- Przyzwyczajona do fobii??
#1
wejscie na to forum bylo waznym wydarzeniem w moim dennym zyciu. Od tego zaczeły sie we mnie twrzyc dziwne pzremyslenia.Wiecie co? Pomimo tego, ze chciałabym uczestniczyc w zyciu spoleczenstwa, pomimo to, ze chciałabym umiec sobie radzic, to doszłam do wniosku, ze tak sie przyzwyczaiłam do tego wyobcowania, ze chyba niepotrafiłabym znalesc czasu dla innych ludzi :shock: Niby czasu jest sporo, ok. smutno mi, czuje sie z tym podle, ale kazdy dzien mam juz zaplanowany, wykształciłam w sobie pewne przyzwyczajenia.. nie potrafiłabym juz tego wszystkiego ogarnac    :Płacze:
Odpisz
#2
Szczerze? Mam podobnie.
Admin na urlopie
Odpisz
#3
Coś w tym jest...
Odpisz
#4
Nom    :Uśmiecha się: ja mam każdy dzien zaplanowany, a życie towarzyskie burzy ten mój plan    :Uśmiecha się: dlatego nawet jak mam możliwość to z niej nie korzystam
Odpisz
#5
...

Odpisz
#6
Do fobii nie - bo nie jest przyjemna niemożność robienia rzeczy, które dla innych są niczym pstryknięcie palcami, wkurza mnie to wszystko straszliwie i nie sądze żebym się do tego przyzwyczaiła. Natomiast przyzwyczaiłam się do samotności, i tutaj dokładnie tak mam, że myśle sobie o tym jak to miło by było się z kimś zakumplować, a potem dochodzi do mnie, że tak na prawdę to mi się nie chce, że dobrze mi jest jak jest.  :Stare - Przewraca oczami 2: Czasem wręcz jak wspominam przeszłość, to jaka byłam kiedyś, jak chciało mi się obcować z ludźmi, owszem lubiłam spędzanie czasu samemu ale mimo wszystko ciągnęło mnie do nich, to w kontekście tego co jest dzisiaj czasem aż nie mogę uwierzyć, że wtedy w ogóle miałam na to ochotę. Nie wiem jak to nazwać, czy to jest skończone dziwactwo czy ja się od ludzi aż tak odzwyczaiłam. Męczą mnie straszliwie, nie wiem kim już ja jestem, że tak reaguje. Dzisiaj jechałam autobusem z jedną dziewczyną z którą mam w-f, już zanim wsiadłyśmy rozpoczęła się rozmowa, gdzie zauważyłam, że ona jest z tych co lubią sobie pogadać. W momencie kiedy wsiadałam do autobusu pomyślałam "heh czeka mnie teraz 15min uśmiechania się i zmuszania do rozmowy, wolałabym pogapić się przez okno"... <- trzy kropki to chyba właściwy komentarz. Często tak mam, że uciekam, unikam osób, które wiem, że bedą chciały pogadać. Jeezuu ja potrafiłam iść slalomem, czyli co rusz to przechodzić na drugą stronę ulicy, kiedy tylko wiedziałam, że ktoś znajomy się zbliża   :Niezadowolony 2: i to nie z żadnych względów fobicznych, a broń Boże, mi sie po prostu nie chce z nimi rozmawiać V_V Jestem już skończonym dziwadłem... zagaduje mnie współlokatorka a ja tylko myśle "niech się to skończy" i z niecierpliwością myśle kiedy wreszcie będe mogła znaleść w swoim pokoju, w tej pieczarze bez światła xPP I coś co zrobiłam najdziwniejszego, przynajmniej ostatnio. Po egzaminie wracałam z dwiema koleżankami i one mnie zaczęły zapraszać do siebie. Ja odmawiałam, bardzo długo odmawiałam dodajmy, bo one też były uparte, wręcz w którymś momencie zaczęły mnie na siłe ciągnąć żebym poszła    :Uśmiecha się puszczając oko: Ale jakoś im uciekłam. Jak szłam do domu to czułam się dziwacznie, zastanawiałam sie co ja właściwie robie, dlaczego? To były osoby, które lubie, są jak najbardziej w porządku, idealne warunki, żeby się "pozachowywać jak normalny człowiek", więc czemu nie poszłam, posiedzieć z nimi, pogadać, pośmiać się... jedyny powód jaki znajdywałam to ten, że mi się nie chce, nie chce mi się spędzać czasu z ludźmi, że już na samą myśl czuje zmęczenie.

