- Nie widzę sensu w życiu
#1
Witam. Na sam początek uprzedzę, że nie zamierzam popełniać samobójstwa, bo tytuł wątku może o tym świadczyć...
Mam fobię społeczną, depresję no i dda.
Teraz jestem maturzystką. Dajmy na to, że pójdę na studia do innego miasta. Z pewnością z nikim sie nie zaprzyjaźnię i tak jak teraz będe samotna. Tylko proszę o brak komentarzy typu: "Trzeba być optymistą, uda się". Wiem, że tak będzie. Bo kto chciałby przyjaźnić sie z takim odludkiem? Poza tym ja sama będe pewnie unikała wszelkich znajomości z oczywistych powodów.
Chciałabym w przyszłości mieć rodzinę, kochającego męża, dzieci ale kto mnie zechce? Żaden facet nie będzie chciał przesiadywać ze mną sam na sam, na pewno będzie chciał wychodzić do ludzi, znajomych. A poza tym ja nawet nie umiem pocałować się, przytulić do kogoś kto mi się podoba, to chyba wina dda. Do tego kogo obchodzi jakiś odludek i smutas, poważna osoba, małomówna i taka, która jest nudna i sprawia wrażenie gburowatej (bardzo rzadko żartuję, a pośród ludzi moje usta są wykrzywione w dół a ja nie umiem tego opanować i zrobić neutralną minę)?
Dajmy na to skończę jakoś studia, ale co dalej? Jak ja będe mogła skoncentrować się na pracy skoro będzie ona przez cały czas związana z kontaktem z ludźmi (np. praca w Banku)?
I po co mi to wszystko? Zeby klepać biedę tak jak teraz i siedzieć samotnie do końca życia w domu?
Ja nie mam nadziei na to, że wyjdę z tej **** fobii, depresji i dda. Chodzę do psychiatry na NFZ, której nie zależy na dobru pacjenta.
Do psychologa również, ale z każdą wizytą czuję się coraz gorzej.
Musiałam się trochę wyżalić, we mnie jest tylke maskowanego cierpienia że masakra. A ja nie potrafię przed nikim sie otworzyć i wyrzucić to z siebie, nawet pisanie na forum mi nie pomoże.
Aha, i jestem wierząca. Słyszałam o kimś takim jak psycholog katolicki i zamierzam poszukać takowego.
Odpisz
#2
jesli jestes wierzaca i czujesz sie samotna, to moze grupa wsparcia dda bedzie dobrym rozwiazaniem

nie bed pisal, ze wszystko bedzie ok i kolorowo, ale skoro sie leczysz, to nie moze byc gorzej.
no i jesli masz psychiatre takiego sobie, to poszukaj innego. nie musisz do tego jednego chodzic chyba?


pozdrawiam (:
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#3
Nie widzisz sensu w życiu, bo ono samo w sobie chyba jest bez sensu. Gołębie, szczury, chrabąszcze, karpie ... sensu szukać nie muszą, żyją tylko po to żeby przetrwać .

Cytat:Chciałabym w przyszłości mieć rodzinę, kochającego męża, dzieci ale kto mnie zechce?
Cytat:Aha, i jestem wierząca.
Czyli nie jest chyba tak źle  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: Kiedyś byłem pare razy przypadkiem u "zwykłego" psychologa ... i całkiem przypadkiem się złożyło że był wierzący    :Uśmiecha się pogodnie: , nie był ani dewociarski ani zbyt nachalny, dla wierzących jak znalazł .
Odpisz
#4
Wierząca ? Można wierzyć nawet w bąkojady xD Ale fakt faktem ludzie wierzący wydają się być silniejsi a niżeli ateiści . Psychologa - zmień , psychiatrę - zmień uprzednio ją krytykując. Zadbaj o siebie nie patrząc na innych. Życie jest pełnie niespodzianek , może przyjedzie do Ciebie książę na rumaku ? Poważnie - możesz poznać lada dzień kogoś kto odmieni Twoje życie nie dlatego że jest wróżką czy wcześniej wspomnianym księciem ale osobą która po prostu stanie się dla Ciebie ważna. To że dziś odczuwasz lęk przed ludźmi nie oznacza że za 5lat nie będziesz szefem jakiejś ogromnej instytucji. Oczywiście nikt nie weźmie kredki i nie pokoloruje Twojego życia ale jeśli chodzisz i się leczysz to znak że Ci zależy a jeśli komuś zależy to ma pełne prawo do powodzenia i szczęścia.
Odpisz
#5
insomnia napisał(a):Słyszałam o kimś takim jak psycholog katolicki i zamierzam poszukać takowego.

