- Refleksje na temat terapii i fobii społecznej ogółem
#1
Stało się, że po chodzeniu na terapię od listopada ubiegłego roku postanowiłem wreszcie ją zakończyć i zacząć samodzielnie radzić sobie z własnymi problemami. Z tej okazji pomyślałem, że warto podzielić się z Wami spostrzeżeniami dotyczącymi wychodzenia z fobii oraz psychoterapii. Na forum udzielałem się bardzo rzadko, ale przeglądam je już od dawna i po prostu stwierdziłem, że nie warto odchodzić bez pożegnania. Od razu zaznaczam też, że nie uważam, aby udało mi się jeszcze do końca pozbyć mojego zaburzenia i związanych z nim komplikacji (takich jak niska samoocena), jednak myślę, że dzięki terapii w ciągu tych dziesięciu miesięcy zrobiłem większe postępy niż kiedykolwiek wcześniej i jestem wyposażony w wiedzę i narzędzia, które pozwolą mi samodzielnie osiągnąć taką pewność siebie, o jakiej marzę. Zatem bez dalszych wstępów opiszę, co mi pomogło.

(Terapię przechodziłem w nurcie CBT; o lekach nie wypowiadam się, bo nasilenie mojego lęku nie wymagało, żebym z nich korzystał.)

1. Wiara w możliwość poprawy i wytrwałość

To chyba dwie najważniejsze rzeczy, o których trzeba pamiętać, walcząc z fobią. Iść na terapię będąc kompletnie przekonanym, że nie ma dla nas nadziei, to tak jak wyruszać na wojnę bez broni - nie skończy się to dobrze. Oczywiście na początku to niedowierzanie, że może się nam poprawić, jest zupełnie naturalne, ale najlepszym rozwiązaniem na to jest po prostu zaufać terapeucie i zmuszać się do ćwiczenia poznawanych technik terapeutycznych. Jeśli będziemy to robić, to zaczną pojawiać się sukcesy, a gdy zaczną pojawiać się sukcesy, to łatwiej już będzie zaakceptować, że fobia społeczna jest uleczalną przypadłością.

Niestety prawda jest taka, że nie jestem w stanie napisać nic błyskotliwego lub odkrywczego na temat wytrwałości. Albo będziemy uparcie trzymać się terapii i przełamywać swoje lęki, albo nie zrobimy żadnych postępów. Ostatecznie tylko my sami jesteśmy w stanie wytworzyć w sobie dyscyplinę potrzebną do osiągnięcia poprawy i nie zrobią tego za nas ani leki, ani terapeuta. Najlepszą radą jest po prostu zacząć od rzeczy, które sprawiają nam najmniej trudności, a dopiero potem zwiększać stopniowo poziom wyzwań.

2. Wiedza

Żeby efektywnie pozbywać się fobii, powinniśmy znać naturę naszego problemu. Żeby znać naturę naszego problemu, powinniśmy czytać. Na rynku można znaleźć całe mnóstwo publikacji dotyczących zarówno fobii, jak i innych problemów psychicznych, a więc mamy z czego wybierać. Generalnie nie zdarzało mi się czytać poradników self-help od deski do deski, a raczej wybierałem fragmenty i rozdziały, które najbardziej mnie interesowały i robiłem z nich notatki, zapisując przydatne myśli i techniki terapeutyczne. Od siebie mogę polecić:

"Overcoming Social Anxiety and Shyness" Gillian Butler (wydaje mi się, że nie jest przetłumaczona na polski)
"Lęk i fobia. Praktyczny podręcznik dla osób z zaburzeniami lękowymi" Edmund J. Bourne
"Radość życia, czyli jak zwyciężyć depresję. Terapia zaburzeń nastroju" David D. Burns
"Pokonać lęki i fobie" Judith Bemis

