- Moja metoda na walkę z lękiem.
#1
Nie pisałem długo, bo nie czułem takiej potrzeby. Jednak, chciałbym się podzielić moimi doświadczeniami. Otóż, coraz bardziej staję się otwarty na ludzi a życie zaczyna mnie cieszyć. Nie stresuję się już tak jak kiedyś. Według mnie głównym kołem napędowym w walce ze stresem jest po prostu zmiana sposobu myślenia i postrzegania wielu spraw. Kiedyś, gdy nerwowo, przed całą klasą nie wyszło mi wystąpienie, prawdę mówiąc zbłaźniłem się trochę. Wiecie, czerwone policzki, drżący głos, pustka w głowie, skutkująca pleceniem głupot. Po takim wydarzeniu chodziłem sfrustrowany kilka dni i myślałem sobie: ‘’Boże, co wszyscy sobie o mnie pomyślą. Pewnie uważają mnie za kompletnego kretyna.’’ Spuszczałem przy tym wzrok i chodziłem przygaszony. W związku z czym przy każdym zabraniu głosu towarzyszył mi lęk i obawa przed kolejnym wygłupieniem. Czułem też presję i nieraz złość, gdyż chciałem zmienić siebie w oczach klasy, co dalej potęgowało stres. Skazany byłem z góry na porażkę, gdyż samonapędzające się koło stale mi towarzyszyło i pogłębiało lęki.
Pod koniec tamtego roku szkolnego zacząłem zastanawiać się co jest tego powodem. Postanowiłem obserwować innych. Dlaczego poświęcam tyle uwagi na ,,wchodzenie’’ w skórę innych osób i ,,obserwowanie siebie’’ z ich perspektywy? Tym bardziej, że w ich ocenie uważałem siebie zawsze za skończonego gamonia. Przecież nikt z nich nie rozpamiętuje porażki, często sam z niej żartując i śmiejąc się. Zauważyłem, że jest też ona bodźcem motywującym do poprawy, lepszego przygotowania i nie popełniania już tego samego błędu. Dlaczego więc w moim przypadku jest inaczej?
Doszedłem do wniosku, że po prostu zbyt wiele uwagi poświęcam temu co pomyślą/ myślą sobie inni i zamiast skupić się na robocie, to jest konstruowaniu wypowiedzi, zaprzątam sobie głowę czymś innym. Zatem coś należało zrobić, tak?
Zacząłem myśleć o postrzeganiu mnie w inny sposób. Mówiłem sobie: ,,Tak naprawdę co ich to wszystko obchodzi? Pewnie nic.’’ Jeżeli zaś miałyby pojawić się jakieś kąśliwe uwagi na mój temat, postanowiłem mieć je w dup*e i się nie przejmować. Przy każdej stresującej sytuacji powtarzałem sobie: ,,To moje życie’’ ,,Gówno mnie to wszystko obchodzi co sądzą na mój temat. Chcę wypełnić zadanie z jak najlepszym skutkiem. Uda się - świetnie, nie uda - trudno.’’ Następnie tłumiłem w sobie wszystkie negatywne myśli. I co się stało? Jak za sprawą magicznej różczki odczułem wyraźną ulgę i mniejszą presję otaczających mnie ludzi.
Na początku były małe sukcesy, potem trochę większe ( dla mnie), przy czym każdy popychał mnie do jeszcze większego działania, jak rezultaty po ćwiczeniach na siłowni, motywujące do regularnych ćwiczeń.
Problem zawsze stanowiła dla mnie rozmowa i wymyślanie interesujących tematów. Pomocne okazało się tu czytanie książek (większa swoboda w wypowiadaniu się i kontrola tego co się mówi), interesowanie się życiem kulturalnym, polityką i sportem. Jak się nagle okazało, potrafiłem przeskakiwać z wdziękiem z tematu na temat. Uświadomiłem sobie zarazem, że odpowiedzialny za prowadzenie rozmowy nie jestem tylko jak.
Ważną sprawą jest też dla mnie medytacja, pozwala ona wyćwiczyć niesamowite wręcz skupienie. Nie interesuję się innymi osobami, lecz całą uwagę poświęcam temu co mam przeczytać, zrobić, powiedzieć. Po prostu inni ludzie dla mnie nie istnieją. Radzę właśnie nad tym popracować, bo wewnętrzne skupienie pozwala zachować spokój.
Założyłem też notatnik, w którym obok daty, wpisuję małe sukcesy, które mi się sporadycznie przytrafiały. ‘’Zacząłem myśleć: Aha, a więc można.’’ Wszystkie porażki zaś puszczałem głęboko w niepamięć. Jakby były po prostu nieodłącznym elementem życia i leczenia. Absolutnie przestałem się nad sobą ustalać i każdą negatywną myśl od razu, gdy tylko się pojawiała, wypierdzielałem z umysłu. Sukcesy zaś, chociaż i te małe, traktowałem jak coś wyjątkowego, byłem z siebie dumny i postanowiłem długo się nimi delektować. Podnosi to z pewnością poczucie własnej wartości.
Jeżeli chodzi o tłumienie w sobie emocji, świetnym rozwiązaniem jest po prostu wysiłek fizyczny. Gdy człowiek naprawdę się zmęczy, nie w głowie będzie mu smęcenie i marudzenie nad własnym losem.
Napisałem tych kilka zdań z myślą, że skoro mnie się lepiej powodzi, może pomoże również innym. Nie należy się zniechęcać. Długotrwała praca nad sobą popłaca Nie mówię oczywiście, że jestem zupełnie zdrowy. Jednak poprawia mi się, lęki są mniejsze. I, mimo że nie wszystko jeszcze układa się po mojej myśli, jest o wiele lepiej niż było kiedyś. Uczęszczam teraz do 3 klasy LO, więc czeka mnie ciężki rok. Mam jednak nadzieję, że wszystko się uda. Pozdrawiam.    :Uśmiecha się:
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis Runaround:
  • Milena19, Sosen, Krzyżowiec
Odpisz
#2
Na pewno niezmiernie przydatna praca, stanowi może nie panaceum na fobię, lecz niewątpliwie jest to niezmiernie słuszna strategia-sam korzystam z jej elementów.Lecz, fakt że również ktoś inny poszedł w moje ślady niewątpliwie podnosi w moich oczach tą doktrynę.
Będe walczyć aż do końca.
Odpisz
#3
Fajnie że napisałeś takiego posta i podzieliłeś się z nami swoimi sukcesami. Ja osobiście próbowałem wielu rzeczy o których piszesz. Większość z tego jest częścią terapii Richardsa. Jednak obecnie zmagam się z dolegliwościami raczej fizycznymi i nie mam motywacji do zmian. Moja obecna terapia to: mam wszystko w dup*e.
Odpisz
#4
Runaround napisał(a):Wszystkie porażki zaś puszczałem głęboko w niepamięć. Jakby były po prostu nieodłącznym elementem życia i leczenia.
No... Z porażek też można się czegoś nauczyć, pożytecznego. Trzeba je pewnie traktować jako... nieodłączny życia element    :Uśmiecha się puszczając oko: Nie zapominać, ale też nie rozpamiętywać.

