- Przeprosiny
#1
Witam, chciałabym przeprosić za to, jaka kiedyś byłam wobec wszystkich, którzy mieli ze mną doczynienia do marca 2018 roku

Byłam bardzo dumną osobą, pełną agresji i zarozumiałości. Uważałam siebie za bohatera forum, światło forum i anioła. Serio, już takie bzdury sobie wmawiałam. Tak naprawdę nic nie wiedziałam o życiu, czerpałam wiedzę z seriali, filmów romantycznych i bajek. Tak, pieprzyłam, że to były moje obserwacje, tak sobie dumę karmiłam, że ja nie potrzebuję książek, bo taka mądra jestem. Te obserwacje były z d*py subiektywne, pisane przez dumę i zawiść, ogromną zazdrość. Zazdrościłam wszystkim, że się dogadują, że żartują, narzekają, bo wtedy się dogadywali, wychodzą na dwór, są inteligentni, spokojni, lub nieopanowani, układali sobie w życiu, lub mieli wyjebane, mieli znajomych, szkołę, pracę, pieniądze. Byłam nawet zazdrosna, jak ktoś kupił sobie słodycze, nie myśląc o tym, że sama mogę coś ogarnąć, jeśli ruszę dupsko.

Miałam wymówki na każdą okazję. Nie zrobię tego, bo mam problemy, bo depresja, bo fobia, bo przeszłość, bo za wcześnie, bo mięśnie/głowa/dupa boli. xD
Gdy już nie miałam wymówki, i pojawiała się idealna okazja, aby coś zrobić, mówiłam, że mi się nie chce, szukając akceptacji swojego lenistwa wśród innych. Gdy ktoś je akceptował, zwalałam odpowiedzialność na tę osobę, bo przecież to nie ja podjęłam decyzję. Co było bzdurą, bo to ja zgodziłam się, na posłuchanie czyjejś porady.
Uważałam, że mam złotą wiedzę na wszystko, nie biorąc pod uwagę tego, że mogę się mylić.
Chciałam ludziom pomagać, ponieważ to moja pasja, ale wtedy bardziej słuchałam się tych złych nawyków, niż siebie. Dlatego, gdy chciałam komuś pomóc, nie liczyłam się z jego zdaniem, z góry zakładając, co ta osoba myśli. Tak naprawdę, nigdy nie widziałam tej osoby, nie poznałam jej życia, a jednak byłam pewna, że wiem lepiej. Jakim cudem? Skoro nie słuchałam i wygłaszałam swoją prawdę, nie pytając nawet, jaki dana osoba ma problem, co o tym myśli. To był stary nawyk, nad którym nadal muszę pracować. Najbardziej karmiłam swoją dumę, pisząc posty o swojej zajebistości lub narzekaniu o swoim życiu, w ramach "pomocy" drugiej osobie, jaka to ja zaradna jestem lub pokrzywdzona i silna, i co "musi" zrobić, aby być tak zajebista, jak ja. xD Tworzyłam w swojej głowie obraz siebie, która ma wiedzę do wyleczenia, wspaniały charakter bez wad i głupich zachowań. Gdy napisałam taki długi post, miałam myśli typu "jestem taka fajna, pomogłam drugiej osobie, jestem dobrym człowiekiem, co oni by beze mnie zrobili, powinnam zostać psychologiem" itd itd. Tak naprawdę, z psychologiem miałam tyle wspólnego co małe dziecko.

Reagowałam bardzo emocjonalnie. A jednak myślałam i mówiłam, że jestem taka spokojna, dojrzała i opanowana, jak na swój wiek. Tylko że swoim działaniem strasznie temu przeczyłam. Ciągle tylko próbowałam się pochwalić, na siłę wciskając komuś moje własne komplementy. Gdy ktoś nie karmił mojej dumy, robiłam to sama.

Czułam się lepsza od tych, którzy nie byli spokojni, podświadomie podsycając innych emocje. Byłam bardzo wielkim hipokrytą. Podświadomie cieszyłam się, gdy ktoś nie był zadowolony i spokojny, gdy był bardzo poważny, lub zgadzał się z moim zdaniem. To pochodziło od tych negatywnych nawyków, z którymi się urodziłam, a ja ich słuchałam praktycznie cały czas. Robiłam to, dlatego że sama strasznie dziecinnie się zachowywałam. Słuchałam jedynie emocji, dlatego z zazdrości denerwowałam się, gdy ktoś był spokojny i dojrzały. Moja duma mówiła mi "'a co, ja gorsza niby jestem?". Nie byłam w stanie znieść tej "gorszości" i zamiast się nad tym zastanowić głębiej, że przecież skoro miałam okazję poznać dojrzałych ludzi, a sama pragnęłam taka być, to czemu się na nich złościłam, zamiast się od nich uczyć? Dla mnie to było nie do pomyślenia, bo przecież, ja już wszystko wiem. Najgorsze jest to, że brałam to na poważnie, święcie wierzyłam w to, co mówię. Gdyby ta dojrzała osoba, straciła swój spokój przez moje dumne prowokacje, miałabym usprawiedliwienie, że ta osoba tylko udaje dojrzałość i to ja jestem ta dojrzała i oczywiście nie popełniłam żadnych błędów.