3. Terapeuta nic za nas nie zrobi

Czekając na pierwsze spotkanie z moją terapeutką, liczyłem na to, że dostanę instrukcję obsługi własnego mózgu i wystarczy, że będę się jej trzymał, żeby wszystko było dobrze. Teraz wiem, że takie myślenie jest totalnie bezsensowne - to my wykonujemy 90% pracy w trakcie psychoterapii, a terapeuta tylko wskazuje nam pewne możliwe rozwiązania i tłumaczy, jak lepiej radzić sobie z własnymi uczuciami. Zrzucanie odpowiedzialności za nasze postępy całkowicie na terapeutę jest sporym błędem, chociaż oczywiście rozumiem, że zdarzają się psychologowie z wątpliwymi umiejętnościami, a ja miałem duże szczęście, trafiając na świetnie wykwalifikowaną profesjonalistkę już za pierwszym razem. W każdym razie, nie warto oczekiwać od terapeuty gotowych rozwiązań na nasze problemy.

4. Nie samą terapią człowiek żyje

Oprócz terapii warto skupić się na innych aktywnościach, które sprawiają, że czujemy się lepiej. Masz pasję - rozwijaj ją, nie masz - spróbuj znaleźć. Pomaga też
aktywność fizyczna, dbanie o swoją dietę, spędzanie więcej czasu na świeżym powietrzu. Wiem, że to brzmi jak oczywistości, ale każda z tych pozornie drobnych zmian jest kolejną cegiełką, którą dokładamy do naszego lepszego samopoczucia. 


To chyba wszystko, co mam do powiedzenia na temat mojego procesu wychodzenia z fobii - mam nadzieję, że nawet jeśli większość z tego to truizmy lub powtarzanie wypowiedzi innych osób, to przynajmniej kilkoro z Was znajdzie tu coś przydatnego. Od siebie życzę Wam po prostu wszystkiego dobrego i powodzenia, niezależnie od tego, czy fobię macie już za sobą, czy całkiem straciliście wiarę.

Jeśli macie jakieś pytania, to chętnie na nie odpowiem.
[-] 7 użytkowników polubił(o) wpis Cylphi:
  • Placebo, yoga.cat, smutna00, Żółwik, Ajka, Divine, anonimowy_kuba
Odpisz
#2
A miałem nadzieję że czymś nas zaskoczysz...
Jeśli życie staje w gardle z każdym łykiem, a gdy trzeba to brakuje właśnie fartu,
Kiedy świt cię zrywa z łóżka bladym krzykiem - weź cokolwiek, weź cokolwiek...
Cokolwiek szkodliwego i się zatruj!
Odpisz
#3
(09 Wrz 2018, Nie 22:54)Cylphi napisał(a): 1. Wiara w możliwość poprawy i wytrwałość

To chyba dwie najważniejsze rzeczy

I obydwie u mnie bliskie zeru.    :Płacze mocno:
Odpisz
#4
(09 Wrz 2018, Nie 23:21)Zas napisał(a): A miałem nadzieję że czymś nas zaskoczysz...

Zapomniałem dodać, że "weź się w garść" nie zawsze jest taką złą poradą, bo użalanie się nad sobą niestety do niczego nie prowadzi. Może to jest zaskakujące. :]
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Cylphi:
  • smutna00
Odpisz
#5
Są tylko trzy wyjścia, wziąć się w garść, żyć tak jak do tej pory, albo samobójstwo.
Odpisz
#6
Hej,
(09 Wrz 2018, Nie 22:54)Cylphi napisał(a): Jeśli macie jakieś pytania, to chętnie na nie odpowiem.

1. Czy przed podjęciem terapii u terapeuty próbowałeś coś robić na własną rękę? Np. zmiana przekonań, ćwiczenia behawioralne przy pomocy książek. Jeśli tak - to jak porównujesz robienie "terapię" własną z taką prowadzoną?

2. Czy możesz podać przykłady sytuacji lub obszarów z życia z którymi miałeś trudności (i jak duże) i porównać to z tym jak sobie radzisz teraz?

