- Nerwica, fobia, występ...
#1
Witajcie. Z góry przepraszam jeżeli pomyliłem działy, ale nie za bardzo wiedziałem gdzie pisać.
Tak więc zacznę od tego, że od ok. 1,5 roku bardzo mocno i uciążliwie trapi mnie natręctwo takie jak przełykanie śliny. Chodzi o sam odruch, muszę to robić co kilka-kilkanaście sekund. Czasem gdy dopadnie mnie to w środku zdania wykonuje taki "gul!" co powoduje, że jest mi okropnie głupio i wstyd. Na początku problem ten pojawiał się sporadycznie, od czasu do czasu, ale w końcu doszło do tego, że nawet jak jestem sam w pokoju to nie potrafię tego opanować. Gdziekolwiek nie jestem mam ten problem. W szkole, w domu, na ulicy, w kościele, nawet jak napiję się dużo alkoholu to myślę sobie że skoro wypiłem to powinno być mi lepiej i powinienem się wyluzować a jednak tak nie jest. Kiedy próbowałem o tym czytać w internecie to może się nawet pogarszało, ale z drugiej strony mam dość tej bezczynności, chcę normalnie żyć. Dlatego piszę właśnie tutaj.
W każdym bądź razie natręctwo pojawia się ze zwielokrotnioną siłę przy sytuacjach stresowym, a mam tu na mysli wystąpienia publiczne, (właśnie tak narodziła się ta fobia społeczna) odpytywanie ustne, każda sytuacja, w której występowałem jako główny "bohater". Prawdę mówiąc za większością razy się kompromitowałem. Tak czy inaczej unikam tego jak ognia.
Przyznam jednak, że nie mam ogromnych problemów z kontaktami międzyludzkimi. Nie jest źle, ale dobrze wcale. Chodzę do technikum, gdzie mam w klasie samych chłopaków. W sumie jestem dość lubiany, mam jakieś tam poczucie humoru, lubię się wypowiadać w dobrze znajomym mi, małym gronie. Często mam też tak, że zazdroszczę innym chłopakom powodzenia u dziewczyn, patrzę na fejsie, a tam tyle lajków, tyle fajnych komentarzy. A ja? Szkoda gadać, wiem, że to bezsensowne myślenie ale inaczej nie potrafię.