Kiedyś byłam u jednej pani, nie sprawdziłam wcześniej do kogo idę, takie to było interwencyjno - kryzysowe, na cito. Dostałam ocenę, wprost i krytykę, wyrazy oburzenia na to czy tamto, pani nie ukrywała jak bardzo się mną "brzydzi".
Jak sobie sprawdziłam w internecie kto zacz to mi trochę przeszło zdziwienie.
Jak już znajdziesz insomnia, to oprócz tego preferowanego kryterium sprawdź jeszcze (inne) kompetencje.
Pozdrawiam   :Uśmiecha się:
Odpisz
#6
insomnia napisał(a):Słyszałam o kimś takim jak psycholog katolicki i zamierzam poszukać takowego.
Nie wiedziałem, że jest ktoś taki. To znaczy wiem, że mogą być psychologowie i psychiatrzy wierzący, jak każdy człowiek, ale nie wiedziałem, że jest taka specjalizacja.
allergic to life
Odpisz
#7
Swego czasu miałem wykłady z psychologii prowadzone przez księdza psychologa, który prowadził też własną praktykę terapeutyczną. On sprawiał wrażenie profesjonalisty, ale jacy są inni - nie wiem.

insomnia, powodzenia    :Uśmiecha się:
Jeśli tracisz pieniądze, nic nie tracisz. Jeśli tracisz zdrowie, coś tracisz. Jeśli tracisz spokój, tracisz wszystko.  ––  Bruce Lee.
Odpisz
#8
Doskonale Cię rozumiem   :Smuci się: Mam prawie takie same problemy.Pani psycholog mi nie pomogła, po spotkaniu z nią byłam jeszcze bardziej "zakręcona"   :Uśmiecha się: Pani psychiatra, natomiast, w czasie wizyty pyta jak się czuję i przepisuje leki przeciwdepresyjne, które nie działają. Poprosiłam o zmianę leków, ale p. doktor stwierdziła, że obecne zaczną pomagać po pewnym czasie. Nie pomogły. Nie chciała tez zwiększyć dawki, bo stwierdziła, że to spowoduje otępienie i nie będę w stanie funkcjonować.(Teraz te nie jestem w stanie funkcjonować). Nie jesteś sama    :Uśmiecha się:
Odpisz
#9
insomnia napisał(a):Witam. Na sam początek uprzedzę, że nie zamierzam popełniać samobójstwa, bo tytuł wątku może o tym świadczyć...

Mam fobię społeczną, depresję no i dda.

Teraz jestem maturzystką. Dajmy na to, że pójdę na studia do innego miasta. Z pewnością z nikim sie nie zaprzyjaźnię i tak jak teraz będe samotna. Tylko proszę o brak komentarzy typu: "Trzeba być optymistą, uda się". Wiem, że tak będzie. Bo kto chciałby przyjaźnić sie z takim odludkiem? Poza tym ja sama będe pewnie unikała wszelkich znajomości z oczywistych powodów.

Chciałabym w przyszłości mieć rodzinę, kochającego męża, dzieci ale kto mnie zechce? Żaden facet nie będzie chciał przesiadywać ze mną sam na sam, na pewno będzie chciał wychodzić do ludzi, znajomych. A poza tym ja nawet nie umiem pocałować się, przytulić do kogoś kto mi się podoba, to chyba wina dda. Do tego kogo obchodzi jakiś odludek i smutas, poważna osoba, małomówna i taka, która jest nudna i sprawia wrażenie gburowatej (bardzo rzadko żartuję, a pośród ludzi moje usta są wykrzywione w dół a ja nie umiem tego opanować i zrobić neutralną minę)?

