- Prezentacja- umieram ze strachu
#1
Czesc. Mam ogromny problem z wypowiedziami publicznymi. Nie sprawiałoby mi to problemów gdyby nie było tego tak bardzo widać. W poprzedniej uczelni miałam swoje koleżanki, które zawsze mówiły za mnie w czasie takich prezentacji, ja ewentualnie wdrożyłam jakieś słówko lub dwa, teraz jestem na innej uczelni, nikogo tu nie znam i za tydzień czeka mnie prezentacja przed całą grupą. Czuje, że nie dam rady, jestem załamana   :Smuci się: w czasie takich wypowiedzi trzęsę się jak galareta i naprawdę nie mogę nic powiedzieć, pojawiają się tiki na twarzy (takie drgania- najbardziej ust) a serce wali tak jakbym miała dostać zawał, prędzej czy później moze się to naprawdę skończyć zawałem. To nie jest normalne. Rok temu przed podobną sytuacją postanowiłam pójść do psychologa po tabletki na uspokojenie ale niestety nie dostałam bo psycholog nie ma do tego uprawnień. Chciałam tam porozmawiać o swoim problemie ale byłam tak zestresowana że ta psycholożka sama powiedziała że nie chce ode mnie brać kasy za spotkanie i żebym poszła do psychiaty po receptę. Nie poszłam. Proszę, doradźcie mi co robić, naprawdę nie dam rady!!! może pójdę do lekarza i będę udawać chorą? Dodam, że na ogół jestem osobą towarzyską, śmiałą, rozgadaną. Jedynie sytuacje kiedy muszę wypowiadać się publicznie są dla mnie barierą nie do pokonania   :Smuci się:
Odpisz
#2
Trudno doradzić w takiej sytuacji.... Ale pociesz się, że wszyscy chyba tutaj mamy podobne problemy    :Uśmiecha się: Może faktycznie dobrze byłoby pójść do specjalisty. Leki mogą ci bardzo pomóc pokonać lęk. Wiem to z własnego doświadczenia.
Odpisz
#3
Poza pójściem do psychiatry, mogę jedynie doradzić 'ćwicz, ćwicz, ćwicz' tą prezentację przed bliskimi. Może, za 5, 10 razem stres będzie trochę mniejszy.

zawsze możesz kupić środki uspokajające bez recepty, herbatki, ziółka itp.

może warto też na chłodno przeanalizować swój strach, co cię blokuje i wprowadza w taki stan, znając przyczynę mogłabyś łatwiej poradzić sobie ze skutkami. Może doszłabyś do wniosku, iż naprawdę nie ma się czego bać, bo ewentualnie konsekwencje nie będą tak straszne.

Nie wiem, jak prowadzący zajęcia, pomyśl, czy nie warto go uprzedzić, że w takich sytuacjach nie radzisz sobie ze stresem, może cię 'poratować' w momentach zwątpienia. Oczywiście wszystko zależy od osoby

Generalnie uwierz w siebie   :Uśmiecha się:
Jeden jest tylko błąd wrodzony, przekonanie, że żyjemy po to abyśmy byli szczęśliwi.

Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.
Odpisz
#4
Alexandria napisał(a):Dodam, że na ogół jestem osobą towarzyską, śmiałą, rozgadaną. Jedynie sytuacje kiedy muszę wypowiadać się publicznie są dla mnie barierą nie do pokonania   :Smuci się:
Czyli fs na pewno nie masz, wszystko z Tobą w porządku, bo to tylko trema przed wystąpieniami a tremę ma każdy. Jak będziesz mówiła, to skup się najlepiej na prowadzącym zajęcia i mów do niego, ja tak na studiach często robiłem i jakoś udało mi się przeżyć.
Odpisz
#5
mi pomaga gadanie do lustra. bo przecież, gdy mówię do swojego odbicia to widzę dokładnie to, co zobaczą moi słuchacze. po którymś razie sobie uświadomiłem, że to, co widzę (w sensie siebie), nie wygląda tak idiotycznie i jeżeli ja się z tego nie śmieję, to inni też nie będą - ten stres w dużej mierze bierze się ze strachu przed wyśmianiem, czy coś takiego.
obecnie w ogóle nie stresuję się prezentacjami, a to wynika też z tego, co wyżej napisała Nut - ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć - akurat chcąc nie chcąc bardzo dużo mam na studiach wystąpień.
Odpisz
#6
Wiem, jak ci ciężko. Sam na studiach przeżywałem męki, gdy miałem dać prezentację przed grupą.... pięciu osób. Wszyscy podchodzili do tego na luzie, tylko ja jakoś nie potrafiłem się odprężyć i całą prezentację czułem się spięty. Oczywiście treść mojej prezentacji była na wysokim poziomie, ale forma jej przedstawienia zepsuła wszystko. I co z tego, że przygotowywałem ją całymi godzinami, skoro nie potrafiłem jej przedstawić w ciągu 20 minut...
A niektóre osoby nie poświęciły na jej przygotowanie ani godziny, a przedstawiły ją tak, że wszyscy byli pod wrażeniem.
W pokonaniu mojego lęku przed wystąpieniami pomogła mi najbardziej książka Janet Esposito Nigdy więcej tremy, a przede wszystkimi dołączona do niej płyta z nagraniami relaksacyjnymi. Autorka dzieli się z nami bardzo trafnymi spostrzeżeniami dotyczącymi tremy i sposobów radzenia sobie z nią. Wystarczy słuchać jej nagrań regularnie w miejscu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać, żeby po kilku dniach doświadczyć tego, czego pragniemy najbardziej - spokoju wewnętrznego.

Gdyby ktoś był zainteresowany tą książką, to chętnie ją odsprzedam. Podaję link do mojego profilu na stronie sprzedajemy.pl, gdzie oferuję również wiele innych wartościowych książek:
http://sprzedajemy.pl/zestaw-ksiazek-na-...&offset=15
Odpisz
#7
A może na prezentację zaprosić/zaciagnąć znajome osoby, może by to jakoś pomogło?
Odpisz
#8
hej. Dzieki bardzo miło mi za wasze rady. Chyba jutro zadzwonie do psychiatry i umowie sie po jakies psychotropy. Ja wiem, skad sie wzial moj problem ale ta wiedza raczej mi nie pomaga w niczym;/ jak bylam mlodsza to byl to bardzo silny problem, w sensie ze balam sie np wyjsc z domu wyrzucic smieci ale pokonalam go i teraz funkcjonuje normalnie tylko te cholerne prezentacje wciaz mnie przerazaja;/ problem najwiekszy jest w tym, ze moglabym to nawet powiedziec gdyby nie drgania na twarzy, ktore sa tak duze ze ludzie mogliby nie zrozumiec wyrazow ktore wypowiadam. Naprawdę   :Smuci się: Juz nie mowiac o tym ze jest to mega upokarzajace   :Smuci się: przed lustrem tez bede cwiczyc, dzieki   :Uśmiecha się: o zaproszeniu znajomych nie ma raczej mowy bo nikt nie wie o tej przypadlosci oprocz mojej mamy i nie chcialabym takiej kompromitacji przezyc przed kims bliskim... Raz przyjaciolka widziala mnie tak zestresowana w pewnej sytuacji a potem udzielala mi rad ze mam uwierzyc w siebie itd i nie bylo to mile bo uznała mnie za kogoś słabego psychicznie i naprawde glupio sie z tym czulam.
Jak mam o tym powiedziec psychiatrze? I czy psychotropy naprawde pomoga mi sie uspokoic przed wypowiedzeniem sie przed tak duza grupa ludzi?
Otoja- nie jest to zwykla trema.
Odpisz
#9
Musisz się bardzo dobrze nauczyć tej prezentacji, powtarzać w domu do momentu jak wszystko będziesz gładko mówić. Tak kilka razy pod rząd. Fakt, że idealnie się nauczyłaś może dać trochę pewności przez co będzie mniejsza trema.

