- Najbardziej wyniszczajaca mnie osoba
#1
Witam, chcialbym przedstawic glowne (jesli nie jedyne) zrodlo moich problemow spolecznych. To przez niego wyksztalcilem sie w taki, a nie inny sposob. To osoba majaca fundamentalny wplyw na rozwoj czlowieka, z ktora mamy do czynienia przez lwia czesc naszego zycia i powinna byc dla nas pierwszym i najwaznijszym autorytetem.

Jest nim moj ojciec.

W celu zachowania przejrzystosci przedstawie wydarzenia chronologicznie. Najdalej siegam pamiecia w czasy przedszkolne. Jak przez mgle, jednak na tyle, ze pozwalaja uksztaltowac obraz siebie w relacjach z innymi. Bylem wtedy dzieckiem pogodnym, zywym i ciekawym swiata. Nie stronilem od ludzi, wrecz przeciwnie. Z tego co pamietam lubilem bawic sie z innymi.

Czasy podstawowki i gimnazjum byly okresem moich wewnetrznych przemian. Gleboko utkwil mi w pamieci obraz kiedy ojciec wpajal mi do glowy wiedze szkolna przy pomocy agresji i kar fizycznych pasem przez tylek. Jesli na pytanie z zadania odpowiedzialem zle - darl sie, wyzywal i czasami lał pasem. Taki "system nauczania" trwal dobre pare lat i to wydaje mi sie bylo juz punktem przelomowym. Podejzewam, ze w moim mozgu podswiadmowie wyksztalcilo sie przekonanie, ze jak nie jestem czegos w 100% pewny, to nie powinienem nic mowic bo spotka mnie kara. Z biegiem lat objaw sie nasilil.

Na studiach rzecz jasna ojciec juz mi nie pomaga w zadaniach, ale doszly sytuacje z zycia codziennego. Wychodzi on z zalozenia ze, wszystko co powie jest to rzecz swieta i kazdy kto ma obiekcje i podwaza jego zdanie jest debilem co zawsze podkresla. I tu kolejny zgrzyt. Koniecznisc ciaglego przytakiwania we wszystkich nawet blachych sprawach ksztalci brak asertywnosci . Czasami przyjezdza do nas brat z zona lub rodzina z ciotkami i kuzynostwem, a temu z d*py zdarzy sie wyjechac z osmieszeniem przy wszystkich: "on to ciagle siedzi w domu", czy "tyle lat, a ciagle nie ma dziewczyny". No i co ja moja zrobic w takich sytuacjach. Glowa w dol i nerwowy usmiech..
Czasami, gdy uda mi sie mu przeciwstawic i rzedstawic swoja opinie, konczy sie to na najgorszych wyzwiskach z jego strony (ty skur., szmato, pasozycie pier.). Zawsze moj bunt tlumiony jest w zarodku i ostatecznie ZAWSZE racja musi byc po jego stronie. Przez to zatracam umiejetnosc postawienia sie nawet, gdy ktos mi powie ze czarne jest biale bo mam w glowie pojawiaja sie owe okreslenia na moj temat gdy sie sprzeciwiam, co slysze bardzo czesto w ostatnim czasie z ust ojca.

Co najwazniejsze nie pochodze z patologicznej, biednej rodziny. Niby funkcjonuja w rodzinie jakies wzorce. Zarowno mama jak i on pracuja i zarabiaja calkiem niezle. Materialnie niczego nie brakuje i zawsze nawet jakas nadwyzka. Na pierwszy rzut oka normalna rodzina.

Co ciekawe, ojciec zlego slowa nie powie na kogos spoza najblizszej rodziny. Potulny jak baranek... Twierdzi, ze inni go nie interesuja i chce dobrze tylko dla nas... Ale jest zupelnie odwrotnie.