3. Czy podczas zmuszania się do robienia ćwiczeń nie miałeś czasami ochoty zaprzestać terapii i usiąść na laurach - tzn. nie podejmować trudu, bo "nie jest tak źle"? Nie prokrastynowałeś?

4. Jak przełamałeś się do pójścia na terapię?

5. Czy masz jakieś cechy osobowości unikającej, tzn. mam na myśli głęboko zakorzenione nawyki unikania trudności, które nawet nie dochodzą do świadomości, oszukiwanie samego siebie, wymówki, które Ci przeszkadzały w terapii poznawczo-behawioralnej? (szczególnie w części behawioralnej)
Odpisz
#7
@anonimowy_kuba

1. Tak, próbowałem w liceum leczyć się samemu, ale zawsze traciłem motywację i wracałem do poprzedniego stanu. Myślę, że dobrze jest na początku pójść na terapię, która lepiej nas motywuje do działania, a dopiero jak zrobimy już jakiś postęp zdecydować, czy chcemy kontynuować samodzielnie.

2. Z codziennymi czynnościami takimi jak wyjście do sklepu, jazda autobusem czy załatwienie czegoś w urzędzie nie mam już żadnych problemów. Natomiast dalej muszę pracować nad umiejętnością nawiązywania głębszych znajomości z ludźmi i utrzymywania tych znajomości przez dłuższy czas. Ale trudno od kogoś po fobii oczekiwać natychmiastowej poprawy życia towarzyskiego.

3. Problem z prokrastynacją miałem przez cały czas trwania terapii i mam go też teraz. Myślę, że czynnikiem motywującym było po prostu to, że płaciłem za sesje grubą kasę, więc postępowałem według logiki "skoro płacę, to lepiej się postarać, żeby nie poszło na marne." xd

4. Co dziwne, nie miałem żadnych oporów przed pójściem na terapię. Myślę, że wynikało to z mojej desperacji, bo dopiero zaczynałem pierwszy rok studiów i nie chciałem zawalić przez fobię mojego wymarzonego kierunku.

5. Myślę, że nie unikam więcej niż przeciętny fobik. Szczerze powiedziawszy nie wiem zbyt dużo o osobowości unikającej, ale sam fakt, że nie unikałem nawet najbardziej ekstremalnych dla mnie prac domowych (jak np. zagadywanie do randomowych studentów) świadczy, że osobowość unikająca mnie raczej nie dotyczy.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Cylphi:
  • anonimowy_kuba
Odpisz
#8
Jak u Ciebie prezentował się element ekspozycyjny terapii? Napisz więcej o tych zadaniach domowych. Odnoszę wrażenie, że choć to właśnie ekspozycja jest w terapii FS może nawet najwazniejsza to często traktuje się ją po macoszemu. Z góry dzięki.
click!

The world is cruel but you are stronger than you think you are. 
Odpisz
#9
@Cylphi, dziękuję za relację i gratuluję.
W jakiej formie instytucjonalnej była ta terapia? Jakiś oddział dzienny, indywidualna, grupowa?

(09 Wrz 2018, Nie 23:43)anonimowy_kuba napisał(a): 5. Czy masz jakieś cechy osobowości unikającej, tzn. mam na myśli głęboko zakorzenione nawyki unikania trudności, które nawet nie dochodzą do świadomości, oszukiwanie samego siebie, wymówki, które Ci przeszkadzały w terapii poznawczo-behawioralnej? (szczególnie w części behawioralnej)

Właśnie, miło byłoby kiedyś usłyszeć relację udanej terapii kogoś z głęboko zaburzoną osobowością, której tylko powierzchniowym objawem jest lęk społeczny.
Odpisz
#10
(10 Wrz 2018, Pon 9:08)Divine napisał(a): Jak u Ciebie prezentował się element ekspozycyjny terapii?