No i doświadczenie, obycie z tłumem. Sam miałem kiedyś w dość krótkim czasie przygotować kilka prezentacji. Przed pierwsza o mało mi pikawa nie wyskoczyła, bo waliła jak opętana. Brzuch bolał a nogi i ręce ruszały się jakby same    :Uśmiecha się szeroko: Jednak po wejściu na mównicę odeszło to wszystko. W następnych podejściach już było lepiej    :Uśmiecha się:
To co dał nam świat niespodzianie zabrał los,
dobre chwile skradł niosąc w zamian bagaż
zwykłych trosk.
To co dał nam świat to odeszło z biegiem lat,
cóż wart jest dziś niewczesny żal,
że los wziął to co dał.
Odpisz
#10
Wiem, będę się uczyć. To naprawdę dziwne że tak samo z siebie Ci przeszło, ja już miałam różne prezentacje ale zawsze z kimś i jak wychodziłam na mównice to stres jeszcze większy i zawsze ktoś za mnie mówił bo widział że zawaliłam. Ja nadrabiałam uśmiechem, ale póki moja noga nie zeszła z "widowni" to nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po prostu. Mam już tego dość. A wyszło to tak samo z siebie, w liceum postanowiłam zgłosić się do odpowiedzi bo byłam dobrze nauczona, ale jak już wyszłam przed całą klasę to okazało się że ze stresu nie jestem w stanie nic powiedzieć i na pierwsze pytanie nauczycielki odpowiedziałam, że nie wiem i usiadłam. Cała sie trzesłam ze strachu. I nie wiedziałam tak właściwie, co się ze mną stało, a potem było coraz gorzej aż do upadku na samo dół gdzie naprawdę bałam się odpowiadać dzień dobry itd ale potem zaczęłam pracować silnie nad sobą i udało mi się pokonać w większości te lęki jednak to nie wszystko   :Smuci się:
Odpisz
#11
Nie mam FS na takim poziomie chyba... i dlatego jak się nauczę czegoś bardzo dobrze to powiem to bez większych problemów. Stres dość szybko odchodzi bo zaczynam się skupiać na tym co mówić i przed oczami nie mam tłumu ludzi a ścianę tekstu czy obrazki, schematy.
To co dał nam świat niespodzianie zabrał los,
dobre chwile skradł niosąc w zamian bagaż
zwykłych trosk.
To co dał nam świat to odeszło z biegiem lat,
cóż wart jest dziś niewczesny żal,
że los wziął to co dał.
Odpisz
#12
Jakieś leki uspokajające. Wiemy ze takie wystąpienia są trudne. Powodzenia!    :Uśmiecha się puszczając oko:
Próbuję otworzyć oczy ...
Odpisz
#13
Ja też miałem z tym problem na studiach, raz naprawdę byłem roztrzęsiony, a była to zwykła prezentacja z treści z książki przed paroma osobami z grupy. Było to mocno widać, prowadzący nie był zadowolony z mojej prezentacji i zadawał mi pytania, kazał mi coś pisać na tablicy, a mi się ręce trzęsły, nie mogłem utrzymać kredy.. Masakra, przyznam, że jestem troche bezradny w takich momentach. Serce mi wali , głos drży, itp. Wszelakie metody, żeby się uspokoić nie działają. Raz wziąłem benzo (chyba clonazepam) na prezentację i wtedy było o wiele łatwiej, choć i prezentacja była trudniejsza oraz przed bardziej wymagajacym audytorium, ale był to jeden jedyny raz, traktuje to jako ostateczność. Bez tego bym przechodził męki. Także takie wystąpienia publiczne to dla mnie najgorsze co może być, choć kiedyś miałem też prezentację i nie było tak źle, prowadzący był miły, grupy w ogóle nie znałem, także trochę też zależy od otoczenia jak i samego nastawienia. Niektóre prezentacje mnie stresowały mniej, np. były takie z rzutnikiem, gdzie czytałem coś z komputera, a wszyscy patrzyli na rzutnik. Wtedy to nie było takie stresujące bo uwaga była skupiona nie na mnie, no i mogłem czytać słowo w słowo, a nie mówić od siebie. Choć tak czy inaczej jakiś tam stres był, ale już nie tak silny, więc mogłem go opanować.

Nieraz pamiętam te momenty gdy prowadzący pytał: to kto jeszcze dzisiaj? To może Pan... (a tu zawał serca)    :Uśmiecha się szeroko: Albo ulga, że dzisiaj mnie ominęło..

