuje, ze w tym momencie przesadza. Nie moze mi mowic caly czas co mam robic. Czlowiek powinien sie uczyc na wlasnych bledach, a nie na zasadzie ze mama mowi: "zrob tak bo ja tak zrobilam i jest dobrze" To nie sprawdzi sie w przypadku kazdej osoby bo kazdy jest inny.

Niewiem po co ten caly temat. Napisalem, zeby wam zobrazowac jak sytuacja prezentuje sie u mnie w rodzinie. Jakie jest podejscie do problemow psychicznych, w tym przypadku moich. I jak widzi to moja matka. Dla niej szczesciem sa dobra materialne, natomiast ja uwazam ze najcenniejsze jest to co niewidoczne. Matce jednak tego nie potrafie przetlumaczyc.

Mozecie napisac jak wyglada to u was. Jesli chcecie.
Pozdrawiam, Artur
Odpisz
#2
Współczuję Ci z powodu brata    :Smuci się:

Ja mam podobną sytuację z tą różnicą, że o mojej fobii nie wie nikt. Matka potrafi tylko mówić mi, że mam ze sobą coś zrobić, a ojca od zawsze wszystko guzik interesuje. Nie wiem jak zareagowałaby na wieść o tym, że mam fobię i że powinienem ją leczyć, pewnie zaczęłaby jedną z tych swoich gadek o tym, że "mówisz tak, bo nie chcesz się uczyć/pracować", a w najlepszym razie powiedziałaby, że nie ma pieniędzy na lekarza i leczenie. A o jakimkolwiek pocieszaniu itp. z jej strony nie ma mowy, zresztą nie lubię rozmawiać z matką o swoich problemach, nigdy tego nie robiłem...
Odpisz
#3
ja rowzniez wspolczuje ciotecznego brata..   :Smuci się:

u mnie w domu tez nie wiedza ze bydz moze mam fobie a objawy na to wskazuja....oni pewnei nie weidza co to takiego...
nie pwoeim im....to moja tajemnica....fajnie, ze rozmawiasz z matka na takie osobiste tematy, gorzej est , jesli ona tego nie rozumie....wiem co czujesz... moj ojciec jst odbiciem twojej matki...mysli, ze jesli mam to i tamto to nie jeste zle, bo inni maja gorzej..nie maja co jesc..nie maja butow....domu.....

dobrze...ciesze sie z tego ale oprocz tego tak ja mowisz liczy sie nie dobro materialne, ale wnetrze osobowosci...najlepiej , zeby to bylo bogate w piekne uczucia wnetrze.....
odkryj w sobie zrodlo i ocal je przed wyschnieciem...
Odpisz
#4
Zdecydowanie powinieneś, Antyku, porozmawiać z rodzicami na ten temat, akurat strach w tym wypadku chyba nie istnieje, a wstydzić nie ma się czego. To rodzice mogą się wstydzić, że wcześniej nie próbowali jakoś się porozumieć. Oczywiście nie można w takim wypadku rozmawiać z pozycji pokrzywdzonego przez los/innych, czy też na "mięczaka", bo wtedy budzi się (zamiast partnerstwa, pocieszenia) poczucie opiekuńczości/moralizatorstwa. Nie jest też łatwe dla rodziców przyjęcie do wiadomości, że mają w jakiś sposób upośledzonego potomka.

