- Na przekór
#1
Nie próbowaliście nigdy przeprowadzić pewnego doświadczenia?:
( Czego właściwie lękają się fobicy? Czego się lękamy? Klasyczna odpowiedź pewnie brzmi - ośmieszenia, wyjścia na głupka, negatywnej oceny, samotności, własnych emocji, ew. samych siebie. Na ogół jest to wyimaginowany lęk, który jednak się pojawia i ciężko go opanować, gdy ma dojść do jakiejś sytuacji dla nas lękotwórczej, zazwyczaj wtedy planujemy, analizujemy krok po kroku co się ma zdarzyć, jakie będzie to miało dla nas konsekwencje - czy ktoś źle coś o nas powie - to tak w dużym skrócie i uproszczeniu. )
A gdyby tak ten wyimaginowany lęk przemienić w rzeczywisty lęk. Można to zrobić przez zaplanowanie działania w danej sytuacji gdy jesteśmy wśród ludzi w taki sposób że zamiast analizować to w jaki sposób się najlepiej zachować by o nas dobrze pomyśleli, celowo zaplanować to w taki sposób a potem to uczynić żebyśmy teoretycznie rzeczywiście byli ośmieszeni, źle ocenieni, specjalnie tak zrobić żeby źle o nas pomyśleli - wtedy rzeczywiście mielibyśmy się czego bać, czulibyśmy autentyczny lęk przed oceną ludzi a nie wyimaginowany jak to zwykle bywa. Wtedy byłaby okazja do pobycia z prawdziwym uczuciem odrzucenia. To tak jakby dolać oliwy do ognia. Co wtedy by się czuło, gdyby się doznało naprawdę tego czego się najbardziej boimy. Co o tym myślicie? Rozumiecie mniej więcej moje przesłanie? Wtedy gdyby się okazało że świat się nie zawalił, może łatwiej by walczyć z fobią.
Odpisz
#2
Ciekawe. Jak tak zrobisz i przeżyjesz, to napisz jak było.
Odpisz
#3
  :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#4
No tak, ale co naprawdę Ci się stało, poza doznaną emocją? Nic. Chyba o to chodzi Jędrkowi.
Odpisz
#5
Jędrek napisał(a):Wtedy byłaby okazja do pobycia z prawdziwym uczuciem odrzucenia.

Ja już dużo miałem takich "okazji", dziękuję bardzo.
Odpisz
#6
  :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#7
Ale o to właśnie chodzi że chcemy za wszelką cenę dobrze wypaść, jesteśmy perfekcjonistami, jeśli coś nam nie wyjdzie od razu się poddajemy. Mnie chodziło o to żeby nie planować jak się dobrze zachować tylko źle jeśli można tak powiedzieć.
Odpisz
#8
  :Stan - Niezadowolony - Przewraca oczami:
Odpisz
#9
  :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#10
Czasem neiktórzy aktorzy w wywiadach przyznają sie do chorobliwej neismiałości - i że wybrali ten zawód własnie po to, by z tym walczyć. Mnei się to skojarzyło.
Podziwiałam zawsze takich ludzi, bo ja mam odwrotnie.
To chyba jest tak, ze jak się zacznie wchodzić w jakieś sytuacje, to sie je oswaja i potem jest coraz lepiej - ale taka zabawa to ekstremalna sprawa dla mnie...
Odpisz
#11
Wydaje mi sie ze to moze byc ciekawa metoda. Ja od niedawna praktykuje popelniania celowych bledow wsrod ludzi (wylewanie czegos niby przypadkiem itd.) - i obserwuje swoje oraz ich reakcje - ja zazwyczaj sie denerwuje a oni nie zwracaja uwagi na to co zrobilem  :Stan - Uśmiecha się:
Mysle ze warto probowac roznych sposobow, bo taka prawda ze chcemy byc bogami miedzy ludzmi, nie miec wad, potrzeb itd. (perfekcjonizm w najczystrzej postaci  :Stan - Uśmiecha się: ) A przeciez ludzmi jestesmy i bledy to normalka.