Moglbym wymieniac jeszcze wiele sytuacji jego autorstwa tylko zakorzenijacych mnie coraz glebiej w fobii, ale to spisalem na szybko. Jedynym rozwiazaniem wydaje sie czym predzej wyprowadzenie sie od mamy i tego swira bo juz jestem na skraju wyczerpania nerwowego i tylko czekac az wulkan kumulowany przez lata eksploduje...
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis WeLoveThisGame:
  • Szary
Odpisz
#2
WeLoveThisGame napisał(a):Na studiach rzecz jasna ojciec juz mi nie pomaga w zadaniach
"pomaga", "zadaniach"
WeLoveThisGame napisał(a):Czasami przyjezdza do nas brat z zona lub rodzina z ciotkami i kuzynostwem, a temu z d*py zdarzy sie wyjechac z osmieszeniem przy wszystkich: "on to ciagle siedzi w domu", czy "tyle lat, a ciagle nie ma dziewczyny". No i co ja moja zrobic w takich sytuacjach. Glowa w dol i nerwowy usmiech..
A co na to inni członkowie rodziny? Co na to mama?
WeLoveThisGame napisał(a):Czasami, gdy uda mi sie mu przeciwstawic i przedstawic swoja opinie, konczy sie to na najgorszych wyzwiskach z jego strony (ty skur., szmato, pasozycie pier.).
Jak wyżej.
WeLoveThisGame napisał(a):Niby funkcjonuja w rodzinie jakies wzorce.
No właśnie widać.
WeLoveThisGame napisał(a):Co ciekawe, ojciec zlego slowa nie powie na kogos spoza najblizszej rodziny. Potulny jak baranek...
Może jest skończonym tchórzem i znalazł sobie ofiarę?
WeLoveThisGame napisał(a):Twierdzi, ze inni go nie interesuja i chce dobrze tylko dla nas...
Buhaha... Co za ku*as.

Ogólnie to zaje*ał*ym sku**ielowi.
A mam pytanie, czy jak coś, to byłbyś w stanie go pokonać fizycznie?
Odpisz
#3
to u mnie podobnie, też ojciec zawsze po mnie jeździł, również przy innych ludziach, a rodzina nie patologiczna, ale fakt faktem zawsze ze mnie straszna łamaga była i nie wzięło się to z powietrza
Odpisz
#4
x
Odpisz
#5
lll
Odpisz
#6
Najbardziej mnie przeraża, że można kogoś krzywdzić, zdradzać, whatever... You know what I mean... A potem jak ktoś się po x latach wkurzy i włoży nóż w serce, to wtedy ofiara idzie do kicia. A to, że kat sobie sam zapracował na taką śmierć, to już nieważne...
Odpisz
#7
ja tam do ojca aż takiego żalu nie mam, bo już chyba urodziłem się taki zjebany a ojciec tylko dobił hehe
Odpisz
#8
bulletskater napisał(a):A może byś tak po prostu dał mu przeczytać Twoje tematy z tego forum, a w szczególności ten tak na początek.
To nic nie wskóra. Nic. Taki człowiek jest święcie przekonany o tym, że jest całkowicie w porządku i nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie ma to jak wychować dziecko bez miłości, a potem robić taaaaaaaaaaaaakie oczy, że jest ono takie jakie jest.
Odpisz
#9
Zgadzam się z psyche, najlepszym wyjściem będzie Twoja wyprowadzka. Jakiekolwiek inne rady nie mają sensu, masz ojca egocentryka z olbrzymimi ukrytymi kompleksami, które przekłada na Ciebie i będzie to robił dopóki jesteś pod ręką, bo nie jesteś i nie będziesz dokładnie taki jaki on by chciał. Bardzo powszechna i skuteczna metoda produkcji fobików.
Odpisz
#10
Czy my nie mamy tego samego ojca?

