- Niska samoocena, jestem gorsza od innych
#1
Wydaje mi się, że takiego symptomu tu nie ma.
A może to nie FS tylko cos innego :shock: ?

Odkąd jestem świadoma na tym świecie czyli od podstawówki pamietam, że miałam poczucie bycia gorszym. Generalnie gorsza i juz. I choc widziałam nie raz, że są inni o wiele bardziej pokrecenie, dalecy od doskonałości, ja wciąż stawiałam się niżej i nizej. Logika przeczyła faktom i ni eumiałam ustawic ise na własciwe tory. Mam poczucie stałego oceniania mnie i konieczności sprostania wszelkim żądaniom. Choc od lat walczę z tym autosugestią nadal w środku jestem tą zacofaną czująca się gorzej.
Nie wiem skąd to sie wzięło, nie pamiętam dnia ani zdarzenia w dzieciństwie, które mogło mnie tak nastroic.
Czy to sie wywysa w genach ?    :Śmieje się:
najlepszymj est, że na zwnatrz psotarzegana jestem jako ta, która wie, która umie, która da rade. Żygac się chce ...

Najgorsze, ze córka (8 lat) ma to samo.
Czy jaj jej zrobiłam krzywde mimowolnie przekazując swoje wzorce zachowań, ukryte leki, nadopiekuńczość. Walczę z jej lekami ale chyba robię to źle.

Jak to widzicie ?  :Stare - Przewraca oczami 2:
Czasem jestem jak przeciąg, a czasem jak mysz pod miotłą ...
Odpisz
#2
Wg. mnie 8 lat to za wcześnie ,żeby coś z*ebać. Oczywiście pomijając patologię. Dzieci mają na ogół takie etapy bycia wstydziochami. Najwyżej jakieś obciążenie genetyczne ,ale to i tak nic pewnego. Wg. mnie najważniejszą rzeczą do przekazania dziecku jest samoakceptacja i optymizm. Samoakceptacja ,czyli jesteś świetna taka jaka jesteś teraz, żadne nie wstydź się, bądź odważniejsza, taka śmaka owaka bo to przyniesie odwrotny skutek. Jak już to jesteś piękna ,odważna, wspaniała. Co do optymizmu to jest dobra książka ebook Martin E.P. Seligman - Optymizmu można się nauczyć. Jest na chomiku ,mogę Ci wysłać na mail. Wg. tego córka mogła na zasadzie obserwacji coś od Ciebie podłapać. Jakiś negatywizm, niezadowolenie ,brak wiary w siebie ,czy nieakceptowanie się. Na logikę: Jeśli przykładowo mama całe życie była krytyczna wobec siebie , wiecznie się sobie nie podobała przeglądając się w lustrze, mówiła to na głos, odchudzała się ,albo przed pójściem gdzieś stresowała ,nie wierzyła to raczej córka to przejmie. No ,ale 8 lat to bardzo wcześnie. Chyba ,że miało być 18. Są jeszcze dziecięcy psycholodzy. Oni ,właściwie one się znają na tym najlepiej i najlepiej je o to pytać. To moja własna, subiektywna opinia. Co do niskiej samooceny i poczucia niższości to w jakimś stopniu ma to każdy cierpiący na fobię społeczną. Jednak samo to nie znaczy jeszcze ,że jest fobia.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#3
Dzięki za Twoje zdanie   :Śmieje się radośnie:
Duzo w niej prawdy !
Mała ma 8 lat niespełna. Do 18-tu jeszcze dycha.
Słysze od lat wokół o pełnej akceptacji dziecka, ale chyba mam troszkę problem z rozgraniczeniem pełnej akceptacji, a wychowywaniem w dyscyplinie, która wymaga zakazów, nakazów, czasem ostrego zaregowania (krzykiem, nie uzywam siły, bo i zupełnie nie działa, po plasnieciu w tyłek mała wystawiła pupę mówiąc "prosze bardzo"    :Uśmiecha się:). Byłam wychowywana krótko, w duchu czystości, estetyczności, poszanowania ludzi, zwracania uwagi na uczucia innych i te sprawy. Taki sam sposób przekazuje małej korygując tylko to co nie podobało mi sie domu rodzinnym (silny podział na sprawy babskie i męskie, ja preferuje partnerstwo we wszystkim). Do tego mam zaszytą w trzewiach dokładność, która mnie czasem dobija po cichu, bo zabiera mi cenny czasna bycie z rodziną. nie umiem jednak zostawić wszystkich waznych spraw i bawić się i żyć pełnią.
Jestem nerwusem przejmującym się problemami i niedociagnięciami i wymagajacym oid siebie wiele i od bliskich równiez ( w tym od małej).

