- Robienie rzeczy samemu
#1
Jakiś czas temu uznałem, że okazji do wyjścia gdzieś w jakimś towarzystwie mam mało i trudno mi (albo już po prostu nie mam ochoty dopasowywać się w napięte grafiki innych) wyjść samemu z własną inicjatywą, to może rozwiązaniem problemu byłoby zrobienie czegoś samemu ze sobą (i to niekoniecznie z myślą o poznaniu przy okazji kogoś nowego, nawet przeciwnie - tylko dla własnej rozrywki). Oczywiście od razu pojawił się strach, że ludzie będą patrzeć na mnie jak na jakąś ofiarę losu.

W ogóle wcześniej szczytem czegoś, co mogłem zrobić sam było wyjście do sklepu po jakieś ciuchy bądź do empiku po płytę czy książkę. Ewentualnie jak chciałem się przejść, to brałem psa ze sobą i wychodziłem na godzinę albo dwie. Chociaż i tak momentami przy tych sytuacjach dziwnie się czułem.

Ale ostatnio właśnie udało mi się przełamać i rozpocząłem samotne wycieczki do kina. Byłem w listopadzie i teraz ostatnio w środę, a w styczniu planuję kolejne dwa wyjścia. Jak już udało się kupić bilet i trafić do sali, w ciemności nie byłem aż tak widoczny   :Wystawia język 2:. Co ciekawe na obu seansach nie byłem jedyną samotną osobą, co trochę dodawało otuchy. A po wyjściu z sali, czułem się naprawdę dobrze, że wreszcie coś zrobiłem, mimo tego że nie miałem się do kogo odezwać.

Myślę, że kolejnym krokiem milowym w tym zakresie będzie wyjście na koncert (tak bardzo tęsknię za dobrym pogo 8) ). Tutaj najtrudniej będzie z dojazdem, a potem oczekiwaniem na rozpoczęcie. W trakcie nikt nie zauważy, że jestem sam, a po będę tak wyczerpany że nie będzie mnie to obchodzić.

Co uważacie na ten temat? Też robicie rzeczy samemu? Jest to, według Was, dobry zamiennik na brak okazji do wyjść w grupie?
Odpisz
#2
Nie. Ale coś robić trzeba.
Jedyne, co osiągnąłem, to kino. Bo właściwie nie wymaga żadnego poświecenia od fobika, pza ew. kupnem biletu, czego się już od dawna nie boję.
Koncert? Taki prawdziwy, a nie we filharmonii? Ło panie, nigdy nie byłem i pewnei nigdy się nie odważę, pomijajac juz fakt, że akurat kompletnie mnie nie ciągnie w zdyszany tłum i nap...e tak, że potem tydzień bolą uszy...

Ale pewnie są setki innych rzeczy, które by mozna robić, gdyby tylko miało się ochotę...
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#3
Na większe koncerty, oddalone po kilkadziesiąt kilometrów też jeździłem sam. Organizowałem czas tak, że wszystko miałem zaplanowane co do minuty i nie odczuwałem jakoś samotności. Nie wszyscy chodzą na koncerty w grupach. Wystarczy się rozejrzeć.
"A co, jeżeli rzeczy­wis­tość tak nap­rawdę jest iluzją i nic nie is­tnieje? - Cóż, w ta­kim ra­zie zde­cydo­wanie przepłaciłem mój no­wy dywan."
Odpisz
#4
Udało mi się iść raz do kawiarnii ale nienajlepiej to wspominam, chociaż wielu ludzi było w pojedynkę, różnica polegała na tym, że większość była czymś zajęta albo mieli książkę albo laptop.
A ja o tym nie pomyśłam więc czułam się trochę nieswojo i dość szybko wyszłam mimo, że nikt raczej nie zwracał na mnie uwagi.