Najlepiej chyba też zmienić swoje nastawienie, zamiast bać się i unikać prezentacji, to idź i zgłoś się sama przed prowadzącym. Leki to ostateczność.
Odpisz
#14
Mam jeszcze pytanie: Czy wy też jesteście tak zestresowani przed wizytą u psychiatry?
Dziękuje za wasze rady i dzielenie się doświadczeniem, to naprawdę dużo dla mnie znaczy bo wiem, że nie jestem osamotniona z tym problemem. Po za tym ludzie na świecie zmagają się naprawdę z poważnymi problemami, umierają na raka, z głodu a dla mnie takie coś urasta do takiej rangi że masakra. Mc, podziwiam że dałeś radę tak sam, bez leków i w ogóle pokonałeś tą "barierę stresową" żeby się wypowiadać na audytorium. Jak Ci się to udało? Bo ja jakoś nie mogę.. Czytałam też gdzieś kiedyś, że pomocne może być wyobrażanie sobie ludzi przed sobą z jakimiś głupimi minami, nago czy coś w tym stylu. Ktoś próbował?    :Uśmiecha się:
Odpisz
#15
Raczej bym nie powiedział, że dałem sobie z tym radę, raz radziłem sobie lepiej, raz gorzej. Dzisiaj miałbym dalej z tym spory problem. Miałem tez kłopot z pójściem do tablicy i rozwiązaniem zadania przy tablicy. Choć zwykle jak już byłem przy tej tablicy to okazywało się, że nie jest tak źle, było to nieco łatwiejsze niż prezentacja, bo jest się odwróconym tyłem do ludzi. U mnie ten problem pojawił się dopiero na studiach, wcześniej tego nie miałem, może dlatego też, że na studiach u mnie to była skrajna rzadkość, w szkole to była codzienność.

Ja bym sobie nic nie wyobrażał, im prościej tym lepiej. Chyba po prostu trzeba przekroczyć pewną barierę. Nie jest to łatwe. Np. kiedyś byłem na kursie prawa jazdy, gdzie było bardzo dużo osób na sali i prowadzący prosił do odpowiedzi przy jakiejś planszy z skrzyżowaniami. Niby nic, ale ja wpadłem prawie w panikę, ale postanowiłem po prostu być obecny ze swoim lękiem, nie uciekać od tej sytuacji, pomyslałem też sobie, że chce tam iść do tej odpowiedzi. Nagle strach prawie zupełnie zniknął, podeszłem do tej tablicy całkiem spokojnie, tak jakby z ulgą w sercu.    :Uśmiecha się puszczając oko:
W pracy też miałem parę takich sytuacji, i musiałem to po prostu nauczyć się to akceptować, po prostu wiedziałem, że to np. przyspieszone bicie serca minie np. po minucie. Poddawałem się po prostu sytuacji i tym wszystkim objawom, starałem się też akceptować to, że inni mogą widzieć to wszystko, itp.

Kiedyś byłem też na testach diagnostycznych samochodu i gość mi powiedział wprost: "pan jest dziki i boi się ludzi", mimo, że nie byłem jakoś zestresowany wtedy, ale jednak była taka codzienna bariera, żeby podejść i zapytać się go czy mnie przyjmie, ile to będzie kosztować, itp. Często odczuwam nawet to samo jak idę do sklepu po chleb i mam powiedzieć; "prosze taki i taki chleb" czy na stację paliw zapłacić za tankowanie i odpowiedzieć: "nie, nie potrzebuje punktów, itp". Oczywiście nie jest to takie silne, ale jest tak czy inaczej. Czasami tylko czuję się pewniej i tego nie ma, bo mam lepszy dzień, jestem bardziej śmiały, jednak gdy mam słabszy dzień to wtedy wiele takich normalnych rzeczy jest trudnością. Cholerstwo jedne ta fobia    :Wystawia język: U psychiatry nigdy nie byłem, u psychologa tak i raczej było ok, gdyby to nie było takie kosztowne to bym mógł chodzić, bo to nawet ciekawe było    :Uśmiecha się puszczając oko:
Odpisz
#16
Alexandria napisał(a):Mam jeszcze pytanie: Czy wy też jesteście tak zestresowani przed wizytą u psychiatry?
Kiedy byłem w sile fobii to każdy kontakt z jakimkolwiek człowiekiem mnie stresował. Z psychiatrą też ale nie dlatego że był psychiatrą tylko dlatego że był człowiekiem. Żywym człowiekiem.    :Uśmiecha się:
Próbuję otworzyć oczy ...
Odpisz
#17
Alexandria napisał(a):Mam jeszcze pytanie: Czy wy też jesteście tak zestresowani przed wizytą u psychiatry?

