- Niesamowita zazdrość, zdenerwowanie oraz naderwane zaufanie
#1
Zacznę od tego, że mam 18 lat i z fobią społeczną męczę się od szkoły podstawowej, a dokładnie od 5 klasy... Uważam, że temat pasuje do tego działu, ale jeśli się mylę to proszę o przeniesienie(o ile jest to możliwe).
Po znalezieniu tego forum stwierdziłam, że miło będzie w końcu to komuś opowiedzieć, skoro znajomych mało moje życie i problemy obchodzą   :Stan - Uśmiecha się:
Ne jestem jednak pewna czy cały ten długi post jest związany z fobią społeczną.

Podstawówka jak i pierwszy rok pierwszej gimnazjum(nie zdałam) były dla mnie przysłowiowym piekłem. Byłam gnębiona przez moją nieśmiałość, która później przerodziła się w fobię, gnębiona byłam za to, że lubię rysować, głównie przez chłopców, ale grupa dziewczyn także się znalazła.
Podczas uczęszczania do klasy 4 w końcu znalazłam sobie przyjaciółkę. Dobre trzy lata miałyśmy swój własny świat, obie uwielbiałyśmy rysować, bo ją niestety moją pasją zaraziłam, nocowanie u mnie było codziennością, u niej odpadało przez dużego, nieco agresywnego pieska.
Do 6 klasy było pięknie, wiadomo. Później niestety ona zmieniła szkołę(szkoła do której chodziłyśmy to podstawówka+gimnazjum, szkoła niestety sportowa, więc miała dość). I tak w pierwszej gimnazjum gnębienie stało się gorsze, tak jak w klasach 4-6 dziewczyna jakoś mi pomagała, specjalnie wyciągała mnie na spacery po szkole żebym tylko nie została sam na sam z resztą klasy. W gimnazjum popadłam w depresję przez jeszcze gorsze gnębienie, nikt ze mną nie rozmawiał, wszyscy mnie unikali, nauczycielom też jakoś nie bardzo zależało, aby wszystko zastopowało, a ja nie miałam odwagi powiedzieć mamie. Zaczęłam unikać wszelkich lekcji i właśnie to było powodem powtarzania klasy. W pierwszej gim, przyjaciółka jeszcze utrzymywała ze mną kontakt, to smsy, to gadu, to nocki etc, ale później znalazła sobie nowe towarzystwo i nasz kontakt się zerwał, zmieniła gadu oraz numer telefonu, a do mnie już nie przychodziła.

Szczerze zaczęłam jej przez to nienawidzić.

Zaczęłam jej zazdrościć nowych przyjaciół, kilka razy w tygodniu wybuchałam płaczem przy okazji się mocno denerwując gdy myślałam, że ona, właśnie w tym jednym, jedynym momencie spędzała czas z kimś innym. Wiele razy chciałam do niej napisać i jej wygarnąć, ale zmiana wszelkich numerów mi to uniemożliwiała, i w sumie nie miałabym odwagi tak czy inaczej więc po prostu siedziałam cicho i się załamywałam...
Nadal mam ochotę płakać za każdym razem gdy sobie o niej przypomnę i wmawiam sobie, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, już nawet nie pamiętam jak wygląda...

W drugiej gimnazjum, już w nowej szkole po zaliczeniu roku, w którym nie zdałam, poznałam chłopaka, który zagadał bo zobaczył przypinkę na mojej torbie "I <3 ANIME". Zaczęliśmy się dogadywać, nie zostałam jego dziewczyną po mimo pytania, dlaczego? Bo nie chciałam i nadal nie chcę chłopaka.
Mieliśmy nawet plan, żeby iść do tego samego liceum! Niestety nie mogło się to ziścić, bo na profilu imformatyka-grafika komputerowa jest rozszerzona matematyka, z której jestem beznadziejna.
A więc przez te dwa lata(kolega także był po jednym nie zaliczonym roku, więc ten sam rocznik) dotrzymywał mi towarzystwa na przerwach i lekcjach.

Ale najgorsze i tak było to, że w pewnym momencie, w trzeciej gimnazjum poszedł z mojej ławki...