Córę wychowuję krótko, nie pozwalam na głupie zachowania i powatrzalne pomyłki, tłumaczę konsekwencje. Mam wrażenie, że kiedy popuszczę małej, będzie niewychowana, pójdzie w ślady beztroskich łobuzów, których spotykam na każdym kroku wraz z ich beztroskimi mamusiami. Niestety bardzo wkurza mnie obecny sposób wychowywania (a raczej NIEwychowywania) dzieci w duchu, im bardziej krnąbrny i dążny do celu bez konsekwencji tym lepiej sobie poradzi w zyciu. Nawet w rodzinie to słyszę ...    :Smuci się: Jestem z innej epoki wychowawczej ...
Trzymam córę chyba za krótko i nie potrafię popuścić, tak samo w życiu i towarzyszacym wokół perfekcjoniźmie.

Tak wogóle to jestem optymistką, łatwo nawiązuję kontakty, mam łatwość wypowiedzi i reakcji, widzę dobre strony życia. Lubie te ulotne dobre chwile. Ale wciąz czuję tego drążącego robala - niską samoocenę, która utrudnia mi utrzymanie kontaktu z ludźmi, bo bardzo szybko ich krytykuje i skreslam za większe lub mniejsze błędy uważając, że są źli bo tak robią (pewnie w środku tak tez oceniam siebie jak mi się zdarzy błąd). Osiagnęłam sporo walcząc z tym krasnoludem różnymi autotechnikami, ale wystarczy słabszy dzień i ... wiadomo. Nie mam psiapsiółek, dobrze żyje z mamą, ona zna mnie nawylot    :Uśmiecha się:

Znalazłam to forum i widzę, że wiele tematów jest jakby o mnie. Niektóre przekraczają jednak moje najsmielsze wyobrażenia (strach prze ludźmi tak wielki, że człowiek zamyka się w domu i z niego nie wychodzi). Moje problemy wydają się blednąć i być błache, ale są dni kiedy wewnetrzny zabójczy mechanizm unimozliwia normalnie funkcjonować. Wg testu forumowego daleko mi do pierwszego progu fobii.

Nie radze sobie dobrze z krytyką. Nawet ta logiczna najpierw mnie zwala z nóg, czuję jak podnosi mi sie cisnienie. Dopiero potem na spokojnie oceniam i widze sens. To utrudnia mi stawianie swojego twardego stanowiska, potem mam do siebie pretensje, że nie zawalczyłam wystarczająco. I tak w kółko. A pracę mam taką, że spotkania gonią spotkania, projekty, nowe pomysły i ich realizacja. A ja źle sypiam kiedy mi nie idzie i nie dociera do mnie, że nikt nie wie jak temat ruszyć. Mnie dobija, że JA nie umiem.

Nie szukam głaskania po głowie tylko wskazania jak się autonastroić i wyciąć z głowy złe myślenie. Żeby sie nie niszczyć głupim przejmowaniem się co oni o mnie myślą i czemu źle ...

Nawet teraz pisząc to wszystko czuję się głupio, że komuś zawracam głowę. Chciałabym wyzbyć się tego problemu wyrzucając z siebie wstyd i opory i żyć normalnie. Ciężko ...
Czasem jestem jak przeciąg, a czasem jak mysz pod miotłą ...
Odpisz
#4
Cytat:Czy jaj jej zrobiłam krzywde mimowolnie przekazując swoje wzorce zachowań, ukryte leki, nadopiekuńczość.

niestety tak    :Smuci się:

Cytat:Wg. mnie 8 lat to za wcześnie ,żeby coś z*ebać.

