- wasz stosunek, wasze relacje z rodziną
#1
no właśnie... jak to jest z Wami? chodzi i o tą bliższą i tą dalszą rodzinę... jakie są Wasze relacje z tymi osobami, uczucia, odczucia względem nich, co o nich myślicie...

moja matka jest w wieku 59 lat, ojciec 74... ona nie pije, on pije okazjonalnie w rozsądnych granicach... natomiast matka pali, ojciec nie... nigdy nie użyto wobec mnie przemocy na tle fizycznym lub seksualnym... moje obecne relacje z rodzicami wyglądają tak, że żyjemy pokojowo pod jednym dachem, w miarę swobodnie, chociaż kiedy zdarzają się dni, gdy warczą na siebie mocniej i słyszę to, kiedy szykuję się do zaśnięcia w łóżku leżąc, jak wrzeszczą na siebie nawzajem i trzaskają drzwiami, to mnie to bardzo stresuje wtedy... boję się niekiedy, gdy matka wpada w jakiś rodzaj histerii, a czasem tak bywa, parę razy autentycznie się bałam, że zrobi coś ojcu, nieumyślnie, pod wpływem gniewu, chociaż to się nigdy nie zdarzyło w praktyce... rzadko rozmawiam z nimi o rzeczach istotnych dla mego życia, jedynie tyle, na ile to jest potrzebne na dany moment... lepiej mi się rozmawia z matką, aniżeli z ojcem, swobodniej bardziej... ostatnio zaczęłam się przytulać do matki, chociaż już znowu mi się nie chce tego robić, przedtem w ogóle nie istniało takie coś poza pewnymi wyjątkami… wolałabym się przytulić do innych znajomych osób nie związanych z rodziną, które są mi bliskie emocjonalnie... nic szczególnego nie widzę w mych rodzicach, przeciętność taką, mam stosunek trochę obojętny do nich, chociaż ich kocham naturalnie... mam im za złe, że wyręczali mnie na początku życia w wielu sprawach i że mieli i mają nadal trochę dziwne podejście do mnie, niby mówią, że mnie rozumieją, lecz swoim działaniem czynią więcej szkód nieraz aniżeli dobrego… może im nie zależy po prostu tak bardzo na mnie, jak to mówią, w rzeczywistości… nie wiem, nie chce mi się z nimi rozmawiać o tym… niech robią co chcą… ja chciałabym się wynieść od nich i być niezależna finansowo, ale do tego droga daleka niestety…

mam dwie starsze siostry, obie już mają własne rodziny i nie mieszkają ze mną już… nie rozmawiam praktycznie z nimi na swoje tematy, o moich jakichkolwiek planach, częściowo je znają, ale nie rozmawiam o tym… komunikuję się jedynie na płaszczyźnie o charakterze minimalnym… po prostu trudno mi z nimi rozmawiać… mam opory, jedynie z rodzicami rozmawiam jako tako dobrze na różne tematy i to z matką głównie, bo z ojcem też rozmawiam o wiele mniej… z babcią, mieszkającą w innej niż ja miejscowości nie rozmawiam też głębiej, ograniczam się do sfery przywitań, rozmowach o jedzeniu, filmie ew. jakimś… to wszystko… z ciotką już rozmawia mi się trochę swobodniej… ch**owe te moje relacje z rodziną są w gruncie rzeczy…

No   :Stan - Uśmiecha się - Diabelsko:
Odpisz
#2
Ja się z rodzicami rozumiem dobrze, nawet bardzo...   :Stan - Uśmiecha się - Szeroko:
Oboje są rozumni i wiedzą o fobii ale nie jestem jakoś uprzywilejowana z tego powodu (może dobrze może źle?). Mój tata to człowiek spokojny i to on rozwiązuje większośc konfilktów jakie wynikają między mną, moją siostrą i moją mamą. Bo to ona łatwo wpada w gniew i do tego jest perfekcjonistką.
Mój tata rozumnie mnie bardzo dobrze, bo sam cierpiał z powodu fobii w wieku młodzieńczym, ale szybko się jej pozbył po wojsku i dzisiaj raczej nie ma wiekszych problemów z kontakatami towarzyskimi, o ile mi wiadomo, na pewno na to nie wygląda...   :Stan - Uśmiecha się - LOL: (może wojsko to jednak dobre lekarstwo na fobię?   :Stan - Niezadowolony - Przewraca oczami: )
Z rodzicami mogę rozmawiac na każdy temat i tak robię. Są rzeczy oczywiście do których się nie przyznaję, wolę je zachowac dla siebie i sama je rozwiązac niż miec nad głową matkę patrząca na mnie krytycznym spojrzeniem.
Z moja siostrą jest również bardzo dobrze, czasem się pokłócimy(pobijemy   :Stan - Uśmiecha się - LOL: ) ale często potem się z tego śmiejemy. Jesteśmy bardzo ze sobą związane i zżyte. Rodzice zawsze bardzo o nas dbali, może dlatego, że wcześniej stracili już jedno dziecko przed naszym urodzeniem. Jeśli jest ktoś komu mówię, że go kocham to moja siostra właśnie wyrażanie uczuc i myśli przy niej przychodzi mi bardzo łatwo. Moim rodzicom również bez żenady mogłabym powiedziec, że ich kocham. Cieszę się, że tak jest i mam nadzieję, że tak już zawsze zostanie...