Dajmy na to skończę jakoś studia, ale co dalej? Jak ja będe mogła skoncentrować się na pracy skoro będzie ona przez cały czas związana z kontaktem z ludźmi (np. praca w Banku)?
I po co mi to wszystko? Zeby klepać biedę tak jak teraz i siedzieć samotnie do końca życia w domu?
Ja nie mam nadziei na to, że wyjdę z tej **** fobii, depresji i dda. Chodzę do psychiatry na NFZ, której nie zależy na dobru pacjenta.

Do psychologa również, ale z każdą wizytą czuję się coraz gorzej.
Musiałam się trochę wyżalić, we mnie jest tylke maskowanego cierpienia że masakra. A ja nie potrafię przed nikim sie otworzyć i wyrzucić to z siebie, nawet pisanie na forum mi nie pomoże.
Aha, i jestem wierząca. Słyszałam o kimś takim jak psycholog katolicki i zamierzam poszukać takowego.

Hej.Co do samobójstwa to nie byłaby w ogóle dobra rzecz.Ja kiedyś chciałam się zabić,ale pomyślałam o moich rodzicach i mi ta myśl przeszła...

I przykro mi ;/ z powodu twojej fobi i depresji.

To uczucie "z nikim się nie zaprzyjaźnię i kto by tam chciał ze mną" też znam.Sama zawsze unikam ludzi a w nowej szkole trudno było mi znaleść nowych znajomych.I ps: nie znoszę optymistycznych tekstów,które wcale nie pomagają.Ci którzy tak mówią nie wiedzą co my tak naprawdę czujemy ;/

Wow ten fragment o posiadaniu w pszyszłości męża itp jakbym o sobie czytała.Zwłaszcza z tą 'miną' i brakiem humoru ;/.

I również nie wierzę,że mi się poprawi.Ale skoro masz jakieś plany ze studiami to może jednak kiedyś Ty ze swojej wyjdziesz a skoro jesteś osobą wierzącą jak twierdzisz to powinnaś kiedyś z tego wyjść.Kiedyś Bóg Ci chyba pomoże....

A ja jeszcze nie byłam u żadnego psychologa.(Boję się tego co na to by powiedziały osoby z mojej rodziny.Pewnie by się ode mnie odsunęli i nikogo bym już nie miała.)I nie wiedziałam że są jakieś odmiany takowych ? Ale skoro uważasz że ten Ci pomoże to wybierz się i spróbuj.Z całego serca życzę Ci poprawy i powodzonka na maturze    :Buzi:.
Umiera świat na brak miłości    :Smuci się bardzo:
Odpisz
#10
Po prostu masz za dużo czasu i rozmyślasz o rzeczach, które wprowadzają Cię w depresję.
Poza tym jak już tak gdybać to nie wszyscy faceci szukają rozrywkowych kobiet jako partnerki na całe życie.
A co do problemów z bliskością to również sporo osób je ma szczególnie w kraju gdzie nie ma kultury picia alkoholu i jest wiele osób z DDA.
Sprawdź czy masz depresję: test na depresję Wg skali Becka
Odpisz
#11
...
uratuj mnie przed samym sobą
Odpisz
#12
insomnia napisał(a):Z pewnością z nikim sie nie zaprzyjaźnię i tak jak teraz będe samotna. (...) Wiem, że tak będzie. (...) sama będe pewnie unikała wszelkich znajomości (...) Żaden facet nie będzie chciał przesiadywać ze mną sam na sam (...) Ja nie mam nadziei na to, że wyjdę z tej **** fobii, depresji i dda
Tak postanowiłaś, więc tak właśnie będzie. Nie jestem złośliwa, bo czy tak właśnie nie jest? Problemy same nie znikają, a szczególnie choroba. Samo myślenie ma ogromną rolę. Chodzisz do psychologa - to znaczy, że widzisz problem i chcesz go rozwiązać. Ale czy na pewno? Czy nie liczyłaś idąc do niego na receptę na szczęście skoro w ogóle nie wierzysz w zmianę? Trzeba być ze sobą szczerym i dbać o siebie. Skoro CHCESZ tak żyć to tak żyjesz, a ty wybrałaś coś takiego.

