- Terapia prowokatywna - coś zupełnie nowego,szokującego
#1
Dam link pozniej do wywiadu z twórcą tej terapii.Czytajcie uważnie zastanówcie sie nad tym,terapia dziala w polsce.nie wiadomo czy to kit ale mozna rozważyc,jesli znajda sie dowody to czemu nie wyleczyć sie z FS jak shizofrenika obudzilo z dlugoletniego katatonicznego snu? sam mechanizm wydaje mi sie dosc sensowny cos musi byc na rzeczy tak czuje,podaje link do wywiadu z twórcą tej psychoterapii i filmem polsko jezycznym z komentarzami ludzi ktorzy zaliczyli sesje u niego.
:arrow: http://www.neurotyk.net/2008/07/wytrzec-...-pacjenta/
Odpisz
#2
Jak sobie teraz myślę, to jak mi ktoś powie coś ostrzejszego, to i ciężej to znoszę, ale i treść działa bardziej motywująco niż gdy jest przekazana w sposób łagodniejszy (wtedy zwykle ignoruję). Jak ktoś mi nawrzuca, że nic nie robię, nie pracuję i tak dalej, to dostaję chwilowego kopa, może jakby taka ostra presja była regularnie to bym faktycznie wziął się ostro w garść...
Więc ogólnie pomysł wydaje mi się ciekawy.
Odpisz
#3
poza tym dodam ze udowodnionym faktem jest ze złość dodaje znacznie siły mieśniowej i motywacji dzieki acetylocholinie.
Odpisz
#4
Interesujący jest ten rodzaj terapii. Zastanawiam się, czy nie mógłby być dla mnie odpowiedni właśnie. Przez całe moje życie otoczenie się ze mną patyczkuje - rodzice tylko mi przytakują, inni chowają się gdzieś po kątach, nie chcąc mi mówić niczego, co mnie mogłoby zranić. Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, również nie spotykałam się z raniącymi uwagami. Może dobrze byłoby, gdyby ktoś w końcu poważnie po mnie pojechał - być może już nie bałabym się tak bardzo tego, czego nie znam. Jak powiadają bowiem - strach ma wielkie oczy, ja zaś nie przekonałam się w życiu jeszcze tak naprawdę, co kto o mnie myśli.
Odpisz
#5
Nie wyrażona złość rodzi lęk. Większość fobików pewnie nie potrafi się zezłościć i tą złość tłumią. Takie przełamanie się może dać kopa.
Odpisz
#6
Ciekawa terapia, nie powiem. Trzeba by się kiedyś spotkać i powyzywać nawzajem    :Uśmiecha się:.
Odpisz
#7
ryzykowna dla terapeuty... jak przeholuje może niechcący w zęby dostać    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#8
A mnie z kolei nierzadko obrażano i raczej taki rodzaj terapii nie byłby dla mnie przyjemny... Preferuję dialog. Na tej stronie znalazłem też taki cytat: "zrobienie z niego karykatury to szybka lekcja stąpania mocno po ziemi". Ja chyba nie chcę stąpać mocno po ziemi    :Zaniemówił: Z drugiej strony, przy mojej buntowniczej naturze (czasem czytając wasze dołujące posty się buntuję, że wcale nie musi być tak źle   :Diabeł: ). No nie wiem. Ale w dzisiejszym społeczeństwie pewnie taka terapia odniosłaby sukces... 8)
Odpisz
#9
Jestem pozytywnie zaszokowany tym sposobem terapii! Moim zdaniem jest to świetny pomysł, szukamy zrozumienia ale tak na prawde sami wiemy że litowanie się nad nami wcale nam nie pomaga! w sposób przedstawiony w tej terapii otrzymujemy zrozumienie, nie ma miejsca na bezssensowna i przede wszystkim pusta i sztuczną litość.. za to dostajemy dawke "szczerej rozmowy", to czego nikt nigdy by nam nie powiedział tym samym wrażenie że nas kompletnie nie rozumie pozostaje. Podejrzewam że także moglibyśmy usłyszeć to czego wcale nie chcieliśmy powiedzieć a co było tylko w naszych myślach, nierzadko nasilonych do ogłupienia i uczucia całkowitej, skrajnej beznadzieji, tam wszystko zaczyna szybko być jasne a przesadne, obraźliwe opinie wyolbrzymiają problem że w końcu można pojąć że wcale nie jest źle heh.. ale mnie to wkręciło strasznie..
Osobiście ciężko mi sobie wyobrazić siebie jak jakiś gość mnie beszta że np sie czerwienie, że jestem beznadziejny, wyciskał by na mnie presje, bo czyż to nie to czego jako osoby z FS się bardzo boimy..? ALE na takiej terapii dostali byśmy to od kogoś ze świadomością że chce nam pomóc! jestem pewien że każdy z nas fizjologicznie zareagował by identycznie jak gdyby ktoś zrobił nam taki "psikus" np na ulicy, ale wydaje mi sie że podświadomość po paru wizytach stanowczo by "zmiękła" i można by coś z tego wywnioskować coś pomocnego dla samych siebie, i napewno zahartowała by w pewnym stopniu.. ogólnie uważam to za bardzo dobry pomysł, lecz z dużą dawka rozważności w naprawde skrajnie skrajnych przypadkach!
Odpisz
#10
Cytat:za to dostajemy dawke "szczerej rozmowy", to czego nikt nigdy by nam nie powiedział
Nikt? Mnie wystarczająco osób wyśmiało. Dziękuję bardzo.
Odpisz
#11
przeczytałem, spodobało mi się    :Uśmiecha się szeroko: myślę że w takim podejściu jest sporo racji, nie wiem jak to dokładnie działa ale ważne że pomaga pacjentom.
Ja wiem że u mnie tłumiona złość, niewyrażana odpowiada za znaczną część moich problemów.  :Stare - Przewraca oczami 2:

Komentarze z filmu ciekawe, ale nie wierzę że coś może kogoś aż tak bardzo zmienić po kilku sesjach, zależy oczywiście kto ma jaki problem, jak bardzo złożony, ale jak coś ma działać tak szybko to wydaje mi się że nie działa wcale, tylko zmienia coś powierzchownie.
Szkoda że nie pokazali tego gościa, który wymyślił tą terapie.

Znalazłem w necie książkę jego autorstwa, jakby ktoś ją przeczytał, to recenzje mile widziane    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#12
a ja uwazam ze to jest dopiero "CHORE!" to ja dziekuje juz wole sie sam mocowac z nerwicą niż na takie cos wystawiac. Jak bende chciał z poniżaniem to pojde to pani z pejczem, a nie bende placil za to tzw. terapeucie.

Mowiac powaznie przypomina mi sie jedna z rad terapi behawioralnej:
"nie probuj skakac do pustego basenu z 20 metrow"
jezeli nie czujemy sie gotowi na rozmowe z nieznajomym czlowiekiem to chyba spotkanie z ostrą reakcją obcego człowieka też nie pomoże, a w naszym przypadku wyjatkowo zaszkodzi. To nie jest zwykla fobia zeby stawic czola zrodlu lęku- twarzą w twarz. Tu trzeba lagodnosci i cierpliwosci do namacalnego przekonania naszego umyslu ze nie zyje we wrogim świecie.
Odpisz
#13
Jak to jeszcze raz przemyślę, to jednak takie terapie to nie bardzo w wypadku wrażliwców. Taki człowiek jest wystarczająco skryty w sobie, takie coś mogłoby go raczej dobić, niż wzmocnić. A w terapiach gdzie wyzwala się złość trzeba dojść do konkretnych przyczyn.
Odpisz
#14
Sosen napisał(a):Jak to jeszcze raz przemyślę, to jednak takie terapie to nie bardzo w wypadku wrażliwców. Taki człowiek jest wystarczająco skryty w sobie, takie coś mogłoby go raczej dobić, niż wzmocnić. A w terapiach gdzie wyzwala się złość trzeba dojść do konkretnych przyczyn.

Właśnie czytam książkę Farrellego. Myślę, że chodzi w tym podejściu o coś więcej niż wyzwolenie złości. Przede wszystkim facet zwraca uwagę na to, żeby dostarczyć klientowi informację zwrotną, a czasami nie da się tego zrobić bez mówienia pewnych rzeczy wprost. To czy ktoś jest wrażliwy czy nie nie ma nic do rzeczy. Nawet napiszę więcej, wrażliwe osoby bardziej niż inni potrzebują informacji zwrotnej, bo wrażliwość jest wynikiem fałszywego postrzegania rzeczywistości. Im bardziej autentyczna a nie udawana i sztuczna relacja z terapeutą tym większa szansa na wydobycie się z tego stanu. A tak poza tym to pacjenci Farrellego przeważnie opisują go jako ciepłego i serdecznego człowieka, a nie bezwględnego kata, paradoksalnie. Widocznie liczy się także przekaz niewerbalny, którego w powyższym artykule nie znajdziemy.

