- Na skraju wytrzymałości
#1
Nie wiem czy powinienem o tym pisać, nie chcę nikogo obciążać myślami
pewnie i tak ten temat zostanie usunięty
Moje myśli samobójcze pojawiały się codziennie aż w końcu wczoraj pojawiły się konkretne plany z powieszeniem się, pewnie nie doczekam wigilii
Można ocenzurować te zdania które nie powinny się pojawić
Zostałem sam ze swoimi myślami i osamotnieniem
muszę wytrzymać tydzień do następnego spotkania z psychologiem, mówiłem mu o tym że moje myśli samobójcze pojawiają się już codziennie
Za daleko to wszystko zabrnęło, a pierwszym błędem było to że mnie zrobiono.
Upiłem się żeby się uspokoić ale czuję się tylko trochę spokojniejszy.
W każdym razie przełamujcie swoje lęki zanim skończycie tak jak ja.
Odpisz
#2
U mnie też parę lat temu myśli samobójcze pojawiały się codziennie, a nawet częściej. Teraz pojawiają się tylko iluśdniowe napady. Poza tym czasem czepiają się mnie takie uporczywe a zupełnie nieuzasadnione myśli.

Ja mam często dość życia - właściwie prawie zawsze, i najgorszemu wrogowi nie życzyłbym takiego życia, jak moje. Dodatkowo od kilku lat właściwie z miesiąca na miesiąc jest w nim mniej blasku, a więcej - nerwów i osamotnienia. Wszyscy ludzie, na których liczyłem, zawiedli i straciłem niemal wszystko, co było dla mnie cenne.

Jednak nigdy nie myślałem o samobójstwie na serio. A to dlatego, że zawsze, od małego dziecka, wierzyłem w życie pozagrobowe. I wiedziałem, że to niczego nie naprawi. Poza tym, znalazłem sobie cel życiowy i teraz przebijam się przez te piętrzące się trudności, żeby ten cel zrealizować. Bardzo wielu "dobrze mi życzących" ludzi chciało mnie do tego zniechęcić, żebym żył "prawidłowo", czyli jak zwierzę - konsumując i czekając na śmierć. Na szczęście, nie udało im się to. Mogli mi tylko utrudniać życie, rzucając kolejne kłody pod nogi. Oczywiście, uważają się oni za przyzwoitych ludzi i dobrych katolików.
Dodam, że jestem człowiekiem właściwie pozbawionym instynktu samozachowawczego. Jak tak się zastanawiam, to widzę, że zabić siebie - to, gdyby nie opory moralne, zupełnie łatwe. Żadnego strachu przed śmiercią nie musiałbym przełamywać.
A ja, ja się śmieję.
Ja znam bory, knieje.
Ja znam ostatnie ziemskie łąki,
Nad kwiatami tam brzęczą złote bąki.
W rzece niezatrutej baraszkują pstrągi (...).
Odpisz
#3
Sesje z psychologiem nie dały żadnej poprawy? Coś powiedział, gdy poinformowałeś o tych codziennych myślach samobójczych? Zamierzasz mu powiedzieć o swoich planach?
Jeśli nie spróbujesz ocalić jednego życia, to nigdy nie ocalisz żadnego.
Odpisz
#4
Ja swojego życia mógłbym życzyć paru osobom, może to moja mściwość ale gdyby pożyli choćby przez 10 lat w taki sposób, to nabraliby pokory i przestali się dziwić. Ja od dziecka też wierzyłem w życie pozagrobowe.. aż w końcu przestałem... mimo to nie boję się śmierci.
Mówiłem o tych codziennych myślach ale jakoś nikt nie przewidywał następstw. Jutro będę musiał pójść i powiedzieć w prost że mam konkretne plany i dokształcałem się w tym zakresie. tylko nie wiem co będzie potem, skierowanie do psychiatryka, ubezwłasnowolnienie itp?
O tym że mam konkretne plany mówiłem dzisiaj moim rodzicom ale jakoś specjalnie ich to nie obeszło, matka nawet nie odwróciła się od komputera.
Chwilowo jestem w podobnej sytuacji jak Twoja znajoma Bieszczadzki Chłopaku
- pozostawiony sobie.
Nikt z nas nie jest pozbawiony instynktu samozachowawczego, tylko jakaś część z nas ma ten instynkt stłamszony tak że go nie zauważa.
dlatego niektórzy robią dokładnie na odwrót - tną się żyletkami lub próbują się zabić
podobnie z instynktem przetrwania gatunku, on ciągle jest w nas, bo tego nie da się usunąć, tylko wyuczono w nas wypaczone podejście do tego, które zagłusza ten instynkt, dlatego zamiast z kimś być unika się płci przeciwnej. Winowajców się już nie ukarze, można tylko spróbować zmienić podejście. mogę trochę bredzić bo na zegarku jest już po północy, a ja jestem po alkoholu... ale gdyby nie ten stres i frustracja pewnie bym nie pił, a jeżeli nawet to od okazji - w towarzystwie
zamiast pić w samotności z powodu samotności
Odpisz
#5
Nie napiszę tyle ile bym chciał. Mało wiem o Twojej sytuacji i dlaczego nie wychodzisz z niej. Co powoduje że jest Tobie źle ale nadal tkwisz w tym samym miejscu.

