Relacje  - Chora sytuacja
#1
Nie mam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, więc pisze tutaj. Mam bardzo zaawansowaną fobie społęczną/nerwicę lękową/ jakkolwiek to nazwać (miałam różne diagnozy, ostatnia to lękowe zaburzenia osobowości), mój (chyba już były) partner jest DDA i po części rozumiem jego zachowanie, ale on nie chce się leczyć ani zmienić. Nigdy w życiu nie miałam ani jednej osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać, na którą mogłabym liczyć,która by mnie wspierała itd - on czasem mi to dawał, ale zawsze wszystko było skupione na nim - musiałam uważać co mówię, co robie, chodzić na palcach, ukrywać swoje negatywne emocje itd, żeby przypadkiem go nie zdenerwować, a denerwował się o byle co. Spełnialam każdą jego zachciankę, sprzątałam, gotowałam, spłacałam jego kredyty, wydałam na niego całe swoje pieniądze, robiłam co mogłam, aby go uszczęśliwić w zamian chciałam tylko trochę wsparcia i akceptacji, a od jakiegoś czasu on nie chciał mnie nawet przytulać (rozmawiać o moich problemach, ogólnie o mnie już dawno nie probowałam, bo zawsze kończyło się to jego wkurwem, że gadam głupoty i żebym mu nie zawracała głowy).
Przedwczoraj pokłóciliśmy się i powiedział, że mam się wyprowadzać. Wynajmowanie pokoju u obcych ludzi byłoby dla mnie koszmarem generującym kolejne stresy i nasilenie tej całej hujni w mojej głowie (zwłaszcza, że jestem w mieście, w którym nikogo nie znam) - kolejne nieprzespane tygodnie a co za tym idzie problemy w pracy lub nawet utrata jej, tak samo jak powrót do rodziców (wyprowadziłam się, bo głównie przez atmosferę w domu jestem "chora"). Próbowałam z nim rozmawiać, przeprosić go, ale on nie chce rozmawiać. Część mnie mówi mi, że lepiej mi będzie gdy się wyprowadzę, ale wiem, że on jest jedynym człowiekiem, który mnie znosił i gdy go stracę to będę sama do końca życia (bo nie dość, że mam problemy psychiczne to jeszcze jestem paskudna fizycznie co odstrasza nawet potencjalne koleżanki, już nie mówiąc o mężczyznach), ale też chyba go kocham, nie potrafię być zła na niego i chciałabym żeby wszystko było jak dawniej (chociaż wiem, ze to książkowy przykład związku ludzi z dysfunkcyjnych rodzin). Inna część mnie mówi, że najwyższa pora zakończyć to wszystko, ale jednocześnie instynkt przetrwania czy może resztki "zdrowej mnie" chciałyby żyć i dązyć do jako-takiego szczęścia.
Nie wiem co mam robić, musiałam to z siebie wyrzucić, w sumie mam nadzieje, że nikt tego nie przeczyta.
Odpisz
#2
Miej odrobinę godności i nasraj na tego frajera. Od takich toksycznych popaprańców trzeba sie odcinać.
Odpisz
#3
Zgadzam sie, ze chora sytuacja, a skoro sama napisalas ten temat to wiesz co masz zrobic..

Trzymaj sie
Odpisz
#4
Część która mówi że należy to zakończyć ma rację
Odpisz
#5
@Toszka odpowiedz sobie na pytanie, co daje Ci ten mężczyzna w zamian? Bo z Twojej relacji wynika, że brak tu miłości, akceptacji, zrozumienia, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, a nawet zwykłego zainteresowania. Toksyczna relacja nie da Ci szczęścia, a będzie tylko powielaniem starych schematów, z których ciężko się wyrwać, bo przecież nie znasz niczego innego.
Ciężko stworzyć zdrową relację, gdy samemu się pochodzi z dysfunkcyjnej.
Próbowałaś terapii? Myślę, że w Twoim przypadku byłaby bardzo pomocna.
