- Uzależnienie od gier komputerowych
#1
Temat powraca u mnie na tapetę od kilku lat, do dziś pamiętam kiedy pierwszy raz zagrałem w coś online – to była miłość od pierwszego wejrzenia. Początkowo w kawiarence internetowej zostawiałem całe swoje kieszonkowe i ekstra kasę. Nie było to do końca złe bo przynajmniej miałem kontakt z żywymi ludźmi, musiałem ubrać się i wyjść żeby pograć. Prawdziwy hardcore zaczął się w momencie, gdy po miesiącach błagań doczekałem się stałego łącza w domu, założono mi je przed wakacjami, to właśnie wtedy zniknąłem z powierzchni ziemi, rowery i piłki stopniowo okrywał kurz, a ja siedziałem w nocy i strzelałem, wykonywałem misje, przewodziłem wyprawom itp. Spanie w dzień i granie w nocy, logiczne - lepszy transfer. Nie trzeba było dużo czasu żeby zaowocowało to obniżonym nastrojem i zrezygnowaniem. Były wakacje przed liceum, pamiętam, że strasznie się wtedy denerwowałem, moje życie miało zmienić się znacznie, nowa szkoła, ludzie. Internet był ukojeniem, nieograniczone zasoby informacji, sporo ciekawych osób, gry, które nie były już nudne i przewidywalne bo za każdą postacią stał prawdziwy człowiek mogących podjąć szereg decyzji wpływających na rozgrywkę.

W liceum natrafiłem na nieprzyjazne w moim mniemaniu otoczenie, ucieczka była łatwa, wystarczyło włączyć komputer i zapomnieć, że istnieje realny świat. Rzadko widywano mnie w szkole, a gdy już się pojawiłem to strasznie cierpiałem, nawet nie ze względu na brak dostępu do komputera, tylko w ogóle szkoła mnie dobijała, całe te relacje międzyludzkie, autoreklama, zaloty <rzyg>. Z dobrego ucznia w podstawówce i gimnazjum, stałem się klasowym dałnem, obiektem kpin kolegów i nauczycieli, moje ciągłe niewyspanie nie pomagało zmienić mojego imidżu na bardziej pozytywny, szczerze – miałem to gdzieś. Pod koniec liceum opanowałem się trochę, zacząłem wychodzić na imprezy i można rzec wróciłem do realnego świata. Zwiałem z niego dopiero na drugim roku studiów, kiedy odezwały się deprecha i fobia. Długo by pisać co mnie wtedy dopadło, ale temat ma być o uzależnieniu więc sobie daruję.

Na studiach grałem trochę ale raczej nie wymykało się to spod kontroli, od czasu do czasu nie szedłem na wykład – to chyba nic nadzwyczajnego. Jednak stres związany ze studiami i nieporadność w sytuacjach społecznych spowodowały takie napięcie, że musiałem uciec. Wymknąłem się rzeczywistości i powróciłem do dobrze znanego mi świata, gdzie nie musiałem się przejmować jak wyglądam, pachnę, jaką mam dykcję, a gdy ktoś mnie denerwował mogłem go po prostu zignorować. Znów ponad rok życia przesiedziałem przed komputerem, ale presja rodziny i zdrowy rozsądek wziął górę, zacząłem pracę. Przez pewien czas miałem nawet dziewczynę, w dalszym ciągu silnie odczuwałem wpływ fobii, nie zdając sobie sprawy, że ją mam. Po pewnym czasie stwierdziłem, że jestem gotowy by zacząć nowe studia. Wytrwałem do pierwszej sesji, cały ten natłok myśli i ataki paniki na uczelni oraz towarzystwo rzucające aluzjami na temat mojego zamknięcia w sobie, znów uciekłem i w ukryciu jestem do dziś, co prawda pracuję, ale każdego dnia zaraz po pochłonięciu obiadu włączam kompa i kroję kolejne potwory.