Byłam bardzo przewrażliwiona na reakcje ludzi. Oczekiwałam, że będą reagować pozytywnie na moje posty, czy wyrażanie opinii, gdzie sama pozytywnie nie reagowałam. Ciągle koncentrowałam na tym uwagę, zapominając o tym, co naprawdę chciałam przekazać.

Ciągle szukałam zaczepki, czułam się jak pępek świata, że każdy jak coś napisze podobnego do moich negatywnych nawyków, to automatycznie musi mówić o mnie. A często i pewnie zawsze, taka osoba nawet o mnie nie pomyślała, gdy coś pisała.
Gdy ktoś coś sugerował na serio lub żartem, obrażałam się i tworzyłam z siebie ofiarę pokrzywdzoną, jakbym traumy dostała, bo ktoś powiedział o mnie prawdę. xD
Byłam bardzo wredna, często to okazywałam, jak ktoś nie robił czegoś, co chciałam. Najbardziej wredna byłam wobec własnej rodziny.
Gdy manipulacje nie wychodziły, zaczynałam atakować słownie, najczęściej agresywnie. To było bardzo toksyczne z mojej strony i wiele razy musiałam tym zranić wielu ludzi, za to najbardziej przepraszam.
Wszyscy byli niedojrzali oprócz mnie, takie sobie wkręciłam głupoty. A tak naprawdę emocjonalnie miałam poziom dwulatka.

Wypowiadałam się na tematy, o których nic nie wiedziałam, przekonana, że wiem o nich wszystko. Podbijałam w ten sposób swoją "wartość", czując pogardę do tych, którzy nie znali się na temacie, ale przecież ja również się nie znałam. Jednak gdy już ktoś mi uwierzył i pytał o poradę życiową, tak naprawdę nie wiedziałam co napisać i wymyślałam coś na poczekaniu, nie zdając sobie sprawy, że mocno mogę kogoś tym skrzywdzić. Z dumy nie przyznawałam się, że nie wiem, bo niby miało to świadczyć o tym, że jestem gorsza lub bezwartościowa, a to o niczym nie świadczyło, może jedynie o tym, że powinnam się tego nauczyć. Duma przeszkadzała mi w życiu, słuchałam tych złych nawyków, nie myśląc tak naprawdę o innych. Czułam smutek i się nakręcałam niepotrzebnie, a później narzekałam na forum i dołowałam innych ludzi. Taką sobie spirale stworzyłam.

Moje posty był długie i bez sensu, ponieważ przez emocje pisałam sprzeczne rzeczy. Traciłam czas na nakręcanie siebie i innych, mówiąc, że "poświęcam się" w imię czegoś.
Gdy już coś wysłałam, sprawdzałam co chwila, OCZEKUJĄC, że ktoś odpisze. Gdy odpisywał nie tak, jak chciałam, obrażałam się i udawałam przed sobą, że zostałam zraniona. Gdy ktoś zignorował mój post, zionęłam agresją i tragizmem, jakby się świat zawalił, a przecież jak pisałam, nie jestem pępkiem świata, że wszyscy nagle mają na mnie zwrócić uwagę, bo ja tak chcę.
Ciągle chwaliłam siebie, że jestem szczera i oczekuję szczerości, ale tak naprawdę ani razu nie byłam szczera ze sobą, czy z innymi. Ukrywałam swoje własne myśli i uczucia, ponieważ z dumy bałam się pokazać w "gorszym" świetle.
Gdy ktoś pisał o kobietach, nagle robiłam z siebie obrończyni kobiet, że nie wszystkie takie są. Wygłaszałam tylko swoją subiektywną opinię, a tak naprawdę mówiłam, jakbym znała prawdę objawioną. Podkręcałam dramy i reakcje emocjonalne, zamiast uspokoić sytuacje, jak to w swojej głowie wyobrażałam    :Uśmiecha się:

Tak naprawdę byłam po prostu zła, że "jak ktoś może mówić o mnie źle, w końcu też jestem kobietą". Nie broniłam kobiet, czy osób, które znam, broniłam własną dumę i egoizm, bo przecież robiłam tak samo, jak te kobiety, o których pisano, po prostu nie chciałam się przyznać do błędów. Zachowywałam się jak księżniczka, a mówiłam, że jestem chłopaczycą. To też karmiło mi dumę, jaka to ja zajebista jestem, bo urodziłam się przypadkowo w rodzinie, w której byli sami bracia. Tak więc, z dumy robiłam różne rzeczy, głównie głupoty i błędy, do których nie chciałam się przyznawać. Gdy już wychodziły na jaw, obwiniałam wszystkich oprócz siebie.

Mój związek również mocno niszczyłam poprzez udawanie kogoś, kim nie jestem. Próbowałam ciągle komuś coś udowadniać, ale po co? To tylko sprawiało, że często robiłam rzeczy, których moralnie się brzydziłam lub były niezgodne z moim prawdziwym charakterem.
Zafundowałam swojemu facetowi rollercoaster emocjonalny, gdzie na przemian był wściekły i straszliwie zmartwiony, czy przez focha się nie zabiję. Wiedział, że nie, bo to był tylko uciążliwy foch, ale emocjonalnie się martwił, bo mu zależało na mnie. Zamiast to zrozumieć, szukałam podtekstów i go tylko raniłam słownie, że chce jedynie seksu. Teraz widzę, jak bardzo szukałam dramy na siłę. Chwaliłam się na forum, jaka to zajebista jestem w związku, a tak naprawdę nie umiałam zrobić dnia bez fochów, narzekania i dramy.

Mówiłam o swojej wierności, a pisałam z facetami na forum, ewidentnie próbując zwrócić ich uwagę na mnie, a miałam faceta!! Teraz widzę, jak okropne to było wobec mojego chłopaka, jakbym się czuła, gdyby on tak zrobił? Na pewno nie byłabym szczęśliwa, więc czemu zakładałam, że jemu to nie będzie przeszkadzać? To też świadczyło o tym, że nie liczyłam się z jego zdaniem, nie oczekiwałam od siebie a tylko od niego (bo on nie mógł takich rzeczy zrobić, bo bym zrobiła dramę) i okazywałam mu totalny brak szacunku. Przy okazji robiąc nadzieję niektórym osobom z forum i mieszając sobie w głowie.

Doszło do takiej głupoty, że robiłam dramę, bo mi było za ciepło i zamiast się odkryć, to narzekałam i się nakręcałam, obrażając się na cały świat xD, a gdy się odkrywałam i było zimno, to narzekałam, że za zimno, zamiast się przykryć. Tak sobie zryłam banie i tak wiele zryła mi banię matka. Mój chłopak próbował mi to pokazać, ale byłam zbyt dumna na jakąkolwiek szczerą rozmowę, i gdy chociaż trochę zasugerował, że coś z matką jest nie tak, zaczynałam go atakować słownie, płakać lub narzekać, jak to jestem w sytuacji bez wyjścia. Byłam nie do wytrzymania. Bardzo go podziwiam, że wytrzymał tyle ze mną, pozostając nadal sobą, chociaż emocjonalnie i tak miałam bardzo zły na niego wpływ.
Słuchałam się jedynie instynktów, ale zawsze uważałam siebie za osobę, która jest ponad tym. Mówiłam, myślałam i czułam co innego. fochów miałam minimum 5 razy dziennie. A na forum tak się chwaliłam, że utrzymuję harmonię w związku xD
Mówiłam o miłości i akceptacji, oczekiwałam jej od innych, ale nie od siebie, i sama denerwowałam się i wręcz kazałam innym ludziom, aby zmienili swój sposób myślenia na rzecz mojego. Bez zastanowienia, czy może to mój sposób myślenia trzeba zmienić. Później szukałam potwierdzenia swojego zdania u innych ludzi, wystarczyły dwie czy trzy osoby, które mi przytaknęły i już od razu usprawiedliwiałam swoje zachowanie.

Oczekiwałam, że inni mnie wyciągną z depresji i fobii, czekając na cuda od ludzi, którzy tak naprawdę sami oczekiwali tego od innych. Miałam tak zwłaszcza wobec własnej matki, która sama nie potrafiła oczekiwać od siebie i oczekiwała ode mnie, że to ja jej pomogę.

