Ankieta: Które stwierdzenie najlepiej opisuje Twój aktualny stan?
ja wcale nie jestem chory (tylko introwertyczny, normalny w innym sensie itp.)
7.89%
3 7.89%
nic mi już nie pomoże
7.89%
3 7.89%
leczę się sam, z internetu lub książek
39.47%
15 39.47%
leczę się u kogoś, metodami niekonwencjonalnymi
0%
0 0%
leczę się u psychologa, psychoterapią
15.79%
6 15.79%
leczyłem się u psychiatry, ale przerwałem terapię
7.89%
3 7.89%
jestem w trakcie leczenia u psychiatry, biorę leki regularnie
15.79%
6 15.79%
przeszedłem leczenie u psychiatry od początku do końca (sam mnie wypisał)
5.26%
2 5.26%
Razem 38 głosów 100%
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

 - Na jakim jesteś etapie?
#1
Mam pytanie do wszystkich. Na jakim etapie jest Wasze leczenie fobii i innych chorób?

Tych, którzy się leczyli, prosiłbym o opisanie swojej historii podejścia do leczenia bardziej szczegółowo.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#2
jestem na etapie trzeciej kiepskiej terapii grupowej i po dwóch szybko przerwanych indywidualnych (szkoda, że nie trafiłem na nie w odwrotnej kolejności... ale nieważne)

leków nie brałem, choć dwa razy do nich podchodziłem, ale po mitycznych dwóch-trzech tygodniach nadal nie widziałem żadnych zmian poza, być może, lekkim uspokojeniem
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#3
Zas napisał(a):leków nie brałem, choć dwa razy do nich podchodziłem, ale po mitycznych dwóch-trzech tygodniach nadal nie widziałem żadnych zmian poza, być może, lekkim uspokojeniem
Leki psychiatryczne zaczynają działać po ośmiu tygodniach, to po pierwsze.

Po drugie: Ty sam nie zauważysz właściwych zmian. Mózg nie potrafi obserwować sam siebie.

Po trzecie: postępy w leczeniu wcale nie będą się wiązać z poprawą nastroju, wręcz przeciwnie. Depresja albo fobia to takie błogie ciepłe bagienko, wprawdzie niewygodne, ale nie chce się z niego wychodzić.
Dopiero jak zaczniesz się leczyć, to zaczniesz mieć do czynienia z prawdziwą zimną i surową rzeczywistością.

To jest porównywalne do trzeźwienia u alkoholika. Kiedy delikwent jest pijany, to jest mu całkiem dobrze. Dopiero kiedy wytrzeźwieje, to dopiero zaczyna sobie zdawać sprawę, co zrobił ze swoim życiem i w jakiej jest ciemnej d*pie.

Podsumowując: dopóki się nie wyleczysz, nie wiesz, co to prawdziwy ból    :Uśmiecha się:.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#4
"To jest porównywalne do trzeźwienia u alkoholika. Kiedy delikwent jest pijany, to jest mu całkiem dobrze. Dopiero kiedy wytrzeźwieje, to dopiero zaczyna sobie zdawać sprawę, co zrobił ze swoim życiem i w jakiej jest ciemnej d*pie. '

Ty naprawdę sugerujesz, że nikt z tego forum, kto nie brał pigułek, nie wie jak zmarnował swoje życie? Jak myślisz, co, jeśli nie uświadomienie sobie tego, popchnęło mnie do szukania pomocy?
Oczywiście, czasem przez dłuugie lata jest błogo i jako-tako, ale to właśnie dlatego niektórzy za późno szukają ratunku. Gdziekolwiek.
Mieszasz w jakiś dziwaczny sposób cierpienie wynikające z fobii/depresji z cierpieniem wynikającym ze świadomości życiowej porażki. Fobia to jednak nie zalanie w trupa. Zdaje się, że wyleczenie polega na tym, że inaczej postrzegasz świat i ludzi, co nie kłóci się z jednoczesną świadomością ile musisz nadrobić. Wyleczenie rzekomo daje ku temu narzędzia.
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#5
Zas napisał(a):Ty naprawdę sugerujesz, że nikt z tego forum, kto nie brał pigułek, nie wie jak zmarnował swoje życie?
Tak.