No dobrze, przejdźmy do sedna. Kilka dni temu okazało sie, że moja klasa ma brać udział w jakimś przedstawieniu. Na domiar złego dostałem jedną z głównych ról i nie mogę się z tego wykręcić. Pani powiedziała, że ja jako jedyny mam zakaz zamieniania się rolami bo pasuję według niej do tej roli. To ci dopiero paradoks. Mam tam kilka kwiestii po kilka zdań (chociaż dla nas to jest pewnie kilka zdań). Mamy to przedstawiać za jakieś dwa tygodnie, a ja od razu wpadłem w panikę. Zacząłem sobie wyobrażać tą sytuację, jak stoję na tej scenie i jak śmieją się ze mnie ci kolesie, którym tak zazdroszczę życia. Że jak to zobaczą to zaczną sobie jeden drugiemu opowiadać i każdy będzie mnie wytykał palcami na ulicy. Że ten mój odruch przełykania będzie widoczny dla każdego i że będę to musiał robić co chwilę tak, aby w ogóle cokolwiek powiedzieć. Boże... tak się tego boję. Naprawdę nie wiem co mam robić. Od razu przyszedł mi do głowy tak desperacki plan, żeby przelać troche wódy z barku do butelki i sobie chlapnąć przed tym wszystkim, ale to droga do nikąd.
W jaki sposób mogę zmniejszyć ten stres? Czy mogę kupić jakiś środek, który mnie otumani? Cokolwiek co sprzedadzą niepełnoletniemu człowiekowi bez recepty. Macie dla mnie jakieś rady? Aha, no i jeśli ktoś przeczytał to gratuluję cierpliwości    :Uśmiecha się:
Odpisz
#2
Cześć, za dużo o tym przełykaniu myślisz, ciekawe jak to się zaczęło, że zacząłeś zwracać tak na to uwagę. Powiedz też co się dzieje np. gdy się zasiedzisz przed komputerem i robisz lub czytasz coś co Cię bardzo wciągneło. Wtedy też nie potrafisz o tym zapomnieć? Takie coś jak przełykanie śliny to czynność podświadoma, lecz Ty o tym cały czas myślisz i tak się niestety nakręcasz...
A co do przedstawienia, to hmm. mikrofon być może wyłapie te przerwy oraz takie "gul" i w razie najgorszego scenariusza, tzn. kiedy kolesie na sali to obczają i zaczną się podsmiechiwać, możesz sie nakręcić na tym punkcie jeszcze bardziej :? Lecz może nie być też tak strasznie i to co dla Ciebie jest widoczne, może nie być dla innych.
Ale to tylko opinia fobika, może wypowie się jeszcze w tym temacie ktoś normalniejszy  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Odpisz
#3
Jak się tak w coś wciągnę, czy gram na kompie, cokolwiek co sprawia mi przyjemność to problem może i czasem występuje, (choć w małym stopniu) ale nie przeszkadza mi. Poza tym jak przypominam sobie o tym, że zapomniałem i już zaczynam się cieszyć to automatycznie sobie przypominam, że jednak muszę to robić i w koło macieju tak samo. Nie wiem, może to genetyka. Pamiętam, że kilka lat temu mój brat miał taki sam problem, poszedł z tym do rodziców, ale nie znalazł zrozumienia. On jest taki bardzo skryty i rodzice mówili mu, że to przez to, że nie spotyka się z ludźmi i takie tam. U mnie ten problem wtedy występował naprawdę bardzo rzadko i nie przeszkadzał mi, nawet przy publicznych wystąpieniach. A teraz doszło do tego, że na przykład pierwszym skojarzeniem z ustną maturą jest wyobrażenie sobie sceny w której się kompromituję.
Uzupełniając na tej widowni będzie kilkaset ludzi. Niestety mam dość długą szyję (przynajmniej tak uważam) i myślę, że to widać. Z drugiej strony nikt mi na to nigdy nie zwrócił uwagi. Tylko pytali czemu się tak stresuję. A najbardziej nie lubię jak ktoś mi mówi, żebym się przestał stresować bo wtedy to już mam max poziom stresu. :?
Ehh, podobno żaden człowiek nie jest do końca normalny. Aha, i jeszcze przypomniało mi się, że od małego mam takie coś, że np. muszę 3 (bądź inna liczba, ale nieparzysta) razy pstryknąć światło, staram się nie nadepnąć na kostki brukowe. sprawdzam z 10 razy czy woda jest w kranie zakręcona.
Odpisz
#4
Cichy napisał(a):Aha, i jeszcze przypomniało mi się, że od małego mam takie coś, że np. muszę 3 (bądź inna liczba, ale nieparzysta) razy pstryknąć światło, staram się nie nadepnąć na kostki brukowe. sprawdzam z 10 razy czy woda jest w kranie zakręcona.
Haha, też podobnie miałem!   :Uśmiecha się 2: Przed spaniem po kilka razy sprawdzałem czy drzwi wejściowe są zamknięte, hehe wszystkie szafki w pokoju musiałem mieć domknięte    :Wystawia język: Lecz w końcu doszedłem do wniosku, że jeśli dalej tak będę robił to w kaftaniku skończę   :Śmieje się radośnie: Więc się wk*rwiłem i mimo własnej woli przestałem na to zwracać uwagę, choć było ciężko na początku, ale już jest ok.Od ponad 3 lat mam w dup*e to wszystko i nie wiem jak kiedyś mogłem na to aż tak zwracać uwagę    :Zaskoczony: Żeby tak kiedyś się i z FS stało  :Stare - Przewraca oczami 2:
Odpisz
#5
Przedstawienia są po to żeby się trochę powygłupiać.. Jak uda się kogoś rozśmieszyć to super    :Śmieje się:
Odpisz
#6
mysle ze myslenie o tym znacznie pogarsza sytuacje, nie sadzisz?
Jeśli szukasz psychologa w Warszawie to polecam: www.psychoterapia-romaniuk.com
Odpisz
#7
Cześć, chciałem tylko powiedzieć, że jestem już po tym występie i uff, nie było tak źle.    :Uśmiecha się:
Można powiedzieć, że było naprawdę dobrze. Mimo, że stres był przeogromny to mam świadomość, że zrobiłem coś bardzo ważnego!   :Uśmiecha się 2:
W sumie objawy jeszcze występują, ale w jedyną osobą, która cokolwiek może zmienić w moim życiu jestem ja. Pamiętajcie, człowiek może wszystko, a nastawienie do każdego dnia kształtuje naszą postawę na przyszłość.
Pozdrawiam wszystkich!   :Śmieje się radośnie:
Odpisz
#8
Tak trzymać..    :Uśmiecha się:
Odpisz
#9
I ... mimo wszystko, nawet jako Zas ci to napiszę - iść do psychiatry. Po cukierki. Albo do szajbologa na terapię. Bo jeżeli nie wymyśliłeś sobie na poczekaniu, "że od małego mam takie coś, że np. muszę 3 (bądź inna liczba, ale nieparzysta) razy pstryknąć światło, staram się nie nadepnąć na kostki brukowe. sprawdzam z 10 razy czy woda jest w kranie zakręcona" to są to zapewne zaburzenia obsesyjno-komplusyjne. Łagodne, to fakt, ale skąd mam wiedzieć, czy jeszcze bardziej nie spieprzysz sobie życia i nagle z mniej lub abrdziej oczywistych względów wszystko przybierze na sile i będzie kolejnym gwoździem do trumny, a ZOK fajny nie jest, nawet jeśli daleko ci do słynnego detektywa z miasta gdzie noszą kwiaty we włosach... och, wait! - obsesyjnie myślisz o przełykaniu śliny... no, prawie bym zapomniał...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#10
Nawet nie chciało mi się udzielać w tym wątku, ale przez cały czas jest tak samo. 3,5 roku obsesyjnego myślenia o przełykaniu śliny w każdym miejscu i w każdej sytuacji..
Nie byłem u żadnego lekarza, bo co ja mu powiem? Że przełykam ślinę? Każdy to robi. Tylko nikomu nie przeszkadza to w normalnym życiu. A ja każdą myśl podporządkowuję tej czynności. Psychiatra da mi lek? Na co? Na coś tak specyficznego? Myślę, że nikt na świecie nigdy nie miał, nie ma i nie będzie mieć takiego przypadku. Bo to jest kur.a niemożliwe.