niestety bardzo się mylisz

Cytat:Córę wychowuję krótko, nie pozwalam na głupie zachowania i powatrzalne pomyłki, tłumaczę konsekwencje.

no. byłam podobnie wychowywana, a teraz tłumię emocje, nie potrafię ich wyrażać, czuję się od każdego gorsza. Nie um iem dbać o siebie,m zawsze się zastanawiuam, co pomyslą inni. żyję w przeswiadczeniu, ze inni są wazniejsi niż ja. lepsi. Uważam na każde słowo, każdy gest, ciągle jestem usztywniona i nie umiem się wyluzowac i odnalezc w zadnej sytuacji społecznej. Twoja corka bewdzie taka sama jak sie natychmiast nie ogarnies zi nie pojdziesz się leczyć. A za kilkanaście lat powie to samo co ja powtarzam - moja matka nie nadaje się na matkę i tacy ludzie jak ona nie powinni miec dzieci.
Lepiej jest znać cel swojej drogi, nie wiedząc, jak do niego dojść,
niż wiedzieć jak iść - nie wiedząc dokąd.

Nie ma ludzi normalnych. Ci "normalni" to wariaci, którzy bardzo dobrze udają, zaś wariatami nazywa się tych, co nie mają już siły udawać.
Odpisz
#5
Nic dodać, nic ująć do tego, co napisała Atumn

Mam bardzo podobnie. Moja mama zawsze dużo ode mnie wymagała, a nadopiekuńczość przejawia czasem i teraz, kiedy jestem... tfu tfu, powinnam być.... dorosłym, samodzielnym i odpowiedzialnym człowiekiem. O tym, jak taka bezradność przeszkadza w życiu, prawdopodobnie już zdążyłaś tu przeczytać... Bo ja się tak właśnie bardzo często czuję - jak bezradne dziecko, niepotrafiące samodzielnie podjąć decyzji czy też działania. A dlaczego? Bo nikt mnie nigdy nie nauczył, że porażki i błędy też są w życiu ważne, o ile nawet nie ważniejsze.
Odpisz
#6
że już nie wspomnę o nie pozwalaniu na głupie zachowania. "jaką ty masz minę?" "co ty najlepszego robisz?" "ale głupią zabawę wymyśliłaś" "no i nie śpiewaj tak głośno" itp itd, to skutkuje w przyszłości poczuciem że jest się beznadziejnym, niezdolnym do niczego. Ja cierpię na nadmierne kontrolowanie siebie. Pod każdym względem. własnie prze zmoją matkę i nie pozwalanie mi na naturalnosc gdy bylam dzieckiem.
Lepiej jest znać cel swojej drogi, nie wiedząc, jak do niego dojść,
niż wiedzieć jak iść - nie wiedząc dokąd.

Nie ma ludzi normalnych. Ci "normalni" to wariaci, którzy bardzo dobrze udają, zaś wariatami nazywa się tych, co nie mają już siły udawać.
Odpisz
#7
Co do wychowania i dogadywania się z dzieckiem (i nie tylko) mogę polecić najlepsze co czytałem na ten temat:
Thomas Gordon "Wychowanie bez porażek"
Cytat:A kto pomaga rodzicom? Co robi się, by wspomóc rodziców w ich staraniach wychowawczych dla uzyskania prawidłowego procesu rozwoju ich dzieci? Gdzie mogą dowiedzieć się, jakie i kiedy popełniają błędy i jak ich uniknąć, względnie jak należałoby postępować właściwie? Rodziców się oskarża, ale się ich nie szkoli.(...)