Wszystko tak samo. Wykształcona przez relacje z ojcem nieumiejętność wyrażania swojej opinii (bo za nią zawsze jest kara i wyzwiska), przedstawienie FAKTU niezgodnego z jego "chłopskim rozumem" kończy się krzykami. Dzięki latom takiego "treningu" moja pewność siebie i asertywność są na poziomie zerowym, nie wypowiem się na żaden temat w nieznanym towarzystwie, boże broń na tzw. temat kontrowersyjny. Jestem wytresowana do siedzenia cichutko przy stole, jak małe dziecko, które nie ma prawa do opinii. A jestem dorosłą osobą. Co najlepsze, dochrapałam się naprawdę niezłego wykształcenia i w większości kwestii jestem o wiele bardziej kompetentna niż ojciec. A jednak, gdy on wygłasza swoje złote myśli bez związku z rzeczywistością, siedzę cicho i zagryzam zęby. Nie mam ochoty już z nim walczyć - mój bunt został skutecznie złamany w okresie dojrzewania - chciałabym tylko nie przenosić tych mechanizmów na kontakty z innymi ludźmi, zwłaszcza autorytetami, nie chcę mieć tylko dwóch trybów: potakiwania lub milczenia. A tak jest. Smutne, że ci, którzy mieli nas ukształtować na ludzi, zrobili z nas marionetki.

WeLoveThisGame napisał(a):Witam, chcialbym przedstawic glowne (jesli nie jedyne) zrodlo moich problemow spolecznych. To przez niego wyksztalcilem sie w taki, a nie inny sposob. To osoba majaca fundamentalny wplyw na rozwoj czlowieka, z ktora mamy do czynienia przez lwia czesc naszego zycia i powinna byc dla nas pierwszym i najwaznijszym autorytetem.

Jest nim moj ojciec.

W celu zachowania przejrzystosci przedstawie wydarzenia chronologicznie. Najdalej siegam pamiecia w czasy przedszkolne. Jak przez mgle, jednak na tyle, ze pozwalaja uksztaltowac obraz siebie w relacjach z innymi. Bylem wtedy dzieckiem pogodnym, zywym i ciekawym swiata. Nie stronilem od ludzi, wrecz przeciwnie. Z tego co pamietam lubilem bawic sie z innymi.

Czasy podstawowki i gimnazjum byly okresem moich wewnetrznych przemian. Gleboko utkwil mi w pamieci obraz kiedy ojciec wpajal mi do glowy wiedze szkolna przy pomocy agresji i kar fizycznych pasem przez tylek. Jesli na pytanie z zadania odpowiedzialem zle - darl sie, wyzywal i czasami lał pasem. Taki "system nauczania" trwal dobre pare lat i to wydaje mi sie bylo juz punktem przelomowym. Podejzewam, ze w moim mozgu podswiadmowie wyksztalcilo sie przekonanie, ze jak nie jestem czegos w 100% pewny, to nie powinienem nic mowic bo spotka mnie kara. Z biegiem lat objaw sie nasilil.

Na studiach rzecz jasna ojciec juz mi nie pomaga w zadaniach, ale doszly sytuacje z zycia codziennego. Wychodzi on z zalozenia ze, wszystko co powie jest to rzecz swieta i kazdy kto ma obiekcje i podwaza jego zdanie jest debilem co zawsze podkresla. I tu kolejny zgrzyt. Koniecznisc ciaglego przytakiwania we wszystkich nawet blachych sprawach ksztalci brak asertywnosci . Czasami przyjezdza do nas brat z zona lub rodzina z ciotkami i kuzynostwem, a temu z d*py zdarzy sie wyjechac z osmieszeniem przy wszystkich: "on to ciagle siedzi w domu", czy "tyle lat, a ciagle nie ma dziewczyny". No i co ja moja zrobic w takich sytuacjach. Glowa w dol i nerwowy usmiech..
Czasami, gdy uda mi sie mu przeciwstawic i rzedstawic swoja opinie, konczy sie to na najgorszych wyzwiskach z jego strony (ty skur., szmato, pasozycie pier.). Zawsze moj bunt tlumiony jest w zarodku i ostatecznie ZAWSZE racja musi byc po jego stronie. Przez to zatracam umiejetnosc postawienia sie nawet, gdy ktos mi powie ze czarne jest biale bo mam w glowie pojawiaja sie owe okreslenia na moj temat gdy sie sprzeciwiam, co slysze bardzo czesto w ostatnim czasie z ust ojca.