Runaround napisał(a):Absolutnie przestałem się nad sobą ustalać i każdą negatywną myśl od razu, gdy tylko się pojawiała, wypierdzielałem z umysłu.
Zgadza się. Nie ma co się ustalać za bardzo (napinać, utwardzać). Trzeba wprowadzić jakieś fluktuacje (luz). Nie można też ustalać się tylko nad sobą, czyli skupiać się tylko na sobie. Wiem, że użalać tam miało być    :Uśmiecha się puszczając oko: A może nie?

Mnie się negatywne myśli same wypierdzielają. Te, które się często powtarzają. Po prostu stają się nudne. Wiadomo, że negatywne myśli to pożywka. Ale jak jakieś żarcie jest za często, to się w końcu nudzi.

Ja nie mam za dużo negatywnych myśli, a stresa i tak mam. Może te myśli już tak we mnie wrosły, weszły do krwiobiegu :shock: Pytam sam siebie: "Czego się boisz?". Nie wie, kręci coś, wymyśla. Nie zatwierdzam. Nie słucham?

Runaround napisał(a):Sukcesy zaś, chociaż i te małe, traktowałem jak coś wyjątkowego, byłem z siebie dumny i postanowiłem długo się nimi delektować. Podnosi to z pewnością poczucie własnej wartości.
Tak, na początek pewnie można to aplikować, ale trzeba to w odpowiednim momencie odstawić. Na dłuższą metą wyolbrzymianie czegokolwiek nie jest dobre, ani w jedną, ani w drugą stronę. Tak sądzę.

Czerpanie tylko z jednego źródła nie wystarczy i może nas popchnąć w uzależnienie, a z tego większy głód kiedy to źródełko trochę przyschnie i inne wariacje. To tak na marginesie.

Nie zawsze trzeba mieć super odlot. Czasem jest dobrze, że dach nam się na głowę nie wali.

Generalnie, wszyscy pewnie jesteśmy narkomanami. Uzależnionymi od... życia, przeżycia, przeżywania, zażywania. Kiedy nie potrafię już przeżywać, to:
1). Próbuję stworzyć (próbować, testować) jakąś nową recepturę (zmienić świat)
- zmienić otoczenie (zewnętrze)
- zmienić siebie (wnętrze)
2). Odstawić (przestawić) wszystko (zniszczyć świat)
- odstawić świat od siebie
- odstawić siebie od świata

Trochę się to zaczyna komplikować. Jak widać za takie sprawy nie powinien się brać ktoś o zbyt małym rozumku    :Uśmiecha się: Próbowałem wyrysować takiego fraktala, ale do tego jest potrzebna duża moc obliczeniowa. Duża, duża.