To było dosyć nagłe, ani me ani be, po prostu siedząc raz w ławce na pierwszej lekcji, on się spóźnił i pewna, że usiądzie jak zwykle obok mnie przesunęłam się pod ścianę, ale zamiast tego, chło0pak usiadł w rzędzie pod oknem w ostatniej ławce z kimś innym. Byłam szczerze w szoku...
Później po wyjściu na przerwę powiedział tylko "cześć" i poszedł do grupki osób, aby połazić po szkole, nie zapytał nawet czy chce iść z nim. Później stwierdziłam, że po prostu miał zły dzień i chciał pobyć sam, ale nie pasowało do tego łażenie po szkole z grupką rozgadanych osób.
Myśląc tak, miałam nadzieję, że na drugi dzień będzie jak dawniej, ale taka sytuacja powtarzała się z dnia na dzień, aż w końcu po miesiącu przestał się do mnie w ogóle odzywać, czasami jedynie jakieś ciche "cześć" jak sobie przypomniał.
Załamałam się ponownie jak wcześniej, teraz było niestety gorzej, bo on wychodził na pizze lub spacery wraz z tamtą grupką oraz moją koleżanką, którą mu przedstawiłam, a znałam ją od jakiś 4 lat, on natomiast niecałe dwa tygodnie... Nigdy nie zadzwonił ani nie napisał w sprawie czy chcę iść z nimi, czy chcę wpaść do tej właśnie koleżanki jaką mu przedstawiłam.

Czułam się odrzucona jak nigdy, bo na facebooku ciągle pojawiały się zdjęcia i posty jak to świetnie było wtedy a jak wtedy itd, itp.
Próbowałam dać im do zrozumienia, że mi przykro dając lajki pod postami i komentując, ale oczywiście nic, nic też nie zdziałało tło na moim profilu z wiadomością "Feeling left out.", które ustawiłam sobie pod wpływem emocji...

W szkole rozmawiałam z nim ostatni raz podczas zakończenia trzeciej gimnazjum, potem po prostu uciekłam.
Podobnie jak w przypadku dziewczyny, do tej pory mam napady smutku i nawet płacze gdy sobie o nim przypominam.
Zaczęłam nawet obwiniać siebie za to, że nie zgodziłam się na chodzenie z nim i przy okazji zadawać pytania "Dlaczego? Niech zgadnę, po prostu mnie nie cierpisz i zawsze wkurzałam cię moją małomównością, to to, nie?"

Dodam jeszcze, że aby się mnie "pozbyć" podczas gdy on łaził z tamtą grupką ludzi po szkole, wręczał mi swoje Nintendo 3DS wraz z pokemonami w slocie... Nie pamiętam dnia, w którym by mi konsolki nie wcisnął na przerwach...
Po gimnazjum nasz kontakt zerwał się całkowicie.

Po raz kolejny zaczęłam nienawidzić osobę, do której byłam tak cholernie przywiązana.

Osobiście poczułam jak zaufanie do tych dwóch osób po prostu znika.
Byłam zazdrosna o to, ze inni spędzają z nimi czas, a ja nie miałam takiej możliwości.

Mam też nieodparte wrażenie, że gdyby teraz ktoś z tej dwójki przyszedł pod moje drzwi, posiedzieć w moim pokoju, bo sprawy, rozpłakałabym się na ich widok...