Co najwazniejsze nie pochodze z patologicznej, biednej rodziny. Niby funkcjonuja w rodzinie jakies wzorce. Zarowno mama jak i on pracuja i zarabiaja calkiem niezle. Materialnie niczego nie brakuje i zawsze nawet jakas nadwyzka. Na pierwszy rzut oka normalna rodzina.

Co ciekawe, ojciec zlego slowa nie powie na kogos spoza najblizszej rodziny. Potulny jak baranek... Twierdzi, ze inni go nie interesuja i chce dobrze tylko dla nas... Ale jest zupelnie odwrotnie.

Moglbym wymieniac jeszcze wiele sytuacji jego autorstwa tylko zakorzenijacych mnie coraz glebiej w fobii, ale to spisalem na szybko. Jedynym rozwiazaniem wydaje sie czym predzej wyprowadzenie sie od mamy i tego swira bo juz jestem na skraju wyczerpania nerwowego i tylko czekac az wulkan kumulowany przez lata eksploduje...
Odpisz
#11
Nie dajcie się. Wiem, że łatwo napisać, ale - nie dajcie się. Zróbcie kiedyś cyrk przy ludziach   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#12
kochany tatus, skad ja to znam...

moj nigdy mnie nie bil, ale stosowal terror psychiczny. najwazniejsza byla oczywiscie szkola. zawsze sprawdzal czy mam odrobione zadania i czy jestem przygotowany do lekcji. zamykal sie wtedy ze mna w pokoju i zaczynal saczyc piane z ust... doslownie. jego ulubionym przedmiotem byla matematyka. nawet jak wszystko mialem zrobione to kazal mi robic zadania z 'gwiazdka' z konca ksiazki. orlem nie bylem, wiec przychodzil sprawdzac i wsciekal sie, ze nie potrafie zrobic. 'tuman' to jego ulubione wyzwisko, ale padalo tez 'debil', 'skonczyny balwan', lubial mawiac tez, ze nie zasluguje na nazwisko, ktore nosze. raz nie mogl rozgryzc takiego zadania z matmy, poszedl wtedy do siebie, by po dwoch godzinach oznajmic, ze uporal sie z tym zadaniem i teraz mi 'przetlumaczy'. bylem wtedy w podstawowce, a on przyniosl swoja ksiazke z polibudy i zaczal zamieniac jakies tam jednostki z zadania na kalorie twierdzac, ze tak bedzie prosciej. nic oczywiscie nie zrozumialem, wiec darl morde do 23 i kazal mi na nastepny dzien na matematyce rozwiazac to zadanie. uwierzcie mi, ze nauczycielka nie wiedziala o co chodzi, ale wynik sie zgadzal. przy kazdej jego 'pomocy naukowej' ryczalem oczywiscie jak dziewczynka. znikad pomocy.

nie bylo mowy o wyjsciu 'na dwor'. troche w wakacje. swieta, ferie, czy inne dni wolne od szkoly uczylem sie tematow z podrecznikow, ktorych jeszcze nie przerabialismy w szkole.

nie lubial tez jak robie mu wstyd wsrod obcych czy znajomych. bylem bardzo niesmialym dzieckiem, wiec w jaki sposob moglem robic wstyd ojcu? przez swoje wycofanie. na imprezie z jego pracy bylismy cala rodzina, na koniec dzieciaki strzelaly z pistoletu na race przy wszystkich zgromadzonych. jak przyszla kolej na mnie to oczywiscie zrobilem sie czerwony jak burak i krecilem tylko glowa, ze nie strzele. w domu tatus nie omieszkal mnie zrugac, ze ze mnie taka mameja - 'baba, nie chlop'

wsciekal sie o wszystko. uczyl mnie jezdzic na rowerze - piana z ust. samochodem - piana. zle zrobilem zdjecie - piana. zle umylem zeby - piana. machalem nogami w kosciele - piana. nie umialem podlaczyc skanera do kompa - piana, dlugo by wymieniac

a z zewnatrz tatko nie dawal nic po sobie poznac. wsrod kolegow, sasiadow czy rodziny uchodzil za bardzo spokojnego i zrownowazonego faceta