Post już i tak jest przydługi i pewnie mało komu będzie chciało się go czytać, ale pozwolę sobie jeszcze na pewien wniosek. Uzależnienie od komputera, gier czy internetu, nie musi być spowodowane tym, że granie lub czatowanie jest uzależniające. Ja osobiście od dziecka odczuwałem wysokie napięcie w sytuacjach społecznych, unikałem szkoły, izolowałem się od innych. Komputer a później internet stały się jedynie sposobem na spędzanie czasu, gdy byłem sam, tak samo jak wcześniej lego i telewizja. Być może gdybym nie był aż tak zajęty graniem odczuwałbym silniejsze bodźce do otwarcia się na świat i ostatecznie pokonał fobię, ale nie mogę pozbyć się poczucia, że nie warto. Za każdym razem kiedy wracam do rzeczywistości spotyka mnie zawód, nawet nie o porażki chodzi, ale o poczucie zmęczenia rutyną, tym, że ludzie gadają w kółko o tym samym, że się bezmyślnie ranią nawzajem.

Czy ktoś z Was również jest uzależniony od kompa, albo ma podobne doświadczenia?
When night falls
she cloaks the world
in impenetrable darkness.
A chill rises
from the soil
and contaminates the air
suddenly...
life has new meaning.
Odpisz
#2
Uzależnienie to mocne słowo. Nie gram ponieważ mam niezdrowe podejście. Jak gra mi się podoba to siedzę nad nią całymi dniami. Nie da się tak ,że pogram godzinę ,czy dwie dziennie. 3 dni ,ale po 12 godzin. Aż się znudzę. W multiplayer nigdy się nie wkręcałem. Dla mnie to wszystko jest substytutem. Mózg dostaje to samo ,czy to podczas grania ,czy wędkowania ,czy jeżdżenia motocyklem. Pewne aktywności budzą społeczny respekt ,a inne są żałosne. Na tym polega różnica. No i jeszcze jedne aktywności mają pozytywny wpływ ,a inne negatywny. Nie da się przestać czegoś robić. Trzeba znaleźć coś do robienia zamiast. Jednak trudno o coś równie komfortowego ,bezpiecznego ,łatwo dostępnego i taniego.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#3
Jakiś czas temu grałem naprawdę sporo. Minimum 3h dziennie. Teraz też gram 3h, ale na miesiąc.
Ograniczyłem to z dwóch powodów:
1. Schematyczność rozgrywki w FPS'ach i cRPG'ach (tylko w takie gatunki grałem), przewidywalność, "konieczność" po raz 324334 ratowania świata przed złem.
2. Uważam to za stratę czasu. Wolę poczytać książkę, niż grać w gry, które mnie tak naprawdę niczego nie nauczą (IMHO).

Przed kompem spędzam jednak sporo czasu. To moja praca, głównie dlatego. Gdybym mógł sobie pozwolić na wywalenie całego tego sprzętu przez okno, zrobiłbym to.
Odpisz
#4
http://i49.tinypic.com/2ilzvxv.jpg
http://i46.tinypic.com/s3f0xx.jpg
http://i49.tinypic.com/svh343.jpg
http://i50.tinypic.com/j5bg4l.jpg
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#5
To jasne, ze gry nie uzależniają fizycznie jak twarde narkotyki. I oczywiste, zę jak dziesiątki innych rzeczy mogą uzależnić tego, kto w nie ucieka - niczym nie różnią się od alkoholu, seksu, zakupów, hazardu...

Czy jestem uzależniony? Nie. Czy gry były dla mnie doskonałym sposobem na zapomnienie, rozładowanie napięcia i dostarczenie serotoniny? O tak. Po szkole zagrać należało bezapelacyjnie. Od dziecka gry mnie kręciły, tyle że Pegasusa ani komputera długo nie miałem. Potem dostałem. Przez pierwsze pół roku grałem w weekendy, potem skonczyłą się gra pozorów i zaczęło granie codzienne. Lubiłem to, a uciekamy w to, co lubimy.

A wiec, czy jestem albo byłem uzależniony? W żadnym wypadku w stopniu, jaki przedstawia autor. Gdy cos sie działo, gdzye gdzieś wyjechałem nie czułem "głodu" mogłem i mogę żyć bez komputera. Ale... jednak pewien mechanizm podobny do nałogu palenia występował - co by tu zrobic, jak się rozerwać? No, zagrać. Poza filmami faktycznie gry wypełaniły szczelnei mój wolny czas.

Też staram się to zmieniać - studia za mną, jest czas z powrotem wyrobić nawyk czytania. Posłuchać muzyki. Niestety, szukać fajnej muzyki mi sie nie bardzo chce, książek też, ale są czasopisma, są filmy... Liczę zę walka z fobią pomozę i w tym.

