Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 9 225
» Najnowszy użytkownik: Arturek
» Wątków na forum: 8 976
» Postów na forum: 370 732

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 60 użytkowników online.
» 37 Użytkownik(ów) | 23 Gość(i)
karmazynowy książę, rlip, Shiro, Diux, Placebo, mardybum, Zas, Leoooo, Rival, Caveman27, InsaneBlack, rain246, niesmialytyp, Ninja, towarzyski.pelikan, Pm Cool Lee, nico, hibernuję

Nadchodzące wydarzenia
Dzie... - 23 Jun 2018 (Sat 0:...
Dzie... - 01 Jul 2018 (Sun 0:...
Dzie... - 04 Jul 2018 (Wed 0:...

Ostatnie wątki
Cuteness Overdose
Forum: Café Fobía
Ostatni post: Mżawka
3 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 123
» Wyświetleń: 3 363
Życie jest zawsze darem n...
Forum: Historia, polityka, społeczeństwo
Ostatni post: Hank
15 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 30
» Wyświetleń: 559
Czego teraz słuchacie?
Forum: MUZYKA
Ostatni post: Omul
18 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 11 056
» Wyświetleń: 480 305
Ile trzeba zarabiać aby m...
Forum: ZWIĄZKI
Ostatni post: Placebo
29 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 281
» Wyświetleń: 23 554
Aborcja, eutanazja, kara ...
Forum: Historia, polityka, społeczeństwo
Ostatni post: Kris 66
33 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 794
» Wyświetleń: 56 126
Znalezione w sieci (wiado...
Forum: Hyde park
Ostatni post: Supa
53 minut(y) temu
» Odpowiedzi: 2 306
» Wyświetleń: 104 503
Coś miłego, śmiesznego, c...
Forum: Café Fobía
Ostatni post: klocek
1 godzinę temu
» Odpowiedzi: 4 339
» Wyświetleń: 235 280
Odchodzę
Forum: Śmietnik
Ostatni post: Acj
2 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 11
» Wyświetleń: 340
Chodzicie na imprezy?
Forum: IMPREZY, SPOTKANIA
Ostatni post: MiMała
2 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 198
» Wyświetleń: 14 748
Co kiedy depresja pojawia...
Forum: Depresja, dystymia
Ostatni post: Ona38
5 godzin(y) temu
» Odpowiedzi: 24
» Wyświetleń: 316

 
  Przeprosiny
Napisane przez: Mar - Wczoraj, Nie 23:18 - Forum: Relacje międzyludzkie - Odpowiedzi (15)

Witam, chciałabym przeprosić za to, jaka kiedyś byłam wobec wszystkich, którzy mieli ze mną doczynienia do marca 2018 roku

Byłam bardzo dumną osobą, pełną agresji i zarozumiałości. Uważałam siebie za bohatera forum, światło forum i anioła. Serio, już takie bzdury sobie wmawiałam. Tak naprawdę nic nie wiedziałam o życiu, czerpałam wiedzę z seriali, filmów romantycznych i bajek. Tak, pieprzyłam, że to były moje obserwacje, tak sobie dumę karmiłam, że ja nie potrzebuję książek, bo taka mądra jestem. Te obserwacje były z d*py subiektywne, pisane przez dumę i zawiść, ogromną zazdrość. Zazdrościłam wszystkim, że się dogadują, że żartują, narzekają, bo wtedy się dogadywali, wychodzą na dwór, są inteligentni, spokojni, lub nieopanowani, układali sobie w życiu, lub mieli wyjebane, mieli znajomych, szkołę, pracę, pieniądze. Byłam nawet zazdrosna, jak ktoś kupił sobie słodycze, nie myśląc o tym, że sama mogę coś ogarnąć, jeśli ruszę dupsko.

Miałam wymówki na każdą okazję. Nie zrobię tego, bo mam problemy, bo depresja, bo fobia, bo przeszłość, bo za wcześnie, bo mięśnie/głowa/dupa boli. xD
Gdy już nie miałam wymówki, i pojawiała się idealna okazja, aby coś zrobić, mówiłam, że mi się nie chce, szukając akceptacji swojego lenistwa wśród innych. Gdy ktoś je akceptował, zwalałam odpowiedzialność na tę osobę, bo przecież to nie ja podjęłam decyzję. Co było bzdurą, bo to ja zgodziłam się, na posłuchanie czyjejś porady.
Uważałam, że mam złotą wiedzę na wszystko, nie biorąc pod uwagę tego, że mogę się mylić.
Chciałam ludziom pomagać, ponieważ to moja pasja, ale wtedy bardziej słuchałam się tych złych nawyków, niż siebie. Dlatego, gdy chciałam komuś pomóc, nie liczyłam się z jego zdaniem, z góry zakładając, co ta osoba myśli. Tak naprawdę, nigdy nie widziałam tej osoby, nie poznałam jej życia, a jednak byłam pewna, że wiem lepiej. Jakim cudem? Skoro nie słuchałam i wygłaszałam swoją prawdę, nie pytając nawet, jaki dana osoba ma problem, co o tym myśli. To był stary nawyk, nad którym nadal muszę pracować. Najbardziej karmiłam swoją dumę, pisząc posty o swojej zajebistości lub narzekaniu o swoim życiu, w ramach "pomocy" drugiej osobie, jaka to ja zaradna jestem lub pokrzywdzona i silna, i co "musi" zrobić, aby być tak zajebista, jak ja. xD Tworzyłam w swojej głowie obraz siebie, która ma wiedzę do wyleczenia, wspaniały charakter bez wad i głupich zachowań. Gdy napisałam taki długi post, miałam myśli typu "jestem taka fajna, pomogłam drugiej osobie, jestem dobrym człowiekiem, co oni by beze mnie zrobili, powinnam zostać psychologiem" itd itd. Tak naprawdę, z psychologiem miałam tyle wspólnego co małe dziecko.

