- Nie można unikać w nieskończoność
#1
Witam
Przychodzi taki moment w życiu, że nie można dalej unikać trudnych tematów. Przez wiele lat chowałem głowę w piasek, nie myślałem o przyszłości, nie pracowałem, mieszkałem z rodzicami. Żyłem w jakiejś iluzji, że kiedyś zdarzy się cud, a ja obudzę się któregoś dnia innym człowiekiem i wszystko nagle stanie się proste. Ale nie stało się. Kiedy iluzja się rozwiała, a ja po prostu musiałem zmierzyć z sytuacjami, których unikałem niemal całe życie, zrobiło się niefajnie. To co w małych jednorazowych dawkach mogłem przełknąć, w dużej dawce po prostu mnie rozwaliło. Każdy dzień tak zwanego dorosłego, samodzielnego życia to dla mnie koszmar. Praca, związek, w perspektywie małżeństwo i być może potomstwo = stres, i mega lęki. Nie umiem się odlaleźć w rzeczywistości, którą muszę sam kreować i być za nią w 100% odpowiedzialny...
Odpisz
#2
i skąd ja to znam...
Wróciłam ze studiów (na które poszłam właściwie z "przymusu" , bo osoby z takimi problemami, po jednych zawalonych studiach nikt nie powinien wypychać 900km od domu do obcego państwa a ja po prostu nie potrafiłam powiedzieć "nie" znowu musiałam spełniać oczekiwania innych,
większość tego czasu była po prostu zmarnowana - z jakiś powodów nie mogłam sobie poradzić tak jak inni,ciągle miałam depresje i strasznie izolowałam się od ludzi, ciągle byłam "gorsza"...). Niby miałam znajomych, przyjaciół etc. ale czułam się ciągle sama. Jakbym w ogóle nikogo nie obchodziła, jak jakieś ufo. Zaczęło mi się wydawać że sąsiedzi się ze mnie śmieją, że ludzie na ulicy się ze mnie naśmiewają. Że wszystkim przeszkadzam.

I nagle okazało się że kompletnie nie potrafię samodzielnie żyć, wszystko zawaliłam, studia musiałam zostawić, schudłam do 40 kilogramów, czułam się jak śmieć, kompletnie do niczego. Nie mogłam znaleźć pracy, nie potrafiłam stworzyć żadnego związku, w domu były ciągle awantury bo rodzice liczyli na to że już do domu nie wrócę, stałam się strasznie agresywna. Rodziny nienawidziłam a bez niej czułam się zupełnie osamotniona i nie mogłam sobie poradzić.

Zdałam sobie sprawę że jestem kompletnie nieprzystosowana do życia.
Już poprzednio byłam leczona, teraz znowu wypychają mnie na grupowe terapie, ale nie mogę się już z nimi dogadać.
Teraz chwilkę się trzymam, bo na kilka miesięcy mam pracę.
Co będzie potem - nie wiem... Przez swoją niestabilność emocjonalną ciągle zawalam zlecenia, które są de facto jedynym sposobem utrzymania w moim zawodzie. Nic tak naprawdę nie potrafię.
Od 15 lat męczę się z myslami samobójczymi (2 razy trafiłam do szpitala)
Nie potrafię się z nikim związać. Jedyna osoba z którą chwilkę byłam to psychopata, który mnie na koniec zostawił dla innej kobiety, zwalając całą winę na mnie. Był najlepszym przyjacielem jakiego miałam i wierzyłam mu najbardziej na świecie.