Napisze coś jeszcze, wiem, że sto milionów ludzi powiedziałoby mi w tym momencie, że powinnam to zmienić, otwierać się i inne takie, tylko tak właściwie to ja to lubie, może nie w 100%, tak kolorowo nie jest, ale gdzieś tam jednak odpowiada mi takie życie, nie chce być towarzyska, nie potrzebuje tak za wszelką cenę ludzi... ja chyba nie chcę być "normalna"...
mój boże, żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza, szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach w takt modnej muzyki
może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie, atleci władzy, despoci
ale od niej wionie zapach naftaliny
sznuruje usta, powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty, jak żywoty świętych

a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
Odpisz
#7
Mimo, że mam dwóch znajomych i spotykamy się sporadycznie (raz lub dwa razy na tydzień); to nie odczuwam potrzeby "posiadania" większej ilości znajomych czy częstszych spotkań. Za długo po prostu tkwię w tym bagnie. Nawet gdybym w jakiś magiczny sposób pozbył się fobii, wątpię bym zmienił swoje życie o 180 stopni. Czasami nachodzą mnie myśli, że w sumie nie jest źle, więc po jaką ch..... chcesz zmienić swoje życie, żeby bardziej swobodnie robić zakupy?
-Prawda, że jest straszna?
-Co?
-Krępująca Cisza.
-Dlaczego zawsze trzeba o czymś gadać, żeby nie było głupio.
-Nie wiem.Dobre pytanie
Pulp Fiction reż. Quentin Tarantino
Odpisz
#8
Tak.. ostatnio mnie ten problem bardzo nurtuje. wiem ze to zabrzmi dziwnie, ale jak kiedys w liceum mialam taki okres, ze nawet gadałam czasami z kims, to zdarzyło mi sie kilka bardzo podobnych sytuacji. Otoz, gdy spedzałam przerwe na malo owocnej, i malo inteligentnej rozmowie, to nie dosc, ze przezywałam straszne meki, to na dodatek straciłam dobra ocene z jakiejs klasówki, bo miałam cos doczytac na przerwie, a nie zdazyłam, bo mnie "towarzyska rozmowa" pograzyła    :Obraził się: Od tej pory starałam sie olewac "znajomych".
Odpisz
#9
takie kompletne otwarcie jest pewnie niemożliwe, bo wymagałoby zbyt dużej zmiany osobowości. Jednak nie przeszkadzałoby mi pogadać od czasu do czasu z ludźmi z grupy, nawet o głupotach.
Odpisz
#10
W realu mam problem z odzywaniem sie do obcych. To chyba podchodzi pod selektywny mutyzm. Mam uformowane zdanie i nie moge, nie chce? go powiedzieć na głos. Na gg mam kilka osób z czego odświętnie rozmawiam z jedną. Wole pograć na kompie albo coś. Chora sprawa przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Gadanie, spotykanie się z innymi nie powinno sprawiać problemów. Dlaczego mozg jest taki głupi, ze powstają jakieś fobie. Powinien być spontan jak wśród zwierząt instynkt, działanie, a nie analizowanie, dręczenie, przejmowanie się wszystkim. Kończe bo im wiecej o tym pisze tym bardziej mnie to dobija.
Odpisz
#11
Sami sobie to zrobiliśmy. Jako ludzie. Z przyzwyczajeniami to jest tak, że one tworzą w mózgu jakieś konkretne połączenia nerwowe, utrwalają je i sprawiają, że to zaczyna działać na dobre i utrwalać się w podświadomości na stałe. Można oczywiście zacząć pracować nad sobą, wprowadzać nowe przekonania itd. Gdy te wprowadzone staną się silniejsze od tamtych starych, to zaczynają przejmować kontrolę z poziomu podświadomości. Niektóre przekonania kontrolujemy samemu i w procesie eliminacji lęków musimy dbać o to, by nowe przekonania znajdowały silne pozycje w podświadomości i reagowały same z tego poziomu, gdy są potrzebne reakcje na jakieś bodźce. To się ma dziać bez udziału naszej woli! Tai jest cel! Dlatego dobre są techniki medytacyjne, powtarzanie sobie zdań, wykonywanie na podstawie tych nowych ustawień, ćwiczeń utrwalających i potwierdzających. Moim zdaniem można wtedy dużo osiągnąć. No i nowe zachowania nie zawsze łatwo wprowadzać, umysł opiera się, uważając stare przyzwyczajenia za bezpieczne i łatwe.
Odpisz
#12
Wiem Janne że mnie delikatnie mowiac nie lubisz i przepraszam za to ze
taki ogorek jak ja ma prawo napisac posta w Twoim temacie, ze taki cham, taki
bufon wrzuca pare gr do tego watku i ze da Tobie kilka wskazowek.