Ciągle chrzaniłam o rozczarowaniach, a jednak sama nic nie dawałam od siebie. Oczekiwałam tylko i wyłącznie od innych, a sama się nie rozwijałam.
Mówiłam coś o rozwoju duchowym, osobistym itd. a przez kilka lat zmieniałam się najwyżej na gorsze. xD
Nie widząc swoich błędów, nie uczyłam się na nich. Czułam pogardę do osób, które narzekały, nie dostrzegając, że sama narzekałam nieustannie.

Tak naprawdę, zawsze czułam się gorsza od innych i zamiast zrobić coś z tym i zwiększyć poczucie własnej wartości, podbijałam sztuczne poczucie wartości, które było po prostu dumą. Przez to zabijałam swój charakter, który był miliardy cenniejszy, od tej mojej dumy, dodatkowo raniąc innych, zwłaszcza tych, których kochałam. W ostatniej chwili wyszłam z tego, prawie zabiłam swój charakter, bo do tego doprowadza karmienie swojej dumy. Gdy zaczęłam poznawać swój charakter od nowa, byłam w szoku, jak inne rzeczy lubiłam i jak wiele spokoju mi dawały, tak mocno go w sobie wypierałam, że praktycznie nie znałam samej siebie. Przez dumę ponad 90% rzeczy, które robiłam, były tymi, które prawdziwy charakter nienawidził.
Gdybym zajęła się tym od razu, już dawno nie musiałabym POKAZYWAĆ czegokolwiek, po prostu robiłabym rzeczy zgodne z moimi potrzebami i prawdziwym charakterem.


To była Asia, która nie słuchała nikogo, oprócz swoich złych nawyków i chorej psychicznie matki. Tak, miałam wybór, na szczęście w tym wszystkim chciałam się zmienić i to najbardziej mnie uratowało. Jednak przez wiele lat robiłam wszystko na oślep, zasłonięta przez dumę i emocje zaszczepione od matki. To mnie jednak nie usprawiedliwia, ponieważ matka nie musiała zostawać moim autorytetem, zawsze mogłam zaobserwować, jak sprzeczne głupoty ona wygaduje    :Uśmiecha się:
Odpisz
#2
E tam ludzie gorsze rzeczy robią. Nie trać dystansu. Śpij dobrze, dobranoc.

Bardziej ciekawe jak ty sypiesz na tej klawiaturze. Chciałbym tak umieć☺
Paraliż w moim życiu:

https://youtu.be/nPs8KwBTwPA
Odpisz
#3
Póki żyjemy mamy szansę się zmienić
Mam nadzieję, że nie zrazili się do Ciebie ludzie, a jeśli tak to, że dadzą Ci drugą szansę
Odpisz
#4
(17 Cze 2018, Nie 23:32)Kris 66 napisał(a): Bardziej ciekawe jak ty sypiesz na tej klawiaturze. Chciałbym tak umieć☺
Nom, Asia krótko nie umie.    :Wystawia język:

@Mar
Szalejesz.    :Wystawia język:

Nie wiem co tam u Ciebie się działo jak Cię nie było, ale musiało być ostro. : P Nie wiem, czy idziesz w dobrym kierunku, bo który jest dobry sam nie wiem, zresztą jak wiadomo każdy musi znaleźć własny, ale jeśli faktycznie czujesz się lepiej, a jakość twojego życia się polepsza to chyba jest ok. Mam trochę sentyment do Twojej osoby, pozytywnie mi się kojarzysz, jesteś pierwszą osobą, z którą nawiązałem tu na forum jakiś kontakt na PW (był co prawda przed Tobą Zas, ale jemu nic nie odpisałem xD) a i do tego dochodzi solidarność regionalna xP, dlatego mimo, że średnio lubię Twój obecny hurra optymizm, który próbujesz na innych wylewać to mam szczerą nadzieję, że będzie coraz lepiej, a to co obecnie czujesz, ta poprawa, jest tru. (sory za wątpliwości z mojej strony, ale tak już mam : P)