Odpisz
#6
Paskudna sytuacja. Ale los daje Ci szansę na lepsze życie, to polecenie byś się wyprowadziła teraz wydaje się straszne, ale z czasem podziękujesz.
Swoją drogą, jesteś ofiarą patologicznej popularnej w Polsce mentalności "ładna kobieta zasługuje na lepsze traktowanie niż brzydsza" i mimo to jesteś przeciwna feminizmowi, cóż za paradoks.
Odpisz
#7
(20 Maj 2019, Pon 12:05)Toszka napisał(a): ale zawsze wszystko było skupione na nim - musiałam uważać co mówię, co robie, chodzić na palcach, ukrywać swoje negatywne emocje itd, żeby przypadkiem go nie zdenerwować, a denerwował się o byle co. Spełnialam każdą jego zachciankę, sprzątałam, gotowałam, spłacałam jego kredyty, wydałam na niego całe swoje pieniądze, robiłam co mogłam, aby go uszczęśliwić w zamian chciałam tylko trochę wsparcia i akceptacji, a od jakiegoś czasu on nie chciał mnie nawet przytulać (rozmawiać o moich problemach, ogólnie o mnie już dawno nie probowałam, bo zawsze kończyło się to jego wkurwem, że gadam głupoty i żebym mu nie zawracała głowy).
Fatalny układ tylko zapetlajacy zły schemat w życiu, na zasadzie - lepsze znane zło, niż potencjalnie lepsza sytuacja, ale nowa... Wiem, że łatwo mi mówić, ale tylko ktoś patrzący na to neutralnie może Ci to podkreślić, jako rzecz wartą poważnego przemyślenia.
Odpisz
#8
Wiem, że obiektywnie rzecz biorąc lepiej by było, gdybym się wyprowadziła i prędzej czy później to nastąpi tylko nie wiem czy zostać tu gdzie jestem czy wracać do rodziców. Mieszkanie z obcymi ludźmi byłoby dla mnie bardzo ciężkie ze względu na mój chory łeb, sama przeprowadzka w nowe miejsce była dla mnie na tyle stresująca, że nie spałam 5 dni z rzędu, póżniej jakiś tydzień po 3 godziny w ciągu nocy i stopniowo coraz więcej (leki na mnie nie działają). Brak snu to z kolei mniejsza efektywność, koncentracja itd ogólnie gorsza jakość pracy - dużo, dużo gorsza - już nie mówiąc o samopoczuciu, braku siły, nastroju, drażliwości itd - było mi bardzo ciężko zacząć pracę i prawie mnie przez to zwolnili zanim doszłam do siebie (zaczynałam nową pracę z tymi wszystkimi efektami braku snu + standardowymi objawami fobii, depresji itd, przełożonej powiedziałam tylko o bezsenności i tylko dzięki jej wyrozumiałości nie wyleciałam). Z kolei powrót do rodziców wtrąci mnie z powrotem w hujnie, z której myślałam, że uda mi się wyrwać.
Nie zawsze było tak negatywnie jak to nakreśliłam wyżej, tylko od jakiegoś czasu zaczął ignorować mnie i moje potrzeby - wcześniej też musiałam we wszystkim brać pod uwagę jego "zaburzenia", ale on też zachowywał się inaczej, dbał o mnie, poprawiał mi humor, pomógł mi przetrwać jeden z najgorszych okresów w moim życiu (jeszcze zanim się wyprowadziliśmy) itd i wiem, że nigdy już nie będę mieć kogoś takiego i że to moja wina, bo nikt nie wytrzyma z kimś takim jak ja.
Próbowałam terapii wielokrotnie, bez większych skutków, ostatnia terapeutka, u której byłam powiedziała, że to siedzi zbyt głeboko, aby dało się to trwale zmienić, że musiałabym chodzić co najmniej kilka lat albo całe życie i sama przyznała, że zmiana otoczenia może dać więcej niż taka terapia, ale póki co nie daje.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Relacje  Patowa sytuacja w pracy lvs 93 4 066 14 Gru 2018, Pią 21:01
Ostatni post: lvs


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.