- Radzenie sobie z negatywnymi emocjami i inne
#1
Ahoj,

od jakiegoś czasu zauważyłem u siebie problem z kumulacją negatywnych emocji. Budzi się we mnie jakaś chora zazdrość o pierdoły i rzeczy normalne, o styl życia, o przedmioty, o bzdury. I chociaż resztki zdrowego rozsądku krzyczą we mnie "o co ci facet do diabła chodzi, przecież to niczyja wina że mają to i potrafią to a ty nie", to jednak mimo mojej woli zachowuję się jak dzieciak - obrażam się, jestem opryskliwy, zatruwam atmosferę. Kłębi się we mnie jakaś nienawiść do osób teoretycznie mi bliskich...wieczorami kładę się do łóżka i próbuję zasnąć, ewentualnie obmyślić plan zemsty za całe moje jakże głębokie nieszczęście.

Nie wiem już jak do tego podejść. Poza tym w ostatnim czasie zauważyłem, że ludzie (w tym znowu bliscy) traktują mnie jak kompletnie niesamodzielnego dzieciaka, co dobrze nie robi na moje samopoczucie... niedługo zacznę dostawać wskazówki jak dojść do kibla (wniosek po niedawnym kierowaniu przez przyjaciela do wyjścia z galerii handlowej i drodze na rynek, chociaż doskonale wiedziałem jak tam dojść).

Czuję się strasznie głupio    :Uśmiecha się szeroko: wydawało mi się, że jestem nieco bardziej ogarnięty, a tu z dnia na dzień niby serdeczne osoby próbują mi wmówić, że jestem debilem, który nie wie nawet do którego tramwaju wejść. A ja powoli zaczynam w to wierzyć...
Miej nas blisko serca
Tak, byśmy gdy ściemni się niebo
Mogli żyć nadal
W kometach i gwiazdach.
Odpisz
#2
Mnie takie rzeczy wk***iają. Mam czasem chęć powiedzieć komuś, że "WIEM JAK TO DO CHOLERY SIĘ ROBI, NIE MUSISZ MI TŁUMACZYĆ JAK DZIECKU!!!" ale dziwnym sposobem boję się, że naprawdę wtedy ludzie się ode mnie odwrócą, i pozwalam się tak traktować. Czyli jednak nie chcę, ale chcę. I zrozum tutaj siebie.

W ogóle wkurza mnie jak ktoś chociażby sugeruje, że ja czegoś nie wiem. Albo jak ktoś mi coś tłumaczy. Jak czegoś nie wiem i potrzebuje pomocy to od razu czuję się jak debil. I tak reaguje na chęć pomocy ze strony innych. Tak jakby ktoś chciał się w ten sposób postawić nade mną i tylko wykorzystać to, że ja czegoś nie wiem. Dlatego staram się ciągle być samowystarczalny. Ale to z kolei odsuwa od ludzi.
Odpisz
#3
Oj tak, emocje to coś, co baaaardzo trudno mi opanować. Oczywiście te negatywne, a jak. Wszystko sprowadza się do tego, co kto sobie o mnie myśli. Jak ktoś mi dokopie to chodzi mi to po głowie tak długo, aż stosunki z tą osobą nie wrócą do normalnego stanu. Ciężko i stresująco funkcjonować mi w środowisku, które w moim mniemaniu ma mnie za przygłupa. Czuję się w takiej sytuacji jak zbity pies. Próbuję jakoś zamaskować te złe emocje, ale to na nic, bo one i tak się prześlizgną. Ludzie często mówią mi, że jak tak będę się wszystkim przejmować to zwariuję. Mają rację. Całe szczęście reaguję tak tylko i aż wtedy, kiedy jestem skazana na przebywanie z jakimiś osobami. Szkoła, praca itd. Najgorsze jest to, że pod wpływem tej złości, kiedy nie potrafię myślec o niczym innym, naprawdę zdarza mi się zrobić tak głupie rzeczy, że sama nie mogę w to uwierzyć. Przez to pograżam się jeszcze bardziej i bardziej. Skąd się w ogóle taki durny, nieżyciowy charakter wziął na ziemi, no nie wierzę czasami    :Śmieje się:

edit: w ogóle strasznie denerwują mnie starsze osoby, do których z szacunkiem zwracam się per pan/pani a one do mnie ej ty koleżanko.    :Złości się do czerwoności: i te osoby, co się tak niby chichrają i mówią "rybko", "kochanie" itd. a jakby co to pierwsze nakablują albo coś. Jak już mowa o emocjach, bo mnie to strasznie wnerwia ostatnio
Odpisz
#4
sosen jak ktos ci mowi gdy robisz cos zle "pomysl troche" badz cos podobnego to dlatego sie wkurzasz bo odbierasz to jakby ten ktos cie obrazal mowil ze jestes glupi ale tak nie jest . Ludzie tak nie uogolniaja ze jak cos robisz zle to jestes glupi caly chodzi im o ta chwile ze ci cos nie wyszlo . Rozumiesz o co mi chodzi?
Odpisz
#5
A ja tam rozumiem, ponieważ fakt, że ktoś widzi że coś mi nie wychodzi jest dla mnie upokarzający, a jak ktoś chce pomóc i zaczyna tłumaczyć takim miłym spokojnym głosem jak dziecku (wiem że oni chcą dobrze), to po prostu budzi we mnie instynkt mordercy.

Floyd, a pro po złych emocji, nie jesteś sam nie raz mam ochotę rozbić serwis o podłogę, po prostu słyszę w myślach trzask talerzy rozbijających się o podłogę i widzę kawałki odpryskujące w różne kierunki. Ale to nie tak, że jestem zła na nich, że mają to co mają, ale raczej na siebie że ja nie potrafię tego mieć, że jestem za słaba, niewystarczająco dobra. Najgorsze, że to są czasem takie bzdury

  :Smutny:
Messy girl is back
Odpisz
#6
Chciałem założyć osobny wątek, ale tu chyba też będzie pasować.

Poszedłem dziś do fryzjera. Zawsze chodzę do tego samego salonu, nieopodal miejsca mojego zamieszkania, i strzygę się u tej samej pani fryzjerki. Rozmawiając z nią przez telefon w celu umówienia się na wizytę praktycznie nie ma problemu. Siadając na fotelu, kiedy ona zabiera się do roboty, zaczynają się różne "fajne" myśli. Stereotypowa sytuacja: fryzjer i jego klient - wypadałoby o czymś pogadać. A mnie taki small-talk po prostu przeraża   :Smutny: Dziś idąc tam (szybkim krokiem, bo późno wyszedłem), zacząłem się już nakręcać. Odezwę się, powiem że to dlatego, że jutro mam galę zakończenia studiów, chciałem zrobić sobie porządek na głowie. Wejdę, będę wyluzowany, powiem co chcę powiedzieć. Przed faktem często tak cwaniakuję. Wchodzę, dzień dobry, dzień dobry. Pani pyta "Tak jak zwykle?", ja jakieś lakoniczne "Tak.". Obok u innych fryzjerek siedzą inne klientki. I w tym momencie oczywiście blokada    :Obraził się: Zaciskająca się krtań, walące serce, pocenie się (jeszcze jestem czerwony i leci mi z nosa, bo przyszedłem z mrozu, na pewno głupio wyglądam). Zawsze k*** to samo    :Złości się do czerwoności:

Nie chciałem jej podrywać; jest ode mnie starsza, ma męża i dzieci, więc sobie nie myślcie. Chciałem pogadać dla poprawy samopoczucia. Ona się ode mnie nie odzywała, reszta w salonie też siedziała cicho. To ja sobie myślę: pewnie mają ku temu jakiś powód. TEN PIEPRZONY KONFORMIZM !!!!!! Plaga dzisiejszego świata, a na pewno moja. Przecież nie zrobię niczego nieoczekiwanego, to byłoby za wiele. Ktoś pomyśli albo powie: "jesteś nieśmiały, nie rób wiochy, przełam się!". Ja pomyślę "niezręczna cisza to dla mnie beton nie do skruszenia". A jeśli jednak odezwałbym się? To na pewno łamiącym się, bełkotliwym głosem, na który reakcją byłby śmiech, a to byłoby dla mnie nie do przyjęcia. A jeśli ktoś z obecnych usłyszałby, że mówię o studiach, mógłby sobie pomyśleć "o Boże, co za młokos...".