W kinie nie byłam sama nigdy ale pewnie się na coś takiego zdecyduję w przyszłości, jakoś zachęca mnie ta słaba widoczność na sali.    :Wystawia język:
@>--->----
Odpisz
#5
Ja ostatnio miałam jechać na koncert ze znajomą.. uznałam czemu nie? może jakoś to przeżyję. Jak się okazało nie tylko my dwie miałyśmy jechać, ale również jej znajomi, których ja NIE ZNAŁAM. Baaa! Jeszcze chciała się zabawić w swatkę. Dobre sobie. Ścisk w aucie przez 2h? Nie dziękuję. Zdecydowanie nie mój klimat    :Uśmiecha się szeroko: Oczywiście podarowałam sobie z oczywistych powodów mimo, że zespół, który miał grać był genialny.    :Wystawia język i opuszcza oko: Następnym razem pomyślę nad Twoją opcją, chociaż to byłoby na granicy szczytów z mojej strony    :Wystawia język i opuszcza oko:
Odpisz
#6
WesołyHipokryta napisał(a):Organizowałem czas tak, że wszystko miałem zaplanowane co do minuty i nie odczuwałem jakoś samotności.

Przypomniałem sobie, że kiedyś nawet zamierzałem się udać i ustalałem sobie godziny autobusów, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Memka napisał(a):Udało mi się iść raz do kawiarnii ale nienajlepiej to wspominam, chociaż wielu ludzi było w pojedynkę, różnica polegała na tym, że większość była czymś zajęta albo mieli książkę albo laptop.

Mnie kawiarnie jakoś nie rajcują, więc nawet nie mam z tym problemu.   :Wystawia język 2: Jeśli chodzi o kino, jeśli będziesz obawiała się tłumów, które mogą się na Ciebie dziwnie patrzeć, to na początek możesz pójść na jakiś wczesny seans np. o 11. Podobno można trafić na pustą salę.   :Uśmiecha się 2:

Heshlii napisał(a):Następnym razem pomyślę nad Twoją opcją, chociaż to byłoby na granicy szczytów z mojej strony

Życzę powodzenia  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: I dobrej zabawy, jak już uda Ci się przełamać.
Odpisz
#7
Zasie, serio się boisz pójść sam na koncert?    :Smuci się:
Ja miałem okazję siedzieć samemu w zewnętrznej części klubu. No, ale usiadłem sobie w kącie, więc byłem niewidoczny    :Uśmiecha się puszczając oko: Ogólnie to czekałem na koncert, który okazał się być o jakiejś kosmicznej godzinie.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#8
Podziwiam za to pójścia samotnie na koncert. Ja bym nie potrafił, jest sporo koncertów, na które strasznie chciałbym się wybrać, ale nie mam z kim. I wcale nie idę. Mam ciągle w głowie wyuczona formulke, która mi społeczeństwo wtloczylo do głowy, że pójście samemu jest smutne i żałosne. Nie umiem tego pokonać w swojej głowie. Chciałem też do kina iść i nic z tego. Zwyczajnie nie potrafiłbym się przełamać
A gdybym w takim miejscu spotkał kogoś znajomego?    :Zaskoczony: chyba bym się zapadł pod ziemię. Nie wiem czy słyszeliście o takim pojęciu jak "masturdating", czyli chodzenie na randkę z samym sobą. Fajnie, gdyby to się w przyszłości przyjęlo i nikt by krzywo nie patrzył na osobę siedząca samotnie w kinie, czy w restauracji. A może już nikt nie patrzy, a moje wątpliwości są związane z lękiem.

Odpisz
#9
niepotrzebny napisał(a):Nie wiem czy słyszeliście o takim pojęciu jak "masturdating"

Czego to nie wymyślą   :Uśmiecha się 2:
[Obrazek: ezgif_com_5ec86f3525.gif]
Odpisz
#10
Zasie, serio się boisz pójść sam na koncert?

