- Wagary. :(
#1
Pierwsze w 6 klasie podstawówki.Zdarzyło się zwiać z kilku lekcji pod koniec roku.To miał być koniec,a okazało się,że to początek. :? W gimnazjum miałam problemy szczególnie z kolegami.Uwielbiali sobie ze mnie kpić.Po powrocie do domu chciałam jak najszybciej o szkole zapomnieć.Nie odrabiałam lekcji,bo sama myśl o tym,że jutro do szkoły była straszna.Przestałam interesować się nauką,miałam słabe oceny.Zachowanie kolegów mnie dobijało.Stworzyłam sobie swój własny świat w którym się zamknęłam.W szkole odliczałam minuty do dzwonka.Nie mogłam skupić się na nauce bardzo się denerwowałam,postanowiłam sobie odpuścić.Zaczęłam wagarować na poważnie.  :Stare - Przewraca oczami 2: Rodzice się dowiedzieli było mi głupio,chciałam zmienić swoje postępowanie.Nie zmieniłam tylko się bardziej pogrążałam w kłamstwach,zaległościach.Z roku na rok ledwo zdawałam.Byłam w poradni pedagogicznej.Wysłali mnie ze szkoły.Nikomu nie chciałam powiedzieć dlaczego uciekam ze szkoły,dla czego słabo się uczę.Nie przeszłoby mi to przez gardło.Kiedyś dałam wychowawczyni do zrozumienia,że się tym bardzo przejmuję i żeby mnie zrozumiała.A Ona to zlekceważyła tak jak by chciała powiedzieć to taki wiek.Powiedziała,że mam chodzić do szkoły. To co przeżywałam w szkole było koszmarem.Koledzy uwielbiali mnie zawstydzać na oczach całej klasy.Czułam się jak w teatrze.Nie mogłam jeść śniadań.W 3 klasie nawet jak nie jadłam to i tak co dzień przed wyjściem wymiotowałam.Nie umiałam się bronić przed zaczepkami i kpinami.Prawię z nikim nie rozmawiałam.I wdałam się w nawyk ucieczki...
Odpisz
#2
Tez tak robiłem i nie żadnej zawodówki nie zdałem a powodem była fobia.
Odpisz
#3
a czemu się nie chwalisz jak tam było w liceum? Podejrzewam, że studia zaoczne
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#4
Milena, rozumiem Cię doskonale albo i jeszcze lepiej, chyba nie warto pisać jak to było u mnie, w każdym razie nie trzymali mnie w szkole na siłę, 20 godzin nieusprawiedliwionych upomnienie, trzy upomnienia wyjazd, rodzice we mnie zwątpili, ja sam także, nie potrafiłem się zmienić, nie mogłem zacząć chodzić tak po prostu, było straszenie, że policja będzie mnie odwozić do szkoły itd. ehh, myśleli, że to lenistwo ja tymczasem dostawałem każdego dnia jakiejś nerwicy na samą myśl o pójściu do szkoły, wpadałem w paranoje i nie trafiałem, żeby nie błąkać się sam wpadłem w towarzystwo prawdziwych leni prawdopodobnie czy nierobów w każdym razie dla ludzi takich jak ja nie ma przyszłości, zginę marnie nie wiem nawet po co rodzice sponsorują mi energie i ten zafajdany internet ;/
jak do tej pory nie potrafiłem wziąć się w garść.
