Praca  - Grozi mi bezdomność...
#1
Cześć, mam 20lat i już nie wiem co mam robić, w najbliższym czasie mogę wylądować na ulicy...boje się tego.
Pierwsze objawy nerwicy wegetatywnej miałem w wieku 5lat. Później w okresie dojrzewania doszła fobia szkolna i społeczna a teraz jest to fobia przed pracą. Z tego powodu skończyłem tylko gimnazjum (po 1 klasie technikum zrezygnowałem z nauki, nie dałem rady chodzić do szkoły) i od tej pory siedzę w domu.
Jak rozumiecie jestem na utrzymaniu rodziców, konkretnie ojczyma. On już ma dość tego, ze siedze w domu, nigdy nie wierzył w moje choroby i wyzywał od najgorszych. Kazał mi iść do pracy albo się wyprowadzić. Problem w tym, że ja nie jestem w stanie pracować a bez tego mogę jedynie iść pod most.

Pracowałem od września 2017 do marca 2018 razem z bratem przy wywozie gruzu, rozbiórce pieców kaflowych. W sumie poza bratem nie było innych ludzi, właściciele otwierali drzwi a my robiliśmy swoje więc wydawałoby się spoko, w sam raz dla kogoś takiego jak ja. Do tego zlecenia były średnio 2-3 dni w tygodniu więc to też wydawałoby się dobre na start żeby się oswoić i przełamać.
Początek był ciężki ale nawet po czasie jak już byłem w miarę zorientowany co i jak mam robić to lęk nie ustępował. Nie mogłem spać, ciągle myślałem, że będe musiał jechać i znowu pracować. Rano jak zaczynaliśmy prace to dosłownie przeżywałem wewnętrzny dramat. To była naprawdę ciężka wyczerpująca praca, znieść z 4 piętra 6-8 ton gruzu na plecach to jednak wyzwanie - strasznie mnie to przygnębiało i całkowicie przerażało. Po 3 miesiącach dostałem załamania nerwowego i chciałem zrezygnować ale postanowiłem, że muszę się wziąć w garść, oswajać lęki i pracowałem dalej. Po kolejnych 3 miesiącach gdy jechałem rano w autobusie do pracy dostałem ataku skurczy całego ciała, zaczęło mną rzucać jak przy ataku padaczki - trwało to kilka godzin. Horror. Trafiłem do szpitala gdzie stwierdzono u mnie łuk histeryczny a lekarz psychiatra mówił, że nie widział tak ostrego ataku nerwicy w swojej karierze. Przeciążył mi się układ nerwowy przez to, ze praktycznie przez całe te 6 miesięcy żyłem w ciągłym stresie, non stop.

Oczywiście leczę się u psychiatry od 13 roku życia, chodziłem do kilku terapeutów. Gdy pracowałem zacząłem też terapie prywatną 2 razy w tygodniu ale po 2 miesiącach terapeutka stwierdziła, że nie jest w stanie mi pomóc.