(18 Cze 2018, Pon 0:32)damiandamianfb napisał(a): Mam nadzieję, że nie zrazili się do Ciebie ludzie, a jeśli tak to, że dadzą Ci drugą szansę
Śmiem twierdzić, że tu na forumku bardziej podpadła po ostatnich wpisach, niż po wszystkich razem wziętych do marca 2018 xD
Odpisz
#5
@Mar a z tym facetem długo jesteś? Jeżeli można spytać
Ja w poprzednim tygodniu chyba ze trzy razy dostałem objawienia i dochodziłem do sedna materii ale potem stwierdzałem, że lipa
W tej chwili uważam, że najsensowniejsza opcja to leki + metoda małych kroczków
Odpisz
#6
Ehh, juz mialam nadzieje, ze forak przeprasza a tu takie zawiedzenie...
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Placebo:
  • cthulhu
Odpisz
#7
(18 Cze 2018, Pon 1:43)Placebo napisał(a): Ehh, juz mialam nadzieje, ze forak przeprasza a tu takie zawiedzenie...
   :Uśmiecha się dziwnie:
Odpisz
#8
jakkolwiek nie przemawiają do mnie Twoje poglądy o relacjach damsko-męskich, tak tutaj mogę pogratulować wglądu w siebie. Może nie wszyscy z forum zrozumieją ten wpis, ale myślę, że dla niektórych osób może być cenny
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#9
(18 Cze 2018, Pon 0:33)USiebie napisał(a):
(17 Cze 2018, Nie 23:32)Kris 66 napisał(a): Bardziej ciekawe jak ty sypiesz na tej klawiaturze. Chciałbym tak umieć☺
Nom, Asia krótko nie umie.    :Wystawia język:

@Mar
Szalejesz.    :Wystawia język:

Nie wiem co tam u Ciebie się działo jak Cię nie było, ale musiało być ostro. : P Nie wiem, czy idziesz w dobrym kierunku, bo który jest dobry sam nie wiem, zresztą jak wiadomo każdy musi znaleźć własny, ale jeśli faktycznie czujesz się lepiej, a jakość twojego życia się polepsza to chyba jest ok. Mam trochę sentyment do Twojej osoby, pozytywnie mi się kojarzysz, jesteś pierwszą osobą, z którą nawiązałem tu na forum jakiś kontakt na PW (był co prawda przed Tobą Zas, ale jemu nic nie odpisałem xD) a i do tego dochodzi solidarność regionalna xP, dlatego mimo, że średnio lubię Twój obecny hurra optymizm, który próbujesz na innych wylewać to mam szczerą nadzieję, że będzie coraz lepiej, a to co obecnie czujesz, ta poprawa, jest tru. (sory za wątpliwości z mojej strony, ale tak już mam : P)

(18 Cze 2018, Pon 0:32)damiandamianfb napisał(a): Mam nadzieję, że nie zrazili się do Ciebie ludzie, a jeśli tak to, że dadzą Ci drugą szansę
Śmiem twierdzić, że tu na forumku bardziej podpadła po ostatnich wpisach, niż po wszystkich razem wziętych do marca 2018 xD


Dziękuję
We wszystkich postach byłam z Wami całkowicie szczera
Przepraszam za to, że zamiast pomóc, karmiłam Wasze złe nawyki, nakręcałam i przy okazji karmiłam również swoje    :Uśmiecha się:


(18 Cze 2018, Pon 0:57)forac napisał(a): @Mar a z tym facetem długo jesteś? Jeżeli można spytać
Ja w poprzednim tygodniu chyba ze trzy razy dostałem objawienia i dochodziłem do sedna materii ale potem stwierdzałem, że lipa
W tej chwili uważam, że najsensowniejsza opcja to leki + metoda małych kroczków
Znałam go kilka lat, ale robiłam tyle kłótni i szukałam problemów na siłę, że zrywałam z nim co jakiś czas, z powodu wymyślonych problemów, zdrad i konspiracji. Facet do mnie wracał tylko dlatego, że czasami miałam przebłyski wyluzowania, dystansu i normalności, ale to był tylko i wyłącznie jego wybór. Dodam, że wcześniej mówiłam "my zerwaliśmy", a przecież tylko ja zrywałam, z dumy nie chciałam się przyznać co robię i że żałuję, że z nim zrywałam, a wracałam z podkulonym ogonem    :Uśmiecha się:
Tak więc nasz związek liczy się dopiero od momentu, jak przestałam na siłę szukać problemów i mówić, że w każdej chwili mogę uciec. Czyli można powiedzieć, że nasz związek, gdzie zaczęłam prawdziwie się starać i robić stopniowo coś bezinteresownie dla niego a nie tylko oczekiwać, że będzie robić mi śniadanka, był dopiero w lipcu 2017 roku    :Uśmiecha się:
On mnie uratował i wytrzymał ze mną, tylko dlatego, że była alfa i bardzo mnie kochał. Gdyby nie to, bardzo okropnie bym go traktowała, do czego ciągle przecież dążyłam poprzez prowokowanie i wylewanie na niego emocji. Podejrzewam, że jakbym się nie zmieniła, zerwałby ze mną po maksimum roku, a ja bym obwiniała facetów i wszystkich, lub obwiniała siebie w ramach zwrócenia na siebie uwagi a nie zmiany nastawienia, znów rozsiewając swoją agresje po całym forum.