uwolnilem sie od niego jak mialem 17 lat. zginal w wypadku. wedle zasady o zmarlym trzeba mowic dobrze albo wcale uwazalem go za dobrego czlowieka. wszyscy zreszta wokol mowili jaki wspanialy on byl. dopiero jak mialem 27 lat zrozumialem, ze jest inaczej. wted tez stwierdzilem, ze moja niesmialosc to cos wiecej. dlugo mi zajelo, wiem, ale alkohol pozwalal sadzic, ze wszystko jest w normie. przerwane studia, jedne, drugie i nawet trzecie. rok doswiadczenia w pracy, malo znajomych, zadnej dziewczyny, zero umiejetnosci spolecznych, brak perspektyw.

ja za wszystko winie tatuska. szkoda, ze nie zyje bo teraz to bym sobie z nim pogadal. jedeyna osoba, ktorej szczerze nienawidze
Odpisz
#13
A mój dziś wypomniał mi jak to finansował moje korepetycje z matematyki, które miały 20 lat temu miejsce. Wypomina mi to co jakiś czas. Tym samym był przecież dobry, bo dawał na naukę.
Odpisz
#14
nori_nediam napisał(a):nie bylo mowy o wyjsciu 'na dwor'. troche w wakacje. swieta, ferie, czy inne dni wolne od szkoly uczylem sie tematow z podrecznikow, ktorych jeszcze nie przerabialismy w szkole.
heh to u mnie odwrotnie, ojciec wolał żebym jak normalny dzieciak śmigał na dworze a nie siedział przed TV, ja wolałem drugie   :Stan - Uśmiecha się: ale fakt wiecznie po mnie jeżdżąc tylko pogorszył sprawę
do nauki mnie nie gnał bo raczej uważa, ze liczy się "spryt życiowy" itp.   :Stan - Uśmiecha się: i to pewnie go najbardziej wkurzało że taki nieudacznik i ciota ze mnie zamiast rasowy samiec alfa
Odpisz
#15
Heh, to chyba jest trochę tak, że jest gros ludzi, którzy są bardzo mocno przekonani o swojej zajebistości i nieomylności. Niestety w parze z tymi przekonaniami nie idą umiejętności, więc świat ma gdzieś ich urojone przekonania na temat własnej osoby i żyją na jego marginesie. To powoduje u nich frustrację i nienawiść do świata i przekłada się na złe traktowanie dzieci, współpracowników, sąsiadów oraz pani za kasą. Źle jak taki zakomplesiony dupek jest Twoim przełożonym, ale jeśli jest rodzicem no to dramat gotowy.
Odpisz
#16
nori_nediam napisał(a):szkoda, ze nie zyje bo teraz to bym sobie z nim pogadal.
I co by to zmieniło?
Odpisz
#17
U mnie ojciec również miał duży wpływ na powstanie fobii. Zawsze gdy coś robiliśmy pokazywał wszystko jak małemu dziecku, jak kręcić, w którą stronę ustawić, no nie dawał żadnej szansy na rozwój samodzielnego myślenia - było się narzędziem, a nie myślącym człowiekiem. Kiedyś był bardzo nerwowy, od razu się denerwował, niecierpliwił, bardzo często darł ryja o jakieś głupoty, drobne rzeczy. Przez to szybko zaczynałem się denerwować, ruchy były niepewne i niektóre rzeczy nie wychodziły, przez co nie uważał mnie za zbyt uzdolnionego manualnie. Efektem tego wszystkiego było niezdecydowanie, brak samodzielności i łamagowatość. O ile to ostatnie całkowicie mi minęło (nigdy nie byłem łamagą, wręcz mam spore zdolności, po prostu w takich warunkach każdy by robił błąd za błędem), to brak samodzielności oraz niezdecydowanie wciąż dają o sobie znać. Ciągle w wielu sprawach szukam poparcia w drugiej osobie, jakby moje zdanie samego mnie nie przekonywało. Następstwem tego jest również małomówność - zazwyczaj, w obawie przed błędem, mówię coś dopiero, gdy jestem tego pewien w 100%, a taka sytuacja nie występuje zbyt często ze względu na niską samodzielność i niezdecydowanie. Poza tym odziedziczyłem nerwowość - szybko tracę nerwy, ale staram się nad tym panować, raczej z dobrym skutkiem.
Muszę przyznać, że wujek z niego jest idealny (z moimi kuzynami jakoś potrafił rozmawiać) ale jako ojciec kompletnie się nie sprawdził. Pomimo tego, że nie wyzywał, nie obrażał personalnie, to i tak atmosfera była chora. Ogólnie bywały momenty, gdy zachowywał się jak normalny ojciec, gdyby było tak zawsze, to być może nie miałbym się nawet do czego przyczepić.
Na takie skrzywione relacje z rodzicem są dwa rozwiązania - albo postawić się albo, w razie trudności z pierwszym, wyprowadzić się. Na pewno pomaga przynajmniej częściowa zmiana środowiska. Jak sytuacja jest nie do wytrzymania, to nie ma co gnić w domu wariatów. U mnie w ostatnich kilku latach uspokoiło się, w dużej części dzięki stawianiu się, trochę poprzez starzenie się ojca. Jego wpływ na mnie zmalał prawie do zera, a jak zdarzy się, że coś mu nie pasuje, to jest przekrzykiwany. Nadal nie potrafię z nim normalnie rozmawiać, często nawet nie chcę, bo od razu mnie denerwuje (coś jak alergia), ale ostatnio staram się to zmienić, gdyż i tak do niczego dobrego to nie prowadzi.
Obecnie staram się walczyć z całym tym "dziedzictwem" - stopniowo usamodzielniam się, coraz lepiej idzie mi wyrażanie własnego zdania, bardziej panuję nad nerwami, itd.
Odpisz
#18
Dobry film, trochę w temacie   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