Pani skończyła i powiedziała tak, że nie zrozumiałem. Ale coś w stylu "teraz jest panu lżej, będzie ładnie na święta". Już byłem gotów wyrzucić z siebie "na pewno będzie ładnie wyglądać na święta, a w ogóle to przyszedłem się ostrzyc, bo jutro mam galę". No żesz k***, nie mogę wiecznie siedzieć jak kołek i nie odzywać się do ludzi!!!!!! Nie tego od życia chcę!!! Ni ch**a... Wykrztusiłem jakieś "mhm", wstałem, zapłaciłem, życzyłem wesołych świąt, pożegnałem się i wyszedłem, a w środku we mnie aż się gotowało. Tak jak teraz, gdy to piszę. NIE ZROBIĘ NICZEGO, co w danym towarzystwie i danej sytuacji jest przez ludzi nieoczekiwane, co może być poddane ocenie. To jest dla mnie za wiele, bo somatyczne objawy związane z lękami, które wtedy się pojawiają, po prostu mi to uniemożliwiają.

Bez względu na to, ile teraz po fakcie będę się wściekać (a dla niektórych czytelników pewnie będzie to mordęgą), wiem, że na jutrzejszej gali, gdy przyjdzie co do czego i znajdę się w środku jakiejś rozmowy, albo we wtorek na spotkaniu byłej klasy (na którym zamierzam się pojawić) będzie dokładnie to samo. Te pieprzone lęki paraliżujące mnie całego, nad którymi nie mam kontroli, tylko teraz, przed faktem mogę sobie cwaniakować i wmawiać bzdury o tym, że kiedyś w końcu uda mi się przełamać i poczuję się swobodnie...
A na grupie terapeutycznej czasem gadam jak najęty. Ostatnio nawet pogadałem z koleżanką, która tak jak ja przyszła trochę wcześniej, a którą lubię. Są to ludzie, których znam niecały miesiąc. Może przez to, że jest to grupa, mam do nich zaufanie? Jak będzie to spotkanie klasowe, to już wiem, z jakim nastawieniem tam pójdę "ten był tam i tam za granicą, ta już pracuje tu i tu i zarabia kupę szmalu, w ogóle wszyscy są towarzysko zajebiści; reasumując: jestem od nich gorszy". Cokolwiek nie wydarzy się na spotkaniu, wątpię, żeby coś w moim podejściu zmieniło, zwłaszcza żeby wyeliminowało pieprzone lęki, żebym k***a raz w życiu poczuł się wśród ludzi swobodnie. Ale na spotkanie pójdę, bo mam okazję, a ostatnia rzecz, jakiej w tej chwili chcę, to jeszcze bardziej się izolować.

Kogo przerażają rozmiary komentarza i czyta tylko ten wiersz, proszony jest o przeczytanie całości  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: Proszę wszystkich o zrozumienie, a kto chce, to i o akceptację...
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#7
shalafi, w Twoim zachowaniu u fryzjerki zastanawia mnie jedna rzecz - skąd przekonanie, że Ty będąc tam jesteś w jakiś sposób "zobowiązany" rozmawiać? Albo jakoś tak podświadomie tłumaczyć się (motyw z galą). Ja mam też z tym problem, ale od jakiegoś czasu uświadomiłem sobie, że ludzie mają głęboko w dup*e to czy do nich gadamy czy nie, jak wyglądamy, czy my spełniamy ich oczekiwania czy też nie. Mnie np. wszyscy traktują jak dzieciaka i jakoś idzie z tym żyć   :Uśmiecha się szeroko:
Miej nas blisko serca
Tak, byśmy gdy ściemni się niebo
Mogli żyć nadal
W kometach i gwiazdach.
Odpisz
#8
Jak dla mnie ta sytuacja z fryzjerem była całkowicie normalna, one nie gadały, to czemu ty miałbyś coś mówić? A to, że tylko potakiwałeś to dla mnie też absolutna normalność, bo chyba chodzi o przekazanie informacji, a nie o jakieś wywody? Zresztą jak dla mnie gadanie u fryzjera to nie jest żaden zwyczaj, kto chce to gada, kto nie to nie i jest to w 100% normalne, ja nie widziałem żeby zawsze była jakaś rozmowa między strzygącym, a klientem. Sam też oczywiście nie gadam, ale nie martwię się tym.

