- Przepraszam że tak dużo... lecz dłużej nie mogę sam na sam:(
#1
Witam.Mam 16 lat i jestem w 2 klasie LO. Ja już nie mogę sama uporać się z moim problemem, więc postanowiłam napisać na forum, z nadzieją że nie jestem sama taka na świecie   :Obraził się: może znajdę tu wsparcie   :Śmieje się nerwowo:

Najgorsze że nie wiem co mi dolega. Niedawno zrozumiałam że mam pewien problem w kontaktacj z ludźmi. Właściwie to unikam kontaktu   :Smuci się: Wszystkiego się boję, wszyscy mnie krępują...wcześniejo zwalałam to na moją nieśmiałość, ale muszę przyznać że to coś więcej. Od dawna unikam miejsc gdzie jest dużo ludzi, starałam się jak najmniej wychodzić z domu. No chyba że do szkoły, do której zresztą też przestałam chodzić   :Smuci się: (o tym później)    :Smuci się: Przejechać parę przystanków tramwajem dla mnie to prawdziwy koszmar.(dlatego też tego nie robię). W ogóle boję się wychodzić na ulicę. Tyle tam ludzi   :Obraził się: Żeby wyjść np. z psem, albo do sklepu na dół potrzebuję z pół godziny żeby zebrać się na siłach. Bo muszę...
Lecz prawdziwą udręką dla mnie jest szkoła. Dlaczego sama nie wiem. Może to przez te "miłe"wspomnienia z gimnazjum. Napiszę o nich pod spodem. Bo to przeszłość, a problem jest teraz   :Obraził się: Lecz strach pozostał:0

Liceum ogólnie fajne, gdyby ktoś spytał napewnobym poleciła. Jedna z najlepszych w mieście. Teraz jestem w drugiej. Klasa ogólnie fajna, przynajmniej wmawiałam że zgrana, chociaż z połową osób nigdy nawet nie rozmawiałam. Mam na szczęscie parę koleżanek, ale nawet z nimi czuję się bardzo samotnie w szkole. Tak się stało że z miesiąc temu zachorowałam i przez 1,5 tygodnie nie chodziłam do szkoły. I jak trzeba było już wracać...to nie mogłam. Czułam ze wpadam w depresję. Nadal mi nie przeszła. Potrafię znienacka zacząć płakać.Nic mi już nie cieszy, na wszystko nie mam sił, nawet gdy wiem że muszę. W ogóle przestałam gdziekolwiek wychodzić. Jak nawet wyjście za dom staram się unikać to co dopiero pójście do szkoły! Muszę przyznać że parę razy próbowałam wrócić. Zawsze jakoś radziłam sobie (właśnie że jakoś) z lękiem przed szkołą, ale też zawsze tak miałam że jak mi 1 dzień nie było to wszystko przeżywałam jakby od nowa, 1 dzień w szkole. A teraz to w ogóle stało się niemożliwe opanować swój strach.parę razy udało mi się przełamać siebie i wejść do sali. ale czułam się koszmarnie. Po 1 lekcji poszłam do domu, dosłownie wybiegłam ze szkoły. Nie mogłam wytrzymać. Jak dotarłam do domu zamknęłam się w pokoju i przez godzinę płakałam. Drugi raz udało mi się wytrzymać 5 lekcji. Lecz przez te 5 godz. przeżyłam prawdziwe piekło. Ciągle musiałam się powstrzymywać od płaczu. Czułam na sobie wzrok innych (często tak mam). Jak na złość słyszałam że ktoś mnie obgaduję, a ja tego nie znoszę. NA lekcji fizyki czułam że warjuję. Nagle stawało mi się gorąco, już nie byłam w stanie skupić sie na czymkolwiek i jedynie co mi się bardzo chciało to wykrzyknąć "AAAA!"i zniknąć. Teraz to mi się wydaje śmieszne ale wtedy to naprawdę musiałam wbijać paznokcie w rękę żeby nie zacząć tego robić (typu, obudź sie, jesteś wśród ludzi!). NAstępnym razem to już w ogóle nie mogłam wejść do sali, bo wszyscy już byli, a była lekcja matematyki, a nauczyciela naprawdę się boję od 1 klasy. MOże dlatego że to jest kolejny matematyk, który mnie upokorzył przed całą klasą i to kilkakrotnie   :Smuci się:. Jak wracam poprostu z ulicy to przez parę godz czuję się nieswojo, a jak ze szkoły to naprawdę straszne rzeczy. Problemy z zaśnięciem, ciągle koszmary, budzę się z myślami samobójczymi (których nie mogę powstrzymać, bo jestem połusenna) i na dodatek dostaję jakichś dziwnych drgawek   :Smuci się:

Oczywiście zapisałam się na terapię. byłam na 2 wizytach. NA początku babka mnie jakoś olała, typu nic poważnego. dopiero jak powiedziałam o tym że nie chcę żyć zaleciła mi test ( nie pamiętam tego skrótu, ale miał 566 pytań). jak napisałam zadzwoniła po weekendzie do mamy i co powiedziała?
1.że sama nie da rady mnie leczyć, bez pomocy psychiatry
2. nie wie czym jest spowodowany mój strach, ale napewno zaszedł za daleko
3. zaleca leczenie kliniczne

Bardzo się zdołowałam. Najgorsze że nie mogę dokładnie powiedzieć czego się boję w tej cholernej szkole! Ale żeby tak odrazu do kliniki?! Teraz myślę by podać na nauczanie indywidualne (nie wiem czy z tym sobie poradzę). ale nie wiem czy jest w tym sens. Jak na złość zbliżasię koniec semestru. Dużo zaległości. Wiem że jakbym się postarała to może jakoś cudem udałoby mi się zaliczyć semestr. Nawet zrobiłam krok -wczoraj przełamałam siebie i otworzyłam książkę od majzy i zrobiłam parę przykładów. Muiałam nadzieję. Lecz dziś ją straciłam. Bo na decyzję trzeba z mies czekać, a jak nie będę chodzić to nie zdam. A jak pójde to zwarjuję i to dosłownie. Oczywiście nikogo to nie obchodzi. Nie było mnie miesiąc w szkole, a wtedy jak próbowałam nauczyciele kazali mi sie uczyć zaległy materiał na następny dzień, góra za 3 dni. Co najlepsze za ten miesiąc nikt ze szkoły nie pytal co sie u mnie dzieje oprócz koleżanki. Nawet wychowawczyni nie razu nie zadzwoniła! Pewnie nawet się nie skapnęła... Już naprawdę nie widzę żadnej przyczyny by dalej ciągnąc ten koszmar. Mój ciągły smutek doprowadza mamę do szału. Nie dziwię jej się. Samej mi często nie dobrze ze sobą. Tak niedobrze że nie chcę żyć.   :Smuci się:






NA MARGINESIE... A to są niektóre moje wspomnienia..
Chodziłam do koszmarnego gimnazjum (tam zaczęły się moje problemy).Nie mogłam się tam odnależć. Byli osoby które mnie dręczyli, a ja nie mogłam się im postawić, bo nie chciałm robić problemów, to nie w moim stylu i tp... W 2 klasie miałam "trudny okres". W ogóle byłam załamana. Wyjechałam na parę miesięcy za granicę (to dla mnie żadna nowość   :Uśmiecha się:).ale długo tam nie wytrzymałam. Tam klasa była w ogóle w porzo, ale ja miałam te złe wspomnienia z gimnazjum dlatego nie bardzo ufnie podchodziłam do rówiesników. Niestety ta szkołą okazałą się prawdziwym terrorem. Brr. Jakaś tyrania! NAuczyciele (o ile tak w ogóle ich można nazwać) mieli uczniów gdzieś, ciągle na nich wrzeszczali. Zwłaszcza źle wspominam panią od fizyki, algebry i geometrii (3 w 1 co za ironia)na sam widok której ciarki przechodzą po skórze( waży ze 160 kg, gdzieś 1,80 wzrostu, sama złość na twarzy)Przezwałąm ją king kongiem. Przychodziła na lekcje kiedy jej się chciało mogłą się spóźnić nawet na 30 min,zawsze ze wrzaskiem, pretensjami.eh... nieraz łapała ucznia np. za koszułkę,ciągnęłą do drzwi i dosłownie wywalała z klasy.albo wypichała z sali na przerwie.Mogła podejść i zgnieść ci cały zeszyt bo nie uważasz na lekcji.Raz, jak się spóźniłam na lekcję,a było doświadczenie z jakimiś metalowymi prętami, których nie umiałam przykręcić do siebie tak wpadła w szał, że dosłownie przebiegła przez całą salę do mnie, wyrwała mi te rury z rąk i rzuciła nimi o podłogę. Byłam w szoku. Nie miałam ani długopisu (bo plecak został w sali) ani specjalnego zeszytu, bo mi nie dała. Siedziałam i bałam się odezwać   :Smuci się: Nieraz specjalnie wyzywała mnie do tablicy, chociaż wiedziała że nie przerabiałam tego tematu. Za każdym razem upokorzenie   :Obraził się: Widziałąm też jak inni nauczyciele np, rzucają coś w uczniów, albo też jak ktoś gada to podchodzi do niego i z zamachu wali go ręką w glowę. Większość nauczycieli dopiero po miesiącu sie skapnęli że jest ktoś nowy w klasie. Starałam się siedzić bardzo cichiutko żeby nie daj boże oberwać   :Obraził się: No oczywiście zawaliłam naukę, bo przerabiali zupewnie inny program niż w Polsce, babcia z którą mieszkałam nie umiałą mi pomóc, a na pomoc ze strony nauczycieli...hm jakoś na to nie liczyłam, ciekawe dlaczeg   :Aniołek: Później postanowiłam wiać stamtąd jak najprędzej...
Odpisz
#2
to gimnazjum to za granicą było czy jak? bo piszesz o innym programie?

dobrze ze w LO sprawa wygląda lepiej


a może po prostu stresujesz się tym, że sytuacja z gimnazjum się powtórzy


jak masz wolny czas to na pewno jakaś literatura z psychologii Ci pomoże, zawsze to coś w kierunku żeby było dobrze

rodzice mogą Ci jakoś pomóc? może dobrze by było gdyby poinformowali. porozmawiali z wychowawczynię o sytuacji, o tym że masz problem i dlatego twoja edukacja nie wygląda tak jak powinna

może jest jakieś kółko z tej matmy, mogliby Ci tam pomóc... piątek nie musisz mieć ważne żebyś zaliczyła, albo koleżankę zapytaj czy Ci może wyjaśnić

PS. mnie w pierwszej klasie LO babka postraszyła 1 i 2 myślałem, że zawale, ale jakoś z czasem było lepiej
Odpisz
#3
Dwie rzeczy:

Spokojnie jest Cię w stanie zdiagnozować inny psycholog lub psychiatra. Tamta jest dziwna, albo po prostu nie ma ochoty prowadzić z Tobą terapii.

Zaleca, nie oznacza że jest już tak źle, że nic innego nie pomoże. W szpitalu po prostu są najlepsze warunki do diagnozowania. Szpital to nie Ci już najciężej chorzy, to również terapia zupełnie bez leków dla ludzi, którzy często przez społeczeństwo nie są postrzegani, jako posiadający jakiekolwiek problemy.