Nie chcę tu prawić morałów, bo i nie mam do tego predyspozycji, ale za wszelką cenę nie można utrzymywać rodziców w błędnym przekonaniu, że jest się zdrowym i próbować podążać za ich życiowymi celami. Lepiej znaleźć jest swój. Może to być wszystko, chociażby sprawienie sobie zwierzaka i opiekowanie się nad nim. Wypełnia to pustkę bezcelowości, co Tobie, Logi, w szczególności chyba jest potrzebne. Mam dziwne wrażenie, że swoim postem sugerujesz pójście ścieżką brata. To najgorsze możliwe wyjście. Pomyśl na przykład, że jesteś jednym z niewielu istnień, którym dane było przyjść na ten świat, wyłonić się w czasoprzestrzeni (gadam jak jakiś metafizyk, :shock: ).
Też spróbuj porozmawiać z rodzicami, może bardziej stanowczo, powiedz, że dobra materialne nic Ci nie pomagają, że psychika jest równie ważna    :Uśmiecha się:
Jestem właśnie po długiej rozmowie z matką nt. moich relacji międzyludzkich, zresztą nie pierwszej. I jest coraz lepiej. Kiedyś dostawałem wprost informację, że jestem idiotą. Nie przejmowałem się i stopniowo drążyłem temat. Teraz już matka powoli zaczyna "chwytać", o co biega w moim przypadku i że tacy jak ja nie są nienormalnymi świrami i mogą funkcjonować w społeczeństwie jak każdy inny człowiek. Z pozycji wszystkowiedzącego mędrca matka powoli przeistacza się w osobę, która może dać wskazówki, ale nie decydować za mnie.

Pamiętaj, że Ty także możesz mieć wpływ na ludzi. Zwłaszcza na rodziców. Chyba że dla nich jesteś niewolnikiem do wykonywania poleceń, ale tak na 99% nie jest!


Re down:
Michał napisał(a):Nie każdemu można coś wytłumaczyć.
No z takim podejściem to nie wróżę nikomu sukcesów. Zależnie od siły przekonywania, można wytłumaczyć komuś coś w kilka godzin, a można też robić to miesiącami, stopniowo. Nie można się poddawać, bo "ten ktoś i tak nas nie zrozumie". Przecież rodzina to nie buszmeni z Zambii, którzy przyjechali tu z zupełnie innych warunków i mają inną mentalność.
Pierwszy Zły tego forum wita ;]

Zgroza, ugryzła mnie koza, stało się chyłkiem, że ugryzła mnie tyłkiem.
Jedyne, co człowiek wie o życiu to to, że nie wyjdzie z tego żywy.
Odpisz
#5
Nie każdemu można coś wytłumaczyć.

Natomiast ważne jest jeszcze to, że bez wyleczenia nie można normalnie funkcjonować w tym pracować. Najpierw trzeba się wyleczyć, potem można iść do pracy, inaczej można nie dać rady. Pokaż to mamie, że ktoś to napisał, wydrukuj to i idź z matką do specjalisty. Niech temu zaprzeczy.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#6
Moja rodzina wie o mojej fobii. Reakcje są różne. Moje rodzeństwo w pełni to rozumie, starają się pomóc mi, mam od nich wsparcie psychiczne i nie tylko. Leżałam w łóżku i nie chciałam opuszczać tego bezpiecznego małego świata, moja siostra przyjechała do mnie i poszła ze mną (zawlokła mnie) do psychologa, a potem do poradni Zdrowia Psychicznego. Mój brat też stara się znaleźć zawsze czas choćby na rozmowę ze mną. Moja mama twierdzi, że powinnam sama sobie z tym poradzić, a nie latać na terapię. Twierdzi, że to snobizm, że fajnie mieć swojego terapeutę. Twierdzi, że rozumie chorobę, ale bez leków i terapii powinnam sobie poradzić. Mój ojciec ma to gdzieś. Moje dzieci wiedzą, że jestem chora i starają się pomóc. Jak jest mi źle, siadają koło mnie i śpiewają mi piosenki, albo opowiadają historyjki. Jestem im bardzo wdzięczna za to.
Tęsknota za śmiercią utrzymuje mnie przy życiu...
Odpisz
#7
U mnie tez w rodzinie nikt nie wie o tej fobi. Rozmawialam na ten temat z moja najlepsza przyjaciolka i ona starała sie jakos mnie zrozumiec i pomoc. A jak próbowałam o tym powiedzieć mojej matce to chyba mnie uznała za jakąś wariatke. Mowilam jej ze mam problem z nawiazywaniem kontaktow, własciwie mowilam o wszystkich moich objawach... No ale bezskutecznie. Ona w ogóle nie wierzy że istnieje coś takiego. Cały czas gdy mam coś załatwić itp, to ona ciagle mnie pyta czemu ja sie tak wszystkiego wstydze, czemu nie potrafie nic załatwic, itd. Nie potrafie jej tego wytlumaczyc. Ona kompletnie tego nie rozumie.
Odpisz
#8
Emperor napisał(a):Zdecydowanie powinieneś, Antyku, porozmawiać z rodzicami na ten temat, akurat strach w tym wypadku chyba nie istnieje, a wstydzić nie ma się czego. To rodzice mogą się wstydzić, że wcześniej nie próbowali jakoś się porozumieć. Nie jest też łatwe dla rodziców przyjęcie do wiadomości, że mają w jakiś sposób upośledzonego potomka.