Robiac takie rzeczy nauczymy sie ze znacznie wiecej nam bedzie wybaczone w towarzystwie niz myslelismy (choc i tu nie wolno przesadzac  :Stan - Uśmiecha się - Szeroko:)
Mysle ze pomysł Jędrka jest calkiem dobry, choc niebezpieczny, bo mozna sie spotkac z prawdziwym odrzuceniem, co moze nas zgasic na moment i odebrac troche sił na walke z dziadostwem.
Trzeba myslec kto jest w towarzystwie, bo jedni na niektore sprawy nie zwracaja uwagi a inni moga robic sceny.

I jeszcze jedno. Jest to tylko metoda - bo tak naprawde celem jest to bysmy nie mysleli o tym co ludzie o nas mysla, wiec zastanawianie sie wsrod ludzi czy cos mi wolno czy nie nie jest do konca takie dobre, bo sa ludzie ktorzy by to cos zrobili, i jeszcze mieli pretensje jakby im kto zwrocil uwage  :Stan - Uśmiecha się:

A poza tym uwazam ze mam gdzies co mysla inni ludzie  :Stan - Uśmiecha się:

( Parafraza Kato : Ceterum censeo Carthaginem delendam esse - poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć - Kato konczac swoje przemowienia zawsze, niezaleznie od tematu mowy, uzywal tychze slow)
Pozdrawiam
Odpisz
#12
Czy takie zachowanie nie nazywa się przypadkiem autodeprecjacją, a przynajmniej jest jej "pozytywną" formą?"
A więc jest to manipulacja.
A każda forma manipulacji, jest ze względów etycznych nie do przyjęcia, bo przekracza granice wolności drugiego człowieka (albo własnego ja).

Obawiam się, że takie postępowanie, choć z założenia szczytne, to na dłuższą metę, może tylko nauczyć złych nawyków i lekceważenia innych, i wykształcić "pancerz" nawet i cynizmu, a przecież to nie jest "wyzdrowienie".
Myślę, że zamiast tworzyć sztuczne sytuacje i manipulować sobą i innymi, trzeba powoli, małymi krokami, jeśli nie można inaczej, zacząć naprawdę żyć.
Odpisz
#13
Clarissa napisał(a):Czy takie zachowanie nie nazywa się przypadkiem autodeprecjacją, a przynajmniej jest jej "pozytywną" formą?"
A więc jest to manipulacja.
A każda forma manipulacji, jest ze względów etycznych nie do przyjęcia, bo przekracza granice wolności drugiego człowieka (albo własnego ja).

Obawiam się, że takie postępowanie, choć z założenia szczytne, to na dłuższą metę, może tylko nauczyć złych nawyków i lekceważenia innych, i wykształcić "pancerz" nawet i cynizmu, a przecież to nie jest "wyzdrowienie".
Myślę, że zamiast tworzyć sztuczne sytuacje i manipulować sobą i innymi, trzeba powoli, małymi krokami, jeśli nie można inaczej, zacząć naprawdę żyć.

Miarą wszechrzeczy jest człowiek mawiali sofiści w Starożytnej Grecji. Nie istnieje tak naprawdę żaden obiektywnie dobry bądź zły etycznie czyn. Wszystko jest podporządkowane normom społecznym, które w różnej szerokości geograficznej są odmienne. Tu chodzi o to by nam pomogło
Odpisz
#14
Jędrek napisał(a):Nie istnieje tak naprawdę żaden obiektywnie dobry bądź zły etycznie czyn. Wszystko jest podporządkowane normom społecznym, które w różnej szerokości geograficznej są odmienne. Tu chodzi o to by nam pomogło