Od gier uciekać jednak panicznie ani kategorycznie nie zamierzam. To dla mnei swietna rozrywka i ponieważ nei zarywam całych nocek itp, nie będę z niej rezygnować. Tylko meni akurat kompletnie multi nie kreci, i uważam, zę wiele singlowych gier ma nadal kapitalną fabułę, a te z bardziej sztampową często nadrabiają to albo wciąż świetnym gameplayem (co z tego, zę znowu ratujemy świat? Często okolicznosci są inne, a jak sie jeszcze swietnie i z satysfakcja strzela/siecze/przystr.. a nei, to eni reklama Hohlandu...) albo naprawdę kapitalną, śliczna a czasem i stylową oprawą. Póki co mam fazę na Mass Effect 3, WRC 2010 i konczę The Darkness II

Uno - tnaiego? Fakt, przy obecnych promocjach na Steam, Origin, Muve, GMG... A jednak w ciagu ostatnich pieciu lat na ponad 80 gier (sporo małych indie) wydałem ok. 2000 zł    :Uśmiecha się szeroko:
(z drugiej strony - wuj na papierosy ostatnio wydawał ok 1000 na miesiąc - gry jednak tańsze    :Wystawia język:)
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#6
@Michał

Dzięki za artykuł, napisany trochę aby zszokować czytelnika    :Uśmiecha się pogodnie:, to co teraz napiszę pewnie będzie odczytane jako objaw uzależnienia, lecz moim zdaniem argument, że człowiek, który godzinami koczuje przed kompem nie odczuwa emocji jest po pierwsze trochę błędny (być może emocje są tłumione ale jakieś są), po drugie nie wiem skąd przypisywanie emocjom tak wielkiej wartości.

@Riverside

Miałem takie epizody w życiu, że w ogóle nie grałem i nie przez to, że chciałem wyjść z nałogu, ale po prostu nie chciało mi się. Człowiek ma wtedy sporo czasu, próbuje różnych rzeczy, wychodzi do ludzi i w moim przypadku - przypomina sobie dlaczego ich unika, potem wraca do kryjówki, gdzie najlepszą z dostępnych rozrywek są gry.

Tak przy okazji, nick od zespołu?

@uno88

Nie uważam żeby gry były jakiś szczególnie pożytecznym zajęciem, ale układanie swoich zajęć tak aby zyskać "społeczny respekt" to moim zdaniem również strata czasu, w dodatku mało przyjemna : P

@Zas

Zapewne Uno miał na myśli jeszcze inne sposoby pozyskiwania gier    :Uśmiecha się szeroko:

Mass Effect <3
When night falls
she cloaks the world
in impenetrable darkness.
A chill rises
from the soil
and contaminates the air
suddenly...
life has new meaning.
Odpisz
#7
Moja matka na papierosy wydaje rocznie ponad 3 koła. Można by wymienić to na stałą ilość gier plus ciągłą modernizację kompa. Tylko ,że takie koszty i tak mają się nijak do pasji ,które mnie kręcą. 1 godzina na strzelnicy kosztuje ok 200 złotych. Oczywiście daje mi to większą frajdę ,niż gry ,ale to maszynka to wydawania kasy. W Polsce zwyczajnie nieopłacalna. Każdy psioczący o uzależnieniach powinien dawać porównywalny substytut bo tylko wtedy ma to sens. Spotkania z ludźmi itd. nie odstresowują mnie ,a wręcz przeciwnie.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#8
No tak, biorąc pod uwagi strzelnicę, żeglarstwo, wypady w Alpy na snowboard i narty, nałogowe palenie... faktycznie gry drogie nie są.    :Uśmiecha się szeroko: Moze moja perspektywę zaburza brak stałych dochodów w postaci minimalnej lub najlepiej średniej krajowej... albo jednak podejście do gier - chyba mimo wszystko musiałbym mieć spore nadwyzki kasy, by kupowac gierki, chocby wiekszość, w dniu premiery.
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#9
Oh Crap