W gimnazjum to jeszcze się cackali, kiedyś mały włos a dostałbym mandat, rodzice właściwie za godziny... teraz podobno 5000zł ma być :shock:

http://www.infofordon.pl/index.php?optio...&Itemid=85
Odpisz
#5
Liceum z tym to też ciężko było. :? Pomyślałam sobie że muszę zmienić swoje zachowanie.Postanowiłam mieć dobry start.    :Uśmiecha się szeroko: Starałam się rozmawiać z nowymi koleżankami i kolegami.Chciałam być postrzegana normalnie a nie jak ofiara i obiecałam sobie,że jak poznam kogoś kto będzie słabszy pod jakimś względem postaram się mu jakoś pomóc.I co się okazało :?: Chcieć to móc    :Uśmiecha się: Udało mi się.Pierwszy raz polubiłam swoją klasę no może z wyjątkiem 3 osób.Nabrałam przekonania,że wiele zależy ode mnie jak będą mnie inni traktować.Pierwszy raz od bardzo dawna zaczęło mi zależeć na szkole.Odrabiałam nawet lekcje    :Uśmiecha się: jeśli oczywiście umiałam.Więc nie dostawałam już jak dawniej samych złych ocen.Ale piękne nie trwało zbyt długo...Byłam wtedy strasznie zabujana w jednym gościu.Nie wiedziałam co się z nim dzieję nie rozmawiałam z nim.Powoli miałam coraz mniej entuzjazmu na naukę bo łapałam doła,że Go nie widuję i nie wiem co będzie dalej.Zaczęłam się zastanawiać co wykombinować żebyśmy byli razem.Ale STOP przecież ja nawet nie wiedziałam co On o mnie myśli.Szkoła znowu zeszła na bok :? Znowu trochę zaległości.I do tego informatyka której się tak panicznie bałam.Nie miałam w domu kompa więc nie korzystałam i miałam zawsze stresa przed infą.Babka była okropna wyzywała nas od sierot i krzyczała jak ktoś czegoś nie wiedział.To mnie też na tyle zniechęciło,że przestałam uczęszczać na informatykę.Odpowiedzi i chodzenie do tablicy też mnie strasznie zaczęło stresować.Kiedyś dostałam wysypkę jak poszłam do odpowiedzi z maty.Dostałam 4+ wiedziałam,że sobie poradzę a mimo to hop niespodzianka.Nawet w gimnazjum to mi się nie zdarzyło.Nauczycielka się zdziwiła ja też.Ale doszły do tego efekt burak   :Śmieje się nerwowo: straszne.Facetka od polaka się uparła żeby pytać mnie na każdej lekcji w pierwszej kolejności.(musiałam jej podpaść)Pomimo,że coś tam z lekcji na lekcje pamiętałam i tak się stresowałam.I jak się te wszystkie sprawy naszły to 2 semestr miałam z głowy.Znowu rozczarowanie dla rodziców   :Smuci się: Oczywiście nie zdałam,bo nie wierzyłam że sobie poradzę.Później wyjechałam a teraz zapisałam się do szkoły przez neta.Chcę iść do pracy.
Odpisz
#6
Ach, szkoło, szkoło, ukochana szkoło. Nienawidzimy cię z całego serca, ale jesteś przykrą konieczością.

Milena, rozumiem Cię, chociaż w moim przypadku nie było aż tak drastycznych akcji. Nieobecna jestem często. Czasem po prostu czuję tak silny stres, że decyduję się zostać w domu. Czasem wolę nie iść do szkoły i pouczyć się przedmiotów, z których zdaję maturę, a nie denerwować się na chemii, bo coś w tym roku opętało nauczycielkę, i pyta na każdej lekcji po dziesięć osób.

Poza tym uważam, że szkoła zabija kreatywność, ciekawość świata, pasje. Lekcje prowadzone są ciągle w ten sam sposób: wchodzimy do sali, małe odpytywanko- duży stres, monotonna paplanina nauczycielki, która zdaje się być zmęczona życiem, nauczanym przedmiotem, nami.
Biologia i geografia, które same w sobie są bardzo ciekawymi dziedzinami, kojarzą mi się z nudną lekcją i nerwowym zerkaniem na zegarek.

Mam z kim pogadać na przerwach, powymieniać zdania na różne tematy i chyba nie widać po mnie, jak bardzo jestem wyczerpana. Codziennie przed pójściem do szkoły czuję ciężar związany z przebywaniem w dużej grupie osób. Po ośmiu lekcjach jestem tak zmęczona obecnością tych wszystkich ludzi, że nic mi się już nie chce.