To jest relatywizm moralny, efekt postmodernizmu - najbardziej szkodliwego prądu w historii, który zniszczył podwaliny cywilizacji, zburzył i zmieszał ze sobą wszystkie systemy filozoficzne, zrobił z nich pseudonaukową papkę i karmi nią człowieka, z którego uczynił bożka sterczącego na piedestale jego, nigdy niespełnionego i wiecznie zachłannego, ego.
Istnieje zbiór norm, które są identyczne dla każdej szerokości geograficznej - to prawo naturalne. I jedną z nich jest prawo do wolności.
A wolność jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej.
I nigdy człowiek nie może być środkiem do celu.
Odpisz
#15
Mnie się wydaje, że czasem właśnie tak postępuję - może nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Na przykład powiem coś bardzo nieadekwatnego do danej sytuacji albo już coś poważniejszego, czyli parę razy tak się nawaliłam, że urwał mi się film i dziewczyny odwoziły mnie zarzyganą do domu. I cóż, albo zaliczam wtedy dziwne spojrzenia albo śmiechy następnego dnia. Ale tak naprawdę widzę, że co z tego, że się patrzą, że się śmieją?   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając: To też jeszcze zależy od mojego aktualnego nastroju, bo czasem takie rzeczy biorę do siebie i wmawiam sobie, że ludzie tylko udają, że nic się nie stało, a tak naprawdę myślą, że jestem żałosna - a w ten sposób jeszcze bardziej się zamykam. Przynajmniej w moim przypadku może więc to działać w obie strony.
Odpisz
#16
Siema!

Podana technika jest bardzo podobna do techniki "eksperymentu" (czy jak to się tam nazywa...) podanego w tym poradniku: (tu miał być link, ale nie mogę jeszcze wrzucać   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:, zamiast tego poszukajcie w Google: "Recovering from Social Phobia") (nie wiem czy akurat w tej, czy w innej z trzech części, trzeba sobie poszukać).

Chodzi generalnie o to, żeby:
0. Potraktować sytuację jak "eksperyment" (jak byśmy byli naukowcami, czy coś w tym stylu)
1. Pomyśleć o błędzie, którego popełnić się boimy
2. Zapisać na kartce, czego oczekujemy w związku z popełnieniem tego błędu (np. wszyscy się będą na nas patrzyć, ktoś nas, za przeproszeniem, opieprzy, czy myśli w stylu "przestaną się do mnie odzywać")
3. Popełnić ten błąd
4. Zapisać na naszej kartce, co rzeczywiście się stało
5. Zajrzeć do naszych wcześniejszych zapisków i skonfrontować to co się stało z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami
6. Jeśli zachodzi taka potrzeba, to powtórzyć kilka razy i przekonać się, że nasze oczekiwania były błędne - to znaczy jak zwykle wyolbrzymione przez lęk

Cytat:A więc jest to manipulacja.
Ja bym tak tego nie nazwał. To jest sprawdzeniem w rzeczywistości jakiegoś działania - nikogo nie oszukujemy, popełniamy świadomie i dobrowolnie czyn, którego skutki decydujemy się zaakceptować. Przecież nasza reakcja na skutki popełnienia błędu może być naturalna, nic nie musimy udawać (właśnie pasuje tutaj nie udawać, tylko być sobą w pełni). Chodzi o to, żeby się przekonać co następuje po takiej sytuacji.

Rozumiem, że jeśli ktoś nastawia się na rozlanie czerwonego wina na ulubionym obrusie babci, i z góry planuje swoją reakcję (np. obojętnością na to, że ktoś zwróci mu uwagę) to to będzie manipulacja.

Jednak w mojej interpretacji chodzi o samo popełnienie drobnego błędu w towarzystwie, a nie robienie teatrzyku.

PS. Też jestem sceptyczny leczeniu fobii społecznej przez różne manipulacje, moim zdaniem przy leczeniu powinno się raczej myśleć "chłodno i racjonalnie", a nie "magicznie".
Odpisz
#17
Eksperymentowanie na emocjach własnych i emocjach innych może być niebezpieczne. Pamiętajmy, że nie mamy do czynienia z poligonem do ćwiczeń asertywności, czy innym warsztatem psychologicznym, ale z rzeczywistymi sytuacjami w życiu.
Jeśli wyjdę na głupka, nawet zgodnie z założonym wcześniej planem, to co zamierzam później zrobić z oceną mojej osoby w oczach innych, nieświadomie biorących udział w moim "eksperymencie"? Olać ją? Pół biedy, jeśli ćwiczyłem sobie na nieznajomych. A jak zachować się wobec osoby, z którą mam kontakt? "Sory, eksperymentowałem sobie"?