Ekspozycja w przypadku mojej terapii polegała na tym, że w ramach pracy domowej miałem robić rzeczy, o których mówiłem mojej terapeutce, że sprawiają mi szczególną trudność. Przykładowo, jeśli w dzienniku terapii zapisałem sobie, że ostatnio miałem problem z zadzwonieniem do lekarza, to pracą domową było wykonanie telefonu (np. do przyjaciela, co jest łatwiejsze i przygotuje mnie do tego, co było dla mnie jeszcze zbyt trudne), albo jeśli uciekłem ze spotkania rodzinnego i schowałem się w moim pokoju, to przy następnej takiej okazji miałem zostać z rodziną (ale np. w ramach ułatwienia mogłem tylko z nimi siedzieć i nie musiałem aktywnie uczestniczyć w rozmowie). Ogółem jestem całkiem zadowolony z elementu behawioralnego, bo moja terapeutka zawsze dopasowywała poziom zadań do moich postępów (np. kiedy stwierdziłem, że zwykłe pójście do sklepu jest już dla mnie zbyt banalne, to wymyśliła to zadanie z zagadywaniem do nieznanych studentów, o którym wcześniej wspominałem) i wprowadziła te zadania stosunkowo wcześnie, dzięki czemu udało mi się wykonać sporo takich praktycznych prac domowych.

(10 Wrz 2018, Pon 9:28)Żółwik napisał(a): @Cylphi, dziękuję za relację i gratuluję.
W jakiej formie instytucjonalnej była ta terapia? Jakiś oddział dzienny, indywidualna, grupowa?

Terapia była indywidualna, moja terapeutka przyjmuje prywatnie w ośrodku zdrowia niedaleko mnie. Myślę zresztą, że mogę udostępnić jej stronę internetową, jeśli ktoś chciałby więcej informacji, mogę z pełnym przekonaniem ją polecić: psycholognatropie.pl
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis Cylphi:
  • anonimowy_kuba, yoga.cat, Divine
Odpisz
#11
Super! Cieszę się razem z Tobą! To takie pocieszające.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Odpisz
#12
@Cylphi

1. Jakie techniki lub ćwiczenia poznawcze szczególnie ułatwiły Ci (lub w ogóle umożliwiły) wykonywanie zadań behawioralnych i pozwoliły Ci na przyspieszenie postępu?

2. Czy otwarcie mówisz o swojej fobii, lękach najbliższym Ci ludziom, czy raczej starasz się to mocno ukrywać i masz lęk przed tym, że ktoś się dowie o Twoich problemach z fobią?
Odpisz
#13
@anonimowy_kuba

1. Przede wszystkim była to akceptacja fobii: lęk to tylko uczucie, nie jest w stanie mnie skrzywdzić i nie musi na mnie wpływać, jeśli na to nie pozwolę. Powtarzanie tej myśli naprawdę dużo mi ułatwiło i pozwoliło zdystansować się do strachu, który odczuwałem w trudnych sytuacjach. Oprócz tego ważne było dla mnie ograniczenie porównywania się do innych osób, bo moją fobię napędzała niska samoocena (i vice versa) - dalej mam z tym problem, ale im mniej skupiam się na porównaniach do innych, tym łatwiej jest mi obcować z ludźmi. Pomagały mi też techniki relaksacyjne takie jak wolne oddychanie i wykonywanie skomplikowanych operacji matematycznych w głowie (to drugie szczególnie przydatne do radzenia sobie z atakami paniki, odwraca uwagę od natłoku złych myśli i uczuć).