Mam taki mały problem ze sobą...
Nie potrafię znieść "dzielenia" się kimś z kimś innym.
Tę dwójkę chciałam mieć tylko i wyłącznie dla siebie, aby nie mieli kontaktu z innymi.
Nie musieliby ze mną rozmawiać, ważne, abym mogła mieć ich przy mnie wiedząc, że nigdy nie odejdą.
Więc te uczucia irytacji i wiele innych są wywołane głównie tym.
Odpisz
#2
Bardzo Ci współczuję   :Stan - Niezadowolony - Smuci się:
Odpisz
#3
Może kup sobie jakiegoś zwierzaka? Uwierz mi naprawdę pomaga.
Ludzie nie lubią być kontrolowani. Gdy będziesz za bardzo ograniczać ich "wolność"To zapewne uciekną. Rozumiem, że jak ktoś się już trafi to nie chcesz aby odchodził, ale może gdy oni wkręcają się w nowe towarzystwo spróbuj się "wkręcić" z nimi. Daj im większą swobodę, sama nie bądź na każde ich skinienie -Najważniejsze nie bądź zbyt natarczywa-chyba nikomu się to nie podoba.
Rozumiem twój ból i samotność, współczuję ci i chciałbym pomóc, ale może spróbuj choć troszkę otworzyć się na ludzi. Co jest twoją główną"wadą"? Wiem może zbyt natarczywe i źle skonstruowane pytanie ,ale żeby dojść do rozwiązania problemu trzeba znać przyczynę.
Możesz mieć swój świat, ale spróbuj zajrzeć do tego świata. Nie zamykaj się na innych.
Odpisz
#4
k...a... Bedzie chaotycznie. Wiesz, nie odbieraj tego zle, ale moze powiem Ci jak czasem to miejsce dziala, przyszedlem tu, mialem humor przyzwoity, tak o dowcipkowalem sobie nieco, nieco gadalem o polityce, ze to kretyni, a pis jest zly, wiesz, jakies dziwne historie, a tu o, mocno poruszajaca historia, gdy ktos swoje zycie streszcza tak brutalnie, tak otwarcie, tak jednoznacznie...

Rozbraja, empatia gdzies wyskoczyla nagle, no masakra. I wtedy przypominam sobie czemu my tu jestesmy, ze kazdy z nas ma swoja historie za soba, doswiadczyl swinstw w zyciu niemalo itd. Nie wiem jak to ujac, ale mam wrazenie, ze przez to jak bardzo jestes otwarta swiat staje sie jakby lepszy. Ja sam jakbym byl lepszym czlowiekiem. Dostrzegam wiecej, czuje mocniej, doceniam co mam i mam sile do tego by walczyc o wiecej. To oczywiscie wyszlo Ci przypadkiem, ale mysle, ze za to wlasnie kocham to forum.

Hezam, wbrew pozorom, doradzil Ci dobrze. Musisz troche pojac co robisz nie tak, niestety nie jest to przyjemne, ale ewidentnie cos musialo byc nie w porzadku z Toba. Na pewno sie angazowalas - to jest dobre, ale wnioski mam podobne - przypuszczalnie - chcialas spedzac z jedna, czy druga osoba caly czas, dni, tygodnie, ciagle. I nie, to nie jest cos zlego, z pewnoscia jest na swoj sposob piekne, ale w dluzszej perspektywie dosc meczace. Powtarzam po nim w zasadzie niejako, by powiedziec jedno - to nie Twoja wina, mimo wszystko nie ma w tym Twojej winy, a ci ludzie zachowali sie paskudnie. Chamsko. A ponad wszystko skrajnie egoistycznie. Odnosze wrazenie, ze po prostu mysleli glownie o sobie, stalo sie, zle trafilas, najwazniejsze w tej sytuacji i jedyne co mozesz zrobic to wyniesc z tego lekcje dla siebie. Nie najprostsza z mozliwych - nie ufaj nigdy wiecej, czy nie otwieraj sie. Wierz mi - druga opcja jest mi bliska i choc z tym walcze w wielu momentach jestem tak piekielnie zamkniety, ze nie opisze Ci tego. No tak, jak to tylko mozliwe. Nie idz ta droga zatem, wez z tego cos dla siebie i probuj z tego paskudnego jednego, czy drugiego odrzucenia jakos czerpac. Na pozor niewykonalne, ale da sie. Naprawde.

Jest mi tez szalenie przykro, bo cierpialas i bylo Ci zle, zahukana zostalas, ale bezsprzecznie dobra i wartosciowa z Ciebie istota. Bije to z Twoich literek. Z jednej wiec strony nic w tym dobrego, z drugiej - takze przez to cale emocjonalne gowno, ktore musialas przezywac i ktore ciagle siedzi w Tobie, jestes osoba, w ktorej wyksztalcily sie i piekne cechy. Cos, co ktos bedzie w stanie docenic. Tak jak dwoch anonimowych zupelnie dla Ciebie ludzi wczesniej, ktorzy napisali przede mna, tak i ja dostrzegamy te cechy w Tobie, cos, co mozna lubic, cenic i bardzo szanowac.