I to jak!
Wykonanie telefonu i ustalenie takiej wizyty graniczyło z cudem. A gdy w przypływie dobrego humoru i woli życia zebrałam się w sobie i umówiłam, najczęściej na taką wizytę nie przychodziłam... I cały trud poszedł się ***ekhm.

Do tej pory gapię się w podłogę i coś tam dukam. Jednak tendencja jest malejąca i z każdym kolejnym spotkaniem jest choć troszkę lepiej.   :Uśmiecha się 2:
Jeden jest tylko błąd wrodzony, przekonanie, że żyjemy po to abyśmy byli szczęśliwi.

Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.
Odpisz
#18
No ja też strasznie się stresowałam i spanikowałam jak zadzwoniłam dziś do psychiatry. Pisałam to już ale nie ma tego postu. A chodzicie publicznie czy prywatnie? Ja zapisałam się prywatnie bo na nfz są takie kolejki a ja już nie mam czasu czekać..
A jak mam to powiedzieć psychiatrze? On powiedział, że pierwsza wizyta trochę dłużej będzie trwać a ja nie chce tam siedzieć długo.. Najlepiej to nic nie mówić tylko wziąć receptę i pójść.   :Uśmiecha się:
Nie wiem w ogóle jak uda mi się to wszystko powiedzieć. Można poprosić psychiatrę czy można usiąść tyłem do niego?
Nieprzyjaciel- naprawdę śmiesznie to ująłeś.    :Uśmiecha się puszczając oko: Poprawiłeś mi humor   :Uśmiecha się:
Mam też obawy żeby mnie w psychiatryku zamknęli   :Smuci się: moje lęki w ciągu paru dni tak się nasiliły że nie wiem czy dam radę normalnie się wysłowić u psychiatry... Aż trudno mi samej uwierzyć w to ale myślę cały czas o tym że pokonałam fobię na ponad dwa lata i teraz to tylko przejściowe stresy...
Zresztą jutro w ogóle się dowiem czy psychiatra uzna to za fobię czy tylko za zaburzenia lękowe.... Albo tak się skompromituje że nie będę mogła nic powiedzieć u psychiatry i on mnie wyprosi... Jak byłam u psychologa to tak właśnie było. Ona chciała się dowiedzieć coś na temat mojego stanu a ja w ogóle nie mogłam o tym mówić i w końcu wydukałam że ja bym chciała tylko tabletki na uspokojenie bo już nic innego mi nie pomoże, a ona powiedziała że widzi i żebym poszła do psychiatry bo ona mi nie pomoże i szkoda moich pieniędzy. Taki wstyd   :Śmieje się nerwowo:
Nut, cieszę się że u Ciebie się poprawia! A bierzesz jakieś leki czy tylko na spotkania chodzisz?
Odpisz
#19
hej. Byłam u psychiatry dziś. Zapisał mi relanium doraźnie, Zotral raz/24h i kwas foliowy. Powiedział, że to zaburzenia lękowe na tle nerwicowym i jego zdaniem przejdzie mi to tuż po prezentacji. Mam pójść na kontrolę za miesiąc i powiedział że wtedy chyba skończę leki i wyśle mnie na psychoterapię w celu nabrania pewności siebie i nabrania umiejętności w kontaktach z ludźmi. Fajne było to, że jak widział moje zdenerwowanie to najpierw wyszedł a potem odwrócił się bokiem i tak ze mną rozmawiał dopóki się nie otworzyłam i zaczęłam mówić nieco więcej niż tylko dukać parę słów.
Macie jakieś doswiadczenie z tymi lekami?
Dziękuje za słowa wsparcia. Mam nadzieję, że będę mogła jeszcze czasami tu pisać mimo że nie mam fobii   :Uśmiecha się:
Odpisz
#20
Nie mam doświadczenia z tymi lekami, ale moim zdaniem, warto je przetestować jeszcze przed prezentacją.
Bo może się okazać, że zbyt Cię zamulają, lub dawka nie jest odpowiednio dostosowana.