W sumie chciałem się wyżalić, bo co to za życie, w którym każda ambicja, każdy plan jest niszczony przez przełykanie śliny. Osoba, która tego nie ma nie rozumie o co chodzi. Ja sam nie wiem jak można mieć obsesję na punkcie czegoś takiego.

No nic - zostało już tylko strzelić sobie w łeb.
Odpisz
#11
Lubisz słodkie napoje, słodkie jedzenie, słodycze, pieczywo i inne jedzenie z przetworzonej/rafinowanej skrobi? Ktoś w rodzinie ma cukrzycę/zespół metaboliczny? Abstrahując od samej skłonności do obsesji, ślinotok, gęsta, lepka ślina, ściśnięte gardło, mogą być objawami alergii/nietolerancji pokarmowych.
Odpisz
#12
Myślałem też nad tym. Ale swego czasu przykładałem się bardziej do swojego zdrowia. Siłownia, zupełnie inny styl odżywiania. Nic nie pomaga. Będąc teraz na spokojnie w domu tragedii nie ma. Czasem uda się zapomnieć na kilka minut. Ale czym jest kilka minut na cały dzień tej paranoji? Dzień w dzień od prawie 4 lat..

Cholera wie, sprawa nie jest raczej laryngologiczna. Nie mam co do tego jednak pewności, ale aż mi się nie chce iść, bo dostanę tysiąc badań i jak za rok wszystkie zrobię to i tak pewnie skieruje mnie do psychiatry.
Próbowałem ziołowych tabletek, nic nie pomaga. Medytacja? Nie daję rady dłużej niż tydzień. I tak w czasie medytacji świadomie przełykam tę ślinę.

Krótko. Czy można mi pomóc czy nie? Jeśli nie to poradzę sobie na swój własny sposób.