Wiem też, że to nie istota problemu, ale to nic nienormalnego. To, że gadasz w jakichś sytuacjach dużo to dobrze, znaczy się masz potencjał i to całkiem blisko. Staraj się często kontaktować, np. przez gg z tymi osobami, z którymi jest ci łatwo
Odpisz
#9
Właściwie takie poczucie "zobowiązania" w tej czy podobnych sytuacjach już u mnie trochę mija. Ja po prostu miałem ochotę, może nie tyle pogadać, ile się odezwać i zamienić parę słów. Chodzę do tej fryzjerki od dawna, lubię ją, a nie powiem, że to, że kiedy widzę jak mnie strzyże i milczy, a ja siedzę z kamienną twarzą, było mi obojętne. Chciałem takiego "nice chatu", jak napisałem: dla samego siebie, dla poprawy samopoczucia, dla przełamania lodów. No cóż, może kiedyś mi się uda. "Nadzieja matką głupich"...

Floyd napisał(a):Mnie np. wszyscy traktują jak dzieciaka i jakoś idzie z tym żyć   :Uśmiecha się szeroko:

To inna z rzeczy, która mnie przeraża - że ktoś (np. w pracy) będzie mi wypominać młody wiek i/lub brak doświadczenia. No kurde, co ja jestem winien, że mam tyle lat i że do tej pory studiowałem dziennie?! Wystarczy, że wyczytam z twarzy, z tonu jakimś ktoś się do mnie zwraca protekcjonalne podejście do mojej osoby. Kaplica. Ja staram się wszystkich traktować jednakowo, ew. przez pryzmat funkcji jaką pełnią, no i dobra - charyzmy (lub jej braku) jaką posiadają. Ale naprawdę staram się nie wchodzić innym w paradę. Jeśli ktoś potraktuje mnie jak dzieciaka lub gorzej - nie chce mieć z nim nic do czynienia. A jeśli będę skazany na jego towarzystwo, niech liczy się z tym, że zepsuję mu jego dobre samopoczucie. Bo nie będę wiecznie dusił swoich lęków w sobie. Kiedyś mogę wybuchnąć.
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#10
Urazowe reagowanie na krytykę, nieraz najbardziej słuszną dowodzi, że jesteśmy nieświadomi siebie. Niedojrzali emocjonalnie.   :Smutny:
Odpisz
#11
Cytat:Chodzę do tej fryzjerki od dawna, lubię ją, a nie powiem, że to, że kiedy widzę jak mnie strzyże i milczy, a ja siedzę z kamienną twarzą, było mi obojętne. Chciałem takiego "nice chatu", jak napisałem: dla samego siebie, dla poprawy samopoczucia, dla przełamania lodów. No cóż, może kiedyś mi się uda.

Przecież fryzjerka mogła mieć zły dzień, chore dziecko, cokolwiek, to nie jest Twój psycholog    :Uśmiecha się szeroko: Poza tym jesteś tylko jej klientem, a mi się wydaje, że Ty zacząłeś ją traktować jak znajomą do pogadania - owszem, ona jest miła, bo jej po prostu za to płacisz.

Cytat: Bo nie będę wiecznie dusił swoich lęków w sobie. Kiedyś mogę wybuchnąć.

I co, tupniesz nóżką czy kogoś zabijesz? Kto jest winny temu, że Ty nie potrafisz radzić sobie z emocjami, hmm?
Miej nas blisko serca
Tak, byśmy gdy ściemni się niebo
Mogli żyć nadal
W kometach i gwiazdach.
Odpisz
#12
Floyd napisał(a):Przecież fryzjerka mogła mieć zły dzień, chore dziecko, cokolwiek

Chodzi mi o to, żebym potrafił czasem podjąć inicjatywę. Zagadać, a jak się zorientuję, że rozmowa się nie klei, że rozmówca nie chce kontynuować, to przestać. I tyle. Mam problem ze zrobieniem pierwszego kroku, a chciałbym go nie mieć; nie dlatego, że "tak wypada", tylko dlatego, że czasem mam ochotę się odezwać.

Floyd napisał(a):I co, tupniesz nóżką czy kogoś zabijesz? Kto jest winny temu, że Ty nie potrafisz radzić sobie z emocjami, hmm?