Tak naprawdę nie musimy (przynajmniej ja nie muszę) starać się specjalnie, aby wyjść na durnia. To wychodzi 'samo z siebie' w trakcie kontaktów z innymi i wynika z zakorzenionych schematów postępowania, lub wyrobionych błędnych uników.
Odpisz
#18
xterm napisał(a):(tu miał być link, ale nie mogę jeszcze wrzucać   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:, zamiast tego poszukajcie w Google: "Recovering from Social Phobia")

http://www.broadcaster.org.uk/section1/s...obia1.html

Xterm napisał(a):Chodzi generalnie o to, żeby:
0. Potraktować sytuację jak "eksperyment" (jak byśmy byli naukowcami, czy coś w tym stylu)
1. Pomyśleć o błędzie, którego popełnić się boimy
2. Zapisać na kartce, czego oczekujemy w związku z popełnieniem tego błędu (np. wszyscy się będą na nas patrzyć, ktoś nas, za przeproszeniem, opieprzy, czy myśli w stylu "przestaną się do mnie odzywać")
3. Popełnić ten błąd
4. Zapisać na naszej kartce, co rzeczywiście się stało
5. Zajrzeć do naszych wcześniejszych zapisków i skonfrontować to co się stało z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami
6. Jeśli zachodzi taka potrzeba, to powtórzyć kilka razy i przekonać się, że nasze oczekiwania były błędne - to znaczy jak zwykle wyolbrzymione przez lęk
Szczerze mówiąc - tu wiele pomaga już sam proces obmyślania zdarzenia, oswajania się z sytuacją, zapisywania, i konsekwencji w realizacji.
Myślę, że w walce z FS właśnie konsekwencja wobec siebie, stawianie wymagań i wywiązywanie się z nich, są najbardziej skuteczne.
W tej metodzie dużo zależy od samozaparcia i siły woli potrzebnej do przeprowadzenia zadania - zaplanowania, wykonania i podsumowania.
Jeśli ktoś ma na tyle siły, żeby przeprowadzić taki "eksperyment" to na pewno będzie miał siły, żeby przeżyć takie sytuacje w rzeczywistości.

Xterm napisał(a):
Cytat:A więc jest to manipulacja.
Ja bym tak tego nie nazwał. To jest sprawdzeniem w rzeczywistości jakiegoś działania - nikogo nie oszukujemy, popełniamy świadomie i dobrowolnie czyn, którego skutki decydujemy się zaakceptować.
Czy zatajając prawdę, że eksperymentujemy na sobie, nie oszukujemy?

Xterm napisał(a):Przecież nasza reakcja na skutki popełnienia błędu może być naturalna, nic nie musimy udawać (właśnie pasuje tutaj nie udawać, tylko być sobą w pełni).
Owszem, ale czy poddając się autoeksperymentom będziemy w stanie zachować się obiektywnie i naturalnie?

Xterm napisał(a):Jednak w mojej interpretacji chodzi o samo popełnienie drobnego błędu w towarzystwie, a nie robienie teatrzyku.
Rozumiem Ciebie, ale coś co dla nas jest "drobnym błędem", dla kogoś innego może być wielkim spektaklem.

Xterm napisał(a):PS. Też jestem sceptyczny leczeniu fobii społecznej przez różne manipulacje, moim zdaniem przy leczeniu powinno się raczej myśleć "chłodno i racjonalnie", a nie "magicznie".
Tak.
No właśnie, tylko jak tu myśleć chłodno i racjonalnie, gdy strach nam włosy jeży na karku? Dlatego myślę, że lepiej nie myśleć   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając: tylko starać się żyć. Powoli, małymi krokami, albo rzucać się na głęboką wodę, jak kto woli, ale żyć.
Wydaje mi się, że takie eksperymentowanie wymaga nie lada siły psychicznej i fizycznej też. Czy nie szkoda jej trwonić na "eksperymenty" - czy nie lepiej spożytkować jej na życie?

Gradius napisał(a):Eksperymentowanie na emocjach własnych i emocjach innych może być niebezpieczne. Pamiętajmy, że nie mamy do czynienia z poligonem do ćwiczeń asertywności, czy innym warsztatem psychologicznym, ale z rzeczywistymi sytuacjami w życiu.
O to chodzi.