Falaq bardzo Ci współczuję z powodu tego, że źle się czujesz w swojej rodzinie. Szczerze mówię, ze nie wiem co Ci doradzic   :Stan - Niezadowolony - Płacze:
Odpisz
#3
Sugar Sweet napisał(a):(może wojsko to jednak dobre lekarstwo na fobię?   :Stan - Niezadowolony - Przewraca oczami: )
taa   :Stan - Zastanawia się:
Odpisz
#4
...
Odpisz
#5
[...]
Odpisz
#6
Nie czuj się samotna, pod takim względem, ze jest więcej takich osób (w takim położeniu) jak Ty?
Odpisz
#7
[...]
Odpisz
#8
Mój prawdziwy ojciec nie mieszka z mamą,rozwiedli się jak miałem 9 lat.Od tego czasu mam ojczyma,różnie się między nami układało.Ale zawsze miałem bardzo dobre relacje z mamą,siostrą i bratem.Teraz już od 2,5 lat mieszkam poza domem rodzinnym,często wpadam do brata na piwo.Mama mnie zawsze rozumiała,ale jeśli chodzi o troszkę dalszą rodzinę (ciocie i wujki ) to niebardzo
Odpisz
#9
Z rodzicami mam teoretycznie swietne stosunki. Teoretycznie bo w praktyce jest inaczej. Bardzo kocham moich rodzicow i wiem, ze moge na nich w kazdej sytuacji liczyc. Pomimo, ze nie mieszkamy razem od kilku lat i widujemy sie kilka razy do roku, utrzymujemy kontakt lelefoniczny lub przez gg. Moge powiedziec, ze mi sie dobrze trafilo, wiem, ze w kazdej chwili znajda dla mnie czas. Problem polega na tym, ze nie potrafie im powiedziec tego co naprawde czuje. Nie chce ich martwic, a wiem, ze tak by bylo. Wiedza, ze jestem inna, ze inaczej podchodze do zycia niz moj brat, ale nie wiedza skad to wynika. Niedawno zdobylam sie na odrobine szczerosci i powiedzialam, ze byli nadopiekunczy i za bardzo ulatwiali mi zycie, ale nie potrafilam powiedziec do czego to doprowadzilo. Jak bylam dzieckiem rozmawialam o wszystkich moich problemach, glownie z mama, bardzo sie tym wszystkim przejmowala i zazwyczaj konczylo sie na tym, ze rozwiazywala je za mnie zeby pomoc. Teraz uwazam, ze powinnam im tego oszczedzic, chce sobie z tym sama poradzic. Od kilku lat prowadze z nimi cos w rodzaju gry. Mowie ze wszystko dobrze, a o ewentualnych problemych dowiaduja sie po fakcie jak juz je rozwiaze, albo wcale. Tak jest lepiej. Wiem, ze jak widza, ze jestem szczesliwa tez sa szczesliwi. Chociaz czasami ciezko to pokazac, jak sie tego nie czuje.
Odpisz
#10
Moja mama od 17 lat jest na prochach ale z nią jest już ok, chorowała na depresję i również miała fobie (agorafobię), potem jakoś z tego wyszła, nawet studia zrobiła..Myślę że moja fobia jest uwarunkowana genetycznie, ale tez wpływ miało na to dzieciństwo.Nie było źle, bo pełna rodzina i w ogóle, ale ojciec nas wykańczał psychcznie swoim religijnym fanatyzmem a matki praktycznie nie było, bo ciągle siedziała w pracy a jak była w domu to po lekach spała. Nie wychodziła z domu, do pracy woził ją tata.Teraz jest już ok, mój ojciec stał się o wiele