Reagowałam bardzo emocjonalnie. A jednak myślałam i mówiłam, że jestem taka spokojna, dojrzała i opanowana, jak na swój wiek. Tylko że swoim działaniem strasznie temu przeczyłam. Ciągle tylko próbowałam się pochwalić, na siłę wciskając komuś moje własne komplementy. Gdy ktoś nie karmił mojej dumy, robiłam to sama.

Czułam się lepsza od tych, którzy nie byli spokojni, podświadomie podsycając innych emocje. Byłam bardzo wielkim hipokrytą. Podświadomie cieszyłam się, gdy ktoś nie był zadowolony i spokojny, gdy był bardzo poważny, lub zgadzał się z moim zdaniem. To pochodziło od tych negatywnych nawyków, z którymi się urodziłam, a ja ich słuchałam praktycznie cały czas. Robiłam to, dlatego że sama strasznie dziecinnie się zachowywałam. Słuchałam jedynie emocji, dlatego z zazdrości denerwowałam się, gdy ktoś był spokojny i dojrzały. Moja duma mówiła mi "'a co, ja gorsza niby jestem?". Nie byłam w stanie znieść tej "gorszości" i zamiast się nad tym zastanowić głębiej, że przecież skoro miałam okazję poznać dojrzałych ludzi, a sama pragnęłam taka być, to czemu się na nich złościłam, zamiast się od nich uczyć? Dla mnie to było nie do pomyślenia, bo przecież, ja już wszystko wiem. Najgorsze jest to, że brałam to na poważnie, święcie wierzyłam w to, co mówię. Gdyby ta dojrzała osoba, straciła swój spokój przez moje dumne prowokacje, miałabym usprawiedliwienie, że ta osoba tylko udaje dojrzałość i to ja jestem ta dojrzała i oczywiście nie popełniłam żadnych błędów.

Byłam bardzo przewrażliwiona na reakcje ludzi. Oczekiwałam, że będą reagować pozytywnie na moje posty, czy wyrażanie opinii, gdzie sama pozytywnie nie reagowałam. Ciągle koncentrowałam na tym uwagę, zapominając o tym, co naprawdę chciałam przekazać.

Ciągle szukałam zaczepki, czułam się jak pępek świata, że każdy jak coś napisze podobnego do moich negatywnych nawyków, to automatycznie musi mówić o mnie. A często i pewnie zawsze, taka osoba nawet o mnie nie pomyślała, gdy coś pisała.
Gdy ktoś coś sugerował na serio lub żartem, obrażałam się i tworzyłam z siebie ofiarę pokrzywdzoną, jakbym traumy dostała, bo ktoś powiedział o mnie prawdę. xD
Byłam bardzo wredna, często to okazywałam, jak ktoś nie robił czegoś, co chciałam. Najbardziej wredna byłam wobec własnej rodziny.
Gdy manipulacje nie wychodziły, zaczynałam atakować słownie, najczęściej agresywnie. To było bardzo toksyczne z mojej strony i wiele razy musiałam tym zranić wielu ludzi, za to najbardziej przepraszam.
Wszyscy byli niedojrzali oprócz mnie, takie sobie wkręciłam głupoty. A tak naprawdę emocjonalnie miałam poziom dwulatka.

Wypowiadałam się na tematy, o których nic nie wiedziałam, przekonana, że wiem o nich wszystko. Podbijałam w ten sposób swoją "wartość", czując pogardę do tych, którzy nie znali się na temacie, ale przecież ja również się nie znałam. Jednak gdy już ktoś mi uwierzył i pytał o poradę życiową, tak naprawdę nie wiedziałam co napisać i wymyślałam coś na poczekaniu, nie zdając sobie sprawy, że mocno mogę kogoś tym skrzywdzić. Z dumy nie przyznawałam się, że nie wiem, bo niby miało to świadczyć o tym, że jestem gorsza lub bezwartościowa, a to o niczym nie świadczyło, może jedynie o tym, że powinnam się tego nauczyć. Duma przeszkadzała mi w życiu, słuchałam tych złych nawyków, nie myśląc tak naprawdę o innych. Czułam smutek i się nakręcałam niepotrzebnie, a później narzekałam na forum i dołowałam innych ludzi. Taką sobie spirale stworzyłam.

Moje posty był długie i bez sensu, ponieważ przez emocje pisałam sprzeczne rzeczy. Traciłam czas na nakręcanie siebie i innych, mówiąc, że "poświęcam się" w imię czegoś.
Gdy już coś wysłałam, sprawdzałam co chwila, OCZEKUJĄC, że ktoś odpisze. Gdy odpisywał nie tak, jak chciałam, obrażałam się i udawałam przed sobą, że zostałam zraniona. Gdy ktoś zignorował mój post, zionęłam agresją i tragizmem, jakby się świat zawalił, a przecież jak pisałam, nie jestem pępkiem świata, że wszyscy nagle mają na mnie zwrócić uwagę, bo ja tak chcę.
Ciągle chwaliłam siebie, że jestem szczera i oczekuję szczerości, ale tak naprawdę ani razu nie byłam szczera ze sobą, czy z innymi. Ukrywałam swoje własne myśli i uczucia, ponieważ z dumy bałam się pokazać w "gorszym" świetle.
Gdy ktoś pisał o kobietach, nagle robiłam z siebie obrończyni kobiet, że nie wszystkie takie są. Wygłaszałam tylko swoją subiektywną opinię, a tak naprawdę mówiłam, jakbym znała prawdę objawioną. Podkręcałam dramy i reakcje emocjonalne, zamiast uspokoić sytuacje, jak to w swojej głowie wyobrażałam    :Uśmiecha się:

Tak naprawdę byłam po prostu zła, że "jak ktoś może mówić o mnie źle, w końcu też jestem kobietą". Nie broniłam kobiet, czy osób, które znam, broniłam własną dumę i egoizm, bo przecież robiłam tak samo, jak te kobiety, o których pisano, po prostu nie chciałam się przyznać do błędów. Zachowywałam się jak księżniczka, a mówiłam, że jestem chłopaczycą. To też karmiło mi dumę, jaka to ja zajebista jestem, bo urodziłam się przypadkowo w rodzinie, w której byli sami bracia. Tak więc, z dumy robiłam różne rzeczy, głównie głupoty i błędy, do których nie chciałam się przyznawać. Gdy już wychodziły na jaw, obwiniałam wszystkich oprócz siebie.

Mój związek również mocno niszczyłam poprzez udawanie kogoś, kim nie jestem. Próbowałam ciągle komuś coś udowadniać, ale po co? To tylko sprawiało, że często robiłam rzeczy, których moralnie się brzydziłam lub były niezgodne z moim prawdziwym charakterem.
Zafundowałam swojemu facetowi rollercoaster emocjonalny, gdzie na przemian był wściekły i straszliwie zmartwiony, czy przez focha się nie zabiję. Wiedział, że nie, bo to był tylko uciążliwy foch, ale emocjonalnie się martwił, bo mu zależało na mnie. Zamiast to zrozumieć, szukałam podtekstów i go tylko raniłam słownie, że chce jedynie seksu. Teraz widzę, jak bardzo szukałam dramy na siłę. Chwaliłam się na forum, jaka to zajebista jestem w związku, a tak naprawdę nie umiałam zrobić dnia bez fochów, narzekania i dramy.

Mówiłam o swojej wierności, a pisałam z facetami na forum, ewidentnie próbując zwrócić ich uwagę na mnie, a miałam faceta!! Teraz widzę, jak okropne to było wobec mojego chłopaka, jakbym się czuła, gdyby on tak zrobił? Na pewno nie byłabym szczęśliwa, więc czemu zakładałam, że jemu to nie będzie przeszkadzać? To też świadczyło o tym, że nie liczyłam się z jego zdaniem, nie oczekiwałam od siebie a tylko od niego (bo on nie mógł takich rzeczy zrobić, bo bym zrobiła dramę) i okazywałam mu totalny brak szacunku. Przy okazji robiąc nadzieję niektórym osobom z forum i mieszając sobie w głowie.

Doszło do takiej głupoty, że robiłam dramę, bo mi było za ciepło i zamiast się odkryć, to narzekałam i się nakręcałam, obrażając się na cały świat xD, a gdy się odkrywałam i było zimno, to narzekałam, że za zimno, zamiast się przykryć. Tak sobie zryłam banie i tak wiele zryła mi banię matka. Mój chłopak próbował mi to pokazać, ale byłam zbyt dumna na jakąkolwiek szczerą rozmowę, i gdy chociaż trochę zasugerował, że coś z matką jest nie tak, zaczynałam go atakować słownie, płakać lub narzekać, jak to jestem w sytuacji bez wyjścia. Byłam nie do wytrzymania. Bardzo go podziwiam, że wytrzymał tyle ze mną, pozostając nadal sobą, chociaż emocjonalnie i tak miałam bardzo zły na niego wpływ.
Słuchałam się jedynie instynktów, ale zawsze uważałam siebie za osobę, która jest ponad tym. Mówiłam, myślałam i czułam co innego. fochów miałam minimum 5 razy dziennie. A na forum tak się chwaliłam, że utrzymuję harmonię w związku xD
Mówiłam o miłości i akceptacji, oczekiwałam jej od innych, ale nie od siebie, i sama denerwowałam się i wręcz kazałam innym ludziom, aby zmienili swój sposób myślenia na rzecz mojego. Bez zastanowienia, czy może to mój sposób myślenia trzeba zmienić. Później szukałam potwierdzenia swojego zdania u innych ludzi, wystarczyły dwie czy trzy osoby, które mi przytaknęły i już od razu usprawiedliwiałam swoje zachowanie.

Oczekiwałam, że inni mnie wyciągną z depresji i fobii, czekając na cuda od ludzi, którzy tak naprawdę sami oczekiwali tego od innych. Miałam tak zwłaszcza wobec własnej matki, która sama nie potrafiła oczekiwać od siebie i oczekiwała ode mnie, że to ja jej pomogę.

Ciągle chrzaniłam o rozczarowaniach, a jednak sama nic nie dawałam od siebie. Oczekiwałam tylko i wyłącznie od innych, a sama się nie rozwijałam.
Mówiłam coś o rozwoju duchowym, osobistym itd. a przez kilka lat zmieniałam się najwyżej na gorsze. xD
Nie widząc swoich błędów, nie uczyłam się na nich. Czułam pogardę do osób, które narzekały, nie dostrzegając, że sama narzekałam nieustannie.

Tak naprawdę, zawsze czułam się gorsza od innych i zamiast zrobić coś z tym i zwiększyć poczucie własnej wartości, podbijałam sztuczne poczucie wartości, które było po prostu dumą. Przez to zabijałam swój charakter, który był miliardy cenniejszy, od tej mojej dumy, dodatkowo raniąc innych, zwłaszcza tych, których kochałam. W ostatniej chwili wyszłam z tego, prawie zabiłam swój charakter, bo do tego doprowadza karmienie swojej dumy. Gdy zaczęłam poznawać swój charakter od nowa, byłam w szoku, jak inne rzeczy lubiłam i jak wiele spokoju mi dawały, tak mocno go w sobie wypierałam, że praktycznie nie znałam samej siebie. Przez dumę ponad 90% rzeczy, które robiłam, były tymi, które prawdziwy charakter nienawidził.
Gdybym zajęła się tym od razu, już dawno nie musiałabym POKAZYWAĆ czegokolwiek, po prostu robiłabym rzeczy zgodne z moimi potrzebami i prawdziwym charakterem.