Odpisz
#7
Gilraen a czego Ty wymagasz od liceum? Chcesz się rozwinąć, pobudzić kreatywność, mówić swoje zdanie, a nie powtarzać zdanie nauczycielek? To wpadaj na uniwerek dziennie na studia humanistyczne
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz
#8
w liceum- 2 m-czne wagary (nie zdałam), na studium m-czne, ale udało mi się nadrobić
Odpisz
#9
Dobra, może byłam naiwna, ale z niecierpliwością czekałam na liceum. :? Wyobrażałam sobie, że chociaż te przedmioty rozszerzone będą nauczane w ciekawy sposób. Nie chodzi mi o to, żeby nauczyciel rzucał się jak opętany po sali i w ekstazie opowiadał o baroku. Sądziłam tylko, że np. j.polski będzie przedmiotem gdzie można podyskutować z nauczycielem, wyrazić własne zdanie. Okazuje się, że nauczycielka na każdej lekcji ma na biureczku klucz odpowiedzi, który mówi, jak można interpretować dany utwór, a jak nie. Nie możesz mieć innego zdania niż grupa tych "mądrych ludzi", którzy opracowali klucz. "Nie możesz, bo nie skończyłeś studiów"- słowa mojej polonistki. Nie wiem, kogo oni chcą stworzyć. Jakąś masę myślących w ten sam sposób ludków? Ok, już się nie denerwuję...Peace
Odpisz
#10
Kompletny bezsens.Nie można mówić co się myśli bo jakiś nauczyciel myśli,że jest księgą mądrości bo zna na pamięć to co ktoś wielce uczony powiedział. :? Lipa straszna.Ja na szczęście miałam takie polonistki które namawiały do powiedzenia swojego zdania.Bo czego się można nauczyć jak trzeba tylko powtarzać to co ktoś powiedział.Kreatywność jest b.ważna    :Uśmiecha się szeroko:
Odpisz
#11
Milena ja miałem podobnie z tym polskim    :Uśmiecha się puszczając oko: Miałem taką nauczycielkę starą, której wszyscy nie lubili. Ja często opuszczałem zajęcia żeby się nie stresować, np. jak trzeba było coś przygotować i powiedzieć przed klasą. Ona to interpretowała chyba jako zlewanie przedmiotu i później na każdej lekcji byłem pytany    :Uśmiecha się puszczając oko: Nie dość, że nie chodziłem - nie umiałem, to do tego dochodził niewyobrażalny stres(przed lekcją chodziłem nerwowo po całym korytarzu), no i zawsze byłem nogą z polaka. Nie umiem tworzyć takich bezsensownych wynurzeń jak co niektórzy    :Uśmiecha się puszczając oko:

Koło się nakręcało, im częściej uciekałem, tym częściej mnie później pytała i jeszcze śmiała się ze mnie przy całej klasie.. To był koszmar. Ale na koniec liceum chyba coś zrozumiała bo była dla mnie jakaś milsza i postawiła mi 3je. Nie powinna bo miałem prawie same pały i dwóje. Więc dopisała mi jakieś 3 ki i 4 ki.
Odpisz
#12
Nigdy nie chodziłam na wagary. Często przed szkołą (zwłaszcza w gimnazjum) miałam bardzo silny stres, ale nie miałam ochoty mieć awantury w domu. Wagary nic nie dają na dłuższą metę, a po co robić sobie kłopoty w szkole i w domu.
Admin na urlopie
Odpisz
#13
Gimnazjum to najgorsze co może być, szczególnie jak ma się takie problemy jak my    :Smuci się: Też oczywiśce przeżywałem to w tamtym okresie. W liceum byłem już takim wrakiem że chociaż miałem fajną klasę to i tak chodziłem ciągle na waje i niestety nie przepuścili mnie w drugiej klasie. Na szczęście są szkoły zaoczne    :Uśmiecha się puszczając oko: Na Politechnice też mi opornie idzie ale się staram żeby jakoś było.
I'm a Lizard King!
Odpisz
#14
Luna napisał(a):Nigdy nie chodziłam na wagary. Często przed szkołą (zwłaszcza w gimnazjum) miałam bardzo silny stres, ale nie miałam ochoty mieć awantury w domu. Wagary nic nie dają na dłuższą metę, a po co robić sobie kłopoty w szkole i w domu.
rozważne podejście, tylko widzisz, u mnie na przykład chęć uniknięcia była na tyle silna, że pomimo zdawałem sobie doskonale sprawę z konsekwencji, to jednak nie potrafiłem niczego zmienić... również nie miałem ochoty robić sobie kłopotów w szkole i w domu tylko co z tego, także zdawałem sobie sprawę, że nic mi to nie da i pogorszy jedynie sytuację  :Stare - Przewraca oczami 2:
Wspominasz o stresie, stres towarzyszy każdemu człowiekowi, to normalne  :Stare - Uśmiecha się i puszcza oko: jedni odczuwają go bardziej inni mniej ale zaburzenia to już inna sprawa, niczym nie przemówisz takiej osobie do rozsądku :?