http://www.filmweb.pl/film/Siostry-2014-648235

Swoją drogą, pierwszy raz spotykam się z takim motywem w filmie.
Odpisz
#19
No niestety ,ale to właśnie rodzice najskuteczniej potrafią podcinać skrzydła,Moja matka wraz z ojcem zawsze mnie kryrtykowała za oceny w szkole że oni to jechali na samych piątkach a ja z takimi to nadaje się tylko do zawodówki, zawsze liczyły się tylko wyniki w nauce nic innego,tłumaczenie mi matematyki przez mojego ojca wyglądało identycznie jak pisze Nori Nediam,poszłam na studia techniczne które mnie wogóle nie interesowały tylko dlatego że wmawiali mi że po innych to nikim nie będę i się do nich nie nadaję. Do 18 roku życia dostawałam pasem ,komedia po prostu Najlepsze jest to że nawet teraz w wieku 24 lat jak coś np.rozleję przy nich to gdy coś tam zaczynają gadać jaką to niezdarą jestem to automatycznie uchylam się od ciosu,niestety do tej pory z nimi mieszkam.Może już teraz jest trochę lepiej bo widzą że jestem "bardziej dorosła",ale i tak uważam że to dla mnie toksyczne. I najgorzej że wiem że nie robili tego w pełni świadomie swoich skutków i że mimo wszystko nie są aż tak złymi ludźmi to mam do nich ogromny żal i wielką złość.
Odpisz
#20
Eliosee, bardzo ci współczuję. To jakbym czytała o sobie i mojej matce (może oprócz tego pasa - u mnie bicie skończyło się z końcem podstawówki. Supermocą mojej matki było wmawianie winy i wstydu). Też miała w zwyczaju chwalić się, że zawsze była "najlepsza" we "wszystkim", wszyscy ją niby uwielbiają, a ona kocha być w centrum uwagi. Wybuchowa, nieprzewidywalna, bardziej zależy jej na opinii obcych niż na uczuciach dzieci. Zero konsekwencji w postępowaniu; wartości i zachowanie zmieniają się jak chorągiewka na wietrze, zależnie od tego, komu chce się przypodobać. I późniejsze kłamstwa w żywe oczy, zaprzeczanie, że coś zrobiła/powiedziała. To robi siekę z mózgu. Jest jedna rada - uciekać (dosłownie - zerwać/ograniczyć do minimum kontakt) i przeboleć, że się rodzica nie miało. Wstać, otrzepać się z brudu i iść dalej. Ja dopiero powoli wstaję.
Odpisz
#21
Podobnie here. Ojca poznałem jakoś na przełomie zerówki i pierwszej klasy, dotychczasowo mieszkając z dziadkiem i babcią. Pierwszy raz zamieszkałem z rodzicami jakoś w drugiej trzeciej podstawówce, później około piątej znowu na tym samym mieszkaniu i na stałe od połowy szóstej w innej lokalizacji.
Okres gimnazjalny to była jedna wielka awantura z przerwami. Ojciec do mnie z gównopowodów startował typu "jak trzymasz ten talerz", czy szykował obiad (nie lubiłem sałatek, surówek- u babci jeżeli na obiad były ziemniaki z kotletem to ewentualnie mizeria/buraki) z najobrzydliwszymi surówkami jakie można przyrządzić/kupić i jedz to na siłę z odruchem wymiotnym, bo przecież zdrowe. Pasa rzadko używał, raczej otwarta i klapsy na dupe, rzadziej na dziąsło. Co robiła matka jeżeli była w domu? Ot próbowała stawać między nami, co nigdy nie skutkowało. Dymy na linii ojciec-matka równie częste jak te ojciec-syn. Największa afera była, kiedy matka z nożem kuchennym piszczała w rogu kuchni (nadmienię, że w takim bloku w jakim mieszkam z pokoju słyszę kichnięcie sąsiada), a ojciec na nią charkał xD Oczywiście matka po takich awanturach przylatywała do mnie "jesteś najważniejszy, nie pozwolę cię skrzywdzić" i takie czcze gadanie. Gdy pokłóciłem się z matką to bez oporów prowokacyjnie mówiła do mnie, ale do ojca "no debil, no".