Najważniejsze, to żyć zgodnie z tym, czego chcemy. Mogę tylko dać małą podpowiedź, że do pewnego czasu pierwsza myśl na rozwiązanie problemu pochodzi od tych złych nawyków, jest najczęściej skrajnie emocjonalna.

Odpisz
#10
(18 Cze 2018, Pon 7:06)BlankAvatar napisał(a): jakkolwiek nie przemawiają do mnie Twoje poglądy o relacjach damsko-męskich, tak tutaj mogę pogratulować wglądu w siebie. Może nie wszyscy z forum zrozumieją ten wpis, ale myślę, że dla niektórych osób może być cenny

Blank opowiadaj co nie tak z tymi poglądami, bo mnie ciekawość zżera    :Uśmiecha się dziwnie:
Chodzi o to, że @Mar generalizuje i twierdzi, że trzeba być alfa? Tak se myślę, że są faceci, którzy zakochują się w brzydkich dziewczynach, więc pewnie są też kobiety, które zakochają się w ciotofobiku    :Uśmiecha się dziwnie: np. jak taka kobieta potrzebuje głównie zainteresowania i adorowania a taki ciotofobik jej to da a żaden alfa nie zwracał na nią uwagę    :Uśmiecha się dziwnie:
Odpisz
#11
Wgląd masz mega ale dziewczyno ZA DUŻĄ odpowiedzialność bierzesz na siebie za wszystko.
Paraliż w moim życiu:

https://youtu.be/nPs8KwBTwPA
Odpisz
#12
Jedyne co zrobiłam, to wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje i czyny.

Jestem w takim wieku, że w końcu by się przydało    :Uśmiecha się szeroko:

Na resztę nie mam wpływu, więc po co się tym przejmować? Straciłam tyle lat na martwienie się i narzekanie o rzeczach, na które nie miałam wpływu. Zajmuję się tylko tym, na co mam wpływ.

Już się napatrzyłam, do czego doprowadza ludzi duma i niechęć do przyznawania się do błędów. Widać to było po mojej rodzinie i po mnie. Im więcej narzekałam na forum i koncentrowałam się jedynie na problemie, tym gorzej się czułam i byłam niechętna do zmian. Wybrałam inną drogę i w końcu uwolniłam się od tego ciężaru    :Uśmiecha się:

[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Mar:
  • vesanya
Odpisz
#13
"Wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni:
nie ma takiego, co dobrze czyni,
nie ma ni jednego."

To Psalm 14

Powiem Ci że na tym swiecie nie ma się co tak wywnętrzać,bo zaboli. Tu na forum ludzi kruchych (a kto nie jest kruchy) to jeszcze ujdzie ale w swiecie?
Ja mam kratki konfesjonału i słowa:" Bóg Ojciec miłosierdzia który pojednal swiat ze Sobą przez Śmierć i Zmartwychwstanie Swojego Syna niech ci udzieli PRZEBACZENIA I POKOJU. JA ODPUSZCZAM TOBIE GRZECHY W IMIĘ OJCA...

Wczoraj był młody ksiądz i słusznie mi powiedział że za bardzo się koncentruje na tym co między mną a ludźmi. Miał rację.
Paraliż w moim życiu:

https://youtu.be/nPs8KwBTwPA
Odpisz
#14
(18 Cze 2018, Pon 10:22)Mar napisał(a): Jedyne co zrobiłam, to wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje i czyny.
Z wzięciem odpowiedzialności za własne decyzje i czyny zawsze przychodzi chęć do zmiany? Jak chodziłem na terapię pani terapeutka mówiła mi, że robiąc to zaczynam brać za siebie odpowiedzialność, problem w tym, że to co do mnie mówiła, jakoś do mnie nie przemawiało, na terapię poszedłem najpewniej głównie dlatego, że inni oczekują ode mnie tego, że pójdę do pracy, nie miało to nic wspólnego z braniem za siebie odpowiedzialności, bo tak naprawdę ja nie chcę iść do pracy, mam jednak wrażenie, że już większą odpowiedzialnością się wykazuję, psując sobie życie i po prostu godząc się na konsekwencje tego. Szkoda, że jej o to wtedy nie zapytałem. : P
Odpisz
#15
(18 Cze 2018, Pon 11:27)USiebie napisał(a):
(18 Cze 2018, Pon 10:22)Mar napisał(a): Jedyne co zrobiłam, to wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje i czyny.
Z wzięciem odpowiedzialności za własne decyzje i czyny zawsze przychodzi chęć do zmiany? Jak chodziłem na terapię pani terapeutka mówiła mi, że robiąc to zaczynam brać za siebie odpowiedzialność, problem w tym, że to co do mnie mówiła, jakoś do mnie nie przemawiało, na terapię poszedłem najpewniej głównie dlatego, że inni oczekują ode mnie tego, że pójdę do pracy, nie miało to nic wspólnego z braniem za siebie odpowiedzialności, bo tak naprawdę ja nie chcę iść do pracy, mam jednak wrażenie, że już większą odpowiedzialnością się wykazuję, psując sobie życie i po prostu godząc się na konsekwencje tego. Szkoda, że jej o to wtedy nie zapytałem. : P
Sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. Spełnianie czyiś oczekiwań nie jest braniem odpowiedzialności za siebie (a więc i konsekwencji jakie przyniesie czyjaś reakcja na nasze wyznanie), tylko właśnie spełnianiem cudzych oczekiwań    :Uśmiecha się:
Każdy prawdziwy charakter jest inny, dlatego przyznanie się do błędów, czyli wzięcie za nie odpowiedzialności, daje ten grunt do zmian. Każdy wybiera czy i jak chce go wykorzystać.