Zabić nie zabiję, za to idzie się do więzienia. Nietykalności cielesnej w żaden sposób nie naruszę, chyba że druga strona wielokrotnie zrobiłaby to samo (ale ja postaram się hamować). To, czy radzę sobie z emocjami, to jedno, a czy ktoś umyślnie działa mi na nerwy, wykorzystuje moją wrażliwość, to drugie. Może trochę za mocnych słów wcześniej użyłem. Po prostu staram się szanować ludzi, bez względu na ich charakter czy temperament i oczekuję tego samego od innych.

Słuszna krytyka to taka, która skłoni mnie do przyznania się do błędu i wyciągnięcia wniosków. Jasne, że krytyki nikt nie lubi. Ale chyba można ją odróżnić od zwykłego czepialstwa.
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#13
shalafi napisał(a):Pani skończyła i powiedziała tak, że nie zrozumiałem. Ale coś w stylu "teraz jest panu lżej, będzie ładnie na święta". Już byłem gotów wyrzucić z siebie "na pewno będzie ładnie wyglądać na święta, a w ogóle to przyszedłem się ostrzyc, bo jutro mam galę". No żesz k***, nie mogę wiecznie siedzieć jak kołek i nie odzywać się do ludzi!!!!!! Nie tego od życia chcę!!! Ni ch**a... Wykrztusiłem jakieś "mhm", wstałem, zapłaciłem, życzyłem wesołych świąt, pożegnałem się i wyszedłem, a w środku we mnie aż się gotowało. Tak jak teraz, gdy to piszę. NIE ZROBIĘ NICZEGO, co w danym towarzystwie i danej sytuacji jest przez ludzi nieoczekiwane, co może być poddane ocenie. To jest dla mnie za wiele, bo somatyczne objawy związane z lękami, które wtedy się pojawiają, po prostu mi to uniemożliwiają.

Myślę że dużą częścią lęków jest założenie, że inne osoby cały czas nas oceniają, lustrują a najchętniej to krytykują. Sama jestem fobiczką i też często tak odczuwam.

A jednak, założę się że w 98% sytuacji jest inaczej - to znaczy, ludzie są tak zajęci swoimi myślami, że nie zauważają tak bardzo innych, i to że ktoś tam nic nie mówi, nie robi im różnicy (bo przecież powodów mogą być tysiące!!!) a już na pewno nikłe jest prawdopodobieńśtwo, że ktos pomyśli że ma do czynienia z fobikiem (zwłaszcza że u nas mało kto wie co to). Podobnie jest z odzywaniem się, te słowa jakoś przelatują przez głowy innych, i nawet jeśli powie się coś głupiego, to oni potem nie zastanawiają się nad tym, nie gadają o tym ani nie krytykują.

Myślę że ta obawa przed mówieniem jest powodowana przez wcześniejszy kontakt z garstką kretynów, którzy zachowywali się w krytyczny i wyśmiewczy sposób, a teraz to odczucie jest rzutowane na wszystkich ludzi.

Wczoraj dzieliłam się opłatkiem w całkiem mi nieznanej rodzinie (duży stres na początku), i chciałam ukuć wpierw jakąś regułkę życzeniową, ale potem dałam sobie spokój, byle coś tam powiedzieć. Bo co mam się przejmować? Ci ludzie i tak nie będą pamiętać co im się powie, no chyba że walnie się coś w stylu "poszlachtuję ci rodzinę" hehe. Więc świadomość tego dała mi jakieś wyluzowanie. I tak prawdopodobnie właśnie inni to postrzegają.
Odpisz
#14
No nic, ja muszę wyplenić u siebie to poczucie winy w sytuacjach, w których zapada niezręczna cisza, a mnie się wydaje, że powinienem coś mówić, bo takie są oczekiwania otoczenia. W ogóle kiedy po prostu nie mam nic do powiedzenia - starać się tym kompletnie nie przejmować. A kiedy chcę coś powiedzieć, umieć przełamać barierę zaciskającej się krtani, a potem powinno pójść już gładko.

Ciekawy i mądry demotywator niedawno się pojawił:

http://demotywatory.pl/2424950/Niesmialosc
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#15
frezja napisał(a):Myślę że ta obawa przed mówieniem jest powodowana przez wcześniejszy kontakt z garstką kretynów, którzy zachowywali się w krytyczny i wyśmiewczy sposób, a teraz to odczucie jest rzutowane na wszystkich ludzi.