To że masz myśli samobójcze, takie dręczące, codzienne, to objaw bezsilności. Mi się wydaje, że plan samobójstwa nie jest zły sam w sobie...ale warto go odłożyć na chwilę. Zobaczyć jak się żyje z tą myślą. A może warto sobie pożyć dla samego siebie na tę chwilę. Jeśli masz kłopoty związane z pracą.. to czemu nie powiedzieć że się z tych powodów zwalniasz albo zrób coś co nie robiłeś dotychczas np. unikałeś jakiejś rozmowy. Co się Tobie stanie złego.. przecież i tak to będzie niczym wobec samobójstwa. Jakie to może mieć znaczenie jeśli możesz nie żyć.

Takie odłożone samobójstwo jest właśnie siłą. Najważniejsze przestać rozwijać ten temat i pozwolić sobie pożyć tak jak chcesz.

Napisz coś więcej...

No nic.. uciekam... miłego dnia - robota goni!
Odpisz
#6
bvb
Odpisz
#7
Może i moje życie jest zagrożone ale sam nie wiem czy to takie straszne, to efekt tego jakie jest moje życie. Nawet dzikie zwierzęta schwytane w niewolę, zaczynają uderzać głową o kraty, żeby wydostać się z sytuacji przez samobójstwo - to też jakaś część instynktu samozachowawczego.
Skierowanie dostałem we wtorek ale na 4tą diagnostykę w tym roku. Od wtorku muszę czekać do 21 grudnia na rozmowę kwalifikacją, a potem wrócę do domu i przez następne tygodnie, będę czekał w kolejce na miejsce na oddziale. Jeżeli diagnozą znowu będzie zaburzenie osobowości, nie będę miał wstępu do centrum zdrowia psychicznego, bo jak powiedział lekarz: w tym województwie nie ma placówki z odpowiednią dla mnie terapią, ewentualnie centrum może mi zaoferować jedynie psychoterapię indywidualną.
Chyba że znają mi chorobę, wtedy będę mógł zamulać się lekami i będę miał wstęp do ośrodka wsparcia. Wcześniej miałem tam wstęp i zacząłem podkochiwać się w jednej z pacjentek ale nawet jej o tym nie powiedziałem... tacy jak ja zawsze mają pod górkę. Teraz jestem odseparowany i od niej i od całej reszty z ośrodka wsparcia i biję się z własnymi myślami.