Nie jesteśmy tu po to, aby spełniać kogoś oczekiwania, bo tak naprawdę co im do tego? Przecież, to Twoje życie, zrobisz co oni chcą ale to Ty bedziesz żył taką jakością życia, a oni i tak zajmą się sobą i będą tylko gadać i oczekiwać. Czemu ktoś ma nam decydować, jak mamy żyć? Mamy wolny wybór, czyjeś gadanie tego nie zmieni    :Uśmiecha się:

Odpisz
#16
(18 Cze 2018, Pon 12:33)Mar napisał(a):
(18 Cze 2018, Pon 11:27)USiebie napisał(a):
(18 Cze 2018, Pon 10:22)Mar napisał(a): Jedyne co zrobiłam, to wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje i czyny.
Z wzięciem odpowiedzialności za własne decyzje i czyny zawsze przychodzi chęć do zmiany? Jak chodziłem na terapię pani terapeutka mówiła mi, że robiąc to zaczynam brać za siebie odpowiedzialność, problem w tym, że to co do mnie mówiła, jakoś do mnie nie przemawiało, na terapię poszedłem najpewniej głównie dlatego, że inni oczekują ode mnie tego, że pójdę do pracy, nie miało to nic wspólnego z braniem za siebie odpowiedzialności, bo tak naprawdę ja nie chcę iść do pracy, mam jednak wrażenie, że już większą odpowiedzialnością się wykazuję, psując sobie życie i po prostu godząc się na konsekwencje tego. Szkoda, że jej o to wtedy nie zapytałem. : P
Sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. Spełnianie czyiś oczekiwań nie jest braniem odpowiedzialności za siebie (a więc i konsekwencji jakie przyniesie czyjaś reakcja na nasze wyznanie), tylko właśnie spełnianiem cudzych oczekiwań    :Uśmiecha się:
Każdy prawdziwy charakter jest inny, dlatego przyznanie się do błędów, czyli wzięcie za nie odpowiedzialności, daje ten grunt do zmian. Każdy wybiera czy i jak chce go wykorzystać.

Nie jesteśmy tu po to, aby spełniać kogoś oczekiwania, bo tak naprawdę co im do tego? Przecież, to Twoje życie, zrobisz co oni chcą ale to Ty bedziesz żył taką jakością życia, a oni i tak zajmą się sobą i będą tylko gadać i oczekiwać. Czemu ktoś ma nam decydować, jak mamy żyć? Mamy wolny wybór, czyjeś gadanie tego nie zmieni    :Uśmiecha się:
ale jakieś minimum chyba jest wymagane typu pójście do roboty    :Uśmiecha się dziwnie:
Odpisz
#17
Tylko Ty możesz postawić sobie swoje własne "minimum", ponieważ tylko Ty będziesz z nim żył. Nikt nie powinien decydować jak powinieneś żyć, ponieważ jest tyle rzeczy, kierunków, hobby, wszystkiego, że aż szkoda iść tym samym kierunkiem co każdy. To, że oni wybrali taki system życia, po kolei szkoła, praca, ślub, dzieci, emerytura, nie oznacza, że masz żyć jak każdy.
Ich władza, to tylko gadanie. Najpiękniejsze jest to, że zanim coś podpiszesz bez możliwości zerwania umowy, to tak naprawdę możesz wyjechać w KAŻDEJ CHWILI, prawnie nie masz żadnych zobowiązań.