Gradius napisał(a):Tak naprawdę nie musimy (przynajmniej ja nie muszę) starać się specjalnie, aby wyjść na durnia. To wychodzi 'samo z siebie' w trakcie kontaktów z innymi i wynika z zakorzenionych schematów postępowania, lub wyrobionych błędnych uników.
W pewnym momencie stanęłam przed alternatywą, albo się zastrzelić(bo już miałam dość upokorzeń), albo zaakceptować siebie. Akceptuję te moje durnoty, podchodzę do siebie ze zrozumieniem...i pracuję nad sobą, na ile mogę. Natomiast o tym, co sądzą inni o moim zachowaniu - myślę "mądry zrozumie, głupi pomyśli, że tak musi być."
Odnośnie tych "schematów postępowania" - to metoda opisana na stronie, którą podał Xterm, teoretycznie ma pomóc zwalczyć te schematy.

Tak właściwie, to Fobik potrzebuje cierpliwej, przyjaznej osoby, która będzie towarzyszyć mu jego "wpadkach", rozumieć, akceptować i pomagać wychodzić z tego... Mnie przynajmniej akceptacja i zrozumienie pomaga.
Tylko, szkoda, że nie ma takich osób "FS-przewodników".
Odpisz
#19
gradius napisał(a):Jeśli wyjdę na głupka, nawet zgodnie z założonym wcześniej planem, to co zamierzam później zrobić z oceną mojej osoby w oczach innych, nieświadomie biorących udział w moim "eksperymencie"?
Mógłbyś podać jakiś przykład takiego błędu? Będzie nad czym dyskutować.

gradius napisał(a):(przynajmniej ja nie muszę) starać się specjalnie, aby wyjść na durnia
Spokojnie. Nie myślisz, że przesadzasz? Miliony ludzi codziennie popełnia drobne błędy. Osoby z fobią społeczną zawsze przesadzają w swojej negatywnej ocenie społecznej. Nawet jak ktoś się chwilę z tego pośmieje, to co z tego? Świat się nie zawali, za kilka minut ktoś o tym zapomni, a Ty będziesz się męczył przez kilka godzin. Człowiek omylny jest etc. jak to mówiło stare przysłowie eskimoskie.

Clarissa napisał(a):Szczerze mówiąc - tu wiele pomaga już sam proces obmyślania zdarzenia, oswajania się z sytuacją, zapisywania, i konsekwencji w realizacji.
Wiele pomaga, ale myślę, że część "behawioralna" jest najważniejsza, bo pokazuje jaka jest rzeczywistość (jak się zobaczy coś na własne oczy, to się w to na pewno mocniej uwierzy).

Clarissa napisał(a):Czy zatajając prawdę, że eksperymentujemy na sobie, nie oszukujemy?
Czy nie przesadzasz? Równie dobrze możemy powiedzieć, że cały czas oszukujemy, zachowując się tak jak się zachowujemy - "zatajając" własne uczucia, sztywnie zachowując się między ludźmi "żeby nie popełnić błędu", etc... Ale przecież tak nie powiemy, bo byśmy przesadzili.

Clarissa napisał(a):Owszem, ale czy poddając się autoeksperymentom będziemy w stanie zachować się obiektywnie i naturalnie?
Sorry, że nazwałem to "eksperymentem". Zabrzmiało to trochę jak w jakimś thrillerze SF (ale ironia skrótów... chodzi o science-fiction). Nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie. Zależy jak ktoś potraktuje całą sytuację.

Clarissa napisał(a):Wydaje mi się, że takie eksperymentowanie wymaga nie lada siły psychicznej i fizycznej też. Czy nie szkoda jej trwonić na "eksperymenty" - czy nie lepiej spożytkować jej na życie?
Rozmawiamy o leczeniu FS i technikach pomocnych. Chyba, że wyznajesz zasadę "grypa leczona trwa 7 dni, a nieleczona tydzień" (w przypadku grypy to może i prawda, ja tam nie wnikam   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:).

W sumie to ja teraz też do wszelkich sposobów na FS podchodzę sceptycznie, oprócz sposobów opisanych w terapii Richardsa, którą aktualnie "przeprowadzam na sobie", że się tak wyrażę. Wolę się skupić na jednej rzeczy na raz, bo wiem, że kilku na raz nie pociągnę.