* * *

Bardzo mnie dziwi, że nie dostrzegasz ew. przyczyn swoich lęków.
Odpisz
#4
heej najka    :Uśmiecha się: bądź pewna że sama nie jesteś. zdziwiłabyś sie ile jest osób takich jak ty.. np ja    :Śmieje się:
bardzo poruszyła mnie ta twoja historia bo chyba wiem co przeżywasz bo jestem w tym samym wieku co ty..ale na miłość boską !! nigdy nie myśl o samobójstwie ! śmierć NIC nie załatwi ! jesteś pewna że po 2 stronie jest lepiej ? a jak nie będzie ? i nie bd mogła już uciec ?
ja oczywiście również miałam w swoim życiu takie chwile załamania ale rozumiałam że to bezsensu. ile ludzi by za tobą tęskniło, myślało o tobie.. to tylko tobie sie wydaje ze nikogo nie obchodzisz itp.. naprawde to jest tylko problem w twojej głowie, rzeczywistość nie jest taka beznadziejna..    :Uśmiecha się puszczając oko: zacznij od zmiany nastawienia ! to działa ( sprawdzone na mnie )  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:
Odpisz
#5
Cześć najka    :Uśmiecha się: naprawdę świetnie Cię rozumiem, też zawalilem szkołe z powodu stresu, strachu czy też fobi społecznej (jak zwał tak zwał) połączonej z depresją...
Mysli o śmierci, o tym że życie jest bezsensu, że po co mam się męczyć na tym świecie skoro on mnie wogóle nie cieszy, a codzienne życie owiane jest ciągłym stresem było moją szarą codziennoscia...
Miałem straszny mętlik w głowie, zwykłe wyjście po zakupy gdzie miałem zaledwie 50m, było czasami niewykonalne... Zresztą aż szkoda gadać...

Myśle że wstępu już wystarczy. Teraz ta radośniejsza część, na dzień dzisiejszy czuje się swietnie    :Uśmiecha się: Ten wielki stres/strachczniknął z mojego życia całkowicie, teraz naprawde zrozumiałem co to znaczy być wolny i żyć tak jak my sami tego chcemy, nie zważając na to co inni mówią oraz myślą o nas. Zrozumiałem też jaki był powód moich problemów z nawiązywaniem kontaktów oraz ze znalezieniem przyjaciół. Naszym wspólnym problemem moim, Twoim i wszystkich tu zgromadzonych forómowiczów, jest nieodpowiednia chemia w mózgu, przez co zupełnie inaczej patrzymy na świat i na wszystkie aspekty życia codziennego. Aby móc racjonalniej spojrzeć na życie i na świat musimy zdawać sobie sprawe że lęk, który odczuwamy jest nienaturalny, mocno wyimaginowany, obecny tylko w naszej głowie i zrozumiały tylko dla nas samych.
Jesteśmy poprostu mocno przewrażliwieni, a na zwykłe sytuacje reagujemy zbyt emocjonalnie i musimy starać się tego wyzbyć za wszelką cene, po pierwsze absolutnie nie myśleć co inni o nas myślą oraz nie wymyślać scenariuszy co będzie gdy... coś tam, bo właśnie to najmocniej nas nakręca.

Dzisiaj patrząć na moją przyszłość, dziękuje Bogu, że pomógł mi przetrwać ten okres i pozwolił cieszyć się życiem    :Uśmiecha się: I Ty też Najka nie możesz sie poddawać!!! Uwierz mi życie naprawde może być piękne, również Twoje życie!
Nie wiem skąd jesteś, ale jeśli chciała byś porozmawiać, spotkać się, albo boisz sie isc sama do psychiatry słuzę wszelką pomocą    :Uśmiecha się:
Trzymam za Ciebie kciuki że Tobie też sie uda!
Odpisz
#6
Mam bardzo podobny problem.. i juz sobie z tym nie radze
Odpisz
#7
a nie mówiłam ! nastawienie i to co jest w naszej głowie    :Wystawia język:PP
Odpisz
#8
O, widzę podobną sytuację do mojej. Ale od początku.