Odpisz
#15
W swojej szkolnej karierze uciekłem dosłownie kilka razy przy czym to były ucieczki na koniec roku szkolnego i tylko jeśli cała klasa szła. Przyznam, że nieraz miałem ochotę uciec tak po prostu ale strach zawsze był silniejszy. W dodatku robiono by mi awanturę w domu na pół dnia, więc sobie odpuściłem.
Odpisz
#16
Doskonale rozumiem to co czułaś Mileno    :Uśmiecha się:
Ja również uciekłem kilka razy pod koniec roku, spędzając czas na owocnych rozmyślaniach jakby to zmienić świat.
A wystarczy sobie szczerze założyć czego chcesz i dążyć do tego...ja niestety jeszcze tego do końca nie osiągnąłem ale zanotowałem spore postępy :]
Będe walczyć aż do końca.
Odpisz
#17
Miałem taką samą sytuacjię jak Ty też w gimnazjum byłem niesmiały(nie wiem czy miałem już fobie czy nie) mało się odzywałem znałem wcześniej tylko 3 osoby i nikogo wiecej. Zaczeli mi dokuczać ,a ja nie potrafiłem się przeciwstawić   :Smuci się: Sytuacjia poprawiła się dopiero w 3 klasie ,ale ten strach pozostał do dziś strach przed szkoła. Ta nie pewność przed tym co się może stać. To naprawdę okropne. W sumie to dręczenie skończyło po solówie z jednym kolegą wtedy dali spokój. Wychowawczyni była ok często wstawiała się za mną u nauczycieli żeby mnie przepuścili. W moim przypadku pomogła mi siła fizyczna i to chyba najlepszy sposób na atak trzeba odpowiadać kontratakiem nie można sobie pozwolić ,żeby ktoś wszedł Ci na głowę. W LO było już zupełnie inaczej ,ale najciekawsze jest to ,że Ci którzy mi dokuczali stali się moimi kolegami a niektórzy nawet bardzo dobrymi kolegami.
Odpisz
#18
Ja niestety nie mogłem sobie pozwolić na jakieś tam wagary w wieku szkolnym (PODSTAWÓWKA-LICEUM)bo byłem nadmiernie kontrolowany przez rodziców którzy i tak by nie uwierzyli że uciekne
Ale...zaczęły sie studia i zacząłem unikać wykładów i niby że byłem w szkole a tak naprawde to pałętałem sie do mieście omijając co chwila istoty społeczne
Oblałem szkołe a rodziców musiałem okłamać że zdałem tylko test teoretyczny
I do dzisiaj staram sie wagarować    :Zaniemówił:
Odpisz
#19
...
Wiara, że jesteśmy jedynymi inteligentnymi istotami we wszechświecie, to w obliczu ogromu wszechświata, zwykła ignorancja... (patrz linki)
http://www.youtube.com/watch?v=YL4cFjmnQ...re=related
http://www.youtube.com/watch?v=Zr7wNQw12...re=related
Odpisz
#20
Mam 100% taką sytuację jak Michal88 też w liceum/gimnazjum/podstawówce praktycznie nie było opcji żebym chodził na wagary (no może byłem pare razy ale moge zliczyć na palcach jednej ręki ile)
, bo starsza by się skapneła i były by duże kłopoty :? A na studiach, które dopiero co się w moim przypadku zaczeły opuściłem już chyba połowe wykładów, tak samo jak Michal88 włucząc się po mieście... smutne    :Smuci się:
Odpisz
#21
siemka ja tez chyba nie ukonicze jak nieznajde swojego liceum przez tą fobie j...e...b...a..n..ą
Odpisz
#22
Ostatnio dopada mnie coraz gorszy nastrój, chyba najsilniejsza depresja mojego
życia, kiedy to śpię od 5 do 17, zarastam w brudzie, zero chęci i motywacji do
jakichkolwiek działań, ledwo wstaję by cos zjeść i siąść jak manekin przy
komputerze. Potworny smutek, który nie chce minąć daje mi znać, że kolejny raz
bez lekarza się nie obejdzie. W sumie to czuję się winny za ten stan, bo sam
zrezygnowałem z terapii (do której straciłem cierpliwość).

