- RELACJE Z OTOCZENIEM a lęki
#1
Chciałam poruszyć problem Waszych relacji z otoczeniem w kontekście nerwicy (lęków, fobii) - jak poruszacie się na gruncie towrzyskim? rodzinnym? zawodowym?
Czy zdobywacie nowe kontakty, poznajecie ludzi, czy macie znajomych bądź przyjaciół?


Ja o sobie mogę napisać niewiele - nie wychodzę z inicjatywą zawarcia znajomości bądź też rozmowy w stopsunku do obcych mi osób, ale też zwykłych znajomych czy kolegów.    :Smuci się:
Kiedyś było inaczej, telefony się urywały, znajomi przychodzili, organizowaliśmy wspolne imprezy, wypady... gdziekolwiek...    :Śmieje się:
Obecnie mam bardzo maleńkie grono bliskich osób, które staraja się mnie wspierać ,ale do konca niestety mnie nie rozumieją ....
:? w dyskusjach ze znajomymi badz obcymi raczej milczę, nie wychylam sie, a juz napewno nie dominuję    :Smuci się:    :Smuci się:
wszytko sie zmienilo diametralnie odkąd dopadła mnie nerwica
nie mam potrzeby zawirania przyjazni, znajomosci, nudza mnie towarzyskie pogawędki, wole pisac na GG niz spotykac sie w realu
bo na gg zawsze mam cos do powiedzenia czego nie zrobie w zyciu w 4 oczy, dopadla mnie taka jakas dzikosc przed swiatem :shock: :shock:
lubie imprezy ale boje sie ludzi wiec ich unikam - nawet alkohol nie pomaga się odwazyc, a jesli to na b krotko    :Zażenowany::
cięzko mi samej wyjsc do sklepu a co mowic ze wybrac sie na zakupy z kolezanką   :Śmieje się nerwowo:   :Śmieje się nerwowo:
wogole mam kiepskie relacje z kobietami, nie mam przyjaciolki, kolezanki, raczej znajome, wszytko to luzne znajomosci, niezobowiązujące
boje sie zblizyc do kogokolwiek, wogole boje sie atrakcyjnych i pewnych siebie osob to jakis obłed    :Płacze:    :Płacze: - jak to jest u was?
czy tylko ja jestem taka pojeb*** ze tak powiem    :Płacze:    :Płacze:
jak to zmienic? jak byc szczesliwym i otoczonym ludzmi? jak sie ich nie bac i nie porownywac sie do nich?

ktos potrafi pomoc?  :Stare - Przewraca oczami 2:
Odpisz
#2
   :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#3
U mnie jest podobnie. Staję się bardzo nerwowy przy ludziach, nie mogę normalnie myśleć i się zachowywać. Staram się tak zachowywać żeby nie być krytykowanym dlatego ciągle się pilnuję. Nowych przyjaźni nie zawieram, ciężko mi ze starymi. Jak dojdę do momentu kiedy ludzie przestaną mnie męczyć to może wtedy coś..
Odpisz
#4
Dla mnie najgorsze jest przełamanie się by zrobic coś a potem jest juz lepiej.
Odpisz
#5
Sugar Sweet napisał(a):Dla mnie najgorsze jest przełamanie się by zrobic coś a potem jest juz lepiej.

Sugar
masz racje
u mnie wystepuje dziwne zjawisko w momencie kiedy ktos jest ze mna i mnie jakby inspiruje podnosi na duchu pomaga to powoli zaczynam cokowiek robic, miec dobre chęci, starac sie, zaczynam wtedy inaczej myslec