Jedną szczególnie przydatną techniką, którą opiszę bardziej szczegółowo, było odpowiednie przygotowanie się do ćwiczeń (czy też eksperymentów) behawioralnych. Generalnie przedstawia się to tak:
1. Wybieram sobie wyzwanie, z którym chcę się zmierzyć (np. zagadać do nieznanej osoby przed zajęciami)
2. Tworzę tabelkę, w której kolejno wypisuję: weryfikowaną myśl (np. "nie uda mi się podtrzymać rozmowy"); plan działania (podejść, zagadać o coś konkretnego itd.); przewidywany wynik eksperymentu; potencjalne problemy, które mogę napotkać oraz strategie ich rozwiązywania (np. zacznę odczuwać panikę -> zastosuję którąś metodę relaksacyjną)
3. Po eksperymencie zapisuję jego rzeczywisty wynik oraz w jakim stopniu potwierdziła się weryfikowana myśl.
4. Na koniec zapisuję wnioski dotyczące mojego sposobu myślenia oraz jak można go poprawić.

Myślę, że ta metoda jest naprawdę świetna, bo sprawia, że do sytuacji społecznych podchodzimy jak naukowiec prowadzący badania, przestajemy postrzegać je tak emocjonalnie i przestaje nam też zależeć na tym, żeby wszystko poszło perfekcyjnie - zamiast tego po prostu sprawdzamy, w jakim stopniu nasze założenia są prawdziwe.


2. Moi przyjaciele wiedzą o tym, że mam fobię i rozumieją to. Akurat tak się składa, że większość z nich też przeżywa tego typu trudności (depresja itp.), więc nigdy nie mieliśmy problemu, żeby na takie tematy rozmawiać. Rodzina to niestety trochę inna para kaloszy - próby mówienia o fobii lub terapii skończyły się kompletnym zignorowaniem ze strony moich rodziców, a wręcz zostałem nazwany słabym, bo najwyraźniej nie radzę sobie w życiu tak, jakby sobie tego oni życzyli. Tak więc aktualnie rozważam zerwanie kontaktu z rodziną, chociaż moja decyzja zależy też od tego, jak zareagują na wieść o mojej orientacji, kiedy zdecyduję się nią z nimi podzielić. Ale to tak na marginesie.
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Cylphi:
  • anonimowy_kuba, yoga.cat
Odpisz
#14
Gratuluję,fajnie jest czytać taki pozytywny temat :)
Chciałabym spytać o coś - czy czujesz,że rzeczywiście,to co odczuwasz w czasie takich sytuacji,które przedtem wydawały się niemożliwe zaczęło się zmieniać po "eksperymentach"?
W sensie, że nie tylko jesteś w stanie coś zrobić, zmusić się do tego, ale też, że już inaczej się czujesz w trakcie sytuacji, albo kiedy myślisz o tym, że masz ją przed sobą? To mnie zawsze zastanawia, czy przeżycia wewnętrzne ulegają przemianie przy prawidłowo prowadzonej ekspozycji. :)
Czy poznałeś jakąś szczególną technikę pracy z samooceną, która wydaje Ci się mieć przyszłość u Ciebie? Napisałeś by nie skupiać się na porównywaniu się,ale jak? :D
Będę wdzięczna za ewentualną odpowiedź  :)
Odpisz
#15
(10 Wrz 2018, Pon 23:14)yoga.cat napisał(a): czy czujesz,że rzeczywiście,to co odczuwasz w czasie takich sytuacji,które przedtem wydawały się niemożliwe zaczęło się zmieniać po "eksperymentach"?
(10 Wrz 2018, Pon 23:14)yoga.cat napisał(a): To mnie zawsze zastanawia, czy przeżycia wewnętrzne ulegają przemianie przy prawidłowo prowadzonej ekspozycji.    :Uśmiecha się:

Zdecydowanie dzięki terapii zmieniło się nie tylko to, jak przeżywam takie trudne sytuacje, ale też po prostu moje ogólne postrzeganie świata, ludzi i wszystkiego co mi się przytrafia. Może zabrzmi to trochę banalnie albo naiwnie, ale jestem w stanie stwierdzić z pełnym przekonaniem, że po całym procesie terapeutycznym stałem się po prostu szczęśliwszym i bardziej wyluzowanym człowiekiem. Więc tak, moje przeżycia wewnętrzne zmieniły się na dużo lepsze (chociaż do mojego wymarzonego ideału jeszcze długa droga) i na pewno przyczyniły się do tego te eksperymenty, ale myślę, że każdy element terapii miał na to jakiś wpływ.