To była Asia, która nie słuchała nikogo, oprócz swoich złych nawyków i chorej psychicznie matki. Tak, miałam wybór, na szczęście w tym wszystkim chciałam się zmienić i to najbardziej mnie uratowało. Jednak przez wiele lat robiłam wszystko na oślep, zasłonięta przez dumę i emocje zaszczepione od matki. To mnie jednak nie usprawiedliwia, ponieważ matka nie musiała zostawać moim autorytetem, zawsze mogłam zaobserwować, jak sprzeczne głupoty ona wygaduje    :Uśmiecha się:

Wydrukuj tę wiadomość

  Fobicy w UK
Napisane przez: tenoch2 - Wczoraj, Nie 23:01 - Forum: Miasta - Odpowiedzi (7)

Witam

Czy są tu może osoby zamieszkujące UK chętne na ogólnokrajowe spotkanie?

Wydrukuj tę wiadomość

  Moja 6 letnia przemiana - od fobika do duszy towarzystwa.
Napisane przez: icykdwujeczka - Wczoraj, Nie 19:47 - Forum: Pozytywne historie - Odpowiedzi (2)

Hej
Natknąłem się na to forum parę dni temu i czytam sobie wasze historie/problemy/trudności i nie mogę uwierzyć, że niektóre z nich są praktycznie że wyjęte z mojego życiorysu, czasami zastanawiałem się czy to ja przypadkiem nie pisałem niektórych wiadomości parę lat temu    :Śmieje się aż łzy lecą: .Chciałem teraz opisać moją historię , która trwa od kiedy miałem lat 13, do teraz czyli 19 lat.W swoim życiu przeżyłem wiele trudności, których przyczyną były nieprawidłowe kontakty z innymi ludźmi i przez to się wiele wycierpiałem.Nie mogę do końca określić , czy to co niegdyś miałem to była fobia społeczna czy chorobliwa nieśmiałość , ale załóżmy , że to coś pomiędzy.Jako dziecko nie miałem problemów z nowymi kontaktami , bardzo lubiłem spędzać czas z moimi dwoja kuzynkami , na wakacje jeździliśmy do siebie nawzajem i było fajnie.Jednak zaczęliśmy dojrzewać i przestaliśmy się tak często spotykać , a mi zostały kontakty z rówieśnikami z mojej wsi .To wszystko zaczęło się gdy kończyłem 6 klasę podstawówki, zacząłem być wtedy wyśmiewany przez innych ludzi, ze względu na swój wygląd - byłem gruby, plackowaty, ubierałem ciuchy, które z założenia miały przykryć moje dodatkowe kg i fałdy, a w efekcie powodowały , że wyglądałem jakbym ubrał na siebie worek i tak chodził.Pierwsi rówieśnicy zaczęli mi dokuczać , ale ogólnie miałem swoją paczkę z którą byłem związany od przedszkola i jakoś nie narzekałem na brak kontaktów, zawsze miałem z kim pogadać.Problem rozpoczął się po wejściu do gimnazjum, z moją paczką zostaliśmy podzieleni na klasy i w mojej przyszłej gimnazjalnej klasie miałem może 2 osoby które dobrze znałem i utrzymywałem kontakt, reszta to albo kompletni nieznajomi z innych szkół podstawowych albo osoby które znałem tylko z widzenia.Pod koniec wakacji ktoś utworzył grupę klasową i ja zacząłem się tam udzielać, w końcu pisanie w internecie do trudnych nie należy i nie wymaga bycia nie wiadomo jak śmiałym.Jednak podczas pierwszych dni szkolnych nie zdołałem być już taki śmiały, nieśmiałość powodowała, że nie podszedłem do nikogo , nie przedstawiłem się, w klasie inni zaczęli nawiązywać ze sobą kontakty a ja zostałem outsiderem , otwierałem buzię do może 3,4 chłopaków , kontakty z dziewczynami stresowały mnie bardziej więc gorzej mi z tym szło.Po tygodniu parę osób zaczęło targać ze mnie łacha, szczególnie na lekcjach w-f , bo nie byłem dobry z tego przedmiotu , zabolało mnie to, że koleżanka z klasy z którą pisałem przed rokiem szkolnym także zaczęła się ze mnie naśmiewać, nadali mi nawet jakiś pseudonim którego nie chce zdradzać ze względu na anonimowość.Gdy wstawałem do tablicy słyszałem za mną śmiechy, na lekcjach w-f dwójka chłopaków ze starszych klas naśmiewała się ze mnie i ogólnie większość osób na tym przedmiocie, jak coś źle zrobiłem , odbiłem nie tak piłkę itd to słyszałem krzyki , pretensje i śmiech.Przez to znienawidziłem ten przedmiot , jak tylko można było załatwiałem sobie zwolnienia ,symulowałem , przed każdym wf dostawałem ataku paniki i pociły mi się ręce oraz bolał mnie brzuch    :Smuci się bardzo: Często symulowałem chorobę przed rodzicami i w efekcie zostawałem tydzień w domu , nienawidziłem szkoły.Moja samoocena dotknęła dna, pamiętam , że bardzo podnosiło mnie na duchu jak ktoś się do mnie odezwał, szczególnie dziewczyna , bo chciałem mieć wtedy dziewczynę , nie tyle co z samego chcenia tylko, że większość kogoś miała i ja też tak chciałem.Jak raz na 3 tygodnie jakaś koleżanka z klasy się do mnie odezwała chociażby się spytać czy pożyczę jej nożyczki to ja przeżywałem to cały dzień , woow ona się do mnie odezwała. Przez całą 1 klasę byłem wyśmiewany i wręcz nękany, najgorsze wspomnienie to jak mieliśmy pracować w grupach , zostałem dołączony do dwójki dziewczyn które się ze mnie śmiały i one nie miały skrpułów by wprost w moje oczy się ze mnie śmiać i na całą klasę wykrzyczeć swoje niezadowolenie w związku z tym, że jestem w ich grupie, ja zrobiłem się cały czerwony i nie byłem w stanie nic powiedzieć, schyliłem głowę w dół na krześle i łzy napłynęły mi do oczu , to było jedne z gorszych wspomnień w moim życiu    :Smuci się: Pierwszą klasę gimnazjum jakoś przeżyłem, chociaż nie wiem jak ale dałem radę , nie pamiętam ile dni wracałem do domu i po prostu płakałem w poduszkę, nie miałem do kogo się zwrócić z moim problemem , byłem taki samotny i odrzucony ...
Druga klasa zaczęła się lepiej , niektórzy ludzie dali sobie spokój z gnębieniem mnie , nie wiem może trochę wydorośleli? Moim jedynym zajęciem było siedzenie przed komputerem , granie w gry.Druga klasa ogólnie poszła mi lepiej , wciąż czułem się samotny i nie miałem przyjaciół , ale przynajmniej nikt mnie nie gnębił tak bardzo.Pod koniec drugiej klasy zacząłem się odchudzać , bo moją wagę uważałem za główny powód dlaczego ludzie się smieją. Nie byłem otyły , to była nadwaga ale jednak widać było, że jestem pulchny.Schudłem z 76kg do 59 w 3 miesiące , nie posiadam żadnych zdjęć z tamtego okresu, ale ludzie mówili mi , że jestem już za chudy , że to brzydko wygląda, że starczy. Ja wciąż jednak uważałem siebie za grubego i wtedy zaczęły się moje problemy z jedzeniem (do dziś niestety mam z tym problemy, ale o dziwo wagę mam w normie) . Potem zrezygnowałem z diety i troszkę przytyłem , ale już nigdy nie powróciłem do bycia grubym.Trzecią klasę gimnazjum wspominam najlepiej, nawiązałem kontakt z niektórymi koleżankami z mojej klasy , co wcześniej było dla mnie coś niepojętego.Nie lubiłem wycieczek szkolnych bo zawsze bałem się, że zostanę sam w autobusie, że nie będę mieć z kim pokoju, że będę chodzić wszędzie sam i za każdym razem jak byłem na wycieczce to czekałem tylko aż ona się skończy.W 2 i 3 klasie nie jeździłem już zbytnio na wycieczki a już na pewno nie na paru dniowe.W trzeciej klasie nie narzekałem na samotność w szkole , duszą towarzystwa oczywiście nie byłem , ale nie było też tak, że siedziałem zawsze sam , zazwyczaj miałem do kogo otworzyć buzię , a to dla mnie dużo znaczyło.Kończąc 3 klasę w sumie było mi przykro , bo nawiązałem fajny kontakt z paroma osobami z klasy , na wakacjach chciałem się spotkać z pewną koleżanką , ale to nie wyszło.Pod koniec 3 klasy byłem na 18 urodzinach mojej kuzynki , tego dnia się bardzo obawiałem , bo bałem się, że zostanę sam , nienawidziłem imprez z całego serca właśnie przez to ryzyko zostania samym i gapienia się w bawiących się ludzi. Początek imprezy dosyć słaby, ja siedzę i gapię się w resztę bawiących się 18- latków.Potem jednak inni ludzie zaczęli dawać mi shoty wódki które wypijałem , nie byłem wcześniej nigdy w życiu pijany czy coś takiego.W pewnym momencie złapała mnie niezła faza, ten stan był cudowny , puściło mi większość hamulców i moja nieśmiałość przygasła.Podczas imprezy nie bawiłem się tańczyć, rozmawiać , śmiać, to jeden z pierwszych moich momentów gdzie zacząłem się otwierać na ludzi , za pomocą alkoholu w większości ale to już było coś.Potem zaczęły się wakacje między 3 gimnazjum a 1 liceum... ktoś na facebooku założył konwersacje klasową i bardzo się na niej udzielałem, nie chciałem dopuścić do sytuacji z gimnazjum , czyli do stania się odludkiem , dlatego od razu starałem się nawiązywać kontakty, przed początkiem roku było ognisko klasowe by cała klasa mogła się poznać i na nie wtedy poszedłem, oczywiście to typowa libacja alkoholowa.Kupiłem sobie 5 piw , dwa wypiłem przed ogniskiem by się trochę otworzyć na ludzi na początku.Było bardzo fajnie , ogniska klasowe były organizowane przez cały wrzesień na weekendy , problem był taki, że zawsze przed wyjściem musiałem wypić sobie z 2 piwa , by na początku nie bać się odezwać, teraz uważam to za glupie , no ale całe szczęście nie doprowadziło mnie to do alkoholizmu czy coś, jakoś mi to przeszło. W szkole no odzywałem się do ludzi , może pierwsze dni czasami tak było, że na przerwach nie miałem z kim pogadać i wolałem lekcje niż przerwy przez to , ale powoli zacząłem się otwierać na ludzi , a może to bardziej ludzie otworzyli mnie.W czasie 1-2 klasy liceum