- Prokrastynacja
#1
http://pl.wikipedia.org/wiki/Prokrastynacja

Dolega mi ten problem, paraliżując kompletnie moje życie. Nie mogę się uczyć, pracować, realizować planów, wykonywać podstawowych czynności... Wszystko kończy się tak samo. Działam dokładnie według tego schematu:
  • Postępowanie prokrastynatora można podzielić na następujące etapy:

    1. Chęć zrobienia czegoś.
    2. Decyzja o zrobieniu tego.
    3. Odkładanie czynności bez poważnego powodu.
    4. Uświadomienie sobie niekorzyści, jakie pociąga za sobą odkładanie.
    5. Kontynuacja odkładania .
    6. Szukanie wymówek bądź odejście od problemu.
    7. Odkładanie.
    8. Wykonanie zadania w czas, bardzo się przy tym stresując lub ukończenie go za późno bądź też nie zrobienie go wcale.
    9. Postanowienie o niepostępowaniu w ten sposób w przyszłości.
    10. Niedługo po tym sytuacja się powtarza.

Szukam więcej informacji o tym problemie, a zwłaszcza jak sobie z nim radzić. Jak się z tego wyleczyć itp.
Odpisz
#2
To jest moim zdaniem kolejny opis objawów nerwicy/depresji. Próbuje się z objawów tego samego problemu tworzyć osobne jednostki chorobowe i je leczyć...
Odpisz
#3
Też początkowo tak myślałem, ale wydaje mi się że nie do końca. Ja po poprzedniej farmakologii nie miałem na pewno depresji, czułem się świetnie. A pisać pracy inżynierskiej nie mogłem...

-efekt odległy w czasie.
-wymagający dużego nakładu pracy.
-problem ze zrobieniem tego na tyle dobrze na ile bym chciał.
-nieprzyjemny i meczący temat.
-niepewność przed końcową oceną.
-napisanie pracy byłoby początkiem w pełni dorosłego etapu w moim życiu.

Wszystko to sprawiło że postąpiłem dokładnie tak jak powyższe 10 punktów. No dosłownie identycznie...    :Smuci się:
Odpisz
#4
Ten opis przypomina moje pisanie pracy licencjackiej na tydzień przed ostatecznym terminem    :Uśmiecha się: Skończyło się na tym, że zarywałem kilka nocek pod rząd, żeby zdążyć na czas... Nikomu nie polecam, chodziłem potem jak naćpany cały czas.

A jak z tym walczyć? Trzeba się wziąć za siebie, jak już sytuacja jest bez wyjścia, to zwykle człowiek znajduje w sobie motywację. Ten termin "prokrastynacja" można by też łatwiej i bardziej swojsko nazwać po prostu lenistwem i nie wydaje mi się, żebym istotnie spłycił problem określając to w ten sposób.
Odpisz
#5
Lochfyne, bo prochy to nie wszystko. Trzeba wiele rzeczy przepracować, które zmieniają nasze nastawienie do życia i do spraw takich jak studiowanie. Możesz po czasie dojść do tego, że wcale nie interesuje Cię kierunek, który studiujesz i wcale nie masz ochoty pisać tej pracy, bo cały czas tylko wkuwałeś, nie wkładając w to siebie. Wtedy nie ma co się dziwić, że występuje jakaś "prokrastynacja" lub po prostu mówiąc po ludzku brak chęci i lenistwo.
Odpisz
#6
Ja się nie uważam za leniwego. To byłaby zbyt powierzchowna ocena. U mnie to na pewno problem psychiczny. Do tej pory, tak jak piszesz ramirez udawało mi się zmobilizować zawsze na ten ostateczny termin. Ale w pewnym momencie nie wytrzymałem i coś mnie zablokowało. Nie napisałem pracy inżynierskiej od roku... Jak pomyślę o tej pracy to odczuwam wielką niechęć, wręcz obrzydzenie, na tyle silne że nie mogę jej pisać...