Jasne, że będziesz mogła tu pisać, co za pytanie    :Wystawia język:
(wybaczcie, że się tak wypowiadam za wszystkich   :Uśmiecha się szeroko:)

tak swoją drogą, ja też niby nie mam nie mam zdiagnozowanej fobii, a czuję się jak najbardziej fobicznie :?
Jeden jest tylko błąd wrodzony, przekonanie, że żyjemy po to abyśmy byli szczęśliwi.

Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.
Odpisz
#21
Mam podobny problem jak autorka tematu o czym już wspominałem na tym forum.
Powiem jakie wnioski wyciągnąłem z testów na własnej osobie.
Po pierwsze jeżeli wykładowca jest życiowy to można iść do niego i powiedzieć o swoim problemie, może wyznaczy inny sposób zaliczenia przedmiotu albo chociaż będzie bardziej zwracał uwagę na treść niż umiejętności prezentowania. Mi się czasami tak udawało. Jeżeli jednak nie da się tego uniknąć dobre efekty przynosi: dobra znajomość tematu- trzeba go znać na tyle, żeby umieć improwizować, najlepiej jak temat jest interesujący, lepiej nie mieć żadnych kartek tylko mówić z głowy, dobrze jest przedstawiać w sposób żartobliwy, wtedy słuchacze się śmieją i nie zwracają uwagi na tiki, stres itp.
Odpisz
#22
Ogólnie jestem już po prezentacji. Wzięłam to głupie relanium które mi wcale nie pomogło, no chyba że na tyle że udało mi się wyjść i nie dostać zawału. Była jakaś masakra, nogi mi się trzęsły jak brzoza, ogólnie ledwo to powiedziałam, czytałam z kartki takim jednostajnym głosem, bez żadnych emocji i odwrócona bokiem do sali. Jakoś przeżyłam, najgorsze że następna prezentacja w czerwcu    :Smuci się:
Mam do was jeszcze pytanie. Czy psychiatrzy stwierdzili u was konkretnie fobie społeczną? Bo u mnie nerwice lękową i zaburzenia autystyczne (nie chodzi o ten autyzm dziecięcy tylko schizo..   :Śmieje się nerwowo: ale powiedział że nie jest to schizofrenia tylko takie cechy się czasem rozwijają w nerwicy lękowej), ale z tego co czytałam to nerwica lękowa jest bardzo ogólnym pojęciem.
Pozdrawiam i więcej śmiałości wszystkim życzę  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Odpisz
#23
Po pierwsze gratuluje że jakoś się udało! Jesteś już po więc poczuj ulgę, a nie rozmyślaj że mogło być lepiej.
Relanium uspokoi człowieka z fobią społeczną? Niezły żart. Mnie w takich sytuacjach psychotropy nie rozluźniają nawet.
Moi lekarza za każdym razem jak się dopytywałem co mi jest i jak nazwać swoją chorobę to odpowiadali - nie jesteś chory! Pod wpływem kilku czynników czujesz lęk ale to przejdzie. I myślę że mówili tak celowo, żebym sie nie dołował że mam jakieś fobie czy tym podobne.
Próbuję otworzyć oczy ...
Odpisz
#24
Brawo Alexandria!    :Uśmiecha się:
Dałaś radę, jesteś silniejsza niż stresy! A jak się trochę rozluźnisz to dopiero tam pozamiatasz..    :Śmieje się:
Odpisz
#25
mozesz sie oswajac ze swoim głosem,a jednocześnie przyswajać materiał -nagrywając siebie- jak tak robiłam przed ustną z Polaka
What's real can't die.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.