Runaround napisał(a):Uświadomiłem sobie zarazem, że odpowiedzialny za prowadzenie rozmowy nie jestem tylko jak.
Tak, nie wolno zapominać o drugim człowieku. Rozmowa. Bo inaczej, to będziemy walić długaśne przemowy i się tym zachwycać. Łaaa    :Uśmiecha się szeroko:

Runaround napisał(a):Jeżeli chodzi o tłumienie w sobie emocji, świetnym rozwiązaniem jest po prostu wysiłek fizyczny. Gdy człowiek naprawdę się zmęczy, nie w głowie będzie mu smęcenie i marudzenie nad własnym losem.
Jasne. Przy czym, miast iść na siłkę, można komuś pomóc ponieść siaty    :Uśmiecha się puszczając oko:
-

Życzę wytrwałości. I wszystkiego, co jest potrzebne do tego
Dobra nauka, dobrze podana.
Odpisz
#5
Zgadzam się z Runaround w 100%. Praca nad sobą daje super rezultaty - mnie z fobii społeczej został lęk przed wystąpieniami publicznymi, ale i z tym w końcu dam sobie radę. A kiedyś bałam się zamówić pizzę przez telefon. Pomaga bardzo sport, szczególnie bieganie i pływanie (ja dzięki regularnemu bieganiu pozbyłam się koszmarnych ataków bólu żołądka). Próbowałam też bioenergoterapii. Wierzę, że medytacja także czyni cuda, bo uczy panować nad myślami. Afirmacje i wizualizacje to kolejna rzecz do przerobienia!!! I można się wyleczyć z fobii - do końca. Trzeba jednak, przynajmniej moim zdaniem, popracować nad podłożem problemu, którym w moim wypadku jest (było) niskie poczucie własnej wartości. Bez pozbycia się kompleksów nie ma chyba wyjścia z fobii. W każdym razie uważam, że nie ma się co załamywać, bo da się z fobią wygrać - tyle, że jak zwykle w życiu potrzebna jest cierpliwość i ciężka praca. Pozdrawiam pozytywnie wszystkich.
Odpisz
#6
Dziękuję, Runaround. Dałeś mi trochę nadziei.  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: Potrzeba nam tu takich postów!

Próbuję walczyć z moją fobią w ten sam sposób. Jak na razie z marnym skutkiem, ale skoro piszesz, że to działa to będę tę walkę kontynuować. Moim głównym problemem jest brak jakiejkolwiek motywacji i łatwe zniechęcanie się gdy nie widać żadnych rezultatów. No ale. Pożyjemy - zobaczymy    :Uśmiecha się:
Odpisz
#7
Runaround dzięki za motywacje do walki
pozdrawiam
Odpisz
#8
To bardzo ciekawe co napisałeś. Też troche pracuje w tym kierunku. Głównie mam na mysli pracę ze myslami i emocjami. Pewne małe sukcesy też w tym mam i z tego co mi sie wydaje, to nie jest dobre ani usuwanie z umysłu negatywnych myśli na swój temat, ani lgniecie do nich. I chyba w medytacji jest taka zasada, zeby ani nie lgnąć do nich, ani ich nie odrzucać. One są częścią nas samych. Odrzucanie ich na siłę nie likwiduje lęku, tylko stwarza napięcie, bardziej chyba pomaga ogólne wyluzowanie umysłu, bycie świadomym i otwartym na to co się dzieje. Wtedy gdy jesteśmy otwarci, możemy się jakoś odnieść do negatywnych myśli (nie ulegać im), natomiast jeżeli mamy postawę: "nie dopuszczę do siebie żadnej negatywnej myśli" i koncentrujemy się na tej postawie, to jest to jakby skłonność ucieczkowa, poza tym jest to coś nienaturalnego, co powoduje bardziej blokadę umysłu i brak spontaniczności.

Mi czasem też pomaga powiedzenie sobie czegoś w rodzaju "stary, bądź silny, nie poddawaj się!", szczególnie kiedy mam skłonności unikowe, kiedy mam ochotę uciec od problemu, zamiast stawić mu czoła.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moja 6 letnia przemiana - od fobika do duszy towarzystwa. icykdwujeczka 2 213 17 Cze 2018, Nie 20:14
Ostatni post: icykdwujeczka
  Moja historia Paul 11 2 045 08 Mar 2015, Nie 22:56
Ostatni post: Jaro142
  Moja Przemiana Grrrafik 0 4 846 02 Wrz 2014, Wto 19:41
Ostatni post: Grrrafik
  Moja walka z FS - dziennik Chlamydia 46 6 251 06 Lut 2013, Śro 20:23
Ostatni post: Chlamydia
  Moja historia moze pomoże .... aanowaa 1 7 620 02 Sie 2012, Czw 21:39
Ostatni post: Fobiczny777
  moja terapia szelest85 6 2 374 18 Paź 2008, Sob 8:47
Ostatni post: szelest85


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!