Popieram totalnie.



Emperor napisał(a):]Nie chcę tu prawić morałów, bo i nie mam do tego predyspozycji, ale za wszelką cenę nie można utrzymywać rodziców w błędnym przekonaniu, że jest się zdrowym i próbować podążać za ich życiowymi celami. Lepiej znaleźć jest swój.
Też spróbuj porozmawiać z rodzicami, może bardziej stanowczo, powiedz, że dobra materialne nic Ci nie pomagają, że psychika jest równie ważna    :Uśmiecha się:

Znowu popieram totalnie    :Uśmiecha się:
Odpisz
#9
Emperor napisał(a):
Michał napisał(a):Nie każdemu można coś wytłumaczyć.
No z takim podejściem to nie wróżę nikomu sukcesów. Zależnie od siły przekonywania, można wytłumaczyć komuś coś w kilka godzin, a można też robić to miesiącami, stopniowo. Nie można się poddawać, bo "ten ktoś i tak nas nie zrozumie". Przecież rodzina to nie buszmeni z Zambii, którzy przyjechali tu z zupełnie innych warunków i mają inną mentalność.
Młody jesteś, to nie wiesz co piszesz. Z całym szacunkiem.
A z podcinaniem skrzydeł też się nie czuję za dobrze. [Obrazek: kwasny.gif]
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#10
Moja matka tez wie o mojej fobii ale chce zebym trzymał to w jak najwiekszej tajemnicy bo uznają mnie za debila :? Osobiscie wole gadac z ojcem bo znim jakos lepiej mozna poruszyc tematy o zyciu
I'm a Lizard King!
Odpisz
#11
Czytając takie posty zaczynam się obawiać. Mam brata którego życie polega na szkole i telewizorze. Nigdy od niego nie dowiedziałem się czy ma jakiegokolwiek kolegę. Przypuszczam że cierpię na fobię społeczną ale jeśli chodzi o brata to jego problem nie mieści się chyba w żadnej skali. Przerażony takim stanem rzeczy powiedziałem mamie o co chodzi ale uznała że bawię się w psychologa, znalazłem głupi tekst na necie i że próbuję zmusić brata do wg. mamy złych rzeczy (czyli spotkanie z kolegami to bee bo na pewno alkohol, papierosy i najlepiej jeszcze narkotyki - tak myśli moja mama co jest oczywiście bzdurą). Ostatnie zdanie jakie miałem siłę usłyszeć owego dnia w którym rozmawiałem o problemie było mniej więcej takie: 'Może Ewa (znajoma mamy, farmaceutka) ma któryś z tych leków (na fobię z wikipedi) to ci(do brata) kupię, chcesz?' No i w tym momencie zrezygnowałem bo więcej głupot już nie byłem w stanie wysłuchać.    :Płacze:

Kolega gdy to usłyszał to się przestraszył i poważnie myśli czy po prostu nie pójść ze mną do psychologa ale z nastawieniem że to brat potrzebuje bardziej pomocy niż ja. Póki co to gdy mama zmusza brata do tego czego on się boi to przypominam o fobii społecznej i podkreślam wagę problemu ale nie wiem czy to coś daje. Zresztą w odniesieniu do siebie też to robię. Do psychologa boję się iść, mama nie rozumie problemu, koledzy nie wiedzą co zrobić, ja też nie wiem, jestem w kropce. Jedyne co robię to piszę tu na forum i rozmawiam z ludźmi z fobią przez gg.
Odpisz
#12
(...)
Pierwszy Zły tego forum wita ;]

Zgroza, ugryzła mnie koza, stało się chyłkiem, że ugryzła mnie tyłkiem.
Jedyne, co człowiek wie o życiu to to, że nie wyjdzie z tego żywy.
Odpisz
#13
Jak Ci to mam napisać?

NIC NIE WIESZ na ten temat. W porównaniu do tego, co można wiedzieć.

Rozumiesz teraz? W ogóle nie czytasz, co się do Ciebie pisze. Widzę, że na przeprosiny się nie doczekam, przynajmniej skończ już ten wątek.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#14
(...)
Pierwszy Zły tego forum wita ;]

Zgroza, ugryzła mnie koza, stało się chyłkiem, że ugryzła mnie tyłkiem.
Jedyne, co człowiek wie o życiu to to, że nie wyjdzie z tego żywy.
Odpisz
#15
Musisz się nauczyć wyrażać swoje opinie w rozsądny, akceptowalny sposób. Mimo, że ja już powyżej się do tego tak surowo nie stosowałem, żeby Cię oprzytomnić.

Nie pisz nikomu, że wszystko da się zrobić, jeśli tego nie wiesz. To że udało się Tobie do tego tysiącu innym osobom nic nie oznacza. Rodzajów ludzi na świecie jest wiele więcej, niektórych ograniczają przekonania, innych intelekt, jeszcze innych emocje. A w ramach ćwiczeń poszukaj, gdzie jest podcinanie skrzydeł i nie przepraszaj mnie za to, takie przeprosiny i tak mi nic nie dadzą, ale jeśli to znajdziej to takie coś już mi coś da.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#16
Słuchaj, może i jestem młody, ale ja Cię nie zmuszam do zgadzania się z moimi wypowiedziami, ani niekrytykowania ich. W zamian nie chcę "oprzytomniania" czy mówienia mi, co mam pisać, a czego nie. Podtrzymuję to, co tam napisałem. Wiedz, że miałem dobre intencje. Przepraszam, jeśli "podcięło Ci to skrzydła".
Posty zedytuję, skoro tak Cię to razi...

Nauczyłem się jednak jednego. Rady lepiej zachować dla siebie.
Pozdr.
Pierwszy Zły tego forum wita ;]

Zgroza, ugryzła mnie koza, stało się chyłkiem, że ugryzła mnie tyłkiem.
Jedyne, co człowiek wie o życiu to to, że nie wyjdzie z tego żywy.
Odpisz
#17
...

Odpisz
#18
Nocturnal pulse, Tyś mi bratem. [Obrazek: smutny1.gif] (ze względu na sytuację, w której jesteśmy) [Obrazek: uscisk.gif]

Emperor, to miłe, że aż tak Ci zależy na innych, że przeedytowałeś (wykasowałeś) wiele postów. [Obrazek: smutny.gif] Nie chciałem, żebyś robił coś dla mnie, tylko miałeś zastanowić się, co komuś podcina skrzydła? A nadal tego nie wiesz. [Obrazek: smutny.gif] Jak to znajdziesz to nie usuwaj, tylko nawet jak nie chcesz dać plamy napisz mi na PW. [Obrazek: uscisk.gif]
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#19
...