"..Co się Tobie stanie złego.. przecież i tak to będzie niczym wobec samobójstwa. Jakie to może mieć znaczenie jeśli możesz nie żyć."

będąc martwym nie będę niczego czuł, a bycie żywym to prawie samo cierpienie.
Niestety najbardziej udane sytuacje, takie dla których byłoby warto żyć przeżyłem tylko w wyobraźni - w realu jest tylko zazdroszczenie tym, którzy nie są w takiej sytuacja jak moja. Zaciskanie zębów na widok par trzymających się za ręce. Od dawna nie widzę sensu przedłużać mojego życia, zwłaszcza że w końcu straciłem ostatnią rzecz jaka trzymała mnie przy życiu - nadzieję że kiedyś będzie lepiej. Ostatnie lata pokazały mi, że jest coraz gorzej i gorzej. Jestem pozostawiony z problemem, a czas ucieka. Powinienem pójść na terapię grupową już 10 lat temu, a póki co nie wiem czy mam szanse dostać się na taką terapię w 2011
nie zakwalifikowałem się do ośrodków z odpowiednią terapią - podobno nie jestem jeszcze gotowy
taak, od siedzenia tu w domu gdzie zaburzano moją osobowość, zrobię się gotowy
Nie mam w sobie jakiejś cechy lub nastawienia, które jest wymagane w takich ośrodkach, tyle że właśnie w takich ośrodkach, odpowiednie nastawienie mogłoby się we mnie pojawić, bo tu zaczynam przypominać osobę z depresją.
Właśnie wróciłem do domu. Nie udało mi się dzisiaj dopchać do żadnego psychologa i psychiatry z centrum - mieli dzisiaj full pacjentów
Tylko Pani z rejestracji wie o moim nasileniu myśli samobójczych. Poszedłem jeszcze do centrum pomocy rodzinie, porozmawiać z panią psycholog ale rozchorowała się i chwilowo nie przychodzi do pracy.
Jestem w tym sam.
Odpisz
#8
vnbbnn
Odpisz
#9
Odizolowany napisał(a):"..Co się Tobie stanie złego.. przecież i tak to będzie niczym wobec samobójstwa. Jakie to może mieć znaczenie jeśli możesz nie żyć."

będąc martwym nie będę niczego czuł, a bycie żywym to prawie samo cierpienie.
Ale przecież człowiek to nie tylko samo ciało. Może coś z Ciebie jednak po śmierci zostanie, i to coś będzie jeszcze bardziej dalej cierpiało?
A ja, ja się śmieję.
Ja znam bory, knieje.
Ja znam ostatnie ziemskie łąki,
Nad kwiatami tam brzęczą złote bąki.
W rzece niezatrutej baraszkują pstrągi (...).
Odpisz
#10
Ale co dokladnie musialoby sie stac, zebys polubil zycie? Co dokladnie tak Cie boli w zyciu? Jakie masz marzenie? Moim zdaniem tylko glupek nie boi sie smierci.Musisz byc juz calkowicie zdesperowany, by porwac sie na cos takiego.Skoro masz odwage na zakonczenie swojej egzystencji, to dlaczego nie masz odwagi walczyc o szczescie??? Samobojstwo jest dla glupkow i slabeuszy.A ja widze, ze jestes inteligentnym czlowiekiem i moglbys z powodzeniem oczarowac niejedna dziewczyne....
Odpisz
#11
Tak, jestem zdesperowany
Walczyć o życie jest ciężej, dodatkowo to moje 'życie' jest na tyle nieszczęśliwe, że brakuje też motywacji żeby o nie walczyć
Co dokładnie tak mnie boli w życiu? długo by opowiadać
ogólnie wolałbym zamienić się z kimś z życia, bo naprawianie wszystkiego w swoim życiu wydaje się niemożliwe, ciężko nawet jest dopchać się do gabinetu żeby porozmawiać o problemach. Zbyt długo brakowało mi w życiu czegoś lub kogoś dla kogo mógłbym żyć. Dawno temu zgubiłem sens życia ale nie szkodzi tamten sens życia nie był mój - to była tylko presja zaborczych rodziców, którzy myśleli że lepiej pokierują moim życiem... ja nawet nie jestem sobą i mimo tego, że takie życie zrobiło ze mnie osobę bardzo tolerancyjna, sam nie zaakceptuję siebie takiego jakim jestem, bo nie takim miałem być.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.