Tak rysuje się moja sytuacja. Muszę się usamodzielnić ale nie mogę bo nie umiem funkcjonować, praca mnie przerasta i to nawet taka bez ludzi. Lekarze nie pomogli, "wzięcie się w garść" i przełamywanie też nie pomogło bo mimo, że w głowie jestem spokojny, nie myślę negatywnie i w sumie jest w porządku to i tak występują objawy.
Jestem już w sumie przekonany, że skończę pod mostem...chociaż nie wiem czy nie zabije się pierwszej nocy jeśli tam wyląduje.
Nie wiem, piszę to żeby "spuścić ciśnienie" bo tak naprawdę nie wiem ile jeszcze będę mógł mieszkać w domu, kwestia dni, tygodnia-dwóch.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#2
W jakim nurcie prowadzone były terapie? Myślałeś może o dłuższej terapii w szpitalu, tak dzień w dzień?
[Obrazek: G6JTs1m.jpg]
Odpisz
#3
Jeju, jak ja Ci bardzo współczuję. Jesteś jeszcze tak młody, a już tyle kłód pod nogi Ci rzucono. Chciałbym jakoś pomóc, ale mogę zaoferować tylko rozmowę.
Nostalgicznie wplotę Cię w monolog
Po godzinach trwania w nocnej ciszy
Zanim ruszę w podróż Mleczną Drogą
Zniknę w łapach Wielkiej Niedźwiedzicy
Odpisz
#4
(22 Maj 2018, Wto 22:03)Mżawka napisał(a): W jakim nurcie prowadzone były terapie? Myślałeś może o dłuższej terapii w szpitalu, tak dzień w dzień?
Miałem terapie poznawczo-behawioralne. Ale za każdym razem nic z nich nie wynikało. Z tą prywatną terapeutką właściwie nie wiem, po prostu rozmawialiśmy, dużo pytała o przeszłość i moje relacje z rodzicami i gdzieś na tej podstawie starała się szukać przyczyny ale to też nie doprowadziło do żadnych konkretnych wniosków czy efektów.
Tak proponowali mi oddział dzienny gdy się załamałem ale po tym jak dowiedziałem się jak to wygląda sobie odpuściłem. Nie specjalnie mi się uśmiecha siedzenie w gronie ludzi i słuchanie o ich problemach, dość mam swoich i niespecjalnie mnie interesują czyjeś. Socjalizowanie się też nijak pomaga bo w sumie umiem się odnaleźć wśród ludzi - po prostu mnie to męczy psychicznie, od urodzenia.
Byłem w zamkniętym oddziale psychiatrycznym przez jakiś czas - ten wspominam źle, personel chyba z poprzedniej epoki bo na pewno nie prezentowali standardów nowoczesnej psychiatrii.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#5
A próbowałeś wniosek o niepełnosprawność?
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#6
(22 Maj 2018, Wto 22:25)klocek napisał(a): A próbowałeś wniosek o niepełnosprawność?
Tak, przez kilka lat miałem umiarkowany stopień i dostawałem 154zł miesięcznie. Ale w styczniu wygasło a ja odpuściłem sobie "przedłużanie" bo to naprawdę sporo zachodu żeby udowadniać komisji, że się jest chorym i to tak poważnie, żeby przyznali ten 2 stopień i 150zł. Wszystko z uwagi, że jednak fobie średnio są postrzegane jako poważne zaburzenia.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#7
A myślałeś o pracy na produkcji albo gdzieś na magazynie? Czy też nie wchodzi w grę?
Odpisz
#8
Możesz sprzątać mieszkania, zostać petsitterem, albo kierowcą jeśli masz prawo jazdy... bycie bezdomnym wymaga większego kontaktu z ludźmi
Odpisz
#9
Napisałeś, że prywatnie chodziłeś na terapię 2 miesiące a ile czasu uczęszczałeś na te przez nfz?
Odpisz
#10
Magazyn czy produkcja nie wchodzi w grę. Hałas, pełno ludzi wokół - na hałas jestem nadwrażliwy podobno z powodu zespołu aspergera a i tłumy mnie przerażają.

Prawa jazdy nie mam, nie odważyłbym się wziąć takiej odpowiedzialności bo stres powoduje u mnie mroczki przed oczami i omdlenia więc boje się, ze gdybym zemdlał w czasie jazdy mogłoby się skończyć tragedią. A to, że bezdomność wiąże się z ludźmi to też wiem dlatego sobie nie wyobrażam takiego życia, stąd zamiary samobójcze.

A na terapie chodziłem jakiś rok u jednej terapeutki i pół roku u drugiej.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#11
A jakieś leki brałeś?
Moje życie już się skończyło.
[Obrazek: b80bead274f2d33d.gif]