Odpisz
#20
Nocturnal pulse napisał(a):... opuścić miejsce i ludzi z którymi mieszkam obecnie ... ... to mega trudna sprawa ...
Mam to samo. [Obrazek: smutny1.gif] Jeszcze mi mówią, skoro jest tak źle, to czemu się nie wyprowadzisz? [Obrazek: lol.gif] Bo przecież odpowiedź jest oczywista! [Obrazek: krzywy.gif]

Perfect - Bla, bla, bla:
[Obrazek: audio.gif]

Emperor, przepraszam, że byłem szorstki. Po prostu powiedziałeś coś co mnie dotknęło, a że uważam nie miałeś racji ...

edit:
do poniżej:
Nocturnal pulse napisał(a):... naprawdę nie mogę zrozumieć czemu ludziom brak kompletnie wyobrażni i zrozumienia, a w ogóle chęci zrozumienia ...
No też mam to, co z trudem rozumiem.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#21
...

Odpisz
#22
Michał napisał(a):Emperor, to miłe, że aż tak Ci zależy na innych, że przeedytowałeś (wykasowałeś) wiele postów. [Obrazek: smutny.gif] Nie chciałem, żebyś robił coś dla mnie, tylko miałeś zastanowić się, co komuś podcina skrzydła? A nadal tego nie wiesz. [Obrazek: smutny.gif] Jak to znajdziesz to nie usuwaj, tylko nawet jak nie chcesz dać plamy napisz mi na PW. [Obrazek: uscisk.gif]
Może nie tyle jestem aż tak "dobry", co po prostu nie chcę, żeby inni mieli o coś do mnie żal.
Wybacz, Michale moje wczorajsze smuty. Czasem wpadam w takie zacietrzewienie i mam wtedy klapki na oczach, a po ochłonięciu zastanawiam się, po co ja to pisałem (bądź mówiłem). Moja rodzina niestety dobrze o tym wie.

Wiem, czym mogłem Cię zdołować ("...nie wróżę sukcesów..."). Nie przejmuj się bazgrołami jednego z ponad 6 mld myślących istnień na Ziemi ukrywającego się pod nickiem Emperor. Szkoda zdrowia    :Uśmiecha się puszczając oko:
Niepotrzebnie przepraszasz, dobrze zrobiłeś. Czasem trzeba komuś dowalić, wbrew obiegowym opiniom    :Uśmiecha się:

PS. Mogę tylko powiedzieć, że ostatnio udzielałem się na pewnym forum politycznym, a tam taka postawa w dyskusji to chleb powszedni. Tam wkurzają mnie ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć oczywistych rzeczy    :Śmieje się: Natomiast w życiowych sprawach nic nie jest oczywiste i rzeczywiście przesadziłem z tą pewnością. Psychologiem to ja na sto procent nie będę    :Uśmiecha się puszczając oko:
Pierwszy Zły tego forum wita ;]

Zgroza, ugryzła mnie koza, stało się chyłkiem, że ugryzła mnie tyłkiem.
Jedyne, co człowiek wie o życiu to to, że nie wyjdzie z tego żywy.
Odpisz
#23
Spoko. [Obrazek: uscisk.gif] Dobrze jest. [Obrazek: usmiech.gif]
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#24
... a wracając do tematu w topie...
Chciałam tylko powiedzieć, że w moim przypadku okazało się podczas terapii, że moja matka jest moim największym wrogiem w życiu.

A pośrednio jedną z przyczyn mojej socjofobii.
Ale Wasi rodzice pewnie podobnie...
Odpisz
#25
Owszem, zawsze ileś w tym prawdy jest. Ale jeśli chodzi o wrogość, to taka nie zamierzona, tak? Bo u mnie tak jest owszem, nawet bardziej ze strony innej osoby, ale wiem, że ona sobie za chiny nie potrafi z tego zdać sprawy. A Mama [Obrazek: smutny.gif] w inny sposób mi "pomogła". Bezradnością, brakiem działania i innymi rzeczami jeszcze.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wyrodna matka i ojczulek oszczerca-psychopata Odmieniec 6 345 04 Cze 2018, Pon 11:08
Ostatni post: Mar
  fobia a posiadanie dziecka/bycie ojcem,matka.... magda_m22_ 46 6 419 12 Wrz 2012, Śro 22:47
Ostatni post: joko92bdg


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!