Ja mam wyrzuty sumienia jak trochę pogram, bo mogłem zrobić coś pożyteczniejszego.
Może za stary już jestem na gry    :Wystawia język:.
Nagrałem się już porządnie, dlatego gry są dla mnie już nieciekawe.
I nie tylko o ratowanie świata tu chodzi, ale o schematyczność, przewidywalność.
Np. dlaczego w prawie każdym FPS od czasów RTCW muszę napieprzać z działka stacjonarnego do chmary tępych, podchodzących mi pod celownik wrogów? Producenci wtapiają ten element w swoje gry, jakby to miało urozmaicić gameplay. Dla mnie to jest jak ciągłe jedzenie pizzy z tymi samymi dodatkami    :Wystawia język:.
W cRPG wkurza mnie np. to, że jestem jedyną postacią, która kupuje w jakimś sklepie w grze, broń, eliksiry itp.
I te questy, porozmawiaj z panem X, aby on Cię wysłał do pana Y, który Ci powie, że trzeba zabić pana Z, ewentualnie coś mu przynieś. To mnie bawiło, przez kilka dobrych lat, od Gothica 2, teraz już przestało    :Wystawia język:.
Tych schematów jest więcej, rządzą one niemal każdym gatunkiem.
Ze względu na to gry stały się dla mnie nudne i przewidywalne, wyjątkiem są właśnie niektóre tytuły pod multiplayer, ale tu też już zaczyna być widoczne wzajemne kopiowanie pomysłów producentów gier od siebie.
No i to co wspominali poprzednicy. Gry są, przynajmniej dla mnie, drogie. Zwłaszcza te nowe, premierowe.
Tak więc jeśli chodzi i rozrywkę, gry dla mnie nimi nie są.
A odskocznia od rzeczywistości? Nie mam zamiaru od niczego odskakiwać, bo rzeczywistość, ogólnie, mi się podoba.

Co do nicka, nie od zespołu, ale pomysł wzięty też z muzyki.
Sidney Samson - Riverside. Akurat tego słuchałem, jak rejestrowałem się na forum    :Wystawia język:.
Odpisz
#10
@Oh Crap

Z tego, jak zrozumiałem ten artykuł (a mogę już rozumować świat zupełnie niedorzecznie po swojemu) to nie mieli na myśli, że nie ma emocji podczas kontaktów wirtualnych, tylko że nie przekładają się ona na emocje w rl, wręcz wyjaławiają zdolność do nich.
[Obrazek: bgz24n.gif][Obrazek: cutehamster.gif]
Odpisz
#11
Riverside - Przynieś-wynieś w RPG? Oj, w wielu faktycznie tak... tzn we wszystkich. Ale czasem obudowane jest to naprawdę fajna historią. Poza tym polecam Wiedźmina i Wiedźmina 2, jeśli eni grałeś.
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#12
Osobiście interesująca jest dla mnie przyczyna tego ,iż dla wielu ludzi świat wirtualny jest atrakcyjniejszy od realnego. Pytanie dlaczego? Jest prostszy? Bardziej sprawiedliwy? Szybciej poznajemy konsekwencje działań? Wszystko da się odwrócić, można rozpocząć raz jeszcze, nic nie tracimy na zawsze? Gramy jako wolni od swoich lęków ,smutku i ograniczeń? Kierujemy postaciami powszechnie atrakcyjnymi, uosabiającymi cechy prawdziwego mężczyzny ,czy prawdziwej kobiety? Dla mnie to dość dziwne. W końcu zawsze wiemy ,że to tylko na niby.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#13
Często życie jest wyczerpujące i nie nagradza dostatecznie naszych starań. W realnym świecie musimy brać pod uwagę nieograniczoną ilość czynników, które wpłyną na konsekwencje naszych akcji. Złe słowo może okazać się przyczyną zmiany kierunku w życiu, nieodebrany telefon może stanowić o końcu związku. Ze świata realnego nie ma ucieczki, nie możesz się po prostu wylogować gdy Cię coś boli albo chcesz skądś uciec. Możesz na przykład złamać nogę na wycieczce i nie masz opcji load game, nie dysponujesz magicznym eliksirem „składania kości”.

Z drugiej strony, system nagradzania w grach został dopracowany do perfekcji przez lata wnikliwych badań prowadzonych przez speców od ludzkiej psychiki. Gry tworzone są tak aby były coraz bardziej wciągające, schlebiające graczowi dialogi, naszpikowane erotyzmem postacie, losowo generowane łupy. Wszystko to jest machiną, która dopiero zaczyna pokazywać swoje możliwości.