Staram się zmusić się do radości z życia, starać się na miarę swoich możliwości skupić na pracy, choć najczęściej nie mam na nic siły...).
Prawdopodobnie z jakiś powodów będę do końca życia sama.
Jak obiektywnie spojrzę na swoje życie to nie wiem jak ono będzie wyglądać...
Odpisz
#3
zgadzam się...co tu robić, jak wszystko wydaje się bez sensu? czy jest jakaś uniwersalna odpowiedz? nie chce poprawiać swojego życia duchowego, bo wiem że ono się już nie poprawi. Chodzi mi o sferę materialną. Skąd brać kasę? Czy warto podejmować studia a potem szukać pracy skoro wydaje mi się to bez sensu? Z drugiej stronu chciałabym być samodzielna, a nie siedzieć rodzicom na karku
Robię to na co nie mam ochoty, oprócz spania, jedzenia,uczenia,etc. ..
Odpisz
#4
U mnie ostatnio znowu całkowita porażka...
Miałem iść pierwszy dzień do pracy, wszystko pięknie, nawet wstałem o 7, zrobiłem sobie kanapki i... uznałem że to bez sensu, że wcale mi się nie chce... Wyłączyłem telefon aby ewentualnie nikt nie mógł się ze mną skontaktować i położyłem się spać... wstałem o 13, telefon miałem wyłączony jeszcze dwa dni...
Żałosne hehe.
Zadaniem sieci jest złapanie ryb,
A kiedy ryby są złapane, sieć jest zapominana.
Zadaniem potrzasku jest złapanie królika,
A gdy królik jest złapany - potrzask zostaje zapomniany.
Zadaniem słów jest przenoszenie idei,
A gdy idee zostają uchwycone, słowa są zapominane.
Gdzież mogę znaleźć tego, który zapomniał słów?
On jest tym, z którym chcę rozmawiać.
Odpisz
#5
Nom podobnie mialem ale jakos sie przemoglem i poszedlem do pracy...
Po pracy przychodze do domu (zmeczony, zestresowany ale z pewna nadzieja ze moze po okresie aklimatyzacji bedzie spoko itp) i odrazu rodzinka rzuca sie na mnie jak na zwierzyne.. " I po Ci to bylo..." "ta praca to nie dla Ciebie"... , "przeciez to nie praca,oni Cie wykorzystuja.."
Efekt.. Nastepnego dnia zrobilem to co kolega wyzej.. Telefon wylaczony i odpuszczenie sobie...
Odpisz
#6
z tą pracą niestety trzeba się przemóc, bardzo dobrze rozumiem Wasze rozterki i wyłączanie telefonu... Też mi się to zdarza, do tej pory pamietam koszmary senne przed rozmowami o pracę etc., to jakaś tragedia, nie da się tak pracować.
Tymczasem udało mi się gdzieś zahaczyć, trochę dlatego że tych ludzi znałam już wcześniej. Codziennie rano przeżywam męki żeby wstać, próbuję nie myśleć o tym że nie dam rady, wyłączam myślenie, potem siedzę dwie godziny i próbuję wyrwać się z "marazmu". Jak się trafi jakiś lepszy dzień to się cieszę że pracuję, jak gorszy - pracuję na siłę. Ciągle gryzą mnie wyrzuty sumienia że nie mam w sobie entuzjazmu, że jestem beznadziejnym pracownikiem, czasem aż mi się płakać chce przez ten brak energii i zapału etc. ale się staram. Jeśli ktoś powie mi w twarz że jestem do niczego, wtedy to będzie prawda. Tymczasem staram się traktować wszystko jako wymysł swojej mózgu.
Praca-jakakolwiek i za jakiekolwiek pieniądze, strasznie dużo daje.
Przede wszystkim wiarę w siebie i swoją skuteczność.
Odpisz
#7
no tak, ale iść na studia czy szukać zawodu w biurze pracy?    :Wystawia język:
Robię to na co nie mam ochoty, oprócz spania, jedzenia,uczenia,etc. ..
Odpisz
#8
podstolina napisał(a):no tak, ale iść na studia czy szukać zawodu w biurze pracy?    :Wystawia język:

Pogodzenie pracy i studiów, kiedy się rzeczywiście chce, to nie jest większy problem.
Zadaniem sieci jest złapanie ryb,
A kiedy ryby są złapane, sieć jest zapominana.
Zadaniem potrzasku jest złapanie królika,
A gdy królik jest złapany - potrzask zostaje zapomniany.
Zadaniem słów jest przenoszenie idei,
A gdy idee zostają uchwycone, słowa są zapominane.
Gdzież mogę znaleźć tego, który zapomniał słów?
On jest tym, z którym chcę rozmawiać.
Odpisz
#9
studia to nie jest wcale bezsensowna opcja. To dodatkowy czas kiedy jeszcze można się rozwijać, szukać samego siebie, szukać swojego miejsca na świecie, "dojrzewać".
Odpisz
#10
Witam Wszystkich. Jestem nowy na forum. Widzę, że opisujecie różne swoje sytuacje życiowe ( tak bardzo mi znajome ) i chciałem opisać pokrótce mój przypadek i walkę z fobią. Całkiem niedawno uświadomiłem sobie, że to co mi dolega jest chorobą, jak się okazuje całkiem powszechną. Mam podobnie jak Wy, strach przed wyjściem do pracy. Pracowałem w różnych firmach w Polsce i za granicą, ale przez fobię traciłem posady. Obecnie pracuję już prawie rok w tym samym miejscu i z tymi samymi ludźmi, ale codziennie to beznadziejne uczucie obawy czy strachu towarzyszy mi w drodze do pracy. Mam małego synka i nie mogę pozwolić sobie na utratę pracy, ale nie wiem jeszcze ile to wszystko wytrzymam. Pozdrawiam
Odpisz
#11
ja często robiłem tak że po pracy zostawiałem swój telefon na dole, a pokój mam na górze, tak żeby nikt nie mógł się ze mną skontaktować. Dawało mi to spokój, miałem odpoczynek od wszystkiego, od ludzi. No ale niestety nie mogłem robić tego bez końca, z czasem rozmowy i kontakty z ludźmi powodowały we mnie coraz więcej stresu i znalazłem się na L4 i u psychiatry.
Obecnie jestem na bezrobotnym, szukam pracy ale boję się jej podjąć.
DDTR-dorosłe dziecko toksycznych rodziców
Odpisz
#12
mcgm
Odpisz
#13
Skąd ja to wszystko znam   :Smuci się: Obecnie jestem bez pracy i studiów... i nie mam sił by się pozbierać.
Odpisz
#14
I jak wam idzie w życiu siostry i bracia   :Uśmiecha się i puszcza oko:? Od maja cisza w wątku...U mnie kiepsko, najgorzej jest się przełamać, zacząć zmieniać coś w życiu. U mnie jak się nic nie zmieni to skończe sam pod mostem. Studia skończone, pracy brak, chęci do szukania też. Dziury w CV skutecznie odstręczają od składania papierów u pracodawców.
Toż to kalectwo jak nic. Już bym chyba wolał mieć jakiś rodzaj kalectwa fizycznego, paraliż czy coś. Przynajmniej byłby rodzaj uzasadnienia a tak to łatka obiboka.
Wszystko tak kiepskie że aż nie do uwierzenia. Życia prywatnego nie stwierdzono, zawodowego też nie. Ciągła ucieczka.