Chyba jedynym klejem ich związku były alimenty, zwłaszcza że ojciec jedne już płacił.
Po gimnazjum się poluźniło, kłótnie było rzadsze. Dochodziło do przegranych przepychanek. Jakoś przed wakacjami pierwszej klasy wpadłem na najlepszego koleżkę z młodych lat (kiedy jeszcze zabawa jakoś mi wychodziła). Spytał czy idziemy pomyśleć coś na wolno (super, będę miał jak spędzić czas) i tak zacząłem palić trawę. Nie musiałem dalej jak po gimnazjum wracać po szkole do domu z zakazem wychodzenia. Zaczął się o to burzyć i doszło do kłótni "zaraz ci połamie kręgosłup", ubrałem się wychodzę, ojciec z kuchni krzyczy -nie trzaskaj. Bum, trzasnęło. Wybiega menel z pięściami za mną na klatkę, dostał kopa, matka piłuje gardło. Niedługo potem jednorazowo wziąłem fete (po trawie już dostawałem ciężkiej głowy, a same początki były dobre) i wtedy znalazłem się w najlepszym stanie w życiu, siedzieliśmy na kanapie w kilka osób noga w nogę, ręka w ręka i absolutnie mnie to nie irytowało- zawsze w takich sytuacjach byłem sztywny, było to widać szczególnie po nawet delikatnym szturchnięciu. Po powrocie do domu zaczęła się bitwa z ojcem, zniszczyliśmy szybę w meblu, po czym zaczął mi męczyć ucho. Wtedy chyba zdał sobie sprawę, że to nie chucherko, które od razu odpuszcza i już warunki fizyczne nie były gwarantem przewagi. To było dwa lata temu. Ciągle razem mieszkamy, a z ojcem nie gadam jakoś pół roku. Teraz mogę mu się postawić, ale nie wiem czy byłbym zdolny do odmowy komuś obcemu np. w pracy, a kurator cały czas nagania temat o psychologu D:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis gzzz:
  • mardybum
Odpisz
#22
Wiem, że łatwo napisać, ale jedyne rozwiązanie dla was ludzie to wyprowadzka z chaty i to jak najszybciej. Szkoda życia i nerwów. Ja bym za wszelką cenę dążył do jak najszybszej wyprowadzki, mieszkanie z rodzicami nigdy nie kończy się dobrze. Ja mam fajnych rodziców, a mimo to pod koniec mojego mieszkania z nimi coraz więcej zgrzytów było. Zaraz po wyprowadzce relacje się poprawiły. Także polecam nawet za cenę wegetacji finansowej, decyzja o wyprowadzce i zamieszkanie samemu to często kamień milowy, jedna z ważniejszych decyzji ku zadowoleniu z życia czy założeniu rodziny.
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis Boomshaka:
  • WeLoveThisGame, Divine, mardybum
Odpisz
#23
(20 Sty 2018, Sob 9:33)Boomshaka napisał(a): Wiem, że łatwo napisać, ale jedyne rozwiązanie dla was ludzie to wyprowadzka z chaty i to jak najszybciej. Szkoda życia i nerwów. Ja bym za wszelką cenę dążył do jak najszybszej wyprowadzki, mieszkanie z rodzicami nigdy nie kończy się dobrze. Ja mam fajnych rodziców, a mimo to pod koniec mojego mieszkania z nimi coraz więcej zgrzytów było. Zaraz po wyprowadzce relacje się poprawiły. Także polecam nawet za cenę wegetacji finansowej, decyzja o wyprowadzce i zamieszkanie samemu to często kamień milowy, jedna z ważniejszych decyzji ku zadowoleniu z życia czy założeniu rodziny.