Czyli masz prosty, klarowny świat pełen nagród i przyjemności, w którym nic nie może Ci się stać kontra skomplikowana, niebezpieczna, nieprzewidywalna rzeczywistość, gdzie Twoje starania mimo iż szczere i okupione wielkim wysiłkiem nie muszą przynieść rezultatu w postaci szczęścia.

Moim zdaniem świat realny też jest w wielu aspektach „na niby”, przez całe życie udajemy, odgrywamy role, staramy się zrobić dobre wrażenie, czy nie jest to swojego rodzaju gra? Przyznaję, że jestem stronniczy, ale jak już się przyznałem gry to mój nałóg. NIE MYŚLĘ JASNO : P

@Michał
Może masz rację, z tego co pamiętam to był tylko cytat.
When night falls
she cloaks the world
in impenetrable darkness.
A chill rises
from the soil
and contaminates the air
suddenly...
life has new meaning.
Odpisz
#14
Zas - Zauważyłem, że ta historia w wielu cRPG'ach polega właśnie na ratowaniu jakiejś krainy, królestwa, lub w przypadku Mass Effect nawet całego wszechświata przed istotami typu smoki, demony itp.
Myślę, że najważniejszy jest sposób poprowadzenia takiej historii, która mimo tego, że prawie nigdy nie bywa oryginalna to potrafi wciągnąć. Tylko, że rzadko zdarzają się takie tytuły.
Co do Wiedźmina, nie przeszedłem co prawda do końca ani W1 ani W2, ale to rzeczywiście gry wybitne. Humor, dialogi i klimat (zwłaszcza w W1 w Podgrodziu) jak dla mnie miażdżą wszystkie współczesne cRPG. Nawet Skyrim mi sie tak nie podobał ja Wiedźmin 2. Właściwie, Skyrim w ogóle mi się nie spodobał    :Wystawia język:. Widocznie mam uraz do tego "przynieś-wynieś", a w Skyrimie jest mnóstwo takiego latania w tą i z powrotem    :Wystawia język:.
Odpisz
#15
Jak byłem dużo młodszy, to też lubiłem grać w różne gry. Później jak już był komputer w domu (wcześniej grałem za małolata na konsolach), to dużo siedziałem przy gierkach, ale od kilku lat prawie w ogóle nie gram w żadne gry. Raz na przysłowiowy "ruski rok" w coś pogram. Cieszy mnie ten fakt, że nie jestem od tego uzależniony i prawie w ogóle nie gram.
Odpisz
#16
futbol menadzer
Odpisz
#17
Piszę pracę magisterską o uzależnieniach od cyberprzestrzeni i gier. Generalnie badacze wciąż się kłócą czy to uzależnienie czy zachowania kompulsywne. I pewnie będą się kłócić jeszcze długo. Jednak można dostrzec kilka charakterystycznych cech (typu zatracenie w grze na długie godziny, czy coraz dłuższe przesiadywanie w sieci) które mogą zapalić nam lampeczkę bezpieczeństwa.
Osobiście sama uważam że nadużywam, i komputera i gier, dostrzegam że mogę mieć problem, ale mimo że wiem o tym sporo, nic z tym nie robię...
Odpisz
#18
...
Odpisz
#19
"czy to uzależnienie czy zachowania kompulsywne."

Hmmm... Interesujące.

A dziś na GMG nowy Tomb Raider w promocji za 40 zł!   :Diabeł:
Ostatnia nadzieja w palnej broni,
Wyceluje se do lewej skroni,
Zanim strzele "raz-dwa-trzy" odlicze
I spokój mi wyjdzie na oblicze.
Odpisz
#20
O, już myślałem że nie znajdę tu takiego topicu.

Z tej strony zapalony gracz. Nie uważałem tego za problem dopóki nie poszedłem na studia wyposażony we własnego laptopa z zainstalowanymi paroma grami, przede wszystkim ze słynnym World of Warcraft na czele. Powiedziałbym, że u mnie jest to przede wszystkim rodzaj ucieczki. Spędzam przed kompem całe dnie, ponieważ to pozwala mi uciec przed życiem realnym i stresem spowodowanym nową sytuacją w jakiej się znalazłem.