spokojniejszy,a mama jak juz pisałam czuje się lepiej. Uważam że mam wspaniałych rodziców, na prawdę dużo mi pomagają (nie chodzi mi tu o fobię, bo o niej wie tylko moja mama) .a jeśli chodzi o dalszą rodzinę to cholernie się jej boję i unikam wszelkich spotkań. Kiedy ktoś do nas przyjeżdża czuję się jak na przesłuchaniu, chociaż nikt tego przesłuchania mi nie robi. Boje się najmniejszego choćby zwrócenia na mnie uwagi.
Odpisz
#11
hmm, ciekawy wątek bo zmusił mnie do zastanowienia sie nad tym, czego raczej wcześniej nie robiłem,
hmm i jak to u mnie jest?
rodzeństwo: wrzuciłem w jedną szuflade, niby nie powinno sie uogólniać ale co tam, wiedzą że coś ze mną nie tak ale do końca nie wiedzą co bo najnormalniej w świecie ich to nie interesuje, mam 3 braci ale wydaje sie że każdy z innej bajki jest, zupełnie różni jesteśmy, chyba dziwne bo raczej więcej można podobieństw znaleźć niż różnic u rodzeństwa
mama: nie rozumie tego co sie dzieje ale bardzo ją to obchodzi, czasami mam wrażenie że bardziej sie martwi mną niż ja sam, jedna z niewielu osób która mnie tu jescze trzyma
tata: hmm chyba najbliższa mi osoba na tą chwile, dopiero jemu zdecydowałem sie otwarcie powiedzieć że coś chyba ze mną nie tak, tu znowu krecha na mnie, bo chyba bardziej stara sie mnie z tego wyciągnąć niż ja sam...
chyba wwychodzi na to że sie obwiniam, słusznie czy nie? nie jestem na tą chwile w stanie tego stwierdzić
pozdrawiam
Odpisz
#12
Z rodziną to się najlepiej wychodzi na zdjęciach, a poza tym szkoda gadać.
Jeśli o mnie chodzi to wśród tych, którzy mieszkają w Wawie to jest gros manipulatorów (m. in. moi rodzice) i plotkarzy, więc nie zawracam sobie nimi głowy. Część rodziny mam na Podkarpaciu i oni są bardzo życzliwi, ale niestety fanatyczni Katolicy, więc też nie ma o czym gadać, mam tylko jedną ciotkę, z którą mogę podyskutować na ciekawe tematy, m.in. duchowe, ale ona częściej siedzi w Indiach niż w Polsce. I jedyna forma kontaktu z nią to list, bo ona niekomputerowa.
Już wolę swoich przyjaciół. Oni są prędzej jak rodzina.
Odpisz
#13
Ja po raz pierwszy uczucie akceptacji, poza być może wczesnym dzieciństwem, poczułem po 20ce i to nie w rodzinie. To zdanie dobrze podsumowuje moją przeszłość. Pozytywnych emocji uczyłem się od obcych.
Obecnie w mojej rodzinie nie jest źle, ale w najwaźniejszym dla rozwoju mojej osobowości było innaczej. Ten czas jest nie do odrobienia.
W stosunku do rodziny czasem odczuwam przebijające się przez pęknięcia w murze promyki ciepłych uczuć, może kiedyś mur runie?
Najlepszy kontakt mam z bratem. Najgorszy z młodszą siostrą, czuję jakbyśmy byli dla siebie obcymi i nie chcącymi się poznać osobami.   :Stan - Niezadowolony - Smuci się: Ale nawet najlepszy dzień w kontaktach rodzinnych jest pozbawiony rozmów o uczuciach.