Najko, widzę, że pogubiłaś się w tej całej sytuacji, która Cię przeraża. Ale spokojnie, nie ma tam nic groźnego. Często jest tak, że stres wychodzi dopiero po jakimś czasie.
Nie mam pojęcia, do jakiego psychologa poszłaś, ale mam dziwne wrażenie, że chyba kupił sobie dyplom na targu u Ruskich. Zmień to. Pogrzeb w Internecie, nie wiem, zapytaj szkolnego pedagoga i znajdź najlepszego terapeutę.
Jeśli chodzi o psychiatrę... W takich przypadkach psycholog nie może nic zrobić bez konsultacji psychiatrycznej. Jest ona konieczna. Ale spokojnie, psychiatra nie gryzie. Poczytaj trochę forum, znajdziesz tutaj wiele ciekawych tematów, np. pierwsza wizyta u psychiatry, leki. Właśnie, leki. Najpewniej lekarz Ci przepisze jakieś. Uwierz, to żadna trucizna, ona Ci pomogą, oswoją i zmiejszą Twój lęk, dodadzą Ci odwagi, krótko mówiąc, pomogą Ci. Jednak musisz pamiętać, że leki, nawet te najlepsze, nic nie dadzą, dopóki sama nie zaczniesz działać. Jak najszybciej Twoja mama tudzież Twój tata powinni wybrać się do Twojego wychowawcy lub do szkolnego psychologa, aby wyjaśnić sytuację, powiedzieć, że zaczęłaś właśnie terapię i potrzebujesz również od strony szkoły pomocy, a nie dobijania. Poza tym prędzej czy później zaczną się czepiać Twoich nieobecności, więc trzeba to szybko wyjaśnić. Inaczej grozi Ci kurator i kara, chyba 5000zł.
Zaś co do kliniki to powiem tak, stereotypy biorą tutaj górę, zresztą tak samo jak z wizytą u psychiatry, każdy z nas sobie wyobraża, że spotka tam samych ludzi, którzy udają kogoś inneg, jakieś zwierze czy rzecz. Nic bardziej mylnego. Fakt, tacy ludzie się zdarzają, ale to są naprawdę inne oddziały. Po prostu wyższa szkoła jazdy. W szpitalu leży cała masa osób z fobiami, lękami... I na pewno nikt z nich nie rzuci się na Ciebie w nocy z nożem, albo będzie opowiadał Ci jakieś bzdury. To tylko głupie, chore bajki.
I jeszcze coś, pod żadnym pozorem nie zgadzaj się na nauczanie indywidualne. Zresztą żaden normalny psycholog Ci nie wypisze takiego zaświadczenia. A dlaczego? Bo wtedy przestaniesz już zupełnie wychodzić z domu, zrobi się z Ciebie taka roślinka. To będzie gwóźdź do trumny.


Trzymaj się mocno. Będzie dobrze, zobaczysz.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Coś ze mną nie tak... Duszek_Kacperek 3 916 08 Sty 2017, Nie 12:59
Ostatni post: Nekrofil
  "I chodź ze mną gdzieś, sam nie wiem dokąd jeszcze&quot RoseLedger 12 1 387 31 Mar 2016, Czw 6:35
Ostatni post: RoseLedger
  Lubią mnie, nie lubią, nie no lubią chyba... huśtawka LepiejSzybciejNiżPóźniej 3 1 021 05 Gru 2015, Sob 11:48
Ostatni post: LepiejSzybciejNiżPóźniej
  Co jest nie tak? KarolinaSao 3 992 29 Paź 2015, Czw 15:05
Ostatni post: nika32
  jeśli o czymś nie myślę to tego nie ma Nut 10 2 324 09 Wrz 2015, Śro 20:42
Ostatni post: Kris 66
  Nie mogę się podnieść :( Determinator 7 3 926 03 Cze 2014, Wto 14:25
Ostatni post: ananas filozoficzny
  Wielka Księga... Okazji - Też Tak Macie?! maximus 32 4 563 10 Sty 2014, Pią 18:20
Ostatni post: Hatifnatka
  Spowolnione ruchy- też tak macie? new one 14 3 676 29 Sty 2013, Wto 21:18
Ostatni post: thomasx25x
  I tak źle i tak niedobrze. new one 9 2 062 28 Sty 2013, Pon 21:03
Ostatni post: Piotr


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.