moja nieśmiałość stopniowo opadała , nawiązałem nowe przyjaźnie które utrzymuje do dziś, ludzie ze mną rozmawiali , nikt się ze mnie nie śmiał.Bardzo chciałem mieć jednak wtedy dziewczynę, bo każdy ją miał , koledzy , i czując się singlem czułem się po prostu samotny.Tak trochę zmienię historię na inny tor , ale od razu was uprzedzę , jestem gejem. Przez cały okres dojrzewania walczyłem z tym, że chłopcy bardziej mi się podobali niż dziewczęta, nie tolerowałem tego w sobie i sądziłem, że jak znajdę odpowiednią osobę to mi to przejdzie i będę zwyczajnym heteroseksualistom. Jak pewnie wiecie tak się nie stało i przez to miałem wiele nieprzyjemności mianowicie w 2 klasie LO złapała mnie depresja, czułem się tak bardzo samotny , nie mogłem nikomu powiedzieć o swoim problemie, szukałem dziewczyny dla mnie a jednocześnie paraliżowało mnie uczucie , że jak ją będę mieć to nie podnieci mnie seksualnie. Moja dwójka przyjaciół jedynie widziała , że coś mi jest bo chodziłem często smutny ale ich zbywałem.Pod koniec 2 klasy zaakceptowałem siebie takim jakim jestem i widocznie miało to bardzo duży wpływ na moją pewność siebie, bo przestałem na siłę szukać sobie dziewczyn, martwić się o to, czuć się zazdrosnym o związki innych, zacząłem być po prostu sobą i to bardzo dużo wniosło do jakości mojego życia. Najpierw powiedziałem o tym mojej przyjaciółce , potem stopniowo innym ludziom (obecnie wie o mojej orientacji 9 osób) i wszyscy bez wyjątku okazali się mega wspierający    :Aniołek:
Moja nieśmiałość w ten sposób zanikała, w 2 klasie był też maraton 18 i każda z nich dawała mi "punkty" do samooceny , pewności siebie , bo skoro na tej osiemnastce dobrze się bawiłem , nawiązałem nowe kontakty , to w takim razie jestem całkiem spoko. By uzyskać pewność siebie trzeba po prostu ćwiczyć, ćwiczyć kontakty z innymi ludźmi i ja to sobie wyćwiczyłem. W liceum znacznie zmienił mi się charakter , w 1 klasie byłem bardzo miły , niekonfliktowy , jak ktoś coś chciał to ja to dawałem, czasami parę osób to jednak wykorzystywało za bardzo, byłem tzw "miękkimi kluchami" . W 3 klasie temperament uległ zmianie ze względu także na konflikty z moimi 2 przyjaciółmi, wtedy chyba coś we mnie pękło. Przestałem być zbyt miłym, jak coś mnie wkurzy to nie boję się tego powiedzieć, jak widzę niesprawiedliwość , cierpienie innych to potrafię obronić innych ludzi, jak trzeba powyklinać, zwyzywać się z innymi to to robię, i lubię tę wersję siebie. Bo nie jestem agresywny , ale też nie jestem zbyt potulny , jak ktoś zasługuje na to by być dla niego miłym to to robię, pomagam innym , jestem przyjacielski , ale jak trzeba tupnąć nogą, powiedzieć nie , czy wyrazić sprzeciw , to robię to bez problemów.Pewność siebie rosła i rosła , pokochałem wycieczki klasowe , polubiłem w-f , bo nawet jak ktoś mi powie , żebym lepiej odbijał piłkę bo drużyna traci punkty, to co z tego? Powiem tej osobie prostu z mostu "spie*dalaj" i będę mieć jeszcze przy tym ubaw    :Uśmiecha się nerwowo: Skończyłem klasę maturalną i od października idę na studia.Pracuję teraz i mam świetny kontakt ze współpracownikami.Jak bardzo się zmieniłem zobaczyłem na wymianie klasowej która odbyła się 2 tygodnie temu.Była to wymiana polsko-niemiecka ,wycieczka super , ludzie super. Zostałem wręcz duszą towarzystwa,organizowałem imprezy nocne, każdy chciał ze mną rozmawiać, kontakt z obcokrajowcami nie sprawił mi żadnych problemów i nawiązałem z nimi całkiem ciekawe znajomości (zostałem nawet zaproszony przez parę osób do Niemiec) , balowanie do rana. Tak więc to podsumowanie tego jak wygląda teraz może życie, a jak wyglądało kiedyś.Dziś nie boję się odezwać do nieznajomych , wręcz ekscytuje się na myśl o poznaniu nowej osoby , bo być może okaże się fajna , staniemy się przyjaciółmi? To interesujące. Pamiętajcie , wychodzenie z chorobliwej nieśmiałości/fobii społecznej to długa droga , która wymaga wielu ćwiczeń praktycznych na żywych ludziach, wielu nowych doświadczeń , ale każde nowe , pozytywne doświadczenie wyłamuje tę barierę którą mamy w głowie.Jedyne czego teraz w życiu mi brakuje to jakiejś drugiej połówki , ale mam nadzieję , że kiedyś znajdę jakiegoś fajnego chłopaka , który mnie pokocha i którego pokocham ja    :Aniołek: Więc nie poddajcie się , to można zwyciężyć , każdy z nas ma szansę na szczęśliwe życie , trzymam kciuki za wszystkich i dziękuje za dotrwanie do końca mojej historii    :Wystawia język:    :Buzi z sercem:

Wydrukuj tę wiadomość

  Odchodzę
Napisane przez: verti - Wczoraj, Nie 16:22 - Forum: Śmietnik - Odpowiedzi (11)

Dziękuję wszystkim za uwagę i za te 6 lat. Napisałem tutaj ponad 1400 postów, wiele tematów, i to by było na tyle. Zapewne część osób będzie opijać moje odejście, jestem tego świadomy. Dlatego umieściłem ten temat w śmietniku, bo śmieci właśnie tam powinny lądować.


Powodzenia wszystkim w wychodzeniu z fobii.

Wydrukuj tę wiadomość

  Co kiedy depresja pojawia się w najmniej odpowiednichmomentach?
Napisane przez: Themist - Wczoraj, Nie 15:58 - Forum: Depresja, dystymia - Odpowiedzi (24)

Jutro mam ostatni egzamin na studiach. Dosyć łatwy, ale i dosyć ważny i nie mogę zawieść prowadzącego, bo wiem że liczy na moją dobrą ocenę. Nie byłam ani razu na wykładach, w notatki jeszcze nie zajrzałam.

Nie wiem co robić, nie mogę się zmusić żeby przeczytać chociaż jedno zdanie. Akurat wczoraj złapał mnie epizod i przeryczanej nocy jedyne, na co mam siłę to leżeć i gapić się w ścianę. Próbuję jakoś ogarnąć tą odrętwiałość, ale przecież nie upiję się do nauki, a nikotyna i kofeina zupełnie nic już nie dają. Na razie kompulsywnie piję herbatki i mięty, ale zdolności skupienia myśli wciąż brak.

Jak musiałam oddać rozdział magisterki na seminarium, to też mnie akurat złapało. Nie widzę tutaj związku przyczynowo-skutkowego, ale dziwnym trafem zawsze kiedy goni mnie jakiś deadline, muszę mieć kilka dni wyciętych z życia, bo akurat wielce szanowna melancholia zdecydowała się objawić.

Macie jakiś pomysł co robić? Depresanci, jak sobie radzicie z tym, że choroba niszczy życie nie tylko w sferze psychicznej?

Wydrukuj tę wiadomość

Wink Kraków polecani specjalisci
Napisane przez: adek09 - Wczoraj, Nie 11:35 - Forum: Polecani specjaliści - Brak odpowiedzi

Witam, ostatnio zaczołem prace w krakowie, i mam taka prosbe czy mógłby mi ktos polecic jakiegos dobrego specjaliste od leczenia fobi społecznej,
z góry dziekuje za odpowiedz

Wydrukuj tę wiadomość

  Uszczęśliwienie kobiety nie jest trudne
Napisane przez: Mar - 16 Cze 2018, Sob 22:37 - Forum: ZWIĄZKI - Odpowiedzi (12)

"Uszczęśliwienie kobiety nie jest trudne....

Uszczęśliwienie kobiety nie jest trudne. Należy tylko być :
1. przyjacielem
2. partnerem
3. kochankiem
4. bratem
5. ojcem
6. nauczycielem
7. wychowawcą
8. spowiednikiem
9. powiernikiem
10. kucharzem
11. mechanikiem
12. monterem
13. elektrykiem
14. szoferem
15. tragarzem
16. sprzątaczką
17. stewardem
18. hydraulikiem
19. stolarzem
20. modelem
21. architektem wnętrz
22. seksuologiem
23. psychologiem
24. psychiatrą
25. psychoterapeutą.


Ważne też są inne cechy. Należy być :
1. sympatycznym
2. wysportowanym ale inteligentnym
3. silnym ale kulturalnym
4. twardym ale łagodnym
5. czułym ale zdecydowanym
6.romantycznym ale męskim
7. dowcipnym i wesołym ale poważnym i dystyngowanym
8. odważnym ale misiem
9. energicznym
10. zapobiegawczym
11. kreatywnym
12. pomysłowym
13. zdolnym ale skromnym i wyrozumiałym
14. eleganckim ale stanowczym
15. ciepłym ale zimnym ale namiętnym
16. tolerancyjnym ale zasadniczym i honorowym i szlachetnym ale praktycznym i pragmatycznym
17. praworządnym ale gotowym zrobić dla niej wszystko (np. skok na bank) czyli
18. zdesperowanym (z miłości) ale opanowanym
19. szarmanckim ale stałym
20. wiernym
21 uważnym ale rozmarzonym
22. ambitnym ale godnym zaufania i szacunku
23.gotowym do poświęceń i przede wszystkim,
24. wypłacalnym.


Jednocześnie musi mężczyzna uważać na to, aby :
a) nie był zazdrosny, a jednak zainteresowany
b) dobrze rozumiał się ze swoją rodziną, nie poświęcał jej jednak więcej czasu niż danej kobiecie
c) pozostawił kobiecie swobodę, ale okazywał troskę i zainteresowanie gdzie była i co robiła
d) ubierał się w garnitur, ale był gotów przenosić ją na rękach przez błoto po kolana i wchodzić do domu przez balkon, gdy ona zapomni kluczy lub gonić, dogonić i pobić złodzieja, który wyrwał jej torebkę, w której przecież miała tak niezbędne do życia lusterko i szminkę.


Ważne jest też aby nie zapominać jej :
1. urodzin
2. imienin
3. daty ślubu
4. daty pierwszego pocałunku
5. okresu
6. wizyty u stomatologa
7. rocznic
8. urodzin jej najlepszej przyjaciółki i ulubionej cioci.


Niestety, nawet najbardziej doskonałe wykonanie powyższych zaleceń nie gwarantuje pełnego sukcesu. Kobieta mogłaby się bowiem czuć zmęczona obecnością w jej życiu idealnego mężczyzny oraz poczuć się zdominowaną przez niego i uciec z pierwszym lepszym menelem z gitarą, którego napotka.

A teraz druga strona medalu. Uszczęśliwić mężczyznę jest zadaniem daleko trudniejszym. Ponieważ mężczyzna potrzebuje :
1. seksu i
2.jedzenia


Większość kobiet jest oczywiście tak wygórowanymi męskimi potrzebami mocno przeciążona. Zaspokojenie tych potrzeb przerasta siły naszych pań.