Cytat:Jak myślisz, co, jeśli nie uświadomienie sobie tego, popchnęło mnie do szukania pomocy?
Są dwa podejścia do szukania pomocy: 1. tak, żeby pomogło; 2. tak, żeby udowodnić sobie, że nic nie pomoże.
Podstawowa różnica jest taka, że jak człowiek naprawdę chce sobie pomóc, to stara się to zrobić jak najszybciej. Dlatego wielomiesięczne oczekiwania nie wchodzą w grę. Z tego między innymi względu stawiam leczenie prywatne ponad publicznym. W tym publicznym większość czasu jest marnowana na czekanie. Ktoś, kto naprawdę chce sobie pomóc, nie będzie tracił na to czasu.

Cytat:Mieszasz w jakiś dziwaczny sposób cierpienie wynikające z fobii/depresji z cierpieniem wynikającym ze świadomości życiowej porażki.
Dopóki się nie wyleczysz, nie masz prawdziwej świadomości życiowej porażki. Ale nie musisz mi wierzyć.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#6
Nie muszę, i nie mam zamiaru.
Na terapii jestem prywatnie - z tego względu, ze państwowych chyba u mnie nie ma. Nie było gdy ostatnio sprawdzałem. Grupowych, oczywiście. (to chyba jakiś przytyk do dyskusji publiczne-prywatne, więc od razu "się wytłumaczę") Zresztą, na indywidualna też poszedłem od ręki, prywatnie, by nie czekać. (i było to łatwiejsze niz pójście po skierowanie do rodzinnego - w tamtym momencie)
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#7
klocek napisał(a):Mózg nie potrafi obserwować sam siebie.
Gdyby tak było, to nie bylibyśmy w stanie zauważać polepszenia ani pogorszenia swojego stanu, ani w ciągu dnia ani w szerszej perspektywie, np kilku miesięcy czy lat. A tak oczywiście nie jest, chociaż każdy ma inny poziom samoświadomości rzecz jasna.
Dzisiaj dostałem list od papieża. Pisze, że jestem niezły.
Odpisz
#8
Kaktus napisał(a):
klocek napisał(a):Mózg nie potrafi obserwować sam siebie.
Gdyby tak było, to nie bylibyśmy w stanie zauważać polepszenia ani pogorszenia swojego stanu, ani w ciągu dnia ani w szerszej perspektywie, np kilku miesięcy czy lat. A tak oczywiście nie jest, chociaż każdy ma inny poziom samoświadomości rzecz jasna.
Dokładnie tak jest. Nie jesteśmy w stanie zauważyć polepszenia ani pogorszenia depresji. W szczególności nie da się określić momentu, kiedy depresję przestajesz mieć.

Podkreślam jeszcze raz: depresja to nie jest uczucie nieprzyjemności ani zdrowie to nie jest uczucie przyjemności. Ludzie mylą przyjemność ze zdrowiem psychicznym a narkotyki z lekami. Stąd się właśnie biorą takie wypowiedzi, że "przestałem brać leki, bo nie czułem po nich żadnej ulgi". Po lekach nie czuje się ulgi! Możesz ją poczuć ewentualnie po narkotykach, dlatego zażywanie narkotyków jest w śród chorych psychicznie znacznie popularniejsze, niż leków psychiatrycznych.

Po lekach nie ma się żadnej fazy. Żadnej ulgi. Żadnej przyjemności, poprawy nastroju ani uspokojenia. Bo leki nie są od tego, żeby wywoływać w mózgu jakieś uczucia. One są po to, żeby wyleczyć z depresji.

Tu uwaga: niektórzy twierdzą, że czują po lekach jakieś poprawy, pogorszenia albo zmiany. Ale to nie jest skutek działania leków, tylko zwyczajne wahania nastroju, ewentualnie efekt placebo.

Mózg nie potrafi obserwować sam siebie. Nie ma żadnego nerwu, który wychodziłby z mózgu i zagłębiał się w nim z powrotem, żeby diagnozować w samym sobie stan depresji.

Dlatego: jeżeli chcesz poczuć się lepiej, to bierz narkotyki. A jeżeli chcesz być zdrowy, to bierz leki.
A po wyjściu z depresji można odczuwać większy ból, niż ją mając.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#9
Nie chodzę do psychologa/psychiatry.
Na razie o tym nie myślę, to jeden powód do nerwów mniej    :Śmieje się:
Admin na urlopie
Odpisz
#10
Cytat:Mózg nie potrafi obserwować sam siebie. Nie ma żadnego nerwu, który wychodziłby z mózgu i zagłębiał się w nim z powrotem, żeby diagnozować w samym sobie stan depresji.
Czyli ludzie nie mają prawa wiedzieć że coś się z nimi dzieje nie tak.
Fakt że ludzie podejrzewają u siebie depresję - bo widzą jakieś jej objawy - i szukają pomocy w kierunku zmieniania tego stanu rzeczy świadeczy wystarczająco o tym, że można siebie obserwować i że można stwierdzać czy stan psychiki się pogarsza bądź polepsza.