Odpisz
#12
Pełno. Od 13 roku życia łykam proszki. Był taki czas, że brałem 10 tabletek dziennie. Niewiele to dało. Na myśli samobójcze nie pomaga bo one nie są wynikiem złego funkcjonowania mózgu a reakcją na to, że wole nie żyć niż żyć na ulicy i nie mieć gdzie spać ani czego jeść. Lęki się minimalnie zmniejszył przy pierwszym kontakcie czyli w wieku 13 lat i do tej pory utrzymuje się wszystko na stałym poziomie.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#13
I ten ojczym nie widzi twoich problemów? Co za gnój. Rozumiem, że można nie rozumieć fobii, ale Ty przecież nie udajesz.
Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie...
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis verti:
  • Zas
Odpisz
#14
Jego to wszystko mało obchodzi. Dla niego albo się idzie do roboty albo się jest leniem i nie zamierza w jakikolwiek sposób pomagać. Od dziecka powtarzał mi, że jestem nikim i nic ze mnie nie będzie. Już jak miałem 15lat to mówił żebym wziął się do roboty bo pasożytuje na jego krwawicy - musiałem tłumaczyć, ze przecież jestem dopiero w gimnazjum heh.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#15
a co z mamą?
Odpisz
#16
To jak już musisz się bać pracy, to niech chociaż ona będzie na tyle obciążona ryzykiem, że ten strach się oplaci. Paserstwo , dill. Niejeden pewnie już popuscił z nerwów na granicy.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Niered:
  • dziewczyna z naprzeciwka
Odpisz
#17
Mama jest powodem dla, którego przez tyle czasu jeszcze mnie nie wyrzucił. Ale rozchodzą się, mama wyjeżdża do pracy za granice no a ja muszę jakoś sobie radzić. Mama chce mnie utrzymywać, wysyłać jakieś pieniądze ale przecież nie może tak być, nie chce tak i to nie jest sposób na życie. Dlatego myślę, że w ciągu tych 2 tygodni będę już musiał iść w świat.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#18
Czy jest tak, ze boisz się czegoś konkretnego w pracy, czy to bardziej uogólniony, niesprecyzowany lęk?
Odpisz
#19
Jest jakiś lęk i niepewność związana z działaniem. Gdy pracowałem to głównie chodziło o fizyczne czynności jak obsługa młota, kilofa, czasem jakichś elektrycznych narzędzi a że nigdy nie miałem z czymś takim kontaktu to wiadomo jak podchodziłem do czegoś takiego.
Ale największy problem to właśnie uogólniony i niesprecyzowany lęk mimo, że nic się nie dzieje a ja wszystko robię na luzie i spokojnie. Bardzo męczące było też to, że nie mogłem spać ani się zrelaksować bo ciągle myślałem, że będzie trzeba wrócić i dalej pracować.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#20
Czy praca w samotności albi świadomość, ze jesteś w czymś dobry mogłaby pomóc podnieść Twoją pewność siebie w tej materii?
Niestety większość ludzi musi zapieprzać do 65 wiec z tym będzie trzeba się pogodzić, można tylko wybrać znośny zawód dla siebie ;/
Może jedź z mamą i próbuj szukać pracy w sortowni czy gdziekolwiek w mieście.
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis Niered:
  • Szary, Golden, asleep
Odpisz
#21
łączę się w bólu i trzymam kciuki za polepszenie się sytuacji
wiem co to być na skraju bezdomności, swego czasu na skutek strasznych okoliczności życiowych było blisko, żebym też tak skończył
to było okropne, sytuacja nieco podobna jak u ciebie, z tymże do tego dołączał się brak pieniędzy, skrajna nerwica, zamknięcie się w sobie, bezrobocie i jeszcze sporo innych, taka bieda to absolutnie paskudne doświadczenie, dało się z tego jakoś wyjść, na mnie akurat leki podziałały, trudno jednak ocenić czy to kwestia samych leków, bo jak zacząłem się już leczyć było i tak życiowo lepiej, co dawało postępujące efekty
Odpisz
#22
A nie możesz wyjechać razem z mamą za granicę? we dwójkę byłoby wam łatwiej. Może zatrudniliby Cię do jakiegoś zbierania owoców, pracowałbyś sobie na świeżym powietrzu. Brałeś kiedyś benzo?
Moje życie już się skończyło.
[Obrazek: b80bead274f2d33d.gif]

[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Promyk:
  • mardybum
Odpisz
#23
Już raz byłem za granicą i szybko uciekłem. W Polsce sobie nie radze a co dopiero w obcym kraju z obcym językiem.
Tak brałem benzo, uczucie jak wypicie kilku piw ale nie sprawiło że przestałem się czuć dobity i załamany gdy musiałem pracować.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz
#24
Języka szybko byś się nauczył, a przynajmniej byłbyś z mamą i miał gdzie mieszkać. Tam też chyba łatwiej znaleźć jakąś pracę. Dokąd dokładnie mama jedzie?
Można mi pomagać na różne sposoby, ale oddychać muszę sam.
Jacek Podsiadło
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis mardybum:
  • Shiro
Odpisz
#25
Do Niemiec. I nie ma możliwości żebym z nią pojechał, ona jest z zawodu opiekunką i opiekuje się osobami starszymi, mieszka z nimi przez cały swój pobyt tam, jedzie na kilka miesięcy a potem wraca na chwilę do Polski i znowu wyjeżdża do kogoś nowego.
Problemem nie jest brak pracy ale to, że ja nie jestem w stanie do żadnej chodzić. Stresujące jest to w Polsce, za granicą nie dałbym rady w ogóle.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.