Gdybym nie był racjonalistą to bym się zaczął zastanawiać nad nałożoną na mnie klątwą   :Uśmiecha się i puszcza oko: Ktoś mnie przeklął czy co?
Kimkolwiek Jesteś, wzmocnij mnie lub zniszcz...
Odpisz
#15
Kiepsko. Stoje w miejscu, a raczej więcej siedzę xD Bezradny ...
Odpisz
#16
Z rocznym poślizgiem udało mi się ostatecznie obronić i zdobyć tyt. lic.
Ale pisanie pracy (ktore trwało 2 lata) i sam dzień obrony były dla mnie takim stresem, że ostatecznie stwierdzam, że nie było warto.
Jako że nie czuję się na siłach aby podjąć jakąkolwiek pracę (jak już zdarzy mi się zebrać w sobie i wysłać jakieś CV wyłączam z przerażeniem telefon na kilka dni - żeby.tylko.do.mnie.nie.zadzwonili), wymyśliłam sobie, że zacznę drugi kierunek. Ale żeby ograniczyć kontakty z ludźmi do minimum - zaoczne. Na szczęście moich rodziców stać na opłacenie uczelni, ale nie ukrywam, że w głębi strasznie mi ciężko z tym i wstydzę się, że nie jestem już w pełni samodzielna (23lata).
Pierwsze zajęcia były w miarę OK. Była inauguracja, na którą rzecz jasna nie poszłam. Później w sumie tylko 5 godzin zajęć bez przerwy. Poznałam nawet jedną sympatyczną dziewczynę, z którą rozmawiałam przez chwilę (!).
Następny zjazd był w ost. sobotę. Już nie było tak kolorowo - 10 godzin zajęć, ciągłego napięcia i paniki, co sprawiło, że raz ze stresu praktycznie zrobiłam z siebie kretynkę (w dziwny sposób odpowiedziałam na zadane przez wykładowcę pytanie co zaowocowało wybuchem śmiechu całej grupy). Zamknęłam się w sobie, skuliłam wręcz jakby ktoś mi nakopał w brzuch. Godzinną przerwę przesiedziałam zamknięta w ubikacji.
Po powrocie do domu wykąpałam się, nażarłam (to tak świetnie łagodzi stres) i poszłam spać - przy czym całą noc zamiast spać - przepłakałam.
O 5 musiałam wstać żeby dojechac na kolejny zjazd.
Ostatecznie - zamiast iść na zajęcia poszłam do makdonalda, gdzie przesiedziałam (w ubikacji) około 4 godzin. Wróciłam wcześniej do domu i zaczęłam kłamać jak to nam odwołali zajęcia.
Jestem żałosna   :Śmieje się nerwowo:
We are trapped in the belly of this horrible machine, and the machine is bleeding to death.
Odpisz
#17
Nie jesteś wcale żałosna. Poza tym zobacz, udało Ci się skończyć jeden kierunek, więc mimo choroby osiągnęłaś już jakiś sukces.
Odpisz
#18
dzięki Maćku.
Ten sukces jest- o zgrozo!- bardziej dla mnie porażką - w związku z tym jak ciężko (oj bardzo ciężko) mi to przyszło (nie było rozdziału, które nie napisałabym nie becząc przy tym jak małe dziecko) ile nerwów kosztowało, ile krytycznych głosów i ponagleń ze strony rodziny i znajomych się nasłuchałam, itd - ostatecznie to doświadczenie tylko wpłynęło na to, że poczułam się "jeszcze gorsza" niż czułam się zazwyczaj, porównując się do innych 'normalnych' osób.
To "sukces" który był totalnym ciosem dla mojego poczucia własnej wartości. Ona po prostu legła w gruzach..
8-)
We are trapped in the belly of this horrible machine, and the machine is bleeding to death.
Odpisz
#19
A ja bym jednak uznał to za sukces i właśnie to, że po drodze miałaś tyle trudności i nerwów pokazuje, że mimo tego wszystkiego nie poddałaś się i skończyłaś studia. Nie sztuką jest wygrać nie mając przeciwnika.
Odpisz
#20
dzięki Maćku..
i tego też uczę się właśnie na terapii - trochę innego kąta spojrzenia, niż schemat, którym widziałam/widzę siebie dotychczas, a który polega na zawsze złej ocenie samej siebie i często - na pewnym samoupokorzeniu.
To "chore", ale ja w każdej sytuacji, zdarzeniu które dotyczy bezpośrednio mnie widzę i interpretuję wszystko na niekorzyść, podczas gdy w stosunku do innych ludzi i ich zdarzeń - jestem największą optymistką jaką znam.
 :Stare - Przewraca oczami 2:
We are trapped in the belly of this horrible machine, and the machine is bleeding to death.
Odpisz
#21
Jak w temacie.Ja unikam w nieskończoność.W sobote studia ,a ja niewiem czy pójdę.Bardzo sie boję.
Odpisz
#22
goguś - ten sam problem...
w sb kolejny zjazd, a ja czuję panikę.
Już w ost. nd nie poszłam, więc są szanse, że w sb syt. się powtorzy..
okropne uczucie.
Wrocilam wlasnie z lekami, ale tego przeciwlękowego się trochę...boję    :Obraził się:
Mam go wziąć przed zajęciami, ale boję się reakcji organizmu, że zwymiotuję na sali i takie tam..
Ty tez jesteś ze śląska nie?
We are trapped in the belly of this horrible machine, and the machine is bleeding to death.
Odpisz
#23
Cytat:
Cytat:Ty tez jesteś ze śląska nie?