Odkąd pamiętam musiałem w coś grać (po prostu bez tego ani rusz), to mi dawało sens życia (wiem, nędznie to brzmi, ale tak było). Ale oprócz tego miałem jakieś normalne życie. Teraz coraz bardziej zatapiam się w świecie gry i Internetu. Moim zdaniem to jakieś problemy psychiczne powodują uzależnianie się od gier i uciekanie do świata wirtualnego. No bo jakie zdrowy człowiek ma powody, by przesiadywać przed komputerem całe dnie i noce?
"Pra­wie cała li­tera­tura, pra­wie cała poez­ja, pra­wie cała sztu­ka wyrosły z ludzkiego bólu; w niebie chy­ba sztu­ki nie ma."
Odpisz
#21
A ja za to panicznie się bałem i nadal boję się grać w jakiekolwiek gry online z prostej przyczyny - grając z innymi osobami narażony jestem na ocenę, krytykę, jakieś uwagi itd. z ich strony. Trzymałem się więc od takich gier z daleka, choć nieraz miałem ochotę odciąć się od rzeczywistości i pograć w jakieś MMORPG czy FPS'a online. Jeśli już w coś gram to tylko single player, a i to rzadko.
Odpisz
#22
heisenberg512, podobnie mam jak Ty z MMO.
W ogóle stresuję się, gdy ktoś niespodziewanie się do mnie odezwie    :Uśmiecha się szeroko: i boję się, że dostanę ochrzan, że nie źle gram i coś tam coś tam.
Odpisz
#23
Hatifnatka napisał(a):heisenberg512, podobnie mam jak Ty z MMO.
W ogóle stresuję się, gdy ktoś niespodziewanie się do mnie odezwie    :Uśmiecha się szeroko: i boję się, że dostanę ochrzan, że nie źle gram i coś tam coś tam.
Miałem dokładnie to samo    :Śmieje się:
Gram sobie w WoW na prywatnym polski serwerze (może ktoś się domyśli jakim  :Stare - Przewraca oczami 2: ) i bywało, że starsznie się bałem np. że popełnię błąd w trakcie walki z bossem i wszyscy będą na mnie źli (bo taka pomyłka może kosztować wszystkich porażkę    :Uśmiecha się szeroko:), albo że ktoś mnie skrytykuje za inne błędy. Normą w MMO są także wyzwiska, głupie docinki itp. Paradoksalnie, udało mi się to jednak oswoić i teraz niczego sie już w grze nie boję (nawet gadania przez TeamSpeak z obcymi ludźmi, pomimo że nienawidzę swojego głosu). Dzięki temu stałem się jakby nieco "twardszy" również w życiu, choć oczywiście nadal daleko mi do ideału. Jednak widocznie to prawda, że wirtualne interakcje społeczne, jako mniej stresujące i prostsze dla fobika, pomagają się przyzwyczaić do podobnych sytuacji w życiu realnym.
"Pra­wie cała li­tera­tura, pra­wie cała poez­ja, pra­wie cała sztu­ka wyrosły z ludzkiego bólu; w niebie chy­ba sztu­ki nie ma."
Odpisz
#24
Też uważam, że gry mmo to dla fobika symulator życia, że tak powiem.
Poza tym, grając uczymy się też współpracy, planowania, co może przydać się nam w późniejszym życiu zawodowym.
Odpisz
#25
A ja skończyłem grać w MMO, ponieważ ludzie naciągali mnie, żebym gadał przez mikrofon. Raz udało mi się coś powiedzieć, ale więcej nie udało mi się przełamać.

Mogę też powiedzieć, że ani trochę mi granie nie pomogło w interakcjach społecznych, bo zwykle grałem sam i nie odzywałem się do nikogo. Mogłem być nawet na szczycie rankingu, a w liście znajomych nie miałem ani jednej osoby   :Wystawia język 2:
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Uzależnienie od onanizmu The_Visitor 51 5 057 22 Cze 2018, Pią 19:38
Ostatni post: Kopytko
  Alkoholizm, uzależnienie od hazardu, lekomania thescandal 20 6 244 10 Maj 2016, Wto 19:08
Ostatni post: aporcik
  Fobia, depresja i uzależnienie, czego chcieć więcej? stone 5 1 714 09 Mar 2016, Śro 18:37
Ostatni post: RedIsABeautiful
  Siecioholizm i uzależnienie od gier komputerowych Ciasteczkowy 9 5 505 24 Lip 2011, Nie 16:09
Ostatni post: aghra


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.