Większość z Was nie miała dobrych relacji w rodzinie, co by potwierdzało moją teorię, że FS zawdzięczamy przede wszystkim najbliższym. W moim przypadku sprawcą była mama. Jednak nie obwiniam Jej. Wypominanie rodzi jeszcze więcej krzywdy. Chociaż o tym nie rozmawiamy wydaje mi się, że obecnie jest świadoma swoich błędów i widzę, że stara się być lepszą matką. A tak ogólnie, to chyba nie ma rodziców którzy nie chcą dobrze dla swoich dzieci. Po prostu czasem im nie wychodzi.
Odpisz
#14
Kramb napisał(a):A tak ogólnie, to chyba nie ma rodziców którzy nie chcą dobrze dla swoich dzieci. Po prostu czasem im nie wychodzi.
Jaaasne, myśl tak, to daleko zajdziesz.
To jest stereotyp jak stąd na koniec świata i z powrotem.

Weźmy na przykład dzieciobójstwo, znane od zarania dziejów. Nie wyszło rodzicom więc musieli zabić swoje dziecko?
Albo przemoc fizyczną w rodzinie. Bije się dzieci, bo co? Bo rodzicom nie wychodzi wychowanie?
Albo weźmy molestowanie seksualne. Ojciec gwałci córkę, bo mu nie wyszło? CO mu nie wyszło? Chyba pożycie seksualne...
Albo weźmy porzucenie. Matka porzuca niemowlę na śmietniku, bo jej nie wyszło w życiu? Tatuś porzuca mamusię, bo ta zaszła w ciążę, bo mu nie wyszło i gumka pękła?
Odpisz
#15
Przyznam, że trochę przeidealizowałem, ale zrobiłem to świadomie. Gdy to pisałem myślałem przede wszystkim o moich rodzicach.
Jednak jestem przekonany, że moje stwierdzenie jest prawdziwe w dużej większości przypadków. Zaburzeni ludzie nawet mordując mogą sądzić, że robią to dla dobra mordowanego. Nie próbuję usprawiedliwiać takiego postępowania, tylko je zrozumieć.
Odpisz
#16
Może nie sądzą, że robią dobrze dla dobra mordowanego, ale nie uswiadamiają sobie może czasem, że robią w ogóle źle. W każdym razie masz rację, uważam, że zdecydowana większość rodziców chce jak najlepiej dla swoich dzieci.
Odpisz
#17
Moi nie są najgorsi. Ojciec w tych nielicznych chwilach, kiedy nie pracuje, stara się być miły (z róznym skutkiem). Matka chce dla mnie aż za dobrze, więc wypytuje o wszystko i ciągle mnie kontroluje, co jest denerwujące. Ale wbrew pozorom pozwala mi na dość dużo. Tylko ja boję się prosić... W sumie moje relacje z nimi są tak samo trudne jak z innymi ludżmi. Może nawet gorsze, bo wiem, że rodziców mam jednych na całe życie i sami rozumiecie...
Odpisz
#18
Mi pozostała tylko mama. Tata zmarł jak miałam 11 lat...Ogólnie nie pamiętam żeby był jakiś wredny w stosunku do mnie. Trochę nadużywał alkoholu, na szczęście był chory (wiem dziwnie to brzmi) i po jakimś czasie dostawał ataki i przez pewien okres był spokój...z mamą kłócili się, głównie jak pił. Kurcze a może on był alkoholikiem??? do tej pory jakoś to do mnie nie dochodziło...wiem, że leczył się na nerwy jak zresztą i moja mama. Po śmierci ojca (umarł na jej oczach) miała nerwicę lękowo-depresyjną i nie było z nią najlepiej. Rano jak wstawałam do szkoły to podawałam jej mokry ręcznik bo słabo się jej robiło. Ale teraz ma to już za sobą, choć powodów do nerwów wcale nie ubyło...
Jestem jedynaczką więc byłam wychowywana pod kloszem. Mama zawsze była nadopiekuńcza...nigdzie nie pozwalala mi wychodzić bo się strasznie martwiła i bała o mnie. Jej strach w końcu przeszedł na mnie i sama zaczęłam się bać wychodzić nawet jeśli nie musiałam pytać jej o zdanie. Teraz jest już lepiej, ale na początku było mi ciężko się przełamać. Oczywiście mama nie wie o mojej chorobie, nie chcę jej przyspażać więcej zmartwień...może kiedyś jej powiem
Poza tym wychowywałam się w jednym domu z kuzynostwem. Myślę, że oni również mieli wpływ na to jaka teraz jestem. Szczególnie ich rodzice, którzy nigdy nie uchodzili za towarzyskich ludzi. Okropnie bałam się wujka...a moja droga kuzynka zawsze mnie nim straszyła. To niepojęta jak ludzie mogą być zawistni, a jak to jest rodzina to już w ogóle...przykro mi z tego powodu, bo głównie przez nich musimy się wyprowadzić...
jak to mówią z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach i najlepiej stanąć gdzieś z boku co by się można było potem z tego zdjęcia wyciąć  :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#19
Ja nie cierpię jak mama się mnie pyta gdzie idę, kiedy będę, jak było w szkole etc..
Strasznie mnie to irytuje, bo poprostu nie lubię odpowiadać   :Stan - Uśmiecha się: wolę sobie to zachować dla siebie   :Stan - Uśmiecha się:
Odpisz
#20
Też tak miała naszczęście trochę sobie odpuściła   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając: też się na to złościłam, ale z drugiej strony wiedziałam, że cały dzień siedziała w domu i nie miała się do kogo odezwać, więc jak wracałam ze szkoły to wypytywała. Starałam się więc nie pokazywać złości i irytacji...
Teraz pracuje więc to ona mi opowiada co tam w pracy się wydarzyło :wink
Odpisz
#21
...