Clarissa napisał(a):No właśnie, tylko jak tu myśleć chłodno i racjonalnie, gdy strach nam włosy jeży na karku? Dlatego myślę, że lepiej nie myśleć Wink tylko starać się żyć. Powoli, małymi krokami, albo rzucać się na głęboką wodę, jak kto woli, ale żyć.
Nie zrozumiałaś mnie: chodzi mi o to, żeby racjonalnie i chłodno podchodzić do swoich objawów fobii, bo obecnie naszym wyuczonym sposobem reakcji jest panika. Ciągle sobie uświadamiać, że nasz strach to kłamstwo.

Popieram przy okazji ideę małych kroków i nie-myślenia, czyli odwracania swojej uwagi od długich rozważań na temat naszych "błędów".
Odpisz
#20
Xterm napisał(a):Miliony ludzi codziennie popełnia drobne błędy. Osoby z fobią społeczną zawsze przesadzają w swojej negatywnej ocenie społecznej. Nawet jak ktoś się chwilę z tego pośmieje, to co z tego? Świat się nie zawali, za kilka minut ktoś o tym zapomni, a Ty będziesz się męczył przez kilka godzin. Człowiek omylny jest etc. jak to mówiło stare przysłowie eskimoskie.
Ależ o to właśnie chodzi!
Po co eksperymentować, jak wystarczy żyć tym, co napisałeś. Po prostu żyć, z cierpliwością do siebie...

Xterm napisał(a):myślę, że część "behawioralna" jest najważniejsza, bo pokazuje jaka jest rzeczywistość (jak się zobaczy coś na własne oczy, to się w to na pewno mocniej uwierzy).
Oczywiście! Po sobie widzę, że jedyne, co mnie wyciąga z fobii, to wejście "w życie", przymusowe zresztą. A samo planowanie, obmyślanie i roztrząsanie przyprawia mnie o zawrót głowy. Dlatego tak się "jeżę" na ten "eksperyment", który sztucznym i pętami mi się wydaje.

Xterm napisał(a):Czy nie przesadzasz? Równie dobrze możemy powiedzieć, że cały czas oszukujemy, zachowując się tak jak się zachowujemy - "zatajając" własne uczucia, sztywnie zachowując się między ludźmi "żeby nie popełnić błędu"
Clarissa napisał(a):Czy zatajając prawdę, że eksperymentujemy na sobie, nie oszukujemy?
Nie, nie przesadzam.
To o to chodzi, żeby być sobą. Mimo wszystko.

Xterm napisał(a):Chyba, że wyznajesz zasadę "grypa leczona trwa 7 dni, a nieleczona tydzień" (w przypadku grypy to może i prawda, ja tam nie wnikam Razz)
Nie. Ja wolę chorować, leczyć się i wyzdrowieć, a nie bawić się w małego znachora   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:. Usunąć problem, a nie grzebać się w nim.

Xterm napisał(a):Sorry, że nazwałem to "eksperymentem". Zabrzmiało to trochę jak w jakimś thrillerze SF (ale ironia skrótów... chodzi o science-fiction). Nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie. Zależy jak ktoś potraktuje całą sytuację.
Clarissa napisał(a):Owszem, ale czy poddając się autoeksperymentom będziemy w stanie zachować się obiektywnie i naturalnie?
Myślę, że eksperyment to bardzo dobre określenie - adekwatne wręcz. Tylko, naprawdę na ile będzie nas stać zachować "kamienną twarz" wobec samych siebie, żeby dobrze przeżyć to doświadczenie...
W tym kontekście mówię o trwonieniu energii i czasu na takie doświadczenia, kiedy, na ile to możliwe, można rzeczowo, jak to mówisz "chłodno", podejść do codziennych problemów z FS bez sztucznego mnożenia problemów. Tym bardziej, że tu wchodzą w grę emocje, które u fobików i tak już są nadszarpnięte. Dlatego podtrzymuję:
Cytat:że takie eksperymentowanie wymaga nie lada siły psychicznej i fizycznej też. Czy nie szkoda jej trwonić na "eksperymenty" - czy nie lepiej spożytkować jej na życie?
...życie - rozumiane jako walkę z fobia....
Chyba, że podejdziesz do swojego życia metodycznie, narzucisz sobie dyscyplinę i ramy, których będziesz się trzymał - i będziesz skrupulatnie notował - plany dnia, zadania, i realizację tych planów. Wtedy to już nie będzie eksperyment, ale życie i powolne wychodzenie z dołu.