(10 Wrz 2018, Pon 23:14)yoga.cat napisał(a): Czy poznałeś jakąś szczególną technikę pracy z samooceną, która wydaje Ci się mieć przyszłość u Ciebie? Napisałeś by nie skupiać się na porównywaniu się,ale jak?

Jedną techniką było wypisanie na kartce wszystkich cech, które mi się w sobie podobają i czytanie ich na głos przy jednoczesnym patrzeniu w lustro, co na początku było dla mnie tragicznie trudne, bo tak bardzo nienawidziłem swojego wyglądu. Natomiast szczególnie przydatne w budowaniu samooceny są dla mnie dwie rzeczy: po pierwsze, docenianie każdego sukcesu, nawet tego najdrobniejszego, a po drugie właśnie zaprzestanie porównywania się do innych. Moja metoda na to jest tak banalnie prosta, że aż śmieszna: za każdym razem, kiedy zauważyłem, że zaczynam się z kimś porównywać, mówiłem sobie w myślach STOP, następnie powtarzałem sobie moją absolutnie ulubioną myśl dotyczącą tego problemu: "Porównywanie się do innych ludzi nie przynosi mi ŻADNYCH korzyści i nie ma żadnego sensu, jeśli nie przestanę tego robić, to nigdy nie będę pewny siebie", a na koniec odwracałem swoją uwagę od tych natarczywych porównań, zajmując się czymś, co miałem pod ręką (np. w metrze wyjmowałem telefon i przeglądałem internet). Ciągłe powtarzanie tej metody, kolokwialnie mówiąc, "wytrenowało" mój mózg, że porównywanie się jest złe, a skupienie się na czymś produktywnym - dobre.
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Cylphi:
  • anonimowy_kuba, yoga.cat
Odpisz
#16
Dziękuję Ci bardzo!   :Uśmiecha się:
Obiecująco brzmi to, że zmieniło się Twoje postrzeganie pewnych sytuacji i ludzi. A technikę, którą opisałeś (szczególnie stopu) bardzo chętnie wypróbuję, bo samoocena jest też czymś,z czym się zmagam.
Odpisz
#17
Jakie to były te najdrobniejsze sukcesy?
Jakie inne przykłady ekspozycji poza nieznajomym możesz podać? (nie związane z rodziną ani znajomymi)?
Skąd motywacja do rozpisywania tych rozwlekłych tabelek i jak radzić sobie z unikaniem tego?
Czy podczas terapii miałeś jakiś bliski kontakt z ludźmi jakichś znajomych? Jak dobrych?
Jeśli życie staje w gardle z każdym łykiem, a gdy trzeba to brakuje właśnie fartu,
Kiedy świt cię zrywa z łóżka bladym krzykiem - weź cokolwiek, weź cokolwiek...
Cokolwiek szkodliwego i się zatruj!
Odpisz
#18
@Zas

Dla mnie najdrobniejsze sukcesy to na przykład to, że wyjdę do sklepu w dniu, kiedy czuję szczególne nasilenie lęku). Albo kiedy przejadę pół Warszawy, żeby się z kimś spotkać, mimo że mam już dosyć ludzi i chcę tylko posiedzieć w mieszkaniu. Każdy wykonany telefon to też dla mnie sukces, bo to jest jedna z tych rzeczy, które ciągle są problematyczne. Ale definicja "drobnego sukcesu" jest bardzo indywidualna, bo dla niektórych to, co wymieniłem, byłoby ogromnym sukcesem.