Serio, ale pewnie bardziej niepojęte powinno być dla ciebie to, że w sumie na koncerty mnie nie ciągnie, bo i muzyką się nie interesuję.
Dziś potrzebny mi ktoś nowy - taki ktoś jak Ty,
Kto w korowodzie czarno-białych dni będzie jak nagły dopływ świeżej krwi - na stałe!
Odpisz
#11
Ostatnio zdecydowałem wybrać się sam do kina i w sumie nie było tak źle jak się spodziewałem, może na początku nie czułem się komfortowo kiedy w około mnie byli ludzie w większych i mniejszych grupach ale w sumie to uczucie szybko minęło, w końcu ludzie skupiają się na sobie i swoich znajomych a nie nad rozmyślaniem o tym że ktoś przyszedł sam i że musi być jakimś odludkiem a wierzcie mi że nie ciężko było wyłapać osoby które przyszły same bo było ich więcej niż się spodziewałem. Sam planuje kolejne wyjścia a i na jakiś koncert też bym się wybrał gdyby tylko ktoś ciekawy w Krakowie występował. Więc jak dla mnie to nie ma się czego obawiać, jedno czy dwa takie wyjścia samemu i będzie to dla was czymś całkiem normalnym.
Odpisz
#12
Chadzam czasem sama do kina, do restauracji, na piwo. Zdarza mi się też wyjeżdżać na wycieczki krajowe i zagraniczne. Czasem są to wyjazdy z biurem podróży, czasem zorganizowane samodzielnie, czasem znam kogoś na miejscu, czasem zwiedzam sama. Takie wyjścia / wyjazdy, zupełnie nieuzależnione od nikogo, praktycznie zawsze mi się udają, bo nie ma współtowarzyszy, którzy mogliby je zepsuć - czego miałam okazję doświadczyć nie raz. O budowaniu pewności siebie nie wspomnę. To był dla mnie duży krok do przodu w zwalczniu fobii. Nie zdarzyło mi się żeby ktoś na mnie dziwnie patrzył, widuję w kinach i restauracjach osoby, które również przyszły same, podobnie w hotelach/hostelach - wiele osób podróżuje samotnie i nie ma w tym nic dziwnego. Za to na koncert też bym sama nie poszła - tłum i hałas skutecznie by mnie odstraszyły. Nawet w towarzystwie bym miała wątpliwości, chociaż z czystej ciekawości bym się pewnie wybrała, gdyby trafiła się okazja, bo akurat nigdy nie byłam.
[Obrazek: 406px-Twiggy_Tree_Stages.png]
Każdy ma jakiś Błękitny Zamek. Tylko że każdy go po swojemu nazywa.
- L.M. Montgomery, Błękitny Zamek
Odpisz
#13
Dla mnie to nic nowego. Zawsze chadzałam sama, jeśli tylko w miejscu docelowym było coś czego akurat potrzebuję, albo chciałabym strasznie zobaczyć co to takiego jest.
O. Trzeba looknąć w repertuar kinowy. Podobno raz w tygodniu dają polski film a bilet za dyche.
Miłość jest silniejsza niż śmierć.
[Obrazek: JRbqoRy.png]
Odpisz
#14
To w końcu chcesz czy nie chcesz?
Nie będę ukrywał, że wolę iść na koncert z kimś niż sam. Ale to w sumie jak wszędzie.
Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.
Odpisz
#15
Na ogół nie mam obaw przed pójściem gdzieś samemu, natomiast zdecydowanie częściej brakuje mi po prostu chęci.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nauczyć się żyć samemu. marcelj 19 1 841 03 Mar 2016, Czw 2:32
Ostatni post: mocart
  Rzeczy z którymi sobie nie radzicie w codziennym życiu inferno 15 1 667 13 Kwi 2015, Pon 20:32
Ostatni post: Zas
  Tyle rzeczy mnie omija butterfly92 11 2 348 09 Maj 2014, Pią 18:34
Ostatni post: Martin
  Dziwne rzeczy na forum- ważne Żabofobik 13 1 434 04 Sie 2013, Nie 15:06
Ostatni post: Żabofobik


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

               Reklama