  :Uśmiecha się 2: Tak jestem ze Śląska i mieszkam niedaleko Tarnowsich Gór kierunek Siewierz,Myszków.
Boje sie iść w sobotę do szkoły,bo wiem jak jest.Ledwo.ledwo wytrzymałem ten pierwszy rok ale ile mnie to energii i poświęcenia kosztowało to juz nie powiem.
Wychodzenie przed tablice a ja sie trząse jak osika,oczy mi łzawia i robię się czerwony.Poprostu jest strasznie.
A do tego w tym roku poróciła mi nerwica,bo leki przestaja działać.
W pracy jestem na L4,ciągle unikam.
Odpisz
#24
A ja wczoraj nie wytrzymałam pewnej ciekawości połączonej ze strachem i wzięłam ten lęk przeciwlękowy.
Naczytałam się o praktycznie natychmiastowych skutkach ubocznych - zaś sama poza lekką sennością, czymś w rodzaju odprężenia (tak jak po jedym piwie w moim przypadku - bo mam słabą głowę) czułam się świetnie. Tzn. miałam pewne problemy z hm.. z wysłowieniem się (no np. przychodzi do mnie przyjaciółka, która mówi mi na powitanie "cześć" na co ja jej odpowiadam "no to pa i do zobaczenia"  :Stare - Przewraca oczami 2: ).
Mam ją brać doraźnie, przy ataku paniki - wówczas mam nadzieję to uspokojenie i 'zrelaksowanie' będą na poziomie, który pozwoli mi w miarę dobrze funkcjonować na zajęciach i zebrać myśli na tyle, że nie zrobię z siebie po raz kolejny kretynki.
Mimo wszystko - jak ja się boję tych jutrzejszych zajęć... cały czas o tym myślę i walczę ze sobą żeby w ogóle iść na dworzec i wsiąść do autobusu..

Gogusiu - mówiąc o lekach, które przestały działać masz na myśli właśnie taki antylękowe? (dopiero zaczynam 'przygodę z farmakologią', więc nie jestem mocna w tym temacie). Na Twoim miejscu w związku z tym jak najszybciej poszłabym do lekarza i powiedziała o tym.. pewnie dostaniesz kolejne, nowe. Ja dzięki tym moim nie mam pewności co do tego, że pójdę na zajęcia - ale jednocześnie czuję pewną ulgę w związku z tym, że będę miała pod ręką coś co pomoże mi opanować to poczucie paniki..
We are trapped in the belly of this horrible machine, and the machine is bleeding to death.
Odpisz
#25
Cytat:
Cytat:Gogusiu - mówiąc o lekach, które przestały działać masz na myśli właśnie taki antylękowe? (dopiero zaczynam 'przygodę z farmakologią', więc nie jestem mocna w tym temacie). Na Twoim miejscu w związku z tym jak najszybciej poszłabym do lekarza i powiedziała o tym.. pewnie dostaniesz kolejne, nowe.

Obawiam się,że moja psychika takiej huśtawki nie wytrzyma.
Przez 4 lata biorę 175 mg asertinu.Przez ten czas mój mózg i organizm przywykł do zawartej w tym leku substancji i napewno odzwyczajać go lub zmieniać cos to będzie cięęężka sprawa.Ale dobrze,że na razie jestem na L4,więc mogę sobie pofolgować,co by to w pracy nie palnąć jakiejś głupoty.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Czy można przekonać do siebie introwertyka, nie będąc intro? Kamelia 31 5 661 25 Gru 2016, Nie 19:35
Ostatni post: Cru


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!