Czasami się zastanawiam czy to co mówi mi terapeutka to jest faktycznie to co myśli, a jeśli nie to ciekawy jestem co by się stało gdyby powiedziała. Chyba pokuszę się o prowokację na nastepnej sesji.
Odpisz
#15
Ja się w połowie zgodzę, a w połowie nie. Prawdą pewnie jest, że większość terapeutów udaje. Udaje empatię, udaje współczucie, udaje wsparcie. To co on piszę, jest skierowane do takiego rodzaju terapii. Bo nie leczy udawanie, tylko szczery kontakt. Ale z drugiej strony ja akurat wierzę, że istnieją terapeuci(być może jest ich bardzo mało), którzy są wspierający, empatyczni i współczujący i przy tym odważni(nie jakieś fleje) i nie muszą tego udawać. Wtedy terapia ma sens. Co leczy i tu i tu, to szczerość i prawdziwy kontakt.

Jednak dalej będę szukał tego drugiego rodzaju terapeuty.
Odpisz
#16
Sosen napisał(a):Ja się w połowie zgodzę, a w połowie nie. Prawdą pewnie jest, że większość terapeutów udaje. Udaje empatię, udaje współczucie, udaje wsparcie. To co on piszę, jest skierowane do takiego rodzaju terapii. Bo nie leczy udawanie, tylko szczery kontakt. Ale z drugiej strony ja akurat wierzę, że istnieją terapeuci(być może jest ich bardzo mało), którzy są wspierający, empatyczni i współczujący i przy tym odważni(nie jakieś fleje) i nie muszą tego udawać. Wtedy terapia ma sens. Co leczy i tu i tu, to szczerość i prawdziwy kontakt.

Jednak dalej będę szukał tego drugiego rodzaju terapeuty.

Farrelly opisuje w pierwszym rozdziale jak dochodził do odkrycia, że taka forma terapii jest najskuteczniejsza w jego praktyce. Zaczynał od terapii nastawionej na klienta, Carla Rogersa. Był współczujący i empatyczny, starał się zobaczyć świat oczyma ludzi, których leczył. Pracował w szpitalach psychiatrycznych, więc miał do dyspozycji najcięższe przypadki. Wg niego przynosiło to dobre efekty, dużo lepsze niż klasyczna psychoanaliza, natomiast tylko do pewnego momentu. Tradycyjna terapia, gdzie terapeuta nie przekracza pewnych granic ma spore ograniczenia. Jeżeli terapeuta ma być zawsze wspierający i empatyczny, to wcześniej czy później będzie musiał zacząć maskować własne odczucia. Po prostu nie jest możliwe, żeby nigdy nie odczuwał irytacji albo złości, zwłaszcza kiedy pracuje z trudnymi przypadkami. Innymi słowy w tradycyjnej terapii unika się uczuć związanych z przeciwprzeniesieniem jak ognia. Farrelly natomiast postanowił z nich eni rezygnować, tylko wykorzystać do nawiązania autentycznej relacji z pacjentem.

Moja terapia trwa już równo rok. Mam bardzo empatyczną terapeutkę. Muszę powiedzieć, że ta empatia z jej strony jest uzaleźniająca, przynajmniej miałem kilka takich trudnych momentów kiedy mogłem liczyć na jej wsparcie. I niestety, wcale nie motywowało mnie to do pracy nad sobą, raczej podświadomie rosły moje oczekiwania, że będzie mnie wspierała cały czas. Na szczęście nasze spotkania nie ograniczają się tylko do tego, głownie skupialiśmy się na konkretach. Teraz myślę, że gdyby w tych kryzysowych chiwlach faktycznie dawała mi pełną informację zwrotną, czyli mówiła wprost co myśli, nie było by wtedy zastojów, tylko impuls do działania. To było mi bardziej potrzebne niż wyrozumiałość i współczucie. CHociaż tak na 100% pewności nie mam jak bym zareagował. Inaczej jest kiedy czyta się te dialogi w książce, a inaczej kiedy samemutrzeba przez to przejść.
Odpisz
#17
Ciężko mi powiedzieć coś na jego temat. Tutaj nie chodzi o Carla Rogersa, o próbowanie bycia współczującym, empatycznym. Nie wiem czy chcesz, ale mogę Ci powiedzieć o książkach Miller. Ona tam konkretnie piszę np. żeby pozbyć się wszelkich technik, tego czego się nauczyliśmy, i po prostu słuchać i czuć. Tylko, że nie może tego robić osoba, która sama ma nieprzepracowane dzieciństwo. Musi umieć spojrzeć na całe swoje życie z własnej perspektywy, nie być uzależniona od żadnej szkoły terapeutycznej.