  :Stan - Niezadowolony - Przewraca oczami:
Odpisz
#22
Moi najbliżsi nie są złymi ludźmi. Kocham ich, chociaż mój ojciec to choleryk - drze się na moją matkę za najmniejsze przeskrobanie. Lecz gdy jest dobrze, okazuje jej uczucie i się dogadują. Moja mama ma jego dość, strasznie cierpi, jak na nią krzyczy, chociaż nie chce go zostawić, bo i tak ciągle go kocha i nie wyobraża sobię zycia bez niego. Ja osobiście podejrzewam, że on jest chory psychicznie... Że nie chce tego robić. Matka mówi, że kiedyś był inny. Myślę, że to przez nasze strasznie pogmatwane stosunki rodzinne - rodzeństwo mojego ojca (z nim włącznie) jest obecnie skłócone na tle majątkowym. I ja na tym cierpię najbardziej, bo wiem, że są to chciwi ludzie, a mam nakaz od rodziców, że mam się zachowywać jakbym o niczym nie wiedział...

Moja mama to dobra, aczkolwiek nadopiekuńcza osoba. Zawsze mogę z nią porozmawiać, gdy jest mi źle. Z drugiej strony jednak troszkę ją winię za moją chorobę. Dogaduję się tylko z wujostwem i ciociostwem (  :Stan - Uśmiecha się - Szeroko:) od jej strony.

Z rodzeństwa mam tylko siostrę, starszą. Nie mieszka już z nami, chociaż ostatnio często u nas przesiaduje (jej mąż jest kierowcą i przyjeżdża tylko na weekendy). Umiem się z nią dogadać, lecz nie jestem do niej całkowicie otwarty.

Bardzo lubię moich rodziców za to, że chociaż są trochę staroświeccy - są na luzie, nie trzęse nogami gdy z nimi rozmawiam, są dla mnie jak przyjaciele   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

Słowem podsumowania - nie ma u mnie bajki, ale nie jest tragicznie.
Odpisz
#23
"rozmowa" z moim ojcem z nocy z wczoraj na dzisiaj   :Stan - Niezadowolony - Przewraca oczami:

małe spięcie z ojcem, oczywiście prze ze mnie, nie zabrakło ostrych słów jak zwykle niemal pięści poszły w ruch, mordy rozdarte na pół bloku itd, poszło o "uzależnienie od komputera" i mój sposób bycia, żałuje tego co powiedziałem, ale sukinsyn odgrażał mi się, że wyrzuci mi tego kompa przez okno, jestem parszywym leniem żebym coś zrobił dla domu, ze jestem darmozjadem pieprzonym, zjechał mnie jak psa, darł sie jak głupi, mówie mu, że nie będzie do mnie cw*l pierd*lony darł pyska, ch*j fałszywy, nigdy mnie nie rezumiał, próbowałem nie raz mu tłumaczyć, że mam fobie ale ten dekiel nie dopuszcza tego do swojej ograniczonej tempej pały, dla niego wszystkie problemy ludzie tworzą sobie z wygody, nie mam zadnej fobii itd. , zdziwił się kiedy mu chciałem udowodnić ,że nie przywiązuje żadnej wagi do komputera, połozyłem monitor na podłodze i pytałem czy mam go rozku*wić, czy to wystarczy, co się zmieni wtedy? Zapytałem czy jest aż taki ślepy, że nei dostrzega problemu, matka wkroczyła i zaczeła tłumaczyć ojcu, że ni jestem całkiem normalny, ze muszą mnie wysłać do różnych specjalistów i tak dalej, także teraz jeszcze na wakacjach rozpoczynam wielki tour po okolicznych specach, problem jest taki, że nie sądzę abym powiedział im o swoich problemach, to dla mnie zbyt krępujące,   :Stan - Niezadowolony - Obraża się: bedzie to co ostatnio przypisza mi scierwo na schize tylko dlatego, że nie opowiem im wszystkiego ze szczegółami
  :Stan - Uśmiecha się - Diabelsko:
Odpisz
#24
Niered czlowieku man, dobrze, ze Cie wysylaja do psychiatry.
To sa ludzie z ktorymi w kazdej chwili mozesz zerwac kontakt, wiec nie masz sie co krepowac.
Oni na poczatku nie bede nalegali na mowienie i dokladnych problemach.
Zapytaja sie tylko o powierzchowne rzeczy na diagnozie, ja tak przynajmniej mialem.
Bardzo prywatne problemy moga byc omowione dopiero na terapi kiedy bedziesz umial sie porozumiewac z terapelta, po tym jak wypracuje on sobie u Ciebie zaufanie.
Ogolnie terapeuci to najczesciej mili ludzie, powinines zasiegnac opnii na temat konkretnej osoby i placowki w ktorej mialbys zamiar sie leczyc.