Cytat:A po wyjściu z depresji można odczuwać większy ból, niż ją mając.
To po co ją leczyć?

A może się jeszcze na temat wypowiem.

Chodziłem kiedyś do psychiatry i psychologa. Trochę mi to pomagało, chociaż nie mam prawa tego wiedzieć.

Ogólnie fobia społęczna to u mnie nie jest problem, ee, główny, raczej pewien objaw, który z biegiem lat słabnie. Zresztą robiłem sobie ostatnio test Leibowitza, mam chyba najniższy wynik w historii tego forum (22, a jak tu się pojawiłem to było ponad 100) - gwoli wyjaśnienia, siedzę tu z przyzwyczajenia.

Nie potrafię wyjaśnić w jaki sposób silny lęk społeczny z którym tu przyszedłem się zmniejszył; może chodzi o to, że przypadkiem trafiłem w środowisko ludzi z którymi byłem w stanie się trochę "zsocjalizować" i nauczyć pewnych zachowań (nieświadoma terapia grupowa, heh, kto wie), chociaż dalej mam problemy z kontaktami. Prawdopodobnie wynikają z pewnego wycofania wynikającego z róznych niefajnych doświadczeń i z dzieciństwa, z niskiej samooceny oraz kompleksów, które staram się jakoś usuwać na zasadzie zastanawiania się co mi we mnie przeszkadza i zmieniania tego. Bardzo mi w tym pomogła/pomaga aktywnośc fizyczna (rower, bieganie, domowa siłownia, takie tam).

Przerabiałem ciężkie depresje, myśli samobójcze i tak dalej. Aktualnie czuję się nieźle, na pewno lepiej niż kilka lat temu, chociaż mogłoby być lepiej - może ma to związek z pogodą, zawsze gorzej na jesień i zimę reagowałem. A może, co też wydaje mi się prawdopdobne, wiąże się z koniecznością pewnych zmian w życiu które zrobić w końcu będę musiał, a na które chwilowo nie mogę się zebrać.
Leków, jak uważam, nie potrzebuję, natomiast rozważam sobie czasami - ale bardzo luźno - psychologa. Nie wydaje mi się, żebym był na etapie w którym jest mi on niezbędny. Jeśli nie uda się to, co planuję - tzn czynione kroki w stronę poprawy samooceny, samopoczucia itp. nie dadzą efektów, ale na razie uważam że dają - to się pomyśli o specjaliście. Za często zauważam sytuacje, że z kimś rozmawiam i słyszę w odpowiedzi że wymyślam sobie problemy, albo że widzę je jako poważniejsze niż są.
Póki co swoje nastawienie określam jako umiarkowanie optymistyczne. Tendencja jest IMO wzrostowa.
Dzisiaj dostałem list od papieża. Pisze, że jestem niezły.
Odpisz
#11
Ja chodzę na terapię grupową, przedtem byłam rok na indywidualnej. W międzyczasie leczyłam się też u psychiatry i brałam leki na depresję, która pojawiła się podczas terapii.
Trochę mi terapia pomogła ale głównie jeśli chodzi o relacje domowe. Może też takie czysto oficjalne sytuacje jak kupowanie w sklepie etc.

Ale wciąż mam ogromne problemy z jakimikolwiek relacjami i stąd lęk. Wciąż mam nadzieję, że i z tego się wyleczę.
Mam mnóstwo ciekawych wniosków ale jak na razie popełniam te same błędy...
I try to stay awake and remember my name
But everybody's changing And I don't feel the same
Odpisz
#12
Planuję zrobić sobie operację przeszczepu niektórych tkanek mózgu od jakiegoś luzackiego małpiszona..