Z prac domowych, które pamiętam: założenie konta na portalu randkowym celem walki z niską samooceną, celowe przebywanie w miejscach z dużą ilością ludzi (redukcja strachu przed tłumami, który mam), wyjście na miasto razem z terapeutką w czasie sesji i zadawanie pytań randomowym przechodniom, w ciągu terapii zacząłem też nosić aparat ortodontyczny, więc każda wizyta u ortodontki była okazją do ekspozycji i zapisywania spostrzeżeń. A oprócz tego mnóstwo zadań w stylu: pójść do fryzjera, do sklepu, zagadać do kogoś z mojej grupy na WF, przyjąć zaproszenie na imprezę. Zaznaczę też, że dużo ekspozycji organizowałem sobie sam, bo gdybym robił wyłącznie prace domowe, to pewnie byłoby to za mało.

Motywację miałem do rozpisywania tabelek dla rzeczy, które były szczególnie trudne - mam ich chyba pięć w dzienniku terapii. Natomiast dla reszty robiłem uproszczoną wersję: 1. czego się obawiam 2. jak się czułem w trakcie i jakie miałem myśli 3. racjonalizacja tych myśli 4. czy moje obawy się sprawdziły.

W czasie terapii utrzymywałem kontakt z przyjaciółmi z liceum, natomiast tak jak wcześniej wspomniałem, moje życie towarzyskie leży i kwiczy, i raczej nie udało mi się zdobyć nowych przyjaźni, może dwójkę czy trójkę znajomych, z którymi mogę sobie pogadać w trakcie zajęć lub jeśli się przypadkowo spotkamy, ale raczej nie mamy bliższego kontaktu. Dlatego jednym z moich celów na nowy rok akademicki jest nauka przełamywania się, żeby rozpoczynać rozmowy z nieznajomymi, a co ważniejsze, utrzymywać te znajomości i dbać o nie.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Cylphi:
  • yoga.cat
Odpisz
#19
Co to było co organizowałeś sobie sam?

Ja niestety nie mam już takich problemów z wychodzeniem do sklepu... Z tłumami, z chodzeniem po ulicy, z autobusami też nie... Może z dzwonieniem...

Te sukcesy niby rozumiem, czasem sam się z takich cieszyłem ale na dłuższą metę to chujowe...

Też chciałabym poznać kogoś z głęboko zaburzoną osobowością albo unikaniem komu się udało...

I jeszcze jedno czy każda nawet taka początkowa i łatwa ekspozycja podnosiła ci poczucie wartości? Na jak długo i jak intensywnie?
Jeśli życie staje w gardle z każdym łykiem, a gdy trzeba to brakuje właśnie fartu,
Kiedy świt cię zrywa z łóżka bladym krzykiem - weź cokolwiek, weź cokolwiek...
Cokolwiek szkodliwego i się zatruj!
Odpisz
#20
(11 Wrz 2018, Wto 12:12)Zas napisał(a): Co to było co organizowałeś sobie sam?

To samo, co wymieniłem w pracach domowych, tylko w większej ilości.

(11 Wrz 2018, Wto 12:12)Zas napisał(a): Te sukcesy niby rozumiem, czasem sam się z takich cieszyłem ale na dłuższą metę to chujowe...

Ja tam myślę, że cieszenie się z sukcesów jest zawsze fajne. W końcu to... cieszenie się.    :Uśmiecha się:

(11 Wrz 2018, Wto 12:12)Zas napisał(a): I jeszcze jedno czy każda nawet taka początkowa i łatwa ekspozycja podnosiła ci poczucie wartości? Na jak długo i jak intensywnie?