To może być pozostałość po czasach podstawówki i gimnazjum - byciu "popychadłem", chłopcem (albo dziewczynką  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko:) do dokuczania. Wynika to z nieprzystawalności co wrażliwszych dzieci do reszty szkolnego społeczeństwa, w którym królują ekstrawersja i ADHD. W liceum i na studiach ludzie byli już doroślejsi. Jeśli sam nie zrobiłem pierwszego kroku i się nie otworzyłem, po prostu mnie ignorowali.
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#16
frezja napisał(a):Myślę że ta obawa przed mówieniem jest powodowana przez wcześniejszy kontakt z garstką kretynów, którzy zachowywali się w krytyczny i wyśmiewczy sposób, a teraz to odczucie jest rzutowane na wszystkich ludzi.
Tja...
Wiesz, poza tym jest jeden problem. Jaką ma się pewność, że dana osoba akurat nie ma złych intencji? Ludzie są nieprzewidywalni i to jest chyba najgorsze...
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#17
Właczam sobie muzyke jak najgłosniej w słuchawkach złośc przechodzi   :Wystawia język:
Zanim napiszesz i będziesz chciał się umów najpierw przeczytaj moje posty, a jak nie to wynoś się.
Odpisz
#18
stap!inesekend napisał(a):Tja...
Wiesz, poza tym jest jeden problem. Jaką ma się pewność, że dana osoba akurat nie ma złych intencji? Ludzie są nieprzewidywalni i to jest chyba najgorsze...

No tak    :Uśmiecha się szeroko: w tym cały szkopół...
Myślę że fobicy mają wgrane przekonanie że ludzie mają przeważnie/ często złe intencje. I to samo przekonanie też blokuje. Oczywiście znajdą się idioci wszędzie, ale jak oglądam się naokoło, to jak mnóstwo albo i większość ludzi współgra ze sobą to nie zauważam żeby przeważała we wszystkich wredota i złośliwość.

Hmm chyba trzeba jednak trochę zaufać, że ludzie mogą być dobrzy, a wszyscy co są inni niech całują w d... - bo są złośliwi dlatego że są debilami i ta wiedza daje nam przewagę    :Uśmiecha się: no, przynajmniej mi takie tłumaczenie przynosi ulgę.

Ja sobie ostatno tłukę do głowy, że ludzie są dobrzy, ciepli etc.
I jak siebie obserwuje: przeważnie patrząc na ludzi, zdarza mi się od razu ich interpretować jako złośliwych (nawet jeżeli widzę tylko tył ich głowy haha =] ), a po tłuczeniu sobie że ludzie są dobrzy, zauważyłam że ta interpretacja mi się zmienia.

Uważam że nasz stosunek do innych ludzi, nawet jeśli nie wyrażony na głos, ma ogromny wpływ na to jak jesteśmy postrzegani. Np. taki człowiek może mieć dobre intencje, ale widząc naszą minę (spowodowaną myślami że ten człowiek ma złe intencje - a więc, minę niezbyt przyjazną), ta osoba może się zniechęcić albo odpowiedzieć nam w ten sam sposób - nieprzyjaznością. Mało tego, myślę że dużo takich sygnałów inni ludzie odczytują podświadomie, więc patrząc na to z tej perspektywy, można powiedzieć że sami siebie załatwiamy.

Jak zwykle wszystko schodzi się do umiejętności przeprogramowania siebie.
Odpisz
#19
frezja napisał(a):Oczywiście znajdą się idioci wszędzie, ale jak oglądam się naokoło, to jak mnóstwo albo i większość ludzi współgra ze sobą to nie zauważam żeby przeważała we wszystkich wredota i złośliwość.