Kaktus napisał(a):Za często zauważam sytuacje, że z kimś rozmawiam i słyszę w odpowiedzi że wymyślam sobie problemy, albo że widzę je jako poważniejsze niż są.
Ale bierzesz pod uwagę, że 'kimś' równie dobrze i często może sobie przesadnie lekceważyć (szczególnie nie swoje problemy)?
Odpisz
#13
Kaktus napisał(a):
Cytat:Mózg nie potrafi obserwować sam siebie. Nie ma żadnego nerwu, który wychodziłby z mózgu i zagłębiał się w nim z powrotem, żeby diagnozować w samym sobie stan depresji.
Czyli ludzie nie mają prawa wiedzieć że coś się z nimi dzieje nie tak.
Fakt że ludzie podejrzewają u siebie depresję - bo widzą jakieś jej objawy - i szukają pomocy w kierunku zmieniania tego stanu rzeczy świadeczy wystarczająco o tym, że można siebie obserwować i że można stwierdzać czy stan psychiki się pogarsza bądź polepsza.
Według moich obserwacji jest właśnie tak, że ludzie nie umieją u siebie stwierdzić chorób psychicznych. Prędzej będą posądzać wszystkich dookoła, że są nienormalni, ale przy swoim własnym zdrowiu psychicznym będą się upierać do samego końca.
Ludzie chorzy na depresję rzadko szukają pomocy, a jeżeli już to u jakichś wróżek i szamanów niż u psychiatry. A na normalne leczenie człowiek decyduje się albo kiedy rodzina go do tego zmusi (często grożąc rozwodem, wyprowadzką lub czymś w tym stylu) albo po próbie samobójczej albo po konflikcie z prawem.

Podsumowując - człowiek sam siebie nie jest w stanie wyciągnąć za fraki z bagna.

Cytat:
Cytat:A po wyjściu z depresji można odczuwać większy ból, niż ją mając.
To po co ją leczyć?
Bo życie polega na czymś więcej, niż dążeniu do dobrego samopoczucia.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#14
klocek napisał(a):Według moich obserwacji jest właśnie tak, że ludzie nie umieją u siebie stwierdzić chorób psychicznych. Prędzej będą posądzać wszystkich dookoła, że są nienormalni, ale przy swoim własnym zdrowiu psychicznym będą się upierać do samego końca.
Prawda, że tak bywa jak piszesz (szczególnie przy skłonności do manii, CHAD itp.) jednak absolutnie nie jest to ogólna zasada i nie wypada tak generalizować.
Można by także powiedzieć, że komuś kto z racji specyfiki swojego zaburzenia posiada relatywnie mniejszą zdolność do samoświadomość w kwestii własnych dolegliwości psychologicznych może być trudno uwierzyć, że innym 'samodiagnoza' przychodzi z na tyle łatwo, że wręcz natrętnie nie daje o sobie zapomnieć co utrudnia zmianę utartych przekonań i psychoterapię..
Odpisz
#15
Cytat:Według moich obserwacji jest właśnie tak, że ludzie nie umieją u siebie stwierdzić chorób psychicznych. Prędzej będą posądzać wszystkich dookoła, że są nienormalni, ale przy swoim własnym zdrowiu psychicznym będą się upierać do samego końca.

Nie, sądzę, myślę, że to nie dotyczy FS. Mnie raczej wszyscy wokoło wmawiali, że problemu nie ma, a ja mówiłem, że jest. Sam uznałem, że mam FS, a wizyta u psychiatry to potwierdziła.
Odpisz
#16
też uważam, ze klocek mocno generalizuje. nie to, żeby tak się nigdy nie działo, przy depresji zwłaszcza, ale to też pewnie sama depresja zniechęca do szukania pomocy (bo do czegokolwiek zniechęca). To, że ktoś z fobia czy depresja takiej ni szuka nie oznacza, że nie jest świadom, że COŚ jest z nim cholernie nie tak.
I need your grace to remind me to find my own!
Odpisz
#17
Ja leczyłam się u psychiatry ale po zmianie leków,która nic nie dała poddałam się...
Dzień zaczynałam od garści tabletek i nic...Przez chwilę myślałam,że Fluanxol pomagał ale ''poprawa'' zbiegła się w czasie z moim ''lepszym okresem''...
Po zmianie Fluanxolu (którego łykałam 3 tabletki dziennie) lekarz przepisał Ranofren...Zero reakcji na lek....Przy tym zwiększona dawka Seronilu z jednej do dwóch tabletek na dobę...Dalej nic.... Chyba już nic mi nie pomoże...
Noszę się z zamiarem wizyty u lekarza kolejny raz,bo bez leków jest jeszcze gorzej niż z lekami...
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  you are not your brain - czyli nie jesteś swoim mózgiem bart 8 2 215 24 Kwi 2012, Wto 22:01
Ostatni post: bart


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!