Każda udana ekspozycja (i każda udana sesja terapeutyczna) natychmiast dawała mi +100 do samopoczucia. To uczucie euforii szybko malało, ale powtarzając je praktycznie każdego tygodnia w końcu sprawiłem, że mój "domyślny" poziom własnej wartości poprawił się na stałe. Nie jest tak, że jest już idealnie - na przykład przed chwilą wracałem od dentystki i widząc faceta, którego uznałem za przystojnego, od razu zacząłem sobie wmawiać, że jestem gorszy. Ale udało mi się odpędzić te myśli, a jeszcze w lutym czy marcu wróciłbym do domu, popłakał się i wpisywał w google jak łatwo popełnić samobójstwo. Więc tak, ekspozycja połączona z technikami poznawczymi podnosi naszą wartość, ale trzeba sobie dać bardzo dużo czasu i akceptować, że nawet na zaawansowanym etapie będą gorsze dni.
Odpisz
#21
Przerysowałeś mocno ten przykład z facetem i co byś robił kiedyś, prawda?

Aa.. I każda ekspozycja kończy się sukcesem? Zawsze jesteś zadowolony?
Jeśli życie staje w gardle z każdym łykiem, a gdy trzeba to brakuje właśnie fartu,
Kiedy świt cię zrywa z łóżka bladym krzykiem - weź cokolwiek, weź cokolwiek...
Cokolwiek szkodliwego i się zatruj!
Odpisz
#22
Przykładu z facetem niestety nie przerysowałem.

I większość ekspozycji kończyła się sukcesem, nawet jeśli nie całkowitym. A nawet jeśli coś poszło nie tak, to tylko mnie motywowało żeby spróbować jeszcze raz, do skutku. Wrodzona zawziętość.
Odpisz
#23
Jestem pewien, że ten przykład z przystojnym facetem nie jest żadnym wyolbrzymieniem. Nie potrafię policzyć jak często miałem tak samo, zresztą nadal miewam.
click!

The world is cruel but you are stronger than you think you are. 
Odpisz
#24
A no, też myślę, że nie jest to wyolbrzymione. Coś podobnego znam z autopsji... Meh, dysmo...     :Obraził się:
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Ketina:
  • Cylphi, Divine
Odpisz
#25
Wrodzona zawziętość? Ech... no to tylko pozazdrościć...
A o przykład z facetem pytam, bo jednak u mnie rzadko pojedyncze sytuacje powodowały aż takiego doła i tak histeryczne reakcje...
Jeśli życie staje w gardle z każdym łykiem, a gdy trzeba to brakuje właśnie fartu,
Kiedy świt cię zrywa z łóżka bladym krzykiem - weź cokolwiek, weź cokolwiek...
Cokolwiek szkodliwego i się zatruj!
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Wink To już ponad trzy miesiące bez fobii społecznej! :) slonecznik77 0 501 25 Lut 2018, Nie 22:11
Ostatni post: slonecznik77
  Nasze Doświadczenia Wychodzenia Z Fobii Społecznej :) Krystian24 1 866 03 Gru 2016, Sob 3:44
Ostatni post: vesanya
  Banalny sposób, czyli jak wyszedłem z fobii. :) Marwinek 33 21 669 10 Kwi 2016, Nie 13:11
Ostatni post: purplegirl
  Początek mojej fobii społecznej i jej przyczyny mr_green 15 2 460 22 Wrz 2015, Wto 22:31
Ostatni post: KarolinaOpo
  abc dla ex fobii Life 40 4 177 13 Sty 2015, Wto 6:26
Ostatni post: Forbiden
  Jak pozbyłam się fobii nickt 9 7 403 30 Wrz 2013, Pon 18:44
Ostatni post: nickt
  koniec fobii! Jona23 63 45 526 09 Lip 2013, Wto 20:59
Ostatni post: Marianne
  każdy może wyleczyć się z fobii społecznej tak jak ja dominik09041982 1 7 928 23 Sty 2013, Śro 15:50
Ostatni post: mehow
  Fobii można się pozbyć acha 3 7 761 17 Sty 2013, Czw 13:27
Ostatni post: Zetor
  Krok milowy do przodu. Wybawienie? Koniec fobii? ;) Gelo 1 1 377 06 Lis 2012, Wto 21:07
Ostatni post: polygonW


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.