Xterm napisał(a):Nie zrozumiałaś mnie: chodzi mi o to, żeby racjonalnie i chłodno podchodzić do swoich objawów fobii, bo obecnie naszym wyuczonym sposobem reakcji jest panika. Ciągle sobie uświadamiać, że nasz strach to kłamstwo.
Zrozumiałam. I to bardzo dobrze...   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Ale o to mi chodzi, że czasem/często albo zawsze, strach nie pozwala uświadomić sobie tego.

Xterm napisał(a):Wolę się skupić na jednej rzeczy na raz, bo wiem, że kilku na raz nie pociągnę.
To jest najlepsza metoda. Powoli, ale dokładnie i raz na zawsze rozprawić się z problemem.
Odpisz
#21
Xterm napisał(a):Mógłbyś podać jakiś przykład takiego błędu? Będzie nad czym dyskutować.

Na przykład sytuacja z ostatniego tygodnia. Na grupie rozmawiałem na temat nurkowania. Przez pewien czas uczęszczałem do szkoły dla nurków, ale nie przebrnąłem przez nic poza nurkowaniem na basenie. Padały jednak pytania o nurkowanie poniżej 20 metrów, o przystanki dekompresyjne, o kurorty dla nurków, o stopnie nurkowe. Ja nie miałem z tym bezpośrednio do czynienia, ale ponieważ wiedziałem o tym co nieco, dałem się wciągnąć w dyskusję, aż wreszcie 'w ferworze' tej rozmowy wspomniałem, że mam I stopień nurka- SD, choć to nieprawda, gdyż tylko planowałem przystąpienie do tego testu. Padały dalsze pytania o przebieg egzaminu, o dalsze stopnie, o specjalizacje, o ceny sprzętu... Rozmowa zabrnęła w rejony, w których nie czułem się już tak pewnie, zacząłem się mieszać, a z mojej postawy 'nurkowego eksperta' zostawało coraz mniej. Na sam koniec czułem się jak głupek i kłamca, choć to kłamstwo wynikło z mojej niezręczności w trakcie rozmowy.
Odpisz
#22
Aaa... to o taki przykład Ci chodziło. Rzeczywiście lekka lipa z tym nurkiem. Nie próbowałeś odkręcać w czasie rozmowy?

Mi chodziło bardziej o błahe sprawy: np. specjalnie zadzwonić na nieznajomy numer, zapytać się "czy zastałem pana Mariana Paździerza?", po czym przeprosić za pomyłkę, albo przekręcić imię kogoś ledwo przedstawionego na imprezie podczas rozmowy. Chodzi mi o to, że często wstrzymujemy się np. od dzwonienia czy rozmowy z innymi, żeby właśnie nie popełnić takich gaf. Oczekujemy może jakichś katastrofalnych skutków, a tak na prawdę możemy się przekonać, że to nic wielkiego, i nic się złego przez to nie stało.

Przyznam się, że trochę namieszałem pisząc o tych metodach pomocnych w leczeniu, bo połączyłem dwie z opisywanych technik z tego poradnika.
W jednej było wspomniane o specjalnym upuszczeniu łyżeczki na weselu, żeby przekonać się, że nie sprowadzi to tak na prawdę uwagi i śmiechu wszystkich dookoła.
Drugą metodą była właśnie konfrontacja swoich oczekiwań co do jakiejś sytuacji społecznej z rzeczywistymi skutkami. W drugiej chodzi bardziej o zmniejszenie lęku przed daną sytuacją - denerwowaniem się godzinami i oczekiwaniem najgorszego.

Powyższy akapit szczególnie dedykuję Clarissie, jako odpowiedź na jej posta   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#23
gratuluje pomysu jak bede mial okazje wyprobuje.tylko proponuje nie probowac w sytuacjiach najtrudniejszych bo wtedy nie powinno zatrybic bo za slaby pancerz jeszcze masz na to i lekowe mysli i tak wygrają.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.