- Paniczny strach przed śmiercią rodziców
#1
Cześć,

od kilku dni przechodzę bardzo trudny dla mnie okres i muszę się wygadać. Jako że nie mam żadnych znajomych, a na najbliższą wizytę u psychoterapeuty muszę poczekać do poniedziałku, wygadam się tutaj. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta (i coś odpisze).

Mam 30 lat, jestem osobą schizoidalną, od 11 lat nie posiadam żadnych znajomych, od dziewięciu miesięcy nie pracuję. Zanim przejdę do wątku tytułowego, napiszę krótko, jak znalazłem się w obecnym – powiedzmy to wprost – dość przykrym położeniu.

Problemy z nawiązywaniem relacji pojawiły się u mnie w gimnazjum, gdzie byłem przez trzy lata gnębiony psychicznie przez okolicznych dresiarzy. Dodatkowo od dziecka się jąkam, mam wrodzoną wadę uzębienia, przez co byłem i ciągle jestem szczerbaty (dopiero niedawno zdecydowałem się jej pozbyć i rozpocząłem leczenie), a we wczesnym dzieciństwie miałem nie najlepszy kontakt z tatą.

Przed gimnazjum nie byłem może bardzo towarzyski, ale zawsze miałem różnych kolegów i koleżanki. Po gimnazjum udało mi się jeszcze nawiązać jakieś relacje w liceum. Później pogrążyłem się w samotności. Pięć lat studiów upłynęło dość szybko. Chodziłem na zajęcia, a w wolnym czasie trenowałem na domowej siłowni, oglądałem porno, a potrzeby towarzyskie „zaspokajałem” w schizoidalnych fantazjach.

Studia skończyłem w lipcu 2010 roku. O dziwo, już we wrześniu tego samego roku rozpocząłem płatny staż, który sam sobie załatwiłem. Po zakończeniu stażu dwukrotnie (najpierw w 2011, a później w 2013 roku) i również samodzielnie znalazłem sobie pracę. Na pierwszy rzut oka dorosłe życie wychodziło mi nie najgorzej. Wprawdzie byłem nietowarzyskim dziwakiem oraz dalej mieszkałem z rodzicami, ale pracowałem i zarabiałem, czyli wybiłem się na ograniczoną samodzielność.

Kłopot polegał na tym, że z całego serca nienawidziłem branży, do której trafiłem. Po przepracowaniu łącznie 4,5 roku nadszedł dzień, w którym przeszedłem załamanie. Zrezygnowałem z zajmowanej posady oraz powziąłem stanowcze postanowienie, że przenigdy nie wrócę do dziennikarstwa (to ta znienawidzona branża). Od grudnia ubiegłego roku siedzę na bezrobociu. Żyję z oszczędności i pomocy rodziców, z którymi dalej mieszkam.

Doszliśmy wreszcie do zaanonsowanego w tytule wątku śmierci rodziców (mam nadzieję, że ktoś dotrwał do tego akapitu). Rodzice powtarzali mi wprawdzie od dzieciństwa, że muszę się starać, bo jeśli nie będę tego robił, to zginę, gdy ich zabraknie. Niemniej aż do minionego wtorku temat śmierci rodziców był dla mnie suchą abstrakcją. Tzn. zakładałem oczywiście, że kiedyś umrą, ale „kiedyś” nie miało żadnego namacalnego kształtu.

Co stało się we wtorek? W zasadzie nic. Po prostu nagle się „obudziłem” i dotarło do mnie, że tata kończy właśnie 67 lat, a mamie stuknie w grudniu 58. To niesamowite i przerażające uczucie. Czuję się tak, jakbym w wieku 13 lat zapadł w letarg i teraz się z niego obudził. Dopiero teraz poczułem całym sobą, że śmierć rodziców to realna przyszłość. Dodajmy – być może nie taka odległa przyszłość. Szczególnie chodzi tu o tatę, który za zaledwie trzy lata stanie się 70-letnim starcem. Na początku lipca zmarła jego najstarsza siostra. Miała 80 lat.

Od wtorku niemalże codziennie płaczę. Trudno mi się na czymkolwiek skupić. Ciągle nachodzą mnie przyjemne wspomnienia z dzieciństwa. Rodzice są tam o wiele młodsi. Nie mogę znieść tego kontrastu. Dopiero teraz – po tylu latach – poczułem ciężar samotności. Moje relacje z rodzicami (szczególnie z tatą) nigdy nie były głębokie, ale to najbliżsi mi ludzie. Poza nimi nie mam nikogo. Dosłownie nikogo (nie licząc psychoterapeuty, do którego chodzę od stycznia). Obawiam się, że gdy ich zabraknie, to naprawdę zginę.

W moim przebudzeniu najgorsze jest właśnie poczucie samotności. Z upiorną przyszłością mierzę się w wyobraźni sam. Za każdym razem przegrywam i zalewam się łzami. Po raz pierwszy w życiu marzę o nawiązaniu przyjaźni, a pojawiające się od wielu lat fantazje dotyczące życia w związku z kobietą nabrały żywych barw. Zrozumiałem i poczułem, jak ważni są dla mnie inni ludzie.