...autor proponuje metodę porozumiewania się z dzieckiem, która sprawia, że staje się ono bardziej samodzielne i bardziej odpowiedzialne, że wzajemny szacunek między rodzicami i dziećmi jest czymś naprawdę przeżywanym, a nie powinnością narzuconą dziecku, zanim mogło ono dostrzec u rodziców wartości, które ten szacunek budzą.
Propozycje wychowawcze Gordona służą także rozwojowi osobowemu rodziców. Uwalniając od żmudnego grania „roli wychowawczej", pozbawiającej spontaniczności i na tyle męczącej, że podświadomie redukuje się kontakt z dzieckiem do najkonieczniejszego minimum, pozwala każdemu z rodziców być sobą w kontakcie z dzieckiem, dopuszcza niekonsekwencje i niekiedy niezgodność rodziców w jakiejś kwestii, co jest bardziej naturalne niż kurczowe trzymanie wymuszonego wspólnego frontu. Trud wyuczenia zostaje nagrodzony uwolnieniem od napięć, a dziecko, bardziej samodzielne w rozwiązywaniu własnych problemów, nie odwołuje się z każdym drobiazgiem do sądu rodziców, pozwala przeżywać wspólne życie domowe w atmosferze wolności i odprężenia. Emocje nie muszą być tłumione: lepiej, gdy zostają nazwane oraz wyrażone w sposób nie naruszający więzi rodzinnej. Tego usiłuje nauczyć Gordon.
Ośmiolatka to już bardzo konkretny człowiek.. Z kimś takim można stworzyć wspólny front w zmaganiu się z przeciwnościami, problemami, konfliktami itp.
Odpisz
#8
Oj tak, wątek zacząłem czytać trochę od końca, wreszcie dotarłem do posta numer trzy i o ile na początku sądziłem, ze Atumn musi trochę przesadzać... potem z każdym zdaniem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że ma rację.    :Smuci się: A słowa autorki przywoływały myśli także o mojej matce... Cóż, nawet jeśli Atumn nieco na wyrost bije na alarm, nawet jeśli nie wiemy wszystkiego, a ja postrzegam cie przez pryzmat własnych przeżyć - to wiem jedno - rysuje mi się obraz osoby, która może bardzo skrzywdzić swoje dziecko. I to nawet teraz, a na pewno już za rok, za dwa... Ba, piszesz, zę córka "ma tak jak ty" - może już ją "wychowałaś"...
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#9
Cytat:Trzymam córę chyba za krótko i nie potrafię popuścić, tak samo w życiu i towarzyszacym wokół perfekcjoniźmie.


Perfekcjonizm + wrażliwość = autodestrukcja.


Zastanawiam się czy nasze posty nie będziesz odczytywać jako atak na swoją postawę? No ale „Nie szukam głaskania po głowie tylko wskazania jak się autonastroić i wyciąć z głowy złe myślenie. „.

Sama tego nie zrobisz (znaczy jest to możliwe ale wymaga dużego dystansu, którego szybko się nie nauczysz).
Zgadzam się z Atumn. Jeżeli chcesz wprowadzić zmiany w swoim życiu musisz zacząć pracować z specjalistą (terapeuta) i to jak najszybciej. Jak widać mimo wychowania dziecka wg zasad, które wydają Ci się dobre tworzysz małą nieszczęśliwą kopię siebie. Masz namacalny dowód, że twoje zasady tylko z pozoru mogą przynieść coś dobrego a tak jednak nie jest.

Praca nad sobą głównie polega na rezygnacji z czegoś. Na to musisz się przygotować.



zostawię to tutaj bo może się przydać
http://www.youtube.com/watch?v=Wk-0g-AHx1Q
Odpisz
#10
Jestem pewien, że moja fobia jest wynikiem działań mojej mamy, staram się jej nie winić bo pewnie gdybym sam miał dzieci to wychowałbym je na wariatów. Zresztą obwiniać można rodziców, dziadków, pradziadków, prapradziadków itd.

Uważam jednak, że obecnie młodzi rodzice nie mogą być już tak łatwo usprawiedliwiani. Dziś dostępna jest literatura, która może dać pewne wskazówki – jak nie wychować dziecka na nieporadnego, nieprzystosowanego idiotę. Niestety nie jestem w stanie niczego polecić bo temat obecnie znajduje się poza obszarem moich zainteresować (czyli: alkohol, internet, sen). Tak więc skoro dziecko już masz, to możesz coś poczytać i skorygować sposób wychowania.

Co może się stać, jeśli przekażesz jej swoje wzorce zachowań? Powieli Twoje błędy, których tak bardzo chcesz jej oszczędzić i dlatego trzymasz ją krótko – błędne koło.

Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z okazji na wyplucie własnego żalu, spróbuję krótko : )

Moja mama zawsze twierdziła, że jestem wychowywany bezstresowo, może i tak było w domu, ale w szkole albo przed kimś (kimkolwiek oprócz najbliższej rodziny) zawsze miałem zachowywać się wzorowo. Uważać na to co mówię, żeby nie wyjawić rodzinnego sekretu, to jest: że nie chciało nam się pójść do kościoła, albo że mama z tatą piją piwo (tak, wielkie rzeczy). Po czasie stwierdziłem, że w ogóle nie opłaca mi się odzywać, stopniowo zamykałem się w sobie. Któregoś dnia usłyszałem coś co uważam, że zmieniło moje życie. Mama powiedziała: „jestem ciekawa jak zachowujesz się w szkole, któregoś dnia wejdę do klasy, schowam się w szafie i będę cię obserwować, czy nie broisz”. Tak się właśnie wychowuje dzieci. Dzięki tej metodzie do 15 roku życia nie ma z nimi problemu, a później stają się w najlepszym przypadku marginesem społecznym.

Wyobraźcie sobie, kochaną mamę, które zmienia się w okropną jędzę gdy tylko mówisz przy kimś coś wg niej jest nie tak. Dziś dziwi się dlaczego nie jestem człowiekiem sukcesu. Często też wymagała ode mnie żebym coś zrobił i nie mówiła mi o tym, bo miałem „się domyślić”, a później było niemiło bo coś było niezrobione (wow, jak to?). Przykładów mógłbym mnożyć tyle, że byłoby na książkę, parę tomów. Kiedyś próbowałem z nią o tym rozmawiać, broniła się płaczem i robieniem z siebie ofiary.

Cóż, mam neurotyczną matkę, mam fobię i jestem nieudacznikiem. Pewnie po części winne są geny, po części wychowanie i mój charakter. Pozostaje pytanie, kim mógłbym być gdyby mama w młodości trafiła na odpowiednią książkę? Albo gdyby tata nie wyjeżdżał i temperował jej tyranię? Zapewne co najmniej batmanem.

Koniec.
When night falls
she cloaks the world
in impenetrable darkness.
A chill rises
from the soil
and contaminates the air
suddenly...
life has new meaning.
Odpisz
#11
Wichura,

spróbuj bardziej pokochać córkę, polubić, zaprzyjaźnić się z nią, a nie zakazywaći nakazywać tylko.

Mnie tego straszliwie brakowalo w relacjach z mamą, byłam wychowywana bardzo surowo i do tego lekceważąco (wyśmiewania, obrażanie się itp). Trauma do dziś. Czulam, że brakuje mi właśnie tego ciepła, może u Twojej córki jest podobnie?
https://poznamznajomych.fora.pl/

fajnie by było, gdyby to jakoś dzięki faktycznej aktywności ruszyło    :Uśmiecha się:
Odpisz
#12
Czytając Wasze wypowiedzi mam wrażenie, że wychowywali nas ludzie z NPD albo borderzy. Moja matka do dziś żywi się opiniami innych ludzi, żyje przekonaniem, że musi być perfekcyjna, ale jej standardy "perfekcji" zmieniają się zależnie od tego o czyją akceptację się stara. To jak być pustą w środku skorupą człowieka, bez własnego zdania, przekonań, systemu wartości. Bez własnych granic i poszanowania granic innych. Dlatego tacy ludzie nałogowo przekraczają granice innych - nie widzą ich.


Wichuro, na pewno bardzo kochasz swoją córkę, pozwól jej po prostu być sobą.
- A co z twoim wewnętrznym krytykiem?
- Odszedł. Czuł się ignorowany. :Cebulak - Zadowolony 2:



Great things never came from comfort zones.
Odpisz
#13
Moim zdaniem twój problem polega na tym, że chciałabyś żeby córka jakaś była.. najlepiej inna niż ty. Wiadomo, że może chcesz dobrze, nie chcesz żeby przechodziła to, co ty, ale nie akceptując tego, jaka jest robisz jej jeszcze większą krzywdę. Ma 8 lat, a ty już ją odrzucasz: "najgorsze, że córka ma 8 lat, a ma to samo". Serio to jest najgorsze? Na pewno dziecko to czuje. Dlaczego do cholery jak dziecko się urodzi i jeszcze robi pod siebie to jest kochane no matter what, a jak dorasta musi spełnić jakieś warunki żeby sobie zasłużyć? Taką krzywdę zrobili mi moi rodzice. Nie wiem co oni sobie w głowach poukładali, jaki mieli obraz wymarzonych dzieci, ale nigdy ni cholery nie byłam blisko tego obrazu. Jedyne co zrobiłam źle to staranie się żeby być taka, jak chcą, ale jak mówię nigdy się to nie udało.
Też byłam wychowywana krótko.. nie rób tak; nie mów tak; nie idź tam, co ty robisz.. ciągłe strofowanie.. co to robi z człowieka? totalną fujarę.. człowiek się w sobie zamyka i przestaje mieć ochotę robić cokolwiek, boi się zrobić cokolwiek.. po co jeśli go za to skrytykują i zganią? Lepiej siedzieć w kącie, nic ryzykownego nie robić i nie odzywać się, bo wtedy przynajmniej nie narażasz się na przykrości. Jak wygląda życie takiej fujary później nie muszę chyba mówić. Jeszcze jak pójdzie do przedszkola taki słaby i nijaki i dzieci wbiją kolejne szpile to jesteśmy ugotowani.

Nadopiekuńczość z kolei prowadzi do braku umiejętności radzenia sobie w życiu. Rodzic myśli, że opiekując się dzieckiem uchroni je przed porażkami - nie wolno. Dziecko musi doznawać porażek. Człowiek powinien się ze wszystkim mierzyć, ryzykować, przełamywać swoje lęki, a nie uciekać - to go wzmacnia, staje się silniejszy. Jak się go zamknie, pozbawi możliwości podejmowania samodzielnie decyzji i potem z tej klatki wypuści to nie będzie wiedział co ze sobą zrobić.

Mówicie o chwaleniu dzieci, że powinno się mówić, że są wspaniałe itd. okazuje się, że trzeba umieć chwalić. Jak dziecko zawiąże samo buta i go wychwalicie, że jest takie zdolne, że samo umie to najprawdopodobniej robicie mu kolejną krzywdę. Powinno się powiedzieć.. bardzo ładnie zawiązane, na pewno bardzo się napracowałeś żeby dojść do takiej wprawy we wiązaniu. Chodzi o to, że powinno się chwalić nie człowieka, a jego osiągnięcia i podkreślać, że żeby coś osiągnąć konieczna jest praca. Okazuje się bowiem, że dzieci, które chwali się za to, jakie są częściej się poddają, nie walczą i nie podejmują ryzyka i uważają się za głupie jak czegoś nie potrafią zrobić i tłumaczą sobie porażki brakiem talentu. Z kolei dzieci chwalone za pracę częściej osiągają sukces, ryzykują i nie boją się porażek, bo porażka nie świadczy o nich, że są gorsi i głupsi tylko o tym, że po prostu za mało pracy czemuś poświęcili. Tak jakby nie wjeżdża na ich poczucie własnej wartości, a dodatkowo motywuje żeby pracować więcej. Ja niestety byłam chwalona to za to, jaka jestem nie za pracę.

Próbowałam ostatnio zmienić myślenie z tego, że jestem beznadziejna i nic mi nie wychodzi na to, że nie jestem głupia tylko po prostu nie włożyłam w coś wystarczająco pracy i nawet nie wiecie jak przez te 3 tygodnie zmieniło się moje nastawienie do życia.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis WielkiNos:
  • vesanya
Odpisz
#14
   :Smuci się bardzo:(((
   :Smuci się:
Trzymaj się z dala i szybko uciekaj
Szukaj za rogiem innego człowieka
Bo egoista w zanadrzu ma żmiję
W serce ukąsi i krew Ci wypije
Odpisz
#15
Co jest?
Odpisz
#16
Chyba nie jestem w stanie pisać publicznie na forum    :Obraził się:
Trzymaj się z dala i szybko uciekaj
Szukaj za rogiem innego człowieka
Bo egoista w zanadrzu ma żmiję
W serce ukąsi i krew Ci wypije
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.