Gdyby to nie był problem psychologiczny Sosen, to nawet gdybym uznał, że to nie jest mój kierunek, a praca kompletnie mnie nie interesuje, to poprostu zmusiłbym się do napisania tej pieprzonej pracy. Ot tak choćby dla papierku, albo dla świętego spokoju. Albo żeby dalej studiować już coś co mnie będzie bardziej interesować... A nie mogę.

Tutaj dość wyczerpująco, ale po angielsku o tym problemie:

http://www.stevepavlina.com/articles/ove...nation.htm
Odpisz
#7
Doskonale to znam. To jest jak najbardziej objaw nerwicy. Po prostu lęk przed wyzwaniami. Czujesz, że coś zrobić powinieneś i to Cię denerwuje. Czujesz presję, lęk przed tym, że Ci się nie uda, więc szukasz racjonalizacji odkładania tego.
Swoją drogą, że w łagodnej wersji to chyba każdy ma coś takiego. Najlepszy sposób żeby z tym sobie poradzić: robić to, co lubisz, co robisz dla przyjemności.
Odpisz
#8
Też mam ten problem, proszę Państwa. Myślałem nad tym kiedyś i doszedłem do takiego samego co Hektor - lęk przed wyzwaniami. Lęk przed konsekwencjami w razie nie powodzenia.
Odpisz
#9
 :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Odpisz
#10
Mnie również to dotyczy. Zawsze byłem ambitny i pragnąłem zdobywać wszechstronną wiedzę, ale... kiedy brałem do ręki książkę, nagle czułem niemoc. Nagle cały zapał uciekał, a ja tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że potrzebuję trochę więcej koncentracji, zaraz się do tego zabiorę, zajmę się czymś innym, a zaraz potem się pouczę. Cały czas miałem to w planie, "zaraz to zrobię, jeszcze jest dużo czasu", "jeszcze chwila". I tak, jak zauważyły już osoby wyżej, to nie jest do końca lenistwo. To zniechęcenie spowodowane wieloma czynnikami: powolne czytanie; trudności z koncentracją; częste, kompulsywne powtarzanie słów, niekiedy całych zdań; senność i wiele innych. To był jeden z powodów, przez które powtarzałem jeden rok liceum, a następnie zrezygnowałem ze studiów, nie ukończywszy nawet pierwszego semestru, a co najzabawniejsze, nawet wtedy usprawiedliwiałem się przed samym sobą, że przez ten czas podszlifuję wiedzę, wrócę na studia i osiągnę dobre wyniki. To jest całkowicie błędne koło, oczywiście związane również z wieloma innymi problemami. Ale pamiętajmy, że świadomość tego problemu, a także jego definicja i klasyfikacja w psychologii, nie usprawiedliwia nas. Ani my, usprawiedliwiając siebie w ten sposób, w jaki ja to robiłem, nie zwalniamy się z obowiązków.
Odpisz
#11
Prawie każdy, który był w trudnym okresie to miał. Ja, gdy z psychą miałem wszystko ok to uczyłem się jak wariat, byłem najlepszy cały czas i do tego dążyłem. To było w podstawówce. Później do klasy przyszło paru zbirów, i klasa się zmieniła, ludzie przestali się uczyć. Później zmieszali klasy w gimnazjum i już nie miałem z kim rywalizować. Później moje lęki się zwiększyły i po prostu przestałem mieć siłę i widzieć sens w tym co robię, czyli w nauce. W liceum to już całkowicie. Po co tworzyć coś nowego? Jakieś nowe nazwy? To jest dla mnie chore. To na pewno nie jest choroba, tylko objaw narastających spleśniałych problemów.
Odpisz
#12
...
Odpisz
#13
wedlug mnie przyczyna to depresja i co z czym idzie brak pewnosci siebie, podejrzewanie porazki, spodziewanie sie jej.
Depresja to nie tylko stan przygnebienia. U niektorych to wrecz odwrotnie - faza maniakalna, czyli "dzisiaj naprawie swoje życie i dzisiaj podbije świat". To może być ukryta depresja. Ale to oczywiście moje gdybanie
Odpisz
#14
Miałem ochotę napisać konkretnego posta o tym, ale zrobię to potem.
Odpisz
#15
O, dokładnie na tej zasadzie szukam pracy od dwóch tygodni    :Śmieje się:

Jak dla mnie (ale ja o psychologii wiem tylko tyle, że jej nie lubię, więc moja opinia jest zupełnie bez znaczenia) to nie tyle choroba co mechanizm obronny wynikający z fobii, nerwicy czy co tam kto ma. Co absolutnie nie zmienia faktu, iż prokrastynacja jest denerwująca.
Odpisz
#16
Ja też postępuję według tego schematu.
Jedyne co mi trochę pomogło, to sposób, o którym piszą, nie pamiętam, czy na Wikipedii też - żeby wyznaczyć sobie pół godziny na jakieś zadanie. Rzeczywiście przez ten czas zdarzyło mi się kilka razy wciągnąć i popracować dłużej.

Też myślę, że to zbyt powierzchowna ocena, że to lenistwo,
nie sądzę też, żeby chodziło o to, że to mnie tak naprawdę nie interesuje - wydaje mi się raczej, że taki mechanizm zadziałałby przy wykonywaniu też innych prac, bo tu chodzi o ogólną zasadę, że TRZEBA coś zrobić i w domyśle trzeba to zrobić świetnie, bo ja mam dla siebie takie właśnie wygórowane standardy, niestety. No a to spina, potem są ucieczki od tematu i tak mamy błędne koło, bo stres jest coraz wyższy jak gonią nas terminy.