Btw. wiem, że osoba w bliskiej rodzinie też miała ten problem, ale rodzina ją wyśmiała i stwierdziła, że to przez nieśmiałość. Czy ta osoba z tego wyszła, nie pytam i nie zapytam. To dla mnie zbyt krępujące.
Odpisz
#13
Cichy napisał(a):zupełnie inny styl odżywiania
Serio?
Odpisz
#14
No tak, chleba w ogólnie nie jadłem, tylko ryże, kasze, makarony. Do tego jajka czy kurczaki i to w zasadzie tyle. Słodycze też wyeliminowałem. Od jakiegoś czasu jem już normalnie, ale jedząc przez kilka miesięcy "lepiej" nie poczułem różnicy.
Odpisz
#15
Cichy napisał(a):No tak, chleba w ogólnie nie jadłem, tylko ryże, kasze, makarony.
Jadłeś makarony bezglutenowe?
Odpisz
#16
Nie było okazji.. W zasadzie po tylu latach męki nie wierzę, że to cokolwiek by zmieniło. Nie do wiary jak obsesja potrafiła zmieść człowieka, wszystkie jego plany i ambicje.

Dobranoc Wam.
Odpisz
#17
Cichy napisał(a):Nie byłem u żadnego lekarza, bo co ja mu powiem? Że przełykam ślinę? Każdy to robi. Tylko nikomu nie przeszkadza to w normalnym życiu. A ja każdą myśl podporządkowuję tej czynności. Psychiatra da mi lek? Na co? Na coś tak specyficznego? Myślę, że nikt na świecie nigdy nie miał, nie ma i nie będzie mieć takiego przypadku. Bo to jest kur.a niemożliwe.
Zdziwiłbyś się ilu ludzi ma swoje najróżniejsze, najdziwniejsze natręctwa. Polecam wejście na jakieś forum psychologiczne i rozeznanie się w sytuacji.
Odpisz
#18
Ludziom wydaje się, że robią jakąś rewolucję w swojej diecie podczas gdy tak na prawdę jedzą ciągle to samo...
Odpisz
#19
Cichy!    :Uśmiecha się szeroko:

A więc istnieje człowiek który ma dokładnie taki sam problem jak ja!    :Uśmiecha się szeroko:
Mówisz że masz to już od 3,5 roku? Ja to mam od 5ciu lat a z tego co mi się wydaje jestem rok młodszy od ciebie    :Uśmiecha się: chociaż mój problem zrodził się z czego innego to dotyczy tego samego. Najpierw przez parę lat męczyłem się czymś takim, że jak się zdyszę i będę brał głębokie wdechy i coś myślał przy okazji, to wszyscy będą słyszeli co mówię/myślę    :Uśmiecha się szeroko: no, idiotyzm, nie? gorsze niż twoje    :Wystawia język: potem jednak jakoś mi to przeszło i zaczęło się przełykanie śliny. wszędzie. w szkole, w kościele, nawet w domu, tak z d*py    :Uśmiecha się szeroko: masakra, trwa to do dzisiaj, do teraz i nie wiem co zrobić. W sumie sam nie wiem i męczę się jak cholera. Ale przynajmniej napisałem żebyś wiedział, że nie jesteś sam    :Uśmiecha się puszczając oko: napisz jak tam leci, może razem coś wymyślimy    :Uśmiecha się:

P.S. miałem też podobne fobie jak ty, musiałem parzyście kliknąć guzik na pilocie, cztery razy popatrzeć czy kuchenka jest wyłączona i obejść 10 razy dom przed wyjściem by sprawdzić czy wszystko jest wyłączone    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#20
No nie wierzę, ktoś też ma takie chore gówno   :Śmieje się radośnie:
Z jednej strony i współczuję i się cieszę, że nie jestem jedyną osobą na ziemi z czymś takim.
Więc tak, za kilka dni mam pierwszą wizytę u psychiatry. Skończyłem już 18 lat, więc nie musiałem informować o tym rodziców i zapisałem się bezproblemowo    :Uśmiecha się:

Jak coś to pisz śmiało tutaj, albo na priv. Jak coś u mnie się zmieni to dam znać    :Uśmiecha się:
Odpisz
#21
   :Uśmiecha się:

u mnie nic się nie zmienia, chociaż czasami próbuję sam porozmawiać z samym sobą i pracować nad tym, zapominać o tym, ale na dłuższą metę to niemożliwe.    :Smuci się:

też już skończyłem 18 lat i też chyba nie będę miał wyjścia co do pójścia do specjalisty    :Uśmiecha się szeroko: umówiłeś się prywatnie? długo czekałeś na wizytę? no i przede wszystkim - coś pomogło?    :Uśmiecha się:
Odpisz
#22
Albo jestem upośledzony, albo nie widzę możliwości pisania prywatnych wiadomości.