Jeśli chodzi o twoją terapię to też ciężko powiedzieć. Terapeuta nie ma cały czas nam mówić, jacy to jesteśmy biedni. Ale np. umieć się oburzyć, jeśli mówimy coś oburzającego a nie potrafimy tego czuć, bo jesteśmy zablokowani. Musisz czuć, że terapeuta jest po twojej stronie, całkowicie. Każde usprawiedliwienie, próba racjonalizacji nie ma sensu, on musi potrafić Ciebie, i tylko Ciebie zrozumieć. Nie wiem w jaki sposób twoja terapeutka jest współczująca. Ja akurat mówię o podejście do okresu, kiedy byliśmy dziećmi. Żeby wtedy potrafiła za nami stanąć, nas zrozumieć, i żebyśmy mogli się odblokować na przeżywanie tamtych sytuacji teraz.

Ale terapeuta nie może się tego nauczyć w szkole, ani na szkoleniu, nawet najlepszym. On musi to emocjonalnie rozumieć, być wolny. Tzn. że albo musiał mieć dzieciństwo wolne od nadużyć, mógł być sobą i siebie wyrażać, miał wsparcie, albo mieć dzieciństwo podobne do nas(mnie), ale przeżyć ten okres na terapii tak, żeby wyrazić wszystko, czego nie wyraził.
Odpisz
#18
Sosen, bardzo się uparłeś przy tezie, że wyleczenie musi koniecznie być związane z "grzebaniem w przeszłości". Stawiasz bezwzględne bardzo wysokie wymagania co do osoby terapeuty. Nie sądzisz, że trudno będzie Ci przejść przez to w taki sposób w jaki sobie to zaplanowałeś? A co jeśli nigdy nie znajdziesz takiej osoby? Albo znajdziesz i okaże się, że byłeś w błędzie i [rzeżycie wszystkiego na nowo przy kimś takim nic nie zmieniło? Warunki które stawiasz są niezwykle trudne do osiągnięcia. Czy nie jest tak, że przez to właśnie odcinasz się od możliwości zmiany?Jest wiele różnych sposobów, dlaczego upierasz się tylko przy tym jednym nie mając ani dowodu na skuteczność ani pewności, że uda się go zrealizować?
Odpisz
#19
Na mnie by to podziałało wręcz odwrotnie. Nie mam charakteru "zrobię wszystko na odwrót, na złość innym". I podejrzewam, że gdyby ktoś na mnie to wypróbował, to więcej by mnie nie zobaczył, a mój stan pozostałby bez zmian. Bardziej preferuję tłumaczenie sobie czegoś za pomocą zdrowego rozsądku, niż pogrążania.
Odpisz
#20
Serafis napisał(a):Na mnie by to podziałało wręcz odwrotnie. Nie mam charakteru "zrobię wszystko na odwrót, na złość innym". I podejrzewam, że gdyby ktoś na mnie to wypróbował, to więcej by mnie nie zobaczył, a mój stan pozostałby bez zmian. Bardziej preferuję tłumaczenie sobie czegoś za pomocą zdrowego rozsądku, niż pogrążania.

Może ludzie wracają do niego nie dlatego, że ich wkurza, tylko dlatego, że mówi im otwarcie to co oni przypuszczają, że o nich myślą inni i co sami o sobie myślą. To jest uzdrawiająca szczerość, której brakuje w codziennych relacjach. To jest też dużo trudniejsze niż zdroworozsądkowa rozmowa, bo zmusza do otwartej i szczerej rekacji, więc nie dziwię się, że nie wszyscy mieli by odwagę przyjść ponownie.
Odpisz
#21
pustelnik napisał(a):a ja uwazam ze to jest dopiero "CHORE!" to ja dziekuje juz wole sie sam mocowac z nerwicą niż na takie cos wystawiac. Jak bende chciał z poniżaniem to pojde to pani z pejczem, a nie bende placil za to tzw. terapeucie.