Nie wiem, co z tym robić, marnuję sobie w ten sposób życie.
Pewnie trzeba jakichś głębszych zmian.
Odpisz
#17
Często jest też tak, że stawiam sobie zdecydowanie zbyt wygórowane cele i później na prawdę boje się za nie wziąć, bo podświadomie wiem, że ich realizacja jest trudna...
Odpisz
#18
Zawsze byłam zbyt ambitna i zbyt poważnie podchodziłam do życia, do ludzi, do problemów, nauki, zadań, wykonywanej pracy, itd. Wymagałam od siebie i od innych zbyt wiele... Nie potrafiłam robić czegoś byle jak i jak już się do czegoś zabierałam, to wkładałam w to całe serce. ...to mnie wykańczało psychicznie i fizycznie... i padłam.
Teraz jest tak, że ambicje pozostały, wygórowane cele też, robię to co muszę - tylko wydaje mi się jakbym wykonywała to ostatkiem sił i w malignie... i czasem już tych sił brak...
Odpisz
#19
O kurczę, więc tak to się nazywa. To jest właśnie mój największy problem. Fobię w dużym stopniu pokonałem, można mnie uznać za osobę nieśmiałą, czasem bardziej, kiedy indziej zupełnie normalną.
Ale to odkładanie wszystkiego na później to jest jakiś koszmar, kolejne miesiące mijają nie wiadomo kiedy, a ja ciąglę stoję w miejscu. Nie stawiam sobie jakichś wygórowanych zadań, po prostu chciałbym prowadzić normalne życie. Ale wszystko co mam zrobić odkładam w nieskończoność, ciągle znajduję jakieś wymówki, zajmuję się głupotami. Albo popadam w taki marazm, otępienie, nie wiem jak to nazwać, po prostu siedzę i zamiast wziąśc się do roboty, to myśle o tym ile czasu już zmarnowałem i się dołuję tym. Czasem biorę się za coś, ale to wtedy, gdy mam "nóż na gardle", czyli np. mam kilka tygodni na naukę do egzaminu, a zaczynam dzień wcześniej wieczorem. Najgorsze jest to, że często mi się wszystko udaje, nie wiadomo jakim fartem. Przez to właśnie przyzwyczaiłem się do takiego schematu działania, ale wkurza mnie to. Czuję, że stać mnie na więcej, o wiele więcej.
I tak sobie czasem marzę, jak by to było gdybym stawiał sobie cele i je osiągał, jak inni ludzie. Miał marzenia i je realizował, albo po prostu dążył do celu nie zważając na przeciwności. Mógłbym to zrobić, wiem że na przeszkodzie stoi tylko moja psychika, nic więcej.
Wiem, że niektórzy ludzie mają naprawde ogromne problemy. A ja mając możliwości, gdy nic nie stoi na przszkodzie, siedzę w jakiejś czarnej dziurze. Często jest mi wstyd za siebie, za to że nie wykorzystuję szans. To niesprawiedliwe, wolałbym żeby inni ludzie mieli szczęście, na pewno by z tego skorzystali.
Nie wiem z czego to wszystko wynika. Wydaje mi się, że jakoś tak podświadomie obawiam się odpowiedzialności, osiągnięcia sukcesu. Zawsze byłem w cieniu innych, przez brak odwagi, fobię. Teraz gdy trochę się podniosłem, nabrałem pewności siebie, wciąż nie mogę normalnie funkcjonować. Wiem że mógłbym "wyrównać" do innych, być takim zwyczajnym człowiekiem, ale nie robię nic w tym kierunku. Sam nie wiem czemu. Po prostu przegrywam życie minuta po minucie    :Płacze:
Odpisz
#20
Embody napisał(a):Po prostu przegrywam życie minuta po minucie    :Płacze:
Nic dodać nic ująć.
Odpisz
#21
http://www.procrastinus.com/
http://www.unc.edu/depts/wcweb/handouts/...ation.html
http://http-server.carleton.ca/~tpychyl/
(z lipcowego focusa)
Odpisz
#22
Embody napisał(a):Czasem biorę się za coś, ale to wtedy, gdy mam "nóż na gardle", czyli np. mam kilka tygodni na naukę do egzaminu, a zaczynam dzień wcześniej wieczorem. Najgorsze jest to, że często mi się wszystko udaje, nie wiadomo jakim fartem. Przez to właśnie przyzwyczaiłem się do takiego schematu działania, ale wkurza mnie to. Czuję, że stać mnie na więcej, o wiele więcej.
I tak sobie czasem marzę, jak by to było gdybym stawiał sobie cele i je osiągał, jak inni ludzie. Miał marzenia i je realizował, albo po prostu dążył do celu nie zważając na przeciwności. Mógłbym to zrobić, wiem że na przeszkodzie stoi tylko moja psychika, nic więcej.
Wiem, że niektórzy ludzie mają naprawde ogromne problemy. A ja mając możliwości, gdy nic nie stoi na przszkodzie, siedzę w jakiejś czarnej dziurze. Często jest mi wstyd za siebie, za to że nie wykorzystuję szans. To niesprawiedliwe, wolałbym żeby inni ludzie mieli szczęście, na pewno by z tego skorzystali.
TAK. Mam dokładnie tak samo. Nawet się nie czuje specjalnie fobiczny, bo radzę sobie zupełnie nieźle, może nie jak normalny człowiek, ale i tak nie jest źle. Tylko to cholerne nicniechciejswto, opory przed zrobieniem czegoś kontrustruktywnego :? kiedy cała reszta wychodzi jak trzeba. Pytanie: co z tym zrobić?    :Smuci się:
Odpisz
#23
podobny schemat gdy mam zły dzień lub zły tydzień. Motywacja słabsza niż strach
Odpisz
#24
Embody napisał(a):O kurczę, więc tak to się nazywa. To jest właśnie mój największy problem. Fobię w dużym stopniu pokonałem, można mnie uznać za osobę nieśmiałą, czasem bardziej, kiedy indziej zupełnie normalną.
Ale to odkładanie wszystkiego na później to jest jakiś koszmar, kolejne miesiące mijają nie wiadomo kiedy, a ja ciąglę stoję w miejscu. Nie stawiam sobie jakichś wygórowanych zadań, po prostu chciałbym prowadzić normalne życie. Ale wszystko co mam zrobić odkładam w nieskończoność, ciągle znajduję jakieś wymówki, zajmuję się głupotami. Albo popadam w taki marazm, otępienie, nie wiem jak to nazwać, po prostu siedzę i zamiast wziąśc się do roboty, to myśle o tym ile czasu już zmarnowałem i się dołuję tym. Czasem biorę się za coś, ale to wtedy, gdy mam "nóż na gardle", czyli np. mam kilka tygodni na naukę do egzaminu, a zaczynam dzień wcześniej wieczorem. Najgorsze jest to, że często mi się wszystko udaje, nie wiadomo jakim fartem. Przez to właśnie przyzwyczaiłem się do takiego schematu działania, ale wkurza mnie to. Czuję, że stać mnie na więcej, o wiele więcej.
I tak sobie czasem marzę, jak by to było gdybym stawiał sobie cele i je osiągał, jak inni ludzie. Miał marzenia i je realizował, albo po prostu dążył do celu nie zważając na przeciwności. Mógłbym to zrobić, wiem że na przeszkodzie stoi tylko moja psychika, nic więcej.
Wiem, że niektórzy ludzie mają naprawde ogromne problemy. A ja mając możliwości, gdy nic nie stoi na przszkodzie, siedzę w jakiejś czarnej dziurze. Często jest mi wstyd za siebie, za to że nie wykorzystuję szans. To niesprawiedliwe, wolałbym żeby inni ludzie mieli szczęście, na pewno by z tego skorzystali.
Nie wiem z czego to wszystko wynika. Wydaje mi się, że jakoś tak podświadomie obawiam się odpowiedzialności, osiągnięcia sukcesu. Zawsze byłem w cieniu innych, przez brak odwagi, fobię. Teraz gdy trochę się podniosłem, nabrałem pewności siebie, wciąż nie mogę normalnie funkcjonować. Wiem że mógłbym "wyrównać" do innych, być takim zwyczajnym człowiekiem, ale nie robię nic w tym kierunku. Sam nie wiem czemu. Po prostu przegrywam życie minuta po minucie    :Płacze:

Moglbym sie praktycznie pod kazdym zdaniem podpisac, tez fobia juz nie jest wedlug mnie glownym moim problemem. Daje jeszcze czasem o sobie znac, ale juz nie wprost.

Ja tak samo juz odkladanie pewnych spraw licze w miesiacach, a powinienem juz w latach, zeby bylo latwiej. Od co najmniej roku stoje wyraznie w miejscu. Nie robiac praktycznie nic.

Ta swiadomosc bardzo mnie przygnebia i tak bledne kolo sie zamyka. Marnuje zycie, a przeciez przez ten czas moglem juz tyle zrobic i osiagnac...

Na razie nie widze wyjscia z sytuacji...
Odpisz
#25
Ja jestem tak wielkim prokrastynatorem, że się nawet z wpisem w tym wątku ociągałem. Nie demonizowałbym tak tego zjawiska; takie kwestie najczęściej podnosi się regularnie, kiedy stawiamy sobie postanowienia noworoczne, których następnie nie dotrzymujemy. Tak mają wszyscy.
Współcześnie chyba jeszcze bardziej - jak tu dokonywać trwałych wyborów i podążać do celu, kiedy brak zobowiązań i tymczasowość wszystkiego wokół wydają się takie bezpieczne.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Gubienie się we własnym hobby (właściwie prokrastynacja) Wolfia 7 338 27 Gru 2018, Czw 11:09
Ostatni post: Noele


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.