Im bardziej myślisz by o czymś zapomnieć tym bardziej sobie przypominasz. Jeśli cały czas mówiłbyś sobie w głowie żeby nie myśleć np. o dużym niebieskim słoniu to automatu byś o nim myślał. Problem w tym, że my się nakręciliśmy na czymś gorszym niż duży niebieski słoń    :Uśmiecha się puszczając oko:

Byłem już u psychiatry prywatnie, czekałem około dwóch tygodni, ale to wszystko zależy od lekarza. Ja sugerowałem się ocenami na znanylekarz.pl (żadna kryptoreklama). Stwierdził zaburzenia nerwicowo-depresyjne, bo za tym wszystkim poszedł spory lęk przed ludźmi, a ostatnio to nawet nie mam ochoty wychodzić z domu.

Zapisał mi arketis, czyli paroksetynę. Biorę od wczoraj, żadnych zmian nie zauważyłem, jak było kiepsko tak jest. Z tego co mówił i z tego co czytałem to te leki mają to do siebie, że pomagają po kilku tygodniach stosowania, więc muszę uzbroić się w cierpliwość.

Poza tym zalecił pójście do psychologa, ale chcę, a w zasadzie muszę iść na NFZ, bo inaczej zbankrutuję. Zapomniałem go jednak poprosić o skierowanie i teraz czekam na następną wizytę u niego żeby mi je wypisał.
Odpisz
#23
Hej Cichy i jak tam? Jest jakas poprawa? U mnie niestety nie    :Smuci się: chce sobie z tym jakos poradzic ale nie mam konceptu jak    :Obraził się: wiem jedno - nigdy sie nie poddam, chocbym mial taki umrzeć! Napisz cp u ciebie i prosze o jakies wsparcie bo normalnie wymiekam    :Obraził się:
Odpisz
#24
Nie jesteś sam z tym sam    :Uśmiecha się puszczając oko: Póki co tym musisz się pocieszać. Ale daję słowo, że nam to minie    :Wystawia język: I to jeszcze za życia    :Uśmiecha się puszczając oko:

No cóż, będę szczery. Pomimo brania psychotropów zmiany nie widzę praktycznie żadnej. Niedługo mam kolejną wizytę i może lekarz zmieni mi leki.

Ale! Jest jeszcze jedna opcja. Za kilka dni wybieram się do laryngologa. Może on coś poradzi. Będę szukał, choćbym miał wpaść w hipochondrię.

Wiem, że myślenie i nakręcanie tego nie pomoże, jeśli sprawa jest tylko i wyłącznie psychiczna. Jednak siedząc w domu i nie robiąc nic wcale nie było lepiej.


Przekopałem angielski internet i znalazłem np. taki artykuł:


http://beyondocd.org/expert-perspectives...-from-sens[/url]
Odpisz
#25
Tez jestem przekonany, ze sobie poradzimy. Wiem że wystarczy do tego jedna sprawa - zapomniec o tym. Tylko jak? Jestem zły na siebie za to, ze robie z siebie idiote przelykajac ta sline, ze boje sie patrzyc innym w oczy. Wiesz, ja zawsze bylem kims.

W szkole bywalem przewodniczącym, zastępcą czy kimś po prostu waznym. Publiczne wystąpienia to była moja bajka. I dalej tak uwazam i dalej chce to robic. Ale w mojej głupiej (a może nader inteligemtnej?) głowie pojawiły się lęki, które nie pozwalają mi na pracę w tym, do czego jestem stworzony. Ten artykuł który podałeś idealnie opisuje nasze przypadłości. Ale co z tego, jak dalej nie wiem, co robic.

Moja złość na samego siebie sięga zenitu. Wiem, że jestem wartościowy. Wiem, że wiele mogę. Ale przez moją powaloną przypadłość wiem, że mogę stracić wszelkie moje cele i marzenia. Przez taką głupotę!

Gul gul gul gul

O C I P I E J Ę !    :Smuci się:    :Smuci się:
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.