A teraz najważniejsze: każdy z nas ma pewnie rodzinę lub przyjaciół, jakieś
osoby, które zna od bardzo dawna i do których czuje się przywiązany,
przyzwyczajony. Przy takich osobach (mama, tata, siostra, sąsiad, przyjaciel z
dzieciństwa) nigdy nie czułem lęku, ale ostatnio drastycznie się to zmienia.
Mam sporo znajomych, których poznałem w okresie, gdy czułem się lepiej. Nie
milkną więc zapytania co u mnie, jakie mam plany, ciągle jakieś zaproszenia,
telefony. Tymczasem nagle bardzo straciłem na to wszystko ochotę, nagle po
kilku zdaniach z przyjacielem czuję ogromny stres, chcę uciec, zapaść się pod
ziemię, zwłaszcza, gdy pytają o szkołę lub pracę. Była dziewczyna, z którą
zawsze czułem się jak ryba w wodzie teraz powoduje u mnie stres i lęk   :Smuci się:
Najgorsze jest jednak to, że zaczynam coraz silniej stresować się przy
własnych rodzicach(!). Zawsze miałem z ojcem gorszy kontakt, ale teraz jak
siadam z nim przy kompie by mu coś pokazać, wytłumaczyc, robi mi sie gorąco,
drży mi głos. Z mamą wcale ostatnio nie rozmawiam, ponieważ jest obrażona na
to ze rzuciłem szkołę i nie pracuję (nie rozumie dlaczego).
Jednym słowem zero wsparcia w domu.

I setny raz to samo pytanie: czy wy też czujecie wstyd/boicie się/zaczynacie
bać się własnych rodziców/rodzeństwa?
Myślę, że dopóki jakoś sobie radziłem (uczelnia, nauka, wychodzenie do
znajomych) było okej. Odkąd siedzę w domu postawili na mnie krzyżyk chyba    :Smuci się:
Odpisz
#23
...
Wiara, że jesteśmy jedynymi inteligentnymi istotami we wszechświecie, to w obliczu ogromu wszechświata, zwykła ignorancja... (patrz linki)
http://www.youtube.com/watch?v=YL4cFjmnQ...re=related
http://www.youtube.com/watch?v=Zr7wNQw12...re=related
Odpisz
#24
Fason rozumiem Cię.Też tak mam.Jakoś przestałam lubić rozmowy z rodziną i znajomymi.Chodzi o to,że trzeba robić dobrą minę do złej gry    :Uśmiecha się: kiedy pytają o szkołę :? Znajomym to jakoś się jeszcze można wytłumaczyć.Jednak jak mam rozmawiać z jakąś ciotką i tłumaczyć jej,że nie chodzę do szkoły i dla czego.Teraz się zapisałam do takiej szkoły do której nie trzeba chodzić bo wszystko przysyłają na internet.Tylko,że ludziom starszej daty to się nie mieści w głowie,że takie coś istnieje.Więc w ogóle nie chwale się że mam szkołę.Z ojcem to już w ogóle na ten temat nie rozmawiam,bo on jest przecież najmądrzejszy i nie mam co mówić swojego zdania jak różni się od jego.    :Smuci się: Może jak w końcu znajdę pracę to się przestaną czepiać.Chociaż dla kogoś z FS to też nie będzie takie proste szczególnie na początku...no trudno muszę spróbować    :Uśmiecha się:
Odpisz
#25
tak sobie myślę ... w liceum nikt nie robił scen, że się nie chodzi ... na studiach to jakoś się załatwi lewe zwolnienie, ale w pracy to chyba nie przejdzie częstotliwość pojawiania się w zależności od poziomu lęku    :Uśmiecha się: po co się męczę na studiach, skoro z socjofobią czekam mnie co najwyżej etat ciecia parkingowego    :Uśmiecha się:
"Na tarczy krew! Dowód zwycięstwa i zadanych ran!"
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.