Piekielnie smutna historia, ale nie daj sie, dopadnij kogos, dziewczyne, czy chlopaka i zaangazuj sie emocjonalnie, myslenie o niej, czy o nim i nakrecanie sie to paskudna sprawa. Probuj, walcz, nie daj sie, nie wracaj do tego, bo sama bedziesz robic sobie krzywde. Jak do tego doprowadzic? Kurde, nie wiem, ale wiem, ze musisz zrobic absolutnie wszystko, by przestac o nich myslec. Przestac do tego wracac, bo to Cie zmasakruje jakos. Znajdz jakiegos drugiego samotnika moze (nawet tu na tym forum - nic tylko wybierac), moze nawet takiego, ktory lubi anime (osobiscie bym nie polecal tej opcji, ale czasem jak pasja silna to no ostatecznie moze... ale odnosze wrazenie, ze to zlo) i zaangazuj sie, na tyle, na ile bedziesz chciala, by sukcesywnie zapominac o tamtej dwojce, to jakas moja rada. Najlepsza z mozliwych jest tu niestety najprostsza i najskuteczniejsza - olej ich. Ale tak sama przed soba. Wiem, ze odrzucenie przezywa sie az okrutnie, to paskudna rzecz, wiem, ze cierpialas, wiem, ze nadal cierpisz, wierz mi - wielu z nas tu obecnych doskonale Cie rozumie w tej kwestii, w tym i ja (jak i w wielu innych kwestiach) ale wierze, ze bedzie lepiej. Naprawde.
Odpisz
#5
Ostatnio mam podobne odczucia czasami do Ciebie Nekoszowy. Również chciałbym mieć swoich kolegów tylko dla siebie bo to z jednej strony normalne (chyba większość chciałaby) ale z drugiej niemożliwe. Od czasów gimnazjum mam 2 świetnych kumpli z którymi to spędzam czas prawie zawsze kiedy wychodzę z domu. Jednakże oni oprócz mnie mają jeszcze wielu kolegów, ja mam ich zdecydowanie mniej. Zazdroszczę im tego mocno, jeszcze bardziej zazdroszczę im tego że w przeciwieństwie do mnie mają oni zaufane koleżanki, z którymi lubią przebywać i to coraz częściej robią moim kosztem. Dodatkowo dla chłopaka dobry kontakt z dziewczynami to czynnik który dość mocno zwiększa ich samoocenę i poczucie wartości. Zabierają mnie oni do tych koleżanek ale ja wtedy jakoś dziwnie się czuję, jak piąte koło u wozu. Podsumowując oni dla mnie są najlepszymi kumlami, numerami 1 a ja czuję że dla nich jestem coraz niżej w hierarchii, bo może jakimś numerem 4,5 czy 6. To niefajne uczucie.

Mam wrażenie że Ciebie spotyka dokładnie to samo. Chcesz być dla tych osób najważniejsza ale prawda okazuje się bolesna, już nie jesteś. Na pocieszenie napiszę Ci że jeśli chłopak chciał z Tobą chodzić to znaczy że na pewno bardzo Cię lubi. Musisz zaakceptować fakt że nie będziesz zawsze przy nim ale równocześnie starać się z nim widywać bo to niemożliwe żeby ot tak zmienił o Tobie zdanie. Może zaryzykuj i poproś kolege/koleżanke o zapoznanie z innymi ich kumplami/znajomymi. Mogłabyś wtedy znów poznać kogoś ciekawego. Tak właśnie powstaje "paczka". Życzę Ci i sobie powodzenia
Odpisz
#6
Ja mam tak z niektórymi dziewczynami, najlepiej to chciałbym zbudować harem na jakiejś bezludnej wyspie żeby nikt nie miał do nich dostępu.   :Stan - Uśmiecha się - ROFL:
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Napady płaczu , nisko samoocena , strach przed ludźmi oraz destrukcja. Susanamyname 8 1 020 12 Lip 2017, Śro 17:53
Ostatni post: Susanamyname
  Zazdrość Kawaii17 6 1 337 25 Wrz 2015, Pią 22:21
Ostatni post: vesanya
  Bolesna zazdrość. zrytymusk 63 12 912 06 Mar 2015, Pią 13:57
Ostatni post: shalafi
  Jak wyrabiacie wiarę w siebie oraz windujecie samoocenę? Mannequin 199 13 041 04 Lip 2014, Pią 21:00
Ostatni post: Zasió


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.