Popieram!!
Odpisz
#24
Najbardziej wyniszczajaca mnie osoba - ojciec, ile bym nie raz dała, żeby go nie było. Przemoc fizyczna raczej się nie zdarzyła, ale psychicznie to nieustanna walka o dzień bez kłótni, z zaznaczeniem, że przecież to nigdy Jego wina.

Niesamowite jest jak jedna osoba potrafi ustawić sobie kilka osób tak, aby zawsze przytakiwały, zawsze się na wszystko zgadzały. Jak jedna osoba potrafi sama swoją obecnością, nawet się nie odzywając wprowadzić atmosferę napięcia i stresu. Nie chce mi się rozpisywać na temat relacji z ojcem bo pisałam już w innym wątku, podsumuje tylko, że jeżeli będąc nastolatką prosiłam w myślach, żeby zdechł to niech to wystarczy na określenie moich relacji z nim. Z pełną świadomością mogę stwierdzić, że przyczynił się do większości moich problemów, resztę dopełniłam sama swoją beznadziejną osobą.

***

Cytat:Wiem, że łatwo napisać, ale jedyne rozwiązanie dla was ludzie to wyprowadzka z chaty i to jak najszybciej.

Bardzo łatwo napisać.

Z rodzicami spędza się pierwsze najważniejsze lata życia, i mieszkanie pod dachem np. z ojcem tyranem przez te minimum 16 lat potrafi zabić w człowieku wszystko, Ty piszesz o fajnych rodzicach, czyli nie wiesz jak to jest jak za ścianą masz dzień w dzień osobę która zrobi ci awanturę o to, że głośniej talerz odłożysz na blat. Ciężko myśleć wtedy o tym, że da się coś zmienić.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Dziwna:
  • Szary
Odpisz
#25
U mnie obecnie - żadna, dzieło zostało dokonane i "program zakończony", w przeszłości - psycholog powiedziałby, że był to ojciec, tak naprawdę matka - bardzo sprytnie, pokapowałem się dopiero po 20-stce
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Najbliższy kuzyn nie zaprosił mnie na wesele Strachliwy 17 1 138 25 Lis 2018, Nie 20:30
Ostatni post: Strachliwy
  Praca  mąż mnie nie rozumie agnesita31 23 1 898 07 Sie 2018, Wto 16:18
Ostatni post: nika32
  Ojciec mnie wykańcza kassia96 9 2 365 24 Maj 2014, Sob 22:40
Ostatni post: Niered


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.