Wniosek:
Harmonijne współżycie można łatwo osiągnąć, pod warunkiem, że mężczyźni wreszcie zrozumieją, iż muszą nieco ograniczyć swoje zapędy i pohamować swoją roszczeniową postawę!"





Całe życie próbowałam uwierzyć, że to nieprawda, że moja reakcja na to nie jest przesadzona, w końcu mam prawo do emocji prawda? Jednakże zawsze pragnęłam tego emocjonalnego spokoju, huśtawki były za duże, sami zresztą widzieliście po moich przydługich postach. Ciągle narzekałam na swoje życie, wierząc, że dostanę to, czego pragnę, a pragnęłam jedynie akceptacji i miłości. Czemu więc tak się czułam? Ludzie we mnie nie wierzyli, nie akceptowałam siebie, pragnęłam jedynie spokoju. Zapragnęłam spokoju, który da mi szczęścia.

Emocje podpowiadały mi, że to bzdura, w końcu ja taka nie jestem. W związku próbowałam tylko się dogadać, przecież to nic złego, chciałam za wszelką cenę, aby było dobrze. Wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę, czemu dążąc do tego robiło się coraz gorzej? Były częściej kłótnie, myślałam że to jego wina, bo nie chce mnie posłuchać, zrozumieć że miałam rację.

Po paru miesiącach robiło się coraz gorzej, coraz krócej rozmawialiśmy, były rozłąki, powroty i pełno mojego zdenerwowania.

W pewnym momencie zaczęło mnie to denerwować, obrażałam siebie, że jestem jakaś "zjebana". On mnie pocieszał i wspierał, był przy mnie, co bardzo doceniałam a zarazem miałam poczucie winy, że na niego to zrzucam.

Czemu skoro się starałam, było trudniej?

A no przemyślałam to sobie, przemyślałam między innymi ten wpis. On serio nie wymagał tyle, chciał tylko spokoju, tak jak ja. Chcieliśmy tego samego.



Zauważyłam, że im bardziej mi zależało na tym, aby był idealny, kochany, wspaniały, tym więcej cierpiałam, czułam więcej różnych emocji. Próbowałam naprawić to sama, ale wtedy czułam się, jakbym na nim to wymuszała. Chciałam spokoju w emocjach, chciałam szczęścia w związku. Zdałam sobie sprawę, że może faktycznie chciałam "za mocno".

Chciałam, by mnie pocieszał, opowiadałam mu o swoje przeszłości, rodzinie, która źle mnie traktuje, otoczeniu ze szkoły i przypadkowo poznanych osobach, czy sąsiadach. Wszystkich, którzy mnie irytowali czy zasmucali. Nagle zobaczyłam, że po takich rozmowach, gdzie mnie wysłuchiwał nie czułam się lepiej, on również. Czemu wielokrotnie myślałam, że to mi wiele da, wielu mi tak doradzało, a jednak czułam się po tym gorzej.

Próbowałam obserwować, co zrobić, żeby osiągnąć większy spokój, ale taki trwały. Ten na chwilę tylko irytował, bo dół wracał.

Myślałam, że to niepoważne, wiele razy czułam się lepsza od osób, które dużo żartowały lub nie miały takiej wiedzy, jak ja bądź się nią nie chwaliły. Moim priorytetem było bycia traktowaną jak dorosłą, ale gdy już czułam się dorosła, czułam się źle i częściej miałam doła.

Zdałam sobie sprawę, że muszę odpuścić. Odpuścić ludziom i sobie. Zdałam sobie sprawę, że może faktycznie mogę nie mieć racji, że mogę się mylić. Najtrudniejszym krokiem było przyznanie się do tego i uznanie za coś naturalnego i pozytywnego. Było dla mnie wielkim krokiem, któremu towarzyszyło spięcie i podenerwowanie, ale gdy powoli przechodziłam małymi kroczkami przez te progi, coraz lżej się czułam.

Zaczęłam obserwować swoje emocje. Jakie moje słowa, myśli i czyny powodują, że czuję się gorzej. Bardzo mi pomogło obserwowanie kobiet w sklepach, koleżanek z mojego życia, komentarzy kobiet pod zdjęciami na facebooku oraz kobiet na wysokich stanowiskach. Te obserwacje bardzo mi pomogły zrozumieć siebie i innych ludzi.

Wszyscy jesteśmy wartościowi    :Uśmiecha się:

Wydrukuj tę wiadomość

  Kawiarenka - czyli pogaduchy przy jedzeniu i piciu :)
Napisane przez: Nelyssa - 15 Cze 2018, Pią 22:49 - Forum: Hyde park - Odpowiedzi (1)

Zapraszam do rozmow    :Uśmiecha się: Czestujcie sie shake'iem czekoladowym i chipsami    :Uśmiecha się:

[Obrazek: i-lay-s-zielona-cebulka-chipsy-225g.jpg]

[Obrazek: 58tile.jpg]

Wydrukuj tę wiadomość

  Suzuki GSX-R K9 600
Napisane przez: Xxxyyy - 15 Cze 2018, Pią 20:41 - Forum: Technologia, gadżety, internet - Odpowiedzi (2)

co myslicie? brac?

[Obrazek: 893910577_1_1080x720_600-stan-bdb-a2-35k...danski.jpg]

Wydrukuj tę wiadomość

  Mądre przypowieści
Napisane przez: Nelyssa - 15 Cze 2018, Pią 17:02 - Forum: KSIĄŻKI, POEZJA - Brak odpowiedzi

- Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
- Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie -
odrzekł Mistrz.
- Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
- Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego
nie widzisz w sobie


/ A. de Mello /

Wydrukuj tę wiadomość

PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

               Reklama