Ja mam maturę za rok i mam podobny plan na życie co ty. Mam chłopaka i chciałabym z nim zamieszkać, ale to nie jest również proste i też mam obawy, że nie dam sobie rady z ludźmi czy właśnie z nim. Ale jednocześnie wiem, że to tylko ja sobie tego nie pozwalam zrobić. Niestety - kwestia chęci. Niestety, bo tak bardzo potrzebujemy mieć duży problem, którego rozwiązaniem jest skomplikowany proces. Pozdrawiam i mam nadzieję, że już coś się u ciebie poprawiło, a jeśli nie to życzę sukcesów    :Uśmiecha się pogodnie:
[Obrazek: banner1.png]
Odpisz
#13
W życiu generalnie to nie ma sensu ,więc nie rozumiem dlaczego jego niewidzenie miałoby być problemem. Myślę ,że kwestia leży bardziej w odczuwaniu przyjemności, satysfakcji z sukcesów i osiągnięć lub ich braku, relacjach z ludźmi itd. Jeśli nie jesteśmy sprostać własnym marzeniom typu szczęśliwa rodzina i dom z ogrodem no to niestety ,ale na takie problemy to tylko terapeuta i leki.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#14
To, że ty go jeszcze nie znalazłeś nie znaczy, że nie istnieje.
[Obrazek: banner1.png]
Odpisz
#15
Masz na myśli poczucie sensu życia (osobiste i dla każdego inne) ,a nie sens życia (np. dla każdego katolika sensem życia człowieka jest godne życie na ziemi by potem zostać osądzonym i żyć wiecznie). Sens życia dostajesz z ideologią lub wiarą, poczucie ,że Twoje życie ma sens ,albo masz albo nie.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#16
No tak, to mam na myśli. I o to chyba chodzi? Albo się go znajdzie, albo nie. Sugerujesz, że jedni rodzą się z celem, a inni bez? Jeśli nie ma się poczucia, że się ma jakiś sens w życiu to jest coś nie tak i powinno się dążyć, aby go znaleźć.
[Obrazek: banner1.png]
Odpisz
#17
Życie jest celem. A raczej przeżywanie życia, reagowanie na nie. Gorzej, jak się nie potrafi. Wtedy zostaje wiara i nadzieja, ale tego to już życiem nazwać nie można.
Odpisz
#18
Sosen napisał(a):Życie jest celem. A raczej przeżywanie życia, reagowanie na nie.

Zgadzam się. Samo przeżywanie życia oraz miłość( tak jak ją rozumiał Jezus albo też E. Fromm) są celem i sensem istnienia.
Odpisz
#19
Po co przeżywać życie? Jeśli ktoś nieuleczalnie chory na raka wie ,że czeka go rok bólu to dlaczego przeżywanie tego bólu miałoby być sensem jego życia? Dla mnie życie nie ma sensu bez życia po śmierci. Co z tego ,że worki mięcha coś sobie poprzeżywają i poodczuwają, skoro w momencie śmierci to wszystko przestanie mieć znaczenie? Wszystko co się przeżyło po prostu zniknie razem ze śmiercią mózgu. Życia dla życia nie jest sensem. Gdyby było to sens życia człowieka byłby taki sam jak sens życia bakterii ,wirusa czy jamnika. Życie dla życia i odczuwanie dla odczuwania.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#20
Pewnie inaczej byś na to patrzał, gdybyś potrafił żyć. A tak możesz się mamić takimi bredniami o życiu po życiu i nigdy nie dążyć do przeżycia życia, które masz.

Acha, i nie mam na myśli życia tylko dla przyjemności, po najkrótszej linii oporu, przynajmniej tak nie myślę. Myślę, że można przeżyć wartościowe i pełne życie, nie zachodząc ani razu do kościoła.
Odpisz
#21
Cytat:Pewnie inaczej byś na to patrzał, gdybyś potrafił żyć. A tak możesz się mamić takimi bredniami o życiu po życiu i nigdy nie dążyć do przeżycia życia, które masz.
Ja myślę ,że może być tak jak piszesz Sosen, że ktoś nie dąży do przeżycia swojego życia, tylko żyje złudną nadzieją na życie po śmierci, i w ten sposób odkłada życie ziemskie na dalszy tor. Ale gdybyś na przykład wsłuchał się w słowa Jezusa( nie chcę tutaj zakładać czy jest on Bogiem czy nie), to on niczego takiego od nas nie oczekiwał. Raczej powtarzał bez przerwy słowa "radujcie się", co nie znaczy bynajmniej -"korzystajcie z przyjemności", o czym piszesz poniżej.