A co do sytuacji w domu, to kurde znakomicie Cie rozumiem.
Ja w domu mialem dokladnie takie same scesje z ojcem. Czesto o to samo o co Ty miales zeszlej nocy, innymi czasy, ze nie szanuje matki. Ja z moim sie pare razy w zyciu pobilem, ale to straszny frajer. Gada gada, a nic nie umie naprawde zrobic.

Bedzie dobrze, matka dba o Ciebie, sluchaj ale nie dawaj sobie za duzo pomagac, dobrze, ze pujdziesz na terapie.
Postaraj sie uwierzyc w to, ze moze Ci ona pomoc.
A jak juz skonczysz terapie to zacznij kombinowac zeby wszystko sobie poukladac.

Trzymam za Ciebie kciuki, wierze, ze Ci sie uda.
Podlecz sie i w przyszlym roku pojedziemy na Sensation.   :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Odpisz
#25
Niered...bardzo Ci współczuje...  :Stan - Niezadowolony - Smuci się: Też miałem problemy z ojczymem, nieraz prawie że doszło do bójki...Kiedyś w takiej sytuacji zwiałem z domu na dwa dni, spałem w lesie a potem błąkałem się o 4 rano w centrum miasta...potem wróciłem...szczerze porozmawialiśmy z ojczymem i przeprosiliśmy się...Ale potem znowu się kłócliśmy...aż w końcu nasze relacje stały się lepsze, gdy wyprowadziłem się z domu...
Czytając ten wątek przeraża mnie fakt, jak bardzo rodzice nie potrafią dotrzec i zrozumieć swych dzieci...nawet jeśli nieraz starają się (w ich mniemaniu) dla nich jak najlepiej...
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakie macie relacje z rodzeństwem? Kylar 37 2 584 13 Lis 2018, Wto 14:14
Ostatni post: nika32
  Ile czasu nie gadacie z rodziną? Xxxyyy 5 806 12 Wrz 2018, Śro 1:21
Ostatni post: Cytrynek
  Relacje z ojcem. Paula1998 10 2 276 15 Cze 2018, Pią 19:51
Ostatni post: Dziwna
  Badanie socjologiczne (mgr) - dysfunkcyjne relacje w rodzinie OSC 0 418 19 Cze 2017, Pon 21:07
Ostatni post: OSC
  Rodzina wielodzietna = patologia mar173 12 1 523 05 Kwi 2017, Śro 13:01
Ostatni post: dziewczyna z naprzeciwka
  Złe relacje z rodzicami Duke 47 5 433 02 Sty 2016, Sob 20:21
Ostatni post: karmazynowy książę
  Lęk przed rodziną Swango 13 2 184 12 Gru 2015, Sob 16:23
Ostatni post: RedIsABeautiful
  rodzina karmazynowy książę 16 1 895 10 Paź 2015, Sob 22:05
Ostatni post: pennylane8
  Rodzina to piekło Duke 13 2 392 25 Gru 2014, Czw 20:33
Ostatni post: lucasss
  rodzina stokrotka20 37 8 371 29 Sie 2008, Pią 12:53
Ostatni post: ZgarbionyFred


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.