Przede wszystkim zmien przekonania, aby wyjsc do ludzi musisz zaczac wierzyc w siebie, rozumiem ze w obecnym stanie psychicznym to moze okazac sie trudne,
jednak zaczynaj zmieniac przekonania, znajdz jakies hobby. Uwierz w siebie idz
do fryzjera, kup sobie sukienke.
Odpisz
#13
Ja mimo lęków zawsze lgnąłem do ludzi, wolałem stres niż samotność.
- Oy vay, what are you saying?
- I'm saying, just because it's written doesn't make it so.
Odpisz
#14
U mnie z jednej strony się do samotności przyzwyczaiłam ( szczególnie przez te ostatnie kilka lat), ale z drugiej strony bardzo mi brakuje bratniej duszy, prawdziwej przyjaźni, kogoś przed kim nie musiałabym udawać, kto pomimo moich problemów nie odwrócił by się ode mnie.
Jeśli chodzi o przebywanie wśród ludzi, to bardzo mi się to rzadko zdarza ostatnio, wychodzę tylko jak już koniecznie muszę i jest to dla mnie duży stres, staram się jak najszybciej przemknąć i mam nadzieję, że nie spotkam przypadkiem jakiejś dawnej koleżanki ze szkoły. Załatwienie czegokolwiek (nawet zakupy) to koszmar. Patrzenie na ludzi, jak tak sobie normalnie chodzą, pracują, robią zakupy, rozmawiają itd. męczy mnie. Gdy wrócę do domu z takiej "eskapady" jestem potwornie zmęczona, głowa mnie boli, wpadam w deprechę, czasem nawet dostaję gorączki.
Odpisz
#15
Czuję, że fobia jest w odwrocie. Chociaż jestem teraz strasznie załamany, czuję, że generalnie fobia odchodzi na dobre. Pewnie będę zdrowy, tylko te wahania nastroju, uczucie słabości w sprawach, które muszę załatwić, żeby mieć szczęśliwe życie. Teraz bym sobie popłakał. Nie, muszę być Facetem.
Jestem mocny i będę walczył do upadłego. Choć moja walka czasem jest żałosna. Będę się czołgał po własnych gruzach i zdobędę ten przeklęty babilon.
Odpisz
#16
sio
Odpisz
#17
ja już się w tym gubię.. z jednej strony jest mi źle, kiedy nie mam z kim pogadać, pobyć po prostu. z drugiej, tak jak Kasumi napisała, nawet jeśli ktoś na siłę chce mnie gdzieś wyciągnąć, to zapieram się rękami i nogami.
tyle że wcale nie jest mi dobrze samej. po prostu boję się zmian, tych na lepsze też.
Odpisz
#18
Ja tak samo. Mam wiele możliwości, żeby wyjść z domu, ale przyzwyczaiłam się i czuje się tutaj bezpiecznie (?) , taka moja dziupla, wychodze, kiedy muszę. Aż mi czasem głupio odmawiać ciągle. Ale ja ogólnie boje się zmian, nawet jak teraz jest zle coś to i tak ciężko mi to przerwać/zmienić, bo może będzie jeszcze gorzej.    :Uśmiecha się puszczając oko:
Odpisz
#19
Nitka napisał(a):Mam wiele możliwości, żeby wyjść z domu, ale przyzwyczaiłam się i czuje się tutaj bezpiecznie