Cytat:Acha, i nie mam na myśli życia tylko dla przyjemności, po najkrótszej linii oporu, przynajmniej tak nie myślę. Myślę, że można przeżyć wartościowe i pełne życie, nie zachodząc ani razu do kościoła.
Zgadzam się, że można przeżyć wartościowe życie nie chodząc do kościoła, ale nie można przeżyć wartościowego życia bez wiary( nieważne czy w Boga czy w coś innego), a przede wszystkim bez miłości- zarówno tej do samego siebie, jak i do innych ludzi. Polecam "Sztukę miłości" Fromma, który pisze właśnie na ten temat.
Odpisz
#22
...
uratuj mnie przed samym sobą
Odpisz
#23
Sosen napisał(a):Pewnie inaczej byś na to patrzał, gdybyś potrafił żyć. A tak możesz się mamić takimi bredniami o życiu po życiu i nigdy nie dążyć do przeżycia życia, które masz.

Myślę ,że brednie o życiu po życiu zaczęli właśnie ci co umieli żyć. Po prostu spotykał ich na ziemi jakiś autentyczny dramat (nie taki wydumany jak FS) typu śmierć dziecka, śmierć bliskich, kataklizm, kalectwo i z tym coś trzeba było zrobić. Przykładowo: umiesz żyć, jesteś drwalem, upie*doli Ci ręce, popadniesz w biedę, żona zostawi i już nie umiesz. Podobnie jak żołnierz ,któremu urwie nogi. Wiara to próba wytłumaczenia sobie takich historii ,gdy już Cię ona spotka.


Sosen napisał(a):Myślę, że można przeżyć wartościowe i pełne życie, nie zachodząc ani razu do kościoła.

Jak wg. Twojej koncepcji życia dla przeżywania życia wygląda życie wartościowe? Gdybym przyjął Twoją koncepcję to odnoszę wrażenie ,że nie ma kompletnie żadnego wartościowania. Życie przeżyte to życie przeżyte, co za różnica czy będę ćpunem, pijakiem, hedonistą, nieudacznikiem ,czy wprost przeciwnie? Nie ma miejsca na życie wartościowe i życie zmarnowane bo żyje się po to by odczuwać. Ból, przyjemność, satysfakcję itd. Nieważne jak życie wygląda, i tak zawsze będę realizował jego sens, czyli odczuwanie. Jedyna różnica to taka ,że ktoś przeżył więcej satysfakcji ,a mniej upokorzenia itd. jaki sens mają wartości (o ile w ogóle istnieją) w Twojej koncepcji?
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#24
Może nie napisałem o tym, a może nie zrozumiałeś. Chyba nie napisałem. Wartościowe dlatego, że potrafi się chronić swoje słabości, czuć smutek, złość, wstyd. To się łączy z tym, że mamy relacje, które to umożliwiają. A takie relacje człowiek potrafi tworzyć, jeśli został do tego odpowiednio przygotowany, tzn. zaakceptowany, ochroniony, nie wytrenowany na człowieka społecznego. Więc wartościami takiego życia będzie życie w zgodzie ze swoimi emocjami, prawda(ta dotycząca rodziców - jeśli nas skrzywdzili, czyli wrażliwość na swoje słabości).
Odpisz
#25
Jeśli nie wierzy się, że po śmierci dalej nas coś czeka to faktycznie można nie czuć sensu. Bo... to byłoby bez sensu. Najmniejszego. Ja nie przyjmuję nawet do wiadomości takiej myśli, nie wiem skąd ona się w ogóle bierze. Więc chyba faktycznie główną rolę gra tu wiara. Ale to już osobny temat.
[Obrazek: banner1.png]
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nie sądzicie, że żeby być szczęśliwym i wesołym, nie można interesować się sprawami.. EasyPeasy 24 1 612 04 Cze 2017, Nie 16:14
Ostatni post: Beatrycze
  brak sensu życia społecznego i życia w ogóle... nikt1112 23 6 376 17 Cze 2014, Wto 22:39
Ostatni post: Niered


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.