Na razie powtarzam sobie, że rodzice są w dobrej formie, że przy odrobinie szczęścia obydwoje powinni dożyć do 80. roku życia. Tyle że w tym „optymistycznym” scenariuszu tacie zostało raptem 13 lat życia. O negatywnych scenariuszach wolę nie myśleć.
Odpisz
#2
Masz rodzeństwo? jeśli nie, to mieszkanie odziedziczysz, Jeśli tak, ktoś ci zawsze pomoże. Pracowałeś, wiec coś też na pewno znajdziesz, rozumiem, że teraz nie chcesz byle czego, ale jeśli będziesz musiał, to przecież sobie poradzisz.
Nie zginiesz...

To tylko przerażenie spowodowane ogólnie przegranym życiem. Jeden forumowicz powiedziałby ci nawet, że jesteś na dobrej drodze, ale wciąż za mało cierpisz, żeby zmienić swoje życie ( i może śmierć rodziców byłaby punktem zwrotnym... taka logiczna konsekwencja tejże filozofii) - ale nie musisz tego brać do siebie.    :Uśmiecha się:

No i potwierdzam, samotność jest koszmarna. Po części jestem w podobnej sytuacji, pracuję, ale pracy raczej nie kocham, w ogóle nie wiem, co kocham, a poza pracą i komputerem nie mam nic. Niestety nie poradzę ci co z tym zrobić, bo sam nie umiem.
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#3
Wypowiem się w tym temacie, bo mam z nim sporo wspólnego. Mój ojciec w tym roku skończył 60 lat, matka jest parę lat młodsza. Niby ze zdrowiem u nich nie jest źle, ale często mam wrażenie, że ojcu nie zostało tak dużo (chociaż lepiej żebym się mylił). Dlatego, że całe życie ciężko pracował za marne grosze. Po powrocie z pracy dodatkowo zajmował się (i dalej się zajmuje, choć w mniejszym stopniu) pracą na gospodarstwie. Nie chce mi się wierzyć, że takie zapierdzielanie latami nie będzie mieć swoich skutków, chociaż życzę mu oczywiście jak najdłuższego życia.

Z rodzicami na stałe nie mieszkam już trzy lata i świadomy tego, że nie chcę i nie mogę wrócić w miejsce gdzie mieszkają, podjąłem działania, które mają na celu moje całkowite usamodzielnienie. Wprawdzie ciągle mam problemy społeczne, nie wychodzę z domu poza pracą i studiami, nie mam znajomych, ale moja pozycja i doświadczenie zawodowe rośnie. Ty musisz podjąć ten sam krok. Jeśli nie lubisz tego co robiłeś, powinieneś poszukać dla siebie innej drogi. W tym wieku musimy (ja jestem dwa lata młodszy) już myśleć głównie pod kątem pewnej ścieżki zawodowej. Czyli wybrać kierunek w którym na pewno nie umrzesz z głodu.
Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie...
Odpisz
#4
Dzięki, że odpowiedzieliście. Zawsze to trochę raźniej. Jedyną dobrą stroną tego przebudzenia jest to, że się odrobinę otworzyłem przed rodzicami i staram się teraz spędzać z nimi więcej czasu. Nie wiem, ile nam go zostało, ale chcę wykorzystać ten okres jak najlepiej.

Verti – 60 lat to jeszcze nie tak dużo. Chciałbym, żeby mój tata miał znowu "tylko" 60 lat.
Odpisz
#5
Mnie też czasem nachodzą takie myśli, obawy, że w końcu nadejdzie kiedyś ten dzień. Ze zdrowiem moich rodziców nie jest tak źle, matka ma 54 l a ojciec 52 l. Najgorsze jest chyba to kiedy śmierć kogoś najbliższego przychodzi nie spodzianie mimo że cieszył się dobrym zdrowiem - zawsze może to być jakaś ukryta choroba.
Odpisz
#6
Przeraża mnie to, że moi rodzice tak się postarzeli. Boję się również tego, że będą ciężko chorowali.    :Smuci się:
wytrwałości!  :Uśmiecha się 2:
Odpisz
#7
Soundtrack do tematu

Mój ojciec ma takie problemy z wydolnością serca, że równie dobrze może żyć 100 lat, jak i kipnąć dosłownie w każdym momencie. Fajna sytuacja.
Nienawidzę Polaków i komunistów    :Złości się do czerwoności:
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dla rodziców fobików. joanna12345 17 1 628 09 Sty 2018, Wto 22:22
Ostatni post: joanna12345
  Powody dla których nienawidzimy swoich rodziców _marcin 32 3 248 26 Paź 2017, Czw 10:01
Ostatni post: paranormal987
  Lęk przed rodziną Swango 13 1 425 12 Gru 2015, Sob 16:23
Ostatni post: RedIsABeautiful
  Szczęśliwe małżeństwo rodziców a fobia społeczna dziecka? Kawałek_Kulki 57 4 175 22 Paź 2011, Sob 13:27
Ostatni post: uno88


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

              Reklama