ŻYJ I DAJ ŻYĆ INNYM, to jest dewiza, która rozwiązała większość moich problemów. Moja jakość życia zmieniła się diametralnie dzięki tylko temu zdaniu. Akceptacji siebie i swoich wybórów, oraz akceptacji życia innych ludzi.
Dam przykład mojej matki. Ona wręcz nienawidzi gdy jestem wesoła, robi wszystko by tak nie było, nie rozumie że mam prawo iść swoją drogą i nie akceptuje tego. Właśnie przez to stworzyła sobie 90% dram i problemów, które wywleka w domu. Tylko, że ja jej nic nie robię xD i w tym rzecz, to jest moje życie, ja nie wchodzę w jej, a ona nie powinna wchodzić w moje. W końcu co mnie to obchodzi, kiedy i ktoś sra, przecież to nie mnie dupsko będzie boleć XD

A tak na serio, matka stworzyła sobie problemy przez nieakceptowanie tego, że inni mogą żyć inaczej. Ja robiłam dramy i kłótnie, bo nie akceptowałam jej zachowań. Nikt z nas na tym dobrze nie wychodził.

Zrozumiałam jedno. Tak jak ja lubię być wesoła, tak ona lubi być smutna. Wyobraźcie sobie osobę, która chce wyjść z dziury. Podaję jej drabinę, ale to nie wszystko, pokazuję jej jak po niej wchodzić, jak trzymać się drabiny, nawet pomagam za jej zgodą to drabinę złapać. rozumiecie? Daję wędkę, ale nie rybę, ponieważ jeśli nie nauczy się wchodzić po drabinie i ja ją wniosę do góry, to tak naprawdę, będzie oczekiwać, że to ja będę ją nieść przez całą drogę. Świadomie powiedziała mi, że nie chce się zmienić, widać to było po jej zachowaniu. Jeśli ona tak zdecydowała, to nie mam obowiązku być smutna jak ona, czy też mieć o to pretensje. Akceptuję to co robi. Jeśli źle mi z nią, to się wyprowadzam, to jest wymaganie od siebie, nie od niej. Gdybym wymagała od innych, narzekałabym i kłóciła się z nią, lub była smutna i sfrustrowana, że jest inna i nie chce mnie zaakceptować, ale to jest jej wybór. Jak przeszkadza mi w samorozwoju, to po prostu zmieniam otoczenie    :Uśmiecha się:


Wtedy oboje mamy spokój, ona może narzekać z bratem do woli, a ja będę zajmować się sobą. Oboje na tym wyjdziemy, oczywiście matka tego nie zrozumie, ponieważ nie akceptuje i wymaga ode mnie rzeczy, których nie powinna, ponieważ nie jestem jej własnością, ale wolnym, dorosłym człowiekiem. Dlatego ona będzie mieć problemy tam, gdzie ich nie ma. Jaka matka nie cieszy się, że dziecko wyfruwa z gniazda i rozwija to, co kocha/lubi? Każdy jest inny, więc każdy lubi coś innego. Prawnie od 18 roku życia, nie ma żadnej władzy narzucającej wolnej woli dziecka    :Uśmiecha się:

Odpisz
#18
No ale żeby wyprowadzić trzeba pracować, więc jakieś minimum jest
Mi sama wyprowadzka od rodziców i wiecznie krytykującego ojca nie pomogła w sumie
Odpisz
#19
bo żeby oderwać się z toksyny, trzeba zerwać z nią kontakt    :Uśmiecha się:

Odpisz
#20
szacuneczek
Crows fly black
Odpisz
#21
(18 Cze 2018, Pon 7:12)Mar napisał(a): On mnie uratował i wytrzymał ze mną, tylko dlatego, że była alfa i bardzo mnie kochał. Gdyby nie to, bardzo okropnie bym go traktowała, do czego ciągle przecież dążyłam poprzez prowokowanie i wylewanie na niego emocji. Podejrzewam, że jakbym się nie zmieniła, zerwałby ze mną po maksimum roku, a ja bym obwiniała facetów i wszystkich, lub obwiniała siebie w ramach zwrócenia na siebie uwagi a nie zmiany nastawienia, znów rozsiewając swoją agresje po całym forum.

Ciekawe czy alfa nie odpuścił by sobie związek z toksyczną dziewczyną, chyba że alfa są tak zajebisci, że nie robi im to różnicy    :Uśmiecha się dziwnie:
A po drugie kto uratuje biednego ciotofobika    :Uśmiecha się dziwnie:
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.