Tez sie przyzwycziłem a moge robic duzo innych rzeczy.
Odpisz
#20
Z jednej strony sie przyzwyczilam i wiem, ze nie zmienie sie nagle. Jesli chodzi o brak znajomych to tez jakos funkcjonuje, a brak odczuwam tylko wtedy, gdy chce wyjsc do kina, teatru, czy na piwo, a nie ma z kim. Kiedy ktos do mnie dzwoni zeby gdzies wyjsc pierwsza reakcja to panika, bo jak ja pojde do ludzi, czasami jak wam zdarza sie, ze czuje ze ktos psuje mi dzien taka propozycja, bez racjonalnej przyczyny, tak po prostu. Ale do fobii przyzwyczajona nie jestem, przeszkadza mi i zatruwa zycie, nie jestem w stanie normalnie zalatwiac spraw w urzedach, zadzwonic, poprosic o informacje, przez to jestem jak dziecko we mgle, niesamodzielna i zagubiona.
Odpisz
#21
Przyzwyczajenie do fobii jakoś mi sobie cięzko wyobrazić, to jest za bardzo uciążliwa rzecz, żeby udawać, że jej nie ma, albo żeby byla "normalna", można sie przyzwyczaić do niektórych skutków, samotności powiedzmy czy czego tam jeszcze, zresztą Kasumi to ładnie rozpisała już.
Znacznie gorszą rzeczą może byc przyzwyczajenie do zrzucania wszystkiego na fobię. Nie ide tu, bo się boję i mam fobię, nie robię tego, bo mam fobię i się przecież boję, nie załatwię tego, no bo przecież, do cięzkiej cholery, jestem fobikiem, no to jak ja mam to zrobić, skoro jeszcze przed powiedzeniem "Dzień dobry" trzęse się jak przed egzekucją? W ogóle, dajcie mi kurna święty spokój, mam fobię, jestem fobikiem, nie zrobię tego, tamtego i jeszcze czego innego i się nie zmienię, no bo jak niby, przecież dobrze wiem, że się nie da. No i jestem fobikiem.
Może nieco przejaskrawiam, ale wiecie pewnie o co mi chodzi, takie zamknięcie się w schemacie, z którego potem jest sie cięzko wyrwać. Błedne koło, im bardziej sobie człowiek wmawia że nie może czegoś zrobić, tym bardziej faktycznie nie jest w stanie i tym bardziej sobie wmawia że jest do niczego i tak w koło macieju :?
Dzisiaj dostałem list od papieża. Pisze, że jestem niezły.
Odpisz
#22
fragile napisał(a):brak odczuwam tylko wtedy, gdy chce wyjsc do kina, teatru, czy na piwo, a nie ma z kim.
Podpisuję się pod tym nogoma i ręcoma.
Najgorsze są sobotnie wieczory... Ech...

Czy jestem przyzwyczajona do fs? Tak, chyba tak. Chwilami to mi nawet dobrze z nią. A czasami mam wrażenie, że nie chce jej w ogóle wyleczyć... Ale na szczęście są to tylko krótkie momenty.
Kolorowe kredki
w pudełeczku noszę.

Kolorowe kredki
bardzo lubią mnie.

Kolorowe kredki
kiedy je poproszę,
namalują wszystko,
to co chcę.
Odpisz
#23
tak czytam, czytam i dochodze do wniosku, ze jednak nie warto uciekac. To Nie zmienia samopoczucia. To zmienia tylko przedmiot niezadowolenia. Z drugiej jednak strony ciezko sie tak otworzyc. To jest błędne koło. Nie wychodze z domu, bo boje sie, ze bedzie tak samo, jak zawsze ale wcale nie musze czuc sie z tym lepiej. To bledne kolo. Tylko jak sie z tego wyrwac?    :Smuci się bardzo:
Odpisz
#24
Tego nie wie nikt    :Wystawia język:
Małymi krokami. Wychodzenie z socjalnej anksiety jest paradoksem
Odpisz
#25
Jest takie powiedzenie, że cela rzadko opuszczana staje się miła. Nawet jeżeli jesteśmy świadomi, że to nam szkodzi, nie potrafimy żyć inaczej. Tak jak stary Brooks (ten bibliotekarz od ptaszka) w 'Skazanych na Shawshank' po wyjściu na wolność nie potrafił sobie poradzić i popełnił samobójstwo. Ale my sami siebie skazujemy na dożywocie - ale jest dobra wiadomość - sami możemy siebie ułaskawić !!!
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Czy powiedzieć komuś o fobii? Colis 323 26 857 10 Gru 2012, Pon 12:12
Ostatni post: alessandro_nesta


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.