Tu nie chodzi o poniżanie klienta itd, ale o to, ze terapeuta daje klientowi maksymalne wsparcie niewerbalnie, a werbalnie uderza w niego tym, czym klient sam pewnie codziennie się maltretuje i czego się mocno obawia, że np się to zdarzy w realu. W ten sposób w bezpiecznych warunkach i z pełnym wsparciem terapeuty, klient może się z tym zmierzyć i poradzić sobie z tym wszystkim, co z pewnością daje mu dużo możliwości radzenia sobie z tym już poza gabinetem terapeuty.

Zresztą jak sam autor tej terapii podkreśla, nikt kto nie potrafi dostrzec w każdej spotkanej osobie dobro, nie powinien brać się za tą metodę.

Osobiście uważam, że autor tej metody czyli Frank Farrelly, jest jednym z najcieplejszych i serdecznych ludzi, których w swoim życiu widziałem.
Odpisz
#22
tadam napisał(a):Osobiście uważam, że autor tej metody czyli Frank Farrelly, jest jednym z najcieplejszych i serdecznych ludzi, których w swoim życiu widziałem.

Byłeś na warsztatach u niego? Możesz coś wiecej napisać?
Odpisz
#23
Coś więcej? A co więcej chcesz wiedzieć?

Terapia prowokatywna w wielu przypadkach może naprawdę pomóc. Tu nie chodzi o samo stosowanie prowokacji, bo prowokacje w psychoterapii stosuje się już od dawna, natomiast Farrelly idzie o wiele dalej niż w prowokacje, proponujac specyfuczne spojrzenie na klienta i jego mechanizmy obronne. Nie jestem jednak przekonany co do tego, ze mozna ja traktowac jako odrebny system terapeutyczny, bo choc brzmi rozsadnie, to jednak jest bardziej narzedziem, niz pelna metoda.

Sam Farrelly jest bardzo dobry w tym co robi i widac od razu jego ogromne doswiadczenie w pracy klinicznej. I tak jak sie czyta o samej metodzie i ktos moze miec wrazenie jazdy po kliencie, tak chyba kazdy z kim Farrelly pracuje, nie odbiera tego w ten sposob i nawet jesli jest to bardzo ostre traktowanie, to pozniej i tak kazdy ma swiadomosc jego ogromnej dbalosci o klienta i jego uwaznosci. To tylko z zewnatrz moze tak przerazajaco wygladac.    :Uśmiecha się:
Odpisz
#24
tadam napisał(a):Coś więcej? A co więcej chcesz wiedzieć?

Byłeś na gorącym krześle?
Odpisz
#25
Nie. Nie mam potrzeby robienie czegoś na zasadzie "bo jest okazja". Zresztą to od razu widać, bo wtedy praca tak kręci się wokół i nie bardzo widać tego co Farrelly opisuje w książce ... bo to tak na siłę troszkę.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nowa terapia dr Richardsa? szopa 11 2 400 20 Sty 2019, Nie 23:24
Ostatni post: db
  Fobia społeczna  Terapia poprzez skype - komu z Was skutecznie pomogła? alette 7 288 25 Gru 2018, Wto 15:59
Ostatni post: Kra_Kra
  Czy terapia na DDA lepsza jest grupowa czy indywidualna? Dhema01 6 286 29 Lis 2018, Czw 17:04
Ostatni post: Taszka9919
  Terapia grupowa, indywidualna. Michał 253 108 793 13 Lis 2018, Wto 3:52
Ostatni post: alette
  Terapia systemowa. Ertix 4 2 159 04 Paź 2018, Czw 17:54
Ostatni post: Kra_Kra
  Terapia grupowa - czy warto? Wolfy 24 7 353 21 Sie 2018, Wto 3:08
Ostatni post: paranormal987
  Terapia schematu stap!inesekend 36 4 051 23 Lip 2018, Pon 18:59
Ostatni post: forac
  Terapia - NFZ czy prywatnie ? KonradM 21 3 002 16 Cze 2018, Sob 11:35
Ostatni post: Ona38
  Terapia poznawczo-behawioralna w przypadku fobii społecznej Sosen 109 68 945 22 Sty 2018, Pon 0:51
Ostatni post: slonecznik77
  Terapia psychodynamiczna - syndrom DDD, depresja, fobia społeczna bezsennick 3 1 051 27 Sie 2017, Nie 21:51
Ostatni post: marca


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.