Może Wredni i Złośliwi lgną do siebie dla niepoznaki?    :Uśmiecha się puszczając oko: Ale z tym współgraniem ze sobą większości ludzi w sumie się zgadzam, przynajmniej obserwując ich na ulicy, w centrum handlowym itp. Moim zdaniem najważniejsze to umieć się odnaleźć w społeczeństwie, skupiać się na rzeczach wspólnych, a różnicami nie przejmować. Czytałem, że jednym z największych problemów fobików jest to, że nadinterpretują wyrazy twarzy innych. I niestety z własnego doświadczenia mogę to potwierdzić. Boję się patrzeć ludziom w oczy kiedy do nich mówię (nie wtedy, gdy ich słucham) bo obawiam się wyczytać z ich twarzy reakcję na moją wypowiedź. "Jeśli ktoś nie zareaguje uśmiechem na to, co mówię, to na pewno nie akceptuje mojej osoby, ma o mnie niskie mniemanie, jest wobec mnie krytyczny, chce mną pomiatać,..." - i tym podobne głupie analizy podsuwane przez fobię.

frezja napisał(a):bo są złośliwi dlatego że są debilami i ta wiedza daje nam przewagę    :Uśmiecha się:

Teraz można sobie tak się pocieszać, ale załóżmy, że spotykamy się z takim "debilem". On de facto jest elokwentny, może nas spokojnie przegadać i tym samym zawstydzić. Nasz mózg, jakkolwiek byśmy danej osoby nie lubili, interpretuje to w ten sposób, że ten ktoś jest od nas lepszy/mądrzejszy - co skutkuje obniżeniem samooceny. Takie rozumowanie nie ma oczywiście logicznego uzasadnienia    :Uśmiecha się puszczając oko: W grę wchodzi po prostu nasza wrażliwość. No ale dobra, mówię za siebie.

frezja napisał(a):Ja sobie ostatno tłukę do głowy, że ludzie są dobrzy, ciepli etc.

Oj, żebyś się nie zawiodła. Każdy człowiek jest inny, o każdym w miarę poznawania indywidualnie wyrabiam sobie opinię.
[Obrazek: DarthVade_ssphxhp.jpg]
Odpisz
#20
stap!inesekend napisał(a):
frezja napisał(a):Myślę że ta obawa przed mówieniem jest powodowana przez wcześniejszy kontakt z garstką kretynów, którzy zachowywali się w krytyczny i wyśmiewczy sposób, a teraz to odczucie jest rzutowane na wszystkich ludzi.
Tja...
Wiesz, poza tym jest jeden problem. Jaką ma się pewność, że dana osoba akurat nie ma złych intencji? Ludzie są nieprzewidywalni i to jest chyba najgorsze...
Tego uczysz się całe życie. Nikt nie ma napisane na czole jakim jest człowiekiem. Nacinasz się na jednych, inni są w porządku. Mam ograniczone zaufanie do ludzi, którzy innych krytykują, obmawiają a mnie wychwalają pod niebiosa. Otwiera mi się wtedy klapka nieufności. Mamy podświadome zaufanie do ludzi wykonujących zawody tzw zaufania publicznego, utytułowanych...Nauczyłam się nie brać tego pod uwagę. Na wielu ludziach się zawiodłam, ale nadal ufam...Traktuję to jako niekończącą się szkołę doświadczeń.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dodawanie sobie odwagi ubiorem/fryzurą (wyglądem) pomocny 498 52 662 16 Paź 2018, Wto 17:58
Ostatni post: kanli
  Badaliście sobie poziom testosteronu albo nasienie? Edarpi 53 6 782 05 Maj 2018, Sob 12:58
Ostatni post: Maxx
  Jak samemu radzić sobie z silną fobią? youtyan 13 1 461 19 Maj 2017, Pią 11:50
Ostatni post: domownica
  Tłumaczenie sobie, że nie warto się bać butterfly92 16 1 716 26 Sty 2017, Czw 19:26
Ostatni post: ananas filozoficzny
  Jak sobie radzicie z nieśmiałością? Czerwony 25 4 340 08 Kwi 2015, Śro 22:17
Ostatni post: Nerwen
  Jak radzicie sobie w stresowych sytuacjach? nord 13 2 124 22 Wrz 2010, Śro 23:32
Ostatni post: Mary Jane
  Jak sobie poradzić z fobią społeczną? Proste. Czytaj marcin24 10 3 913 21 Lut 2010, Nie 13:46
Ostatni post: vivi
  Jak zakodować sobie coś w głowie?Jak przelać myśli na czyny? Muchozol 8 1 637 28 Lis 2009, Sob 1:32
Ostatni post: soulja
  Wiadomość dla osób stosujących inne środki zaradcze niż leki Rafał_23 16 4 307 17 Lip 2008, Czw 13:13
Ostatni post: damio


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.