o co w tym chodzi :?: :shock:
Odpisz
#6
Jedyne relacje jakie łączą mnie z ludźmi to albo więzy rodzinne albo relacje koleżeńskie.
Jestem teraz ba studiach i z ludźmi stamtąd kontaktuję się właściwie tylko przez facebooka aby dowiedzieć się np o czymś w związku z zajęciami.
Jeśli o czymś z nimi rozmawiam na studiach to przeważnie oni nawijają a ja słucham i tyle. Zdarza mi się że gdy ja się odezwę to jak na mnie ktoś wtedy patrzy to w ustach robi mi się aż sucho i chcę jak najszybciej skończyć. Często zdarza się że siedzę sama, zwłaszcza jak są przerwy. No niby mam jedną koleżankę ale trzymam się jej kurczowo jak ostatniej deski ratunku byle nie być samą. Boję się obgadywania gdy zostanę kompletnie sama.
Dawne znajomości poszły w niepamięć. Całkowicie je zerwałam, a jak kogoś spotkam to udaję że nie widzę bądź świecę przed tą osobą oczami i czekam aż sobie pójdzie w końcu.
Często boję się gdzieś wyjść w obawie że kogoś takiego spotkam i będzie się dopytywał o moje życie, a pochwalić się nie mam czym.
Ostatnie 4 lata to kompletna pustynia, samotność.
Mam 24 lata, w tym roku będzie 25 i dotąd nie pracowałam!!!
Siedziałam w domu i nic, od roku chodzę na studia ale jak pomyślę o tegorocznych praktykach to robi mi się słabo. Nie dam rady, wiem to.
Mieszkam na wsi i czuję, że wszyscy stąd mnie obgadują i śmieją się ze mnie. Nikt ze mną nie rozmawia, dawne koleżanki mają problem z powiedzeniem zwykłego cześć. Czuję się jakby uważały mnie za gorszą. Moje relacje z otoczeniem są znikome    :Smuci się:
Odpisz
#7
Wszystko jeszcze może się zmienić. Ja też mam 25 lat i jeszcze jakiś czas temu planowałam serio umrzeć. Byłam w takim stanie, że myślałam, że fajnie by było gdyby trzasnął mnie samochód. Jadąc na rowerze zamykałam oczy kiedy mijał mnie jakiś rozpędzony wóz. Skoro mnie się udało z tego wygrzebać, to i Tobie uda się uda. Nie myśl o tym jak o przykrym obowiązku, tylko o czymś z czego możesz być dumna, bo tak naprawdę jest. Powodzenia.
Odpisz
#8
Przyznam, że i ja czasami myślę, że lepiej byłoby umrzeć, ale to tylko myślenie, a nie zamiar, no i głównie pojawia się, gdy mam jeszcze większego doła niż zwykle.
Nigdy się na to nie odważę, choć nigdy nie mów nigdy...
Odpisz
#9
W moim życiu odkąd przerwałam studia zapanowała zupełna pustka. Na wakacjach wyszłam z domu na dobrą sprawę raz (poza tym wizyty w sklepach, u mojego psychologa i psychiatry, ale to się nie liczy) by odwiedzić jedną koleżankę, druga koleżanka odwiedziła mnie dwa razy. Samej jakoś ciężko mi się zmotywować by do kogoś pójść, choć z drugiej strony bym chciała co się wyklucza, mam jakieś wewnętrzne blokady, odkładam odwiedziny na jutro, które nigdy nie nadchodzi. Jak już spotykam się z większą liczbą osób pojawia się napięcie i niepewność... Teraz od października zamierzam wrócić na studia i liczę na to, że moje życie jakimś cudem się zmieni, bo szczerze mówiąc siedzenie w domu jest męczące, mimo wszystko człowiek musi od czasu do czasu pójść na jakąś imprezę, brakuje mi tego i tego, że nigdy nie mam z kim wyjść na koncert.. chociaż może gdybym naprawdę tego chciała zawsze ktoś by się znalazł...
Odpisz
#10
@Marzena77
25 lat... moim zdaniem masz jeszcze szanse się z tego wygrzebać. Na Twoim miejscu próbowałbym wszystkiego. Terapia, leki, zanim będzie za późno.
Wiem co mówię, żyję z sf już tyle ile Ty masz lat, dowiedziałem się co mi jest dopiero kilka lat temu. Nie wiem jak tyle wytrzymałem, naprawdę się sobie dziwię. Leki trochę pomogły, ale nie wiem czy to efekt ich działania farmakologicznego czy tylko sam siebie przekonałem, że jest ze mną lepiej. W sumie bez różnicy, jest lepiej, ale niewiele lepiej.
Ja już nadziei nie mam (a ciężka cholera była do zabicia    :Uśmiecha się puszczając oko: ) na normalne życie, po tylu latach nie da się już naprawić szkód poczynionych przez chorobę. Mam lepsze i gorsze dni, ale samotność to coś strasznego.
Jeśli mogę Ci coś poradzić to walcz z całych sił, wierz mi, nie chcesz skończyć tak jak ja.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Czy leki pomogły wam wyzbyć sie się lęków i depresji? Dhema01 9 287 25 Paź 2018, Czw 10:25
Ostatni post: Phobos
  Relacje w pracy WeLoveThisGame 3 330 11 Sie 2018, Sob 13:02
Ostatni post: JayDzej
  Zbiór najprzydatniejszych tematów - Relacje międzyludzkie BlankAvatar 0 1 008 02 Mar 2017, Czw 15:11
Ostatni post: BlankAvatar
  wasze relacje z ludzmi.. bez przyszlosci 10 1 477 20 Lis 2008, Czw 3:03
Ostatni post: gośćx
  Ja, ludzie i wzajemne relacje, czyli Strefa 11. Emperor 18 4 069 13 Maj 2008, Wto 18:31
Ostatni post: ranveig


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.